Rozwodnicza sonda :P

12.06.08, 22:16
Ciekawam ile z młodiutkich mężatek chciałoby sie rozwieść ??
Może mała sonda ????
Po jakimś czasie podliczymy sobie głosy, co ??
Aha i nie chdzi mi tu zaraz o jakieś patologiczne historie, krótko:
TAK lub NIE

Ja może pierwsza - TAK mimo iż mam fajnego męża (poprostu slubny
papier przytłacza mnie bardziejniż mogłabym to sobie wcześniej
wyobrazić)
    • 18_lipcowa1 Re: Rozwodnicza sonda :P 12.06.08, 22:54
      to sie rozwiedz dziecko
      dorosnij potem
      a potem bierz sie za kolejny zwiazek
      a nie sondy robi na forum
    • laska.waniliowa Re: Rozwodnicza sonda :P 12.06.08, 23:21
      > Ja może pierwsza - TAK mimo iż mam fajnego męża (poprostu slubny
      > papier przytłacza mnie bardziejniż mogłabym to sobie wcześniej
      > wyobrazić)

      wcześniej czyli kiedy, w gimnazjum?
      skoro chcesz się rozwieść z jakiegoś powodu to czemu tego nie zrobisz, lepiej
      działać niż chcieć. ale najpierw zastanów się nad decyzją, żeby była bardziej
      przemyślana niż ta o zamążpójściu
      • yadrall Re: Rozwodnicza sonda :P 13.06.08, 10:09
        Czasem tak czasem nie :)
    • ashton Re: Rozwodnicza sonda :P 13.06.08, 10:09
      Krótka piłka: nie (mimo że moje małżenstwo do wielce udanych nie należy).
      • pe.de.ka Re: Rozwodnicza sonda :P 13.06.08, 11:17
        Sonda na taki temat? Rozwiedz sie jak ci zle i nie rob takich
        dziwnych statystyk
    • ewelina-s-82 Re: Rozwodnicza sonda :P 13.06.08, 12:45
      TAK mimo iż mam fajnego męża (poprostu slubny
      papier przytłacza mnie bardziejniż mogłabym to sobie wcześniej
      wyobrazić)

      to się rozwiedź,pozdro
    • brak.polskich.liter Pitu-pitu 13.06.08, 16:38
      Nie kituj sama sobie, ze to "papier przytlacza". Papier nie ma tu nic do rzeczy.
      Ty swojego meza zwyczajnie nie kochasz, ot co. Pamietam kilka Twoich postow z
      BSwM, w ktorych rozwodzilas sie nad swoimi rozlicznymi flirtami netowymi,
      uzaleznieniem od haju endorfinowego i popapraniem.

      Przyznam, ze jest dla mnie niejasne, po co, majac do tego stopnia
      nieuporzadkowane zycie emocjonalne, w ogole wyszlas za maz, no ale stalo sie. Na
      dzien dzisiejszy moja rada - zrob mezowi przysluge i sie z nim rozwiedz. Do
      wkrecania sie w wirtualne "motylki w brzuchu" malzenstwo jest Ci doskonale
      zbedne, zas facet bedzie mial szanse na spotkanie kogos mniej porypanego, niz Ty
      i sensowne ulozenie sobie zycia.
      • palmalka Re: Pitu-pitu 14.06.08, 22:44
        heheh... zeby to było takie proste ;) Wiesz moj mąż jest osobom na
        którą sie pluje a on sie cieszy ze deszczyk pada ... Rozumiesz ??
        Nie da mi rozwodu choćbym go miała piłą zarzynac i co gorsza nigdy
        jeszcze nie spojrzał na inna.

        Co do flirtów to skończyłam z tym na dobre, praktycznie przy necie
        siedze bardzo rzadko a i z domu niewychdze bez potrzeby bo i po co ?

        A skąd pomysł na taki temat postu... ?? Znam 10 bliskich mi kobiet,
        męzatek, w wieku 24-36 , 8 z nich duszą sie podobnie jak ( choc
        wiadomo, kazda ma inne problemy) w każdym bądź razie gdyby mogły sie
        rozwieść,dajmny na to ze istniałaby mozliwośc tak na "oswiadczenie",
        bez sadów i innych gówien, zrobiłyby to bez wachania.
        • brak.polskich.liter Re: Pitu-pitu 14.06.08, 23:15
          Ze zwiazek z czlowiekiem pozbawionym tzw. jaj nie jest zbytnio satysfakcjonujacy
          - to akurat doskonale rozumiem.

          Natomiast nie rozumiem argumentu "a bo on mi nie da rozwodu". Rozwod nie jest
          przywilejem, na ktory pan malzonek moze laskawie sie zgodzic. Nie musi. Przy
          skladaniu pozwu zgoda wspolmalzonka jest calkowicie zbedna.

          > A skąd pomysł na taki temat postu... ?? Znam 10 bliskich mi kobiet,
          > męzatek, w wieku 24-36 , 8 z nich duszą sie podobnie jak ( choc
          > wiadomo, kazda ma inne problemy) w każdym bądź razie gdyby mogły sie
          > rozwieść,dajmny na to ze istniałaby mozliwośc tak na "oswiadczenie",
          > bez sadów i innych gówien

          Przypuszczam, ze kobiety, o ktorych piszesz, ciagna spore korzysci
          (psychologiczne, materialne, spoleczne) z niezbyt udanego malzenstwa. Sama znam
          ludzi, ktorzy juz trzecia czy czwarta dekade ciagna beznadziejne, toksyczne
          zwiazki, rzygaja na swoj widok, ale nie robia nic, zeby zmienic swoja sytuacje.
          Wzdychaja, jak to maja w zyciu pod gorke, zala sie na swoj los kazdemu, kto sie
          nawinie, po czym dalej niosa swoj krzyz ku chwale ojczyzny. Jakos mi ich nie zal...

          Ludzie, ktorym zalezy na wylogowaniu sie z niefajnego ukladu, czynia to mimo:
          sprzeciwu wspolmalzonka, szantazu emocjonalnego, posiadanych dzieci, alimentow,
          gigantycznych kosztow, podzialu majatku, dezaprobaty rodziny i setki innych
          przeszkod. Czyli - da sie. Tylko, ze wymaga to odwagi, jaj i nieco wiecej
          wysilku, niz siedzenie na zadzie i kwekanie, ze ciezko.

          Na marginesie: rozwod to niekoniecznie wieloletnia batalia z publicznym praniem
          brudow i monsturalnymi kosztami. Czesc znanych mi przypadkow rozwodow zakonczyla
          sie na napisaniu i wyslaniu pozwu (ktory, swoja droga, jest takim
          "oswiadczeniem", o jakim piszesz) i jednej rozprawie. Zwyczajnie, banalnie.
          Zwlaszcza, jesli para nie ma dzieci.
          • palmalka Re: Pitu-pitu 17.06.08, 08:56
            Z tym człowiekiem bez jaj to uderzyłaś w sedno sprawy ;) co do
            bezbolesnego rozwodu.... Widzisz dokładnie 30 kwietnia-rok temu
            złozyłam taki w niosek, rozprawa miała sie odbyć bezboleśnie (4
            Lipca - jakies skojarzenia ?) zwłaszcza ze ja sie już wyprowadziłam
            od męza i to 250km dalej.
            Pare dni przed rozprawą pojechałam do "naszego miasta" do mojej
            przyjaciółki - poprostu potrzebowałam wsparcia bo wiedziałam ze moj
            małzonek bedzie chciał wywrzec na mnie presje.
            Pech chciał ze spotkaliśmy sie na starym rynku... łazenie po
            koloanach , lament i zgrzytanie zębów z jego strony a na końcu
            podciecie zył - na środku ulicy , na oczach setek ludzi. Bo było
            przerazające. Po raz kolejny małzonek wział mnie na litość.

            Dla Ciebie moze byłby bezbolesny rozwód - dla mnie nie, wole zyć
            tak - w potrzasku - niz byc odpowiedxzialna za zycie jakiegoś
            czlowieka, gdyby wtedy sie wykrwawił i zmarł chyba wyrzuty sumienia
            niedałyby mi spokoju do końca zycia - i to byłby potrzask.

            Wiem ze niema ludzi zdrowych na umysle, kazdy ma jakieś fiu-bździu-
            ale moj maz ma chyba jakąs obsesje czy cos ????????????
Pełna wersja