magda20101
23.01.06, 18:26
Mam pewien dylemat...
Czy zawsze jest tak, ze skoro kobieta zauwaza(bo chyba tak jest najczesciej,
jesli w zwiazku zaczyna sie dziac cos nie tak) odczuwa jakies nieporozumienie,
napiecie i zaczyna rozmowe z mezem na ten temat, oczywiscie maz wysluchuja ja,
mowi ze widzi problem i postara sie to zmiec.Jednak na drugi, trzeci dzien
znowu jest to samo... ponownie podejmowac ten sam temat mozna jeszcze kilka
razy, ale co zrobic jak juz sie nudzi kolejny raz podejmowanie rozmowy?
Czy mozna wymyslic jakis inny sposob?Nawet w gazecie wyczytlama, ze na takie
zachowanie mezczyzny najlepiej jest go po prostu olac!
Bo podobno on czuje, ze my zawsze jestsmy opiekuncze, ze w domu na niego
czekamy i takie tam...
A jak niby olejemy go calkowicie, zauwazy, ze nam juz nie zalezy tak bardzo na
nim, ze sama moge czyms sie zajac, ze nie jest mi potrzebny, zagotuje sie w
nim i dopiero wtedy zrozumie, ze cos jest nie tak.
Wiadomo, z mezem roznie to bywa, mozna mu nieraz tlumaczyc kilka razy temat w
kolko, a on i tak go nie zrozumie, poki chyba nie odczuje na wlasnej skorze.
Tylko:czy to jest jedyne wyjscie?Czy juz zawsze ma wygladac w ten sposob
malzenstwo, juz bez szczerych rozmow, prubowania porozumienia sie...a wlasnie
podstepem?
Czy mam sie kierowac pycha wobec mojego meza, mam podstepmnie wymyslac
zagrywki, by w koncu zrozumial co mnie w srodku boli?