ze strefy komfortu.
Aż tak trudne?
Bolesne?
U mnie, jak się okazało w ostatnich tygodniach, bardzo.
I bardzo mnie to zaskoczyło. I zmartwiło.
Nie sądziłam, że bardziej się boję, niż chcę.

Myślałam, że jest jednak na odwrót.

Postanowiłam robić małe kroczki. Nie zamykać się jednak na emocje, na ludzi. Bo całkiem już zdziwaczeję. Jeśli jest dla mnie jakaś szansa, to tylko taką metodą. Bo na główkę już na pewno nie skoczę. Tchórz.
Macie podobne rozterki? Ktoś się z tym zmagał/zmaga tak jak ja?
P.s. Inspiracją były mądre wpisy Bunci, która nieustannie mnie zmusza do myślenia.