witamina_b12
29.08.14, 10:34
Trochę mnie natchnął post Gwena …
Na ile i czy w ogóle jesteście w stanie zrobić coś dla drugiej osoby, nawet jeśli nie sprawia Wam to przyjemności? Czy sprawienie przyjemności drugiej osobie jest dla nas ważne, nawet jeśli dla nas jest to w jakiś sposób niewygodne czy męczące? Moim zdaniem gdy kogoś się kocha to czasem można spędzić czas nie do końca zgodnie ze swoimi oczekiwaniami. To trochę jak w relacji z dzieckiem: sama nie pójdę na plac zabaw/do kina na film animowany, ale z dzieckiem pójdę bo wiem, że sprawia mu to radość.
A może jest to tak zwana sztuka kompromisu? Święta czy wspólny urlop są tu dobrym przykładem. Czasem wizje ich spędzenia się rozmijają i co wtedy?
Kompromis może być moim zdaniem dwojaki: może on oznaczać wypośrodkowanie potrzeb obu stron (ale wtedy najczęściej powstaje taki zgniły kompromis czyli: wilk głody i owca poćwiartowana), bądź może być to całkowitą rezygnację ze swoich potrzeb w danym momencie i przy kolejnej okazji realizacja swoich potrzeb. Ja bardziej jestem za tym drugim rozwiązaniem, chociaż to też zależy od przypadku. Najgorzej gdy niby jest kompromis, a później jedna strona wypomina go partnerowi np. uprzykrza wyjazd/wyjście, by wiedział, że jej się tu nie podoba.