kinga2110
16.02.08, 22:51
Rano:
Zwlekam się z lóżka około dziewiątej, mąż już nie śpi. Nie chce mi
się ruszyc na zakupy, jemu też nie. Więc pytam:
-co chesz na obiad?
-wystarczy zupa
-nie chce mi się iśc do sklepu
-to nie idź, ja pójde jutro rano
Zgadzam się chociaż wiem, ze raczej i tak ja pójde.
Popołudnie spędzamy z dziecmi w brykolandzie (takie centrum zabaw
dla dzieci)
Jak wracamy pytam czy kupic mu coś na kolacje, bo w lodówce tylko
kiełbasa i ser :) Mówi, ze nie, ze sobie sam coś kupi
Wieczorem:
Mąż pyta czy może iśc do kumpla pooglądac z nim film i wypic pare
piw. Zgadzam się chociaż nie lubie jak gdzieś wychodzi, ale to było
jego pierwsze wyjście do kolegi od chyba pół roku.
Zresztą u mnie była koleżanka więc nawet mi pasowało.
Około 20 zadzwoniłam zapytac o której będzie, mówi, ze gdzieś za
półtorej godzinki. Ok. Za pół godziny zadzwoniłam znowu , zeby
zapytac czy kupi papier toaletowy, bo ja zapomniałam i przy okazji
zapytałam o której będzie. Powiedział, ze za dwadzieścia minut.
Przyszedł i pyta czy zrobie mu jakąś kolacje, co raczej żadko robie,
zazwyczaj sam sobie coś przygotowywuje. Ale oczywiście nic sobie nie
kupił. Więc zapytałam, to co mam ci zrobic chleb z masłem?
A on jak sie wkurzył, że ja nie zrobiłam zakupów, że nie ma nic do
jedzenia, że nie zrobiłam obiadu, że dzwonie co chwile do niego, ze
nigdzie nie może wyjśc. Ze on przyszedł do domu, zeby ze mną
posiedziec, a mi się nie chce mu nawet kolacji zrobic itd itp
I tu moje pytanie, czy ja jetem taka zła żona rzeczywiście czy on
przesadza???? Oczywiście jak ktoś coś z tego zrozumiał i dotarł do
końca wątku:)