Mam taką tezę, którą chciałbym wystawić na odstrzał Wasz.
Mianowicie widzi misię, że...:
Miłość wymaga naiwności
Kiedy 15-latek zakochuje się pierwszy raz - nic się nie liczy, nic nie istnieje. Nie wartościuje i nie ma rozterek, nie jest zmęczony i nie boi się o swój najważniejszy organ

.
po kolejnych 15tu? Po kilku przygodach, związkach, samotności i singlowaniu... Jak wtedy zatracić się i zapomnieć o sobie (skoro 'sobość' tak obrosła w doświadczenia)? Jak wierzyć w 'tylko Ty' skoro 'Tych' już było kilka/kilku?
Mam swoje zdanie na ten temat, ale powiem je jak zbiorę tu 5 merytorycznych wpisów

.