anka766
07.01.06, 12:14
Pewnego dnia Go spotkałam. Na początku był tylko kolegą, ale potem stawał mi
się bliski. Imponował mi nie urodą ale mądrością i odpowiedzialnością.
Chociaż był odemnie młodszy nie przeszkadzało mi to. Zakochałam się. Był mi
bardzo bliski. Jeden dzień bez Niego był dla mnie pusty. Był dla mnie
oparciem i radością. Polubiłam rzeczy które przed tem były dla mnie
nudziarstwem. Odkrył dla mnie nową stronę życia. Po raz pierwszy od paru lat
chciałam żyć ...... z Nim. Nie zawsze bło idealnie. Ale po każdej kłótni było
mi źle. Czegoś mi brakowało . Odkrywałam jak bardzo go kocham.Nie chciałam
być z nikim innym. Przyszedł czas na samodzielne życie. Wyprowadziłam sie z
domu. Myślałam wtedy "nasz dom". Chciałam żeby był ze mną, chciałam Go wyrwać
z tego swiata i mieć dla siebie, chciałam się zasypiać i budzić przy Nim,
chciałam żyć sto lat i umrzeć trzymając Go za rękę. On był odpowiedzialny.
Najpierw studia, praca a potem rodzina bym mógł ci dać to co najlepsze.
Przecież za to go właśnie kochałam. Nadszedł ten dzień. Wkońcu był mój.
Mieliśmy być razem na zawsze. Mieliśmy plany. Dziecko. Potem okazało się że
nie bedzie tak łatwo byłam chora. Cały długi rok kosztownego leczenia i
wiele nieudanych prób które mnie szczególnie dużo kosztowały. Nie czułam sie
kobietą. Ale przetrwałam wszysto bo On był ze mną, znowu był mi pocieszeniem
i wsparciem, czułam się kochana a to było dla mnie najważniejsze. W końcu
nadszedł ten dzień. Dwa najpiekniejsze paski na plastikowej tabliczce.
Odpowiedzialna decyzja zmiana pracy bo teraz bądzie ojcem. Byłam szczęśliwa.
I nagle .... zostałam samotna, ciągle go nie było. Nie czułam się dobrze,
sześć miesięcy ciągłych wymiotów, mdlałam w różnych dziwnych miejscach a On
miał dla mnie coraz mniej czasu. Bolało mnie żę już nie chciał być ze mną
wolał być z kolegami, zawsze były jakieś spotkania biznesowe, towarzyskie z
których nie mógł zrezygnować. Zaczeły się póżne powroty do domu i awantury.
Padało wiele słów które nigdy nie powinny paść. Potem świadomość że Go kocham
Tak kocham Go mimo wszystko pchała mnie do niego i kazała podać rękę i
powiedzieć -przepraszam, nie kłoćmy się więćęj... Potem było tylko gorzej.
Parę dni sielanki i awantura. Powiedział mi że on lubi się bawić i nie
zrezygnuje z zabawy dla mnie. Już nic dla Niego nie znaczę. Jestem tylko
matką jego syna. Boli.... Rozmawialiśmy. Oboje mieliśmy się zmienić.Dla syna
i dla siebie. Nie wyszło. Poszło o głupotę jak powiedziała jego mama. Nie
chciałam żeby pił czwarty dzień, nie chciałam przyjmować gości w domu,
mieliśmy chore dziecko i chciam żeby był w ten wieczór dla
mnie.Awantura.Póżne powroty do domu. Ciche dni. Obcy ludzie zmuszeni sytuacją
ze sobą mieszkać. Nie chce żeby tak było. Kocham Go mimo wszystko. Wyciągam
rękę.On ją odrzuca. Nie chce już ..... Wczoraj znowu wrócił późno. Co ty
wyrabiasz? - pytam - piszę na komputerze- powiedział- Co znami będzie dalej
co zamierzasz?- Zastanowie się odpowiedział nawet na chwilę nie odrywająć
wzroku od ekranu monitora. Co dalej........... A ja Go kocham mimo
wszystko...... debilka