Dodaj do ulubionych

Juz go nie kocham

11.05.08, 12:03
Jak zerwać z chłopakiem z którym jestem od 5 lat?????????
Przemyślałam to sobie wszystko i jestem pewna że nie bede z nim szczesliwa jak
mu o tym powiedzieć żeby go nie zranić...co powiedzieć rodzicom oni myślą że
wszystko jest ok ale tak nie jest od jakiegoś roku próbowałam uratować nasz
zwiazek ale już nie mam sił. Zrozumiałam że nie chce juz z nim być... Co mam
zrobić?
Obserwuj wątek
    • deela Re: Juz go nie kocham 11.05.08, 17:32
      zerwac
      ja zerwalam po pieciu latach kiedy wszyscy raczej slubu wypatrywali
      latwo nie bylo ale jakos ofiar nie ma :o
      • pirelli666 Re: Juz go nie kocham 02.07.08, 21:02
        chyba DZIECIOM
        • kaska184 Re: Juz go nie kocham 13.08.08, 11:32
          Było ciężko ale w końcu zerwałam z nim pod koniec czerwca...oczywiście błagał
          mnie żebym tego nie robiła ze nigdy nie pokocha innej a tu proszę na ostatniej
          sobotniej imprezie widzę go z inną dziewczyną! Oczywiście nie mam do niego żalu
          cieszę się ze ułożył sobie życie;) Gdybym wiedziała ze tak się stanie zrobiłabym
          to dużo wcześniej ale bałam się że sobie coś zrobi zresztą wiele razy mi to
          powtarzał a rodzina cóż nie może tego przeżyć ale widzą że jestem szczęśliwsza.
          • enith Re: Juz go nie kocham 13.08.08, 20:49
            Kaska184, gratuluję podjęcia męskiej decyzji :)
            > mnie żebym tego nie robiła ze nigdy nie pokocha innej a tu proszę na ostatniej
            > sobotniej imprezie widzę go z inną dziewczyną!
            Ha, skąd my to znamy ;) Mi słowa byłego przy zerwaniu "nigdy nikogo więcej nie pokocham" kołatały się w głowie wyrzutem sumienia do czasu, gdy jakieś 4 miesiące po naszym zerwaniu eks oświadczył radośnie, że się zaręczył :D I po co był ten cały dramat i histeria? Że "łamię serce, że jestem miłością jego życia, że NIGDY WIĘCEJ SIĘ NIE ZAKOCHA, że coś sobie zrobi"? Też zerwałabym znacznie wcześniej, gdybym wiedziała, że doskonale da sobie radę sam, ale cóż...
            Cieszę się, że masz to już za sobą :)
            • kaska184 Re: Juz go nie kocham 14.08.08, 21:51
              też gdybym wiedziała że tak postąpi ja zrobiłabym to duzo wcześniej. Jak to
              kiedyś napisałaś "mądry polak po szkodzie" teraz się z tym zgadzam i cieszę się
              że mam to za sobą. Dziękuje Tobie i wszystkim za słowa wsparcia...mam nadzieję
              że spotkam jeszcze kogoś kogo prawdziwie pokocham pozdrawiam ;)
    • malgoszac odejsc jak najszybciej n/t 11.05.08, 18:05
    • horpyna4 Re: Juz go nie kocham 11.05.08, 18:10
      Trudno odpowiedzieć, bo to Ty najlepiej znasz chłopaka. Z jednymi
      jest tak, że najlepiej powiedzieć wszystko bez owijania w bawełnę,
      inni lepiej znoszą rozstanie, jak jest na raty: "dajmy sobie trochę
      czasu, bo nie jestem pewna, mam wątpliwości, rozstańmy się na
      trochę..."
      Czasem w trakcie takiego "chwilowego rozstania" zakręci się koło
      chłopaka jakaś "pocieszycielka" i problem z głowy.
      Nikt nie zdecyduje za Ciebie, bo Ty najlepiej wiesz, co on najlepiej
      przyjmie. A naprawdę nie ma na to reguły.
      • a_weasley Re: Juz go nie kocham 12.05.08, 09:17
        horpyna4 napisała:

        > "dajmy sobie trochę czasu, bo nie jestem pewna,
        > mam wątpliwości, rozstańmy się na trochę..."
        > Czasem w trakcie takiego "chwilowego rozstania"
        > zakręci się koło chłopaka jakaś "pocieszycielka"
        > i problem z głowy.

        Czy zgoła wokół obu stron się ktoś zakręci. Czasem obie strony dochodzą do
        wniosku, że jednak wolą siebie nawzajem. Czasem wręcz najpierw jedno, a potem
        drugie. Widziałem takie sytuacje, a i na chwilowego pocieszyciela co najmniej
        dwa razy wyszedłem.
        W każdym razie metoda zdaje mi się niezłą.

        > A naprawdę nie ma na to reguły.

        Święte słowa. Człowiek to nie ciągnik rolniczy.
    • enith Re: Juz go nie kocham 11.05.08, 23:21
      Zerwij i to jak najszybciej, bo skoro jesteś pewna, że twoje uczucie się wypaliło, pozostając w tym związku oszukujesz swojego partnera, a on chyba ma prawo (tak, jak i ty) do bycia szczęśliwym z kimś innym. Nie będzie łatwo (piszę z własnego doświadczenia). Mnie (po ponad czterech wspólnie spędzonych latach, planach zaręczynowych itd.) chyba najtrudniej przyszło powiedzieć rodzinie, która już widziała nas stojących na ślubnym kobiercu. Partner z kolei przyjął to bardzo źle (rozstanie było paskudne), ale wbrew temu co mówił (że się nigdy więcej nie zakocha, że łamię mu serce itd.), bardzo szybko się po rozstaniu pozbierał, właściwie szybciej, niż ja. Po latach wiem, że była to jedna z najlepszych decyzji w moim życiu, choć też chyba jedna z najcięższych, jakie musiałam podjąć. Moja rada jest taka: zerwij i wyjaśnij dlaczego. Bądź szczera. Opisz swoje uczucia/ich brak, podziękuj za wspólnie spędzone lata, za dobre chwile w waszym związku. I pod żadnym pozorem nie dawaj mu fałszywej nadziei, że może ci się odwidzi i kiedyś będziecie razem. Zerwij definitywnie, bo tylko to pozwoli wam obojgu szybko się pozbierać i zacząć żyć na nowo. Rodzinę poinformuj krótko i rzeczowo, bez wdawania się w szczegóły (powód zerwania to wyłącznie twoja sprawa, rodzina nie musi wszystkiego wiedzieć). I daj sobie czas. Popłacz, jeśli musisz. A potem zacznij żyć na nowo. Powodzenia.
      • kaska184 Re: Juz go nie kocham 12.05.08, 20:30
        No własnie najgorsze w tym wszystkim to że bede musiała powiedzieć o tym
        rodzinie oni myślą że wyjde za niego i że jest między nami ok a tak nie jest.
        Moja mama go uwielbia nawet bardziej niż ja. i chyba dla nich przetrwałam z nim
        tyle z nim po nie potrafiłam z nim zerwać tylko nosiłam to w sobie. Ale teraz
        mam tego już dosyć i sił na to wszystko
        • enith Re: Juz go nie kocham 12.05.08, 21:51
          Kaska184, ja też zwlekałam z zerwaniem właśnie ze względu na moją mamę. Teraz wiem, jak głupie to było, bo przez to straciłam czas z nieodpowiednim facetem i przy okazji nabawiłam się siwych włosów. Zerwanie kosztowało mnie wiele nerwów (do teraz mi się to wszystko śni, choć to już prawie sześć lat), nie miałam wsparcia od nikogo, moja rodzina w ogóle się nie spisała. Moja mama, wyobraź sobie, kazała mi "natychmiast przeprosić się z M., bo zerwanie to na pewno jakaś moja chora fanaberia". Wciąż mam do mamy żal o jej słowa, ale cóż, było - minęło. Po zerwaniu, gwarantuję ci to, poczujesz niesamowitą ulgę, jakby ktoś zdjął ci z ramion ciężar. Od tego momentu będzie naprawdę lepiej, a i rodzina przyjmie to prędzej czy później do wiadomości. Pamiętaj: to TWOJE życie i to ty będziesz ponosić konsekwencje swoich wyborów. Ja, gdybym posłuchała mamy i położyła uszy po sobie, pewnie już byłabym po rozwodzie, a z pewnością na najlepszej drodze do niego. Nie pozwól, by troska o dobre samopoczucie innych przysłoniła ci to, co jest dobre i ważne dla CIEBIE.
        • triss_merigold6 Re: Juz go nie kocham 14.05.08, 18:14
          To trudno, że mamusi będzie przykro. Zapewne jakoś to zniesie.
          Chcesz dla radości mamusi brać ślub i potem szarpać się z rozwodem?
        • wielorak Re: Juz go nie kocham 23.07.08, 22:36
          a czy rodzice planują za ciebie życie? będziesz z nimi dzielić resztę życia?
          sorki ale nie rozumiem takich panienek jak ty. chce być mądra i dorosła a nie
          rozstanie się z facetem do którego nic nie czuje bo co rodzice powiedzą. ufhm
    • aserath Re: Juz go nie kocham 14.05.08, 15:14
      szczerość przede wszystkim! z każdym - z facetem i rodziną. Szczerość i tyle.
    • kaska184 Re: Juz go nie kocham 23.05.08, 22:35
      A więc zrobiłam pierwszy krok ...powiedziałam mu że peklo coś we mnie i nie
      potrafie tak jak było kiedyś, że ta sytuacja jest chora(nie pozwalam mu się
      dotykać, całować...) a on na to że poczeka że nawet jesli tak ma być to nic on
      to wytrzyma tylko żebym była z nim... przecież to wszystko jest chore...
      • enith Re: Juz go nie kocham 24.05.08, 00:40
        Rany boskie, jak to czytam to doznaję deja vu. Przerobiłam tę samą sytuację 6 lat temu: zanik uczuć, niemożność przełamania się do fizycznego kontaktu, obietnice partnera, że poczeka, a potem, że zgadza się na tę sytuację, bylebym go nie zostawiła. I też wydawało mi się to chore. I też to ja musiałam zrobić pierwszy krok, by tę chorą sytuację przerwać. Jeśli ty nie podejmiesz decyzji o odejściu, on też tego nie zrobi i będziecie oboje nieszczęśliwi. Daj wam obojgu szansę na związki, gdzie będzie i miłość, i pasja, i pożądanie, bo w obecnym, jeśli twoje uczucia wygasły, już tego nie znajdziesz.
        • semprasola Re: do enith 18.06.08, 13:23
          cześć:) a możesz powiedziec dlaczego zerwałaś? co było tego
          przyczyną, co spowodowało, że uczucie sie wypaliło? Ciekawi mnie to,
          ponieważ mam (chyba) podobną sytuację. Jestem z chłopakiem od 4
          lat,na popczątku dosłownie nosił mnie na rekach, było cudownie,zero
          problemów. Później oczywiście spadły nam różowe okulary, zaczęły sie
          jakies kłótnie, ale porzeciez to normalne w każdym związku. Chodzi o
          to, że od pewnego czasu moje uczucie przygasło do małej iskierki.
          Powodem jest to,że mój chłopak jest strasznie marudny, zrobił sie
          okropnym bucem, który wkurza się o byle pierdołę. Wczoraj np. jak
          robiłam koktajl to opieprzył mnie,że nie zauważytłam,że mikser jest
          źle skręcony, tylko ostatnim razem on go mył i nie dokręcił go
          specjalnie, żeby dobrze wyschnął, ale cała wina spadła na mnie.
          codziennie mamy kilka takich małych spięć, wydawałoby sie że to
          pierdoły, ale właśnie, te pierdoły tak mi życie uprzykrzają, że już
          mam tego dosyćalbo np. jest strasznie pedantyczny i cokolwiek bym
          nie zrobiła to chodzi za mną i sprawdza czy poprawnie cos zrobiłam
          czy nie, no do szału mnie to doprowadza. Zauważyłam ostatnio,że nie
          czuje do niego tego co kiedyś,właśnie przez to jaki jest. Nie da sie
          tak wszystkiego zwerbalizować, ale takie małe drobnostki mogą
          spierniczyć największe uzczucie. Strasznie mi smutno z tego powodu,
          bo z drugiej strony dobrze mi z nim, ale coś mi podpowiada, że jak z
          nim zostanę, to takie problemy będę miała na każdym kroku. A w tym
          wszystkim najlepsze jest to,że jak ja mu coś tłumacze,co mi nie
          pasuje, co mnie denerwuje, to on niczego nie rozumie. Czuje się
          bezsilna.
          • enith Re: do enith 18.06.08, 18:05
            Semprasola, nie istniał jeden powód zerwania. Jak sama napisałaś, całe mnóstwo malutkich spraw, które "spierniczyły największe uczucie". Ja popełniłam podstawowy błąd w postaci zaangażowania się w związek na odległość i widząc partnera raz-dwa razy w miesiącu po parę dni (moje zjazdy), chyba nie do końca zdawałam sobie sprawę z pewnych różnic, które nas dzieliły. Po trzech latach takiej szarpaniny między dwoma miastami i dwoma domami zamieszkaliśmy razem i początkowo było super. Później zaczęłam zauważać, że partner ma wady, które ciężko było mi zaakceptować, a których nie widziałam na etapie naszej znajomości na odległość. Okazało się, że mój eks nie potrafi się niczym cieszyć, jest taki właśnie "bucowaty". Potrafił odmówić zjedzenia obiadu, który z trudem przygotowywałam pół dnia, bo... (ziemniaki za mokre, kotlety za suche, za zimne, za gorące - odpowiednie wstawić). Kiedy zdawałam naprawdę ciężkie egzaminy (prawo) i byłam jedyną osobą w 200-osobowej grupie, która zdała w pierwszym terminie, usłyszałam od niego: "jejku, wielka mi rzecz". Gdy zaczęłam samodzielnie uczyć się języka obcego i odkrywając jego zawiłości chwaliłam się małymi sukcesami partnerowi, słyszałam: "o matko, przecież każdy głupi to wie". Przykre to było, że partner, zamiast cieszyć się z moich sukcesów, umniejszał je, dyskredytował. Często poprawiał mnie w towarzystwie, pouczał lub strofował ("za głośno rozmawiasz, za głośno się śmiejesz, za głośno tupiesz" itd.) No i jeszcze kilka innych spraw, jak: kompletna niemożność zrobienia czegoś dla kogoś bezinteresownie (i wściekanie się na mnie za wolontariat), pogardliwe wyrażanie się o moim tacie, pracowniku fizycznym ("robol") i, przykro mi to pisać, zapuszczenie się. Próby przekonania go do wyjścia na rower, spacer czy siłownię kończyły się hasłem: "nie akceptujesz mojego ciała". A mnie najzwyczajniej zaczęła przerażać perspektywa bycia z kimś, kto o siebie nie dba i w wieku dwudziestu kilku lat ma solidną nadwagę i kompletnie nic z tym nie robi. Oczywiście odbiło się to na naszym łóżku, a potem potoczyło się z górki. Zerwałam i była to najlepsza decyzja w moim życiu, choć, jak pisałam w postach wyżej, także najtrudniejsza.
            Wiem, jak trudno podjąć decyzję o odejściu, ale jeśli teraz są rzeczy, które cię irytują i nie potraficie ich naprawić, później będzie już tylko gorzej. "Bucowatość" pogłębia się z wiekiem - mój eks, choć byliśmy razem, gdy mieliśmy po 20 lat, był mentalnym staruszkiem. Mąż, która ma 45 lat ma w sobie więcej życia, niż mój eks kiedykolwiek miał. Nie jestem krytykowana na każdym kroku, śmiejemy się po 100 razy dziennie i po prostu czuję, że żyję. Czego i tobie życzę :)
            • semprasola Re: do enith 19.06.08, 11:56
              Dokładnie.Podjęcie decyzji o końcu związku jest niesamowicie trudna,
              tym bardziej jeśli nam zależy, ale nie widzimy szans na poprawę. Ja
              w dodatku(czego w sobie nienawidzę) jestem osobą tak niezdecydowaną,
              że nigdy nie wiem co wybrać. Miotam się między młotem a kowadłem, a
              czas leci i leci, lata upływają. Wiesz, zdałam sobie sprawę, że od
              dłuższego czasu chodzą mi po głowie myśli typu "mam go dość" "nie
              chcę już z nim być" "chciałabym spróbować z kimś innym" To, że tak
              często te myśli mnie nachodzą, chyba o czymś świadczy, chociaż
              wcześniej do końca sama sobie nie zdawałam z tego sprawy. Jestem
              coraz bliżej zerwania, ale musi jeszcze ta decyzja we mnie dojrzeć.

              U mnie jest troche inaczej niż u Ciebie było, mój chłopak potrafi
              mnie docenić, bo Twój wyraźnie nie potrafił, (co może wynikało z
              zazdrości,że Ty byłaś zawsze zaradna, pracowita, osiągałaś sukcesy,
              dbałaś o siebie, a jemu się nie chciało), ale chciałby sobie mnie
              podporządkować, żebym wszystko robiła tak jak on chce, ogórek kroiła
              w ten sposób a nie inny,zmywała naczynia wtedy kiedy on chce, nawet
              kochała się w tym miejscu, w którym on chce, bo jak nie, to
              przewraca oczami i robi skwaszoną minę, co momentalnie psuje mi
              nastrój i odedechciewa się wszystkiego, i tak właśnie się zaczyna,
              jedna pierdółka po pierdółce, aż w końcu tyle tego narosło, że mam
              dośc. Mój chłopak jest taki,że lubi dominoiwać w związku, lubi
              rządzić, z czym ja nie umiem sie pogodzić, nie wiem może stąd te
              wszystkie nieporozumienia.
      • deela Re: Juz go nie kocham 24.05.08, 21:26
        no jakbym swojego eksa slyszala.... nie daj sie wrobic w zwiazek na sile!
        • kaska184 Re: Juz go nie kocham 29.05.08, 10:59
          A co powiedzieliście później swoim byłym facetom i po jakim czasie?
    • olaferson Re: Juz go nie kocham 16.06.08, 08:31
      Hey Tak naprawdę wszystko można naprawić. Czy wzięłaś pod uwagę że mogło między
      wami dojść do rutyny i teraz ciężko to przezwyciężyć. Po pięciu latach związku
      to normalne ale czy naprawdę chcesz to zakończyć. Jeśli Facet zrozumiał co było
      miedzy Wami nie tak to warto by było mu trochę odpuścić i myślę że znów wróciła
      by namiętność i spontaniczność. Ważne tylko czy istnieje jeszcze w Tobie
      iskierka tego uczucia żeby Twój partner mógł poczuć i rozniecić płomień miłości
      na nowo. :) Tego Ci Życzę z całego serca.
      • hesia3 matki nie są takie głupie 17.06.08, 08:22
        Jestem matką i jakby z boku obserwuję związek mojej córki i związki
        jej rówieśników. I nauczona błędami innych staram się zachować
        dystans do partnera córki, aby jeżeli zaistniałaby taka sytuacja jak
        u ciebie, było jej łatwiej. Błędem matek jest całkowite wciąganie do
        rodziny chłopaka córki. Zabieranie go ze sobą na wakacje, i na
        imieniny babci itp. Stworzenie takich więzów utrudnia potem naszym
        dzieciom wyplątanie się jeżeli uznają, żę to jednak pomyłka.
        ps. Bardzo lubię chłopaka córki i będę szczęśliwa jeżeli to będzie
        jej mąż, ale to jest jej decyzja nie moja
        • enith Re: matki nie są takie głupie 18.06.08, 18:12
          Hesia3, jesteś w takim razie wyjątkową matką :) Moja wyszła z założenia, że mój pierwszy partner będzie także ostatnim i śmiertelnie się na mnie obraziła, gdy zerwałam. Co ciekawe, mój chłopak nie był jakoś szczególnie "wciągnięty" w życie mojej rodziny. Mam nawet wrażenie, że pogardzał moją mamą "kurą domową" i tatą "robolem". Mimo to, mama znieść nie mogła myśli, że mam kogoś innego i dała mi to wyraźnie do zrozumienia. Jeśli kiedyś sama będę matką, chcę traktować partnerów moich dzieci, tak jak ty to robisz, bo chcę by moje dzieci uniknęły przynajmniej częsci tych dylematów, które ja miałam w związku z zerwaniem. Aż strach pomyśleć, ile małżeństw zawartych zostało z powodu oczekiwań rodzin, choć obiektywnie nie powinny zostać zawarte.
    • kaska184 Re: Juz go nie kocham 23.06.08, 15:35
      No to chyba wpadłam po same uszy... gdy juz zebrałam sie w sobie zeby powiedzieć
      mu to co czuje robiłam to małymi krokami on wczoraj chciał mi dać pierścionek.
      Oczywiscie nie przyjechał tłumacząc mu że za tydzień dam mu odpowiedz. jak mam
      mu powiedzieć że nie chce z nim być...Tak strasznie sie tego boję
      • enith Re: Juz go nie kocham 23.06.08, 19:49
        Wiesz co, Kaska184? Zastanawiam się, czy nie jesteś przypadkiem mną sprzed 6 lat... Ja, dosłownie na parę dni przed zerwaniem, też prawie dostałam pierścionek. Był to taki ostatni desperacki gest mojego eks na zatrzymanie mnie. Gdybym pierścionek przyjęła, dziś pewnie byłabym po rozwodzie i ze zjechaną psychiką. Kaśka, im dłużej zwlekasz z zerwaniem, tym gorzej. Facet widzi, że przymierzasz się do poważnych zmian (odejście) i wyjeżdża z pierścionkiem, żeby jeszcze trudniej było ci to zakończyć (na zasadzie: "ja ciebie tak kocham i chcę się z tobą ożenić, a ty zrywasz??") Nie pozwól, by twoje uczucia do niego, cokolwiek to jest - przywiązanie, przyjaźń, były przez niego wykorzystane przeciwko tobie. Ty doskonale wiesz, co masz zrobić: masz zerwać, krótko i konkretnie. Podziękować za wspólne lata, wyjaśnić, czemu nie widzisz was razem w przyszłości. Wysłuchać, co partner ma do powiedzenia (co raczej nie będzie przyjemne). Oznajmić, że twoja decyzja jest ostateczna, przemyślana i nie zmienisz zdania. I to wszystko. Będzie trudno, ale wierz mi, szybko poczujesz się lepiej, bo sama dojdziesz do wniosku, że jedno masz życie i nie możesz go zmarnować na związek w którym masz takie wątpliwości. Jeśli masz ochotę pogadać, napisz na pocztę gazetową. Pozdrawiam.

        (też) Kasia ;)
        • akirka Re: Juz go nie kocham 01.07.08, 20:04
          Czuje się, jakbym czytała własna historię sprzed 2 lat. u mnie było
          dokładnie tak samo - wypalenie uczucia, komplenta niechęć do
          kontaktu fizycznegi, kłótnie.
          Byliśmy razem prawie 5 lat, do tego moi rodzice, mimo, że specjalnie
          nie uwielbiali mojego eks, spodziewali się, że będę miała jednego
          chłopaka całe życie.
          Zerwałam szybko (on oczywiście wyczuł co się stanie i również mówił
          o tym, że zamierza dać mi pierscionek..łapał sie ostatniej deski
          ratunku..) i to było najlepsze rozwiązanie.
          po zerwaniu on nie dawał mi spokoju - codzienne teelfony, błagania o
          spotkanie itp. byłam twarda i ani razu już sie nie spotkaliśmy.
          obecnie mam cudownego faceta, z którym rzeczywiście planujemy
          zaręczyny i wiem, że on jest tym jednym.
          Powodzenia życzę, trzymaj się
    • mikrusek2007 Re: Juz go nie kocham 01.07.08, 20:23
      Kochana, jak go nie kochasz, to chyba sama wiesz, co masz zrobić.
      Chyba nie sądzisz, że ktoś na tym forum Ci napisze: może jednak z nim zostań.
      Sama tego nie chcesz i myślę, że już podjęłaś decyzję. Historie, które tu
      dziewczyny napisały, mam nadzieję dadzą ci do myślenia i dodadzą odwagi w
      przeprowadzeniu kończącej ten związek rozmowy.
      To Twoje życie i zrób tak, żebyś była szczęśliwa.
      • diabel.pl Re: Juz go nie kocham 02.07.08, 13:59
        wpelni sie zgadzam zebys jak najszybciej z nim zerwala
    • bobosia Re: Juz go nie kocham 02.07.08, 20:00
      witaj,
      postanowilam sie dopisac do Twojego watku, bo mam taka sama sytuacje. tyle ze ja z moim sie usiluje rozstac od jakichs 4 lat (jestesmy razem 7 lat). ale on mi nie pozwala. mieszkamy u mnie, wiec moja wyprowadzka nie wchodzi w gre. jakies piec lat temu mu powiedzialam po raz pierwszy ze to koniec, ale jakos tak zostalismy razem, chyba sie jeszcze ludzilam i faktycznie nie bylam gotowa odejsc.
      wrocilismy do mojego miasta po studiach, pracujemy, i od roku usiluje sie go "pozbyc". przepraszam za brzydkie slowo, ale juz inaczej nie umiem. argumenty ze to koniec do niego nie docieraja. zyjemy obok siebie, nie romawiamy ze soba, nie dotykamy sie, ale on nie chce sie wyniesc. dla mnie ta sytuacja jest bardziej niz chora. do tego doszly mi klopoty w pracy i ze zdrowiem i od kilku tygodni intensywnie mysle o samobojstwie, bo nie mam juz innego pomyslu na uwolnienie sie od niego. nie kocham go juz, nie jest dla mnie wsparciem, nigdy nie byl. choc to dobry i porzadny czlowiek, to partnerem zyciowym jest marnym, traktuje mnie jak matke. o mnie nie ma kto zadbac, nie mam wsparcia, takich "zyciowych plecow". czuje sie jak w wiezieniu, nie moge sobie zyc po swojemu, bo mam wyrzuty sumienia ze go zostawiam samego w domu. on jest w tym miescie nowy, ale pracujac tu juz 1,5 roku nie znalazl sobie zadnych znajomych, po pracy siada przed komputerem i w nim cos dlubie albo oglada seriale. jedyni znajomi jakich mamy to moi znajomi, z czego wiekszosc sa to ludzie poznani w nowej pracy, a nie tylko starzy znajomi sprzed studiow.
      dziewczyny, ja juz nie wiem co mam zrobic. czuje sie jak w wiezieniu, jak w potrzasku, jak niewolnik. w dodatku nie jestem niezalezna, bo on jezdzi moim samochodem do pracy, bo ma dalej. dla mnie oznacza to wstawanie o nienormalnej porze i siedzenie po godzinach w pracy, zanim on po mnie wroci. dla siebie samochodu szuka juz poltora roku, ale chyba nie chce go znalezc. ja juz naprawde nie moge :((( nie chce tu kokietowac, ale naprawde nie widze dla siebie innego wyjscia niz nalykanie sie tabletek, wtedy dopiero sie uwolnie chyba.
      jego stanowisko: "ja cie kocham, jestem do ciebie przywiazany" i "to nie jest tak latwo sie wyprowadzic".
      moje uczucia: najpierw przestalam go kochac, potem lubic, teraz zaczynam nienawidziec. niestety dusze to w sobie i jest mi strasznie. pomozcie, doradzcie co zrobic, bo nie wiem co mam zrobic.
      • madziaq Re: Juz go nie kocham 04.07.08, 14:23
        Jakie tabletki, co ty za bzdury piszesz??? Jeśli mieszkanie jest twoje, a na
        pana nie działają argumenty, to zmień zamki. Wiem, brutalne, ale jeśli nic
        innego nie skutkuje... No sorry, ale on traktuje twój dom jak darmowy hotel,
        twoim samochodem jeździ do pracy i wymaga, żebyś dostosowała swoje życie do
        jego... A kiedy mu mówiłaś, że to koniec i żeby się wyprowadził to co on
        odpowiadał? Że nie, bo nie chce i już? Jaka była twoja reakcja? No nie wyobrażam
        sobie sytuacji, kiedy kazałabym się komuś wyprowadzić z MOJEGO mieszkania, a on
        by powiedział, że nie, bo nie ma ochoty... Oczywiście trzeba dać parę dni (nie
        lat!!!) na znalezienie sobie nowego lokum, spakowanie rzeczy itp. Ale odpowiedź
        negatywna po prostu nie wchodzi w grę.
      • arielta Re: Juz go nie kocham 10.07.08, 21:45
        Bobosia, Bój się Boga!

        Wyhodowałaś sobie coś w rodzaju garba, albo wręcz nowotworu. Taki
        pasożytniczy typ nigdy się nie wyprowadzi jeśli go brutalnie nie
        wyrzucisz. Nie ma zmiłuj, czasu na poszukiwanie mieszkania itp. Mial
        na to 4 lata.

        Akcja musi być jednodniowa. Piszesz, że ta sytuacja zdarzyła się w
        Twoim rodzinnym mieście. Sciągnij do siebie kogoś z rodziny, albo
        przyjaciół, jakąś zaprzyjaźnioną parę. Weź dzień urlopu nie mówiąc o
        tym prześladowcy, zamów na ten czas ślusarza i wymień zamki w
        drzwiach. Zawieź pasożyta do pracy, zabierz mu dokumenty samochodu i
        kluczyki pod pretekstem, że auto jest Ci potrzebne w celach
        służbowych. Spakuj jego rzeczy we wcześniej przygotowane kartony czy
        torby. Zadzwoń do niego i powiedz, że już u Ciebie nie mieszka.
        Rzeczy w dniu dzisiejszym wydadzą mu znajomi, kuzyn czy ktokolwiek
        to będzie.

        W ogóle się nie ujawniaj podczas tej eksmisji i nie gadaj z nim, bo
        on Cię zmanipuluje. Prędzej Cię wykończy niż sie wyprowadzi z
        własnej woli. Tylko metoda faktów dokonanych. Za żadne skarby nie
        wpuszczać go do mieszkania i nie wdawać się w dyskusję. Ty się w
        ogóle nie ujawniaj, bo nie podołasz tej sytuacji.

        Wierzyć się nie chce, facet przejął kontrolę na Twoim życiem,
        mieszkaniem i samochodem, a Ty myślisz o samobójstwie. Dla odmiany
        niech on teraz pomyśli o czarnych scenariuszach. Olej to
        seredecznie.
        Trzymaj się. Mam nadzieję, że go nie zameldowałaś w tym mieszkaniu!

    • zdziwiony23 Re: Juz go nie kocham 23.08.08, 09:59
      ZASTANAWIA MNIE CZY WŁAŚCIWIE INTERPRETUJESZ POJĘCIE MIŁOŚCI. LUDZIE
      POZNAJĄ SIĘ JEST CHEMIA ZAUROCZENIE CZŁOWIEK JEST SZCZĘŚLIWY I
      PODNIECONY. POTEM TO PRZERADZA SIĘ W PRZYWIĄZANIE I PRZYZWYCZAJENIE
      SIĘ DO DRUGIEJ OSOBY. BRAK JEST CHEMI SĄ OBOWIĄZKI:PRACA,OPŁATY I
      OGÓLNA RUTYNA ŻYCIOWA.TO PROWADZI DO TEGO ŻE PARTNERZY SIĘ MIJAJĄ W
      ZYCIU CODZIENNYM I TAK NAPRAWDE KAŻDY KTO JEST W ZWIĄZKU ZASTANAWIA
      SIĘ CZY TO TA/TEN. KAŻDY CZŁOWIEK MA MARZENIA I MYŚLI,ŻE JEST
      WYJĄTKOWY JEDNAK WCZEŚNIEJ CZY PÓŹNIEJ SPADA NA DÓŁ. JEŚLI TWÓJ
      ZWIĄZEK ZBUDOWANY JEST NA SOLIDNYCH FUNDAMENTACH CZYLI WIERNOŚCI I
      SZCZEROŚCI TO NIE NISZCZ GO. BO CIĘŻKO BĘDZIE CI SIĘ ODNALEŹĆ I
      WSZYSCY PRZYSZLI FACECI CHOĆ CHOĆ Z POCZĄTKU BĘDĄ 100% LEPSI OD
      OBECNEGO OKAŻĄ SIĘ 100% GORSI.BRAK CI BĘDZIE TEGO CO MASZ TERAZ.W
      DZISIEJSZYCH CZASACH NAPRADE CIĘZKO JEST ZNALEŹC PARTNERA NA CAŁE
      ŻYCIE. I NIE MA LUDZI BEZ WAD. ALBO LUDZIE SIĘ AKCEPTUJĄ ALBO
      ROZSTAJĄ. ZROBISZ JAK BĘDZIESZ CHCIAŁA TO TWOJE ŻYCIE ALE
      PAMIĘTAJ,ŻE TO TY PONOSISZ ICH KONSEKWENCJE. A JEŚLI ZDECYDUJESZ SIĘ
      NA ZERWANIE TO POPROSTU POWIEDZ ŻE JUŻ GO NIE KOCHACHASZ I SAM Z
      TOBĄ ZERWIE.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka