Dodaj do ulubionych

"Jakaż ja jestem szczęśliwa"

21.03.07, 21:18
"A posty w stylu "Jakaż ja jestem szczęśliwa" są piękne. Szkoda, że tak
rzadko pojawiają się na tym forum." - arwen8

To ja proponuje, zeby w tym poscie podzielic sie sprawdzonymi radam, jak
sprawic, zeby to nasze szczescie trwalo. Duzymi i malymi, bardzo powaznie-
filozoficznymi i takimi pierdolkami z dnia codziennego.

OK, zaczynam: Zebym byla szczesliwa, moj M musi byc ze mna szczesliwy :) Jak
sprawic, zeby rutyna nie przeslonila radosc bycia razem? Np planujac
weekendowy wypad do jakiegos fajnego miejsca. Albo niespodziewanie cos mu
kupic - modne perfumy, ksiazke o masazach, ubrac sie kokieteryjnie, pomalowac
i wyciagnac go do pubu, zeby mogl sie "pochwalic" swoja kobieta. Co jeszcze?
Czekam na propozycje :)
Obserwuj wątek
    • rejka filozoficzne 21.03.07, 21:44
      zuza6661 napisała:
      >
      > To ja proponuje, zeby w tym poscie podzielic sie sprawdzonymi radam, jak
      > sprawic, zeby to nasze szczescie trwalo. Duzymi i malymi, bardzo powaznie-
      > filozoficznymi i takimi pierdolkami z dnia codziennego.

      taka rada z sex and the city
      Samantha bardzo mądrze moim zdaniem podsumowała kłopoty w związku, bo każdy ma
      lepsze i gorsze chwile
      "kiedy dzieje się niedobrze, to możesz być taka :( lub taka :), zastanówcie się,
      co daje lepsze efekty...."

      Dobrze też sprawdzają się nasze nauki przedmałżeńskie, pamiętam je całe.
      Niech słońce nie zachodzi nad waszym gniewem, powiedział ksiądz i wręczył nam
      zaświadczenia o ich odbyciu.
      czy jakoś tak
    • arwen8 Re: "Jakaż ja jestem szczęśliwa" 21.03.07, 21:51
      zuza6661 napisała:

      > Zebym byla szczesliwa, moj M musi byc ze mna szczesliwy :)

      Ja akurat z taką teorią nie mogę się zgodzić. Po pierwsze, wyznajemy
      zasadę "bądź szczęśliwy!", a nie ultimatum "bądź szczęśliwy ze mną!" Po drugie,
      żeby ta druga osoba była ze mną szczęśliwa, to najpierw ja sama muszę być ze
      sobą szczęśliwa. I na odwrót. Bo wszystko zaczyna się od pięknej, zdrowej
      miłości własnej, bez której miłość do drugiej osoby jest niemożliwa.

      To tak a propos "poważnie-filozogicznej" części zaproponowanego przez Ciebie
      tematu :)
    • golinda Re: "Jakaż ja jestem szczęśliwa" 22.03.07, 09:45
      myślę, że przede wszystkim każde z nas musi zachować swoją osobowość
      po ślubie nie stajemy się przecież jedną osobą
      nie można sobie nawzajem nic narzucać i należy szanować upodobania i poglądy
      drugiej osoby
      ale ważne, żeby dostrzec to jeszcze przed ślubem :-)
      niezmiennie od prawie 8 lat jesteśmy ze sobą szczęśliwi i potrafimy popatrzeć
      sobie w oczy tak, jakby to był pierwszy raz...
    • vanjam Re: "Jakaż ja jestem szczęśliwa" 22.03.07, 10:52
      A mnie się wydaje, że ważne jest też to, żeby mieć wspólne marzenia, cele, do
      których się dąży.
      • anusiaczek87 Re: "Jakaż ja jestem szczęśliwa" 22.03.07, 11:28
        dorzucilabym jeszcze do tego, ze nalezy ze soba poprostu rozmawiac.. i nauczyc
        sie mowic o uczuciach
        • gosia-samosia1 pochwalić sie w pubie kobietą 22.03.07, 11:38
          no a potem puścić ją w obieg w tym pubie.Nie dość,że chłopcy będą zadowoleni to
          i dodatkową kasę przyniesie laleczka.

          "ubrac sie kokieteryjnie, pomalowac
          i wyciagnac go do pubu, zeby mogl sie "pochwalic" swoja kobieta. Co jeszcze?
          Czekam na propozycje",zapisać ją do pobliskej agencji,wysłać na pobocze trasy E-
          17,dać fotkę w net aby koledzy zobaczyli jaki okaz mu się trafił.
          • zuza6661 Re: pochwalić sie w pubie kobietą 23.03.07, 20:03
            Hehe, komentarz fajny :-)
            No, roznimy sie troche podejsciem do tej kwestii :-) A Ty nie lubisz pochwalic
            sie mezem?
          • crunch4 Re: pochwalić sie w pubie kobietą 26.03.07, 07:28
            gosia-samosia1 chyba masz jakies zaburzenia skoro takie cos sugerujesz a moze o
            swoim przykladzie piszesz
    • jo-asiunka Re: "Jakaż ja jestem szczęśliwa" 22.03.07, 11:46
      ja jestem BARDZO szczęśliwa:) Od ponad dziesieciu lat z tym samym facetem, od
      roku (niecałego) mężatka, razem mieszkamy od jakichś czterech latek.

      Moje rady: nie myśleć, że on się zmieni (po ślubie/kiedyś/jak zamieszkacie
      razem), rozmawiać o WSZYSTKIM...
      nie mam za dużo rad, po prostu kochać się trzeba.
      • ashton Re: "Jakaż ja jestem szczęśliwa" 22.03.07, 12:05
        LUBIĆ się trzeba :-)))
    • oxygen100 Re: "Jakaż ja jestem szczęśliwa" 22.03.07, 12:13
      grunt to odrzucic swoje wewnetrzne fuj i odbokowac sie na niewybredne doznania
      sexualne.

      Jak sprawic, zeby rutyna nie przeslonila radosc bycia razem?
      mozna o to zadbac majac na podoredziu gacha
    • arwen8 Miłość, bliskość i szczęście w związku 22.03.07, 20:54
      Ten artykuł jest jaknajbardziej na temat. Polecam przeczytać go powoli i
      wnikliwie:

      partnerstwo.onet.pl/1388975,3505,1,artykul.html
      Osobiście, podpisuję się pod nim wszystkimi kończynami, ponieważ przeszłam całą
      tę trudną drogę by wreszcie osiągnąć wewnętrzną harmonię i zbudować związek
      oparty na prawdziwej, głębokiej bliskości i wzajemnym szacunku. A jak wiadomo,
      wszystko zaczyna się od szacunku dla siebie i miłości własnej.
      • oxygen100 Re: Miłość, bliskość i szczęście w związku 23.03.07, 13:44
        tja tylko trzeba uwazac aby bliskosc nie zmienila sie w uzaleznienie. IMO bycie
        zbyt blisko z kims jest dla mnie nie do zaakceptowania. Bo po co??
        • arwen8 Re: Miłość, bliskość i szczęście w związku 23.03.07, 15:43
          oxygen100 napisała:

          > IMO bycie zbyt blisko z kims jest dla mnie nie do zaakceptowania. Bo po co??

          Być może nie przeczytałaś całego artykułu, lub nie zrozumiałaś tej części o
          granicach. Prawdziwa, zdrowa bliskość nie ma nic wspólnego z uzależnieniem lub
          ograniczaniem wolności drugiej osoby. Uzależnienie ma swoje korzenie m.in. w
          lęku, a ten nie ma nic wspólnego z miłością.

          Piękna też była definicja bliskości wg psychoterapeuty z którym rozmawiano:

          "Myślę, że to rodzaj fascynacji partnerem, jego niepowtarzalnością. Pragnienie
          poznawania go, ale bez naruszania jego granic. Ciekawość tego, jak przeżywa
          świat, jak widzi ważne dla nas sprawy. Jeżeli ludzie są otwarci i potrafią
          dzielić się uczuciami, wtedy tworzy się taki niepowtarzalny klimat wymiany,
          który można nazwać bliskością, i to we wszystkich wymiarach: duchowym,
          psychicznym i fizycznym."

          Nic dodać, nic ująć! Kto tego doświadczył w swoim związku, ten wie :)
    • atom1001 Re: "Jakaż ja jestem szczęśliwa" 24.03.07, 12:35
      moje recepty:
      - nie stwarzac problemu tak gdzie go nie ma
      - nie zrzedzic
      - nie wyglaszac uswiadamiajacych monologow
      - nie dzwonic do meza kiedy jest w pracy lub po pracy i nie wypytywac o ktorej
      wroci i co bedzie robil
      - jesli wraca pozniej niz mowil nie przyjmowac go ze zloscia
      - zgadzac sie na jego potrzeby. Kiedy chce kupic drogi gramofon odpowiadamy
      ok., sprzet narciarski tez ok., wyjscie na piwo - ok., rzuca marynarke na
      krzeslo i chce zeby tam lezala dwa tygodnie - ok. itd.
      - nie terroryzowac wlasnymi przyzwyczajeniami i potrzebami
      - zawsze chciec sie porozumiec
      - nigdy sie nie mscic

      No i najwazniejesz! W razie konfliktu starac sie popatrzec na sprawe takze z
      jego strony.
      • arwen8 Re: "Jakaż ja jestem szczęśliwa" 24.03.07, 16:43
        Przytłaczająca większość punktów na NIE i tylko 2-3 na TAK? To o czymś
        świadczy...
        • lenchen Re: "Jakaż ja jestem szczęśliwa" 24.03.07, 16:56
          rozmawiać, rozmawiać, rozmawiać, rozmawiać, rozmawiać, rozmawiać,
          i umieć słuchać
          • wahb Re: "Jakaż ja jestem szczęśliwa" 25.03.07, 22:52
            podstawą mojego szczęścia w związku jest to ze zawsze jestem zdania męża
        • atom1001 Re: "Jakaż ja jestem szczęśliwa" 24.03.07, 19:36
          To o czymś
          > świadczy...

          swiadczy o tym, ze wycigasz bardzo pochopne wnioski.
          • arwen8 Re: "Jakaż ja jestem szczęśliwa" 24.03.07, 19:47
            Ciekawa reakcja.

            Może raczysz też powiedzieć jakie dokładnie "pochopne wnioski" wyciągnęłam,
            stwierdzając fakt, że odpowiednia ilość NIE/TAK "o czymś świadczy". Chyba nie
            będziesz zaprzeczać, że każde wypowiedziane przez nas słowo świadczy o nas? Co
            dokładnie o nas mówią nasze słowa, to już temat do głębszej dyskusji, nie
            pasującej do tego wątku.

            Natomiast to, że właśnie TAK zareagowałaś na zwykłe stwierdzenie faktu,
            świadczy o tym, że jednak (może nie do końca świadomie?) domyślasz się, o czym
            świadczy taka ilość negatywów/zakazów w Twoim poprzednim poście. A to już coś!
            • atom1001 Re: "Jakaż ja jestem szczęśliwa" 24.03.07, 22:08
              Może raczysz też powiedzieć jakie dokładnie "pochopne wnioski" wyciągnęłam

              ok

              Chyba nie
              > będziesz zaprzeczać, że każde wypowiedziane przez nas słowo świadczy o nas?

              I tak, i nie. Idac Twoim tropem, jesli przeklne na forum, to stwierdzisz, ze to
              przeklenstwo, swiadczy o tym, ze przeklinam. Ok, ale co jesli przeklnelam po
              raz pierwszy od pieciu lat? Czy jesli poznasz ten kontekt nadal bedziesz
              twierdzila, ze jestem osoba, ktora przeklina?
              Nie znasz mojego kontekstu i nie mozesz mnie rozpracowac, chociaz sprawiasz
              wrazenie, jakbys miala takie ambicje.

              > Natomiast to, że właśnie TAK zareagowałaś na zwykłe stwierdzenie faktu,
              > świadczy o tym, że jednak (może nie do końca świadomie?) domyślasz się, o
              czym
              > świadczy taka ilość negatywów/zakazów w Twoim poprzednim poście. A to już coś!

              Zareagowalam tak, zeby sie troche podroczyc z Toba. Tak dla zartu po prostu:)
              Przyznaje, ze takie traktowanie rozmowcy jest niegrzeczne, wiec wyjasnie
              dlaczego wymienilam same zakazy. Czesto widze, jak moje kolezanki zadreczaja
              swoich mezow marudzeniem, obsesyjnym sprzataniem, czestymi telefonami do pracy
              i po pracy, pytaniami co robil, kiedy z kim i po co. Wyglada, ze one nie
              rozumieja, ze takie zachowanie jest strasznie meczace.

              Prosze Arwen, zostaw mnie w spokoju, dobrze? Nie mam sily odpowiadac Ci na
              kolejne zarzuty wysnute z tych kilku zdan rzuconych przez mnie powyzej.
    • golinda Re: "Jakaż ja jestem szczęśliwa" 27.03.07, 11:56
      gdzieś widziałam tekst:
      "przyczyną rozpadu małżeństwa jest nie brak miłości, a brak przyjaźni"
      to chyba zawiera całą receptę na szczęśliwe małżeństwo
      to zakochanie kiedyś (zwykle bardzo szybko) mija...wtedy trzeba być
      przyjaciółmi...
      • zara.m Re: "Jakaż ja jestem szczęśliwa" 02.04.07, 11:25
        Zgadzam się - miłość, ale i przyjaźń między małżonkami. I moim zdaniem bardzo
        ważne jest, żeby kochać się za to jakimi jesteśmy - z naszymi zaletami i
        wadami, a nie za to, jakimi byśmy chcieli, żeby nasi małżonkowie byli. Nie
        próbujmy zmieniać tej drugiej osoby, tylko akceptujmy ją taką, jaka jest.
        I nie zapominajmy o rozmowie, żeby wiedzieć co jest dla nas ważne - dla nas
        jako pary, ale i dla każdego z nas. U mnie to działa :)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka