Dodaj do ulubionych

hmm... te zdrady

03.07.07, 17:47
mm, ciągle kopię w temacie zdrady. Mój przyjaciel zdradza swoją żonę z była
dziewczyną. To ochyde, ale jak ostatnio u nas był, to ja miałam stresa, by
nie pomylić jej imienia. Znam też babkę z firmy współpracującej, którą mąż
robi na boki z każdą nową niunią z jej firmy, a ona o tym nie wie i cały czas
funkcjonuje jako ta nieświadoma. To wszystko jest dla mnie tak okropne, że
sama na swje chłopisko patrzę wzrokiem podejrzliwym, szczególnie jak się
ogląda za innymi babkami. I myślę sobie, czy ci wszyscy faceci\ naprawdę nie
umieją żyć w monogamii? Jak to jest? Kto zdradza, w jakim wieku, dlaczego,
jak etg uniknąć, jak poznać, czy ktoś ma ku temu predyspozycje, czy nie
mozna ? bo każdy
Obserwuj wątek
    • turzyca Re: hmm... te zdrady 03.07.07, 19:18
      Zdradza sie wtedy, gdy rachunek zyskow i strat wychodzi odpowiednio korzystnie.
      Czyli korzysci ze zdrady, takie jak poczucie nowosci, dreszczyk emocji itp
      przewyzszaja koszty, takie jak ryzyko zerwania dotychczasowego zwiazku.

      Osobiscie nie mam zamiaru wariowac. Albo moj zwiazek jest dobry i wtedy zadnemu
      z nas zdrada nie przyjdzie do glowy, albo jest zly, a wtedy po co w nim trwac?
      • april_12 Re: hmm... te zdrady 03.07.07, 20:41
        problem zaczyna się gdy żyjemy z myślą, że nas związek jest udany, a pan
        szaleje na boku:/ Ja tez się boję zdrady - ale nie tylko tej drugiej osoby ale
        też swojej - czasami przez własną głupotę można naprawdę wiele stracić.
        Oczywiście zdrady faceta boje się bardziej, może dlatego, że trafiałam na
        nieciekawych typów - niekoniecznie zdradzających ale baardzo lubiących się
        afiszować zainteresowaniem innych panienek (i namiętnie tych panienek
        szukających):/uraz
        • turzyca Re: hmm... te zdrady 03.07.07, 22:46
          "problem zaczyna się gdy żyjemy z myślą, że nas związek jest udany, a pan
          szaleje na boku:/ "
          dla mnie taki zwiazek wpada w kategorie nieudany :)

          Tylko.... ze przy calej mojej postawie "oddzielnosci" - chodzeniu oddzielnie na
          imprezy, utrzymywaniu czesciowo oddzielnych kregow przyjaciol i w ogole
          prowadzeniu dosc niezaleznego zycia - wydaje mi sie, ze nie da sie przegapic
          pojawienia sie kogos na horyzoncie. No chyba ze jest sie tak egotycznym, ze nie
          dostrzega sie zadnych zmian w drugiej osobie. Ale przeciez normalnie jak sie z
          kims mieszka pod jednym dachem to widzi sie jego emocje, to sa rzeczy ktorych
          nie da sie ukryc.
          • anula36 Re: hmm... te zdrady 03.07.07, 23:12
            a tu sie mozesz zdziwic - nie zawsze wyczaisz zdrade nawet mieszkajac od jednym dachem,faceci sa dobrzy z ukrywania emocji, albo moze mniej ich przezywaja?
            • turzyca Re: hmm... te zdrady 04.07.07, 00:03
              Moze. Choc wieloletnie doswiadczenia z mezczyznami, z ktorymi mieszkalam
              (niekoniecznie wlasnymi mezczyznami ;]) raczej te opcje wykluczaja. Owszem czesc
              sygnalow nie byla wprost, ale zazwyczaj wystarczylo uzyc mozgu, zeby ustalic, co
              jest na rzeczy.

              A poza tym ja i tak polowe zwiazku spedzam na odleglosc, wiec jedyne co moge
              zrobic, to uznac, ze dla mojego milego zwiazek ze mna jest czyms tak waznym, ze
              nie zaryzykuje zniszczenia go. Jesli tak nie jest, to nie istnieje zaden powod,
              zeby z nim dalej byc. Nie ten to inny - tego kwiatu jest pol swiatu.
              • anula36 Re: hmm... te zdrady 04.07.07, 00:09
                abstrachujac od ciebie na chwile - to gdyby tak latwo bylo wychwycic zdrade nie byloby tylu postow/forow w stylu" maz mnie zdradzil", a potem sie okazuje ze zdradzal regularnie,albo przez rok.Moze dlatego ze wielu uczucia zaburzaja logiczne myslenie;)
                Zreszta przy odrobinie sprytu zdrade naprawde latwo ukryc.
                • turzyca Re: hmm... te zdrady 04.07.07, 01:21
                  Mam kilka teorii, skad sie biora takie posty.
                  Brak logiki, ktory podalas.
                  Myslenie zyczeniowe i wyparcie - i to nie tylko w przypadku zdrady, ale takze
                  alkoholizmu, przemocy itp
                  Brak dobrej komunikacji w zwiazku.
                  Egotyzm.



                  Zdrade jako taka moze i mozna ukryc, choc kazde klamstwo w koncu sie sypie, bo
                  klamanie na dluga mete jest koszmarnie trudne, ale duzo wiekszym problemem jest
                  ukrycie wlasnych emocji. Chocby dlatego ze ukrywanie emocji jest nienaturalne i
                  daje sie wylapac. :)
                  Oczywiscie sadze po sobie, ale jesli jestem w stanie bez indagowania ustalic, co
                  sie dzieje w zwiazku mojego wspollokatora czyli czlowieka, z ktorym zaledwie
                  mieszkam, z ktorym nie wiaza mnie najglebsze wiezy uczuciowe, z ktorym nie
                  spedzam zbyt duzo czasu, to jak prawdopodobne jest przepuszczenie zmiany w
                  czlowieku, ktorego kocham? No ale ja podobno zauwazam za duzo i mysle za duzo. ;P
                  I last but not least - zycie w zwiazku na odleglosc uczy pokory. Nie moge
                  sprawdzac, nie moge kontrolowac, nie moge nic. Tylko ufac. Albo to ten i bedzie
                  w porzadku albo nie i bede szukac kogos innego.
                  • anula36 Re: hmm... te zdrady 04.07.07, 01:30
                    po czesci znam z autopsji, ja z kolei duzo podrozuje sluzbowo, wiec chlopa spuszczam z oka i sama sie zrywam z lancucha:)
                    No choz tyle ze na ryby nie jezdze:P
                    • nives1 Re: hmm... te zdrady 04.07.07, 09:09
                      My mieliśmy jakąś pogadankę o zdradach przy kartach w zeszłym togodniu. Mój mąż
                      pociągając sobie piwko leniwie stwierdził : "Po co mam cię zdradzać. nie
                      chciałoby mi się szukać."
                      hehe nie wiem czy sie smiać czy płakac :p
                      • rosa_de_vratislavia Re: hmm... te zdrady 04.07.07, 09:28
                        nives1 napisała:
                        >Mój mąż
                        > pociągając sobie piwko leniwie stwierdził : "Po co mam cię zdradzać. nie
                        > chciałoby mi się szukać."

                        Gorzej, jak nie będzie musiałszukać bo "okazja" pojawi się sama, np. w postaci
                        atrakcyjnej nowej współpracowniczki...
              • annubis74 Re: hmm... te zdrady 04.07.07, 13:24
                nie chciałabym podważać Twojej pewności i tylko Ci życzę żebyś sie nigdy nie
                zdziwila w tej kwestii
                inna sprawa, ze nadmierna kontrola drugiej połowki tez nie załatwia sprawy
            • sunrise2006 Re: hmm... te zdrady 04.07.07, 16:54
              pewnie, ze nie zawsze się da. Na przykład ta zżona kolegi żyje w
              nieświadomości. A poza tym np. z tego co słyszałam, to na wieczorach
              kawalerskic dzieją się takie rzeczy,że przelecenie tam panienki do towarzystwa
              to normanlka. I co myślisz, że wyczujesz następnego dnia, że coś z nim nie tak?
      • princessjobaggy Re: hmm... te zdrady 04.07.07, 12:25
        turzyca napisała:

        > Osobiscie nie mam zamiaru wariowac. Albo moj zwiazek jest dobry i wtedy
        zadnemu z nas zdrada nie przyjdzie do glowy, albo jest zly, a wtedy po co w nim
        trwac?

        Turzyca, to co napisalas wydaje mi sie bardzo czarno-biale, a zycie takie nie
        jest. Latwo jest wypowiadac sie na temat 'przychodzenia zdrady do glowy', kiedy
        nie ma sie do niej okazji. Pomijam tutaj szukanie okazji na sile, bo tacy
        ludzie tez sa. Mowie o sytuacji, kiedy niespodziewanie pojawia sie w Twoim
        zyciu ktos, kto po jakims czasie staje sie dla Ciebie wazny, ktos, z kim
        nadajesz na tych samych falach. To nie jest tak, ze jak jestes w udanym
        zwiazku, mozesz sobie wybrac opcje: 'Od teraz nie bedzie zadnej chemii miedzy
        mna a innym mezczyzna'. Uczucie silnego przyciagania do innej niz partner osoby
        moze pojawic sie niespodziewanie. Jedni w takiej sytuacji potrafia sobie z tym
        poradzic, ale rozumiem rowniez osoby bardziej poddatne, slabsze psychicznie,
        ktore nie wytrzymuja presji i zwyczajnie zdradzaja.

        Znam kilka takich osob i wierz mi, niezaleznie jak sie te historie zakonczyly,
        jestem w stanie zrozumiec postepowanie kazdej z tych osob.
        • fragles78 Re: hmm... te zdrady 04.07.07, 12:29
          Są sytuacje, które od nas nie zależą chyba..Czasem po prostu "napatoczy" się
          ktoś, kto może sprawić, że zaistnieje taka a nie inna sytuacja. Np jakiś czas
          temu mój znajomy poznał nas ze swoją koleżanką a ta koleżanka strasznie wpadła w
          oko mojemu mężowi. On się po prostu do niej klei. Niedawno nawet usłyszałam, że
          gdyby nie ja to on by się "za nią wziął". Wiem, że do zdrady tu jeszcze pewnie
          daleko, ale przykro mi cholernie...A jesteśmy rok po ślubie.
          • wielorak Re: hmm... te zdrady 04.07.07, 12:54
            gdyby mi mój mężczyzna powiedział "gdyby nie ja to on by się "za nią wziął"" to
            chyba bym, mu wiadro zimnej wody wylała na głowę jeżeli wogóle bym nie odeszła-
            jak można tak powiedzieć kouś, z kim się żyje, mieszka czy planuje przyszłość?
            i dalej.. "Wiem, że do zdrady tu jeszcze pewnie daleko" ho ho nie zdziw się gdy
            cię zdradzi- jak tak powiedział to pewnie na niejedną kobietę mu ślinka cieknie
            a może tylko przy tobie tak mówi. dla mnie lepszym zapewnieniem jest: "nie
            zdradzam bo mam takie zasady" niż "wziąłbym się za nią gdyby ciebie nie było"
            czy coś w tym stylu
            • fragles78 Re: hmm... te zdrady 04.07.07, 13:03
              Powiem Ci, że też nie wiem co mam o tym myśleć. Wkurzyłam się niesamowicie, ale
              co mam zrobić dalej - po prostu nie wiem. Jak dla mnie to mój facet ma
              wrażliwosć krokodyla, że mówi własnej żonie coś takiego. Stwierdził, że mu się
              "chlapnęło", że nie jest ideałem, i że miał na myśli tego, że moja koleżanka
              jest lepsza ode mnie czy coś w tym rodzaju...Jakoś mu nie wierze i poczułam się
              jak "towar zastępczy" a nie kobieta jego życia;-(((
        • trusia29 Re: hmm... te zdrady 04.07.07, 13:05
          Zgadzam się z princessjobaggy - łatwo jest mówić stnowczo "zdarda nie" tym,
          którym po prostu nie nadarzyła się możliwość. Nie mówie tu o jakichś szybkich
          numerkach i zdradach na jedną noc (bo takie okazjie raczej każdy miewa), mówie
          o spotkaniu kogoś, z kim nadaje się na tych samych falach, z kim miło spędza
          się czas i rozumie bez słów. Mozna spotkac kogoś takiego będąc w innym związku
          i zwykle zaczyna się niewinnie. Nie każdy potrafi oprzeć się takim sytuacjom.
          Mnie zdarzało sie nie oprzeć, choc w końcu trzeba wybrać, nie wyobrażam sobie
          (mowie o mnie), zeby takia sytuacja trwala dlugo. Dla mnie to zwyczajnie
          męczące - wyrzuty sumienia dręczą.
          • nati.82 Re: hmm... te zdrady 04.07.07, 13:15
            Zgadzam się z Wami dziewczyny, czasem po prostu ktoś pojawia się na naszej
            drodze, okazji do zdrady nie trzeba wcale szukać, nawet jesli sie nie zdradzi
            fizycznie, to mozna zdradzić psychicznie, nie ma co patrzeć na zycie czarno-
            biało, bo kolorki sa i basta!
            • sunrise2006 Re: hmm... te zdrady 04.07.07, 17:04
              dziewczyny, ale mi raczej chodziło o facetów. Jak im ufac? jak na przykład
              kumperl mi opowiada, ze na wieczorze kawalserskim, to dwóch jego kolesi
              prezeleciało babkę do towarzystwa. no powiedzcie mi>>??? a tych kolesi ja z
              grubsza znam i nie pomyślałabym. Rozumiecie? i jak tu mieć pewność, że facet
              nie zdradzi?? czy wybierać tych spokojniejszych, co to nie za badzo się
              obracają w sferach seksu, są niezaradni zupełnie, nie mają kasy itp - czy to
              zmniejsza możliwośći zdrady? czy jak do cholery postąpić? bo jak moje chłopisko
              opowiada, jak jego koledzy się nieraz zachowują - albo że zdradzają, to ja
              sobie myślę - no kuna rzesz, jak on się w takim towarzystwie obrac, to może sam
              cosik robi. i od razu głupie myśli ....
              • yoga22 Re: hmm... te zdrady 04.07.07, 18:36
                mam identyczne myśli jak Ty sunrise2006, ale sądzę, że na zdradę nie ma
                szczepionki ani żadnego lekarstwa. Też znam wiele par, które jedno z nich lub na
                wzajem się zdradzają i myślą, że nikt o tym nie wie - idioci. Bo wystarczy, że
                on czy ona powie o tym jednej osobie i wierzcie mi już wszyscy o tym wiedzą.
                Więc jeżeli zdradzasz to albo nikomu nie mów o tym, nawet swojemu przyjacielowi,
                bo przyjaciel i tak to komuś powie jak nie dziś to jutro.
        • turzyca Re: hmm... te zdrady 04.07.07, 19:25
          princessjobaggy
          a wiesz co jest najsmieszniejsze? Ze to co napisalam nie jest teoretyzowaniem.
          Jest wnioskiem wyciagnietym z doswiadczen wlasnych i doswiadczen kilkudziesieciu
          osob, ktore mi na klacie plakaly (a plakalo naprawde sporo, bo jakos przyciagam
          zwierzenia.)
          Co rozumiesz przez "nie ma sie do zdrady okazji"?
          Moj zwiazek trwal osiem lat. Przez 6 byl swietny, potem zaczelo sie sypac. Przez
          tych szesc lat powaznych okazji do zdrady mialam kilkadziesiat. I byli wsrod
          nich faceci, z ktorymi w innych okolicznosciach poszlabym do lozka na pierwszej
          randce, mimo ze to wbrew moim zasadom, bo tak strasznie byli atrakcyjni. A
          jednak w zaden sposob mnie nie korcilo, po prostu moj zwiazek byl dla mnie na
          tyle wazny, ze ta opcja nie byla w zaden sposob rozwazana. I wiem ze moj chlopak
          mial takie same propozycje i tez z nich nie korzystal, z tych samych wzgledow.
          A potem zaczelo sie sypac, zaczelismy zyc obok siebie. I w tym momencie ktos
          jeszcze przestal byc tak blyskawicznie eliminowany. I dla mnie ten wlasnie
          moment, kiedy decyzja o odrzuceniu czyichs zalotow nie byla tak natychmiastowa,
          byl potwornym dzwonkiem alarmowym.
          I na podstawie tych doswiadczem:
          -jesli ktos przyciaga Cie tak bardzo, ze gotowa jestes zrezygnowac dla tej osoby
          ze swojego zwiazku, to znaczy ze z tym zwiazkiem jest cos nie w porzadku.
          -czlowiek nie jest zwierzeciem i panuje nad swoimi popedami, a do pewnego
          stopnia takze nad emocjami. Jesli zdradzasz to jest to TWOJA decyzja.
          • nati.82 Re: hmm... te zdrady 05.07.07, 08:15
            Zgadzam sie w 100%!!!! Kiedyś rozpoczęłam na forum watek czy to normalne, że w
            stałym związku, gdzie dwoje ludzi sie kocha możliwe jest zauroczenie i zostałam
            wtedy pojechana straszliwie. A okazuje się, że to nie tylko normalne, ale to
            częśc kazdego związku, bo nie wierze, że ludzie są w sobie zakochani całe zycie
            tak, jak na poczatku. A seks, pociąg do innej osoby to już tylko konsekwencja
            tego, że patrzysz na tego niby obcego faceta i myslisz: kurde.... chetnie
            bym.... I problem w tym czy rzeczywiście jesteś w takim punkcie zyciowym, że
            coś sie stanie, czy nadal bedziesz tylko patrzyc.
            • zamszowa Re: hmm... te zdrady 07.07.07, 10:02
              a ja sobie myslę, że jestes bardzo młoda jeszcze chyba. Po co ci ta pewnosc, ze
              nie dojdzie do zdrady? no pomyśl logicznie, po co? w zyciu nie ma sie zadnej
              pewnosci, tylko tę ze się ono kiedyś skończy:) to banał ale prawdziwy. ja byłam
              pewna wychodząc za mąż za mojego chlopaka, z którym byłam 4 lata i po 2 latach
              się rozwiedliśmy. nie z powodu zdrady, ale totalnego nieporozumienia. to
              doświadczenie nauczyło mnie, że nie ma sensu szukac w zyciu pewnosci. teraz
              jestem w nowym związku, mamy wspaniałego synka i w sumie teraz jestem tylko
              pewna tego, ze jestem mamą i nią będę zawsze. ale byc pewną faceta? a po co?
              dziewczyny, nauczcie się zyc chwilą - jest dobrze, więc po co się zadręczac.
              byłam taka jak byłam młodsza, przeszło mi skutecznie po 30tce:)))trzeba znac
              swoją wartosc i miec oparcie w samej sobie. niestety facet to tylko facet,
              najwet najbardziej ukochany moze odejsc, zakochac się, Bog wie co jeszcze
              zrobic. Zycie jest za krótkie zeby zyc w strachu. to bez sensu. więcej
              dojrzałości i usmiechu i dystansu do wszystkiego. a te z was, ktore są tak 100
              procent pewne ze nie zdradzą - wybaczcie, ale chyba nie wiecie o czym mowicie.
              ja tez byłam pewna a jednak spotkałam kogos. nie doszło do fizycznej zdrady ale
              się zakochałam. i tyle. i przyjmuje to, nie jestem doskonała, wasi mężowie też
              nie.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka