Pomyliłam się....

03.04.08, 19:55
Witam....
Mój watek chyba nie jest nowością, ale chciałabym aby ktoś popatrzył
an amoje zycie z boku i ocenił czy właściwie postępuje...
Pogubiłam sie troche w zyciu i szukam wsparcia , pomocy sama nie
wiem ... moze tutaj ktoś obiektywnie oceni mnie...
Jestem mężatką od 8 miesięcy, zmężem zanmy sie od dzieciństwa,
razem chodziliśmy do szkoły( do tej samej klasy), nie przepadałam za
nim bo ciagle mi dokuczał... jednak miłośc nie wybiera- zakochałam
sie wnim w wikeu 17 lat i tak już zostało( traz mam 26 lat)... Było
cudownie, opiekował się mną, był ze mną w najbardziej dla mnie
krytycznym momencie mojego życia ( śmierć taty), wtedy uważałam , że
Kocham go i jemu chcę się poświęcić i spędzić z nim całe
życie...mimo że często dochodziło między nami do różnych spięć, ale
zawsze potrafił pierwszy wyciągną rękę, przeprosić i być ze mną...
Teraz jesteśmy małżeństwem, i od piewrszego dnia nie było jużtak jak
powinno być... Kłócilismy się nawet o to , ze poprosiłam go abyśmy
spędzili noc poślubną w domu mojej mamy- teraz często wypomina mi
to że cały ślub , przyjęcie było takie jak chciała moja mama i ja...
a nie tak jak on chciał... potrfaił cały czas przesiedziec przed
komputerm nawet w nocy, mówiąc że pracuje... ( kilka tygodni po
slubie) cały czas ma pretensje do mnie o moją mamę, że jest dla mnie
waąniejsza... Fakt , ze mam tez z tym problem( ale to juz inna
historia), ale martwie sie o mamę bo jest sama- tata nie zyje, i
często ją oddwiedzam , a jak już jestesmy u niej to mąż zawzse ma
pretensje , zę np.idziemy wszyscy razem do kościoła, bo moja mama
tak chiała- a to nieprawda... kilka razy uciekał ode mnie nawet w
nocy... stał sie po ślubie taki zimny, nie lubi imprez a do tego
jest taki nerwowy- nie wiem co mam robić, czasem to myślę aby się
rozwieść albo zniknąć zpowierzchni ziemi. Poprostu nie mam poczucia
bezopieczeństwa, ciągle boje sie go o cokolwiek poprosić zapytać-
przecież tak się nie da żyć... nie potrafię się cieszyc z tego
małżeństwa...
Co ma zrobić? odejść i nie ranić już siebie i jego... czy walczyć o
te miłość ale jak? nie wiem czy jeszce chcę, bo jesteśmy z dwóch
różnych światów ja romantyczka pragnąca prawdziwej miłości - a on
sama nie wiem na pewno egoista, który uważa, ze powinno robić się
wszystko dla siebie, on nawet nic nikomu nie pożycza nie ofiaruje
pomocy( jak już to bardzo żadko)...
    • monia76 Re: Pomyliłam się.... 04.04.08, 09:37
      trudno diagnozowac na podstawie kilku zdan, ale Twoj maz
      najzwyczajniej w swiecie prezentuje focha i nieudolnie daje Ci znac,
      ze czuje sie niepelnoprawnym czlonkiem Waszego malzenstwa.
      szczerze mowiac, nie dziwie sie mu. rozumiem, ze czujesz sie
      odpowiedzialna za mame i chcesz jej wynagrodzic strate, ale chyba
      przeginasz w druga strone. pomysl ze spedzaniem w jej domu nocy
      poslubnej byl, delikatnie mowiac, nietrafiony i Twoj maz wykazal sie
      duza wyrozumialoscia zgadzajac sie na to. docen to.
      pamietaj, ze wychodzac za maz zalozylas nowa rodzine z mezem, nie z
      mama. to mezowi zlozylas jakas obietnice, ktorej teraz nie
      dotrzymujesz. pomysl o tym.

      moze zanim podejmiesz decyzje o rozwodzie, postaraj sie popracowac
      nad poczuciem wartosci meza w tym zwiazku. zadbaj bardziej o niego i
      pokaz mu, ze jest dla Ciebie najwazniejszy. sprobuj spedzac czas
      tylko z nim, zrobic cos co on lubi i rozmawiac, rozmawiac.
      nie mowie oczywiscie, ze masz tanczyc jak Ci maz zagra i reagowac na
      kazdego jego focha, ale, wydaje mi sie, ze tu ewidentnie Ty
      schrzanilas.

      mowisz, ze maz to egoista, ale moze to poprostu jego reakcja obronna
      na Twoje traktowanie? moze walczy "o swoje", probuje dostac ile sie
      da? poprobuj go dowartosciowac i zobacz jak wtedy sie zachowa, czy
      rzeczywiscie jest egoista i mysli tylko o sobie. przypomnij sobie
      jak bylo wczesniej. wspominasz, ze byl dla Ciebie oparciem w
      trudnych chwilach, ze sie sprawdzil jako parter i przyjaciel. moze
      wiec nie mysli tylko o sobie, jak mowisz?

      radze najpierw ulozyc sobie relacje z mama na zdrowych zasadach. to,
      ze nie bedziesz spedzac z nia kazdej chwili Waszego wolnego czasu
      nie oznacza, ze ja opuscisz i jej zycie straci sens. mozesz okazywac
      jej swoja troske i przywiazanie w inny sposob, niekoniecznie
      niszczac Twoje malzenstwo.
      • exit.ka Re: Pomyliłam się.... 04.04.08, 09:44
        żeby napisać swoje zdanie na ten temat... musiałabym skopiować cały
        post moni76 :-)
        nic dodać nic ująć...
      • motylek4444 Re: Pomyliłam się.... 04.04.08, 10:18
        Też się podpisuję pod tym co powiedziała Monia76, racja w 100%.
        Teraz po ślubie to mąż powinien być na pierwszym miejscu a dopiero
        potem rodzice (w twoim przypadku mama), nie odwrotnie.
    • aserath Re: Pomyliłam się.... 04.04.08, 14:03
      to prawda, monia 76 trafiła w samo sedno, też się pod tym podpisuje.
      Powiem szczerze, ze czytając twój post od razu stanęłam po stronie męża - od
      momentu z tą nocą poślubną. Bez obrazy, ale gdyby mój mąż czegoś takiego ode
      mnie wymagał, to rozwód byłby szybszy niż cała ceremonia ślubna....
      • madziaq Re: Pomyliłam się.... 04.04.08, 17:55
        Jeśli nac poślubna = noc po weselu, to osobiście mogłabym ją spędzić nawet u
        smoka wawelskiego, byleby tam było łóżko, na którym można SPAć :D Nie wiem jak
        Wy, ale ja po zakończeniu wesela o piątej rano nie miałam najmniejszej ochoty na
        żadne czynności erotyczne :-P Może dom mamy był po prostu najbliżej, jeśli
        wesele nie było w hotelu czy innej instytucji, która by dała młodej parze nocleg.

        Poza tym nie lubię ludzi, którzy najpierw się na coś zgadzają, a potem
        wypominają to latami. Jeśli komuś coś bardzo nie pasuje to trzeba mieć jaja
        (nawet jak się nie jest facetem ;)) i powiedzieć, że takie rozwiązanie nie
        wchodzi w grę. A jak już się zgodzi to trochę niehalo potem przy każdej okazji
        robić z tego powodu drugiej stronie wyrzuty.
        • monia76 Re: Pomyliłam się.... 04.04.08, 18:47
          ja tez nie mowilam o seksie, bo, absolutnie sie zgadzam, ze malo kto
          po calonocnym weselu ma sile chocby pomyslec o tym. noc poslubna to
          jednak chwila symboliczna i jakos niefajnie spedzac ja w domu
          rodzicow. chlop sie zgodzil, bo byc moze nie widzial, ze tak jak noc
          poslubna cale wspolne zycie beda musieli spedzic z mama autorki
          postu (chocby w sensie mentalnym).

          • hesia3 Re: Pomyliłam się.... 04.04.08, 21:25
            Trudno ocenić kto winny, ale myślę, że spędzenie jakiegoś czasu
            tylko we dwoje bez pracy, obowiązków i osób trzecich (np. majowy
            wyjazd na kilka dni) dobrze wam zrobi. Tylko nie zabierajcie ze sobą
            mamy, bo przecież ona taka sama biedna zostanie. Choćbyś nie wiem
            jak się starała nie zastąpisz matce ojca. A za kilka lat będziesz
            równocześnie żoną, matką, córką, synową i do każdego z twoich
            członków rodziny należy tylko część twojego czasu. A jeszcze musisz
            zostawić sobie trochę czasu dla najważniejszej osoby w twojej
            rodzinie - dla SIEBIE. Z twojego postu wynika, że mąż potrafi
            rozumieć twoje problemy, a jego zachowanie w tej chwili to trochę
            obrona przez atak. Na tym forum jest wiele wątków na temat odcinania
            pępowiny między synkiem i mamusią. Niestety bywa to i w wersji
            żeńskiej.
          • memphis90 Re: Pomyliłam się.... 29.04.08, 14:39
            A ja miałam wesele do 1 w nocy- więc były i siły na noc poślubną:))
    • mariilka Re: Pomyliłam się.... 05.04.08, 00:19
      ja miałam podibny problem. i z mężem, i z mamą. Moja mama od zawsze
      kiedy pamiętam była sama, i jakoś tak chyba po ślubie podświadomie
      dążyłam do tego, żeby ona była taka szczęśliwa jak ja. Problem
      polega na tym, że małżeństwo to mąż i żona. Mamy, ojcowie,
      dziadkowie... ok, można im pomóc a nawet trzeba ale z umiarem! Kązdy
      musi żyć swoim życiem! Ja miałam szczęście, moja mama się
      zakochała!!! I od tej pory zajęła się sobą, a ja w końcu
      uświadomiłam sobie, że to iż była sama tyle czasu to był jej wybór.
      Skoro przez ponad 20 lat ni szukała partnera to musi być za to
      odpowiedzialna. Ani ja, ani mój mąż nie zastąpimy jej bliskości z
      przyjacielem, partnerem. Dlatego trzeba dbać o to, żeby mieć
      przyjaciół, znajomych, hobby. Teraz są różne możliwości/kursy,
      szkolenia, kluby dla osób na emeryturze/. Ty nie możesz się obwiniać
      o to, że twoja mama jest /być może/ nieszczęśliwa, a ona nie będzie
      żyła twoim życiem. więc najpierw uporaj się z mamą, a raczej ze
      stosunkami między wami, a zmężem powinno się ułożyć o ile się
      kochacie. Życzę powidzenia!!!
    • palmalka Re: Pomyliłam się.... 12.04.08, 15:23
      Ja twojego meza dokolanle rozumiem, tez bylam w takowej sytuacji, i
      to TY masz problem a nie on. ja po kilku latach byc słuzaca tesiowej
      i odtworzycielem jej (jedynie zreszta słusznych) pomysłów i "jej"
      ustawiania naszego zycia powiedziłam krótko,: ja sie pakuje a ty rób
      co chcesz, ja sie wyprowadzilam a moj maz musiał wybrac albo ja albo
      mamusia. No i wybrał. Zyjemy sobie szczesliwie 300km dalej od
      tesiowej, widzimy sie kilka razy w roku i jest git.

      A najbardziej podejrzane mi jest to ze tak bronisz swojej matki, bo
      samotna bo to bo tamto ??? sorry ale ani razu nie wspomianiałs o nim
      pocz tego jaki to on okropny jest.
      Wez dziewczyno przetnij pepowine i zyjcie sobie szczesliwe, a o mame
      to nalezy dbac tylko nie kosztem ukochanego.
      • zamszowa Re: Pomyliłam się.... 13.04.08, 19:06
        noc poślubna w domu mamy??????brzmi strasznie
    • de.bill Po*ebalo Cie? 15.04.08, 03:13
      Cale zycie ustawiasz pod mamuske - ze swoje to pies ci mo*de lizal, ale meza w
      to wciagasz?
      Po chole*e w ogole wychodzilas za maz?
      Moze jeszcze zapros mamusie do lozka - tatko juz pomarl, ale Twoj maz mamusi
      wygodzi braki ....

      Jak mozna byc takim bucem?
      I jeszcze 'biedna pokrzywdzona duszyczka' ma pretensje do meza ze nie chce
      tanczyc jak mu zagraja ....
      Chole*na egoistka uwaza sie za swieta Terese i ma czelnosc miec pretensje do
      faceta ze on chce miec normalne zycie a nie jakis toksyczny uklad i byc
      dodatkiem do tandemu meczenniczek pt. zonka/tesciowa

      OCZYWISCIE ZE ZLE POSTEPUJESZ !!!!
      Jestes glupia ges - glupsza, niz ustawa przewiduje!
      O meza/zone nalezy dbac, i po slubie rodzinka owszem, sie liczy ale przede
      wszystkim luby/a !!!!

      Fascynujace ze maz tyle z toba wytrzymal ....
      Jesli chesz zeby cos normalnego wyszlo z tego calego cyrku (noc poslubna u
      mamusi - padlem ....) to:
      - mamuska za drzwi
      - maz na piedestal!
      I nadrabiaj zaleglosci.
      Oraz wynagrodz facetowi jego meki z toba i mamuska ....
      • arichi Re: Po*ebalo Cie? 10.05.08, 22:58
        haha! Genialne.. Tak to powinno wygladac :) bez epitetow, ale lepiej
        wtedy dociera do glowy ;)

        Pzdr!
    • krygana Re: Pomyliłam się.... 25.05.08, 14:56
      cześć czytając tą opowieść czuje się jakby to było o mnie jestem z moim facetem
      4 lata teraz będziemy mieć ślub i za pare miesięcy dziecko! jestem załamana nic
      nie jest tak jak powinno być już sa problemy z kasą i wiele innych...... ciągle
      słyszę że się do niczego nie nadaje ma dość tych obelg nie mogę się uspokoić
      ciągle płaczę pisząc to bo przed chwilą było to samo kocham moje dziecko mimo ze
      jeszcze się nie urodziło ale przez te ciągłe łzy i smutek żałuje że ono jest nie
      chce zeby cierpiało razem ze mną:(((żyć mi się odechciewa nie widze żadnego
      sensu takiego życia
Pełna wersja