Dodaj do ulubionych

MAŁŻEŃSTWO pod znakiem zapytania??

23.07.07, 12:07
ostatnio na forum „kobieta” umieściłam post, pt. Totalny WKURW!!”:
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16&w=66168654&wv.x=1&a=66168654
teraz napiszę wam dalszy Ciąg historii ale pierw chcę powiedzieć że mieszkam
u teściów z mężem. Teść jest okropny, uprzykrza nam życie, wyzywa męża nawet
przy ludziach o byle co nawet o to gdy mąż ma inne zdanie niż teść. Teściowa
sama ze swoim mężem nie może wytrzymać, nie interesuje się nim, ma go daleko
w d.... Teść parę razy startował do mnie z głupimi tekstami. Między mną a
mężem zaczęło się psuć, żyjemy w stresie, po takim dniu z teściem, jesteśmy
strasznie zdenerwowani, często kłócimy się. Mieliśmy możliwość mieć własne
mieszkanie, bo mój tato chciał nam kupić w prezencie ślubnym, mąż odmówił –
nie chciał przyjąć tak drogiego prezentu bo ma w sobie wyrobione coś takiego
że boi się że później zostanie mu to wypomniane, że coś dostał. Tak go ojciec
nauczył, jak coś dostał to później jego ojciec mówił „a widzisz a ja Ci to
czy to kupiłem ...” itp. Teraz na mieszkanie nas nie stać, mój tato
mieszkania już nie kupi bo ich cena prawie drugie tyle wzrosła, a po drugie w
moim małżeństwie jest nie za wesoło i nie wiadomo co dalej będzie.
Otóż wracając do tego weekendu pod namiotami nad wodą, pojechaliśmy w piątek,
godzinkę później dołączył do nas kolega męża, mąż miał z nim wędkować i robił
to popijając piwo (miał 12 puszek piwa) ze mnie interesu nie miał, siedziałam
sobie na leżaczku ok. 3 metrów od nich, mąż siedział z kolegą na jednym
kamieniu – czułam się odrzucona, wreszcie poszłam spać do namiotu a mąż
oczywiście zasnął wypity na leżaku ok. godz. 24ej zaprowadziłam go do
namiotu. Następnego dnia kolega męża z samego rana pojechał do domu,
zostaliśmy sami z mężem, no ale cóż dla niego były ważne ryby a ja sobie
siedziałam a to na leżaku a to w namiocie, brodziłam po wodzie. Mąż zero
zainteresowania, myślałam że przejdziemy się wzdłuż plaży albo razem
popływamy. Nawet mało co się odzywał bo albo był zapatrzony w wędkę albo
spał. Do domu mieliśmy wrócić o 24ej, poprosiłam męża abyśmy o 23.30
wyjechali, zależało mi aby być jak najwcześniej w domu, bo chciałam się
porządnie wyspać, zwłaszcza że poprzedniej nocy nie wyspałam się dobrze pod
namiotem, Niestety mąż nie chciał zgodzić się na to abyśmy o te 30 min
wcześniej wyjechali, a wiedział że mi na tym zależy, bo na drugi dzień o
godz.9ej była msza za moją zmarłą Mamę, więc chciałam wyprasować jeszcze
ubrania, wykąpać się i przede wszystkim wyspać się. I o te 30 min zrobiła się
wielka awantura, że aż mąż zaczął zwijać namiot i chciał już jechać do domu o
16e. Jednak jakoś go przekonałam abyśmy jeszcze z godzinkę zostali i
dokończyli grillowanie.
Dziś niedziela – rano pojechaliśmy na mszę, po mszy ok 15ej był festyn. Z
początku było fajnie, do momentu kiedy mój mąż zaczął przesadzać z alkoholem,
prosiłam aby przestał już pić bo zatacza się i używa brzydkich słów w
obecności mojej rodziny. Nie posłuchał mnie, stawiał się do mnie na oczach
rodziny, nawet mój tato zwrócił mu uwagę aby zachowywał się grzecznie, mąż
wtedy chciał wejść z moim tatą w dyskusję, tato jasno mu powiedział że nie ma
sprawy pogada z nim ale jak wytrzeźwieje (mój mąż). I chciał odejść wtedy mój
mąż złapał go i przyciągnął do siebie (troszkę szarpnął bo mojemu tacie aż
zegarek się odpiął). Mimo wszystko tato mój odszedł – poszedł do domu. Ja
męża też chciałam zgarnąć do domu bo miał już sporo wypite. Mąż wpadł w
nerwę, wstał cisnął piwem o ziemię ale poszedł ze mną do domu (mój rodzinny
dom), bo chciał dokończyć rozmowę z moim tatą. Wszedł do pokoju mojego taty,
kazał mu usiąść na fotelu bo chciał z nim pogadać, mnie mąż wyprosił z
pokoju, bo chciał rozmawiać z nim bez mojej obecności, gdy weszłam do pokoju
to mnie lekko wypchnął i trzasnął za mną drzwiami (drzwiami od pokoju mojego
taty). Chcąc słyszeć co mówi mojemu tacie stanęłam za drzwiami i
nasłuchiwałam – i wiecie co?? ... ale mój mąż na mnie narzekał, żalił się że
mu nie robię codziennie śniadań, że nie zawsze obiad nakładam mu na talerz,
że w piątek wyszłam z domu i nie powiedziałam gdzie idę i wróciłam po ok 4
godzinach. To mi się zdarzyło raz, wyszłam wkurzona z domu bo mąż zabrał się
i pojechał z kumplem na ryby a ja zostałam sam na sam z teściem, więc
zabrałam się i wyszłam do koleżanki. A jemu takie wypady parę razy się
zdarzyły np. wyszedł z domu pod pretekstem że idzie na 10 min do sklepu i
wracał po 5 godzinach po 10 godzinach wypity (był z kumplami) dwa razy na noc
nie wrócił do domu i to według niego jest ok. A ja wyszłam raz bez wieści na
4 godzinki jakie hallo robi, że ojcu mojemu się żali z tego, że on się tak o
mnie martwił a ja sobie poszłam nie mówiąc gdzie. Zaczął żalić się że mało
współżyjemy, że dzieci nie ma bo ja każę mu zakładać prezerwatywę. Ludzie
kochani i on takie rzeczy, takie szczegóły z naszego życia intymnego mówił
mojemu tacie. To powinno być tylko między nami. A tak w ogóle to prawda mało
współżyjemy ale dlatego że tak jak już pisałam mieszkam z teściami, teść
wyprowadza mnie z równowagi, męża również, żyjemy w stresie, odczuwam to na
własnej skórze, zrobiłam się nerwowa, mąż również, są kłótnie, na dodatek
straciłam pracę jestem bezrobotna – ten fakt też mnie dobija, zwłaszcza że
mąż wytyka mi moje bezrobocie. Staram się, szukam pracy, ciężko jest, z miła
chcę chęcią poszłabym do pracy, przynajmniej wyrwałabym się z domu, odpoczęła
od atmosferki jaka w nim panuje. Mąż parę razy mnie okłamał, jak leżałam w
szpitalu on wykorzystał ten moment i jednego dnia jak poszedł z kumplami to
nawet do domu na noc nie wrócił, teściowa dzwoniła do mnie spytać czy mąż śpi
ze mną w szpitalu bo go nie ma w domu. To wszystko sprawiło że powstała we
mnie wewnętrzna blokada, przestałam mieć chęć na taki częsty seks jak był
dotychczas. Mówiłam, tłumaczyłam mężowi czemu tak jest niestety on tego nie
rozumie, tłumaczy to sobie że pewnie już go nie kocham albo mam kochanka. I
wiecie co to wszystko powiedział mojemu tacie. W pracy w której pracowałam
ponad rok czasu, poznałam starszego o 5 lat chłopaka (żonaty, troje dzieci)
nawiązaliśmy przyjaźń (i nic więcej). Fajnie mi się z nim rozmawiało, on zna
moje problemy z mężem, potrafił podtrzymać mnie na duchu, porozmawiać.
Żadnego romansu nie było. Koleżanka z pracy z która miałam zadry
rozpowiedziała po niektórych pracownikach że mamy romans, co jest bzdurą. Ona
mnie nie lubiła, nawet w Internecie zamieściła mój anons, że ja niby szukam
sponsorów że lubię seks itd. podała mój nr gg, codziennie dostawałam mnóstwo
sprośnych wiadomości od chłopaków/mężczyzn musiałam zmienić nr gg. Nawet
jeden z pracowników firmy zaoferował mi seks za pieniądze. Czuję że to
sprawka tej „koleżanki” Odmówiłam Wracając do sprawy mąż wziął kartkę i
zaczął mojemu tacie rozpisywać wszystkie „za” na podstawie których oskarża
mnie o zdradę. Przykro mi się zrobiło a zarazem napłynęła mnie taka
adrenalina wściekłości, że nie wytrzymałam i weszłam do pokoju,. Zadałam
jedno sensowne pytanie mężowi w obecności mojego taty „czy kiedykolwiek
wróciłam z pracy później do domu, albo czy kiedykolwiek wyszłam z domu
wieczorem tak bez niego” odpowiedział że „nie”. Więc mu wtedy wykrzyczałam w
twarz, żeby nie robił ze mnie ku.. bo nigdy go nie zdradziłam. Mąż zaczął
dalej zarzucać mi zdradę, nie wytrzymałam bo to tak jakby na siłę robił ze
mnie kurwę i to w oczach mojego taty. Zaczęłam krzyczeć na niego (nerwy
puściły). Bo ileż można mu tłumaczyć, że żadnego romansu nie było, setki razy
mu to mówiłam, a w tej pracy nie pracuję już z półtorej roku!! A on ciągle
swoje.
Obserwuj wątek
    • pati_31 Re: MAŁŻEŃSTWO pod znakiem zapytania?? 23.07.07, 12:08
      Powiedziałam mu żeby spojrzał na swoje minusy, na to co on wyczynia, zaczęłam
      się bronić, bo on nieustannie zarzucał mi zdradę. ZAWSZE byłam mu
      wierna, nigdy prze nigdy go nie zdradziłam. Były momenty że mąż nie dopuszczał
      mnie do słowa, nerwy puściły, zaczęłam krzyczeć. Wtedy mąż nie wytrzymał wstał
      i wyszedł do korytarza, zaczęłam mu na nowo tłumaczyć, co on wyprawia po co to
      wszystko wywleka, przecież tyle razy mu mówiłam że żadnego romansu nie było,
      prosiłam go aby się uspokoił, ale on dalej ciskał się. Mój tato jest chory na
      serce, został mi tylko on, bo Mama już nie żyje. A on mojego tatę w to wciąga,
      po co? Aby załamał się. To ja sama do taty nie mówiłam całej prawdy jak jest,
      bo mam na względzie jego zdrowie. A mój mąż tak mu wszystko ładnie przedstawił,
      jaką to okropną córkę sobie wychował itd. Siostra nie wytrzymała podeszła do
      niego i powiedziała mu, że jest gó..arzem bo raz że wie że mój tato jest chory
      to jeszcze potrafi mu taką awanturę w domu zrobić a po drugie że jest idiotą bo
      jak śmie oskarżać mnie o zdradę. Mąż wpadł w jeszcze większy szał, tata mój
      próbował go uspokoić, tłumacząc aby zamilkł i nie mówił nic więcej bo późnej
      jak wytrzeźwieje może żałować swych słów, że po pijaku nie ma co rozmawiać.
      Wtedy mój mąż zbliżył się do niego nadstawił twarz i powiedział „jak chcesz to
      mnie uderz”. Siostra zabrała tatę do pokoju, ja zostałam sama w korytarzu z
      mężem. Prosiłam aby przestał, bo to człowiek schorowany, aby poszedł i się
      położył a jak wytrzeźwieje to na spokojnie porozmawiamy. Mąż powiedział że
      gó.. go obchodzi że tato jest chory. Po czym poszedł do łazienki, zamknął się,
      a po chwili wyskoczył przez okno. Wyszłam szybko za nim, bo mimo wszystko
      martwiłam się o niego aby jakieś głupoty nie zrobił bo strasznie był wściekły.
      Wyszedł na drogę mówiąc że idzie piechotą do swojego rodzinnego domu (tam
      właśnie mieszkamy) ok. 10 km dalej. Podeszłam do niego, prosiłam aby się
      zatrzymał, wtedy powiedział „spie..j” nie wytrzymałam uderzyłam go w plecy a
      jak się odwrócił to uderzyłam go w twarz. Wściekł się i powiedział, że jak
      jeszcze raz podniosę na niego rękę to on mi wtedy zajeb... z pięści.
      Powiedział, że przesrałam sobie u niego tym że miałam śmiałość go uderzyć.
      Dodał, że małżeństwo zostało zakończone, że jego noga nie przekroczy progu
      mojego domu bo mój tata i siostra wyzwali go od gó..arzy itp. że potraktowali
      go jak śmiecia. Zaczął mówić, że być może zostanę młodą wdówką i wtedy będę
      mogła wziąć ślub kościelny z innym. Powiedział mi że po tym co mu dziś nagadała
      moja siostra uważa ją za kurwę. I że po dzisiejszej awanturze u mnie w domu
      przestał mnie kochać. Miałam ochotę go jeszcze raz uderzyć ale z trudem
      powstrzymałam się. Po co to wszystko zaczynał, wystarczyło tylko aby na tym
      festynie więcej piw nie pił, a on raz że nie posłuchał to jeszcze mojego tatę
      wciąga w nasze problemy. Odwróciłam się i poszłam do swojego domu a on poszedł
      do swojego.
    • pati_31 Re: MAŁŻEŃSTWO pod znakiem zapytania?? 23.07.07, 12:09
      zdziwiło mnie bo dziś rano mąż do mnie zadzwonił, na telefon stacjonarny taty.
      Nie spodziewałam się że odezwie się i to tak szybko i że będzie miał śmiałość
      dzwonić na telefon taty ale cóż inaczej nie miał jak się ze mną skontaktować bo
      moja
      komórka została w naszym domu. Zadzwonił i spokojnie zapytał czy dziś przyjadę
      do naszej miejscowości a jak tak to abym mu przywiozła jego klucze, dokumenty i
      telefon bo zostawił u mojego taty. Ja z wściekłością wykrzyczałam mu przez
      telefon że jedynie mogę pojechać do domu po swoje rzeczy i nie mam zamiaru mu
      zawozić jego. Jak ma śmiałość to wie gdzie miesza tata i niech sobie sam
      odbierze jak ma śmiałość po wczorajszym pokazać się na oczy. O dziwo mąż przez
      telefon był grzeczny nie podnosił głosu za to ja nie szczędziłam strun
      głosowych i wykrzyczałam mu że skoro uważa że go zdradziłam to jest skończonym
      kretynem. Mąż powiedział że ma mi za złe bo uderzyłam go w twarz, więc mu
      powiedziałam że sobie sam na to zasłużył bo mnie zbluzgał i wciągnął w nasze
      sprawy moją rodzinę w tym schorowanego tatę i dostał też za to że powiedział do
      mnie spie..j. Wykrzyczałam mu to wszystko przez telefon i się rozłączyłam,
      zadzwonił ponownie ale już nie odebrałam telefonu, po paru minutach znów
      zadzwonił siostra odebrała i powiedziała że nie ma mnie w domu i się szybko
      rozłączyła
    • pati_31 ciąg dalszy 23.07.07, 17:24
      mąż dzwonił kilka razy. A po południu szwagier zawiózł mnie do domu, tam
      spotkałam męża. Zaczęłam pakować najpotrzebniejsze rzeczy, mąż skruszony z
      łzami w oczach przepraszał mnie, prosił o wybaczenie, powiedziałam mu aby
      zszedł mi z drogi bo nie ręczę za siebie, bo jeszcze mogę mu raz strzelić w
      twarz za wczorajsze, wtedy on się nastawił i powiedział abym go uderzyła ile
      tylko będę chciała ale żebym z nim została. Powiedziałam, że nie uderzę go i
      nie zostanę. Pakowałam się dalej, nie chciał mnie wypuścić z domu, powiedziałam
      żeby nie pogarszał sytuacji. Mąż powiedział, że już nigdy nie przesadzi z
      alkoholem, że nigdy taka sytuacja się nie powtórzy i że pojedzie do mojego taty
      i siostry prosić o przebaczenie. Zaczął obiecywać, że wyniesiemy się z pod
      dachu jego toksycznych rodziców. Teść jak mnie zobaczył, że wynoszę reklamówki
      z moimi rzeczami z głupim uśmiechem na twarzy spytał „wyprowadzasz się? nie
      wygłupiaj się” a teściową na odchodne poprosiłam aby podlewała moje kwiaty i
      wiecie co usłyszałam od niej „a zabierz i kwiaty” i to taki głupi uśmiech na
      twarzy miała. Łzy stanęły mi w oczach, mąż akurat schodził ze schodów i słyszał
      jak ona się do mnie odezwała, widział moje łzy a ja powiedziałam mu
      tylko „zobacz sam co z naszym małżeństwem zrobiło mieszkanie pod jednym dachem
      z Twoimi kochanymi rodzicami”. Przecież prze rok przed ślubem mieszkaliśmy sami
      (wynajmowaliśmy mieszkanie w mieście w którym studiowałam) i układała się
      dobrze, zero poważnych kłótni a jak zamieszkaliśmy z jego rodzicami zaczęło się
      psuć. Teście wtrącają się w nasze sprawy, teść wyzywa, bluzga i obmawia. Jak
      wychodziłam z domu mąż wybiegł za mną, płakał i przepraszał, wręcz błagał i
      obiecał że wyniesiemy się od nich jak najdalej ale żebym tylko do niego wróciła
      a już nigdy nie da mi powodu do odejścia. Ja mimo wszystko wsiadłam do
      samochodu i z rzeczami trafiłam do taty.
    • pati_31 Re: MAŁŻEŃSTWO pod znakiem zapytania?? 23.07.07, 17:45
      mąż wysłał mi esa w którym znów przeprasza za swoje zachowanie i obiecuje że
      jak najszybciej uciekniemy od jego rodziców i jeśli tylko będę chciała to
      pójdziemy do psychologa, poradni rodzinnej.
    • caysee Re: MAŁŻEŃSTWO pod znakiem zapytania?? 23.07.07, 17:48
      Przeczytalam te historie i musze powiedziec, ze im dalej tym wieksze mialam
      oczy. Jak ty mozesz w ogole stawiac nad tym malzenstwem jakis znak zapytania? Ja
      bym juz dawno je skonczyla, bo to co ten facet wyczynia ociera sie o patologie.
      Po pierwsze ma wyrazny problem z alkoholem, po drugie ani troche ci nie ufa, po
      trzecie ma niewyparzony jezyk i zero wstydu zeby takie rzeczy opowiadac
      tesciowi, po czwarte obraza twoja rodzine, po piate woli spedzac czas z kim
      innym niz z toba, po szoste jest ordynarny i to rowniez w stosunku do ciebie, po
      siodme nie umiecie ze soba normalnie rozmawiac. Wez sobie kobieto zycia nie
      marnuj i skoncz ta paranoje.
      • laura771 Re: MAŁŻEŃSTWO pod znakiem zapytania?? 23.07.07, 19:44
        Ja tez czytalam te historie i powiem zdecydowanie tak: jestes mloda, szkoda z
        nim marnowac zycie, moze on jest jakimś homoniewiadomo, gejem ukrytym czy jak,
        skoro tak do kolegów go ciągnie. Podpisuje się pod przedmówczynią. Nie masz z
        nim żadnym perspektyw, dzieckiem, o ile go zrobi, nie zajmie się taki typ ani
        przez moment. Skoncz z nim i to szybko, jednym cięciem, niż szarpać się
        wiecznie. Przynajmniej ja bym tak zrobiła.
        • hanwar Re: MAŁŻEŃSTWO pod znakiem zapytania?? 23.07.07, 20:01
          z wiekiem coraz trudniej będzie odejść....
          ja bym z takim facetem nie spędziła ani minuty dłużej, chyba że na rozprawie
          rozwodowej....
          spójrz na jego rodziców, niby nie za nich wychodziłaś,ale coś z nich on też
          musi mieć i jak czytam,to ma i to bardzo dużo...
          uciekaj zanim "wrobi" Cię w dziecko (bo tylko tak to chyba można nazwać w tym
          przypadku)...
          jesteś młoda, zasługujesz na szczęście, jak każdy.otrząśnij się i powiedz dosyć.
          powodzenia!i słusznych decyzji życzę
    • triss_merigold6 Re: MAŁŻEŃSTWO pod znakiem zapytania?? 23.07.07, 20:01
      Chory układ z alkoholem i rodzinami w tle. Znajdź pracę i olej gościa.
    • forumka7 Re: MAŁŻEŃSTWO pod znakiem zapytania?? 24.07.07, 13:24
      Nie bylabym az tak surowa w ocenie postepowania Twojego meza jak inne forumki.

      Doskonale wiem, co potrafia zrobic toksyczni rodzice z dobrym i wrazliwym czlowiekiem, wystarczy, ze spedzi z nimi wiecej czasu, wyslucha steku bzdur na swoj temat i stosu niedorzecznych pretensji i na dobra sprawe wcale mu sie nie dziwie, ze jest potem tak wkurwiony, ze nie da sie z nim wytrzymac. Nauczylam sie, ze wtedy nalezy sie zamknac a wszelkie pretensje za jego zachowanie odlozyc na pozniej, az ochlonie, bo dopiero wtedy jest w stanie zrozumiec o co mi chodzi. I sam sie potem dziwi, ze zachowywal sie tak a nie inaczej. Odseparowany od rodzicow zachowuje sie w zupelnie odmienny sposob.

      Twojego meza dobily 2 rzeczy - stres spowodowany mieszkaniem pod jednym dachem z jego rodzicami i wynikajace z tego napiecie miedzy wami i alkohol. Mieszanka-jak widac-wybuchowa. Ochlonal i zmienil front o 180* i chce zmian w waszym zyciu. Ty jestes obrazona i zraniona, ale za jakis czas zatesknisz. On zrozumial, ze tak dalej byc nie moze i ze kiedys bylo lepiej.

      Dobry psycholog pomoze Wam z tego wyjsc pod jednym warunkiem - wyjasnicie sobie wszytskie narastajace pretensje, wyprowadzicie sie od tesciow i zaczniecie walke z naduzywaniem przez niego alkoholu. Sami nie dacie sobie rady, bo sprawy zaszly za daleko. Teraz trzeba to delikatnie odkrecic i zaczac zyc na nowo-inaczej.
      • pati_31 forumka7 24.07.07, 16:27
        > Ochlonal i zmienil front o 180* i chce zmian w waszym zyciu. Ty jesteś
        > obrazona i zraniona, ale za jakis czas zatesknisz. On zrozumial, ze tak
        > dalej byc nie moze i ze kiedys bylo lepiej.

        wczoraj jak zabierałam rzeczy to sprawiał wrażenie skruszonego, że żałuje,
        przepraszał, obiecał że poszuka dla nas mieszkania, że nie będzie przesadzał z
        alkoholem, że zrobi wszystko abym tylko wróciła, że pójdzie do psychologa, nie
        chciał mnie wypuścić, obiecal że przyjedzie dziś (czyli wczoraj) do mnie na
        poważną rozmowę a przy okazji przeprosi za swoje zachowanie mojego tatę i co?
        nie pojawił się!! Nawet się nie odzywa!! Nie wytrzymałam zadzwoniłam wczoraj po
        22ej to powiedział że jest senny i nie będzie rozmawiał, żebym kończyła rozmowę
        bo szkoda karty (a dopiero ledwie 2 min rozmawialiśmy przez tel.) z jego mowy
        wybikło że jest obrażony że samochód mu zabrałam. Co za bzdura, przyjechaliśmy
        samochodem do mojego taty a że upił się na festynie to przeciez nie będzie
        wracał nim, ja miałam jechać to kazał mi spierdalać i dodał że mam mu tylko
        dow.osobisty oddać i prawko a samochód mogę sobie zabrać bo go nie chce. Teraz
        on twierdzi że ja mu zabrałam auto!! A jak mu napisałam zeby podlewał kwiaty to
        się uniósł honorem i powiedział ze skoro karzę podlewaćmu kwiaty to znaczy że
        już nie wrócę, a skoro tak postanowiłam to on na kolanach nie będzie do mnie
        przychodzić, powiedział że nie dzwoni bo nie ma karty. Kase ma więc kartę bez
        problemu może kupić, może przeciez z neta wysłac eska albo e-maila wysłac albo
        na gg się odezwać. Dziś w ogóle nie odzywa się, telefon wyłączył, zadzwoniłam
        do teściowej i prosiłam aby przekazała mu aby włączył telefon, owszem włączył
        ale cóż jak nie odbierał. Więc ponownie zadzwoniłam do teściowej, dała mi go do
        telefonu a on powiedział że nie dzwoni bo nie ma czasu, bo ma pracę a jak chcę
        to mogę wracać, samochód mam więc mogę wrócić z moimi rzeczami. No wiecie co!!!
        wkurzyłam się!! rozłączyłam się a on dalej milczy
        • forumka7 Re: forumka7 24.07.07, 16:49
          Jezeli w ogole zalezy Ci na Waszym malzenstwie to do psychologa z nim. Nie jedno tylko oboje. Nie unos sie honorem, nie rob scen (dajac mu po pysku urazilas jego meskie ego, rozlaczajac sie dajesz mu powod do odwetu-ona sie rozlacza to po co bede dzwonic), tylko postaraj sie z nim w miare spokojnie porozmawiac. Nie o tym co bylo jest i bedzie tylko o wizycie u psychologa, i to jak najszybciej. Masz do czynienia z rozhisteryzowanym dzieciakiem, ktory juz zupelnie pogubil sie w zeznaniach, zreszta wcale nie jestes mu dluzna, ty sie obrazasz, on sie obraza, chcesz zeby dzwonil ale rzucasz sluchawka, nie wracasz do niego, ale obrazasz sie jak mowi, ze juz nie wrocisz. Nie mieszajcie bardziej, tylko zwroccie sie po fachowa pomoc.
          • forumka7 Re: forumka7 24.07.07, 16:51
            Jeszcze jedno-nie obwiniaj go. Moze i sam zaczal, ale ty dolalas oliwy do ognia. Nie o to chodzi, kto ma racje tylko o to, zeby naprawic to, co zostalo zepsute.
            • pawelko56 Re: forumka7 24.07.07, 17:43
              Witam drogie Panie..
              przypadkiem trafiłem na ten post i wydaje mi sie, ze przyda sie meski punkt
              widzenia (może nie jestem ekspertem, ale nie jedno widziałem i nie jedno
              przeszedłem).
              W sumie nie wiem od czego zacząć, bo dużo tego jest..
              Moja droga.. idź na spacer i przemyśl całą sprawę racjonalnie, tzn:
              jeśli czujesz, że możesz/potrafisz zmienić męża.. lub wiesz, że faktycznie
              obecny stan męża jest przejściowy, związany z toksycznymi rodzicami.. to
              zainwestuj w niego.. zadzwoń do niego i (na spokojnie, możesz być nawet
              'uczuciowa' podczas tej rozmowy.. zobaczysz jak zareaguje) zaproponuj mu
              spotkanie (poza domami) i umówcie się o czym pogadacie ):
              a) stan obecny (wymieńcie co Was boli i dlaczego..alkohol, wyjścia, 'zdrady',
              rodzice).. bez kłótni.. nie przerywajcie sobie!!
              b) upewnijcie się, że widzicie oboje te same problemy (tylko wtedy można je
              rozwiązać)
              c) jak je naprawić i ustalcie harmonogram i sposoby (kiedy wyprowadzka, twoja
              praca itd)
              d) ustalcie na czym Wam zależy i czego byście nie chcieli (zachowanie itd..
              czyli jeśli kłótnie to bez krzyku, ŻADNEJ siły ...)
              Po spotkaniu idź na kolejny spacer.. jeśli dojdziesz do racjonalnych wniosków,

              Wyjście 1:
              że mąż CHCE zmienić sytuacje,a nie udaje (!!).. to daj mu szanse.. (nie rób też
              z siebie niewolnicy, czyli że się poświęcisz i zobaczysz jak to będzie!!!)
              Nie mam nic przeciwko pomocy psychologa:):):)
              Jeśli mąż faktycznie był inny przed przeprowadzką do rodziców i zależy mu na
              WAS.. to się zmieni.. ale musisz go obserwować:)
              Czasami my faceci musimy przeżyć szok, żeby się obudzić.
              Jeśli jednak pojawią się objawy powrotu do tego co było .. obraża Cię i Twoich
              rodziców.. nadużywa alkoholu.. UżYWA SIłY(!!!!) .. nie czekaj... nie myśl, że to
              jednorazowy wyskok .. rzuć go.

              WYJśCIE 2:
              Jeśli podczas rozmowy wyczujesz fałsz, obojętność, czcze obiecanki,niechęć do
              rozmowy o takich 'pierdołach'.. nie czekaj.. nie zależy mu na Tobie, nie
              będziesz miała w nim wsparcia, na którym Ci tak bardzo zależy (praca, w
              przyszłości dziecko!!), on nie widzi Waszych problemów!!! Nie wierz mu że więcej
              nie wypije, że nie podniesie ręki na CIebie (a już to zrobił.. ja bym nigdy
              przenigdy swojej żony nie uderzył.. nawet jesli ona by to zrobiła!!). Pamiętaj..
              jeśli pod wpływem alkoholu jest agresywny ... to Ty tego NIGDY nie zmienisz!!!

              A tak na koniec.. jesteś kobietą.. masz kobiecą intuicję:)
              Zawierz jej... potrafisz pewnie przewidzieć co będzie dalej i jak to się
              potoczy...:)
              Czekam na sygnały jak sobie poradziłaś!!!

              • pati_31 pawelko56 24.07.07, 19:12
                > ... zadzwoń do niego
                wczoraj dzwoniłam nie chciał zbytnio rozmawiac bo jest senn, dziś dzwoniłam
                parę razy to nie odbierał, aż wreszcie odebrał ale powiedział ze nie ma czasu
                zadzwoni później (minęło już kilka godzin a on milczy).
                Już wczoraj mówił że przyjedzie na szczera rozmowę i się nie pojawił, nawet nie
                zadzwonił aby powiadomić że nie przyjedzie. OLAŁ sprawę.

                > że mąż CHCE zmienić sytuacje,a nie udaje (!!).. to daj mu szanse..
                no właśnie wczoraj jeszcze miałam nadzieję że mu zależy, że wie że źle
                postąpił, ale dziś zaczynam w to wątpić, nie odzywa się, nie odbebrał kilku
                moich moich telefonów, tylko raz odebrał to powiedział ze nie ma czasu zadzwoni
                później (mija kilka godzin i cisza). Wczoraj miał przyjechac
            • pati_31 Re: forumka7 24.07.07, 18:56
              > Jeszcze jedno-nie obwiniaj go. Moze i sam zaczal, ale ty dolalas oliwy do
              > ognia
              jakiej oliwy do ognia? przeciez ja widząc że za dużo wypił i widząc że zaczyna
              źle się zachowywać wśród ludzi (nie kontrolował co mówi, klnął) powiedziałam
              grzecznie aby więcej juz nie pił. Grzecznie bez żadnych awantur itp. Wtedy on
              wpadł w złość i poszedł do mojego taty na żale. A jeśli masz na myśli to moje
              uderzenie jego w twarz jako dolewanie tej oliwy do ognia to powiem że dostał na
              sam koniec, po tym jego całym zachowaniu, i zrobieniu scen w moim rodzinnym
              domu.
          • pati_31 Re: forumka7 24.07.07, 18:51
            > Jezeli w ogole zalezy Ci na Waszym malzenstwie to do psychologa z nim.
            > Nie jedno tylko oboje.
            ja już wcześniej chciałam iść, jak tylko zauważyłam że jak mamy problem to mąz
            nie chciał o tym rozmawiać a po jego zachowaniu było widac że coś go gryzie.
            Chciałam iść ale on odmawiał, teraz niby się godzi ale pewnie dlatego aby mnie
            udobruchac. czuję że jak wrócę do niego to on i tak i tak nie pójdzie, znów się
            wykręci.

            • pawelko56 Re: forumka7 25.07.07, 11:03
              Pati_31...
              Przeczytaj dwa razy mój poprzedni wpis i się z tym prześpij:)
              Z tego co piszesz teraz.. widzę, że te obiecanki jego mogą być przejściowe...
              (teraz niby się godzi ale pewnie dlatego aby mnie
              > udobruchac. czuję że jak wrócę do niego to on i tak i tak nie pójdzie)...
              pewnie tak samo będzie z alkoholem, a jak pisałem... on tego nie opanuje..
              przemyśl wszystko i pogadaj z nim od serca:)
              Użyj swojej intuicji.. i przede wszystkim.. to jest Twój mąż... to jest Twoje
              życie i !!!to musi być Twoja własna decyzja..!!!!
              My tylko możemy Ci troszkę doradzić, ale sama najlepiej znasz swoje życie i
              siebie samą, a przede wszystkim swojego męża:)
              Konsekwencje podjętej decyzji będziesz sama ponosić!!!:)
              Pozdrawiam i czekam na kolejne wpisy:)
              Powodzenia i odwagi!!!
              • pati_31 pawelko56 25.07.07, 11:25
                > Użyj swojej intuicji.. i przede wszystkim.. to jest Twój mąż... to jest Twoje
                > życie i !!!to musi być Twoja własna decyzja..!!!!
                wiem że to jest moja decyzja a raczej wspólna (moja i mojego męża) co dalej.
                Wasze wypowiedzi traktuję jako pewne wskazówki a ja sama muszę sobie to
                wszystko jakoś na spokojnie poukładać i zdecydować, czego chcę. Na dzień
                dzisiejszy chcę, aby się wszystko ułożyło, abyśmy zaczęli na nowo z dala od
                jego rodziców, chcę aby już nigdy taka ani inna podobna sytuacja nie
                powtórzyłam się, chcę aby mąż miał więcej dla mnie czasu, chcę aby mąż otwarcie
                mówił w czym widzi problem, co mu się nie podoba, co by chciał zmienić itd. A
                przede wszystkim czekam na jego pierwszy krok. Czekam na to, aby czynem
                udowodnił, że naprawdę żałuje i naprawdę postara się, aby było wreszcie dobrze.
                Czekam na czyny, bo tak jak mówiłam same puste obiecanki mi nie wystarczą. Ja i
                tak już trochę zrobiłam, samo to, że po tym wszystkim byłam w stanie do niego
                parę razy zadzwonić i powiedziałam mu m.in., że kocham go i trzeba coś z tym
                zrobić, bo tak dalej nie może być.
                • pawelko56 Re: pawelko56 25.07.07, 16:22
                  Pati_31..
                  I widzisz... wiesz czego chcesz.. i wiesz co masz mu powiedzieć... Brawo:)
                  Czekaj na jego krok... wtedy będziesz mogła przypuszczać, że mu zależy..
                  oczywiście jest to tylko jeden z wielu symptomów:)
                  Ale jeśli za długo będzie milczał.. daj mu szanse i jeszcze raz do niego zadzwoń
                  (wiesz, my faceci mamy czasami w sobie trochę głupiej dumy).. zasugeruj co
                  pisałem... ale nie nalegaj!!! Jesli on chce zmian.. to muszą być jego kroki.. Ty
                  możesz tylko troszkę go kierować i 'popychać':)
                  A jeśli chodzi o 'panistrusia'... wydaje mi sie, że troszkę wyolbrzymia czarną
                  stronę Twojego męża itd... pamiętaj... musisz sama go racjonalnie ocenić!!!:)
                  • pati_31 Re: pawelko56 25.07.07, 23:24
                    > (wiesz, my faceci mamy czasami w sobie trochę głupiej dumy)..
                    on dokładni taki jest, wiem że teraz ma właśnie w sobie taką głupią dumę o
                    której piszesz, ale wiem ze najbardziej jest mu wstyd za to co zrobił, bo do
                    tego telefonicznie się przyznał, mówił że żałuje i że wstyd mu spojrzeć w oczy
                    mojego taty. A to chyba coś znaczy, że rzeczywiście mu zależy i dochodzi do
                    niego że źle się zachował, a to już jakiś dobry znak



                  • pati_31 dzisiejszy dzień 25.07.07, 23:34
                    dziś dzwonił cztery razy, aż wreszcie ku mojemu zaskoczeniu przyjechał,
                    mimo iż wtedy po pijaku powiedział ze jego noga nie przekroczy progu mojego
                    rodzinnego domu. A jednak pojawił się. Prosił abym do niego wróciła,
                    powiedziałam że nie ma mowy abym wróciła pod dach teściów. Wtedy powiedział, że
                    znalazł domek do wynajęcia i chce abym z nim pojechała, obejrzeć. Mimo wszystko
                    zostałam, nie pojechałam... ale nie powiedziałam "nie wynajmuj" ani "wynajmuj"
                    ale zasugerowałam że już nie chcę z jego rodzicami mieszkać. Niech sam teraz
                    pomyśli, jestem ciekawa co zrobi. Powiedziałam mu że ma się zastanowić czego
                    właściwie chce, aby zastanowił się nad sobą i nad naszym małżeństwem.
                    Powiedziałam też że kocham go, ale na takie jego wybryki nie mogę pozwolić i
                    nie mam zamiaru tolerować. Naszą obecną sytuację nawiązałam do tej z przed roku
                    kiedy to tez kazał mi spierd... wtedy uwierzyłam mu na same słowo i jasno mu
                    powiedziałam że teraz same obiecanki to za mało. Mąż miał łzy w oczach, chciał
                    się tulić, przepraszał. Odjechał mówiąc że mimo wszystko pójdzie obejrzeć ten
                    domek i da mi znać. Pod wieczór dostałam eska "jeszcze raz przepraszam, kocham
                    cię, chcę abyś wróciła"
                    • pawelko56 Re: dzisiejszy dzień 26.07.07, 11:22
                      wyczytuję z Twoich słów pewną nutkę satysfakcji i zadowolenia... oby tak dalej:)
                      Może bym inaczej postąpił w momencie, kiedy mąż zaproponował Ci wspólne
                      oglądnięcie mieszkanka.. ale wydaje mi się, że taki mały dystans da mu troszkę
                      do myślenia i zmusi do wysiłku:)
                      Niech sam najpierw je oglądnie i jak mu się spodoba to pojedź z nim.. tylko nie
                      przesadzaj z tym 'chłodem'.. jeśli czujesz, że wszystko idzie w dobrym kierunku,
                      to czasami dodaj mu trochę otuchy.. np napisz teraz sms-ka i zapytaj się, czy
                      był już w tym mieszkanku i czy mu się podoba (lub coś podobnego).
                      Nie zapomnij też niestety, o swojej intuicji, czyli o racjonalnym monitorowaniu
                      sytuacji i jego zachowania. Nic też nie stoi na przeszkodzie abyś mu
                      przypominała, na czym Ci zależy i za co go kochasz:)
                      powodzenia:)
                      czekam na newsy:)
                      • pati_31 pawelko56 26.07.07, 14:35
                        > Może bym inaczej postąpił w momencie, kiedy mąż zaproponował Ci wspólne
                        > oglądnięcie mieszkanka.. ale wydaje mi się, że taki mały dystans da mu troszkę
                        > do myślenia i zmusi do wysiłku:)
                        właśnie o to mi chodzi, aby najpierw je sam obejrzał a jak mu się spodoba to
                        dopiero wtedy ja pojadę z nim obejrzeć. Jak mi o tym domku powiedział to
                        odczułam to tak jakby chciał mnie ta wiadomościa udobruchać i myślał że jak tak
                        powiem to od razu wrócę. Z tego co wiem to widział ten dom z zewnątrz a
                        wewnątrz będzie do obejrzenia jak własciciel w przyszłym miesiącu wróci na
                        kilka dni z zagranicy

                        dziś tez do mnie przyjechał z przeprosinami i mówił ze postara się aby było
                        dobrze, chce abym wróciła ale ja mu powiedziałam ze nie chce wracać pod dach
                        jego rodziców, bo ilez można wytrzymać takie traktowanie przez teścia nas
                        obojga i nie chcę tam wracac z właszcza po tym jak mi teściowa na koniec
                        przypiekła tekstem.



                        • pawelko56 Re: pawelko56 26.07.07, 15:00
                          Mam nadzieje, że mąż Cię zrozumie odnośnie teściów.. niestety temat teściów w
                          młodych związkach jest jednym z najcięższych do przejścia:(
                          możesz rozważyć powrót na krótki okres do teściów, ale zasady musiałabyś
                          przedyskutować i ustalić z mężem (pewnie zamieszkanie u Twoich rodziców na ten
                          krótki okres nie wchodzi w grę??). Musisz też pamiętać, że to są jego rodzice i
                          nie da się ich zapomnieć na resztę życia.. wspólne święta itd... czasami trzeba
                          zagryźć zęby i przeboleć spotkanie z nimi raz na jakiś czas.
                          Może przydałby się Wam teraz krótki urlop z dala od domów.. a przynajmniej
                          krótki weekend gdzieś nad jeziorem.. zaproponuj to swojemu mężowi.. taki odskok
                          od 'rzeczywistości' dobrze Wam zrobi i na nowo Was zbliży:)
                          • pati_31 Re: pawelko56 26.07.07, 20:32
                            > Mam nadzieje, że mąż Cię zrozumie odnośnie teściów..
                            co do teściów to mąż jest tego samego zdania co ja. Też chce się od nich jak
                            najszybciej wyprowadzić.
                            Nie dawno mąz dzwonił i to 3 razy, dostałam też eska "kocham cie przepraszam,
                            chcę aby było między nami dobrze"
    • monalizazared moje też pod znakiem?ale chcę działać 24.07.07, 17:33
      Ja też mieszkam z teściami i nie chcdę często uprawiać seksu i nie chcę być taką
      niewolnicą jak moja tesciowa co to ugotuje,poda i posprząta na koniec.
      Mój mąż też zauważyłam stopniowo pije coraz więcej ,nie ma dnia,żeby nie lyknął
      chociaż jednego piwa, bardzo mnie to dołuje, bo mój ojciec był alkoholikiem i
      wiem jak to jest...
      Teraz się uwzięłam i postanowiłam się wyprowadzić dla dobra nietylko naszego
      małżeństwa,ale i mojej psychiki.
      Tyle,że ja zarabiam 1700,a ty biedna nic i bardzo mi Cię szkoda,myślę,że
      zarówno w moim przypadku jak i w Twoim pójście na swoje jest najlepszym
      wyjściem. Moja siostra wynajmuje dom (350 zł miesięcznie) i ma na życie na
      troje 1500 i dają sobie radę.. My z mężem mamy 3000 i ciągle z teściami idę w
      jej ślady,chcę się też za ten początek okropnego nałogu wziąć wcześniej zanim
      mąż stanie się alkoholikiem!!
      • siula5 Re: moje też pod znakiem?ale chcę działać 25.07.07, 11:44
        No mi się wydaje, że koniecznie do poradni rodzinnej, a poza tym widzę duży
        problem alkoholowy, Widzę że krzywdzi cię po pijaku.
        Jeśli przestanie pić i wyprowadzicie się od teściów to macie szanse na
        przetrwanie.
    • panistrusia Re: MAŁŻEŃSTWO pod znakiem zapytania?? 25.07.07, 12:08
      Omatko! Osoba po studiach to napisała???

      A z takich konkretnych porad: sama przed sobą musisz się przyznać do alkoholizmu
      męża. Upijanie się do takiego stopnia, że się nie potrafi kontrolować swoich
      zachowań(zasypianie, gdzie popadnie, niewracanie do domu) nie jest normalne.
      Tymczasem kozłami ofiarnymi stali się teściowie. Usprawiedliwieniem wybryków
      męża jet to, że ojciec coś mu powiedział. Idiotycznie postąpiliście z
      mieszkaniem - mąż jak taki honorowy mógł "spłacać" swoją część w dogodnych
      ratach, nie wiem, buty pastować, jeśli nie chciał za darmo.

      A rozwodu się nie bój - i tak nie żyliście po katolicku(prezerwatywy), więc
      mniemam, że akurat najmniejszą wadą potencjalnego przyszłego męża w porównaniu z
      obecnym będzie jego "niekatolickość".
      • pati_31 panistrusia 25.07.07, 13:12
        > A z takich konkretnych porad: sama przed sobą musisz się przyznać do
        > alkoholizmu męża.

        nie uważam męża za alkoholika, on nie upija się na co dzień. Ostatnio upił się
        na tym festynie (w niedzielę) a wcześniej nie pamiętam kiedy, parę miesięcy
        wstecz na weselu jego kuzynki. Tak jak pisałam, przez ostatnie tygodnie
        mieliśmy bardzo ciężko z teściem, doprowadzał nas do furii, pomału zaczęło się
        to nawarstwiać, mąż po trzeźwemu jakoś to w sobie tłamsił, ja również w sobie
        to tłamszę ale nie wiem jak długo tak wytrzymam, przypuszczam że któregoś dnia
        wybuchnę i dosadnie powiem drogiemu teściowi co myślę. Mąż jak się upił na
        festynie z moim szwagrem, dopiero wtedy puściły mu emocje i zachowała się tak a
        nie inaczej, a ja też nie wytrzymałam i mi też puściły nerwy (które pomału
        kumulowały się od paru tygodni) i w nerwach uderzyłam go w twarz, bo już nie
        wytrzymałam, dosyć że przez tak długi okres czasu wysłuchiwałam się od teścia
        tylu przykrości ale jakoś to tłamsiłam a jak mąż jeszcze swoje powiedział nerwy
        puściły. To było do przewidzenia że w końcu musi wybuchnąć.

        > Tymczasem kozłami ofiarnymi stali się teściowie.
        nie prawda! jak można nazwać ich kozłami ofiarnymi jak teściowa w oczy
        powiedziała mi że mamy się wynieść, a teść powiedział to dosadnie wypierdalać
        mi z domu, bluzga męża i mi też się oberwało, w nerwach nazwał nie
        powiedział "patrycja" tylko "a ta kurwa"
        • panistrusia Re: panistrusia 25.07.07, 14:17
          > nie uważam męża za alkoholika, on nie upija się na co dzień.
          Nie musi się na co dzień upijać. Wystarczy spojrzeć na to, że relaks utożsamia z
          piwem i że doprowadza się do stanu "nieużywalności". No i że nie jest w stanie
          przestać nawet gdy go ŻONA prosi.
          Co musiałby zrobić, żebyś uznała, że jest alkoholikiem? Po 20 latach cugów?

          > > Tymczasem kozłami ofiarnymi stali się teściowie.
          > nie prawda! jak można nazwać ich kozłami ofiarnymi jak teściowa w oczy
          > powiedziała mi że mamy się wynieść, a teść powiedział to dosadnie wypierdalać
          > mi z domu, bluzga męża i mi też się oberwało, w nerwach nazwał nie
          > powiedział "patrycja" tylko "a ta kurwa"

          No ale widzisz, że nie zmieniacie sytuacji. Wiesz dlaczego? Bo tak jest
          wygodniej: mieć wymówkę. Istnienie jednego szkodliwego czynnika zwolniło Was z
          wszelkiej odpowiedzialności?
          Może i teściowie są wulgarni, złośliwi itp. ale Wam(a może raczej Tobie)
          najwidoczniej z jakiegoś powodu pasuje rola "biednego, dręczonego młodego
          małżeństwa, które gdyby nie teściowie byłoby wspaniałe" -> no bo przecież w
          takiej sytuacji można się łudzić, że jak tylko byście się wyprowadzili, to
          byłoby wspaniale, bo mąż w porównaniu z teściem jest facetem idealnym, bo Ty
          jesteś wspaniałą żoną a tylko głupia teściowa się czepia.

          Szczerze wątpię, czy gdybyście mieszkali sami, to Wasze małżeństwo wyglądałoby
          tak jak przez ten jeden rok, gdy mieszkaliście sami. Oczywiście inaczej też by
          wyglądało, gdybyście mieszkali z miłymi troszczącymi się o dobro Waszego
          małżeństwa teściami, ale i tak pewne kryzysy, kłótnie są nie do ominięcia. Teraz
          osiągnęliście tyle, że mąż ucieka, a Ty zwalasz winę na teściów. Nie jest
          problemem to, że nie dogadaliście się przed ślubem w kwestii spędzania wolnego
          czasu, "obowiązków i praw" kobiety w domu, tylko że ktoś Ci powiedział
          "wypier..."(nota bene szokujące jest to, że mąż pozwala na takie traktowanie
          Ciebie, a może ojciec go w tym po prostu wyręcza...)

          Uwierz, że życzę Ci jak najlepiej, że przejęłam się Twoją skomplikowaną sytuacją
          i to, co piszę nie jest atakiem!(no może ciągle nie mogę uwierzyć w to, że można
          w Pl zostać magistrem nie znając ojczystego choćby języka)
    • nutka07 Re: MAŁŻEŃSTWO pod znakiem zapytania?? 26.07.07, 22:53
      Czesc Pati_31!

      Uwazam, ze Twoj maz jest alkoholikiem. Zachowania typowe jak dla osob
      uzaleznionych. Alkoholik nie musi pic codziennie!!! Alkoholik nie musi chodzic
      obdarty, nieumyty itd. Twoj maz Cie w ogole nie szanuje. Zycie z nim wyglada jak
      kolejka gorska w wesolym miasteczku raz na gorze raz na dole. Kazal Ci wyp...
      nie pozwol na to by ktokolwiek Toba pomiatal! Dla mnie wyglada to zle. Uwazam,
      ze jezeli zamieszkacie sami pretensje sie nie skoncza.
      Moja rada.
      Jezeli chcesz ratowac malzenstwo, zamieszkajcie sami i odrazu na terapie. Ty i
      On! (ale maz musi sam chciec, bez wymuszania i prob szantazu) Jezeli pojdzie
      tylko dla swietego spokoju to nic nie da. Jezel masz na tyle sily i wiary to walcz.

      A tak od serca to UCIEKAJ od Niego! Idz do osrodka gdzie jest pomoc dla osob
      uzaleznionych tam zazwyczaj tez pomagaja wspoluzaleznionym (chodzi o Ciebie).
      Szkoda zycia! Pisze z wlasnego doswiadczenia. Napisz mi co daje Ci Wasz zwiazek.
      Co chesz ratowac? Zwiazek dla zwiazku? Sa tam jeszcze jakies pozytywne uczucia?
      Poszukaj fachowej pomocy, naprawde warto!
      • pati_31 nutka07 26.07.07, 23:21
        > Co chesz ratowac? Zwiazek dla zwiazku?
        chcę ratowac małżeństwo, chcę ratowac nasz miłość bo wiem że mąz to na prawdę
        dobry człowiek, znam go od 9 lat, i wiem że mnie kocha, więc chyba warto
        walczyć. Znaliśmy się raptem 2 tygodnie i zaczeliśmy z sobą chodzić, było ok.
        nawet jak wypił sobie od czasu do czasu umiał się zachować w stosunku do innych
        jak i w stosunku do mnie. Problem zaczął się jak zamieszkaliśmy z jego rodzicami

        > Sa tam jeszcze jakies pozytywne uczucia?
        kochamy się na wzajem, wiem że tęskni, codziennie po kilka razy mówi
        przepraszam, ciągle wydzwania, przyjeżdża i dalej przeprasza z łzami w oczach,
        chce się tulić, pisze bardzo miłe sms, sam zadeklarował chęć z korzystania z
        porad psychologa, nawet dom już do wynajęcia znalazł, jest zdecydowany odejść
        od rodziców i zamieszkać tylko ze mną, chce zacząć od nowa
        ja też chcę aby się ułozyło
        • nutka07 Re: nutka07 27.07.07, 00:55
          Oby to nie byl tylko taki chwilowy zryw ze strony Twojego meza. Niech wynajmie
          cos dla Was i dalej po pomoc do psychologa. Mnie niepokoi nalogowe
          rozladowywanie uczuc. Brak szacunku do Twojej osoby. Ja nie chce Cie w zaden
          sposob dolowac. Naprawde zycze Ci aby sie ulozylo. Ale samo przepraszanie, lzy w
          oczach, mile smsy nie robily by na mnie juz 'wrazenia'. Potrzebne sa konkretne
          czyny i praca nad soba i zwiazkiem. Wydaje mi sie, ze facet troche oprzytomnial
          i sie wystraszyl. Zeby tylko nie wytworzylo sie takie kolo, krzywdzi ,
          przeprasza, wielka skrucha, troche ciszy i od poczatku.
          • pawelko56 Re: nutka07 27.07.07, 09:17
            zgadzam się z forumowiczką.. dlatego, tak jak pisałem pati_31, daj mu szanse,
            ale pamiętaj o racjonalnym przeglądzie sytuacji..:)
            trzymam kciuki:)
        • perforowany Re: nutka07 27.07.07, 07:22
          Ja mam nadzieję że jesteś tylko zwykłym forumowym trollem.
          mam nadzieję , że ludzie po studiach potrafią stawiać przecinki i nie robią
          tylu i tak rażących błędów ortograficznych ( "na prawdę"? "na wzajem"? ).
          Poza tym stylistyka i emocje rodem z najgorszych kiczowatych seriali.
          Coś jakby Telesfora - odcinek 1546...co ona zrobi ? czy odejdzie od męża
          alkoholika, który ją poniżał ? niee - przecież oj jej puścił "eska"(sic!), że
          ją kocha :D

          Właśnie dlatego mam nadzieję, że jesteś trollem.
          Choć z drugiej strony kto wie, kto kończy studia przy takim ministrze edukacji ?
          Może była jakaś amnestia ?
          • pawelko56 Re: perforowany 27.07.07, 09:15
            Perforowany...
            jak nie masz nic ciekawego na temat do napisania to nie pisz.. trolem forumowym
            widzę, że jesteś Ty.. chodzisz po postach i jak Ci się nudzi to piszesz, że Ci
            się czyjaś gramatyka nie podoba.. odpuść. Czyżbyś dopiero studia skończył i się
            tym chełpisz...?? Nie każdy po studiach musi mieć gramatykę na blachę.. ja
            skończyłem Polibudę i z polskim od zawsze byłem na bakier.. a jak Twoja
            matematyka.. co cwaniaczku??
            .. aha.. nie odpowiadaj już na mojego posta.
            • perforowany Re: perforowany 27.07.07, 09:47
              pawelko56 napisał(a):

              > Perforowany...
              > jak nie masz nic ciekawego na temat do napisania to nie pisz.. trolem
              forumowym
              > widzę, że jesteś Ty.. chodzisz po postach i jak Ci się nudzi to piszesz, że Ci
              > się czyjaś gramatyka nie podoba.. odpuść. Czyżbyś dopiero studia skończył i
              się
              > tym chełpisz...?? Nie każdy po studiach musi mieć gramatykę na blachę.. ja
              > skończyłem Polibudę i z polskim od zawsze byłem na bakier.. a jak Twoja
              > matematyka.. co cwaniaczku??
              > .. aha.. nie odpowiadaj już na mojego posta.

              Pawelko , ukończyłeś polibudę i masz problemy z logicznym mysleniem ? :)
              Jak widać nie tylko gramatyka na bakier ;)
              Ukończyłeś ją za kury czy gęsi ? :D
              Zadajesz pytania a później piszesz żebym na nie nie odpowiadał :) Boisz się
              odpowiedzi ? czy co ?
              Nie mam ochoty się chełpić, jaką szkołę skończyłem - nie twoja to sprawa.
              Uważam, że człowiek, który jest na etapie szkoły średniej nie powinien
              popełniać tak rażących błędów (a co dopiero człowiek kończący studia).

              Zastanawiałem się po przeczytaniu Twoich postów, w których odpowiadasz autorce
              wątku, na ile twoja empatia jest szczera i bezinteresowna.

              Rażące jest również to, że ty podjąłeś się roli wykidajły w tym wątku.
              Uważam , że nie masz prawa wyrzucać z tego (i innych) wątku kogoś, kto ma inne
              zdanie niż ty. Nie jesteś właścicielem tego forum.
              Napisałem swoją opinię, że autorka wątku moim zdaniem jest trollem.
              Tak uważam, moim zdaniem ta historia jest mocno naciągana - i ten styl pisania.
              To moje zdanie i mam do niego prawo.
              • pawelko56 Re: perforowany 27.07.07, 10:51
                perf..
                nie mam ochoty ciągnąć z Tobą tego wątku:)
                zanim zaczniesz wymagać poziomu od innych.. zacznij wymagać od siebie!!!

                cyt:....Uważam, że człowiek, który jest na etapie szkoły średniej nie powinien
                > popełniać tak rażących błędów (a co dopiero człowiek kończący studia)...

                załóż sobie nowy wątek i tam sobie podyskutuj... chętnie wtedy z Tobą pogadam...
                ale nie Tu!!

              • pati_31 Re: perforowany 27.07.07, 11:46
                perforowany napisał dp pawelko56:
                > Nie mam ochoty się chełpić, jaką szkołę skończyłem - nie twoja to sprawa.
                więc ja powiem Ci, że nie twoja to sprawa kto i na jakim jest poziomie
                ortografii. Nie twoja to sprawa w tym poście sprawdzac błędy i brak przecinków.
                Nikt o to Cię nie prosił. Jeśli Cię to bawi to załóż nowy wątek związanym z
                ortografią. A tak w ogóle masz niezły tupet wchodzić na wątki o poważnych
                problemach, kryzysach małżeńskich tylko po to aby sprawdzać pisownię i nazywać
                kogoś trollem.

                P.S. proszę abyś nie atakował i obrażał osób, które odpowiadają na moje posty i
                z łaski swojej opuść mój wątek, bo nie życzę sobie abyś się w taki sposób
                wypowiadał jak to właśnie robisz.

                perforowany napisał dp pawelko56:
                > Uważam , że nie masz prawa wyrzucać z tego (i innych) wątku kogoś, kto ma
                > inne zdanie niż ty. Nie jesteś właścicielem tego forum.
                ale za to ja mam większe prawo aniżeli pawelko56, jestem autorką tego wątku i
                nie podobają mi się Twoje uwagi i uszczypliwości, dlatego jeśli masz zamiar
                dalej kogoś krytykować bo ktoś zrobił błąd ortograficzny, czy tez nie postawił
                przecinka to prosze abyś opuścił mój wątek

                > Napisałem swoją opinię, że autorka wątku moim zdaniem jest trollem.
                > Tak uważam, moim zdaniem ta historia jest mocno naciągana
                > To moje zdanie i mam do niego prawo.
                Nie masz prawa nazywać mnie trollem
                A co do mojej historii w żadnym punkcie nie jest naciągana

                Nie obrażaj mojej osoby i nie życzę sobie twojej obecności na moim wątku
                ŻEGNAM PANA!!!
                • gixera Re: perforowany 27.07.07, 13:22
                  Muszę się wtrącić i jedną rzecz powiedzieć, zakładając wątek nie masz prawa
                  wybierać kto tu się wpisuje, bo to jest forum i na tym to wszystko polega,
                  niestety.
                  Natomiast, jeśli chodzi o kolegę perforowanego, wytykanie komuś błędów w
                  pisowni, na forum, jest naruszeniem netykiety.
                  • perforowany Re: perforowany 27.07.07, 14:02
                    Gixera, równie dobrze mozna powiedzieć, że popełnianie w każdym poście bijących
                    po oczach błędów, jest naruszeniem netykiety - jako brak szacunku do
                    uczestników dyskusji :)

                    Jednakże nie zamierzam się kłócić , przepraszam wszystkich, których uraziła
                    moja opinia, że autorka wątku jest trollem.
                    Po jej dalszym, dość histerycznym zachowaniu mam już inną opinię na jej temat.
                    Pozostawię ją tylko dla siebie :D
                    • pati_31 Re: perforowany 27.07.07, 14:53
                      > Gixera, równie dobrze mozna powiedzieć, że popełnianie w każdym poście
                      > bijących po oczach błędów, jest naruszeniem netykiety - jako brak szacunku do
                      > uczestników dyskusji :)
                      i Ty piszesz o szacunku?!! wiesz co? ... nie miałam bladego pojęcia, że jeśli
                      popełni się błąd w pisowni to oznacza to brak szacunku do uczestników dyskusji.

                      Spójrz na to, co Ty piszesz, zacytuje parę Twoich wypowiedzi:
                      > Pawelko, ukończyłeś polibudę i masz problemy z logicznym mysleniem? :)
                      > Ukończyłeś ją za kury czy gęsi? :D
                      > Napisałem swoją opinię, że autorka wątku moim zdaniem jest trollem.
                      > Choć z drugiej strony kto wie, kto kończy studia przy takim ministrze
                      > edukacji? Może była jakaś amnestia?
                      i co powiesz na to?? ... na podstawie Twoich słów (wyżej zacytowanych) uważam,
                      że to Ty masz BRAK szacunku do uczestników dyskusji.

                      > Jednakże nie zamierzam się kłócić , przepraszam wszystkich, których uraziła
                      > moja opinia, że autorka wątku jest trollem.
                      > Po jej dalszym, dość histerycznym zachowaniu mam już inną opinię na jej temat.
                      jakim histerycznym zachowaniu? po prostu nie spodobało mi się jak nazwałeś mnie
                      trolem, zwróciłam Ci uwagę i tyle, nawet Cię nie obraziłam tak jak TY mnie
                      nazywając mnie trollem.
                  • pati_31 Re: gixera 27.07.07, 14:34
                    > Muszę się wtrącić i jedną rzecz powiedzieć, zakładając wątek nie masz prawa
                    > wybierać kto tu się wpisuje, bo to jest forum i na tym to wszystko polega,
                    > niestety.
                    ale mogę zwracac uwagę, poprosiłam perforowanego aby opuścił mój wątek bo
                    zaczął nazywać mnie trollem i wytykał błędy w pisowni. Pisząc post nie miałam
                    na uwadze aby ktoś sprawdzał mi go pod kontem dyktanda.
          • pati_31 Re: perforowany 27.07.07, 11:27
            > Ja mam nadzieję że jesteś tylko zwykłym forumowym trollem.
            > mam nadzieję , że ludzie po studiach potrafią stawiać przecinki i nie robią
            > tylu i tak rażących błędów ortograficznych

            wiesz co?! ja mam poważny problem a Ty zwracasz mi uwagę na błędy, nawet
            czepiasz się o głupie przecinki. Podczas pisania postów nie zastanawiam się
            nad ortografią, ani przecinkami bo w tym momencie jest to dla mnie jak najmniej
            ważne. MOje małżeństwo przeżywa kryzys a TY takie uszczypliwe uwagi prawisz.
            Zero zrozumienia z Twojej strony!!!

            A trollem jesteś Ty, uszczypliwym za grosz zrozumienia!!
    • baerenfang czytałem wcześniej Twoje żale... 27.07.07, 02:42
      odejdź, bądź sobą.
    • pati_31 dziś cisza 27.07.07, 18:15
      wczoraj w nocy nie wytrzymałam i wysłałam smsa do męża, w którym napisałam, że
      jest mi przykro, że po tym jak się zachował względem mojego taty i siostry nie
      jest teraz w stanie/nie ma odwagi spojrzeć im prosto w oczy i przeprosić.
      Dodałam że jest mi z tego powodu przykro że już 5 dzień mija a on unika z nimi
      kontaktu. Ja sama liczę na szczerą rozmowę jak na razie jej jeszcze nie było. A
      dziś mąż w ogóle się nie odzywa i nie wiem co jest tego powodem. Chyba zaczynam
      mieć wątpliwości i zaczynam się zastanawiać czy jemu faktycznie zależy. Chyba
      zwariuję
      • klaudia_88 Re: dziś cisza 27.07.07, 19:16
        Jemu chyba przyda się odrobina samotności. Opowiem Ci jak usadziła moja mama
        swojego faceta. Zero telefonów i smsów, a jak on dzwonił to ona "nie miała
        czasu". Ale to musi potrwać, bo sama widzisz, że jak na drugi dzień do niego
        dzwoniłaś to unosił się dumą. Facet mojej mamy tak pocierpiał ze dwa tygodnie i
        się cholernie przeraził, że to już koniec. Poprawił się i może twój też się
        poprawi, ale musisz być "niedostępna". Nie jest powiedziane, że na każdego to
        działa, ale jeśli go kochasz to warto spróbować. Bądż stanowcza, wydaje mi się,
        że się opłaci, a jak nie to daj sobie z nim spokój, bo zmarnujesz sobie życie.
        Pozdrawiam,3maj się cieplutko!
        • pati_31 klaudia_88 28.07.07, 00:26
          > Jemu chyba przyda się odrobina samotności. Opowiem Ci jak usadziła moja mama
          > swojego faceta. Zero telefonów i smsów, a jak on dzwonił to ona "nie miała
          > czasu". Ale to musi potrwać, bo sama widzisz, że jak na drugi dzień do niego
          > dzwoniłaś to unosił się dumą. Facet mojej mamy tak pocierpiał ze dwa tygodnie
          > i się cholernie przeraził, że to już koniec. Poprawił się i może twój też się
          > poprawi, ale musisz być "niedostępna".

          mądrze mówisz. Dokładnie tak było, że jak na drugi dzień szukałam z nim
          kontaktu, dzwoniłam nawet parę razy to on pewnie poczuł się pewny i mógł sobie
          pomyśleć, że nie musi się aż tak bardzo starać, bo skoro ja tak się z nim
          usilnie kontaktuję to pewnie zaraz mi przejdzie i wrócę. Teraz już od 3 dni
          staram się nie kontaktować i teraz on za wszelka cenę szuka kontaktu ze mną.
          Dzwoni pisze smsy a ja nie wszystkie jego telefon odbieram. Dziś pod wieczór
          jednak zadzwonił, niestety nie odebrałam bo byłam na cmentarzu, ale zadzwonił
          powtórnie. Porozmawialiśmy chwilę, w rozmowie była stanowcza, a jak cos mu się
          nie spodobało to powiedziałam krótko „dobranoc” i się rozłączyłam. Zadzwonił
          powtórnie już skruszony i skory do rozmowy. Mówił mi jak bardzo mu przykro, że
          doprowadził do takiej sytuacji, mówił że mnie kocha, że w przyszłym miesiącu
          będziemy mieli domek wynajęty, że tęskni za mną, po raz kolejny przepraszał i
          mówił że mu zależy i nie chce mnie stracić ani zniszczyć naszego małżeństwa
          • klaudia_88 Re: klaudia_88 28.07.07, 09:20
            tylko pamiętaj nie złam się teraz! Im dłużej on się pozastanawia i pocierpi tym
            lepszy skutek będzie. Ja wyłam za moim chłopakiem (kiedy jeszcze nie byliśmy po
            ślubie) bo spędzaliśmy wakacje oddzielnie, a on nie dzwonił i nie pisał, a
            jeśli już to opowiadał jak fajnie się bawi, doprowadzał mnie tym do rozpaczy,
            dzwoniłam do niego , bez przerwy pisałam aż mama mi powiedziała, żebym
            przestała tak robić "bo to ja jestem słońcem, a słońce nie krąży wokół planet"
            no i przestałam zachowywać się jak chisteryczka tylko to ja zaczęłam się
            świetnie bawić z nowymi znajomymi itd. Efekt był cudowny, bo wtedy on za mną
            szalał.
            • pawelko56 Re: klaudia_88 28.07.07, 10:23
              Klaudia_88...
              święte słowa.. a tą maksymę o słońcu to muszę gdzieś sobie zapisać (może tylko
              żonie i niej nie powiem;)).

              Pati_31..
              Bądź cierpliwa i stanowcza.. to mężowi ma zależeć na Tobie:)
              Trzymaj się.. jak ma się udać to się uda.. jak nie.. szkoda gadać:)

              Mimo, że jestem facetem... niestety nie mam za dużo szacunku, dla
              przedstawicieli mojej płci, którzy nie szanują kobiet. Skoro faceci wymagają od
              kobiet szacunku.. miłości.. uległości... nie mniej muszą dać im od siebie.. nie
              mniej a nawet dwa razy więcej. Czasem to brzmi śmiesznie ale znam małżeństwa
              (wliczam i swoje), którym to naprawdę wychodzi i żadne z nich nie czuje się
              krzywdzone.
              Jeśli teraz Twój mąż się nie zmieni.. jeśli nie będzie miał do Ciebie szacunku..
              jeśli znowu mu się przydarzy alkohol i brak pohamowania.. nigdy nie będziesz z
              nim szczęśliwa.. zawsze będziesz płakać wieczorami.
              Jeśli nie zajdzie w nim spodziewana zmiana.. nie bój się zagrozić rozwodem..
              może dopiero ten wstrząs na niego podziała.. a jeśli nie będzie miał nic
              przeciwko a nawet zrzuci winę na Ciebie za całe zło.. wtedy poznasz jego
              prawdziwą twarz:)
              Wiem, że to czarna wizja .. ale lepiej się obudzić późno i zacząć wszystko od
              nowa niż żałować całe życie.

              • pati_31 Re: pawelko56 28.07.07, 13:00
                > Bądź cierpliwa i stanowcza.. to mężowi ma zależeć na Tobie:)

                pierwsze dwa dni po tym jak się zachował były dla mnie ciężkie, pod względem
                tego że bardzo trudno było mi się pohamować i nie dzwonić do niego. Pierwszego
                dnia jak pojechałam po swoje rzeczy to cholernie się przestraszył, czułam że
                się boi, że może to być koniec. A jak wróciłam do rodzinnego domu zaczęłam się
                łamać i szukać z nim kontaktu za wszelka cenę. Wtedy zauważyłam, że jego
                nastawienie się zmienia, poczuł się pewny, że to co się stało nie długo pójdzie
                w niepamięć i ja wrócę. Teraz od paru dni staram się nie szukać z nim kontaktu,
                nie wszystkie jego telefony odbieram, a jak już odbiorę staram się być
                stanowcza i otwarcie mówię, czego oczekuję. Np. wczoraj jak wieczorem dzwonił,
                w pewnym monecie zaczął mówić, że ja niby mam jakieś "ale" do jego taty. Powiem
                szczerze, że uraziło mnie to, bo ja nigdy nie naubliżałam teściowi, nigdy mu
                złego słowa nie powiedziałam ani nigdy nie kłóciłam się z nim, mimo iż teść
                wielokrotnie zrobił mi przykrość używając przy tym mocnych słów. Powiedziałam
                mężowi, że widzę, że zaczyna mi coś zarzucać co nie jest prawdą i że w całej
                tej sytuacji nie chodzi o moje relacje z jego tatą, tylko moje i jego oraz o to
                jak ostatnio zachował się po alkoholu. Dodałam, że w takim razie ta rozmowa nie
                ma sensu, grzecznie powiedziałam "dobranoc" i się rozłączyłam. Mąż zadzwonił
                powtórnie i już zupełnie inaczej ze mną rozmawiał, tym razem skupiał się na
                tym, co on zrobił i na tym co dalej w związku z tym.
                • pawelko56 Re: pawelko56 28.07.07, 13:57
                  póki nie wydarzy się nic 'nowego' (oby dobrego).. nie mogę Ci nic więcej doradzić:)
                  Trzymaj się naszych podpowiedzi a przede wszystkim swojej intuicji i PILNUJ
                  SWOJEGO żYCIA:)
                  Napisz czasem co się wydarzyło:)
                  wrzucam link tego posta do ulubionych i będę czasem zaglądał:)
                  Powodzenia Pati_31:):):)
                  • pati_31 Re: pawelko56 28.07.07, 16:52
                    mam nadzieję że będzie dobrze, że się ułoży. Kochma go i wiem że on też mnie
                    kocha, tylko w pewnym momencie pogubilismy się i teraz musimy na nowo się
                    odnaleźć. dziś też już do mnie dzwonił skruszony i dalej przepraszał
    • pati_31 niedziela 29.07.07, 16:09
      Dziś mąż zrobił mi niespodziankę i przyjechał rano. Przeprosił moich bliskich
      za swoje zachowanie, poszliśmy razem do kościoła i pojechaliśmy na przejażdżkę
      do lasu, dużo spacerowaliśmy i rozmawialiśmy. Mąż w dalszym ciągu przepraszał
      za swoje zachowanie i za to, że przesadził z alkoholem, że nigdy już do tego
      nie dopuści. Rozmawialiśmy długo i otwarcie. Obydwoje mówiliśmy sobie co nam
      się nie podoba i co chcielibyśmy zmienić. Poruszaliśmy różne kwestie naszego
      małżeństwa, a przede wszystkim rozmawialiśmy o wyprowadzce od jego rodziców.
      Mąż mówił, że co do tego domku do wynajęcia to sprawa jest pewna na 100%, jak
      tylko w przyszłym miesiącu wróci z zagranicy jego właściciel podpiszemy umowę
      wynajmu. Z mężem spędziliśmy miło czas. Przyznam, że po tej naszej szczerej
      rozmowie sporo mi ulżyło.
      • pawelko56 Re: niedziela 30.07.07, 11:59
        Brawo Pati_31:)

        Cieszę się, że i Ty się cieszysz:) Wierzę, że Twój mąż faktycznie zrozumiał
        swoją winę i szczerze zamierza się zmienić. Jest to poważny krok ku temu, aby
        było tak jak dawniej:)
        Dodam jednak łyżkę goryczy... nie zapomnij Pati_31 o kontrolowaniu sytuacji.
        Życzę Ci szczęścia:)
        Pozdrawiam!!!
        • pawelko56 Re: niedziela 02.08.07, 15:56
          co u Ciebie??
          • pati_31 Re:pawelko56 03.08.07, 16:56
            > co u Ciebie??

            cześć paelko56. Wygląda na to, że jesteśmy na dobrej drodze i mam nadzieję, że
            już tak pozostanie a raczej będzie coraz to lepiej. Wcześniejsze nasze rozmowy
            co do naszej sytuacji często kończyły się kłótnią a teraz obydwoje staramy
            trzymać nerwy na wodzy i spokojnie rozmawiać. Ostatnio mąż powiedział, że zrobi
            dokładnie wszystko co tylko zapragnę ale żebym tylko do niego wróciła, bo zdaje
            sobie sprawę że schrzanił sprawę i nie chce mnie stracić. Jak na razie mieszkam
            jeszcze u taty, a mąż mnie odwiedza, zabiera na obiady i kolacje na mieście, na
            spacery, nad jezioro posiedzieć i dużo rozmawiamy. Ciągle by się do mnie tulił,
            w dalszym ciągu przeprasza, ciągle mówi jak bardzo jestem dla niego ważna. A
            pod koniec sierpnia będziemy wynajmować domek, mąż już się skontaktował z
            właścicielem telefonicznie (jest aktualnie zagranicą), domek już obejrzany,
            teraz tylko czekamy na przyjazd właściciela i spisujemy umowę. :)
            Dziękuję Ci za zainteresowanie moją sprawą i Twoje posty. DZIĘKI
            • pawelko56 Re:pawelko56 07.08.07, 15:53
              Cieszę się, że odpisałaś:)
              Widzę, że wszystko faktycznie jest na jak najlepszej drodze a męża masz 'z
              jajami', że się tak wyrażę.. potrafił dostrzec błąd i stara się go naprawić..
              oby tak dalej:)
              Trzymam kciuki i pozdrawiam!!!
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka