iwonna
07.03.06, 22:31
Pewnie jak wielu z Was i ja tez czasami musze sie wygadac. Przykro mi ale
nie mam do kogo zwrocic sie o opinie a jestem czestym gosciem tego forum.
No coz moja historia....
Jestem mezatka od 5 lat i zylam sobie do tej pory szczesliwa i zakochan. No
coz los jest kaprysny. Moj maz zaczal palic trawe. Palil ja wczesnie a
wlasciwie popalal czego raczej nie akceptowalam. Ale poniewaz byly to
przypadki sporadyczne - to krotko mowiac bylo i minelo. W ostatnim czasie moj
maz stracil prace i zaczelo sie trawa prawie codziennie. Wreszcie dalam mu do
zrozumienia, ze tego nie akceptuje i chce zeby przestal. Oczywiscie przestal
na kilka dni ale wczoraj pojechal i kupil nowa ilosc. Jak to sie zakonczylo?
Powiedzialam, ze odchodze a on stwierdzil, ze jestesmy na tyle dorosli i na
tyle wolni ze kazde z nas moze podejmowac decyzje i ponosic ich
konsekwencje. Nie mamy jeszcze dzieci wiec ta decyzja nie rujnuje nas.
Jednakze b. b. bardzo boli. Kocham meza, jest starsznie czuly i opiekunczy
dla mnie, niegdy mnie nie zranil. Ale nie potrafie zaakceptowac palenia
trawy. Wiem, ze trwa jest nie szkodliwa i np. USA przepisywana jako lek na
depresje. Czytalam raport WHO na temat uzywania trawy ale nadla jestem
przeciwna wszelkim uzywka.
Czy sadzicie, ze to bylo sluszne z moje strony i powinnam postawic sprawe na
ostrzu noza? Moze powinnam to zaakceptowac przeciez trawa to np. nie alkohol
i nie wywoluje agresji i nawet nie uzaleznia (raport WHO)... Pogubilam sie i
nie wiem co jest sluszne.
pozdrawiam