pati_31
23.07.07, 12:07
ostatnio na forum „kobieta” umieściłam post, pt. Totalny WKURW!!”:
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16&w=66168654&wv.x=1&a=66168654
teraz napiszę wam dalszy Ciąg historii ale pierw chcę powiedzieć że mieszkam
u teściów z mężem. Teść jest okropny, uprzykrza nam życie, wyzywa męża nawet
przy ludziach o byle co nawet o to gdy mąż ma inne zdanie niż teść. Teściowa
sama ze swoim mężem nie może wytrzymać, nie interesuje się nim, ma go daleko
w d.... Teść parę razy startował do mnie z głupimi tekstami. Między mną a
mężem zaczęło się psuć, żyjemy w stresie, po takim dniu z teściem, jesteśmy
strasznie zdenerwowani, często kłócimy się. Mieliśmy możliwość mieć własne
mieszkanie, bo mój tato chciał nam kupić w prezencie ślubnym, mąż odmówił –
nie chciał przyjąć tak drogiego prezentu bo ma w sobie wyrobione coś takiego
że boi się że później zostanie mu to wypomniane, że coś dostał. Tak go ojciec
nauczył, jak coś dostał to później jego ojciec mówił „a widzisz a ja Ci to
czy to kupiłem ...” itp. Teraz na mieszkanie nas nie stać, mój tato
mieszkania już nie kupi bo ich cena prawie drugie tyle wzrosła, a po drugie w
moim małżeństwie jest nie za wesoło i nie wiadomo co dalej będzie.
Otóż wracając do tego weekendu pod namiotami nad wodą, pojechaliśmy w piątek,
godzinkę później dołączył do nas kolega męża, mąż miał z nim wędkować i robił
to popijając piwo (miał 12 puszek piwa) ze mnie interesu nie miał, siedziałam
sobie na leżaczku ok. 3 metrów od nich, mąż siedział z kolegą na jednym
kamieniu – czułam się odrzucona, wreszcie poszłam spać do namiotu a mąż
oczywiście zasnął wypity na leżaku ok. godz. 24ej zaprowadziłam go do
namiotu. Następnego dnia kolega męża z samego rana pojechał do domu,
zostaliśmy sami z mężem, no ale cóż dla niego były ważne ryby a ja sobie
siedziałam a to na leżaku a to w namiocie, brodziłam po wodzie. Mąż zero
zainteresowania, myślałam że przejdziemy się wzdłuż plaży albo razem
popływamy. Nawet mało co się odzywał bo albo był zapatrzony w wędkę albo
spał. Do domu mieliśmy wrócić o 24ej, poprosiłam męża abyśmy o 23.30
wyjechali, zależało mi aby być jak najwcześniej w domu, bo chciałam się
porządnie wyspać, zwłaszcza że poprzedniej nocy nie wyspałam się dobrze pod
namiotem, Niestety mąż nie chciał zgodzić się na to abyśmy o te 30 min
wcześniej wyjechali, a wiedział że mi na tym zależy, bo na drugi dzień o
godz.9ej była msza za moją zmarłą Mamę, więc chciałam wyprasować jeszcze
ubrania, wykąpać się i przede wszystkim wyspać się. I o te 30 min zrobiła się
wielka awantura, że aż mąż zaczął zwijać namiot i chciał już jechać do domu o
16e. Jednak jakoś go przekonałam abyśmy jeszcze z godzinkę zostali i
dokończyli grillowanie.
Dziś niedziela – rano pojechaliśmy na mszę, po mszy ok 15ej był festyn. Z
początku było fajnie, do momentu kiedy mój mąż zaczął przesadzać z alkoholem,
prosiłam aby przestał już pić bo zatacza się i używa brzydkich słów w
obecności mojej rodziny. Nie posłuchał mnie, stawiał się do mnie na oczach
rodziny, nawet mój tato zwrócił mu uwagę aby zachowywał się grzecznie, mąż
wtedy chciał wejść z moim tatą w dyskusję, tato jasno mu powiedział że nie ma
sprawy pogada z nim ale jak wytrzeźwieje (mój mąż). I chciał odejść wtedy mój
mąż złapał go i przyciągnął do siebie (troszkę szarpnął bo mojemu tacie aż
zegarek się odpiął). Mimo wszystko tato mój odszedł – poszedł do domu. Ja
męża też chciałam zgarnąć do domu bo miał już sporo wypite. Mąż wpadł w
nerwę, wstał cisnął piwem o ziemię ale poszedł ze mną do domu (mój rodzinny
dom), bo chciał dokończyć rozmowę z moim tatą. Wszedł do pokoju mojego taty,
kazał mu usiąść na fotelu bo chciał z nim pogadać, mnie mąż wyprosił z
pokoju, bo chciał rozmawiać z nim bez mojej obecności, gdy weszłam do pokoju
to mnie lekko wypchnął i trzasnął za mną drzwiami (drzwiami od pokoju mojego
taty). Chcąc słyszeć co mówi mojemu tacie stanęłam za drzwiami i
nasłuchiwałam – i wiecie co?? ... ale mój mąż na mnie narzekał, żalił się że
mu nie robię codziennie śniadań, że nie zawsze obiad nakładam mu na talerz,
że w piątek wyszłam z domu i nie powiedziałam gdzie idę i wróciłam po ok 4
godzinach. To mi się zdarzyło raz, wyszłam wkurzona z domu bo mąż zabrał się
i pojechał z kumplem na ryby a ja zostałam sam na sam z teściem, więc
zabrałam się i wyszłam do koleżanki. A jemu takie wypady parę razy się
zdarzyły np. wyszedł z domu pod pretekstem że idzie na 10 min do sklepu i
wracał po 5 godzinach po 10 godzinach wypity (był z kumplami) dwa razy na noc
nie wrócił do domu i to według niego jest ok. A ja wyszłam raz bez wieści na
4 godzinki jakie hallo robi, że ojcu mojemu się żali z tego, że on się tak o
mnie martwił a ja sobie poszłam nie mówiąc gdzie. Zaczął żalić się że mało
współżyjemy, że dzieci nie ma bo ja każę mu zakładać prezerwatywę. Ludzie
kochani i on takie rzeczy, takie szczegóły z naszego życia intymnego mówił
mojemu tacie. To powinno być tylko między nami. A tak w ogóle to prawda mało
współżyjemy ale dlatego że tak jak już pisałam mieszkam z teściami, teść
wyprowadza mnie z równowagi, męża również, żyjemy w stresie, odczuwam to na
własnej skórze, zrobiłam się nerwowa, mąż również, są kłótnie, na dodatek
straciłam pracę jestem bezrobotna – ten fakt też mnie dobija, zwłaszcza że
mąż wytyka mi moje bezrobocie. Staram się, szukam pracy, ciężko jest, z miła
chcę chęcią poszłabym do pracy, przynajmniej wyrwałabym się z domu, odpoczęła
od atmosferki jaka w nim panuje. Mąż parę razy mnie okłamał, jak leżałam w
szpitalu on wykorzystał ten moment i jednego dnia jak poszedł z kumplami to
nawet do domu na noc nie wrócił, teściowa dzwoniła do mnie spytać czy mąż śpi
ze mną w szpitalu bo go nie ma w domu. To wszystko sprawiło że powstała we
mnie wewnętrzna blokada, przestałam mieć chęć na taki częsty seks jak był
dotychczas. Mówiłam, tłumaczyłam mężowi czemu tak jest niestety on tego nie
rozumie, tłumaczy to sobie że pewnie już go nie kocham albo mam kochanka. I
wiecie co to wszystko powiedział mojemu tacie. W pracy w której pracowałam
ponad rok czasu, poznałam starszego o 5 lat chłopaka (żonaty, troje dzieci)
nawiązaliśmy przyjaźń (i nic więcej). Fajnie mi się z nim rozmawiało, on zna
moje problemy z mężem, potrafił podtrzymać mnie na duchu, porozmawiać.
Żadnego romansu nie było. Koleżanka z pracy z która miałam zadry
rozpowiedziała po niektórych pracownikach że mamy romans, co jest bzdurą. Ona
mnie nie lubiła, nawet w Internecie zamieściła mój anons, że ja niby szukam
sponsorów że lubię seks itd. podała mój nr gg, codziennie dostawałam mnóstwo
sprośnych wiadomości od chłopaków/mężczyzn musiałam zmienić nr gg. Nawet
jeden z pracowników firmy zaoferował mi seks za pieniądze. Czuję że to
sprawka tej „koleżanki” Odmówiłam Wracając do sprawy mąż wziął kartkę i
zaczął mojemu tacie rozpisywać wszystkie „za” na podstawie których oskarża
mnie o zdradę. Przykro mi się zrobiło a zarazem napłynęła mnie taka
adrenalina wściekłości, że nie wytrzymałam i weszłam do pokoju,. Zadałam
jedno sensowne pytanie mężowi w obecności mojego taty „czy kiedykolwiek
wróciłam z pracy później do domu, albo czy kiedykolwiek wyszłam z domu
wieczorem tak bez niego” odpowiedział że „nie”. Więc mu wtedy wykrzyczałam w
twarz, żeby nie robił ze mnie ku.. bo nigdy go nie zdradziłam. Mąż zaczął
dalej zarzucać mi zdradę, nie wytrzymałam bo to tak jakby na siłę robił ze
mnie kurwę i to w oczach mojego taty. Zaczęłam krzyczeć na niego (nerwy
puściły). Bo ileż można mu tłumaczyć, że żadnego romansu nie było, setki razy
mu to mówiłam, a w tej pracy nie pracuję już z półtorej roku!! A on ciągle
swoje.