Dodaj do ulubionych

watpliwosci przed slubem...

28.06.07, 22:15
jestem ze swoim narzeczonym piec lat, mieszkamy od roku razem...a ja czuje
sie samotna w zwiazku i zastanawiam sie czy chce miec go za meza, wiele razy
mnie zawiodl, zranil...i coraz trudniej wybaczac, nie chodzi o inna kobiete
ale o to ze cos mi obiecuje, mowi a potem nie spelnia tego...a ja czuje sie
zraniona, rozczarowana, za duzo takich razy bylo...jestem zmeczona, bez sily,
nie chce po raz kolejny walczy o zwiazek, mam 22 lata jestem sliczna madra,
wiem...ale on chyba nie docenia tego co ma, obiecal sie zmienic ale tego nie
robi, nie mam oparcia w nim kiedy teraz potrzebuje, w czasie sesji,
watpliwosci, mimo ze obiecal, obieuje wakacje a ja mu nie wierze, kocham go,
wiem ze to milosc mojego zycia...ale pragne urzeczywistnienia jego slow w
realnym swiecie, poczucia ze moge ufac, bezpieczenstwa...a nie mam, co robic,
nie piszcie ze zostawic...poradzcie cos, wiem ze gdzies w glebi siebie mysle
o rozstaniu...ale wciaz go b. mocno kocham, wiem ze on mnie tez...ale za duzo
obiecuje mi, wbrew swoich mozliwosci, mowi slodkimi slowami anioleczku i
wszystkie piekne slowka, a ja pragne czynow nie slow...Jak zmienic to, a moze
to we mnie jest problem?
Obserwuj wątek
    • anula36 Re: watpliwosci przed slubem... 28.06.07, 22:27
      skoro sie nie zminil przez 5 lat zwiazku to myslisz ze nagle zrobi to teraz?
      Czarodziejskie rozdzki tylko w bajakach, idealow brak, pozostaje kochac jaki jest albo rzucic.nojeszcze moga byc liczne awantury, ciche dni, odstawienie od loza is tolu, niekonczace sie rozmowy i walkowanie problemu - to opcja dla wytrwalych i raczej masochistow.
    • koala1212 Re: watpliwosci przed slubem... 28.06.07, 22:36
      Jak zmienic to, a moze
      > to we mnie jest problem
      no i wiekszosc kobiet majacych nieodpowiednich facetow probuje zwalic wine na
      siebie, sama przez to przeszlam do tego stopnia, ze opowiadalam np swojje
      przyjaciolce taka wersje danej historii, zeby powiedziala, ze to moja wina, ze
      on jest ok, ale ja mam problem ze soba.
      No i jeszcze jedno, pomysl co bedzie potem, jak bedzie zawalal Wasze wspolne
      sprawy, nie dotryzmywal slowa danego dzieciom (dzieci na tym b cierpia), nie
      pomagal Ci w chorobie itd.
    • julia0001 Re: watpliwosci przed slubem... 28.06.07, 22:59
      Ale on dla mnie zostawil prace, przyjaciol...wyprowadzil sie 600 km, zaczal
      zycie od nowa, wciaz okauje mi jak bardzo mnie uwielbia, np. w sexie, jak
      kocha...a ja nie wierze...moze to ma zwiazek z moim toksycznym ojcem, ktory
      wciaz mnie przesladuje, ze przez niego wciaz nie czuje sie taka jak powinnam, a
      powinnam byc idealna, wciaz mam kompleksy, relacja z moim ojcem polega na walce
      sil, ale nie na walce meskosci z kobiecoscia ale na walce sil...jak jestem za
      slaba przegrywam...i czuje to cala soba, dlatego jak spotykam mezczyzn od razu
      bronie sie...lub niszce na wstepie...
      • anula36 Re: watpliwosci przed slubem... 28.06.07, 23:03
        no to biegiem na terapie nim zniszczysz to co masz.
        a byc z kims z litosci ze cos poswiecil to kiepski powod, jesli jest jedyny.
        • julia0001 Re: watpliwosci przed slubem... 28.06.07, 23:14
          to nie tylko ze poswiecil...i bylam na terapii, z ktrej dowiedzialam sie ze moj
          ojciec jest zlym czlowiekiem, i co z tego...jak rodzicow sie nie wybiera moj
          narzeczony z wielu rzeczy mnie uleczyl ale wciaz tkwi we mnie jakas
          destrukcyjna sila i strach...
          • martusia_1980 Re: watpliwosci przed slubem... 29.06.07, 00:30
            post zatytułowałaś "wątpliwości przed ślubem" i opisujesz co niepokoi cię w
            twoim związku, narzeczonym - cytuję:

            > czuję sie samotna w zwiazku i zastanawiam sie czy chce miec go za meza, wiele
            > razy mnie zawiodl, zranil...i coraz trudniej wybaczac
            > cos mi obiecuje, mowi a potem nie spelnia tego...a ja czuje sie
            > zraniona, rozczarowana, za duzo takich razy bylo...jestem zmeczona, bez sily,
            > nie chce po raz kolejny walczy o zwiazek

            z tego co napisałaś – cytuję
            > moze to ma zwiazek z moim toksycznym ojcem, ktory wciaz mnie przesladuje
            wychodzi że to Twój tato jest winny, że Twój narzeczony zawodzi Cię i rani,
            przecież to bzdura!

            I tak w ogóle zauważyłam, że na początku wątku piszesz o negatywnych
            zachowaniach Twojego narzeczonego i pytasz jak zmienić to a później z dalszych
            Twoich wypowiedzi wywnioskowałam że zaczynasz go jakoś usprawiedliwiać wątkiem
            związanym z Twoim toksycznym tatą i szukasz w sobie winy za obecny stan rzeczy.

            > powinnam byc idealna
            nikt nie jest idealny


          • martusia_1980 Re: watpliwosci przed slubem... 29.06.07, 00:57
            Piszesz, że jesteście 5 lat razem i skoro już teraz:
            > czuje sie zraniona, rozczarowana, za duzo takich razy bylo...jestem zmeczona,
            bez sily,
            > nie chce po raz kolejny walczy o zwiazek
            to pomyśl co będzie później? Masz dopiero 22 lata! Dziewczyno obudź się zanim
            będzie za późno, z Twoich wypowiedzi wynika że świadomie godzisz się na związek
            z facetem który cię rani, rozczarowuje!! Przecież sama piszesz że nie masz w nim
            oparcia, że mu nie wierzysz jak Ci coś obieca np.te wakacje. Dziewczyno zastanów
            się co robisz i piszesz! I Ty się jeszcze pytasz co robić? Jeśli mu nie ufasz,
            nie wierzysz, nie masz w nim oparcia, nie masz poczucia bezpieczeństwa to NIE
            WARTO za takiego wychodzić, bo zniszczysz sobie życie, nerwy, już wystarczy, że
            masz toksycznego ojca!!

            > obiecal sie zmienic ale tego nie robi
            i co myślisz że po ślubie się zmieni? Jeśli tak myślisz to jesteś w błędzie i to
            wielkim

            > co robic, nie piszcie ze zostawic
            Boże kochany julka!! Przecież nikt ci nie napisze „poczekaj i nie martw się on
            na pewno się zmieni”, bo to bzdura, skoro przez te 5 lat się nie zmienił to NA
            PEWNO nie zmieni się przez kolejne 5, 10, 15 ... lat!

            > wciaz tkwi we mnie jakas destrukcyjna sila i strach...
            raczej samo destrukcja na którą świadomie skazujesz się

            Piszesz, że jesteś mądra jakoś trudno mi w to uwierzyć po tym co napisałaś. No
            chyba że aż tak mocno jesteś zaślepiona miłością i klapki masz na oczach. Albo
            jesteś masochistką.
            A znasz takie przysłowie „miłość oślepia a małżeństwo otwiera oczy”?

          • koala1212 Re: watpliwosci przed slubem... 29.06.07, 01:01
            ale wciaz tkwi we mnie jakas
            > destrukcyjna sila i strach...
            Tak samo mowilam jak mnie moj byly zawodzil. Cala wine bralam na siebie i swoja
            destrukcyjna rodzine, ale potem sie przekonalam, ze ja sie spotka wlasciwego
            czlowieka, to strach sam mija. I wtedy nie ma "chcialabym a boje sie" wtedy sie
            idzie w ogien chocby sie balo i mdlalo ze stachu.
            • nives1 Re: watpliwosci przed slubem... 29.06.07, 09:20
              obiema rekami się pod tym podpiszę koala1212 !!!
              kiedyś mało nie zniszczyłam siebie i swojej rodziny przez jednego faceta, na
              szczęście przyjaciółka mi dała kopa w dupsko - miałam wtedy 25 lat i już miałam
              stracha że zostanę sama do końca zycia
              a teraz jestem szczęśliwa z kimś zupełnie innym :)
      • martusia_1980 Re: watpliwosci przed slubem... 29.06.07, 00:02
        > Ale on dla mnie zostawil prace, przyjaciol...wyprowadzil sie 600 km, zaczal
        > zycie od nowa, wciaz okauje mi jak bardzo mnie uwielbia

        Julcia skądś to znam, zanim pobraliśmy się, mąż również porzucił pracę i
        wyjechał za mną do innego miasta gdzie studiowałam, i również okazywał że mnie
        kocha, pokazywał swoje pozytywne uczucia w moją stronę ale czasem ranił,
        sprawiał mi przykrość, obiecywał coś i nie dotrzymywał słowa. Między nami
        ogólnie było dobrze ale no właśnie było to małe "ale" jego pewne wady, które nie
        dawały mi spokoju, przez które wahałam się co do ślubu. Też sobie tak myślałam
        że po slubie zmieni się, sam mi tak mówił ... ale cóż znów obiecanki cacanki ...
        Jeżeli przez 5 lat nie zmienił sie to ŚLUB go na pewno nie zmieni, uwierz mi,
        znam to z własnego bolesnego doświadczenia. Nie całe 2 lata po ślubie a już o
        rozwodzie myślę, bo tak się dłużej nie da żyć
    • martusia_1980 Re: watpliwosci przed slubem... 28.06.07, 23:51
      Ja ze swoim mężem przed ślubem byłam ponad 6 lat, w tym rok mieszkaliśmy razem,
      obecnie jesteśmy prawie 2 lata po ślubie. I powiem Ci że również miałam
      wątpliwości przed ślubem, ponieważ parę razy zranił mnie słowem, czynem, miał
      duże trudności w dotrzymywaniu jakiejkolwiek obietnicy itd. Rozmawiałam z nim o
      swoich obawach i dal mi słowo poprawy, że po ślubie zmieni się i nigdy nie
      pożałuję że zgodziłam się zostać jego żoną i wiesz co .... żałuję. Niestety
      miłość mnie tak zaślepiła że władowałam się po uszy. Mój błąd, bo wcale się nie
      zmienił wręcz przeciwnie, teraz o wiele mocniej mnie rani słowem, czynem. Przed
      ślubem owszem miał wady (z resztą nikt nie jest doskonały) ale po ślubie one się
      namnożyły. Jestem bliska załamania nerwowego i poważnie myślę o rozstaniem.
      Gdybym miała taką możliwość cofnąć czas to nie wyszłabym za niego.
      Zanim zdecydujesz się na tak poważny krok jakim jest małżeństwo, zastanów się
      lepiej czy warto. Wiem że go kochasz i jest Ci trudno zdecydować. Ja też bardzo
      kochałam swojego partnera i teraz mam co mam, nerwy, płacz, nerwy, płacz itd....
      A ostatnio mąż powiedział mi ciekawe powiedzonko; „miłość to nie wszystko”.
      Teraz po tym wszystkim zastanawiam się czy ja go jeszcze kocham, a czy to już
      tylko przyzwyczajenie.
    • julia0001 Re: watpliwosci przed slubem... 29.06.07, 12:28
      Ktos tam napisal ze usprawiedliwiam narzeczonego ojcem...nie, ale wiem ze jak
      sie mialo takiego ojca to nie lubi sie mezczyzn, zawsze szuka w nich tego co
      zle, najgorsze...
      Kocham i temu bardzo trudno mi tak po prostu go zostwic, bo to nie jest tak ze
      placze codziennie przez niego, ze on wciaz mnie rani...moze to brzmi bezsensu,
      ale tak czuje wew. wielki chaos...przy nim czuje sie najpiekniejsza i
      najcudowniejsza kobieta na swiecie, dba o mnie i rozpieszcza na co dzien...jest
      czulym mezczyzna, problem w tym ze zranil mnie bardzo raz...i temu pojawili sie
      wielkie watpliwosci, trudno mi wybaczyc...zadreczam sie tym wciaz co sie stalo,
      nie umiem zapomniec, puscic...meczy mnie to, i stad nie wiem czy chce miec
      takiego meza...nie chodzi o inna kobiete, on nie rani mnie slowami,
      czynami...ale raz o jeden za duzo bardzo mnie zawiodl...obiecal ze sie zmieni,
      ze tak nigdy nie zrobi...a ja wciaz mam watpliwosci....chyba dzis wieczorem
      czeka mnie dluga powazna i bolesna rozmowa....
      • ewi80 Re: watpliwosci przed slubem... 29.06.07, 12:38
        wcale nie trzeba zdradzic zeby zranic. uwazam, ze jesli juz teraz masz takie
        watpliwosci to lepiej sobie odpuscic. nie masz co wierzyc w jego zapewnienia,
        ze sie zmieni. dziewczyny juz napisaly na swoich przykladach, ze to nie dziala.
        tez co nieco widzialam i uwazam, ze to naiwnosc. widocznie to taki typ, uroczy
        i kochany, wiele naobiecuje, naopowiada, a potem zrobi inaczej... chcesz zeby
        tak wygladalo Twoje zycie? ktos slusznie wspomnial o dzieciach... moze teraz o
        tym nie myslisz, ale majac takiego ojca, na pewno nie beda szczesliwe. obieca
        im zlote gory a potem "zapomni". jestes bardzo mloda i cale zycie przed Toba.
        nie zmarnuj go z nieodpowiednim facetem
      • martusia_1980 Re: watpliwosci przed slubem... 29.06.07, 16:31
        oj julia julia!! :
        > on nie rani mnie slowami,czynami...
        to czym Cię rani? Skoro piszesz, że obiecuje Ci coś i nie dotrzymuje słowa to
        znakiem tego rani Cię czynem. Zastanów się co piszesz, bo człowieka można zranić
        słowem albo czynem no chyba że jeszcze jakimś narzędziem.

        > problem w tym ze zranil mnie bardzo raz..
        na pewno raz?? coś trudno w to uwierzyć. Widocznie był to jeden porządny raz na
        skutek którego nie czujesz się przy nim bezpieczna, czujesz się samotna w związku

        a tak w ogóle po raz kolejny raz zaprzeczasz, bo w pierwszym poście
        napisałaś-cytuję:
        > czuje sie zraniona, rozczarowana, za duzo takich razy bylo...
        > ..ale raz o jeden za duzo bardzo mnie zawiodl...
        a teraz nagle piszesz-cytuję:
        > problem w tym ze zranil mnie bardzo raz..

        więc gdzie leży prawda??

        • martusia_1980 Re: watpliwosci przed slubem... 29.06.07, 19:44
          napisałaś:
          > moj narzeczony zranil mnie RAZ....!!!

          a później napisałaś też:
          > czuje sie zraniona, rozczarowana, za duzo takich razy bylo...

          więc z tej twojej ostatniej wypowiedzi wynika że nie był to tylko raz a "dużo
          takich razy". Więc czemu się teraz unosisz i piszesz z wykrzyknikami, chyba
          jasno i wyraźnie napisałaś że nie raz tak było
    • kamelia04.08.2007 najtrudniej jest przeciąć, potem bedzie juz dobrze 29.06.07, 13:50
      a ja mam 30 lat i spotkałam w ub.r. właściwego i tego jedynego.
      Nie był moim pierwszym facetem, gdybym wyszła za maż za pierwszego i kolejnych
      po nich to na pewno bym była juz po rozwodach.

      Nie ma sensu wychodzic wczesnie za mąż dla samej sztuki nie bycia "starą panną".
      Wyjść za mąż jest łatwo, był szczesliwą w związku juz trudniej.
      • julia0001 Re: najtrudniej jest przeciąć, potem bedzie juz d 29.06.07, 15:07
        A teraz skad wiesz ze to ten jedyny?
        na razie nie bede brala slubu, dam sobie czas, odetchne...i przeprowadze z nim
        b. powazna rozmowe...powiem mu o swoich watpliwosciach, aby kogos zostawic,
        odejsc trzeba byc tego pewna, bo to bardzo wazna decyzja...a ja na razie
        chwieje sie, nie jestem pewna ani w te ani w te strone...a z czasem wszystko
        zaczne widziec, bede sie uwaznie przygladala sobie i jemu...az w koncu odnajde
        prawde...
        • kamelia04.08.2007 Re: najtrudniej jest przeciąć, potem bedzie juz d 29.06.07, 15:45
          "poznacie ich po owocach", po tym poznaję, poza tym, że przebywanie z nim po
          przyjemność, bo mnie nie rani (tak jak twój ciebie), bo moge na niego liczyć,
          moge tak jeszcze długo wymieniać.

          Może ci kolejna rozmowa z nim coś da, choć wątpię, niektórych ludzi nie
          zmienisz, poza tym trzeba szanowac siebie. Ja bym sie nie zgodzila, zeby facet
          mna pomiatał. Wole byc sama, niz z człowiekiem, który mnie nie szanuje, albo
          żreć się z kims całe życie.
      • martusia_1980 Re: najtrudniej jest przeciąć, potem bedzie juz d 29.06.07, 16:33
        > Nie ma sensu wychodzic wczesnie za mąż dla samej sztuki nie bycia "starą panną"
        > Wyjść za mąż jest łatwo, był szczesliwą w związku juz trudniej.

        Święte słowa kamelia04.08.2007

    • martusia_1980 Re: watpliwosci przed slubem... 29.06.07, 16:22
      Sama sobie zaprzeczasz, bo najpierw piszesz:
      >wiele razy mnie zawiodl, zranil...i coraz trudniej wybaczac cos mi obiecuje,
      > mowi a potem nie spelnia tego... ale on chyba nie docenia tego co ma, obiecal
      > sie zmienic ale tego nie robi, nie mam oparcia w nim kiedy teraz potrzebuje,

      za chwilę piszesz coś co zaprzecza temu co wcześniej napisałaś
      > przy nim czuje sie najpiekniejsza i najcudowniejsza kobieta na swiecie, dba o
      > mnie i rozpieszcza na co dzien...jest czulym mezczyzna

      Jakoś trudno i w to uwierzyć, bo jak kobieta przy takim facecie, który rani,
      zawodzi, nie dotrzymuje słów, przy którym nie czuje się bezpieczna itd. może
      czuć się najpiękniejsza, najcudowniejsza na świecie itd. ??? To jest nie możliwe!!

      ale skoro czujesz się tą najpiękniejszą i najcudowniejszą przy nim to po co
      piszesz, że
      > czuje sie samotna w zwiazku i zastanawiam sie czy chce miec go za meza, ,
      > czuje sie zraniona, rozczarowana, za duzo takich razy bylo...jestem zmeczona,
      > bez sily, nie chce po raz kolejny walczy o zwiazek,
      > pragne urzeczywistnienia jego slow w realnym swiecie, poczucia ze moge ufac,
      > bezpieczenstwa...a nie mam,

      Julka Ty chyba sama nie wiesz co piszesz, sama sobie zaprzeczasz. Widocznie ta
      miłość jaką go darzysz jest chora.
      Zauważ że wszystkie osoby wypowiadające się na Twój post są jednego zdania:
      abyś go zostawiła!!! ale to do ciebie widocznie nie dociera, ale zapewniam Cię
      że dojdzie PO ślubie!! Zobaczysz!
      • julia0001 Re: watpliwosci przed slubem... 29.06.07, 18:51
        zacytuje slowa mojego przyjaciela - skad w Tobie tyle nienawisci?;)...no coz
        pisalam ze wew. czuje chaos, i wlasnie z tego powodu nie wiem...i ze moj
        narzeczony zranil mnie RAZ....!!! a nie wciaz poniza itp i nie szanuje, ale ten
        jeden raz wybil mnie totalnie z rownowagi i stad mam takie depresyjne i czarne
        mysli i wszystko widze zle...zabolalo bardzo i tyle a nie ze na co dzien
        placze, jestem ponizana czy takie podobne...ale widze ze ludzie uwialbiaja
        innych oczerniac i umoralniac...i sami sa tacy poukladani, no moze i jestem
        niezrownowazona emocjonalnie, ale ja tak przezywam...jestem b. emocjonalna
        osoba. Na co dzien to czuje sie z nim szczesliwa i tak zwykle wyjscie do sklepu
        i kupowanie z nim buleczek jest wyjatkowe, mamy swoj swiat...ale to co zrobil
        RAZ mnie rozwalilo...moze napisalam zbyt histerycznie i stad niezrozumienie i
        ogolnie wielki chaos i nielogika plynie z moich wypowiedzi...ale ja juz mam tak
        zawsze...dzialalam jak fala, pod wplywem wielkich emocji i rozpaczy piszac to...
        • vanjam Re: watpliwosci przed slubem... 29.06.07, 19:10
          To tak zwykle bywa, nie tylko na tym forum, że jak napiszesz o małym problemie,
          to wśród forumowiczek urasta on do rangi wręcz "nierozwiązywalnego", a do tego
          same dopisują różnorakie historie (na szczęście są też "normalne"). Ja napisałam
          kiedyś o tym, że jestem szczęśliwa tak po prostu i to też stało się
          problemem... taka chyba natura kobieca;)))
          • julia0001 Re: watpliwosci przed slubem... 29.06.07, 19:36
            Dziekuje za zrozumienie...wlasnie czesc osob podkolorowywuje historie albo robi
            nadinterpretacje tego o czym ktos pisze...albo czesc osob wyrzywa sie na forum
            bo ma zly dzien i humor, w ogole co za argument z jak pisze wiekszosc cos to
            nalezy to zrobic, tzn. ze nalezy slepo podazac za masami nie majac swojego
            rozumu, czy wszyscy musza byc jak inni...ludzie i takie przypadki milosne so o
            wiele bardziej zroznicowane i skomplikowane niz sie wydaje...a niektorzy mysla
            schematycznie! ze ludzie sie nie zmieniaja, ze po slubie to juz pieklo tylko
            mnie i wiele innych kobiet czeka...
            • martusia_1980 Re: watpliwosci przed slubem... 29.06.07, 20:17
              skoro jesteś taka mądra i wszystko doskonale wiesz:
              > w ogole co za argument jak pisze wiekszosc cos to nalezy to zrobic, tzn. ze
              > nalezy slepo podazac za masami nie majac swojego rozumu, czy wszyscy musza byc
              > jak inni...ludzie i takie przypadki milosne so o wiele bardziej zroznicowane i
              > skomplikowane niz sie wydaje...a niektorzy mysla
              > schematycznie! ze ludzie sie nie zmieniaja, ze po slubie to juz pieklo tylko
              > mnie i wiele innych kobiet czeka...

              to po co nas pytasz co robić?
              My ci powiedzieliśmy co ale widocznie spodziewałaś się innej odpowiedzi, czyli
              że napiszemy "poczekaj, wszystko się ułoży, twój facet zmieni się itd" a jednak
              nikt Ci tak nie napisał, wręcz przeciwnie, każdy doradza odejście. A ta nasza
              odpowiedź Ci się nie spodobała i zaczęłaś pisać że my niby Cię umoralniamy i
              oczerniamy. otwórz lepiej oczy. My nie chcemy Ci źle doradzać, wręcz przeciwnie
              chcemy Ci zaoszczędzić późniejszych ewentualnych przykrości, szarpaniny. I nie
              piszemy to z wyssanego palca lecz z własnego doświadczenia, nie jedna z nas był
              w takim związku co Ty i wie jak one dalej się toczą.
          • martusia_1980 Re: vanjam 29.06.07, 20:04
            >To tak zwykle bywa, nie tylko na tym forum, że jak napiszesz o małym problemie,

            nie sądzę aby brak bezpieczeństwa, wsparcia jak opisuje autorka był małym
            problemem w związku. Ponieważ jak nie ma w związku tychże wartości to tak
            naprawdę nie ma PRAWDZIWEGO związku. Taki związek nie przetrwa długo, jedna ze
            stron się wypali.

            > to wśród forumowiczek urasta on do rangi wręcz "nierozwiązywalnego",
            Słuchaj jeżeli autorka mówi że jej partner mówi że się zmieni a tego nie robi a
            są już z sobą 5 lat to niestety ale ten problem jest "nierozwiązalny"!

            > a do tego same dopisują różnorakie historie
            dopisują własne historie z życia, opisują podobne związki do związku jaki ma
            autorka, podobne a nawet takie same zachowania jakie ma nierzeczony autorki. A
            to tylko dlatego aby zobaczyła jak się takie związki kończą.
        • martusia_1980 Re: watpliwosci przed slubem... 29.06.07, 19:56
          w z kolejnych wątków wychodzi że szukasz winy w sobie, więc nie widzę sensu
          zakładania przez ciebie wątku i pytanie co robić i czy to twoja wina, jak widzę
          że doskonale wiesz lepiej niż my wszyscy wypowiadający się co do Twojej sprawy.

          > ale widze ze ludzie uwialbiaja innych oczerniac i umoralniac.
          Nikt tu nikogo nie oczernia! Pytasz więc my piszemy co sądzimy o tym.
          Piszemy prawdę, jak zauważyłaś KAŻDA wypowiadająca się tu osoba pisze abyś go
          zostawiła, i parę osób przedstawiło Ci przykłady podobnych związków z takim
          facetem jak Ty masz, i każde zakończyło się porażką. Ale z tego co wychodzi nie
          na rękę jest Ci to że każdy Ci odradza ten związek i dlatego oskarżasz nas że my
          oczerniamy i umoralniamy. Nie my nie oczerniamy ani nie umoralniamy tylko chcemy
          Ci otworzyć oczy na prawdę, wiele z nas przeżyło taki związek jak Ty masz, gdzie
          facet owszem potrafił być kochany itd.ale miał swoje chimery i wie czym to
          pachnie. Skoro chcesz cierpieć to twoja wola. Ale skoro piszesz, że nie potrafi
          dotrzymać słowa i nie czujesz się przy nim bezpieczna to na czym się ten związek
          opiera? Moim zdaniem na chorej miłości, która wcześniej czy później zniszczy Ci
          nerwy itd.

          > zwykle wyjscie do sklepu i kupowanie z nim buleczek jest wyjatkowe
          wiesz co jakiś ten argument mnie nie przekonuje, bo życie nie polega na
          wyjątkowym kupowaniu z partnerem bluzeczek itd. Najważniejsza jest m.in. miłość,
          poczucie bezpieczeństwa, zaufanie. A z tymi dwiema ostatnimi wartościami kiepsko
          u Was.
          • julia0001 Re: watpliwosci przed slubem... 29.06.07, 20:12
            Ja nie szukam winy w sobie, nie mowie ze jestem zla glupia i wszystko
            niszcze...kazdy ma chwile zwatpienia, watpie wiec jestem jak napisal jeden
            poeta...a Ty masz monopol na prawde, odkrylas sens zycia i milosci...zostalas
            oswiecona...dziekuje wszystkim za rady, przemysle sobie wszystkie ale nie musze
            postepowac tak bo tak mi pisze wiekszosc i nie jestes Bogiem czy wrozka i nie
            wiesz jak skonczy sie moj zwiazek!!! wszystko nieustannie sie zmienia,
            przemija, zycie potrafi zaskakiwac i pozytywnie i negatywnie...a ty jak piszesz
            takie rzeczy to mnie az wstrzasa od lodu, ktory plynie z twojego serca i pychy,
            ze wiesz wszystko, widzialas juz wszystkie zwiazki i potrafisz ocenic jak sie
            skoncza.
            • martusia_1980 Re: watpliwosci przed slubem... 30.06.07, 01:56
              > a Ty masz monopol na prawde
              widocznie Ty tak uważasz, bo ja jestem innego zdania. Nie tylko ja powiedziałam
              że taki związek nie ma przyszłości, więc znakiem tego nie jest to monopol bo
              inne osoby wypowiadające się też są tego samego zdania co ja

              > nie musze postepowac tak bo tak mi pisze wiekszosc
              i tu przyznam Ci rację, to Twoja decyzja i nikt Cię do niczego nie przymusza.
              Tak jak prosiłaś w poście my po zapoznaniu się tego co napisałaś radzimy Ci a
              nie narzucamy. Ostateczna decyzja należy do Ciebie. Każdy jest kowalem swojego losu.

              > nie jestes Bogiem czy wrozka
              Nie obrażaj Boga, i nie unoś się tak bo jeszcze chwila i Ci wykrzykników braknie.

              > nie wiesz jak skonczy sie moj zwiazek!!!
              A Ty wiesz jak się skończy? Skoro założyłaś ten wątek i masz obawy przed ślubem
              i pytasz co robić to widocznie Ty też nie masz pojęcia jak się zakończy

              > a ty jak piszesz takie rzeczy to mnie az wstrzasa od lodu, ktory plynie z
              > twojego serca i pychy,
              Skąd ty to możesz wiedzieć?, nie znasz mnie i też nie jesteś wróżką ani Bogiem,
              aby takie rzeczy wiedzieć.

              A pycha wypływa z ciebie anie ze mnie, bo strasznie się pieklisz gdy piszę Ci
              słowa prawdy. Widocznie prawda w oczy Cię kole i stąd te Twoje docinki.

              > widzialas juz wszystkie zwiazki i potrafisz ocenic jak sie skoncza.
              Nie przesadzaj bo nie widziałam wszystkich związków, ale wiele podobnych do
              twojego, gdzie facet zachowuje się tak jak twój i znam ich zakończenia. Żaden z
              tych związków nie przetrwał. I nie muszę ich ocenić to widać, szczególnie efekty.

              Mimo wszystko życze powodzenia
    • annubis74 Re: watpliwosci przed slubem... 30.06.07, 12:10
      za co go kochasz jeśli nie mozesz mu ufać i czuć sie bezpieczna
      jeśli nie dotrzymuje słowa i cię rani
      może po prostu przyzwyczaiłaś sie do myśli ze jesteś z nim (5 lat to dużo),
      pewnie był Twoim pierwszym, lub pierwszym poważnym facetem
      chyba ten rok wspólnego mieszkania skłonił cie do myślenia
      i dobrze, lepiej póxno niz wcale
      masz 22 lata to poczatek życia, nie ładuj sie tak wcześnie w sytuację w której
      już teraz czujesz sie źle
      • yvona73pol Re: watpliwosci przed slubem... 30.06.07, 15:57
        wybacz, jula, ale... najpierw piszesz, ze masz osobowosc destrukcyjna, a potem,
        ze wcale nie pisalas, ze cos niszczysz...
        otoz, moze tego nie wiesz, ale destrukcja to niszczenie....
        piszesz, pewnie pod wplywem emocji, sprzeczne posty, podajesz informacje ktore
        zmieniaja sie z postu na post (tez to zauwazylam) a potem pieklisz sie na
        dziewczyny, ze tak ci radza (wlasnie, radza, nie kaza), po prostu poproszone
        wyrazily swoje zdanie...
        a twoja rzecz, czy z tego skorzystasz, czy nie, zamiast inkryminowac im jakies
        wrozkostwo, chlody serca czy pozjadanie rozumow
    • julia0001 Re: watpliwosci przed slubem... 30.06.07, 16:45
      Rada to rada a nie przepowiadanie jak bedzie...fakt nie wiem jak bedzie,
      wszystko nieustannie w zyciu zmienia sie i przemija..ja sie nie piekle, ale nie
      lubie jak ktos mowi ze zna takie przypadki, mezczyzn...generalizuje i szczegol
      rozciaga na ogol...kazdy zwiazek i czlowiek jest inny, jestesmy
      idnywidualnosciami, i relacje ktore nas lacza nie sa tak proste i jasne jak
      czasami sie wydaje...nie da sie przypioc okreslonego mezczyzny czy kobiety do
      schematu zycia...bo w zyciu wszystko jest mozliwe, zawsze mozna wszystko i
      siebie samego zmienic...najlatwiej jest zostawic, uciec....najwygodniej
      • posnan Re: watpliwosci przed slubem... 30.06.07, 16:58
        wiecie co tak przegladajac posty (jestem facetem) to zastanawiam sie dlaczego
        nie powiecie swojemu facetowi to co piszecie tylko wyzalacie sie anonimowo na
        lamach netu... troszeczke to bez sensu... uwiez mi ze sam czasmi od mojej
        dziewczyny chcialbym uslyszec to co rzeczywiscie mysli a nie tylko zdania pelne
        niedomowien... potraficie sie otworzyc na forach a nie przed facetem z ktorym
        zamierzacie spedzic reszte zycia...
        • martusia_1980 posnan 30.06.07, 21:32
          > wiecie co tak przegladajac posty (jestem facetem) to zastanawiam sie dlaczego
          > nie powiecie swojemu facetowi to co piszecie tylko wyzalacie sie anonimowo na
          > lamach netu... troszeczke to bez sensu...

          akurat tak się składa, że w moim przypadku mówię mojemu mężowi co naprawdę
          czuję, co mi się nie podoba w naszym związku itd. nie ma żadnych nie domówień z
          mojej strony
      • mrs.solis Re: watpliwosci przed slubem... 30.06.07, 17:05
        To ja ci powiem co innego niz wszyscy. Zostan z nim. Kazdy jest kowalem swojego
        losu i nikt nie bedzie ponosil odpowiedzialnosci za twoj wybor. Nie zdziw sie
        tylko jak po slubie obudzisz sie obok goscia,ktory jest dokladnie taki sam jak
        twoj ojciec.
        Wiekszosc dziewczyn z tego forum nie sluchala niczyich dobrych rad. Chcialy
        wyjsc za maz i wyszly teraz probuja uchronic inne glupie przed popelnieniem
        takiego samego bledu,ale jak widac kazdy jest madry przed szkoda.
        Niektorzy musza spieprzyc swoje zycie zeby zrozumiec,ze ludzie ktorzy im to
        odradzali chcieli pomoc a nie zaszkodzic.
        Majac 22 lata i piecioletni zwiazek za soba nie masz juz szans na ulozenie
        sobie zycia z kims innym. 5 lat to kupa czasu,nie mozesz tego przekreslic lekka
        reka taki zwiazek zobowiazuje cie do poswiecenia mu nastepnych xxx lat.
        • yvona73pol Re: watpliwosci przed slubem... 30.06.07, 17:59
          jula, masz racje ze generalizowanie nie jest dobre, ja wiem tylko, ze
          dziewczyny naprawde ze szczerych checi chca cie uchronic i po cichu zycza jak
          najlepiej ;)
          posnan, wiesz, jak jest ciezko wyartykulowac swoje bole bliskiemu czlowiekowi,
          nawet jak sie ma z nim fajne relacje (jesli te bole dotycza jego wlasnie), a o
          wiele gorzej jest jak ta osoba nie ma ochoty cie sluchac a relacje pozostawiaja
          wiele do zyczenia; akurat ty chcesz sluchac, chwala ci za to;
          ale - nie wiem, czy czytales wszystkie posty, przewija sie tam dosc czesto
          problem checi rozmowy (rzeczowej rozmowy) ze strony partnerki, a facet od tego
          ucieka, wiem jak to wyglada, bo obserwowalam to u moich rodzicow, moge sie
          domyslic jakie sa powdy meskiego eskapizmu, w glownej mierze to niedojrzalosc,
          facet/kobieta, moga byc fizycznie dorosli, nawet intelektualnie, co nie oznacza
          dojrzalosci psychiczno-emocjonalnej, ale to juz temat-rzeka....
        • martusia_1980 mrs.solis 30.06.07, 21:36
          > Wiekszosc dziewczyn z tego forum nie sluchala niczyich dobrych rad. Chcialy
          > wyjsc za maz i wyszly teraz probuja uchronic inne glupie przed popelnieniem
          > takiego samego bledu,ale jak widac kazdy jest madry przed szkoda.
          > Niektorzy musza spieprzyc swoje zycie zeby zrozumiec,ze ludzie ktorzy im to
          > odradzali chcieli pomoc a nie zaszkodzic.

          święte/prawdziwe słowa. julia001 więc zrozum my nie chcemy Cię ani umoralniać,
          ani oczerniać, ani żle radzić ani zmuszać do odejścia. My chcemy Ci tak jak
          napisała mrs.solis uchronić.
    • martusia_1980 julia001 30.06.07, 21:43
      my na prawdę ze szczerego serca życzymy Ci jak najlepiej, fajnie byłoby jakby
      się wszystko jakoś ułożyła, bo 5 lat to już kawałek czasu ale .... nic nie da
      się na siłę, a do „tanga” trzeba dwojga .... tak jak w związku, obie strony
      muszą się starać ... w pojedynkę nic z tego nie będzie ... to jak walka z
      wiatrakami
    • klaudia_88 Re: watpliwosci przed slubem... 01.07.07, 10:21
      Najpierw piszesz o jego wadach i tym, że Cie rani, a póżniej starasz się go
      sama przed sobą usprawiedliwiać. Rozumiem, że przeżyliście razem wiele czasu i
      trudno to tak po prostu zostawić, ale powiem Ci, że facet nie zmieni się po
      ślubie. Wiem to z własnego doświadczenia. Problemy które były nadal będą, a on
      jak obiecywał, że się zmieni tak dalej będzie TYLKO obiecywał. To nie jest
      materiał na męża. Nie szukaj winy w sobie. Największą wadą kobiet jest
      naiwność, że po ślubie facet będzie bardziej odpowiedzialny itp. Póżniej myśli
      się, że zmiana pojawi się jak urodzi się maleństwo, ale to oszukiwanie samej
      siebie. NIE BIERZ ŚLUBU!!!
    • julia0001 Re: watpliwosci przed slubem... 02.07.07, 09:56
      Wiem ze wiele kobiet, ja zapewne tez zbyt malo wymagaja od swoich
      mezczyzn...nie zgadzam sie z tym panem, ze otwieram sie na forum a przed moim
      facetem w rzeczywistosci nie...w zyciu przed nikim tak bardzo sie nie
      otworzylam...i nie zdobylam na szczerosc, nawet bolesna...mowie mu to, ze nie
      wiem, ze sie zastanawiam...ale pozwalam dojrzec tej decyzji, na razie nie biore
      slubu, przygladam sie sama sobie, rowniez nie wierze ze slub bedzie magicznym
      zakelciem, ktory odmieni nas...slub to tylko dopelnienie tego co jest, na razie
      sama dla siebie stane sie najwazniejsza...sama przemysle sobie czego pragne, o
      czym marze...to nie tak ze slowa trudno zniesc, ale bardziej tak ze czasami
      trzeba dac sobie czas...
    • julia0001 do martusia_1980 02.07.07, 19:00
      Martusia postanowilam Cie odnalezc czemu tak czarno widzisz moja, w ogole wizje
      zycia u mezczyzny po slubie i teraz rozumiem, a Ty opuscilas swojego mezczyzne?
      czy wciaz tkwisz w tym co nie daje Ci szczescia, moj facet nie nazwal mnie
      nigdy brzydko, wiem ze to o niczym nie swiadczy...ale wiele rzeczy w nim jest
      wspanialych...i ja go nie usprawiedliwiam , sama jestem skorpionem, i zdarza mi
      sie wyzwac go od hujow...moge sama wychodzic na imprezy, na babskie wieczorki,
      reazlizowac swoje marzenia przy nim, on mi w tym pomaga...moj post to taka
      chwila rozpaczy, paniki, gdy wszystko widzialam na czarno...mam bardzo
      depresyjny charakter i tendencje do widzenia wszystkiego w czarnych kolorach i
      nie usprawiedliwiam go! bo wiem ze ma wady, ktorych jak nie zmieni to si
      rozstaniemy, ale to nie sa wady ze mnie nie szanuje, zle traktuje...spieprzyl
      cos w swoim zyciu a dokladnie interes finansowy i stracil wiele pieniedzy
      przeznaczonych na nasze wymarzone mieszkanie temu stracilam wiare w sens
      naszego malzenstwa, czy uda mu sie to naprawic, odbudowac to co
      stracil...mieszkania z dnia na dzien rosna...kiedys bylo nas na nie stac, ale
      on zaufal nieodpowiedniemu czlowiekowi, mimo ze ja cos czulam...i mu mowialm,
      by pewny ze sie uda....i nie udalo sie, ...wiec temu...
      • martusia_1980 julia0001 02.07.07, 20:37
        julcia ja nie chciałam swoimi wypowiedziami Cię umoralniać, czy coś Ci nakazywać
        ... chcę dla Ciebie dobrze. I życzę Ci wszystkiego najlepszego, aby się Twoja
        sytuacja z narzeczonym wyjaśniła. Z dobrego serca pisałam.
        Pytasz czy nadal jestem ze swoim mężem, tak jestem. Po prawie 9 latach wspólnie
        spędzonych (prawie 2 lata po ślubie) trudno odejść ... może byłoby mi łatwiej
        jakby co dziennie zachowywał się jak cham ale tak nie jest ... jest sporo dni
        kiedy potrafi być miły i kochany ... ale mimo wszystko pamiętam te złe chwile
        ... tego nie da się zapomnieć od tak sobie ...

        piszesz:
        > moj facet nie nazwal mnie nigdy brzydko, wiem ze to o niczym nie swiadczy...
        mnie mój przed slubem też nigdy nie obraził brzydkim słowem ... za to teraz ...
        owszem zdarza mu się jak się wkurzy


        > i zdarza mi sie wyzwac go od hujow...
        uuu ... julcia! już przed ślubem takie ostre słowa padają. a co będzie jak on
        też zacznie tak samo brzydko się do Ciebie odnosić. Nie mów tak brzydko do
        niego, na pewno jest mu wtedy przykro.

        ja nie używam brzydkich słów w stronę męża, jedynie co to parę razy nazwałam go
        gówniarzem ale to nie brzydkie słowo, a po drugie mówiłam prawdę, bo zachowuje
        się jak dzieciak.

        tak samo jak Ty mam skłonności do widzenia wszystkiego w czarnych barwach,
        jestem okropną pesymistką.
        • julia0001 Re: julia0001 02.07.07, 20:54
          Martusia jezeli nie milosc to nic czlowieka nie zmieni...i czasami zdarzaja sie
          cuda, nie chodzi mi o zmiane kogos na sile, wbrew grawitacji bo wiem ze tak sie
          nie da...ale czasami wystarcza jedna rozmowa, pare klotni i Ktos ukochany
          zrozumie i zmieni sie...ja w tym zwiazku w ktorym jestem bardzo sie
          zmienilam...moj narzeczony jeszcze bardziej, czasami mamy pewne uczucia uspione
          wew. nas...czulosci np....i potrzeba kogos kto nam je uruchomi...ja przed
          poznaniem mojego faceta nie moglam patrzec na swoje cialo...dzieki niemu
          uwierzylam ze jest piekne, a on odkryl wielka czulosc w sobie, ja tez...skoro
          jestes to wlasnie z jakiegos powodu wew. czujesz ze jednak warto...ze moze
          wystarczy inaczej patrzec na swiat...ja jak bylam mlodsza bardziej wierzylam w
          siel milosci, z wiekiem ona sie zmniejsza...bo smutna , szara rzeczywistosc,
          nawet nie w zwiazku ale w okol przytlacza...
    • martusia_1980 julia0001 02.07.07, 21:15
      wysłałam Ci wiadomość na twoją pocztę gazetową julia0001@gazeta.pl
      bo nie chciałam pewnych spraw ujawniać publicznie
      • julia0001 Re: julia0001 02.07.07, 22:14
        odpisalam...na maila :)...
    • martusia_1980 julia0001 02.07.07, 23:02
      dzięki za e-maila, ja również życzę Ci dużo siły, miłości ... miłości i jeszcze
      raz miłości ... trzymam kciuki za Was, oby Wam się udało
      • julia0001 Re: julia0001 02.07.07, 23:34
        Ja rowniez zycze Ci wszystkiego najlepszego :0 poki co nic sie nie skonczylo a
        jak sie skonczy zalezy od nas....bardzo czesto srodowisko w jakim przebywamy
        przytlacza...nas...tak ze nie iwdac jasnego swiatla, a ono wciaz sie gdzies w
        nas tli..
        • wielorak Re: julia0001 04.07.07, 15:37
          hm rzeczywiście okazywanie komuś swoich uczuć np. w sexie jak to napisałaś to
          dopiero można stwierdzić WIELKIE uczucie hehe

          jesteś jeszcze młoda, trochę zapatrzona w siebie egoistka - "mądra i śliczna"
          dla ciebie zrobił to dla ciebie tamto a jednak nie wierzysz w to co mówi
          uwierz mi- tacy ludzie jak on się nie zmieniają i długo z nimi normalny człowiek
          nie wytrzyma, obiecują złote góry a nijak nie przekłada się to na rzeczywistość,
          zwykły krętacz z niego, może wygodniś
    • kocurki_dwa Re: watpliwosci przed slubem... 04.07.07, 19:26
      "a ja pragne czynow nie slow"

      Jak kazda kobieta tego oczekujesz, ciezko mi doradzac bo u mnie jak na razie i
      mam nadzieje bęzie cały czas wspaniale.
      Wiesz ja doradzam rozmawiać rozmawiać i jeszcze raz tłumaczyć a jak nie to
      pozegnamy się
    • julia0001 Re: watpliwosci przed slubem... 05.07.07, 17:19
      Co za bzdura ze ludzie sie nie zmieniaja...wszystko sie zmienia, zycie plynie,
      nic nie jest dane nam na zawsze, wiecznie...niczego nie mozemy byc pewni, zycie
      oparte jest o ruch, nieustanna zmiane...wiec ludzie, ktorzy sie rozwijaja plyna
      rowniez wraz z pradem zycia, zmieniaja sie...albo tekst ze te typy sie nie
      zmieniaja a inne tak, a skad Ktos moze to wiedziec, poznal cala dusze serce,
      mysli czlowieka zeby stwierdzic do czego jest zdolny, co go czeka...czy sie
      zmieni czy stanie w miejscu...nikt tego nie wie...a wszystko zalezy od nas, i
      wszytsko zawsze moze sie zmienic, w dobra albo zla strone...ja na razie lapie
      chwile, staram sie cieszyc drobiazgami...swoja kobiecoscia, czy to zle ze Ktos
      powie ze czuje sie sliczny, sexi....wciaz mam narzekac na swoj za gruby brzuch,
      katowac sie na silowni...bo tak mi mowia media, caly swiat wokol...?...mam
      wakacje, 22 lata...wszystko przede mna...co najpeikniejsze wierze w to...:)
      warto sie odwazyc i wyjsc poza stereotypowe zycie, poza schemat, mimo ze to
      bardzo trudne...moj mezczyzna na razie moj....a potem kto wie, nie zamykam sie
      na nic, ani na rozstanie, ani na bycie razem do konca swiata...
      • belanna_torres Re: watpliwosci przed slubem... 06.07.07, 12:02
        Owszem, zmieniają się, ale nie sami z siebie, tylko pod wpływem szczególnych
        okoliczności; i nie całkowicie. Większość cech osobowości, temperamentu,
        stosunku do świata i innych ludzi pozostają niezmienne w okresie dorosłego
        życia. Zmiany czarnego charakteru w anioła zdarzają się tylko w serialach.
        Sugeruję zejść na ziemię.
        Skąd to wiemy? Ano z psychologii i innych nauk społecznych wiemy :-)
    • julia0001 Re: watpliwosci przed slubem... 06.07.07, 19:50
      A moze w chmurach powstanie moj swiat? nie wiemy to z psychologii i nauk
      spolecznych...ja z Zycia z Rzeczywistosci szarej i ponurej widze ze ludzie sie
      zmieniaja pod wplywem milosci..owszem i innych impulsow...ale milosc bardzo
      zmienia...nikt nie jest aniolem, albo diablem, czarny, albo bialy...ludzie maja
      w sobie i dobro i zlo...
      • zdzichu-nr1 Re: watpliwosci przed slubem... 07.07.07, 00:37
        Mącisz koleżanko...radzę zażyć sole trzeźwiące i zacząć coś w życiu robić, bo z
        postów wyziera głębokie umiłowanie rozmyślań na łóżku ze wzrokiem na suficie.
        • julia0001 Re: watpliwosci przed slubem... 07.07.07, 21:57
          A Tobie drogi zdzichu radze troche wiecej otwarcia..sam ograniczasz sobie
          zycie, nie wiem ile masz lat...ale po tekscie sadze ze z 70...skoro tak
          postrzegasz swiat...a to my sami, wierzysz w to czy nie, przekonasz sie,
          kreujemy, tworzymy nasze zycie i nas amych. Z Twojej wypowiedzi przeswituje z
          twojej wypowiedzi schematyczne widzenie zycie, wielkie ograniczenie,
          stereotypowe postrzeganie zycia, brak wyobrazni...w zyciu robie bardzo
          wiele,...ale twoj ograniczony mozg jest za maly aby pojac zeczy egzystencjalnie
          bardzo zlozone, nie znasz mnie, nie znasz zycia, nic nie wiesz...
      • kicia031 wspolczuje facetowi 10.07.07, 11:59
        takiej rozhisteryzowanej i niezrownowazonej partnerki.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka