leje-sie
06.04.05, 16:42
Prezydent Bush uwaza, w przeciwienstwie do premierow "mocarstw" europejskich,
ze Ukraina powinna zostac czlonkiem NATO.
Jestem krytyczny w stosunku do polityki Busha. Ale w sprawie Ukrainy Bush ma
jak najzupelniej racje.
Jest wiecej niz mozliwe, ze Bush nadstawil ucha Kwasniewskiemu, ktory
primo - uwaza, ze wciagniecie Ukrainy w struktury atlantyckie i europejskie
jest zarowno w interesie Polski jak i swiata.
secundo - uwazany jest w Bialym Domu za partnera godnego zaufania i
KOMPETENTNEGO.
Jesli wiec Kwasniewski za Ukraina sie upomina to go w Bialym Domu sluchaja
(sluchano go juz i w grudniu).
Dla niektorych tu obecnych dyskutantow Bush jest autorytetem a Kwasniewski
wstretnym komuchem.
Wiec co teraz biedacy poczna ze swoim dysonansem poznawczym?
Czy siada w bolesnym szpagacie?
Czy beda powtarzac za Chirakiem, ze "Kwasniewski to osiol trojanski Busha"?
Albo, o zgrozo, zaczna oceniac fakty niezaleznie od swoich sympatii
ideologicznych?
Moja ocena? Polska po 89 miala szczescie do prezydentow. Wieksze, nizby do
wynikalo z rozdzielnika. Krytyka Kwasniewskiego jest w wiekszosci czepialska
i niemerytoryczna i bardziej swiadczy o malosci krytykow. Potkniecia i
golenie, studia ukonczone, czy nie, to doprawdy drobiazgi.
Ale prawda, ja moge sobie na luksus niezaangazowania pozwolic. To sie nazywa
niezaleznoscia ocen - jakby ktos nie wiedzial.