dziewczynazperla
09.01.06, 04:10
Kobietki, pozwólcie swoim mężczyznom być facetami!
Mi się kiedyś wydawało, że jak nie stanie na moim zdaniu w każdej dyskusji,
to kaput, zatracę siebie i będzie mi źle, będę stłamszona itp.
Ale jeszcze za czasów narzeczeństwa trzykrotnie zostawiłam swojego faceta -
rok po roku - bo mnie denerwowało, że... nic w nim nie ma z mężczyzny!
Dlaczego nie było? Bo on próbował dostosować się do moich potrzeb i tłumił w
sobie faceta.
Świetnie napisał o tym John Gray w Mężczyźni są z Marsa a kobiety z Wenus.
Jest pewna liczba facetów - nie facetów, z zanikiem woli i chęci do życia,
kłapuciatych i do niczego. To faceci, co swoim żonkom chcieli zrobić dobrze i
swojej męskiej stronie postanowili zaprzeczyć. W imię czego? Dobra związku?
Na pewno nie.
Dobrze, że mój M poszedł w końcu po rozum do głowy i stopniowo wyprowadził
mnie z przekonania, że pantoflarz, to szczęście dla kobiety. Wręcz
przeciwnie. Nie mówię, że nie bolało - ale nasz związek odżył, a mój M,
dzięki temu że nikt mu już nie rozkazuje i go nie terroryzuje emocjonalnie -
poczuł się facetem z krwi i kości, zaczął odnosić sukcesy w pracy, no i - co
tu dużo gadać - jest bardziej atrakcyjny fizycznie przez swoje zachowanie,
silny i pewny siebie mężczyzna przyciąga przecież kobiety. A ja w końcu
poczułam się przy nim bezpiecznie, chociaż buntowałam się przeciwko zmianom.
Nie czuję się teraz stłamszona, nic z tych rzeczy, oboje mmy swoje granice i
szanujemy się. Teraz widzę, że nie uszczęśliwial mnie facet, którego
przydeptałam pantoflem ale na szczęście stał się On prawdziwym Facetem -
czasem może nawet wbrew mojej woli, ale z jak najbardziej satysfakcjonującym
rezultatem.
Niech się teraz uderzą w piersi kobitki, co narzekają, że ich mężowie to
barany, fleje, że bez nich by zginęli, że sieroty itd. Kto tu jest winny?
Odpowiedź jest prosta - my, drogie Panie, my.