marrie38
19.04.09, 00:11
Zawszw broniłam się przed tęsknotą, mówiłam że jej nie czuję, że
sobie z nią poradzilam...Kiedyś omal mnie nie zabiła-to było w
przedszkolu. Obiecałam sobie wtedy,że od tej pory jej się nie dam.
Dopadła mnie teraz...nawet z nią nie walczę...po prostu jest. Po raz
pierwszy moja milość domaga się realnej obecności kogoś kogo
pokochałam. Może to zabrzmi dziwnie ale jak własną matkę..
Mogłam się wtulać, czuć się bezpiecznie w całym zamęcie i znoju tego
świata. To było
MOJE miejsce- w Jego ramionach.
Nie ma Go już?
Nie mam na to zgody. To mialo nigdy się nie skończyć.............