drobny.kurczak
14.04.03, 09:26
Czesc dziewczyny, wlasnie zaczal sie przedswiateczny koszmar. Mam na mysli
klotnie z moim slubnym, jak spedzimy ten czas, u kogo itp. Oboje najchetniej
pojechalibysmy sobie gdzies w gory, no ale zobowiazania rodzinne... Jego mama
liczy, ze przyjedziemy do niej, moi rodzice licza na to samo. Kilka razy
proponowalam tesciowej, zeby przyjechala do nas - problem bylby rozwiazany
(pierwszy dzien spedzilibysmy wszyscy z moimi rodzicami, ktorzy na szczescie
mieszkaja w tym samym miescie, drugi dzien poswiecilibysmy tesciowej), ale
ona nie chce o tym slyszec.
Cala sprawe komplikuje fakt, ze nie mamy samochodu, a wiadomo, jak dziala
komunikacja w czasie swiat. Dwa pociagi w ciagu dnia i trzeba zdazyc. Jesli
np pierwszego dnia pojedziemy do tesciowej (inne miasto), posiedzimy dwie,
trzy godziny i trzeba wracac, jesli pojedziemy do niej drugiego dnia- bedzie
nieszczesliwa, bo niedziele spedzi sama (maz jest jedynakiem, maz tesciowej
nie zyje, cala rodzina rozsiana po kraju). Moj maz sie gryzie, ja sie gryze,
ze on sie gryzie i tak w rezultacie gryziwmy sie wszyscy, a potem warczymy na
siebie. Acha, dodam, ze moi rodzice sa bardzo elestyczni i dostosowuja sie do
kazdego wariantu, z nimi wiec nie ma wiekszego problemu.
Jak radzicie sobie w takich przypadkach?