Dodaj do ulubionych

Czy jestem złą żoną?

16.02.08, 22:51
Rano:
Zwlekam się z lóżka około dziewiątej, mąż już nie śpi. Nie chce mi
się ruszyc na zakupy, jemu też nie. Więc pytam:
-co chesz na obiad?
-wystarczy zupa
-nie chce mi się iśc do sklepu
-to nie idź, ja pójde jutro rano
Zgadzam się chociaż wiem, ze raczej i tak ja pójde.
Popołudnie spędzamy z dziecmi w brykolandzie (takie centrum zabaw
dla dzieci)
Jak wracamy pytam czy kupic mu coś na kolacje, bo w lodówce tylko
kiełbasa i ser :) Mówi, ze nie, ze sobie sam coś kupi
Wieczorem:
Mąż pyta czy może iśc do kumpla pooglądac z nim film i wypic pare
piw. Zgadzam się chociaż nie lubie jak gdzieś wychodzi, ale to było
jego pierwsze wyjście do kolegi od chyba pół roku.
Zresztą u mnie była koleżanka więc nawet mi pasowało.
Około 20 zadzwoniłam zapytac o której będzie, mówi, ze gdzieś za
półtorej godzinki. Ok. Za pół godziny zadzwoniłam znowu , zeby
zapytac czy kupi papier toaletowy, bo ja zapomniałam i przy okazji
zapytałam o której będzie. Powiedział, ze za dwadzieścia minut.
Przyszedł i pyta czy zrobie mu jakąś kolacje, co raczej żadko robie,
zazwyczaj sam sobie coś przygotowywuje. Ale oczywiście nic sobie nie
kupił. Więc zapytałam, to co mam ci zrobic chleb z masłem?

A on jak sie wkurzył, że ja nie zrobiłam zakupów, że nie ma nic do
jedzenia, że nie zrobiłam obiadu, że dzwonie co chwile do niego, ze
nigdzie nie może wyjśc. Ze on przyszedł do domu, zeby ze mną
posiedziec, a mi się nie chce mu nawet kolacji zrobic itd itp

I tu moje pytanie, czy ja jetem taka zła żona rzeczywiście czy on
przesadza???? Oczywiście jak ktoś coś z tego zrozumiał i dotarł do
końca wątku:)

Obserwuj wątek
    • realistka2008 Re: Czy jestem złą żoną? 16.02.08, 23:06
      kinga2110 napisała:

      Ze on przyszedł do domu, zeby ze mną
      > posiedziec, a mi się nie chce mu nawet kolacji zrobic itd itp
      >
      > I tu moje pytanie, czy ja jetem taka zła żona rzeczywiście czy on
      > przesadza???? Oczywiście jak ktoś coś z tego zrozumiał i dotarł do
      > końca wątku:)
      >

      proponuję pytanie postawić inaczej, nie czy ty jesteś zła żona tylko czy twój mąż ma coś z rączkami?
      sam sobie kolacji zrobić nie umie?
      czy może twoim obowiązkiem jest czekanie na niego z kolacją gdy on łaskawie wróci do domu by z tobą "posiedzieć"?
      • lobov_kael Re: Czy jestem złą żoną? 01.06.08, 11:10
        umie sam zrobic kolacje jak sama autorka napisala ze zazwyczaj sam sobie robi
        czytac nie umiesz realistko? maz caly tydzien ciezko haruje a jej nawet kolacji
        nie chce mu sie przygotowac
        typowa kobieta luksusowa
        tylko ladnie wyglada na bankiecie a caly tydzien lezy w domu nic nie robi
        jest taka piosenka
        na kanapie lezy ..... nic nie robi caly dzien
    • emiliawo Re: Czy jestem złą żoną? 17.02.08, 09:07
      Szczerze? Czytając wątek zastanawiałam się, jak Wy żyjecie. Skoro w
      lodówce macie światło, to czym karmicie dzieci (bo skoro popołudnie
      spędzacie w brykolandzie przypuszczam, że macie już odchowane
      dzieci).
      Chyba nie jesteś złą żoną, bije po oczach tylko brak organizacji i
      porozumienia. Sama też przerabiałam sytuacje, kiedy małżonek z
      jednej strony nie chciał iść na zakupy, a z drugiej strony np.
      zapraszał znajomych i oczekiwał, że zrobię coś w rodzaju "stoliczku
      nakryj się" ;) Wiem, że to może być irytujące, ale w przypadku
      mojego męża skuteczne - dokładnie mu mówię, co ma kupić. Ale i tak
      częściej sama robię zakupy. Ale ja już tak mam - dla mnie szczęśliwy
      dom zaprasza zapachem.
      Dziewczyno, nie zastanawiaj się, czy jesteś dobrą, czy złą żoną,
      zastanów się, dlaczego Ci się nie chce.
      Pozdrawiam
      • kinga2110 Re: Czy jestem złą żoną? 17.02.08, 12:03
        Emiliawo nic się nie martw, dzieci nie głodze:) Mój mąz po prostu
        uważa, ze jak nie ma wędliny w domu to znaczy , ze nic nie ma. Dla
        dzieci i dla mnie w lodówce oprócz światła miałam serek topiony,
        dżem, parówki, mleko do płatków, jajka. A ztego co lubi mąż tylko
        ser żółty i kiełbasa, ale nie miał, na to ochoty jak rozmawialiśmy
        dlatego miał sobie coś kupic.
        A dlaczego mi się nie chce to i ja i on wiemy, ale nie będe tu o tym
        pisac. Dlatego wile rzeczy mi wybacza:)
        Ps. Żadko kiedy robie kolacje czy śniadanie mężowi, kanapek do pracy
        wogóle. Sam sobie robi. Od tego własnie ma rączki, do mnie należy
        obiad, bo tego to on nie potrafi:):)
        • emiliawo To chyba była chwilowa chandra 17.02.08, 12:13
          Cieszę się, że już wrócił Ci humor. Pozdrawiam ciepło :)
      • madziaq Re: Czy jestem złą żoną? 18.02.08, 14:38
        Moim zdaniem nie jesteś złą żoną :)
        Mnie też się zazwyczaj nie chce gotować, chodzić po zakupy i ogólnie spędzać
        czasu na aprowizacji. Mąż o tym wie i co więcej podziela moją awersję ;) Tak
        więc zakupy zamawiamy przez internet, żeby nie stać w kolejkach w markecie, a
        jak akurat w lodówce mamy światło i kiszone ogórki to zamawiamy pizę :) Dzieci
        co prawda nie mamy, jak będziemy może kiedyś mieli to pewnie będę musiała zacząć
        trochę poważniej podchodzić do wyżywienia :)

        Póki co, nie widzę żadnego problemu w tym, że mi się nie chce. Są fajniejsze
        rzeczy do roboty niż mieszanie w garach :)

        Według gmnie to mąż strzelił focha (może piwo u kolegi mu zaszkodziło ;))
    • hrabina_murzyna Re: Czy jestem złą żoną? 19.02.08, 09:19
      A jak to można tak żyć, że w lodówce zaledwie podstwowe artykuły. No
      sorry, ale nie wyobrażam sobie, że codziennie mąż lub ja latamy z
      na zakupy, bo trzeba kolację zrobić. Zwyczajny brak organizacji u
      was panuje. Tak naprawdę to tracicie kupę czasu na stanie w
      kolejkach.
      • realistka2008 Re: Czy jestem złą żoną? 19.02.08, 17:50
        hrabina_murzyna napisała:

        > A jak to można tak żyć, że w lodówce zaledwie podstwowe artykuły. No
        > sorry, ale nie wyobrażam sobie, że codziennie mąż lub ja latamy z
        > na zakupy, bo trzeba kolację zrobić. Zwyczajny brak organizacji u
        > was panuje. Tak naprawdę to tracicie kupę czasu na stanie w
        > kolejkach.

        Hrabina, może Ty sobie nie wyobrażasz, ale w końcu każdy żyje tak jak jemu pasuje i ma do tego prawo. Ja nie rozumiem jak można się czepiać tego, co u kogo w lodówce. Każdy żyje po swojemu i tak jak jemu najwygodniej.
        • hrabina_murzyna Re: Czy jestem złą żoną? 20.02.08, 10:27
          A niech sobie każdy żyje jak mu pasuje, tylko niech nie żali się na
          forum i nie oczekuje rad.
          • realistka2008 Re: Czy jestem złą żoną? 20.02.08, 11:22
            hrabina_murzyna napisała:

            > A niech sobie każdy żyje jak mu pasuje, tylko niech nie żali się na
            > forum i nie oczekuje rad.

            A dlaczego nie??? Co ma jedno do drugiego?
            Czy ja też mam się na forum nie odzywać bo nie piorę swojemu facetowi skarpetek?
            • jusbas1 Re: Czy jestem złą żoną? 23.02.08, 13:40
              witam was wszystkie.wszystko rozumiem.zacze od tego ze nie pyta sie faceta czy
              robic zakupy czy nie trzeba je samemu zrobic albo razem.u mnie tez tak bylo nie
              chcialo mi sie nic,wiczny balagan w domu,syf nic w lodowce ale sama zrozumialam
              ze to odemnie zalezy jaki dom stworze i czy chetnie sie bedzie w nim spedzac
              czas.fakt mam malo czasu na prowadzenie domu bo pracuje na caly etat,mam 2
              letniego synka.ale systematyczne sprzatanie troszke tylko codziennie,male zakupy
              nie sprawiaja mi klopotu i mnie nie mecza.zauwazylam ze tak sie lepiej zyje i
              wygodnie.nie ma bieganiny codziennej,szukania ciuchow,martwienie sie o
              jedzenie.fakt bylam taka leniwa ze maz robil sobie sam kolacje i sniadanie wiec
              juz tak zostalo hehe.a obiad je na miescie.a jak sie cieszy jak mu cos
              zrobie........wyluzujcie powoli bez nerwow....
    • kiecha3 Re: Czy jestem złą żoną? 20.02.08, 06:51
      wybacz.. może źle zrozumiałam cały post... ale odnoszę wrażenie że wy jesteście zwyczajnie leniwi...
      nie wstaję, bo mi się nie chce.. śniadania nie robię, bo mi się nie chce.. na zakupy nie idę.. bo mi się nie chce.. z dziećmi idę (odniosłam wrażenie) tylko po to by sie czymś zajęły (byle nie mną)..

      być może mylne wrażenie..

      poza tym.. ciągłe pytanie czy iść na zakupy, czy robić obiad.. no ludzie kochani..
      pewnie mnie zakrzyczycie, trudno.. ale uważam że jak już byłaś z dzieciakami to trzeba było wstąpić do spożywczaka i kupić co trzeba, a nie zawracać gitarę mężowi, skoro sobie poszedł na piwo..
      • miaau Re: Czy jestem złą żoną? 20.02.08, 07:38
        a już myślałam,że jestem z innego świata..

        wy żyjecie obok siebie a nie razem - co to za małżeństwo?!?
      • hrabina_murzyna Re: Czy jestem złą żoną? 20.02.08, 10:29
        100% racji Kiecha. Dodam jeszcze, że coby tu babki nie pisały to i
        tak organizacja domu zależy od kobiety. A w tym przypadku Pani Żonie
        się nie chce nawet kartki mężowi do ręki dać z listą zakupów. I te
        pytania obiad? kolacja? Ludzie dorośnijcie do małżeństwa, bo jak na
        razie to bawicie się w dom.
        • realistka2008 Re: Czy jestem złą żoną? 20.02.08, 11:43
          może was to zaskoczy, ale małżeństwo i dorosłe życie nie polega na tym, że się biega od spożywczaka do warzywniaka a po pracy cały dzień zasuwa się przy garach.

          Gdzie jest napisane, że organizacja domu zależy od kobiety? Ja rozumiem, że dla was dorośnięcie do małżeństwa oznacza że kobieta zasuwa na dwa etaty, zapewnia obiadki, zakupy, organizuje dom?
          To było dobre i świetnie funkcjonowało dopóki kobiety zajmowały się domem a faceci na ten dom zarabiali.
          Otwórzcie oczy i dorośnijcie do dzisiejszych realiów. Wiele kobiet pracuje tak samo ciężko jak mężczyźni, wiele kobiet zarabia więcej od swoich mężów i ja nie widzę żadnego powodu dla którego to do kobiety "należy" to czy tamto.
          To jak sobie współczesne małżeństwa organizują swoje obowiązki to tylko i wyłącznie ich sprawa. Nawet jeśli przez pięć dni w tygodniu żyją sobie na mrożonej pizzy.

          Najbardziej irytuje mnie właśnie to babskie podejście. Forum pełne jest użalania się jak to facet nie docenia pracy w domu, jak to ona wiecznie zapracowana, wszystko na jej głowie, a on jej nic nie pomoże. I zaraz odzywają się głosy wsparcia w stylu: "nie martw się, ja też tak mam", "taki już nasz los, podaj mi gg to sobie się razem poużalamy".
          A jak któraś już napisze, że nie czeka na mężusia z trzydaniowym obiadem to zaraz jej się dostaje od leniów. Nie wiecie jakie zwyczaje panują w jej domu i jak ona i mąż dzielą się obowiązkami. Uczepiłyście się tylko tego co jest w jej lodówce i stwierdziłyście, że to dowód na jej lenistwo i brak organizacji, bo nie pasuje wam do waszej wizji poświęcającej się dla domu matki polki.
          Zdejmijcie klapki z oczu, są różne modele związków i każdy ma prawo żyć tak jak mu wygodniej.
          • hrabina_murzyna Re: Czy jestem złą żoną? 20.02.08, 14:00
            Wyluzuj realistka bo paplasz bez sensu. A niby to nie kobieta
            organizuje dom tak? A niby kto wysyła męża po zakupy, pokazuje mu
            palcem gdzie trzeba posprzątać, pamięta o wizytach dzieci u lekarza.
            Porzuć wreszcie te feministyczną idylle i spójrz realnie, bo jak na
            razie Twój nick to jakaś pomyłka. Problemy w opisanym tu małżeństwie
            robią się właśnie przez lenistwo i brak organizacji. A jak się nie
            ma czasu, bo się pracuje to się nie lata 3 razy dziennie do sklepu
            po 2 plasterki kiełbasy. Sorry, ale ja i mój mąż na to czasu nie
            mamy, więc zakupy robimy raz w tygodniu. Poza tym skoro żona nie
            robi obiadu i kolacji (popieram ma do tego prawo) to po jakiego
            grzyba pyta chłopa za każdym razem czy będzie jadł.
            Mnie osobiście wkurw...y by takie pytania.Będziesz jadła obiad, bo
            jak tak to skocz na zakupy, a co kurna z głodu mam urzeć. Posiłki
            się po prostu przygotowuje po otwarciu lodówki.
            W zasadzie to poparłaś moje zdanie tylko w inny spokój, bo też
            uważam, że "małżeństwo i dorosłe życie nie polega na tym, że się
            > biega od spożywczaka do warzywniaka a po pracy cały dzień zasuwa
            się przy garach":)
            Dlatego pisałam o braku organizacji i lenistwie i nie mów proszę, że
            ludzie nie potrzebują pożywienia:)
            • realistka2008 Re: Czy jestem złą żoną? 20.02.08, 16:22
              hrabina_murzyna napisała:

              > Wyluzuj realistka bo paplasz bez sensu. A niby to nie kobieta
              > organizuje dom tak? A niby kto wysyła męża po zakupy, pokazuje mu
              > palcem gdzie trzeba posprzątać, pamięta o wizytach dzieci u lekarza.


              Nie paplam tylko piszę.

              Skoro masz takiego męża któremu musisz wszystko palcem pokazać to serdecznie współczuję. Skoro masz męża, który w domu nic nie potrafi zorganizować i tylko czeka na Twoje wytyczne to w sumie tłumaczy twoje podejście.

              Wiem, że może trudno ci w to uwierzyć, ale są też normalni, DOROŚLI faceci, którymi nie trzeba dyrygować jak małymi dziećmi.
              Ja mojemu nie muszę tłumaczyć gdzie jest sklep, kiedy trzeba wynieść kosz ze śmieciami i że po obiedzie trzeba pozmywać.
              Nie traktuję mojego faceta jak upośledzonego półgłówka, który nic sam w domu nie umie zrobić.
              I może właśnie dlatego mój facet nie czuje się w domu jak w hotelu z darmową obsługą lub w najlepszym razie "pomocnik", tylko jak dorosła osoba za ten dom odpowiedzialna tak samo jak i ja.

              > Porzuć wreszcie te feministyczną idylle i spójrz realnie, bo jak na
              > razie Twój nick to jakaś pomyłka.

              Rozumiem, że jak brakuje argumentów to zaczyna się personalne czepianie i wytykanie nicków?
              Rozumiem, że twoim zdaniem jak ktoś nie jest darmową kucharką sprzątaczką i niańką dla swojego chłopa to żyje w feministycznej idylli?
              No cóż, jeszcze raz współczuję.


              Problemy w opisanym tu małżeństwie
              > robią się właśnie przez lenistwo i brak organizacji.

              Rozumiem, że na podstawie postu na forum potrafisz tak trafnie zdiagnozować problemy w tym małżeństwie? Wow! Jasnowidzka?

              Reszty twojego postu już nie chce mi się komentować, bo naprawdę śmieszne jest, że pouczasz dziewczynę ile razy dziennie ma biegać do sklepu by być dobrą żoną. Jej sprawa i niech biega ile chce.

              Widzę, że po prostu nie mieści ci się chyba w głowie, że ludzie mają prawo żyć według wzorców innych niż twój własny.

              Zrozum: KAŻDY MA PRAWO ŻYĆ TAK JAK MU SIĘ PODOBA. To, że tego nie rozumiesz nie daje ci prawa nazywać ich leniami.
              • hrabina_murzyna Re: Czy jestem złą żoną? 21.02.08, 08:46
                realistka2008 napisała:

                > Skoro masz takiego męża któremu musisz wszystko palcem pokazać to
                serdecznie współczuję. Skoro masz męża, który w domu nic nie potrafi
                zorganizować i tylko czeka na Twoje wytyczne to w sumie tłumaczy
                twoje podejście.

                Widzę, że znasz mnie lepiej niż ja sama:) Nie unoś się tak, bo Ci
                żyłka pęknie.

                > Wiem, że może trudno ci w to uwierzyć, ale są też normalni,
                DOROŚLI faceci, którymi nie trzeba dyrygować jak małymi dziećmi.Ja
                mojemu nie muszę tłumaczyć gdzie jest sklep, kiedy trzeba wynieść
                kosz ze śmieciami i że po obiedzie trzeba pozmywać.

                No popatrz, a gdzie Ty takiego dorosłego znalazłaś? Stuknij się w
                głowę kobieto. Naprawdę nigdy nie dałaś mężowi listy zakupów, nie
                poprosiłaś o wytrzepanie dywanów? Pewnie nie, DOROSŁAEGO masz męża i
                on musi za Was dwoje myśleć.

                > I może właśnie dlatego mój facet nie czuje się w domu jak w hotelu
                z darmową obsługą lub w najlepszym razie "pomocnik", tylko jak
                dorosła osoba za ten dom odpowiedzialna tak samo jak i ja.

                A mąż autorki to nie jest odpowiedzialny tak? Ot ladaco, do roboty
                mu się zachciało chodzić zamiast na zakupy 5 razy dziennie latać.

                > Rozumiem, że jak brakuje argumentów to zaczyna się personalne
                czepianie i wytykanie nicków?

                Nie, po prostu życie mnie nauczyło, że niektórzy są wybitnie oporni
                na argumenty i nawet jak się je przytacza to i tak ich nie zauważą.

                > Rozumiem, że twoim zdaniem jak ktoś nie jest darmową kucharką
                sprzątaczką i niańką dla swojego chłopa to żyje w feministycznej
                idylli?

                Autorka postu akurat taka całkiem darmowa to nie jest. W końcu
                czerpie korzyści z pracy męża nie? Ale cóż nie wiedziałam, że w Twoi
                domu obowiązuje cennik. Ile sobie liczysz za zrobienie mężowi
                herbaty? A ile za obiad?

                -
                Mam nadzieję że twój syn będzie gejem albo księdzem.A właściwie to
                ci tego życzę z całego serca.(by Boania7)
                • realistka2008 Re: Czy jestem złą żoną? 21.02.08, 11:35
                  hrabina_murzyna napisała:

                  > No popatrz, a gdzie Ty takiego dorosłego znalazłaś? Stuknij się w
                  > głowę kobieto. Naprawdę nigdy nie dałaś mężowi listy zakupów, nie
                  > poprosiłaś o wytrzepanie dywanów? Pewnie nie, DOROSŁAEGO masz męża

                  Trudno uwierzyć prawda? Już ci wytłumaczyłam w poprzednim poście: jeśli nie traktujesz męża jak nieudolnego półgłowka to może się nagle okazać, że facet potrafi i pralkę nastawić i zrobić obiad i dziecko przewinąć.
                  Ale jak widzę nie mieści ci się to w głowie.

                  Jest różnica pomiędzy poproszeniem męża o wytrzepanie dywanów czy uzgodnieniem listy zakupów a tym, że kobieta po powrocie z pracy zasuwa przez resztę wieczora przy praniu, gotowaniu, sprzątaniu- bo przecież "to kobieta organizuje dom".

                  Różnica polega na tym, że gdy ja i mój facet wychodzimy z pracy to zdzwaniamy się i decydujemy o tym co ROBIMY z obiadem: kto jest zmęczony a kto nie, kto ma ochotę gotować a kto nie, a jeśli żadne z nas to nie jest problemem jedzenie na mieście.

                  Mój facet NIE OCZEKUJE, że przychodzi do domu a tam czeka na niego trzydaniowy obiad i wszystko zostanie mu podane pod nos, bo to jest obowiązkiem dobrej żony.
                  W takim kontekście mówię o dorosłości i dojrzałości partnera.
                  Ale widzę, że dla ciebie to jest zupełnie obcy koncept i dlatego musisz to wyśmiać i posuwać się do złosiwości.


                  > Nie, po prostu życie mnie nauczyło, że niektórzy są wybitnie oporni
                  > na argumenty i nawet jak się je przytacza to i tak ich nie zauważą.

                  Masz rację, nie zauważyłam żadnych SENSOWNYCH argumentów w twoich odpowiedziach. A te bezsensowne rzeczywiście zignorowałam.
                  Co zauważyłam to poziom dyskusji jak z przedszkola, złośliwość i obrażanie rozmówcy. Co dosyć często się zdarza gdy nie ma się nic istotnego do powiedzenia.

                  Na koniec tej raczej bezsensownej wymiany postów, dla uproszczenia streszczę i podsumuję ci więc to co próbowałam wytłumaczyć we wcześniejszych postach:

                  KAŻDY MA PRAWO ŻYĆ TAK JAK MU SIĘ PODOBA. To, że tego nie rozumiesz nie daje ci prawa nazywać ich leniami.

                  Żegnam bez odbioru.
                  • prowokatorek Re: Czy jestem złą żoną? 29.02.08, 06:40
                    Realistka2008 nie zapomnij spisać kontraktu dotyczącego zakresu obowiązków
                    obojga. Nie zapomnij o karach umownych w razie nie wypełnienia obowiązków.

                    I co tydzień przegląd wszystkich obowiązków, żeby przez przypadek ktoś nie
                    zrobił więcej od drugiego.

                    Twoje, życie będzie pełniejsze i w pełni pod kontrolą ;-)

                    Szczerze współczuje. Poważnie
                    • michal_powolny12 Re: Czy jestem złą żoną? 01.03.08, 01:20
                      Możesz mi wyjaśnić po co realistka2008 ma jakąś umowę spisywać? Po
                      co? W normalnym związku codziennie ustala się co trzeba zrobić,
                      kiedy robi się zakupy czy inne takie. Ustala się kto gotuje a to
                      sprząta. U mnie tak jest. Przez tydzień gotuję ja, we wtorki żona bo
                      jest wcześniej w domu. Nikt nikomu nie musi przypominać.
                      Odnoszę wrażenie że część kobiet traktuje
                      gotowania/prasowanie/pranie za PODSTAWOWY obowiązek żony/partnerki.
                      Bardzo ciekawe.
                • annubis74 Off topic 08.03.08, 10:03
                  > No popatrz, a gdzie Ty takiego dorosłego znalazłaś? Stuknij się w
                  > głowę kobieto. Naprawdę nigdy nie dałaś mężowi listy zakupów, nie
                  > poprosiłaś o wytrzepanie dywanów? Pewnie nie, DOROSŁAEGO masz męża
                  i
                  > on musi za Was dwoje myśleć.


                  Zastanowiłam się, czytając ten fragment, jak żyją faceci-single,
                  którzy nie mają żon i kobiet do wytykania paluchem. Wbrew pozorom
                  nie gnieżdżą się w zasyfionych norach a w lodówkach mają coś więcej
                  oprócz piwa. Mam kumpla do którego wpadam regularnie (często bez
                  zapowiedzi) i jego chatka aż lsni (mojej daleko do takiego blasku).
                  Myślę że my kobiety (a przynajmniej niektóre) jesteśmy mistrzyniami
                  w upupianiu mężczyzn, lubimy sobie myśleć że bez nas to oni nie
                  daliby sobie rady (a chyba nie jest tak źle:)
                • aniorek Re: Czy jestem złą żoną? 13.03.08, 21:51
                  > No popatrz, a gdzie Ty takiego dorosłego znalazłaś? Stuknij się w
                  > głowę kobieto. Naprawdę nigdy nie dałaś mężowi listy zakupów, nie
                  > poprosiłaś o wytrzepanie dywanów? Pewnie nie, DOROSŁAEGO masz męża i
                  > on musi za Was dwoje myśleć.

                  Tak, zaraz popadamy w ekstrema, po co? No widac wyraznie, ze Twoj facet
                  potrzebuje instrukcji i byc moze nawet cie to gryzie, ale na szczescie sa tacy,
                  ktorzy sobie radza bez kobiecej pomocy. Zazdrosc cie zzera, ze tak na
                  realistke2008 napadlas?

                  Tak btw. Moj gotuje sam i to uwielbia, do kuchni mnie praktycznie nie wpuszcza,
                  chyba, zeby wstawic zmywarke. To mnie zdarza sie czegos zapomniec i potrzebuje
                  listy z zakupami, jemu nigdy. Nie musze go prosic o sprzatanie, mamy to
                  zorganizowane i kazdy wykonuje te czesc sprzatania, ktora lubi, bez proszenia.
                  Nie jest idealem, rzecz jasna, ale akurat te czesc zycia mamy swietnie
                  zorganizowana. Nie wysmiewaj wiec tego, ze inni maja inaczej niz ty.
              • kinia.0 Re: Czy jestem złą żoną? 21.02.08, 12:49
                Tylko że autorka wątku zadała pytanie-czy jestem złą żoną?- więc
                przestań się czepiać bo my tylko jej odpowiadamy na
                pytanie,mianowicie że jest złą żoną.Przecież po to założyła ten
                wątek,żeby każdy mógł się wypowiedzieć.
                • kinga2110 Re: Czy jestem złą żoną 22.02.08, 12:09
                  Źle postawiłam pytanie "czy jestem złą żoną?" Właściwie to chodziło mi o ocene
                  tej konkretnej sytuacji, a raczej dnia, a nie ocene całego mojego życia. Nie
                  miałam akurat z kim pogadac, a chciałam się komuś wyżalić. Myślałam: napisze
                  sobie wątek na forum, ponarzekam sobie z innymi na mężczyzn :) A wyszłam na
                  jakąś idiotke, co głodzi dzieci i męża i nie umie zająć się domem, co
                  oczywiście nie jest prawdą. Ale nie mam ochoty się już tłumaczyć.
                  Na szczęście są jeszcze takie osoby jak realistka i pare innych, które coś
                  rozumieją. Dzięki.
                  • memphis90 Re: Czy jestem złą żoną 29.02.08, 11:25
                    Kinga, wiadomo, ze jak ktoś głaszcze nas po główce, to automatycznie ma rację, a
                    jak wytyka błędy- to się czepia i racji nie ma:) Ale takie zbiorowe narzekanie
                    "ale ci faceci są okropni, a już mój to szczegónie" nic nie daje, niczego nie
                    wnosi. Gdzieś się tam nie dogadujcie w zakresie obowiązków i warto by zmienić-
                    skoro z tego powodu się kłócicie. Z drugiej strony- skoro piszesz wątek na forum
                    musisz liczyć się z tym, ze zostaniesz oceniona tylko i wyłacznie na podstawie
                    tego, co napisałaś- nikt nie zna Ciebie na codzień. Skoro piszesz, że nie chce
                    Wam się iść na zwykłe zakupy i macie pustą lodówkę- to każdy czytający załozy,
                    że taka jest Wasza codzienna rzeczywistość.
              • memphis90 Re: Czy jestem złą żoną? 29.02.08, 11:19
                > Wiem, że może trudno ci w to uwierzyć, ale są też normalni, DOROŚLI faceci, któ
                > rymi nie trzeba dyrygować jak małymi dziećmi.
                A słyszałaś kiedyś o podziale obowiązków w małżeństwie? Przykładowo- skoro ja
                gotuję, bo chcę/lubię/tak-ustaliliśmy-nasze-obowiązki, to ja wiem, ze brakuje mi
                kurkumy, sosu sojowego czy mąki krupczatki. I nie widzę nic złego w tym, że
                proszę męża o kupienie takich właśnie produktów czy że piszę mu to na kartce.
                Nie wymagam, żeby dokonywał co wieczór inwentaryzacji kuchni. Z kolei facet może
                zająć się np. pilnowaniem opłat- dzięki temu ja mam ten problem z głowy.

                > I może właśnie dlatego mój facet nie czuje się w domu jak w hotelu z darmową ob
                > sługą
                Mój też nie.
            • kicia031 Re: Czy jestem złą żoną? 24.02.08, 18:47
              A niby kto wysyła męża po zakupy, pokazuje mu
              > palcem gdzie trzeba posprzątać, pamięta o wizytach dzieci u lekarza.

              No jak sie ma za meza niepelnosprawnego imbecyla, to moze tak trzeba robic. Ale
              to, ze twoj maz jest sprawny inaczej, nie oznacza, ze wszyscy mezczyzni sa
              sprawni inaczej.
          • kinga2110 Re: Czy jestem złą żoną? 20.02.08, 14:23
            Ohohoho, nie zaglądałam na ten wątek, a tu takie rzeczy......
            Po pierwsze nie użalałam sie nad sobą, to nie był płaczący wątek,
            starałam sie go napisac w nieco żartobliwy sposób, ale widocznie nie
            każdy tak to zrozumiał.

            Nie mam zamiaru skakac koło męża tylko dlatego, ze jest facetem i
            zarabia. (Ja pracuje trzy razy w tygodniu) Jeżeli dla was bycie żoną
            i matką oznacza, że chcecie się urobic po łokcie. Prosze bardzo,
            wasza sprawa. Ja nie mam zamiaru.
            Na zakupy chodze codziennie jak zaprowadzam młodego do przedszkola
            i kupuje tylko produkty potrzebne mi na jeden konkretny dzień. Lubie
            codziennie kupowac świeże. Właśnie po to mamy tyle sklepów i tak
            długo otwartych, żeby zrobic zakupy o każdej porze i w każdy dzień
            tygodnia. To akurat była sobota więc nie szłam do przedszkola
            dlatego nie chciało mi sie ruszac z domu.
            Jeżeli ktoś lubi jeśc tygodniową śliską wędline, albo podsuszony
            ser to nic mi do tego. Ja wole miec mniej , ale świeże i nie muszę
            nic wyrzucac.

            Ktoś napisał, ze z lenistwa zabraliśmy dzieci do brykolandu, zeby
            sie nimi nie zajmowac. Hahahhahh. Weż sobie kobieto rozbrykanego
            dwulatka do brykolandu to pogadamy.
            Ja wole zapewnic moim dzieciom jakieś rozrywki, albo pobawic się z
            nimi, wyjśc gdzieś niż stac pół dnia przy garach i latac cały dzień
            ze ścierką.

            Ps. Dlaczego zawsze jak napisze jakiś wątek na forum to nie mam już
            ochoty na następny?????
            • kinia.0 Re: Czy jestem złą żoną? 20.02.08, 14:36
              To ja już ci współczuję myślenia. Co powiesz jak facet przyjdzie i
              powie że rzuca robotę bo nie chce się urobić po łokcie tylko dlatego
              że jesteś kobietą i siedzisz w domu.Może też powinien iść tylko trzy
              razy w tygodniu do pracy?Ja jestem żoną i matką i wcale się nie
              urabiam po łokcie.On zarabia pieniądze a tobie ciężko zrobić obiad
              lub kolację? takie to ciężkie zajęcie?
              • kinga2110 Re: Czy jestem złą żoną? 20.02.08, 14:43
                Kinia, moze nie doczytałaś, a moze nie napisałam, ale zupa była,
                chodziło tylko o kolacje dla niego.
                Jeżeli tobie odpowiada taka rola to ok. Ja pracuje trzy razy w
                tygodniu, niedługo na cały etat, niech sie mąż przyzwyczaja :)
                Nie jest mi ciężko, jemu też nie jest cieżko jak sobie sam śniadanie
                czy kolacje zrobi.
                Ja jestem cały czas z dziecmi, on sie nimi zajmuje jak jestem w
                pracy. Ja chodze z dziecmi do lekarza, płace rachunki, sprzątam,
                robie pranie. Zaprowadzam, przyprowadzam z przedszkola. Dzielimy sie
                obowiązkami
                • kinia.0 Re: Czy jestem złą żoną? 20.02.08, 14:55
                  Robisz to bo nie pracujesz narazie na całym etacie,czyli masz więcej
                  czasu niż twój mąż.Trudno żeby twój mąż brał urlop żeby zaprowadzić
                  dziecko do lekarza skoro ty w domu jesteś no bez przesady.Jeśli zupa
                  była(nie napisałaś tego-napisałaś że miał pretensje że nie zrobiłaś
                  obiadu więc domyśliłam się że o tę zupę chodzi) to facet po prostu
                  chciał się przyczepić i tyle.Ja bym zgrzała mu tej zupy i już,jak by
                  coś powiedział że coś nie tak to bym mu spokojnie przypomniała że
                  miał sobie kupić coś na kolację a że tego nie zrobił to niech je to
                  co jest.
            • kinga2110 Re: Czy jestem złą żoną? 20.02.08, 14:36
              "poza tym.. ciągłe pytanie czy iść na zakupy, czy robić obiad.. no
              ludzie kochani..
              pewnie mnie zakrzyczycie, trudno.. ale uważam że jak już byłaś z
              dzieciakami to trzeba było wstąpić do spożywczaka i kupić co trzeba,
              a nie zawracać gitarę mężowi, skoro sobie poszedł na piwo.."

              Jak już pisałam nie lubie wyrzucac jedzenia dlatego pytałam czy coś
              potrzebuje, bo to co miałam w tej nieszczęsnej lodówce wystraczyłoby
              mi i dzieciom do nastepnego dnia. Bo czasem bywa tak, ze mąż nie ma
              ochoty na dwa dania (ja z dziecmi wogóle prawie nie jadamy drugiego,
              dzieci jedzą zupe z miesem i to im wystarcza, bo straszne z nich
              niejadki tak jak ze mnie :) dlatego zawsze pytam czy będzie jadł,
              żeby się nic nie marnowało. Nie każdy lubi odgrzewane kotlety czy
              sznycle.

              A druga częśc twojego posta mnie po prostu rozwaliła. Mąż przed
              telewizorem u kupla, a żona ma z dzieciakimi pod pachą do sklepu
              leciec żeby biedaczek nie był głodny. No proszę Cie.....Ja ma dwoje
              dzieci, nie troje
              • kinia.0 Re: Czy jestem złą żoną? 20.02.08, 14:49
                No to macie problem,albo polubić chodzenie codziennie do sklepu
                jeśli się lubi świeże i żeby się nie marnowało,albo zrobić zakupy na
                trzy dni w piątek(bo z tego co piszesz w tygodniu nie ma z tym
                problemu) i jeśli coś się zmarnuje to przymknąć oko i wyrzucić albo
                kotom oddać(też chcą jeść).Po co pytasz męża czy będzie jadł? to
                chyba oczywiste pytanie tylko co będzie jadł.
            • hrabina_murzyna Re: Czy jestem złą żoną? 20.02.08, 14:50
              To skoro codziennie i tak latasz do sklepu i stoisz w kolejce to
              może kup przy okazji coś dla męża. Faceci też muszą jeść!
              • kinia.0 Re: Czy jestem złą żoną? 20.02.08, 14:57
                Brawo hrabina-nie dośc że facet chodzi codziennie do roboty kasę
                przynosi to jeszcze jeść w domu nie ma co.
                • hrabina_murzyna Re: Czy jestem złą żoną? 20.02.08, 15:01
                  No a co ma się zmarnować! :)
                • kinia.0 Re: Czy jestem złą żoną? 20.02.08, 15:10
                  To w sumie po co im lodówka?wogle nic nie kupywać na zapas,bo lubi
                  się świeże,tylko rano lecieć po bułki i kilka plasterków
                  wędliny,wszystko w takich ilościach żeby nic nie zostało.Obiad też
                  zrobić tyle żeby od razu zjeść,a wieczorkiem skoczyć po coś na
                  kolację.Przecież po to ma się tyle sklepów i całodobowo pootwierane
                  że lodówka to zbędny mebel.Przypomniała mi się reklama Żabki.Tylko
                  kto będzie to przynosił,skoro do sklepu iść chętnych nie ma.
          • memphis90 Re: Czy jestem złą żoną? 29.02.08, 11:12
            > może was to zaskoczy, ale małżeństwo i dorosłe życie nie polega na tym, że się
            > biega od spożywczaka do warzywniaka a po pracy cały dzień zasuwa się przy garac
            > h.

            Nie? Ale dorosły człowiek potrafi sam zatroszczyć się o swoje gary i swoją
            lodówkę, zeby nie chodzić głodnym. A jak ma się dzieci, to tym bardziej się o
            takie przyziemne i dziecinne pierdoły dba.

            Ja rozumiem, że dla
            > was dorośnięcie do małżeństwa oznacza że kobieta zasuwa na dwa etaty, zapewnia
            > obiadki, zakupy, organizuje dom?
            Nie, nie oznacza. Ale dorosłosć i małżeństwo oznacza tyle, że nie patrzę już za
            mamusią czy inną służącą, która za mnie zrobi pranko i obiad pod pysk podetknie.

            > To jak sobie współczesne małżeństwa organizują swoje obowiązki to tylko i wyłąc
            > znie ich sprawa.
            Chyba jednak nie tylko ich, skoro się żalą potem na forum, jak to im źle w tym
            małżeństwie i jak dom przypomina bardziej burdel na kółkach, niż wypieszczone
            mieszkanko mamusi.

            >Nie wiecie jakie zwyczaje panują w jej domu i jak
            > ona i mąż dzielą się obowiązkami.
            Bo z postu wywnioskować można, że nijak. Jednemu się nie chce, drugiemu się nie
            chce, każde łapie za jakąś kanapkę i ma do drugiego pretensje o brak zakupów.

            Uczepiłyście się tylko tego co jest w jej lo
            > dówce i stwierdziłyście, że to dowód na jej lenistwo i brak organizacji, bo nie
            > pasuje wam do waszej wizji poświęcającej się dla domu matki polki.
            Ojejeku, jejku, aleś mnie teraz przejrzała! Tak, tak, ja nawet podczas pisania
            tego posta jedną ręką huśtam wózek, a nogą froteruję podłogę... Byle pan i
            władca był zadowolony, jak wróci do domu!

            > Zdejmijcie klapki z oczu, są różne modele związków i każdy ma prawo żyć tak jak
            > mu wygodniej.
            No to niech każdy nie żali się na forum, ze jest mu źle i niech nie pyta o rady.
    • kinia.0 Re: Czy jestem złą żoną? 20.02.08, 14:28
      i tak codziennie ci się nie chce? czy to tylko raz na jakiś czas?
      Jeśli codziennie to może lekarz by pomógł,może masz depresje czy
      coś. Z tym brakiem organizacji to zgadzam się z niektórymi którzy
      się wypowiadali,skoro już wyszliście z domu z dziećmi do brykolandu
      to nie rozumiem dlaczego nie zrobiliście zakupów? Skoro nie
      ugotowałaś nawet zupy,a facet przecież powiedział że zupa może być
      na obiad to ty się nie dziw że się wkórzył.Bo gdyby była zupa to byś
      mu ją zgrzała na kolację i po kłopocie.Rozumiem że nie zawsze jest
      ochota na gotowanie itd,każdy ma prawo mieć gorszy dzień itd ja też
      takie miewam i nie gotuję ale zawsze mam coś w zapasie,różnego
      rodzaju mrożonki itd.Skoro facet miał coś kupić a nie kupił to
      trzeba było mu zrobić jajecznicę z kiełbasą a nie ironicznie pytać
      to co mam ci zrobić chleb z masłem?
      • mrozonka82 Re: Czy jestem złą żoną? 20.02.08, 15:16
        a ja napiszę inaczej- nie wchodząć w takie szczegóły jak koleżanki

        zdecydowaliście się na jakiś układ: on pracuje- ty jesteś z dziećmi
        i prowadzisz dom
        on ze swojej roli jak rozumiem się wywiązuje- spędza min. 8h w
        firmie, nieźle zarabia (radzicie sobie, utrzymujecie z jego pensji
        dom, siebie i dwójke dzieciaczków), ma stałą pracę, chodzi do niej-
        nie miga się- a to czego się podjął-> realizuje
        a jak wygląda Twoja rola? zdecydowaliście wspólnie o tym,że macie
        dwójke dzieci, o tym, że Ty się nimi zajmujesz jak i domem
        czy naprawdę nie masz sobie nic do zarzucenia? czy odwalasz dobry
        kawał roboty? czy tylko minimum? czy tylko tyle ile musisz/ trzeba?

        staram się nie oceniać, nie każdy jest super zorganizowany,
        punktualny, ma chęć poświęcania się etc... z mojego punktu widzenia:
        tracisz czas na codzienne zakupy, ten czas mogłabyś lepiej
        spożytkować
        z własnego doświadczenia mogę szczerze polecić zamawianie zakupów
        spożywczych przez internet (np. www.a.pl, albo www.hipernet24.pl) -
        nie stoisz w kolejkach, nie dźwigasz ciężkich siatek, panowie wnoszą
        zakupy do kuchni, płacisz kartą i o nic się nie martwisz ;)
        pozdr
        • mikams75 Re: Czy jestem złą żoną? 20.02.08, 21:45
          tylko jeszcze duze znaczenie ma to, czy kazdy dzien tak wyglada, czy dziewczyne
          po prostu ogarnelo chwilowe lenistwo.
          Ludzie w biurach tez czesto przychodza i sa nieproduktywni.
          Ona tez byla w domu z dziecmi wiec wg tej teorii wywiazala sie z obowiazku.


          Do zalozycielki watku - zorganizujcie sie lepiej, to nie bedziecie miec takich
          sprzeczek. Przeciez np. papier toaletowy nie skonczyl sie nagle. Widac bylo od
          jakiegos czasu ze go ubywa.
      • madziaq Re: Czy jestem złą żoną? 21.02.08, 12:55
        A co, do faceta to nawet ironicznie się nie można odezwać? Bo kasę do domu
        przynosi? Dziwne podejście. Zdarza mi się, że siedzię w domu, bo np wcześniej
        wrócę z pracy albo mam urlop i WłAśNIE dlatego, że mi się nie chce ubierać i
        wychodzić, dzwonię do męża, że jak będzie wracał to niech kupi coś na obiad,
        bułki na jutro na śniadanie, albo nieszczęsny papier toaletowy. Ba, jak
        przyjdzie bez tego i okaże się, że zapomniał, to zanim się rozbierze z kurtki i
        butów, wyganiam go z powrotem na dół do sklepu, żeby to jednak kupił. Tyle, że u
        nas to działa w obie strony. Mąż też czasem tak robi.
    • sylwuniaw Re: Czy jestem złą żoną? 20.02.08, 22:00
      Ja rozumiem, że faceta nie trzeba za mocno rozpieszczać. Czemu ja mam mu robić kolację, a nie jemu?
      Ale jedno mi sie narzuciło, co w takim razie jedzą wasze dzieci jak nikomu sie nie chce do sklepu wyjść?!!!!
    • trusia29 Re: Czy jestem złą żoną? 24.02.08, 22:04
      Nie wiem czy zła. Nie ocenaiłabym w tych kategoriach, wszytsko
      zalezy, jaki macie podział rol. U nas ja robię zakupy (czasm wysyłam
      męza z kartką) i jak dotąd nie zdarzyła się sytuacja, żeby nie było
      co zjeść na kolacje...
    • magfab4 Re: Czy jestem złą żoną? 27.02.08, 08:28
      ale się usmiałam :-)
      ja należę do tej mniejszości, która zrozumiała żartobliwy ton
      Twojego watku. nie rozumie tylko dlatego zamiast włączyć kobiecą
      solidarność, większośc się na Tobie wyżywa, jaka to okropna jesteś,
      a mi się z tego smiać chce.
      więc ja ci odpowiem - mąż przesadza.
      małym dzieckiem nie jest, i sam sobie może zakupy zrobić, kolacje i
      całą resztę, i jak dla mnie nie ma to znaczenia czy ona zarabia na
      wasz dom, czy Ty, co ma piernik do wiatraka?! Ty też pracujesz - w
      domu , prowadzenie domu to tez praca - helo!! - i też masz prawo do
      wolnego, i jednego dnia może Ci się poprostu nie chccieć.
      pozdrawiam Cie serdecznie
      • kaade Re: Czy jestem złą żoną? 29.02.08, 09:29
        Pewnie, że nie jesteś złą żoną. Ale zasasdniczo chyba się nie
        przemęczasz;). Ale kto powiedział, że musisz. Niepotrzebne chyba
        były tylko te telefony. A mąż znając Ciebie i stan lodówki mógł
        kupić sobie coś do jedzenia w drodze od kolegi. Albo zamówić
        pizzę.
      • kinga2110 Re: Czy jestem złą żoną? 04.03.08, 00:31
        Magfab4. Dzięki za Twoją wypowiedź, bo już się zastanawiałam gdzie
        ja trafiłam. Człowiek sobie napisze wątek na forum to Ci się
        idealne matki i żony przyczepią do wszystkiego. Jak nie do lodówki
        to do telefonu. Bossszeeee.

        Pewnie sobie mój watek przyczepiły na lodówce, zeby ich mężowie
        pamięatli jakie skarby mają w domu. W końcu mogli trafic na taką jak
        ja. HEHEHEHE
    • memphis90 Re: Czy jestem złą żoną? 29.02.08, 11:01
      Dla mnie to wszystko dziwne jest. Obydwoje chcielibyście mieć dom jak z reklamy
      czekolady do kanapek, ale każde oczekuje, ze to się stanie samo. Szczególnie
      razi mnie to jadanie osobno- mąż coś tam sobie zrobi, ja wstawię jakąś zupę albo
      i nie, na zakupy nie chce się iść nikomu... Każdy sobie, każde osobno, za to z
      pretensjami. Moze nie jest to rada, która automatycznie rozwiąże 100% problemów,
      ale może zacznijcie razem, jako rodzina, choćby kolacje czy obiady w tygodniu, a
      weekendy takze wspólne śniadania? I podczas tych posiłków po prostu pogadajcie
      ze sobą, ustalajcie na bieżąco plan dnia, aktualne potrzeby?

      Po drugie- ostatnia kłótnia. Wychodzi facet raz na pół roku do kumpla, a Ty go
      ścigasz co pół godziny " a kiedy wrócisz?", "a czy już", "a idź w grodze
      powrotnej do sklepu"... Więc zostawia świetną zabawę przy piwie, wychodzi na
      totalnego pantoflarza, wraca do domu- i niemal w drzwiach słyszy pretensje, że w
      lodowce tylko masło i światło. No, wybacz, mnie by też cholera wzięła i to
      nielicha....
      • agataku Re: Czy jestem złą żoną? 01.03.08, 19:49
        > Po drugie- ostatnia kłótnia. Wychodzi facet raz na pół roku do
        kumpla, a Ty go
        > ścigasz co pół godziny " a kiedy wrócisz?", "a czy już", "a idź w
        grodze
        > powrotnej do sklepu"... Więc zostawia świetną zabawę przy piwie,
        wychodzi na
        > totalnego pantoflarza, wraca do domu- i niemal w drzwiach słyszy
        pretensje, że
        > w
        > lodowce tylko masło i światło. No, wybacz, mnie by też cholera
        wzięła i to
        > nielicha....

        O, to, to! To mi się rzuciło w oczy, kiedy czytałam post autorki.
        Nie wyobrażam sobie sytuacji, że facet pyta ją, czy pozwoli mu wyjść
        z domu (raz na pół roku, bo ona nie lubi), a potem jeszcze jest
        kontrolowany co pół godziny. Horror! Na jego miejscu teżbym się
        wkurzyła!
        • kinga2110 Re: Czy jestem złą żoną? 02.03.08, 10:50
          Przeczytałam sobie teraz mój pierwszy post i stwierdziłam, że
          rzeczywiście wiele osób mogło odnieśc złe wrażenie. Ale czasem
          trudno jest opisac coś tak, żeby było dokładnie, a nie wdawac się w
          za bardzo w szczegóły.
          KONKRETNIE CHODZIŁO O TO, ZE SKORO POWIEDZIAŁ, ZE SOBIE COŚ KUPI(JA
          I TAK SZŁAM DO SKLEPU I MOGŁAM KUPIC), A NIE KUPIŁ,WIĘC O CO MIAŁ
          PRETENSJE.
          Jeżeli by powiedział, że ma ochote na drugie danie (na zupe wszystko
          miałam w domu) to poszłabym do tego sklepu nawet jakby mi się nie
          chciało. Ja dla siebie i dzieci miałam kupione więc rozchodziło się
          tylko o niego.
          Niestety mój mąż jest wybredny (co mnie właśnie bardzo wkurza) , bo
          jakby nie był to zrobiłabym jak radziły niektóre forumowiczki: czyli
          odgrzałabym mu zupe, albo zrobiłabym jajecznice, kanapki z serem
          zółtym, smażoną kiełabase czy cokolwiek. Ale nie, bo on był
          niezadowolony, ze nie ma wędliny. A jeszcze gorsza rzecz, która
          mnie u niego wkurza jest taka, ze jak wędlina leży w lodówce dwa dni
          to on już jej nie ruszy dlatego nie kupuje na zapas. Dlatego chodze
          codzinnie do sklepu w drodze do przedszkola. Tylko ze względu na
          niego. Ale nie jest to dla mnie wielkim wilekim problemem.
          A jeśli chodzi o jego wyjścia. To był taki okres zły między nami,
          jakieś dwa lata temu, że on łaził z kolegami co tydzień, a ja
          siedziłam w domu cały dzień z dziecmi. Wogóle on nie robił nic, a ja
          wszystko. I były z tego kłótnie. Dlatego teraz mam uraz. I obiecałam
          sobie, ze muszę coś zmienic. I zmieniłam. Nadal robie wiele rzeczy
          tylko wyłącznie dla niego, żeby był zadowolony, ale teraz również on
          robi wiele, zebym ja był zadowolona. Tylko jeszcze czasem zdażają
          sie takie sytuacje.
          Kiedys starałam sie byc idealna, dwudaniowy obiad, zawsze
          posprzątane itd itd, skakałam koło niego jak głupia i byłam wiecznie
          zła. Teraz moze nie zawsze jest wszystko tak jak trzeba, ale
          przynajmniej ja mam lepsszy humor, dzieci są bardziej zadowolone, bo
          mam dal nich więcej czasu i dla męża mam wiecej ciepłych uczuc.
          Dlatego stwierdzam, że lepiej byc troche leniwą, ale zadowoloną niż
          się przemęczac i nic z tego nie miec.
          Ale każdy ma prawo do swojego zdania.
          • kol.3 Re: Czy jestem złą żoną? 02.03.08, 11:24
            Droga Kingo, to co się dzieje u Ciebie w domu, to zwykłe
            przeciąganie liny - kto kogo zdominuje. Mąż próbuje Cię zagonić do
            prac domowych i obsługiwania go - "bo on pracuje". Ty pracujesz
            zawodowo jakby mniej, a pracy w domu się u nas nie liczy. Nie daj
            się. Żony obsługujące mężów zazwyczaj nie są szanowane. Nikt nie
            szanuje służacych. Pan przychodzi z pogaduch u kolegi po piwku, a
            tu przykładna żoneczka wjeżdża na stół z kolacją - taką osobą można
            najwyżej pogardzać.Jak mąż wychodzi gdzieś wieczorem i nie wraca o
            przyzwoitej porze - nie dzwoń i nie dopytuj się kiedy wróci, skoro
            on nie zadał sobie trudu aby zatroszczyć się o Twój komfort
            psychiczny. Skoro chce jadać to co lubi, niech uczestniczy w
            zakupach. Nie kupi - nie będzie jadł. W związkach, w których nie ma
            chwilowo mowy o partnerstwie takie rozwiązania są niezbędne.
          • kena1 Re: Czy jestem złą żoną? 03.03.08, 20:12
            Ty nie jesteś złą żoną, ale nienormalną żoną!! "Pozwoliłaś" mu iść do kolegów
            mimo, że nie lubisz jak on gdzieś wychodzi??!! Przecież to dorosły człowiek a
            nie małe dziecko, które musi prosić o pozwolenie na wyjście gdziekolwiek! Może
            po prostu przywiąż go do kaloryfera, to wtedy nawet raz na pół roku nigdzie nie
            wyjdzie, a Ty będziesz miała tak jak lubisz. Faktycznie dobrze, że nie macie
            dzieci, tak jak piszesz, biedny facet będzie mógł się od Ciebie uwolnić, jak już
            będzie miał dosyć trzymania na smyczy...
    • helter-skelter Tak jesteś. 29.02.08, 19:42

    • sakada Re: Czy jestem złą żoną? 01.03.08, 12:04
      Służącą jego jesteś czy żoną? Zdecyduj się.
    • funstein Re: Czy jestem złą żoną? 02.03.08, 17:57
      to czy jestes zla zona podlega wylacznie d
      ocenie Twojego meza.
      zadne opinie forumowych kolezanek nie maja tu zadnego znaczenia.
      Jesli Twoj maz uwaza, ze jestes zla to jestes zla zona.
      bo jestes JEGO zona a nie kolezanek na forum.


    • mala-beti Zła nie, ale.. 02.03.08, 19:48
      Wiesz jak czytam to co piszesz to dochodzę do wniosku, że nie jesteś
      złą żoną tylko jesteś jakimś leniem.
      "zwlekam się z łózka", "nieche mi się" itd..
      Boże kobieto, jak to czytam, to nie chciałoby mi się ztobą siedzieć,
      sory taka prawda. Gdzie twoja energia do życia? Ja gdybym miała
      opisać nasz dzień to zaczęłabym:
      -wstajemy o 8/9. Jemy razem śniadanko i wychodzimy. Robimy razem
      zakupy .... robię pyszny obiadek, jemy, wychodzimy na spacer/do
      znajomych itp.- to w sobotę i niedzielę.
      A na tygodniu- mąż wstaje o 6. robi sobie śniadanie i wychodzi do
      pracy, ja wstaję o 8 , po powreocie mężą z parcy jemy obiad ,
      popołudniu robimy zakupy na następny dzień, razem wybieramy co
      chcemy jeść itd itd....
      Jesteś nudną żoną, nie złą. A to różnica.
      • anusia29 Re: Zła nie, ale.. 03.03.08, 12:37
        heh, ciekawa jestem, czy masz dzieci... moje zycie tez było tak
        poukładane i miałam tyyyyyyleeee energii - do czasu, gdy nie urodził
        się Mały :)
        • mala-beti Re: Zła nie, ale.. 03.03.08, 13:05
          No to współczuję może warto coś zmienić.. Pozdrawiam
          • anusia29 Re: Zła nie, ale.. 03.03.08, 13:36
            Już wiem, że nie masz dzieci... przy dzieciach nie da się tak
            wspaniale poukładac weekendów czy popołudnia, bo a to danego dnia
            pójdzie wcześniej spać w południe/nie pójdzie w ogole/ obudzi się
            przed śiwtem/ dostanie temepratury/ zwymiotuje/ zbuntuje się, itp. i
            całe misterne plany biorą w łeb. Poza tym przy dzieciach można już
            nie mieć na coś ochoty, bo np. ząbkuje, jest chore, a Ty nie spisz
            już drugą/trzecią noc (sama lub na spólkę z mężem)
            Stąd życie z dzieckiem jest inne - i tu nie bardzo jest co i jak
            zmieniać, dlatego Twoja rada dla autorki wątku jest bezuzyteczna. Ty
            możesz miec tak uporządkowane plany, ona już nie.
            • mala-beti Re: Zła nie, ale.. 03.03.08, 15:08
              A kto powedział, że życie musi być uporzadkowane???
              I piszesz mi wymieniasz co sie dzieje z dziemi jakbym nie wiedziała.
              Wychowywałam od początku i opiekowałam sie moją młodszą a później
              najmłodszą siostrą..
              A chodzi o to jakie ma nastawienie do życia :baaardzo pesymistyczne
              i nastawione na "nie".
              Mam kilu takich znajomych i omijamy ich szerokim łukiem,
              Wolimy przebywać w towarzystwie osób pozytywnie i z wiarą
              nastawionych do zycia.Bo my oboje tacy jesteśmy Tacy istnieją
              wyobraź sobie.Znam osobiście dużo takich osób i z takimi się
              spotykamy (mają dzieci)
              Jak się chce to się uda. A nie:" wszystko się skończy jak pojawią
              się dzieci"... "zobaczycie jak to jest".
              Masakra.
              To po co wy się na nie decydujecie jak wam tak życie psują.???
              • merdak Re: Zła nie, ale.. 03.03.08, 15:31
                Rany boskie, ale dyskusja o niczym. Wyobraź teraz sobie, że wyrwałaś się raz na
                pół roku do koleżanki, gadasz jak najęta - bo takie zaległości, odpoczywasz od
                rodzinki (każdy tego potrzebuje czasami), a tu telefon się urywa. A to o której
                wracasz, a to papieru zbrakło (o której wracasz ?). Nikt nie lubi, jak go się co
                chwila za smycz ciągnie. Każdy by się wkurzył, każdy bez wyjątku. Gdyby on
                zrobił to tobie, byłby wątek pt. on ogranicza moją wolność, ośmiesza mnie przed
                przyjaciółką i nie ma za grosz zaufania. Ja też zrobiłabym awanturę, uwierz. A
                że argumenty w awanturze czasami nie mają nic wspólnego z tym, co naprawdę nas
                boli...
                P.s. jak wybredny, to niech sam kupuje codziennie wędlinę. Ja bym nauczyła
                szybciutko szacunku do mojej pracy. Ale do tego trzeba szanować również jego.
                • mala-beti Re: Zła nie, ale.. 03.03.08, 16:59
                  To chyba nie do mnie koleżanko kilka "pieter" wyżej:)
                  • merdak Re: Zła nie, ale.. 03.03.08, 17:05
                    tak, ma wyczerpująca wypowiedź adresowana jest do autorki wątku. Źle mi się
                    kliknęło, przepraszam.
              • anusia29 Re: Zła nie, ale.. 04.03.08, 09:13
                Tu nie chodzi o pesymistczne nastawienie do zycia, jesteśmy
                optymistami. I NIGDZIE nie napisałam, że dziecko psuje mi życie -
                czytaj uważnie!
                Chodzi o to, że nic nie jest już takie samo co nie znaczy, że jest
                gorsze !- jedne kwestie są trudniejsze inne przynoszą nieznaną do
                tej pory radość. Do kwestii trudniejszych zalicza się pewnen brak
                przeiwdywalności, który utrudnia planowanie wszystkiego (czyli np.
                Twoje zakupy o okreslonej porze w tygodniu, potem obiadek, potem
                znajomi, itp. , co jako rodzaj wzoru na zorganizowanie podajesz
                autorce wątku - w jej przypadku jest to trudnowykonalne)
                Z całym szacunkiem - nie porównywałabym opieki (nawet intensywnej)
                nad siostrami do wychowywania własnego dziecka - to dwie rózne
                rzeczy. jako siostra nie odpowiadasz za wiele kwestii, a jedynie
                opiekujesz się dzieckiem.
                • mala-beti Re: Zła nie, ale.. 04.03.08, 10:14
                  :) Ojej, ale pisząc tekst o planach nie miłam na myśli że mam
                  zaplanowne kiedy wychodzimy po zakupy kiedy jemy.. itd bo to jest o
                  różnych porach i mi to nie przeszkadza. Chodziło mi tylko o przekaz
                  informacji tej dziewczyny(kobiety), był taki jak ona
                  rozleeenniiiwiiooonny :)
                  pozdrawiam
                  • elka.net Re: Zła nie, ale.. 04.03.08, 13:01
                    Zgadzam sie z mala-beti. Autorka postu wszystko robi jakbyz laski...no bo
                    wylazla w koncu z tego lozka i zastanawiam sie czy przy dzieciach sie da tak
                    byle jak z niego wyjsc. Ja mam 2 i wyskakuje jak torpeda przed 8. Jenego do
                    szkoly wysylam ,drugiego przebieram i robie sniadanie. Nie moge sobie pozwolic
                    na lenistwo w lozku.
                    Sadze ze w ytym malzenstwie jest bardzo nudno, problemy dnia codziennego i jakas
                    frustacja psuja wszystko a wystarczy wziac dzieci za reke, meza pod pache i
                    wyjsc do parku kaczki pokarmic.Troche checi do zycia, troche zaangazowania i nie
                    chodzi tu czy ktos jest czyims sluzacym ale o szacunek do drugiej osoby i
                    poszanowanie Jego pracy. Skoro maz rano wstaje by isc do roboty to wybaczcie mi
                    korona z lba nie spadnie jak Mu zrobie kolacje jak z tej pracy wroci...
                    • mala-beti Dokładnie 04.03.08, 13:47
                      No nic dodać nic ująć . Tak bym właśnie to opisała:)
                      Pozdrawiam
                      Beata
                    • kinga2110 Re: Zła nie, ale.. 04.03.08, 13:52
                      Własnie czekałam kto się wreszcie do mojego spania przyczepi :)
                      Lubie sobie pospac to fakt, ale zazwyczaj wstaje koło siódmej.
                      Jedynie jak mąż jest w domu to moge sobie dłużej poleżec. Czy to coś
                      złego????
                      Czytajcie dokładnie cały watek, albo wogóle nie komentujcie.
                      W któryś tam moim poście napisałam o co mi dokładnie chodziło, po
                      prostu opisałam to w taki, moim zdaniem, nieco żartobliwy sposób.
                      Naprawde nie sądziłam, że prawie wszystkie forumiczki zaczną sie
                      czepiac jakiś tam szczegółów.
                      Nie wiecie jak wygląda moje życie, bo go nie opisałam. Opisałam
                      tylko jeden dzień. A niektóre bardzo mądre Panie twierdzą, że mogą
                      mnie oceniac na podstawie jednego wątku.
                      Jednak wróce do pisania pamietnika, wypisze się, ulży mi, a nie będe
                      musiała czytac głupich komentarzy.
                      • mala-beti Re: Zła nie, ale.. 04.03.08, 14:08
                        Nie denerwuj się Kinga:) wiesz każdy ma swoje zdanie i uwierz, ze po
                        tym jak to napisałaś tylko takie wnioski się nasuwały.
                        Ale owszem opisałaś jeden dzień, reszty nie znamy..
                        Pozdrawiam
                        • elka.net do Kingi 04.03.08, 14:46
                          Kinga nie chcialam Cie urazic w zaden sposb, Opisalas jeden dzien, wiec i ten
                          dzien analizujemy.
                          Nie mowie ze jestes zla zona, czy On jest zlym mezem,bo nie mi osadzac po jednym
                          wpisie. Oprocz tej Twojej wiadomosci tu na forum nic o Tobie nie wiemy wiec i
                          osadzac nie jest Nam dane.
                          Pamietaj,ze nie ma domu bez lomu a kij ma zawsze 2 konce-prawda stara jak swiat.
                          Nuda zagoscila w Waszym domku i brak checci do czegokolwiek.
                          sadze ze gdybys miala taka mozliwosc (gdyby nie bylo dzieci) spakowalabys sie na
                          klika dni i w nogi gdziekolwiek by odetcnhac i zaczerpnac swiezego powietrza.
                          Czasem tak jest ze jak dzieci dadza Nam w kosc to sie noga w domu nie chce
                          kopnac do tego dochodzi znudzonym zyciem rodzinny facet i awantura gotowa.
                          Ja radze wyjsc...gdzies z mezem-chocby na spacer to tego parku, bo mimo iz
                          wychodzicie do tej sali zabaw to jednak jest to czas dla dzieci-wy je tylko
                          pilnujecie.
                          Czasem zakupy na centrum sa fajna sprawa do posmiania sie,do wyglupow-My czesto
                          tak sie bawimy i jest wesolo.
                          Kinga czasem wyjscie do kolezanki na kawe a maz w tym czasie z maluchamiw domku
                          niech posiedzi- Ty byles w tamtym tyg. u kolegi Ja wychodze do kolezanki- wiesz
                          moze godziny wieczorne odpadaja ale zawsze mozna w sobote w poludnie sie umowic
                          na kawke w jakiejs restauracji.
                          Nikt nie ma na mysli ze jestes zla zona, czy tez Twoj maz jest zlym
                          mezem...tylko zagubiliscie sie i zanudziliscie soba- to tyle!
                          • kinga2110 Re: do Kingi 04.03.08, 21:08
                            Ja po prostu za bardzo biore wszystko do siebie, za bardzo się
                            przejmuje. Raz się bronie, raz atakuje, a raz się z tego śmieje. Po
                            prostu miałam ochote napisac taki luźny wątek, a zostałam bardzo źle
                            odebrana i nie dawało mi to spokoju.
                            Nie jest u nas jakoś super extra, ale nie jest też źle. Mniej więcej
                            wiem jakie błędy popełniam i razem z mężem staramy się żeby było
                            tylko lepiej. Niestety oboje mamy ciężkie charaktery i nie zawsze to
                            łatwo przychodzi.....
                            • elka.net Re: do Kingi 04.03.08, 21:48
                              Kinia nie ma domu bez lomu. To jest nie mozliwe by dwoje ludzi mieszkalo pod
                              jednym dachem i nawet nie wiem jak bardzo sie kochalo to i tak beda jakis
                              zgrzyty.Powiem Ci jeszcze ze moze jedno drugiemu nie chce robic przykrosci czy
                              tez mowic cos co zaboli ta druga osobe ale jestesmy tylko ludzmi i problemy dnia
                              codziennego, nawet jakis wysoki rachunek do zaplaty na juz potrafi Nas przybic
                              do muru i nerwy wtedy gotowe.
                              Sadze ze facetom pracujacym jest troche lzej, bo wychodza do "ludzi", maja
                              kontakt z kolegamiw pracy, pracownicze zycie i pewnie choc na moment zapominaja
                              o domu. A kobieta z dziecmi od rana do wieczora i w kolko to samo, pampersy,
                              obiad, kupki,zupki, Czasem jak pogoda dopisze to wyskok do piaskownicy. Ja
                              czasem sie smieje ze gdyby nie codzienny chleb to nie mialabym atrakcji w zyciu,
                              bo przynajmniej sobie wyjde hehhe. Teraz pracuje wieczorami od 18 do 20 i juz mi
                              lzej- poprostu wychodze i nie mam wyrzutow ze ich zostawiam ,bo psychicznie jest
                              to mi potrzebne.
                              Mam nadzieje ze z wiosna nastroje sie poprawia,ze smutki odejda i jakos inaczej
                              sie zrobi.
              • mamamamba mala-beti 05.03.08, 13:25
                chyba jestes bardzo mlodziutka ... i niewiele wiesz o zyciu :P owszem, dzieci to
                cud i w ogole sa najpiekniejsze i najwspanialsze, ale gdy ma sie kilka nocek z
                rzedu... to jest cudnie! i doskonale rozumiem autorke tekstu, ze jej sie nie
                chce! nie zawsze musi sie chciec. jak mi sie chce, to gotuje mezusiowi co dzien
                obiady do pracy super-hiper-wypas,ze wszystkim galy wylaza, a jak mam lenia pare
                dni to NIE i juz. pytaja wtedy,czy sie z zona poklocil.. :) ludzie, nie dajmy
                sie zaszufladkowac!
    • castr0 Re: Czy jestem złą żoną? 04.03.08, 23:10
      hehe :))
      Nie nie jesteś złą żoną :) ale licz się z tym, że jak tak dalej będziesz ciągnąć
      to pewnie Twój mąż znajdzie sobie "równoległą" narzeczoną, która go regularnie
      będzie karmić :)

      Faceci tak mają... ile w końcu można jeść na mieście...
      A w ogóle zamiast tracić czas na wypłakiwanie się na forum, lepiej byś ugotowała
      mężowi coś dobrego - na pewno było by mu miło i Tobie też;)
      • kol.3 Re: Czy jestem złą żoną? 07.03.08, 18:22
        CastrO, nie masz pojęcia jak długo faceci potrafią wytrzymać bez
        obiadków. Cale życie. Droga do serca męża wcale nie prowadzi przez
        żolądek. Najczęściej porzucane są dobre żony - dobre gospodynie,
        wychowujące dzieci, takie co to panu podstawią obiadek pod nos,
        opiorą go, oporządzą. Same sobie grób kopią.
        Jak żona nie gotuje, to mąż gotuje i jeszcze żonę chwali.
        • castr0 Re: Czy jestem złą żoną? 12.03.08, 12:11
          ciekawe skąd ta statystyka, że najczęściej porzucane są dobre żony ?:)

          A swoją drogą jak najbardziej zgadzam sie z tym, że facet jest w stanie
          wytrzymać bez obiadków całe życie - przecież ja napisałem, że znajdzie sobie
          "równoległą" koleżankę a nie zastępczą ;)
          Jak facet ma złą żonę to wcale nie musi oznaczać że ona jest brzydka, złośliwa i
          ogólnie "zła kobieta to jest". Wystarczy że jest leniwa, nie gotuje i zajmuje
          sie głównie "byciem zmęczoną" i facetowi systematycznie odechce sie wracać do
          domu. Zacznie się "dłuższe zostawanie w pracy", służbowe "wyjścia/wyjazdy" w
          weekend, potem samodzielne wakacje "bo trzeba trochę od siebie odpocząć
          przynajmniej raz w roku" ;))
          A najśmieszniejsze jest to, że zaczyna sie od "jedzenia na mieście" :))
          I wszytko sie kręci - małżonka tkwi w samouwielbieniu jaką jest wspaniałą żoną,
          a małżonek "strzela ja po rogach na mieście", w czasie miedzy obiadem a kolacją
          u drugiej narzeczonej.
          I wszyscy sa zadowoleni - także małżonka która nic nie wie :))
    • grubaska20 Re: Czy jestem złą żoną? 06.03.08, 13:08
      hmm.. w wizytówce piszesz, że spełniasz się jako kura domowa.. nie
      wiem, może ten wątek miał być żartem, ale z tego co piszesz, to
      sorry. przeczytaj to sobie i sama udziel sobie odpowiedzi. wiesz, ja
      nie jestem ideałem i nie zamierzam cie oceniać. powiem ci tylko
      tyle, że gdybym była facetem, wystawiłabym takiego trutnia za drzwi:)
    • sylel Re: Czy jestem złą żoną? 06.03.08, 23:36
      Kinga, wcale nie jesteś złą żoną.
      Uważam, że ty także ciężko pracujesz, tak samo jak twój mąż.
      To całkiem normalne, że czasami ci się coś nie chce i nie masz na coś ochoty.
      W życiu nie jest najważniejsze to co masz w lodówce,ale jak spędzasz z bliskimi swój czas.Pozdrawiam
      • kinga2110 Re: Czy jestem złą żoną? 08.03.08, 00:11
        Grubaska : całe szczęście nie jesteś facetem i to w dodatku moim :):)
        A wizytówke zakładałam chyba dwa lata temu, nawet zapomniałam , że
        ją mam. Wtedy jeszcze starałam się byc tą idealną żoną i matką.
        Teraz już się tak nie staram i dobrze mi z tym:)

        "W życiu nie jest najważniejsze to co masz w lodówce,ale jak
        spędzasz z bliskimi
        > swój czas" - tak, tak !!!!

        Najgorsza jest sytuacja kiedy taka biedna kobieta poświęca się w
        całości dla męża, dla dzieci. Dba o swój domek, o obiadki, pamięta o
        wszystkich tylko nie o sobie. Każdy ją chwali, jaka to dobra,
        gospodarna, zorganizowana żona. A jeśli powiedzmy mąż ją zostawi,
        dzieci dorosną to ona zostaje z niczym.

        Ja przynajmniej jakbym (tfu, tfu) się rozwiodła to nie powiem: "a ja
        temu dupkowi skarpetki prałam" :D:D:D:D
        • kinga2110 Re: Czy jestem złą żoną? 08.03.08, 00:19
          "Najczęściej porzucane są dobre żony - dobre gospodynie,
          wychowujące dzieci, takie co to panu podstawią obiadek pod nos,
          opiorą go, oporządzą. Same sobie grób kopią."
          O, własnie o to mi chodziło, tylko nie umiałam tego tak fajnie
          napisac:):)

          Ja mogę wiele zrobic dla męża(i uważam, ze robie wystarczająco
          dużo), ale muszę wiedziec, ze on również poświęca wiele dla mnie, że
          szanuje i docenia to co robie. A nie tylko dlatego, ze muszę bo
          jestem żoną.
    • salice26 Re: Czy jestem złą żoną? 22.03.08, 19:55
      a moze zaczniesz sie pytac meza gdy wychodzisz z domu czy kupic mu cos
      specjalnego na kolacje, moze po kilku takich razach on zacznie sie tym
      odwzajemniac tobie i tak dalej az bedziecie sie obydwoje starac zrobic nawzajem
      przyjemnosc :)
    • marita_ie Re: Czy jestem złą żoną? 29.04.08, 01:03
      Ja nie mam tego problemu bo lubie sama robic zakupy, dzieki temu wiem co mam w
      lodowce, gotowac tez lubie, ale sniadania i kolacje jadamy w innych
      godzinach/praca/wieckazdy sam sobie robi i nie czeka. obiady przewaznie gotuje
      ja ;-)
    • kozica111 Re: Czy jestem złą żoną? 01.06.08, 13:17
      Eeeeeeeeeeeee...nie jesteś zła żona...jesteś zła żona i zła matką....

      Dla dzieci mówisz są parówki, serek topiony i płatki...Kurcze, nie szalej tak....

      Boze jak to jest ze takim ludziom przychodzi do głowy zakładać rodzinę.
      • e.dyta Re: Czy jestem złą żoną? 03.06.08, 17:14
        OK...powiem tak:moze dlatego ze nie mieszkam w Polsce ,moze dlatego ze moj maz
        nie jest polakiem a moze dlatego ze jestem nie normalna ale szczesliwa zona,moj
        maz nie udaje ksiecia w domu gdzie musisz mu podac,przyniesc i pozamiatac ,nie
        musze robic z niego sieroty i pokazywac palcem gdzie posprzatac albo pokazywac
        ze guzik start uruchamia pralke...on doskonale wie jak zrobic porzadki w
        domu,fakt-nie umie gotowac -ale umie kupic jakis obiad jesli ja nie mam czasu
        nic zrobic albo nawet jesli czasem mi SIE NIE CHCE :)))(do cholery przeciez nie
        jestm robotem-mam prawo chyba czasem byc zmeczona...albo nawet leniwa...) i w
        domu dzielimy obowiazki np.on sprzata a ja w miedzyczasise ide na zakupy a potem
        idziemy na obiad albo do kina albo do lozka nie wazne...poprostu
        wspolpracujemy..i w ten sposob-
        *nie czuje sie jak kura domowa
        *daje mezowi okazje sie wykazec-faceci uwielbiaj jak sie ich chwali,wiec zawsze
        nawet jesli nie zrobi czegos jak bym zrobila sama chwale go
        *mamy wiecej czasu na wspolne relaksowanie sie :)))
        *mamy czysto w domu i PELNA lodowke w tym samym czasie..
        *umiemy razem zyc ze wspolnymi obowiazkami
        *zadne z nas nie czuje sie wykorzystywane i w ten sposob unikamy konfliktow
        *a czasem jak sie nam nic nie chce ..wyjezdzamy na weekend inie martwimy sie o
        zadne zakupy ani sprzatanie
        Fakt ,ze nie mamy dzieci ..ale wiem ze jak beda tez bedziemy wspolpracowac,
        dodam ze oboje pracujemy rowniez.Tak wiec dziewczyny..mysle ze na zdrowie
        wychodzi takie zycie..ale wiem ze z niektorymi sie tak nie da...dlatego tak
        pozno wyszlam za maz:)
        • zaba519 Re: Czy jestem złą żoną? 18.07.08, 13:22
          podpisuje sie pod slowami e.dyta!
    • zaba519 Re: Czy jestem złą żoną? 18.07.08, 13:17
      Odnosze wrazenie, ze zadnemu z was sie po prostu nic nie chce...a
      przeciez zycie we dwoje polega troche na staraniu sie dla siebie
      samego i tej drugiej osoby...zero wspolpracy:( zero starania:( zero
      pomocy:(

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka