wild
07.03.02, 11:53
www.bezuprzedzen.pl/szydercy/podatki.shtml
Krzysztof Pochmara
BESTIARIUSZ PODATKOWY
Wyobraźcie sobie, drodzy czytelnicy, świat, w którym nic nie jest pełne ani
kompletne. Wyobraźcie sobie paczkę cukru, która po otwarciu robi "pufff" by
okazać się w połowie pustą i półkoliste płyty z muzyką zawierające nagrane do
połowy utwory. Wyobraźcie sobie, mili państwo, małego robaka prądożernego,
który wgryza się do waszej sieci energetycznej i podkrada wam prąd, przez co
żarówka świeci o połowę ciemniej a radio gra o połowę ciszej. Wyobraźcie sobie,
kochani przyjaciele, listę setek przedmiotów i tysięcy usług, z których
moglibyście korzystać, gdyby nie tajemicza siła nie pozwalająca im się narodzić.
Drodzy czytelnicy, w takim właśnie świecie żyjecie. Jest to świat nowej ery
podatkowej, która nadeszła tak niespodziewanie i podstępnie, że mało kto ją
zauważył. Jest to świat, w którym nikt już nie ma pojęcia jak duże płaci
podatki i - uwierzcie mi - tak jest lepiej dla niego.
Za swoją pracę przeciętny Polak dostaje połowę tego, co dostać powinien - drugą
połowę pożera poczciwy podatek dochodowy wraz z towarzyszącym mu stadem
składek, opłat i narzutów. Innymi słowy - przeciętny Polak pracuje za pół darmo.
Najzabawniejsze jest jednak to, że ów milusiński podatek dochodowy jest z
reguły progresywny, co oznacza, że im więcej Kowalski się stara tym jego
podatek większy. W skrajnych przypadkach (zdaje się - w niedalekiej Szwecji)
bywało, że im kto uczciwiej pracował tym mniej miał pieniędzy, bo podatki
przeskakiwały barierę 100%!
Myli się jednak ten, kto pomyśli, że raz ograbiony Kowalski może już spać
spokojnie. O, nie... Nie może, bo jego pieniądz traci na wartości zżerany z
wolna przez inflację. Inflacja to inny rodzaj podatku, który rząd pobiera w
sposób najsprytniejszy - nie zabierając ich Kowalskiemu ale drukując pieniądze.
Im w obiegu więcej pieniędzy tym ich wartość mniejsza. Tak więc rząd drukuje
sobie złotówki, kupuje za nie Mądre Rzeczy i dokonuje Niezbędnych Zakupów a
szary Kowalski nie może spać spokojnie, bo każda godzina snu sprawia, że
pieniądze odłożone w skarpetce robią się coraz lżejsze.
Będąc małym chłopcem wierzyłem w istnienie "maszynki do robienia pieniędzy" bo
czasem mama mówiła, że szkoda, iż jej nie mamy. Wtedy też obiecywałem sobie, że
gdy dorosnę, to takową kupię i będę drukował sobie pieniążki. Dziś już wiem, że
za używanie takiego sprytnego urządzenia można pójść za kratki na długie lata.
No, chyba że się jest premierem demokratycznego rządu. Tylko on jeden może
spełniać swoje dziecięce marzenia. Co wolno wojewodzie...
Jeśli Kowalski jest rozsądnym człowiekiem to zanosi swoje pieniądze do banku,
który przechowa je nagradzając go kilkoma groszami odsetek. Oczywiście te
odsetki to tylko mała część tego, co zarobi na owych pieniądzach bank i co
zabrane mu zostanie przez rząd jako "podatek od dochodów kapitałowych".
Ostatnie co można zrobić z pieniędzmi to je wydać. I wydawać by się mogło, że
skoro w banku czają się robaki podatkowe zjadające pieniądze a w skarpetce
czychają robaki inflacji, które pieniądze wręcz pożerają, to jest to
rozwiązanie najlepsze.
Niestety - kupując jakikolwiek produkt należy liczyć się z tym, że część
naszych pieniędzy zostanie pochłonięta przez VAT. Jest to jeszcze inny gatunek
robaka podatkowego. Jego działanie można obrazowo przedstawić tak, że kupujemy
solidnie nadgryzioną czekoladę albo gazetę z wyrwanymi kartkami. My oczywiście
tego nie zauważamy, ale tak właśnie jest - pieniądze jakimi płacimy za produkt
częściowo zjada VATowy robak i nie trafiają one do producenta. Odwracając więc
sytuację można powiedzieć, że część tego za co płacimy do nas nie dociera. Stąd
ślady zębów na czekoladzie. Nie widać ich, ale pamiętajmy - gdyby nie VAT to
tabliczka byłaby dłuższa i słodsza a cukierków w paczce byłoby o garść więcej!
Tak czy inaczej Kowalski w końcu wydaje swoje pieniądze i sądzi zapewne, że
teraz, kiedy już się ich pozbył - kłopot ma z głowy. Otóż niekoniecznie.
Podstępny rząd użyje bowiem posiadanych przez niego dóbr aby podkradać mu
kolejne małe sumki (od ziarnka do ziarnka...).
Zakup zwyczajnej żarówki wiąże się z wydatkami na prąd. Dostrzegł to rząd,
który (zupełnie niedawno) wprowadził akcyzę na energię elektryczną, czyli
takiego małego robaczka żyjącego w sieci energetycznej. Dzięki niemu płacimy
podejrzanie dużo a otrzymujemy zaskakująco mało a więc wniosek jest prosty -
coś nam ów prąd podkrada.
Podobnie jest z wieloma innymi rzeczami, które działają jak konie trojańskie
dostające się do naszego życia by wysysać z nas pieniądze. Kupno auta zmusza do
pewnych obowiązkowych opłat i tankowania paliwa, którego miażdżaca większość
nie trafia do baku ale w przepastne kieszenie państwa. Za kupno telewizora lub
radia grozi dożywotnia kara w postaci abonamentu, czyli podatku od posiadania
tychże odbiorników. I tak dalej i dalej...
Oprócz tego, że podatkowe robactwo opanowało do perfekcji sztukę wszędobylstwa,
to atakuje również rzeczy, które nie istnieją. Podatki bowiem zabierają ludziom
pieniądze, przez co nie kupują oni pewnych rzeczy wcale, z pewnych usług
zupełnie nie korzystają.
Przy odrobinie wysiłku można sobie wyobrazić kilka niewynalezionych a
przydatnych przedmiotów, których potencjalny twórca (zamiast je wynaleźć)
wypełnia w tym czasie formularz podatkowy, kilkanaście przedmiotów, których
nikt nie produkuje bo podatki czynią to nieopłacalnym i dzisiątki usług,
których nikt nie wykonuje bo ludzi nie stać na korzystanie z nich. W ten sposób
podatkowe robaki zjadają niektóre rzeczy w całości nie zostawiając nawet
okruszka...
Tak więc drżyjcie, drodzy czytelnicy, bo poznaliście oto prawdę o dzisiejszych
czasach, początku nowej ery podatkowej, w której wszystko co robicie i wszystko
co kupujecie (ba! nawet to czegoście nigdy nie widzieli ani nie kupili) jest
pożywką dla rządu grabiącego nas z pomocą swoich wszędobylskich robaków
podatkowych. Niektórzy z was rozejrzeli się już zapewne wokoło i oczyma
wyobraźni dostrzegli hordy pijawek wysysających pieniądze z telewizora,
wyjadających cukierki i nadgryzajacych czekolady. Taka jest prawda o świecie.
I tak płynie nasze życie w kraju porośniętym gęstwiną zakazów, nakazów i opłat.
Są ludzie, którzy nawet nazywają to wszystko wolnością, ale nie dajcie się im
zwodzić, drodzy czytelnicy. Gdybyśmy do dzisiejszych czasów przenieśli jakiegoś
jegomościa żyjącego przed (powiedzmy) stu laty to złapałby się niechybnie za
głowę. Gdyby dowiedział się, że przeciętny człowiek traci (bardziej lub mniej
bezpośrednio) około 80% swoich pieniędzy w podatkach różnej maści, to zapewne
targnąłby się na swoje życie. I jakże by się zdziwił, że to żadne rozwiązanie,
bo rząd potrafi nawet opodatkować umarłych - służy temu podatek spadkowy.
Krzysztof Pochmara