kogucik.2872
18.03.15, 18:33
kurde, przy takim dostępie do wiedzy, informacji, trzeba naprawdę być mega cofniętym, żeby bezkrytycznie powtarzać jak papuga za idolem/ką bzdury. Bieda jest wszędzie. Kradną wszędzie - ale tylko u nas można poczytać, jak mieszkańcy kraju obrzucają epitetami władzę, ustrój, urzędy, kraj.
I sorry - nie mylić z krytyką - chora euforia i gdakanie - jest cudnie - to jeszcze gorzej, jak przejaskrawione narzekanie.
rozumiem natomiast - bo to jasne jak słońce - ja wiem, że w moim kraju jest mnóstwo organizacji pomocowych - takie widać zachodzą konieczności. Wiem, bo się tym interesuję.
Jeśli kogoś dziwi czy śmieszy klikanie w pajacyka - to znaczy, że nie ma kompletnie pojęcia co się wokół niego dzieje, nigdy nie obchodził takiego los biedujących dzieci - skoro nie ma pojęcia o najbliższej sytuacji - a kretyńskie teksty są tworzone tylko i wyłącznie w jednym celu - poobrażać, wyśmiać, obsrać.
Dlatego dziwię się tym, co tu mieszkają. Że tak łatwo podskakują do klaskanej frazy....
Klapki na oczkach i żuraw do sąsiada.....
u nas mamy chociaż fundacje, klikamy w pajacyki, organizujemy się ogólnie, żeby móc pomóc grupom, znajdującym się w skrajnym ubóstwie. Ale nie wszędzie jest tak. W niektórych krajach nikogo, poza organizacjami rządowymi ewentualnie - los dzieci nie obchodzi.
Choć i tam zdarzają się fundacje, czy organizacje charytatywne - jednak ta pomoc jest mizerna w skali całego kraju.
choooooociaż nieeee, czytam, a tam stoi jak wół - takich organizacji są setki. Tylko po co... ?
- Przykro jest, kiedy dzieci przychodzą do szkoły z burczącym brzuchem czy w zimie chodzą w sandałach, bo nie mają innych butów - mówi Hartmut Szymiczek z organizacji charytatywnej "Gelsenkirchener Kindertafel", zaopatrującej dzieci w bezpłatne posiłki i odzież. Takich organizacji działają w Niemczech setki, pomagając dorosłym i dzieciom. Datki otrzymują od prywatnych darczyńców, jedzenie od supermarketów i sklepów. - To, co my oferujemy, to tylko taka mała dokładka; potrzebne byłyby nam regularne państwowe dotacje, żeby naprawdę załagodzić problemy - mówi Szymiczek.
tylko tam skutecznie zamykają ludziom gęby, żeby prawdą nie zmącić jakże cudnego wizerunku, pokazywanego na zewnątrz.
Po tym jak udzielił wywiadu jednej z kolońskich gazet, szeroko opowiadając o biedzie jego podopiecznych, teraz odmawia już rozmów z prasą. Nie chce, żeby do Gelsenkirchen przylgnął stygmat miasta biedoty - choć prawda jest taka, że co trzecie dziecko żyje tam w biedzie.
- Jak do tej pory tylko jedno długofalowe badanie naukowe udowadniało, że bieda jest największym czynnikiem ryzyka w rozwoju dzieci i młodzieży w RFN - podkreśla kierująca tymi badaniami Gerda Holz. Badania te prowadził Instytut Pracy Socjalnej i Pedagogiki Socjalnej (ISS) już od 15 lat.
U osób, które wychowały się w ubóstwie często występują zachowania graniczące z patologią. Co drugi młodociany z tego kręgu ma deficyty w przyswajaniu wiedzy i brak mu kompetencji szkolnych.
Teraz także inne prace badawcze potwierdzają wnioski wyciągnięte przez badaczki z ISS. W roku 2012 UNICEF stwierdził w swym badaniu, że bieda w Niemczech dotyka ponadprzeciętnie często dzieci w porównaniu z innymi krajami wysoko uprzemysłowionymi. Ponad 1,2 mln dzieci brak jest podstawowych rzeczy: codziennego ciepłego posiłku, pary butów na zmianę, pieniędzy i okazji na zorganizowanie sobie czasu wolnego.
2,5 mln dzieci żyje w rodzinach dotkniętych ubóstwem - pisze także Niemiecki Związek Ochrony Dzieci, co odpowiada 19,4 proc. populacji poniżej 18 roku życia. "Rozmiary biedy wśród dzieci są od lat zatrważająco wysokie" - stwierdza związek.
Dla AWO wniosek z tych badań jest jednoznaczny: do akcji musi wkroczyć państwo. Musi pomóc rodzicom znaleźć pracę. Musi zadbać o dostateczną liczbę miejsc opieki przedszkolnej i pozaszkolnej. W naukowej analizie stwierdzono np. że z zaklętego kręgu biedy mogły wyrwać się te dzieci, które korzystały z ofert państwowych placówek takich jak przedszkola. - Silne instytucje mogą oferować dzieciom to, czego nie jest w stanie dać im dom - twierdzi przewodniczący AWO w Niemczech Wolfgang Stadler. Sam rząd federalny w swym raporcie także oficjalnie stwierdza, że "W obliczu publicznej oferty nauki, opieki i wychowania istnieją wyraźne deficyty".
www.dw.de/alarm-w-niemczech-dzieci-%C5%BCyj%C4%85-w-prawdziwej-biedzie/a-16265044