chiara76 20.11.05, 11:09 pomyślałam sobie, że jednak założę. Ja dopiero zaczynam, więc... ale widzę, że już pierwsi po lekturze są. Zachęcam do wpisywania się do tego wątku, żeby nie mieszać z wątkiem o "Bezsenności...". Odpowiedz Link Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
suichi Re: "Singapur Czwarta Rano" -wątek 20.11.05, 22:35 W piatek zakupilem, dzis skonczylem. Poszlo by szybciej ale trzeba bylo robic przerwy na zakupy, jedzenie, spanie, takie tam prozaiczne czynnosci. No i czytalem na glos mojej Pani () zeby razem przezywac a to zawsze troche wolniej. Aaaale super!! Bardzo mi sie podobalo! Znajomy po przeczytaniu powiedzial ze woli "Bezsennosc..." ale to dlatego ze sam jest informatykiem i chcialby do Japonii. Ja natomiast kiedys tez gralem na perkusji i muzyka jest dla mnie bardzo wazna, przez co (jak sadze) emocje bohatera zwiazane z koncertami (tymi granymi i tymi sluchanymi), dzem-sesjami i muzyka w ogole przezywalem w dwojnasob. Na dodatek moje klimaty - The Doors, Pink Floyd, Alice in Chains, Cream, Led Zeppelin, The Beatles i mnostwo innych, rock, blues. No poprostu bylem w niebo wziety!! Autor po raz kolejny zapewnil rozrywke w swietnym stylu, i do posmiania i do podumania. Drogi Panie Marcinie! Jezeli kiedykolwiek przyjdzie Ci do glowy wiecej nie pisac wywre na Tobie sroga pomste!! ;D Uhhh, ale sie rozemocjonowalem Trzeba zapuscic odpowiednia muzyczke i ochlonac bo spiewac mi sie chce. Odpowiedz Link
seruppin Re: "Singapur Czwarta Rano" -wątek 21.11.05, 09:14 chiara76 napisała: > pomyślałam sobie, że jednak założę. > Ja dopiero zaczynam, więc... > ale widzę, że już pierwsi po lekturze są. Zachęcam do wpisywania się do tego > wątku, żeby nie mieszać z wątkiem o "Bezsenności...". A ja jeszcze nie zaczynam. Jak mi sie uda to moze pojde jutro do EMPIKU na spotkanie, ale nie wiem, bo od 19 jest w Teatrze Dramatycznym koncert muzyki japonskiej na ktory ide, moze przyjde na sam poczatek (z zona), a moze nie... Ale nawet jak kupie "Singapur..." to i tak jej nie zaczne ( ;P ). Postanowilem ze przeczytam ja w samolocie no Japonii (to juz za miesiac i tydzien!!!!)."Bezsennosc..." czytalem w samolocie do Paryza, ale do Paryza to tylko kilka godzin, nie to co kilkanascie do Osaki. Wiec powinienem miec milo spedzony czas. Poza tym, bedzie to jedyna polska ksiazka, ktora ze soba wezme, wiec mam nadzieje, ze bedzie na tyle dobra, ze bede chcial do niej wracac przez poltora miesiaca pobytu w Japonii (moze jak mi sie spodoba Singapur z ksiazki, to wyskocze do niego na kilka dni, myslalem raczej o Korei, ale kto wie, kto wie ... ). -- Z powazaniem Ser Odpowiedz Link
madeleine7 Re: "Singapur Czwarta Rano" -wątek 21.11.05, 14:10 To ja się przeklejam ze starego wątku. _____________________________________________________________________________ Przeczytałam.W dwa wieczory. To już mówi wiele ale jeszcze parę słów. Na początku sceptycznie, bo temat kapeli jako takiej nie podnosi mi ciśnienia ale im dalej czytałam tym bardziej byłam zachwycona. Jest parę elementów wspólnych z "Bezsennością..." ale tym razem więcej w niej refleksji, przemysleń, filozofowania. Nie telewizyjnie napuszonych ale takich wieczorno-ogniskowych w grupie przyjaciół. Marcin - napisałeś znowu (!) świetną książkę. O miłości, przyjaźni, fascynacji, otwartości i serdeczności. O tym czego chyba każdy chiałby mieć w nadmiarze. I pięknie piszesz o kobietach! Trochę patetycznie wyszło ale taki mam nastrój po lekturze Czekam na więcej i pozdrawiam. M. P.S. T.Czyżew to mój kolega z departamentu firmy znanej Ci zapewne. Świat jest mały! Odpowiedz Link
aree Re: "Singapur Czwarta Rano" -wątek 21.11.05, 22:28 A mnie się książka nie podobała, niestety Ale jak uznacie jednym chórem, że jest świetna (mam nadzieję, że obiektywnie, nie przez pryzmat Bezsenności), to przeczytam drugi raz, może ze mną coś nie tak? Odpowiedz Link
tommys93 Re: "Singapur Czwarta Rano" -wątek 22.11.05, 07:40 hmmm tak sobie dzisiaj poczytalem o tych ksiazkach i przed chwila zlozylem zamowienie na bezsennosc i singapur takze za jakies 2 tygodnie zaczne" dopiero " czytac.mam nadzieje ze juz w koncu w przyszlym roku zawitam do tokio( ehhh te ograniczenia urlopowe) Odpowiedz Link
chiara76 Re: "Singapur Czwarta Rano" -wątek 22.11.05, 10:09 myślę, że powinny Ci się spodobać. Dopisz się potem z opinią do wątków o książkach Odpowiedz Link
martolka Re: "Singapur Czwarta Rano" -wątek 22.11.05, 13:02 ze sie glupio zapytam, ile ksiazka kosztuje? Odpowiedz Link
chiara76 Re: "Singapur Czwarta Rano" -wątek 22.11.05, 13:25 na merlinie jest w specjalnej cenie jako bestseller (20,14 zeta). Nie wiem, po ile w księgarniach. Odpowiedz Link
martolka Re: "Singapur Czwarta Rano" -wątek 22.11.05, 13:41 bestseller to powinien byc chyba strasznie drogi ) hm, pewnie okolo 30 zet bedzie... Odpowiedz Link
rubeus Re: "Singapur Czwarta Rano" -wątek 22.11.05, 20:33 Rynkowa 28,50 PLN Wydawca sprzedaje u siebie na stronie po 19 PLN +11 za koszt wysyłki... [jak się ma dużo znajomych ] Odpowiedz Link
chiara76 Po lekturze... 22.11.05, 20:51 Po lekturze... Mam mieszane uczucia. Hmmm, książka rzeczywiście zupełnie inna od "Bezsenności..." i nie ma sensu jej porównywać. Z tego, co wyczytałam , Marcin chce zabrać się za kolejną książkę z akcją w Japonii, z której mamy się więcej dowiedzieć o Japończykach. Cóż, powiem tak. Bardzo pasowała mi konwencja poznawania Japonii i Japończyków w "Bezsenności...". Nie przeszkadzał mi humor i wesoły nie raz ton. Tego zabrakło mi w "Singapur...". Ponadto książka jest jak dla mnie niedokończona. Nie, nie chodzi mi o zaden happy end. Ale mam wrażenie, jakby autor na siłę skończył w tym miejscu. Cóż, podsumowując. Książkę czyta się dobrze. Pomimo, że sprawy zespołu muzycznego generalnie mnie nie interesują, książkę przeczytałam, a więc nie jest źle. Mimo wszystko czegoś mi w niej zabrakło. Chyba pasowało mi bardziej humorystyczne podejście w pierwszej książce, niż analiza mieszkańców Singapuru w drugiej książce. Mam nadzieję, że Marcin nie obrazi się na mnie, czy nie weźmie tego za złe, ale niestety, szczerość, to moja główna cecha (hehe, pewnie dlatego tak trudno ze mną wytrzymać), i właśnie Marcinowi chciałam szczerze swoją opinię o książce przedstawić. Ponadto, proszę pamiętać, że jest to TYLKO I WYŁĄCZNIE moje zdanie, nie trzeba się z nim zgadzać, a można wręcz nie zgadzać się z moją opinią Odpowiedz Link
suichi Re: Po lekturze... 23.11.05, 00:04 No niech bedzie, to ja dla rownowagi sie nie zgodze Szkoda troche ze ksiazka niektorych nie porwala tak jak mnie ale sadze ze nie mozna sie dziwic. Ze wzgledu na to ze obraca sie ona wokol muzyki bylem dla niej idealnym targetem. Nie potrafie przedlozyc jej nad "Bezsennosc..." czy odwrotnie - obe traktuja o pasjonujacych mnie rzeczach. "Bezsennosc..." o informatyku w Japonii, "Singapur..." o muzyce, laczy je Marcin, ktory, jak dla mnie, w obu przypadkach pokazal styl, poczucie humoru i z jednej strony lekkosc piora, z drugiej umiejetnosc wyrazistego opisywania emocji. Na dodatek na spotkaniu w empiku wywarl na mnie bardzo pozytywne wrazenie, niezwykle sympatyczny facet. Tym bardziej nie moge sie doczekac nastepnych ksiazek. Takie wlasnie mam odczucia, la. ;] Odpowiedz Link
aree Re: "Singapur Czwarta Rano" -wątek 23.11.05, 01:46 Hm, to może jednak nie jest ze mną tak źle Ja też przeczytałam książkę w (ile to było?) dwa wieczory, ale trwało to tak krótko nie dlatego, że mnie książka wciągnęła. Po pierwsze szybko się czyta, bo są tam prawie same dialogi, dużo zdjęć i cytatów z piosenek a po drugie chciałam ją szybko skończyć i zamknąć temat a głównym powodem było to, że pewnie rozgorzeje dyskusja i chciałabym wiedzieć o czym ludzie piszą. Lubię jak książki dają mi powiew świeżości, pomysłów i polotu umysłu autora, który mnie wciąga. W Singapurze niestety nic nie zdołało mnie wciągnąć. Nie lubię czytać książek dla samego czytania, może dlatego trudniej jest z takimi czytelnikami jak ja. Zabrakło mi pomysłu a pomysł na książkę dla mnie to nie tylko ułożona historia od punktu A do punktu Z, to za mało. Bezsenność, jak dla mnie, psuje się od połowy, nie jest taka pędna i robi się po prostu trochę nudno i naciąganie. Są momenty jednak, w tej drugiej połowie, które rozbawiły mnie do łez, tak więc uznałam obie części jako całość i było ok. Singapur, to niestety w całej książce przeważająca druga część Bezsenności. Żart jakoś mnie nie bawił, miałam wrażenie, że autor na siłę „próbował” mnie rozbawić. I... trochę się powtarza. Początku to już w ogóle nie mogłam przebrnąć, czułam się jakbym czytała encyklopedię o instrumentach i zjawiskach muzycznych. Ja rozumiem, że autor się na tym zna, ale jeżeli już chce tą wiedzą zarazić innych to powinien coś tak sprytnego wymyślić, żeby czytelników tym zaciekawić a nie krzyczeć samymi hasłami i pokazywać, że wie. Autorze, ja naprawdę wierzę, że się na tym znasz Napiszę szczerze, bo nawet sobie zaznaczyłam w książce, dopiero od strony 168 moje napięcie się poluzowało i zaczęłam czytać nie myśląc o książce jako o rzeczy materialnej i o tym, o co tak naprawdę w niej chodzi. Niestety taki stan nie trwał długo. Singapur wskoczył mi do paczki razem z płytami (pojawił się do kupienia dokładnie w dniu zamykania mojej paczki tak więc trochę muzyczna jestem, tak mi się przynajmniej wydaje. I książka tak naszpikowana muzyką, szczerze mówiąc, nie podobała mi się. Szkoda. Nie ukrywam, że czekałam na tą książkę... Ale papier i jakość zdjęć zdecydowanie się poprawiły! Sama okładka natomiast mniej ) Długo się zastanawiałam patrząc na nią, ilu rodzajów czcionek można użyć w jednym projekcie. Oj, tak się nie powinno robić, chyba, że przyświeca temu zauważalny cel. Mało profesjonalnie jak na moje wyczucie. Nie leży dobrze w ręce Może to głupie, ale ja na to zwracam dużą uwagę... Tyle z moich wrażeń. Żeby nie było tak gołosłownie jak w moim poprzednim poście Odpowiedz Link
nihiru Re: "Singapur Czwarta Rano" -wątek 23.11.05, 12:22 No więc tak: w "Bezsenności" podobały mi się po pierwsze - humor, po drugie - mnóstwo "kolorytu lokalnego" W "Singapurze" to pierwsze jeszcze występuje, ale tego drugiego już całkiem zabrakło. Ta książka mogłaby dziać się właściwie wszędzie Odpowiedz Link
speer Re: "Singapur Czwarta Rano" -wątek 23.11.05, 21:39 Poniewaz dopiero zaczelem dzis czytac, czepne sie innej sprawy: okladka - za darmo chetnie zaprojektowalbym 50 razy lepsza - bo z tej nic nie wynika. Kolory na przyklad - szaro buro zielone - czy tak wyglada pogoda w Singapurze? ;P Odpowiedz Link
aree Re: "Singapur Czwarta Rano" -wątek 23.11.05, 23:13 speer napisał: >okladka - za darmo chetnie zaprojektowalbym 50 razy lepsza Speerze Albercie, dokładnie to samo napisałam dzisiaj w nocy (na samym dole), także jak widzisz ktoś już zwrócił uwagę na okładkę nihiru napisała: >Ta książka mogłaby dziać się właściwie wszędzie Całkowicie się zgadzam! Czytając książkę myślami byłam w Warszawie. Nie wiem dlaczego w Warszawie, może dlatego, że autor tam właśnie mieszka Zupełnie nie czułam klimatu Singapuru. Gdyby nie mapka i kilka nazw w tekście można by było zrezygnować z Singapuru w tytule. Z innej beczki: „Lars Urlich”- gigantyczny i nie do podrobienia perkusista from Metallica nazywa się Lars Ulrich Taki drobiazg wpadł mi w oczy. a może to jako załącznik: www.tokyoplastic.com/dm.html Odpowiedz Link
suichi Re: "Singapur Czwarta Rano" -wątek 23.11.05, 23:40 Nierozumiem, przeciez caly czas natykamy sie na singapurskie atrakcje w postaci wielorasowosci, sklepow, knajp itp, itd. Np. nadzy do pasa hindusi zamiatajacy ulice - widzieliscie cos takiego w Warszawie??? Ciagly upal i kontrastujace z nim klimatyzowane lokale i pojazdy. Nie znam sie zabardzo na Singapurze ale jak dla mnie nie ma mozliwosci ani przez chwile pomyslec ze akcja dzieje sie gdziekolwiek w Polsce. Moze jakas Tajladnia czy Indie (przepraszam jesli wlasnie niapisalem cos glupiego ale na tych krajach tez sie nie znam ) ale Polska?? Odpowiedz Link
aree Re: "Singapur Czwarta Rano" -wątek 24.11.05, 00:12 no właśnie Suihi, jedna sprawa to opis a druga sprawa to klimat opisu. Oczywiście, że wszystko jest opisane, jakby się działo w Singapurze, co do tego nie mam wątpliwości. Co ja zrobię, że myślami byłam w Warszawie. To właśnie udowadnia mi tylko, że zabrakło mi klimatu opisu, który by mnie na stałe wciągnął do Singapuru. >nadzy do pasa hindusi zamiatajacy ulice - widzieliscie cos takiego w Warszawie??? Nie, nie widziałam i na tą chwilę byłam w Singapurze, ale za sekundę już siedziałam w mieszkaniu w warszawskim bloku ))))) Nie wiem, może przez to, że ta cała opisana muzyka tak swojsko mi brzmiała. Po prostu temat przewodni całej książki od początku do końca może się dziać wszędzie, nawet w Warszawie. A czy tam stoi Hindus czy nie to tylko tak jakby dodatek )) Odpowiedz Link
suichi Re: "Singapur Czwarta Rano" -wątek 24.11.05, 07:13 Moze i racja ale w takim razie "Bezsennosc w Tokio" rownie dobrze mogla by byc "Bezsennoscia w Pekinie", przynajmniej dla ludzi na rowno zainteresowanych (lub nie) Japonia co Chinami. Odnosze wrazenie ze rzeczami skupiajacymi nawet podswiadomie "nasza" (czyli ludzi zainteresowanych Japonia) uwage w "Bezsennosci..." byl kazdy szczegol opisujacy i dotyczacy Japonii. W "Singapurze..." tego zabraklo bo nie jest on o Japonii. Dla mnie tymi przykuwajacymi detalami byla wszechobecna muzyka ale przeciez nie musi byc dla kazdego, podobnie jak "Bezsennosc..." dla fana wyspy Bora Bora moze i bedzie fajna ale nie pasjonujaca bo go to nie interesuje. Pragne podkreslic ze moja wypowiedz nie ma na celu wytykania bledow czy czegos tam osobom ktorych ksiazka nie wciagnela tylko oczywistym jest ze pasjonujace nas rzeczy wciagaja najbardziej. Gdyby bohaterem byl mechanik samochodowy i ksiazka w tym stopniu co o muzyce traktowala o naprawie, tuningu i ogolnie o samochodach pewnie byla by dla mnie "tylko" fajna a nie pasjonujaca, bo, o zgrozo , samochody nie interesuja mnie ani troche - mam z nimi do czynienia na codzien i jezdze nimi ale nie sa moja pasja, nie "siedze" w samochodach. Wydaje mi sie ze to jest glowny powod tego ze niektorzy sa zawiedzeni "Singapurem..." ale oczywiscie moge byc w bledzie. Odpowiedz Link
chiara76 to ja się wtrącę... 24.11.05, 09:50 suichi napisał: Pragne podkreslic ze moja > wypowiedz nie ma na celu wytykania bledow czy czegos tam osobom ktorych ksiazka > nie wciagnela tylko oczywistym jest ze pasjonujace nas rzeczy wciagaja > najbardziej. Gdyby bohaterem byl mechanik samochodowy i ksiazka w tym stopniu c > o > o muzyce traktowala o naprawie, tuningu i ogolnie o samochodach pewnie byla by > dla mnie "tylko" fajna a nie pasjonujaca, bo, o zgrozo , samochody nie > interesuja mnie ani troche - mam z nimi do czynienia na codzien i jezdze nimi > ale nie sa moja pasja, nie "siedze" w samochodach. Wydaje mi sie ze to jest > glowny powod tego ze niektorzy sa zawiedzeni "Singapurem..." ale oczywiscie mog > e > byc w bledzie. acha, i tu dochodzimy do sedna. Może w takim razie warto było zmienić tytuł na jakiś związany z muzyką. Bo tak naprawdę książka ta bardziej, niż o Singapurze traktuje o muzycznej braci. Co też ma swój smaczek. A co do procentów Japonii w "Bezsenności...", zapewniam Cię, że tam akurat jej koloryt był odmalowany wspaniale, począwszy od braku ogrzewania w domach (co, w Japononii, tym bogatym państwie?? niemożliwe), przez kampingowanie, poprzez opis "podwójnej" moralności niektórych dziewczyn i słynne "ciastko 25 Grudnia", itd itd. O, to znowu mój wstręt Odpowiedz Link
aree Re: "Singapur Czwarta Rano" -wątek 24.11.05, 10:31 Suihi, przepraszam, ale nie zgadzam się z Tobą. Nie czytam książek o rzeczach tylko mi znanych. Po to czytam, żeby się czegoś dowiedzieć. >Odnosze wrazenie ze rzeczami skupiajacymi nawet >podswiadomie "nasza" (czyli ludzi zainteresowanych Japonia) uwage w >"Bezsennosci..." byl kazdy szczegol opisujacy i dotyczacy Japonii. To znaczy jak mi dasz każdą książkę o Japonii to stwierdzę, że jest dobra?? Mój egzemplarz Bezsenności czytały osoby, które o Japonii wiedziały tyle, że są tam roboty i były zachwycone. >...dla fana wyspy Bora Bora moze i bedzie >fajna ale nie pasjonujaca bo go to nie interesuje Suihi, przecież można napisać nawet książkę o niczym, ale tak napisać, że byś był zafascynowany tym właśnie niczym. Swoją drogą mnie interesuje i Singapur i Białoruś, także nie możesz powiedzieć, że jak ludzi nie interesuje Singapur to książka nie będzie pasjonująca. Co więcej, mnie interesuje na równym stopniu a może i większym muzyka! >...tylko oczywistym jest ze pasjonujace nas rzeczy wciagaja najbardziej. Tym zdaniem stwierdzasz, że już nie jesteś otwarty na nowe rzeczy, którymi zaczniesz się pasjonować. A żeby zacząć potrzeba stymulatorów >Gdyby bohaterem byl mechanik samochodowy i ksiazka w tym stopniu co o muzyce traktowala o naprawie, tuningu i ogolnie o samochodach... To zależy. Czy ta książka jest podręcznikiem mechaniki i budowy pojazdów czterokołowych o napędzie paliwowym czy pasjonującym opowiadaniem. Ale ja się naprawdę cieszę, że jednym się książka podoba a innym nie. Na tym to przecież polega Odpowiedz Link
aree Re: "Singapur Czwarta Rano" -wątek 24.11.05, 11:27 o matko, ale gafa. Suichi przepraszam za Suihiego ) Znowu ręka pisze, oko czyta... Odpowiedz Link
gajdzin Gajdzin rusza do kontrataku :-) 24.11.05, 12:46 HA! Dziś jestem w nastroju bojowym, więc zrobię wyjątek i zamiast się ze wszystkim zgadzać, ruszę do obrony mego dzieła Czy "Singapur" mógłby się dziać wszędzie i brak w nim kolorytu lokalnego? Co prawda napisałem już na jakimś forum, że w Singapurze jest tyleż Azji co w San Francisco (tam TEŻ jest China Town), ale tyle, ile z tej wyjałowionej z kultury wysepki dało się wyssać, chyba wyssałem. Są to nie tylko rzeczy, na które zwraca uwagę Suichi (upał, przeklimatyzowane pojazdy, wielorasowość) i które faktycznie mogłyby dotyczyć Malezji czy Tajlandii, ale przede wszystkim: - obsesja robienia pieniędzy (o czym mówią taksówkarze? Jaki jest odpowiednik rozmowy o pogodzie? Dlaczego dzieci są wychowywane przez służące?) - podejście młodych Singapurczyków do życia, ich ambicje, plany, zainteresowania, stosunek do pracy, rodziny, seksu, religii, tradycji, itd. (vide wypowiedzi Julie, June, Meera, Eu Ren) - brak kultury i sztuki (brak teatrów, szkół muzycznych, itp., karaoke zamiast żywej muzyki) - kultura krańcowo komercyjna (jedyna rozrywka rodzinna - zakupy, jedzenie zawsze na zewnątrz) - kluczowa cecha narodowa: "kiasu", b. charakterystyczna dla Singapuru - Singlish i problemy językowe - ludzie nie mówiący biegle w ŻADNYM języku, unikat na skalę światową! (połowę dialogów napisałem po singielsku - i to ma być brak kolorytu lokalnego???) - kultura kopi tiam i picia kawy (z torebki! (kulminacja w "kryzysie kawowym" Pawła...) - starannie tworzona przez rząd wizja Singapuru, w wyniku czego istnieją tam dwa światy - jeden dla turystów: czysto (armia półnagich Hindusów..., przestrzeganie prawa, piękna architektura; drugi - świat osiedli HDB, gdzie nawet winda nie staje na każdym piętrze (a jak staje, to ktoś w niej siusia), brudnych jadalni publicznych (hawker food centres), itd. Wszystkie te elementy są świadomie powtarzane w kilku miejscach - np. filipińskie służące, tak charakterystyczny element krajobrazu Singapuru, albo taksówkarze i ich krąg zainteresowań... Ważne są też wszystkie spotkania z Sąsiadem - kopalnia wiedzy o inności myślenia Singapurczyka i Polaka! Natomiast co do kolorytu Japonii, który wg. Chiary był w Bezsenności odmalowany wspaniale, to pozwolę sobie się trochę nie zgodzić. W Bezsenności nie dowiadujemy się NICZEGO o Japończykach - co naprawdę myślą, czym się kierują, itd. Może z wyjątkiem paru słów nt. Riki, reszta postaci japońskich jest niesłychanie płytka. Kultura to przede wszystkim LUDZIE, a nie piecyki na naftę czy "zepsute" automaty z piwem... A ludzi - Japończyków - w Bezsenności właściwie nie ma. Dlatego to NIE JEST w sumie książka o Japonii, tylko o Gajdziniźmie, o zderzeniach Europejczyka z obcością Azji. Reasumując, z "Singapuru" można się dowiedzieć o WIELE więcej o Singapurze, niż z "Bezsenności" o Japonii. Oczywiście wyeksploatować Singapur w 1 książce było dużo łatwiej, niż Japonię. Singapur to malutka wysepka o 100 letniej historii, Japonia - wielki kraj o 1000+ letniej historii. Jeśli natomiast wszystkie te elementy kolorytu lokalnego Singapuru umykają w pierwszej chwili to pewnie efekt świadomego zabiegu pokazania obcej kultury za pomocą "wizji peryferyjnej", czyli dokładnie tak, jak poznają swoją kulturę jej przedstawiciele. Dlatego właśnie wątkiem przewodnim jest muzyka a nie Singapur. Na pewno jednak więcej dowiemy się z tej książki o Singapurze niż o graniu na scenie. I jeszcze jedno: bohater Singapuru ma większą dynamikę, tzn. bardziej się zmienia od 1 do ostatniej strony. Taki przynajmniej był zamysł. Czy mi się udało to pokazać – inna sprawa… Pozdrawiam serdecznie, Marcin Bruczkowski www.marcin.bruczkowski.com Odpowiedz Link
nihiru Re: Gajdzin rusza do kontrataku :-) 24.11.05, 13:24 Chylę czoła przed autorem, który tak celną przedstawił tutaj obronę swojego dzieła. Niestety nie zmienia to faktu, ze do bezsenności będę wracała częściej niż do singapuru. Może jest to kwestia tego, ze japonia bardziej "elektryzuje" wyobraźnię niż singapur? nie wiem, ale czekam niecierpliwie na trzeci utwór (wiem, wiem - to okrutne z mojej strony: mówić o trzecim w momencie kiedy autor jeszcze nie odsapnął po drugim). Odpowiedz Link
gajdzin Re: Gajdzin rusza do kontrataku :-) 24.11.05, 17:24 Zgadzam się całkowicie z nihiru - Japonia jest tematem 1000 razy bardziej elektryzującym. Miałem tego świadomość pisząc "Singapur". Z jednej strony nic łatwiejszego niż napisać po prostu kolejną porcję przygód Gajdzina w Tokio - do Bezsenności wykorzystałem zaledwie 50% przygotowanego materiału... Ale ile mógłbym takich "Bezsenności" napisać? Gwarantuję, że już trzecia by była nie do czytania Dlatego chciałem zmienić klimat i zmienić styl. Tym bardziej, że za kilka lat chcę się podjąć NAPRAWDĘ trudnego wyzwania, czyli książki dziejącej się w... Polsce. A do tego będę potrzebował lepszego warsztatu niż mam dzisiaj. Singapur jest ku temu wprawką i jeśli mam być szczery, to jako zwykły kawałek prozy (tzn. abstrahując od TEMATU), Singapur jest LEPSZĄ KSIĄŻKĄ od Bezsenności. Ma bardziej rozbudowane wątki - Bezsenność w ogóle ma tylko 1 wątek (gajdzina) dlatego technicznie nie jest powieścią, tylko długim opowiadaniem, podobnie jak np. Przygody Robinsona Crusoe nie są powieścią). Ma lepszą charakterystykę bohaterów (więcej wglądu w ich myślenie i motywacje), większą dynamikę (tzn. zmiany w czasie) głównych postaci, itd. Bezsenność broni się więc tylko magią tematu i to jest 80% przyczyny, dla której jest tak powszechnie lubiana. Jako kawałek literatury nie stanowi ona nic specjalnie wybitnego – i trudno się dziwić, biorąc pod uwagę, że napisał ją absolutny debiutant… Pozdrawiam serdecznie, Marcin Bruczkowski www.marcin.bruczkowski.com Odpowiedz Link
aree Re: Gajdzin rusza do kontrataku :-( 27.11.05, 15:33 >gajdzin napisał: >Natomiast co do kolorytu Japonii, który wg. Chiary był >w Bezsenności odmalowany wspaniale, to pozwolę >sobie się trochę nie zgodzić A kto to ma się zgadzać czy nie zgadzać, my czy Gajdzin, zwany autorem Gajdzinie, może pozwolisz nam, że sami zdecydujemy o czym tak naprawdę są Twoje książki! Może cenne są często Twoje uwagi i dopowiedzenia, ale nie zajmuj się proszę oceną swoich rzeczy, bo to jest lekko nieeleganckie! >Na pewno jednak więcej dowiemy się z tej książki >o Singapurze niż o graniu na scenie. Ale nikt nie zaprzecza, że nie można się czegoś dowiedzieć o Singapurze, można. Ja np. krytykuję tą książkę za całokształt literacki. Jest to obiekt zamknięty, sprawdzony, skorygowany i przez autora i przez wydawnictwo, z okładką, ceną, obiekt napisany dla szerszej publiczności, nie dla przyjaciół i znajomych. Nieważne o czym jest, ważne, że jako książka i zamknięty twór twórczy osobiście mi się nie podobał. >I jeszcze jedno: bohater Singapuru ma większą dynamikę, >tzn. bardziej się zmienia od 1 do ostatniej strony. >Taki przynajmniej był zamysł. Czy sztuczna zmiana autora od pierwszej do ostatniej sceny buduje zawsze dynamikę postaci? Pytanie retoryczne. Nie na tym polega budowanie dynamiki. >chiara76 napisała: >o Japonii dowiedziałam się wiele, ale tak właśnie >"po japonsku". po cichu, półsłówkami, między słowami, tak właśnie myślę i ja >gajdzin napisał: >zwykły kawałek prozy (tzn. abstrahując od TEMATU), >Singapur jest LEPSZĄ KSIĄŻKĄ od Bezsenności. Słucham? Dlaczego Marcinie tak krzyczysz. Zapytam po raz kolejny, kto powinien czy ma prawo wygłaszać takie zdania? Ja naprawdę z chęcią usłyszę (tak jak naukowo- poznawcza wymiana myśli z Suichim ), że czytelnikom się podoba, naprawdę chętnie to usłyszę i nie ukrywam, że czekam również na takie opinie >Ma bardziej rozbudowane wątki - Bezsenność w ogóle >ma tylko 1 wątek (gajdzina)dlatego technicznie nie >jest powieścią, tylko długim opowiadaniem, podobnie >jak np. Przygody Robinsona Crusoe nie są powieścią). >Ma lepszą charakterystykę bohaterów (więcej wglądu >w ich myślenie i motywacje), większą dynamikę (tzn. >zmiany w czasie) głównych postaci, itd. no i co z tego? Proszę. Nie chcę Cię w żaden sposób urazić, ale uważam, że książka jednowątkowa może być tak samo lepsza od książki wielowątkowej jak i gorsza. Czy to jest jakaś zasada? Nikt by przecież nie pisał książek jednowątkowych gdyby tak było. Wydaje mi się, że za bardzo technicznie podchodzisz do tematu i nie ukrywam, sam wyjaśniłeś mi dlaczego książka mi się nie spodobała. Powoli zaczynam to rozumieć >chiara76 napisała: >A "Bezsenność..." ma u mnie >5* (dla wyjaśnienia perełki dostają 6* lub 5 i pół*). Chiaro, tu mnie zaciekawiło A możesz mi podać jeden przykład książki, której dałaś 6 gwiazdek? Po Singapurze widzę, że myślimy podobnie, jestem ciekawa. Ale jak nie chcesz to rozumiem, to nie jest w końcu forum o książkach Ja chyba tylko oceniam: genialne, nudne- może być, nie podoba mi się Może być na priva, jak chcesz Odpowiedz Link
chiara76 dzięki za wpis... 24.11.05, 13:30 Drogi Autorze Dzięki przede wszystkim za obronę. Hmm, ale nie pogniewaj się, ja dalej twierdzę, że z "Bezsenności..." o Japonii dowiedziałam się wiele, ale tak właśnie "po japonsku". po cichu, półsłówkami, między słowami, że tak się wyrażę. I do niej będę wracać na pewno. Do Singapuru mnie niezbyt ciągnie. Cóż, nie jeszcze się taki nie urodził, co by każdemu dogodził. Zauważ, że książka ma na naszym forum chyba w większości zwolenników Odpowiedz Link
gajdzin Re: dzięki za wpis... 24.11.05, 17:30 Droga Chiaro, jasne, z Bezsenności można się sporo dowiedzieć o Japonii, tylko niestety mało o Japończykach. Może dlatego, że po 10 latach w ich kraju nadal nic o nich nie wiem Ale tak poważnie - w następnej książce obiecuję to naprawić i spróbować wejść trochę w ich głowy. To na pewno trudniejsze, niż pisanie o puszkach z piwem, ale spróbuję... Pozdrawiam, Marcin Bruczkowski www.marcin.bruczkowski.com Odpowiedz Link
speer Re: dzięki za wpis... 24.11.05, 19:28 Z Bezsennosci bardzo duzo dowiedzialem sie o Japonii. Na przyklad tego, ze raczej nie bylbym zdolny by tam mieszkac ale za to chetnie bym tam pojechal na wakacje. Bezsennosc rozwiala moj idealistyczny obraz Japonii. I dobrze. Odpowiedz Link
chiara76 hehe 24.11.05, 21:55 gajdzin napisał: > Droga Chiaro, > > jasne, z Bezsenności można się sporo dowiedzieć o Japonii, tylko niestety mało > o Japończykach. Może dlatego, że po 10 latach w ich kraju nadal nic o nich nie > wiem Ale tak poważnie - w następnej książce obiecuję to naprawić i > spróbować wejść trochę w ich głowy. To na pewno trudniejsze, niż pisanie o > puszkach z piwem, ale spróbuję... > > Pozdrawiam, > > Marcin Bruczkowski > www.marcin.bruczkowski.com Marcinie, mam nadzieję, że niesłusznie mam wrażenie, że Jesteś zagniewany za moją opinię o książkach. Mam nadzieję, że tak nie jest . Swojego zdanie nie zmienię, o Japonii dowiedziałam się z Twojej książki bardzo dużo, dokładnie było w niej to, czego ja w tym momencie o Japonii szukałam, nic na to nie poradzę, że uważam "bezsenność..." za super książkę Mam nadzieję, że zgadzasz się z tym, że na szczęście każdy czytelnik ma prawo do własnej opinii. W dodatku, jeśli jest to opinia odosobniona, bo z tego, co widzę, większość na forum jest bardzo zadowolona z lektury. Ja na nią nie narzekam, ale nie jest to książka, której dałam w mojej punktacji (a tak, prowadzę listę książek przeczytanych i oceniam je sobie) najwyższą notę. A "Bezsenność..." ma u mnie 5* (dla wyjaśnienia perełki dostają 6* lub 5 i pół*). Pozdrawiam i mimo wszystko mam nadzieję, że jeszcze trochę mnie Lubisz Odpowiedz Link
suichi Re: hehe 24.11.05, 22:49 > W dodatku, jeśli jest to opinia odosobniona, bo z tego, co widzę, większość na > forum jest bardzo zadowolona z lektury. Nie no, narazie przewage maja "niezachwyceni" Moze tak wyglada ze wiekszosc bo to ja beszczelnie raz za razem sie wcinam. Gome ^^ Odpowiedz Link
chiara76 Re: hehe 24.11.05, 23:02 suichi napisał: > > W dodatku, jeśli jest to opinia odosobniona, bo z tego, co widzę, większo > ść na > > forum jest bardzo zadowolona z lektury. > > Nie no, narazie przewage maja "niezachwyceni" Moze tak wyglada ze wiekszosc > bo to ja beszczelnie raz za razem sie wcinam. Gome ^^ no a ja mam wrażenie, że jest przynajmniej remis. Odpowiedz Link
suichi Re: "Singapur Czwarta Rano" -wątek 24.11.05, 20:05 > To znaczy jak mi dasz każdą książkę o Japonii to stwierdzę, że jest dobra?? Nie, nie, chodzi o to ze "Bezsennosc" nie dosc ze o Japonii to jeszcze JEST dobra. "Singapur" moim zdaniem tez jest dobra tylko nie ma tam Japonii ktora do "Bezsennosci" przyciagnela i trzyma w zelaznym uscisku wiele osob, w tym mnie. > Co więcej, mnie interesuje na równym stopniu a może i większym muzyka! Okej, ale inaczej do muzyki podchodza ludzie jej sluchajacy a inaczej ja wykonujacy, tak jak napewno inaczej postrzegaja "Bezsennosc" Twoi znajomi nie znajacy Japonii niz Ty, co nie znaczy ze gorzej. Jest to dobrze napisana ksiazka z duza iloscia humoru wiec podoba sie wielu ludziom, ale zauwaz ze nie wszystkim - byly glosy krytyki chociazby na watku o "Bezsennosci". > Tym zdaniem stwierdzasz, że już nie jesteś otwarty na nowe rzeczy, którymi > zaczniesz się pasjonować. A żeby zacząć potrzeba stymulatorów Alez skad, jestem jak najbardziej odtwarty np. na Singapur o ktorym przed lektora wiedzialem tyle ze jest a po lekturze juz znacznie wiecej. Ale przeciez nie siegasz po kazdy temat tylko dlatego ze jest, cos Cie musi do niego naklonic. Jak bym nie czytal wczesniej "Bezsennosci" i nie wiedzial nic o Marcinie to prawdopodobnie "Singpuru" bym nie przeczytal, pare ksiazek juz czeka w kolejce do kupienia, gorzej z mozliwoscia. Chyba ze by wpadla mi w rece i przeczytal bym opis na okadce - wtedy kupil bym ze wzgledu na muzyke i przygody perkusisty ktorym sam kiedys bylem. Nie szukam nowych tematow majac kilka otwartych i nawet nie tyle nie zakonczonych co jeszcze nie okreslonych czy sa warte drazenia. > To zależy. Czy ta książka jest podręcznikiem mechaniki i budowy pojazdów > czterokołowych o napędzie paliwowym czy pasjonującym opowiadaniem. Ale "Singapur" nie jest vademecum muzyka amatora czy instruktarzem gry na perkusji. Moim zdaniem granie jest tu motywem przewodnim na rowni z Singapurem, gdyby akcja dziala sie gdzie indziej ksiazka napewno byla by inna, takie a nie inne przygody z muzyka wynikaly z charakteru kraju. Dla mnie jest to pasjonujaca opowiesc o innym miejscu i ludziach. Wydaje mi sie ze Singapur jest w niej odmalowany bardzo wyraziscie, napewno dowiedzialem sie o nim wiecej niz o Japonii z "Bezsennosci" ale to moze dlatego ze o Japonii niewiele bo niewiele ale cos tam wiedzialem a o Singapurze praktycznie nic. Z reszta sadze ze np. roznice w kwestii mieszkaniowej miedzy Polska a Japonia sa duzo wieksze niz miedzy Polska a Singapurem. Na pierwszy, najprostrzy rzut oka - w Japonii mieszkania male, brak ogrzewania, tatami (gdzieniegdzie), a w Singapurze - mieszkania duze, ogrzewanie nie potrzebne, na podlodze polerowany gres. Przeciez Marcin nie mogl na sile wymyslac nieistniejacych roznic zeby bardziej uegzotycznic Singapur a Japonia sama w sobie, jak juz bylo powiedziane, jest tematem 1000 razy szerszym, dluzszym czy glebszym, jak kto woli. A muzyka sprawila ze ksiazka spodobala mi sie baaardzo, zafascynowala, co nie znaczy ze gdyby byla o samochodach nie podobala by mi sie. Dobra ksiazka bedzie dobra nawet jesli temat nie jest "moj", a ta moim zdaniem jest dobra. > Ale ja się naprawdę cieszę, że jednym się książka podoba a innym nie. Na tym to > przecież polega No wlasnie! Konstruktywna wymiana opinii bawiac - uczy, uczac - bawi. Odpowiedz Link
gajdzin Re: "Singapur Czwarta Rano" -wątek 27.11.05, 13:40 > Marcinie, mam nadzieję, że niesłusznie mam wrażenie, że jesteś zagniewany za moją opinię o książkach. Słuszną masz nadzieje i niesłuszne masz wrażenie > Przeciez Marcin nie mogl na sile wymyslac nieistniejacych roznic zeby bardziej uegzotycznic Singapur Mógł. Ale nie chciał > Czy ta książka jest podręcznikiem mechaniki i budowy pojazdów > czterokołowych o napędzie paliwowym Świetny pomysł! Pojawiła mi się wizja książki dziejącej się w Malezji, której głównym motywem będzie konstrukcja pojazdów czterokołowych o napędzie spalinowym. Temat pasjonujący mnie w stopniu bliskim muzyki i perkusji! W ramach wprawki, główny (acz nieobecny) bohater mojej następnej książki (dziejącej się znowu w Japonii) będzie wynalazcą, a jednym z jego największych osiągnięć - właśnie nowa koncepcja silnika spalinowego o zmiennej pojemności skokowej. Wyzwaniem będzie tylko napisać to tak, żeby nie-techniczna część społeczeństwa (czyli jego 90%) nie umarła z nudów po stronie trzeciej... Pozdrawiam serdecznie! Marcin Bruczkowski www.marcin.bruczkowski.com Odpowiedz Link
suichi Re: "Singapur Czwarta Rano" -wątek 27.11.05, 17:43 gajdzin napisał: > Świetny pomysł! Pojawiła mi się wizja... Uoou, moze kiedys zaczniesz pisywac sajansfikszyn? ) Odpowiedz Link
rubeus Re: "Singapur Czwarta Rano" -wątek 25.11.05, 08:39 Zamówiłem wczoraj w Merlinie wraz z innymi książkami... Może na święta dotrze... Odpowiedz Link
speer Re: "Singapur Czwarta Rano" -wątek 28.11.05, 16:40 Dobiegam do konca ksiazki i... no wlasnie... Jakby nie patrzec Bezsennosc, moze dlatego ze byla pierwsza jest dla mnie ksiazka o lepsza. I to niestety duuuuzo lepsza. Singapur rozczarowuje. Sa tu dwa swiaty, ktore dla mnie przynajmniej nie lacza sie w jeden. Jeden swiat to swiat Singapuru drugi to swiat zespolow rockowych. Jesli chodzi o rock to szczerze mowiac "nie czuje bluesa" i w przenosni i w rzeczywsitosci... takze temat zespolow raczej mnie nie zainteresowal. Singapur zas odmalowany jest troche jako tlo tego wszystkiego wiec zamiast zachlystnac sie miastem w wyobrazni mam tylko ogolnie odmalowany Singapur... Troche to rozczarowuje. Wolalbym przeczytac Bezsennosc w Singapurze, niz Historie tworzenia amatorskich zespolow rockowych w Singauprze. Ale to tylko to co bym wolal. Tak czy inaczej jestem juz prawie przy koncu ksiazki, wciagnela mnie wiec nie jest zle. ALe i tak niedoscignionym wzorem jest Bezsennosc. Odpowiedz Link
gajdzin Re: "Singapur Czwarta Rano" - wątek 28.11.05, 19:28 > Singapur > zas odmalowany jest troche jako tlo tego wszystkiego wiec zamiast zachlystnac > sie miastem w wyobrazni mam tylko ogolnie odmalowany Singapur... Nigdy nie słyszałem o człowieku, któremu udałoby się zachłystnąć Singapurem (chyba, że wpadł do kanału w Geylang), ale znam paru Sinapurczyków, którzy wyemigrowali ze swojej ojczyzny, żeby nie umrzeć z nudów ) Singapur jest bardzo sympatyczny, jeśli pojedzie się tam na parę tygodni. Natomiast żyć tam parę lat nie życzę nikomu! > Wolalbym przeczytac Bezsennosc w Singapurze, niz Historie tworzenia amatorskich zespolow rockowych w Singauprze. Niestety, Bezsenność w Singapurze skończyła by się śmiercią protagnisty z nudów, gdzieś w połowie rozdziału 2 (cytując Gajdzina, str. 218: "Poza tym... nudno, jeśli wiesz co mam na myśli, Prosiaczku"). Albo jego metamorfozą w mrówkę... Singapur to maleńka wysepka o 100-letniej historii, a nie wielki naród o ponad 1000-letniej historii, jak Japonia. Materiału więc starczyło by może na 3 rozdziały, ale to pod warunkiem, że strzeliłbym parę dłuuugich opisów przyrody Stąd muzyka jako temat główny. Mój protagonista w życiu by nie wytrzymał w Singapurze przez 3 lata, gdyby nie jego pasja - gra w zespole. Przedziwnym zbiegiem okoliczności JA też nie wytrzymałbym w Singapurze, gdyby nie moje przygody estradowe. Na początku usiłowałem jeszcze zwiedzać i interesować się kulturą lokalną, ale to pierwsze się skończyło, bo zabrakło miejsc, w których nie byłem, a to drugie jak się okazało nie istnieje - została mi więc tylko muzyka... i ona mnie uratowała. Pozdrawiam serdecznie! Marcin Bruczkowski Odpowiedz Link
speer Re: "Singapur Czwarta Rano" - wątek 28.11.05, 19:55 Marcin, jasne, rozumiem! Dzieki tobie widze jaka jest roznica miedzy Japonia a Singapurem, bo do tej pory nie zdawalem sobie sprawy z az takiej roznicy. Bardzo mi sie podobal fragment dosc chyba osobisty, w ktorym Pawel przymiera glodem i wyprzedaje po kolei rzeczy z mieszkania... Wczolem sie tu troche w ciezki los bohatera... A fragmenty o tworzeniu zespolu rockowego... dla mnie niestety sa dosc nudnawe... Ale jak mowie - czytam ksiazke i generalnie mi sie podoba, wiec nie jest zle! :- ) fields of love Odpowiedz Link
gajdzin Re: "Singapur Czwarta Rano" - wątek 29.11.05, 19:52 > fragment dosc chyba osobisty Zgadłeś - dość osobisty... > A fragmenty o tworzeniu zespolu rockowego... dla mnie niestety sa dosc > nudnawe... Cóż, nie jest łatwo zarazić kogoś swoją pasją. Myślę, że jakby napisano nie wiem jak pasjonującą książkę z życia filatelistów, to zasnąłbym w połowie pierwszego rozdziału Pozdrawiam serdecznie, Marcin Bruczkowski Odpowiedz Link
speer Re: "Singapur Czwarta Rano" - wątek 01.12.05, 20:39 No to dotarlem do konca. Przede wszystkim dzieki, za kolejna ksiazke, ktora chcialo sie czytac! Jedna sugestia: i tak wszyscy wiedza, ze to twoje wspomnienia, wiec ten Pawel jedynie wprowadza zamieszanie. Co do zmieniana imion innych ludzi - to rozumiem (moze nie wszyscy chcieliby czytac o sobie), ale ty sam powinienes pozostac Marcinem a nie Pawlem. W ten sposob ksiazka bylaby jeszcze fajniejsza! Odpowiedz Link
speer Sciecie w Singapurze... 02.12.05, 13:39 Wlasnie czytam na wegierskim Nepszabadsagu, ze: "Kábítószer-kereskedelem miatt kivégeztek pénteken Szingapúrban egy ausztrál állampolgárt - közölte a szingapúri belügyminisztérium. A 25 éves Nguyen Tuong Van vietnami származású ausztrál állampolgárt 2002 decemberében ítélték halálra 400 gramm heroin Szingapúrba csempészéséért, ahol 15 grammnál nagyobb mennyiségű kábítószer birtoklásáért halálbüntetés szabható ki." Czyli, ze w Singapurze wlasnie powieszono 25 letniego obywatela Australii pochodzenia wietamskiego, Nguyena Tuonga Vana, za posiadanie 400 gramow ciezkich dragow. Posiadanie powyzej 15 gramow takich dragow karane jest tam smiercia. Hmmm... tak wiec czasami kogos ukarza dla przykladu... Odpowiedz Link
gajdzin Re: "Singapur Czwarta Rano" - wątek 02.12.05, 15:15 > ty sam powinienes pozostac Marcinem a nie Pawlem. Ale wtedy Paweł nie mógłby spotkać Marcina, co przecież staje się punktem zwrotnym w jego życiu. Gajdzin zapoczątkowuje proces wyciągania go z depresji i upadku, podsuwa mu lek - muzykę, która w tej książce pokazuje się właśnie jako siła zarówno niszcząca (upadek Pawła z powodu zaniedbywania pracy przez granie, Vincent i kokaina) jak i uzdrawiająca. Znany z Besenności w Tokio Gajdzin na pewno nie miałby takich przygód, jak Paweł. Jest człowiekiem bardziej pewnym siebie, mniej podlegającym wpływom zewnętrznym i mniej skłonnym do tak głębokiej pasji, jaką przejawia Paweł. Z drugiej strony Gajdzin ma dużo mniejsze powodzenie u płci pięknej (vide Bezsenność: 8 lat i tylko 2 dziewczyny!) Oczywiście jest jeszcze wątek wątpliwości, czy przypadkiem Gajdzin nie jest wytworem chorej wyobraźni Pawła, albo Paweł - rozdwojeniem jaźni Gajdzina (patrz str. 295/296). Interpretacja należy do czytelnika. W końcu dobra książka powinna mieć drugie dno, a najlepiej i trzecie No i delikatna sugestia teorii, że cała książka dzieje się w alternatywnej rzeczywistości, co niejako przypisało by ją do nurtu science fiction - nie powiem, na której stronie to się pojawia, odkrycie wymaga bardzo wnikliwego czytania i dobrej znajomości zespołów Pink Floyd i The Doors... Pozdrawiam! Marcin Bruczkowski www.marcin.bruczkowski.com Odpowiedz Link
gajdzin Sciecie w Singapurze... 02.12.05, 15:20 PS. Dokładnie - dla przykładu. Takie rzeczy trafiają na strony gazet, a to, że w licznych centrach odwykowych siedzą tłumy kokainistów a na każdej dyskotece można kupić Ecstasy, a więc narkotyki walą szerokim strumieniem do Singapuru (bo skądś muszą się tam brać) - jakby mniej... PPS. Proponuję dyskusję o Singapurze przenieść na wątek "Singapur, czwarta rano": forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=12466&w=32243433 Pozdrawiam serdecznie! Marcin Bruczkowski www.marcin.bruczkowski.com Odpowiedz Link
gajdzin Re: Sciecie w Singapurze... 02.12.05, 19:53 Zaraz - ja chyba się chyba zaplątałem - to JEST na wątku singapurskim. A przysiągłbym, że było na japońskim... Chyba za dużo pracuję? Marcin Bruczkowski Odpowiedz Link
suichi Re: Sciecie w Singapurze... 03.12.05, 10:26 > Zaraz - ja chyba się chyba zaplątałem - to JEST na wątku singapurskim. )) No rzeczywiscie sie zaplatales, pewnie dlatego ze to watek o "Singapurze..." na forum Japonia ktory wydzielil sie z watku o "Bezsennosci..." Odpowiedz Link
suichi Re: "Singapur Czwarta Rano" - wątek 03.12.05, 10:22 > No i delikatna sugestia > teorii, że cała książka dzieje się w alternatywnej rzeczywistości... Taa, Doorsi z basista ) Odpowiedz Link
gajdzin Re: "Singapur Czwarta Rano" - wątek 06.12.05, 14:53 Brawo!!! Moja pani redaktor była z tego trochę niezadowolona. Chciała dodać przypis z wyjaśnieniem, że The Doors nie mieli basisty. Ja argumentowałem: nie złapanie tego detalu w niczym nie zmniejszy przyjemności z czytania książki, a fajnie jest, kiedy w tekście ukryte są jakieś aluzje i mini-zagadki dla wtajemniczonych. Łopatologii stosowanej mówimy stanowcze NIE! Marcin Bruczkowski www.marcin.bruczkowski.com Odpowiedz Link
suichi Re: "Singapur Czwarta Rano" - wątek 06.12.05, 18:49 No i chwala bogu ze sie obylo bez przypisu, wygladalo by to cokolwiek... nie wiem jak ale by nie pasowalo Odpowiedz Link
suichi Re: "Singapur Czwarta Rano" - wątek 06.12.05, 19:01 A a'propos Pink Floyd wlasnie kupilem ojcu pod choinke The Wall na DVD, sprawdzimy w wigilie z ktorej rzeczywistosci jest to wydanie :] Hey you, out there in the cold Getting lonely, getting old Can you feel me? Odpowiedz Link
gajdzin Re: "Singapur Czwarta Rano" - wątek 07.12.05, 15:09 "Hey You" zostało nakręcone jako video-klip i dodane do "rozszerzonych" wersji DVD filmu The Wall jako materiał dodatkowy. Ale nigdy nie było elementem filmu. Pamiętam, jak oglądałem The Wall pierwszy raz w Anglii na obozie letnim, miałem wtedy 17 lat i film zrobił na mnie piorunujące wrażenie, ale byłem też okropnie rozczarowany, że właśnie mojej ulubionej piosenki tam nie ma... Pozdrawiam serdecznie, Marcin Bruczkowski www.marcin.bruczkowski.com Odpowiedz Link
aree Re: "Singapur Czwarta Rano" -wątek 09.12.05, 01:02 Mój egzemplarz przekazałam do dalszego czytania ze słowami: ”przeczytaj, dobra książka”, żeby przypadkiem nie uprzedzać moim rozczarowaniem. No i właśnie dostałam informację zwrotną: „to jest dobre? co to za książka, nudna i nic w niej nie ma. Coś ty mi dała i po co (...)”. I tym sposobem oberwałam w ucho Odpowiedz Link
gajdzin Re: "Singapur Czwarta Rano" -wątek 09.12.05, 09:23 Na ucho polecam zimny okład! Uważam, że ten czytelnik/-czka ma całkowitą rację - książka jest nudna i NIC w niej nie ma. Kontunuuję w ten sposób tradycję Bezsenności w Tokio - bo to jest dopiero książka O NICZYM. Której to opinii jestem gotów bronić na polu merytorycznym. Ale nie przejmuj się - właśnie pracuję nad następną powieścią, w której nie będzie tak bardzo NIC, że to nic z Singapuru jest niczym w porównaniu z tym niczym które tam będzie a raczej nie będzie! Oczywiście mam nadzieję, że teraz będziesz mądrzejsza i w obronie własnego ucha nie dasz tej osobie w/w książki do przeczytania. Mogłoby się to skończyć czymś nawet gorszym niż uchem... Pozdrawiam serdecznie, Marcin Bruczkowski www.marcin.bruczkowski.com Odpowiedz Link
suichi Re: "Singapur Czwarta Rano" -wątek 09.12.05, 19:13 Oj, bo wy sie wszyscy nie znacie, gajdzin tez! ;P Dla mnie ksiazka wcale nie jest nudna i jest o czyms - o przygodach z muzyka w Singapurze. Jest humor i sa przemyslenia, sa zabawne sytuacje i jest proba wnikniecia w psychike przebywajacych tam ludzi. Jak zyja, czym sie kieruja, jakie sa ich priorytety - ludzie mlodsi, starsi, roznych narodowosci. Moim zdaniem ksiazka bardzo dobrze pokazuje jak sie czuje polski "grzybek" w miedzynarodowym, glownie azjatyckim "bigosie", jak sobie w nim radzi, jakie tworzy relacje z innymi skladnikami. ) Poza tym pozwole sobie wyrazic moja opinie ze jest to ksiazka dojrzalsza od "Bezsennosci...", bardziej przemyslana, pisana z wiekszym zaangazowaniem autora. O! Odpowiedz Link
gajdzin polski grzybek w azjatyckim bigosie 10.12.05, 13:45 Suichi, jakbym Cię miał pod ręką, to bym Cię pocałował (mam nadzieję, że jesteś płci pięknej, bo mężczyzn całować nie lubię...) Strasznie mi się podoba ten grzybek! A tutaj coś do śmiechu: www.vivi.strefa.pl/japan/ Popatrzcie, jaką książkę napisałem, sam o tym nie wiedząc. A może oni są jasnowidzami i ja coś takiego napiszę? To by była książka o mojej młodości i studiach na UW, bo wtedy właśnie lubiłem zabierać kolejne narzeczone do jedynej chińskiej knajpy w Warszawie - "Szanghaj", żeby im zaimponować umiejętnością jedzenia okrutnie (jak na ówczesne czasy) ostrych potraw i to pałeczkami! Pozdrawiam serdecznie, Marcin Bruczkowski www.marcin.bruczkowski.com Odpowiedz Link
chiara76 :)) wysłałeś im sprostowanie? 10.12.05, 13:53 dali do pieca... "Sznaghaj czwarta rano", zaraz się okaże, że napisałeś jeszcze Nowy York piąta po południu, albo coś takiego. Osobiście mogłabym popełnić "Sopot, 4 rano", niestety raz miałam w swoim autostopowym epizodzie moment, że na dworcu kolejowym w Sopocie spędziłam czas poranny w oczekiwaniu na pierwszą kolejkę pomiejską...niby jedna noc, a byłoby o czym pisać... Odpowiedz Link
gajdzin Sopot, czwarta rano 10.12.05, 15:56 Opowiedz, opowiedz!!! (Tak, wysłałem sprostowanie, chociaż wątpię, żeby przeczytali maila przed poniedziałkiem.) Marcin Bruczkowski www.marcin.bruczkowski.com Odpowiedz Link
suichi Re: polski grzybek w azjatyckim bigosie 12.12.05, 10:35 He he, jak milo, dzieki Niestety naleze do brzydszej czesci ludzkosci ale 19 w Empiku bede polowal na Uscisk Dloni Autora[tm] Odpowiedz Link
gajdzin Re: polski grzybek w azjatyckim bigosie 13.12.05, 20:29 Super, będę Cię wyglądał! Tylko od razu się przyznaj, że jesteś SUICHI... Marcin Bruczkowski www.marcin.bruczkowski.com Odpowiedz Link
suichi Re: polski grzybek w azjatyckim bigosie 13.12.05, 22:40 Jasna sprawa. Raz sie juz spotkalismy ale przedstawilem sie imieniem nie nickiem, tym razem to naprawie. Odpowiedz Link
gajdzin Re: polski grzybek w azjatyckim bigosie 16.12.05, 07:46 No to do zobaczenia! Właśnie zaczynam rozbierać mój zestaw, zaraz będzie pakowany do samochodu (właściwie do 2 samochodów, bo w 1 się nie zmieści) i pojedzie do Torunia, nagrywać reklamę "Singapur, czwarta rano" dla TV Podróże. Scenariusz reklamy zakłada, że ja będę grał na perkusji do jakiegoś podkładu, a za każdym razem, kiedy uderzę w naciąg jakiegoś bębna, na naciągu "wywkitnie" jedno ze zdjęć z Singapuru, które im w tym celu przygotowałem i wysłałem. Jestem pełen obaw, jak to pójdzie, bo załoga tej stacji nigdy nic podobnego nie zrobiła. Dopiero wczoraj im uświadomiłem mailowo, że już przy nagrywaniu muszę mieć podkład muzyczny - inaczej skąd mam wiedzieć w który bęben uderzyć kiedy? Teraz biegają i szukają jakiegoś utworu... Wracam dopiero w niedzielę, do tego czasu będę poza zasięgiem Internetu. Pozdrawiam serdecznie! Marcin Bruczkowski www.marcin.bruczkowski.com Odpowiedz Link
chiara76 Re: polski grzybek w azjatyckim bigosie 16.12.05, 09:43 dasz znać, kiedy będzie ten program? Kiedyś złapałam tam całkiem fajny z babeczką, która od lat jeździ do Indii. Powodzenia na nagraniu. Zazdroszczę, że nie masz tremy Odpowiedz Link
suichi Re: polski grzybek w azjatyckim bigosie 16.12.05, 09:58 chiara76 napisała: > Powodzenia na nagraniu. Zazdroszczę, że nie masz tremy No co ty? Dr Kim Bauer z niejednego pieca chleb jadl!! D Odpowiedz Link
gajdzin Re: polski grzybek w azjatyckim bigosie 18.12.05, 18:55 Ano, wróciłem (jak stwierdził Sam). Nagranie poszło świetnie. TV Podróże wynajęło salę balową w toruńskim hotelu, a ja radośnie robiłem w niej nieludzki hałas przez cały sobotni ranek, podczas kiedy przez szklane drzwi grupka autochtonów zawzięcie trzaskała zdjęcia, przekonana, że to co najmniej Charlie Watts przyjechał ze Stones'ami do Torunia na niespodziewany koncert... Dam znać na mojej stronie, kiedy będę znał datę i czas emisji reklamy i programów. Pozdrawiam serdecznie, Marcin Bruczkowski www.marcin.bruczkowski.com Odpowiedz Link
suichi Re: polski grzybek w azjatyckim bigosie 20.12.05, 06:45 No i dupa, tak to wlasnie jest z baba. Przepraszam wszystkich ale jestem poprostu zly. Moze ktos napisze jak bylo na spotkaniu w empiku? (( Odpowiedz Link
seruppin Re: polski grzybek w azjatyckim bigosie 20.12.05, 09:33 suichi napisał: > No i dupa, tak to wlasnie jest z baba. Przepraszam wszystkich ale jestem > poprostu zly. Moze ktos napisze jak bylo na spotkaniu w empiku? (( Jak wroce do domu to napisze i wrzuce kilka zdjec, a co mi tam... Zdjecia beda pozniej. Wrazenia ... goraco, moze to z okazji tego, ze najnowsza ksiazka jest o Singapurze, ale mozna by bylo wlaczyc jakis nawiew czy cus... Po drugie tlok, to byla akurat wypadkowa, malej ilosci miejsca i duzej ilosci ludzi. Ogolnie bylo ?fajnie?. Dostalem autograf, troche porozmawialem (ale tylko troche, bo bylo kupe ludzi), spotkalem kilku znajomych i szybko sie zmylem (ten koszmarny upal). Moze pozniej bylo jakos inaczej, ale nie bylo zadnego spotkania w szerszym gronie (jak poprzednio w Empiku Junior), raczej jeden na jeden. PS. Jako że mnie tylko interesowalo spotanie z "gaijinem" to nie zwracalem uwagi na inne atrakcje (origami, herbate, podobno makijaz). PS2. Ciekawy jestem jak duzo osob z tego forum bylo na spotkaniu. -- Z powazaniem Ser Odpowiedz Link
seruppin Re: polski grzybek w azjatyckim bigosie 21.12.05, 09:07 duch.mimuw.edu.pl/~ser/empik/ Jak już wspomniałem, nie interesowałem się innymi atrakcjami, więc tylko kilka zdjęć i tak głównie gajdzina -- Z poważaniem Ser Odpowiedz Link
chiara76 Re: polski grzybek w azjatyckim bigosie 21.12.05, 09:47 Fajne zdjęcia. W tle ślicznie wydana przez Muzę jakaś książka Isabel Allende (lubię jej książki) i widzę, że ktoś podetknął do zautografowania "Bezsenność w Tokio" Sorry, mam taki hopel na punkcie szczegółów Odpowiedz Link
seruppin Re: polski grzybek w azjatyckim bigosie 21.12.05, 16:50 > Fajne zdjęcia. > W tle ślicznie wydana przez Muzę jakaś książka Isabel Allende (lubię jej > książki) i widzę, że ktoś podetknął do zautografowania "Bezsenność w Tokio" Tym ktosiem byłem ja > > Sorry, mam taki hopel na punkcie szczegółów Hmm, na takim zmniejszeniu i tak niewiele widać -- Z poważaniem Ser Odpowiedz Link
gajdzin WESOŁYCH ŚWIĄT 22.12.05, 20:05 Wszystkim forumowiczom i życzę Wesołych Świąt, a życzenia bardziej szczegółowe pozwolę sobie skopiować z mojej strony: 1. dobrej książki pod choinką, 2. czasu na jej przeczytanie, 3. ochoty i możliwości podzielenia się co lepszymi fragmentami z kimś bliskim. Pozdrawiam serdecznie! Marcin Bruczkowski www.marcin.bruczkowski.com Odpowiedz Link
suichi Re: WESOŁYCH ŚWIĄT 23.12.05, 10:58 Jak milo ze nie zapomniales o swoich wiernych czytelnikach! Meri kurisumasu! Odpowiedz Link
arie Re: polski grzybek w azjatyckim bigosie 23.12.05, 01:28 Wszystkim Forumowiczom wszystkiego Najlepszego, samych miłych chwil, mnóstwa radości i szczęścia ) Odpowiedz Link
rubeus Re: "Singapur Czwarta Rano" -wątek 26.12.05, 14:01 Pierwsza [z kilku] lektura 'singapuru' za mną... Wrażenia - nawet, nawet... Styl - baaaaardzo odmieny od 'Bezsennosci' - no i to naszpikowanie terminami muzyczno-perkusyjnymi , ale generalnie fajnie się czyta... Muszę poszukać czegoś o Malezji i Singapurze, bo ciekawość została rozbudzona Ps. Małże sercówki można dostać w Polsce Ps2. Gajdzin - jak już wypytasz szacowną małżonkę o pewien przepis, zapodaj go na forum Więcej uwag po powtórnej uważniejszej lekturze ))0 Odpowiedz Link
pasik Re: "Singapur Czwarta Rano" -wątek 28.12.05, 21:20 książkę podrzuciłam komuś pod choinkę,a potem perfidnie zabrałam się do czytania. inna..zdecydowanie. Mąż powiedział- czytałem że nudy, same terminy. Ja jednak niezrażona. Może przez to że pracuję z takim jednym perkusistą i przez kilkanaście pierwszysch stron myślałam o nim. Singapur dla mnie to wielkie nico- pomieszane style, narodowości,jedzenie. Na razie skończyłam na stronie 240..nie wiem dlaczego,ale jak na razie mam wrażenie,że Gajdzin w tej książece mogłby nie istnieć(dziwne uczucie) Odpowiedz Link
gajdzin Re: "Singapur Czwarta Rano" -wątek 29.12.05, 08:54 > Singapur dla mnie to wielkie nico- pomieszane style, narodowości,jedzenie. Dokładnie! Taki właśnie jest Singapur. Wszystko pomieszane, totalny brak rdzennej kultury, a właściwie wszelkiej kultury. Trzeba im to jednak wybaczyć, jako że są wysepką o 100-letniej zaledwie historii, na której 100% narodu to gastarbeiterzy albo ich potomkowie. Pisarzy, malarzy, językoznawców czy astronomów nikt tam nie sprowadzał, bo po co? Stąd ubóstwo kultury, myślenia, zakresu zainteresowań Singapurczyków (wystarczy posłuchać taksówkarzy, Julie czy June)... > Gajdzin w tej książece mogłby nie istnieć Gdyby nie było w tej książce Gajdzina, Paweł popełniłby samobójstwo, zmarniał totalnie albo przynajmniej wyjechał z Singapuru i książka skończyłaby się w rozdz. 10. Przecież to właśnie Gajdzin (niezależnie od tego, czy jest postacią rzeczywistą, czy np. wytworem chorej wyobraźni Pawła) pojawia się w momencie, kiedy nasz bohater osiągnął dno, i daje mu kopa, który pozwala się od tego dna odbić. Skierowuje go przy okazji w stronę muzyki, a więc tej samej siły, która stała się przyczyną jego upadku, a teraz ma go uzdrowić. Co jest nieprzypadkowe, bo wszelka ludzka pasja, z muzyką włącznie, jest właśnie siłą zarówno niszczącą jak i uzdrawiającą (obrazuje to w książce zarówno Paweł jak i Vincent). Pozdrawiam! Marcin Bruczkowski www.marcin.bruczkowski.com Odpowiedz Link
martolka Re: "Singapur Czwarta Rano" -wątek 04.01.06, 16:26 gajdzin napisał: > Wszystko pomieszane, totalny brak > rdzennej kultury, a właściwie wszelkiej kultury. Tak wlasnie odebralam ten kraj po lekturze i nie widze w zwiazku z tym argumentu, ze w ksiazce brak samego Singapuru - jest, tylko on taki wlasnie jest, czyli nijaki, materialistyczny, ale bez "ducha". Moze przez chwile ciekawic, ale na dluzej te ciagle pieniadze/interesy/gospodarka + upal/karaluchy/mrówki nie sa zbyt pociagajace... Mnie sie ksiazka bardzo podobala, smiem twierdzic ze nawet ciut bardziej niz Bezsennosc , choc wole Japonie. Nota bene intersuje sie muzyke nie tylko na sluchajaco wiec i glówny temat mi pasowal. Duze dzieki za napisanie i czekam na kolejna. Do roboty! Odpowiedz Link
suichi Re: "Singapur Czwarta Rano" -wątek 06.01.06, 10:03 martolka napisała: > Tak wlasnie odebralam ten kraj po lekturze i nie widze w zwiazku z tym > argumentu, ze w ksiazce brak samego Singapuru - jest, tylko on taki wlasnie > jest, czyli nijaki, materialistyczny, ale bez "ducha". Moze przez chwile > ciekawic, ale na dluzej te ciagle pieniadze/interesy/gospodarka + > upal/karaluchy/mrówki nie sa zbyt pociagajace... > > Mnie sie ksiazka bardzo podobala, smiem twierdzic ze nawet ciut bardziej niz > Bezsennosc , choc wole Japonie. Nota bene intersuje sie muzyke nie tylko na > sluchajaco wiec i glówny temat mi pasowal. No wlasnie!! Caly czas to powtarzam! ;D Odpowiedz Link
rubeus Re: "Singapur Czwarta Rano" -wątek 29.12.05, 17:04 Głębsze przemyślenia w materii Singapuru [Jestem w trakcie powtórnej lektury więc czytam uważniej i nie tak łapczywie ] Kompozycyjnie - zupełnie odmienne od Bezsenności - jest ciągłość chronologiczna i narracyjna akcji... Bezsenność przypomina na tym tle raczej wyrywkowe zapiski z pamiętnika. Przy pierwszym czytaniu trudno przebrnąć przez rozsiane niczym bakalie w cieście terminy muzyczne, ale potem idzie łatwiej... Skłaniam się powoli ku tezie, że akcja jednak dzieje się w innej rzeczywistości - jak sugerował Gajdzin parę wypowiedzi wyżej... Odpowiedz Link
gajdzin Re: "Singapur Czwarta Rano" -wątek 30.12.05, 09:20 Umówiłem się z Rubeusem na dłuższą odpowiedź na forum, więc do roboty: > jest ciągłość chronologiczna Bo ja wim? W sumie Singapur wykorzystuje podobną technikę do Bezsenności: prezentuje kilkudniowe wyrywki między którymi upływa większa ilość czasu. Różnica jest tylko w skali. Bezsenność obejmuje okres ośmiu lat, a Singapur - dwóch. Dlatego te "dziury" w Bezsenności sięgają 1 roku, a w Singapurze - 2 miesięcy. > Bezsenność przypomina na tym tle raczej wyrywkowe zapiski z pamiętnika. I taki trochę był zamysł, bo gdybym szczegółowo opisał 8 lat czyjegoś życia, to książka miałaby objętość Encyclopeadia Britannica... To akurat uważam za aspekt dający się obronienić. Gorzej z brakiem wielowątkowości w Bezsenności, co czyni z niej bardzo długie opowiadanie zamiast powieści. Trochę jak Robinson Crusoe. > na początku trudno przebrnąć przez rozsiane niczym bakalie w cieście terminy muzyczne Podejrzewam, że może być ich nadmiar, ponieważ redaktorem książki była pani Dorota Koman (ta sama co przy Bezsenności), która po pierwsze była żoną gitarzysty rockowego, a po drugie napisała w swoim czasie pracę magisterską na polonistyce UW ze... slangu muzyków rockowych. Jest więc skrzywiona zawodowo i nadmiar zwrotów "estradowych", mało zrozumiałych dla przeciętnego odbiorcy, cieszy ją zamiast niepokoić. Ja natomiast bardzo lubię wszelkie slangi zawodowe, uważam, że bardzo dodają realizmu książce czy filmowi. Denerwuje mnie niepomiernie, kiedy w powieści albo filmie rozmiawia dwóch hydraulików a my wszystko rozumiemy. W rzeczywistości przecież tacy fachowcy nałogowo produkują wypowiedzi typu "droselklapa jest tandetnie zblindowana i ryksztosuje", których żaden szanujący się nie-hydraulik nie ma prawa zrozumieć! Obiecuję więc, że jeśli napiszę kiedyś powieść z życia japońskich hydraulików, to będzie usiana ryksztosującymi doserklapami. > Skłaniam się ku tezie, że akcja jednak dzieje się w innej rzeczywistości - jak sugerowałeś na forum O, nie, ja wcale tego nie sugerowałem! Zwróciłem tylko uwagę, że JEST w tej książce zaszyta taka sugestia, ponieważ dla kogoś, kto nie zna filmu i płyty The Wall, ani składu instrumentalnego The Doors, sugestia ta może spokojnie umknąć (i bardzo dobrze, taki był zamysł). Ale to jest tylko sugestia, natomiast interpretacja należy do czytelnika. Podobnie jak np. kwestia Gajdzina - czy to był prawdziwy człowiek, który w swoim czasie wyciągnął Pawła z depresji dając mu kopa w stronę muzyki, tej samej siły, która go kiedyś zniszczyła, a teraz ma uzdrowić? Czy może był on tylko wytworem chorej wyobraźni Pawła? Nie ma tutaj oczywistej odpowiedzi. Nie dalej jak przedwczoraj dostałem gniewny email od jakiegoś czytelnika, że jakim prawem mącę mu w głowie - najpierw Gajdzin jest, a potem okazuje się, że wcale go nie było... Nie odpowiedziałem oczywiście, że ja po prostu uwielbiam mącić w głowie czytelnikom tylko zwróciłem uwagę, że teoria o nie istnieniu Gajdzina jest teorią w/w czytelnika, a nie moją. Można przecież równie dobrze założyć, że Gajdzin go nie znalazł, bo wcale się do tego nie przyłożył. Nie spróbował nawet zwrócić się do Fuji Xerox, gdzie Gajdzin był zaproszony na D&D, ani do Urzędu Imigracyjnego. A to, że jakaś paniena na recepcji nie umiała znaleźć Gajdzina w bazie, albo że miejscowi bali się przyznać nieznanej osobie (może urzędnikowi HDB?) że nielegalnie wynajmowali komuś mieszkanie, to naprawdę niczego nie dowodzi... Śmieszne jest natomiast to, że w młodości nieziemsko mnie irytowali autorzy zostawiający czytelnikom odpowiedzi do własnego uznania (vide zakończenie "Lalki" Prusa, czyli kwestia, co się stało z Wokulskim), a teraz sam robię właśnie takie numery... których nasilenie, obawiam się, jeszcze się zidentyfikuje w mojej następnej książce. Pozdrawiam serdecznie! Marcin Bruczkowski www.marcin.bruczkowski.com Odpowiedz Link
rubeus Re: "Singapur Czwarta Rano" -wątek 30.12.05, 17:39 A tak na marginesie - czy 'Singapur' ma mieć wydanie anglojęzyczne Czy, ze względów politycznych ^^ takowego nie będzie... Odpowiedz Link
gajdzin Re: "Singapur Czwarta Rano" -wątek 30.12.05, 20:38 Dużo bystrości i domyślności jest w tej uwadze - mam w Singapurze bliską rodzinę (siostra mojej żony z mężem i dziećmi, różni powinowaci kuzyni, itd.) Nie bardzo chcę robić im kłopoty albo sam się narażać na jakieś problemy z wjazdem do kraju. Rząd Singapuru potrafi być zazdrosny i bezlitosny dla tych, którzy źle się o nim wypowiadają. Ale z drugiej stony "Singapur, czwarta rano" jest książką całkiem politycznie poprawną, jak na to, co MÓGŁBYM napisać o tym kraju Nie, na razie nie myślę o wydaniu anglojęzycznym, ale za kilka lat powrócę do tego tematu. Teraz chcę się skupić po prostu na następnej książce. Pozdrawiam serdecznie! Marcin Bruczkowski www.marcin.bruczkowski.com Odpowiedz Link
beers Re: "Singapur Czwarta Rano" -wątek 05.01.06, 10:51 Kupiłem wczoraj i zaczynam w weekend czytać Oczywiście podzielę się wrażeniami. Odpowiedz Link
gajdzin Re: "Singapur Czwarta Rano" -wątek 06.01.06, 10:06 Już się na to cieszę... A mnie jakoś ostatnio nie idzie pisanie Wielkiej Japońskiej Powieści, więc w ramach odskoczni zacząłem sobie planować drugą część Singapuru, którą chcę napisać za 2 książki. Będzie się działa w dużym stopniu w Malezji (żeby było przewrotniej) i chcę do niej dołączyć CD single z paroma numerami mojego zespołu. A w ogóle jak ktoś ma jakieś pomysły i zapotrzebowania na wątki, historie czy bohaterów, to piszcie! Pisarzem, który do perfekcji doprowadził zbieranie pomysłów od czytelników był Piers Anthony, jeszcze przed erą Internetu. Wszyscy pomysłodawcy byli oczywiście z pełnymi honorami wymieniani w jego książkach. Uważam, że to bardzo fajny system. Pozdrawiam, Marcin Bruczkowski www.marcin.bruczkowski.com Odpowiedz Link
gajdzin Opowiadanie o masażu... 16.01.06, 10:28 Wiadomości z ostatniej chwili - właśnie dogadałem się z pewną firmą, która na wiosnę planuje pierwszy nakład nowego czasopisma. W jego pierwszych trzech wydaniach ukaże się w częściach opowiadanie mojego autorstwa. Motywem przewodnim będzie masaż japoński, a bohaterami - Sean i Gajdzin. Czyli coś w codzaju 14go, nie napisanego rozdziału Bezsenności w Tokio Pozdrawiam, Marcin Bruczkowski www.marcin.bruczkowski.com Odpowiedz Link
gajdzin Re: Opowiadanie o masażu... 17.01.06, 18:59 Nie - zaliczyłem kurs masażu w japońskiej szkole masażu i akupunktury w Akihabara. Pozdrawiam serdecznie, Marcin Bruczkowski www.marcin.bruczkowski.com Odpowiedz Link
nekos Re: Opowiadanie o masażu... 16.01.06, 15:12 gajdzin napisał: > Wiadomości z ostatniej chwili - właśnie dogadałem się z pewną firmą, która na > wiosnę planuje pierwszy nakład nowego czasopisma. W jego pierwszych trzech > wydaniach ukaże się w częściach opowiadanie mojego autorstwa. Motywem > przewodnim będzie masaż japoński, a bohaterami - Sean i Gajdzin. Czyli coś w > codzaju 14go, nie napisanego rozdziału Bezsenności w Tokio > > Pozdrawiam, > > Marcin Bruczkowski > www.marcin.bruczkowski.com a co masz dla tych ktorzy nie maja dostepu do czasopisma??? Odpowiedz Link
gajdzin Re: Opowiadanie o masażu... 17.01.06, 19:01 Spróbuję wynegocjować z wydawcą, żebym w powiedzmy miesiąc po ukazaniu się czasopisma mógł umieścić to opowiadanie na ich, albo mojej stronie internetowej. Pozdrawiam serdecznie, Marcin Bruczkowski www.marcin.bruczkowski.com Odpowiedz Link
gajdzin Re: Opowiadanie o masażu... 19.01.06, 14:13 A ja jeszcze bardziej... Z innych ciekawostek, właśnie poznałem termin najbliższego spotkania autorskiego połączonego z mini-koncertem mojego zespołu: Łódź, POS (Poleski Ośrodek Sztuki), 24 Marca, 18:00. Potem będzie Wrocław (kwiecień) i Warszawa (maj). Pozdrawiam! Marcin Bruczkowski www.marcin.bruczkowski.com Odpowiedz Link
gajdzin Re: właśnie! dobre pytanie. nt 20.01.06, 17:35 ŚWIETNE pytanie. "Gajdzin - 10 years after" nie powstanie, dopóki ktoś mi nie zafunduje półrocznego pobytu w Japonii Ale abstrahując już od kosztów, nikt mi przede wszystkim nie da takiego urlopu w pracy. A już na pewno nie mój szef... Marcin Bruczkowski www.marcin.bruczkowski.com Odpowiedz Link
yabanjin a jak sie zespol nazywa? 19.01.06, 15:02 Sergeant Pepper Gaijin Hearts Club Band? Odpowiedz Link
gajdzin Re: a jak sie zespol nazywa? 20.01.06, 17:38 Ja bym wolał Dr KimBauer's Lonely Hearts Club Band. Zespół nazywa się Hebi. A nazywa się tak dopiero od paru tygodni, bo jest właściwie nowym tworem - stary się rozpadł parę miesięcy temu. Dlatego poza samymi członkami zespołu nazwę tę znają tylko Wtajemniczeni... Marcin Bruczkowski www.marcin.bruczkowski.com Odpowiedz Link
maclorcan Re: Opowiadanie o masażu... 20.01.06, 00:03 Heh, fajnie. Nie wiem jeszcze gdzie mamy Poleski Ośrodek Sztuki, ale trzeba będzie poszukać i się wybrać Odpowiedz Link
gajdzin Poleski Ośrodek Sztuki 20.01.06, 17:42 Google mówi, że na Krzemienieckiej 2a. www.pos.lodz.pl Dzisiaj z nimi rozmawiałem i chyba byli ciut przerażeni wizją Głośnego Rocka serwowanego sali pełnej Różnych Grup Wiekowych, jakie zazwyczaj przychodzą na spotkania autorskie Ale będą dzielnie nas wspierać i dają nawet miejscowego akustyka, żeby nas ładnie nagłośnił. Marcin Bruczkowski www.marcin.bruczkowski.com Odpowiedz Link
maclorcan Re: Poleski Ośrodek Sztuki 20.01.06, 23:56 No tak, Google Twoim Przyjacielem W sumie to rzut beretem ode mnie czyli jest jeszcze lepiej Co do muzyki - jeśli zagracie starego rocka to może nawet Różne Grupy Wiekowe znajdą coś dla siebie Chyba że będą też grupy bardzo "wiekowe" Odpowiedz Link
gajdzin Re: Poleski Ośrodek Sztuki 22.01.06, 11:42 Jest dokładnie tak, jak mówisz. Rozkład demograficzny moich czytelników wygląda jak wielbłąd dwugarbny. Pierwszy garb to grupa 16-24, potem jest dziura, a potem szerszy garb: 40-60. Ciekawe, czy to dlatego, że pokolenie młodych profesjonalistów nie ma czasu na czytanie książek, a młodych nie- profesjonalistów nie ma na nie pieniędzy? W każdym razie na moich spotkaniach autorskich zawsze jest kilka osób w kosmatych nakryciach głowy i wybór muzyki został podytkowany potrzebą uniknięcia ambarasujących scen zatykanych uszu i pośpiesznego opuszczania widowni. Starego Rocka jednak zasadniczo nie gramy. Planujemy odtworzyć 4 oryginały i 2 covery (The Cure - "Lullaby" i Kraftwerk - "Computer World"). Oryginały są skomponowane przez nszego wokalistę / gitarzystę, Andrzeja Archanowicza i są w moim skromnym mniemaniu Mistrzostwem Świata i Okolic. Klimat ogólnie rzecz biorąc pinkfloydowao-direstraitsowaty, ale czasem trochę ciężej (co ze względu na Kosmate Nakrycia Głowy będziemy trochę ograniczać). Pozdrawiam serdecznie, Marcin Bruczkowski www.marcin.bruczkowski.com Odpowiedz Link
chiara76 Re: Poleski Ośrodek Sztuki 22.01.06, 12:21 ciekawe, nie potwierdzam po zesżłorocznym spotkaniu styczniowym w Warszawie. Mam na myśli wiek czytelników. Ale cóż, może ja się nie znam. Odpowiedz Link
gajdzin Re: Poleski Ośrodek Sztuki 23.01.06, 07:51 Styczeń 2005 to był sam początek. Od tego czasu Bezsenność trafiła pod strzechy Ostatnio pompował mi prawicę i dopytywał o losy Seana starszy bagażowy z hotelu w Toruniu. Okazało się, że czyta wszystko, co kupuje jego wnuczka. To pewnie nie jest odosobnione zjawisko. Poza tym rozkład demograficzny czytelników, a kto chodzi na spotkania autorskie, to trochę dwie różne sprawy. Ja, mówiąc szczerze, nigdy w życiu nie byłem na spotkaniu z autorem (poza sobą samym). Po prostu genialny polonista liceum ogólnoształcącego im. K. Hoffmanowej, prof. Wacław Wawrzyniak, przekonał mnie dość skutecznie, żeby interesować się samym dziełem, a nie jego stwórcą. Podawał nam w klasie przykłady lekkich i wesołych komedii towarzyskich, spłodzonych przez niezwykle ponurego i depresyjnego pisarza. I na odwrót - ponure dramaty pisane przez pewnego dowcipnisia i bawidamka. Ja sam przekonałem się do tego podejścia, kiedy odbiór muzyki pewnego dziewiętnastowiecznego kompozytora został mi na zawsze zepsuty przez odkrycie, że w życiu prywatnym był niebywałym skurwysynem. Niestety, przyjął się zwyczaj analizowania samej osoby autora, kompozytora czy malarza, w nadziei lepszego zrozumienia jego dzieł. Nic bardziej błędnego. Jedyne, czego możemy przy takim podejściu być pewni, to trafienia na fałszywe tropy w rodzaju powiązania emanuującego z wiersza bólu ze złamanym sercem, podczas kiedy tak naprawdę przyczyną był wystający gwóźdź w bucie. Marcin Bruczkowski www.marcin.bruczkowski.com Odpowiedz Link
gajdzin Gajdzin na stoku 23.01.06, 23:51 Ostatni raz byłem na nartach w Iwappara w roku 1995, ale mam nadzieję, że z jazdą na nartach jest jak z rowerem i tego się nie zapomina, bo właśnie ruszam na tydzień do Białki Tatrzańskiej. Chyba nie będę miał tam dostępu do Internetu - do przeczytania za tydzień! Marcin Bruczkowski www.marcin.bruczkowski.com Odpowiedz Link
arpa1 czy ktos na tym watku... 24.01.06, 06:44 ..ma odbior tej ksiazki, no powiedzmy przefiltrowany - jakkolwiek subiektywnie? Np. wspomnienia, biezace wrazenia, kontakty itp. (ale i nie tylko) z singapurem? Oczywiscie nie liczac Autora. Z gory przepraszam za prawdopodobnie glupie pytanie - wskoczylem tutaj dzisiaj, przeczytalem ze 20 przypadkowo wybranych postow, ale nie natknalem sie... (Ja sam jeszcze nie jestem "calkiem" przeczytwaszy.. od gwiazdki..) pozdrawiam Odpowiedz Link
yabanjin Re: "Singapur Czwarta Rano" -wątek 18.03.06, 10:00 kumpel mi przyslal 'singapur,' zabieram sie do czytania, zobaczymy, czy ksiazka rzeczywiscie zasluguje na az 108 wpisow na tym forum Odpowiedz Link
mika_1 Re: "Singapur Czwarta Rano" -wątek 20.03.06, 14:01 I Singapur i Bezsenność przeczytałam jednym tchem. I najbardziej męczyła mnie niemożliwość spróbowania kawy z woreczka Świetna książka. Odpowiedz Link
gajdzin Re: "Singapur Czwarta Rano" -wątek 22.03.06, 13:03 Dzięki, Mika_1! Możliwość spróbowania kawy z woreczka będzie na moim spotkaniu autorskim w Łodzi (piątek, 24 marca), jeśli dobrze pójdzie. A jak nie (przepisy BHP), to po spotkaniu, w pobliskim pubie, gdzie planuję zrobić "przedłużacz" z czytelnikami. W każdym razie zabieram parę oryginalnych, singapurskich woreczków i słomek z kopi tiam. Więcej informacji o tym i innych spotkaniach autorskich tu: www.marcin.bruczkowski.com Pozdrawiam! Marcin Bruczkowski Odpowiedz Link
suichi Re: "Singapur Czwarta Rano" -wątek 22.03.06, 19:03 O, kurcze, do Lodzi nie dam rady. Mam nadzieje ze w Warszawie tez bedzie kawa z woreczkow i "przedluzacz" w jakiejs knajpce? Odpowiedz Link
gajdzin Re: "Singapur Czwarta Rano" -wątek 23.03.06, 19:37 Zobaczymy, jak pójdzie z tym przedłużaczem w Łodzi. Do tej pory wzbraniałem się przed taką opcją, bo po 2 godzinach spotkania jestem zwykle totalnie padnięty. Ale może właśnie przedłużacz w miłym towarzystwie okaże się lekarstwem na padnięcość i złapię drugi oddech? Taką mam przynajmniej nadzieję. Test bojowy jutro. Z kawą natomiast jest mały kłopot, bo organizator nie bardzo chce mieć wśród publiczności osoby z gorącym płynem w plastikowych woreczkach. Jak widać BPH jest inaczej rozumiane w Singapurze i w Polsce. Ale może warszawski EMPIK da się namówić. Na razie wydawca ma już firmę (singapurską zresztą), która jest chętna serwować kawę gratis. Kwestia dogadania się w sprawie woreczków. Pozdrawiam! Marcin Bruczkowski www.marcin.bruczkowski.com Odpowiedz Link
mika_1 Re: "Singapur Czwarta Rano" -wątek 17.04.06, 23:07 Ha - też liczę, że w Warszawie będzie Odpowiedz Link
mefs Re: "Singapur Czwarta Rano" -wątek 09.05.06, 11:09 W koncu dostalem ksiazke i przeczytalem Na poczatek mala dygresja. Nikt z lodzkiego TPJ (lacznie ze mna), nie rzucil sie do ksiegarni (choc wszyscy Marcina bardzo cenimy, czego radosnie dalismy przyklad w pubie - Boze musze w koncu napisac male sprawozdanie i wystawic zdjecia), ale "Singapur..." z racji bycia ksiazka o Singapurze, a nie o Japonii, nie jawil sie nikomu z nas az tak cennym nabytkiem... Acz od czego sa urodziny (moje, dodam skromnie)? Na urodzinowa impreze (ktore poczatkowo mialo byc spokojnym spotkaniem, w bardzo kameralnym gronie, polaczanym z ogladaniem dramy ("Kimi Wa Peto") i saczeniem piwa), przyszlo kilka osob z tortem (Hiyoko, arigatou), prezentem ("Singapur..." - dziewczyny i chlopaki, arigatou) i... mala zgrzewka Asahi Super Dry (Critt, arigatou; acz jeszcze Asahi egzystuje w lodowce czekajac na dogodny moment, by zostac docenione w ciszy, spokoju i nie byc mieszane z innymi smakami). Po wreczeniu prezentu okazalo sie, ze jest w nim zakladka na stronie 250, to Hiyoko nie mogla sie oprzec i czekajac na odpowiednia godzine, skladala sobie radosnie literki Zatem pierwsza osoba z TPJ-tu, ktora przeczytala "Singapur..." byla Hiyoko, druga ja, a teraz jest... kolejka spoleczna )) jak za ciemnych lat komuny (rotfl!!!) Wracajac do ksiazki. Czyta sie ja bardzo dobrze, brakowalo mi tylko jednego (wiem, ze nie jest to do zrealizowania, bo znacznie podwyzszyloby cene ksiazki), mianowicie do czesci piosenek cytowaych w tekscie za nic nie moglem sobie przypomniec melodii... koszmar, piosenke znam, ale jak to szlo? Co wiecej, skoro juz Marcin pracowicie zebral ulubione tytuly na koncu ksiazki, to az by sie chcialo puscic to wszystko... Marzenia scietej glowy. btw, czy ktos sprawdzil, czy w filmie "The Wall" faktycznie brakuje tej jednej piosenki? O czym to ja... w sumie powinienem ja przeczytac po raz drugi (bo gdzies mi sie zaponiewieruszyla obecna zona gaijina, ktora byc powinna, a jej nie bylo), lecz ksiazka juz poszla do znajomych. Jak wroci za pol roku z okladem, to ja sobie poczytam (ciekawe swoja droga u kogo jest moja "Bezsennosc..."). Podobnie jak w "Bezsennosci..." w "Singapurze..." jest malo Singapuru (cudowne "zwiedzanie" miasta razem z Taro - gaijinie, jesli tak zwiedzales Singapur, to wcale sie nie dziwie, ze w ksiazce nie ma miasta ...), za to jest troszke o ludziach... I te mysli krazace po glowie, a jakby tak zostac expatem o.O Choc gaijin za kazdym razem zarzeka sie, ze ksiazki te nie opisuja miejsc, w ktorych sie tocza, nieswiadomie wprowadza nas w ciekawy, daleki swiat, gdzie ludzie albo jedza cos, co do nich macha z talerza, albo pija kawe z plastikowej torebki (przed oczyma stanela mi cudownie barwiaca wszystko na czerwono ciecz, ktora w koncowce lat 80-tych byla sprzedawana w Lodzi w plastikowych torebkach, nazywalo sie toto oranzada, a wypic toto, nie wylewajac zawartosci ani na siebie ani na trotuar, graniczylo z cudem - ale bylo slodkie i tanie... hmmm... czyli picie czegos z torebki nie jest az takim dla mnie novum). Brakowalo mi jednego rozdzialu. Wiem, ze pisanie o administrowaniu w Novelu jest rownie pasjonujace, jak porywajace jest opowiadanie o pracy ksiegowego (jesli ktos nie wie, o co mi chodzi, niechaj przypomni sobie skecze Monty Pytona), ale bardzo brakowalo mi choc jednego rozdzialu o tym administratorze, jak sie on nazywal... Bruczkowski, czy jakos tak )) W koncu facet mial zone, moznabyloby sie dowiedziec, czy siedzial pod pantoflem (jak iektorzy) czy nie i dlaczego nie wzial, dla przypomnienia sobie dawnych lat, choc jednej lekcji gry na perkusji u Pawla. Wrazen jest duzo wiecej, acz mysli potwornie potarganymi sa, zatem zakoncze to pisanie... Choc nie, jeszcze jedno. Czekam na nastepna ksiazke, la! PS: a jak jest w singlish "da sie, la" i "nie da sie, la"; gdyz podejrzewam, ze powiedzenie tego po prostu po angielsku byloby zbyt proste, la. )) Odpowiedz Link
yabanjin Re: "Singapur Czwarta Rano" -wątek 09.05.06, 12:29 przylaczam sie do pochwal pod adresem "sinagpuru", czytalo sie swietnie... i zgadzam sie z opinia, ze "singapur" to jednak nie "bezsennosc". Tez brakowalo mi w "singapurze" samego singapuru... W przeciwienstwie do Tokio, spostrzezenia z Singapuru byly bardziej powierzchowne, troszke jakby zbitka historii zaslyszana od ekspatow. Wbrew temu co twierdzi Gajdzin, "singapur" jest sequelem "bezsennosci," poniewaz jeden bohater prawie nie rozni sie od drugiego, to samo poczucie humoru itd. Gajdzin po prostu sportretowal siebie (lub kogos, kim by chcial byc w marzeniach). najbardziej spodobala mi sie uwaga o nieestetyczynie rzucanym zarciu na talerze w wielkich ilosciach w food-courtach... Odpowiedz Link
mefs Re: "Singapur Czwarta Rano" -wątek 18.05.06, 19:22 Pytajcie gaijina, a wiedziec bedziecie W koncu sie zmobilizowalem i zapytalem Marcina, jak jest "sie nie da, la" w singlish i ku mojemu zdumieniu, zaskoczeniu, etc., etc., etc. jest to po prostu "cannot, lah" )) Przykladowe zdanie: "We go makan, can?" (Mozemy isc cos zjesc? [sie da?]) "Cannot, lah!" (Sie nie da, la!) Proste, jak konstrukcja cepa (szczegolnie pytanie), zatem ci, ktorzy znaja angielski za nic by na to nie wpadli i juz )) Odpowiedz Link
gajdzin Re: "Singapur Czwarta Rano" -wątek 31.05.06, 22:01 Ostatnio coraz rzadziej mam czas zajrzeć na to forum. Liczba maili, jakie dostaję, wzrosła w tym roku mniej więcej dziesięciokrotnie! Chyba muszę się odzywyczaić od snu. I jedzenia. Ale wreszcie dziś znalazłem chwilę, mimo, że jestem po dość okropnym weekendzie w studio. Okropnym, bo nagrywaliśmy z zespołem demo, po 2 dniach pracy wiatr zwalił drzewo na przewody wysokiego napięcia, w Mysiadle wysiadło światło, a ze świeżo nagranych ścieżek na twardym dysku zrobiła się jajecznica Co do książki: w "Singapurze" jest bardzo mało Singapuru, ponieważ w samym Singapurze jest mało Singapuru. Albo czegokolwiek innego. Po prostu to malutki kraik z malutkim społeczeństwem o zaledwie 100-letniej historii i totalnym braku rdzennej kultury. A właściwie jakiejkolwiek kultury, chyba, że kulturą nazwiemy karaoke i lekturę sprawozdań giełdowych. Jeśli więc ta książka by była o Singapurze, to musiałaby się skończyć na stronie 20. Na szczęście nie jest - tylko o muzyce. Niemniej wydaje mi sie, że wyssałem z tego kraju prawie wszystko, co się dało... W każdym razie to dla mnie dobry kierunek, bo nie chcę wiecznie pisać o Azji i krajach azjatyckich - wolę pisać książki o ludziach. I chyba portrety autochtonów w "Singapurze" są lepsze niż w "Bezsenności", bo więcej się o nich dowiadujemy, a przede wszystkim poznajemy ich prywatne myśli i rozmowy między sobą - coś, czego w Bezsenności bardzo brak. Nb. pisałem już chyba o tym wcześniej na forum: kiedy wyjeżdżałem z Japonii po 10 latach, miałem mocne poczucie, że nie widziałem nawet połowy tego, co warto było obejrzeć. Natomiast po 1 roku w Singapurze miałem równie mocne wrażenie, że wszystko już widziałem i wszędzie byłem (ze trzy razy). A od śmierci z nudów uchroniła mnie jedynie moja pasja dla muzyki i estrady - dokładnie tak, jak Pawła Co do kawy w torebkach, to w ostatniej chwili EMPIK nie zgodził się z powodów... przepisów BHP. Powiedzieli, że się nie da, la. Jeszcze nie daj Boże komuś by się ta kawa z torebki wylała i co by było? Nieszczęście na miarę Czernobyla, albo gorsze, la! A szkoda, bo specjalnie mi przyjaciele wysyłali 100 sztuk owych torebek prosto z kopi tiam. A potem pewna przemiła czytelniczka, w Singapurze zamieszkała, jeszcze wysyłała słomki osobnym transportem, bo w Polsce nie mogłem znaleźć wystarczająco autentycznych. Perfekcjonizm to moje drugie imię. No nic, mam nadzieję, że pewnego dnia wszystkich Was tą kawą z kopi tiam poczęstuję. Pozdrawiam serdecznie! Marcin Bruczkowski www.marcin.bruczkowski.com Odpowiedz Link