isabelchen
20.11.06, 14:16
w ten weekend zamieszkaliśmy razem....wprowadziliśmy się do nowo wynajętego
mieszkania...
- w piątek oberwało mi się, że nie ma w mieszkanku nic do picia (przyjechałam
tam o północy, a miałam pojawić się kolejnego dnia rano, więc nie przywiozłam
nic oprócz najpotrzebniejszych ubrań i komsetyków, facet natomiast miał
zajechać do sklepu nocnego, ale....zapomniał i zjębę na powitanie dostałam ja....
- następnego dnia zabrałam się do czynności porządkowych w mieszkaniu,
zostałam pouczona w jakich ilościach należy zużywać skoncentrowanych
detergentów...
- podczas mycia lodówki doszło według niego do kłótni (wg. mnie do
argumentacji)z powodu złego czyszczenia, gdyż mleczekiem powinnam myć na
sucho, a ja miałam wodę w wiaderku i płukałam szmatkę - i nie postępowałam
według instrukcji na butelce od mleczka
- wczoraj zastałam w domu rzeczy typu - karton, który miał być wyniesiony do
piwnicy a jak spytałam, kiedy to zrobi, to wybuchła awantura, nie dopuścił do
głosu, a kiedy ja próbowałam określić swoje racje zamknął drzwi do pokoju i
nie słuchał, uważa mnie za kłótliwą babę....ale czy to źle, jeśli chcę
spokojnie przeanalizować sytuację problemową, to on się podwójnie nakręca,
wygląda na to, że nie mogę mieć własnego zdania a każda proba argumentacji to
wybuch pieniacza, do którego należy ostatnie słowo i kropka, zero dyskusji,
czuję się niesprawiedliwie oceniona, bo jego reakcje są naprawdę zbyt nerwowe
- wczoraj poprosiłam o szampon i zdenerwował się, jak miałam wątpliwości, czy
to oby nie żel do mycia, bo miał podobny kolor i konsystencję...krzyczał,
kazał się zamknąć, że nie wierzę w niego, że zachowuję się jak gówniara, że
okazuje mu brak zaufania....zrobiło mi się strasznie przykro, bo nie
spodziewałam się takiej reakcji podczas toalety wieczornej i kiedy zaczęłam
reagować, aż skończył swoje wywody, to ponownie oskarzył mnie o kłótliwość
- dzisiaj rano zdenerwował się, jak oglądałam opakowanie po kawie, chciałam
się upewnić, czy to z kofeiną, powinnam mu od razu uwierzyć, a nie wątpić w
jego słowa.......boję się poruszać w jego obecności, robić cokolwiek,
mówić..........dzisiaj rano wstałam z nowym nastawieniem, że to może taki
czarny weekend i w ogóle byliśmy zmęczeni....
- jednak znowu się zdołowałam, bo Kochany zadzwonił do mnie, że jest w sklepie
z częsciami do komputerów - poprosiłam więc, aby umówił fachowców do domu do
naprawy mojego kompa, usłyszałam ponowne wzburzenie, że on tu rządzi i wie
gdzie ma chodzić, a to była tylko prośba.....przykro mi bardzo i smutno
....wiem, że nie jestem aniołem, ale nie mogę się nie bronić, atmosfera w domu
jest nieciekawa...kazał m ją stworzyć...tylko, że ja nie wiem, jak mam
rozmawiać, żeby nie spotkać się z wybuchem....wcześniej spotykaliśmy się w
innych okolicznościach, teraz jesteśmy razem i boję się takiego życia w
stresie, czuję się poddenerwowana, poinformowałam go, że przyjadę na
weekend...nie wiem, co dalej z nami będzie (facet jest dojrzały i ma swoje
przyzwyczajenia)