wild
14.09.02, 22:47
Tibor R. Machan
ZNIEŚĆ OPODATKOWANIE
Jedyny dobry podatek to żaden podatek. Dlaczego? Jak bez podatków
finansowalibyśmy rząd? To dobre pytania. Ale najpierw spróbujmy zrozumieć,
czym są podatki.
Przez większość historii rządy - zwykle monarchie, na czele których stali
królowie, cesarze, faraonowie oraz innych duzi i mali tyrani - były
właścicielami faktycznie wszystkiego w zasięgu ich władzy, w tym - wierzcie
lub nie - ludzi. Reżimy te uznawały ludność za poddanych, nie obywateli.
Oznaczało to, że ludzie byli traktowani jak podrzędne istoty, poddane woli
panującego.
W tych systemach społecznych instytucja opodatkowania była okrutnym środkiem
otwartego ujarzmiania poddanych przez władców. Ponieważ władcy byli
właścicielami wszystkiego, poddani chcący mieszkać na ziemi będącej
własnością władców musieli za ten przywilej płacić. Nie, nie mieli oni
żadnego legalnego prawa do ziemi, na której pracowali; nie mieli oni żadnego
legalnego prawa do swej pracy; żadne z podstawowych praw jednostki nie miało
prawnej ochrony. Prawo zapewniało władcom pełnię władzy i kropka, dopóki
stopniowo ta absolutna władza nie zaczęła być kontrolowana i hamowana.
W owym to czasie uznanie zyskała idea, że ci, którzy tworzą rządy są ludźmi,
a nie bogami. Co za tym idzie, wielu zaświtało, że nie mają oni żadnego
(boskiego) prawa do rządzenia kimkolwiek poza sobą samymi. Pomiędzy XI a
XVIII wiekiem postępy zaczęła robić idea, że każdy człowiek ma podstawowe,
naturalne prawo do swojego życia, wolności i własności. Każdy, kto chce
wykorzystać pracę lub dobra kogoś innego, musi o to poprosić. Suwerenność
musi przysługiwać obywatelom, nie rządom - to podstawowa rzecz odróżniająca
obywatela od poddanego.
Na tym polega znaczenie dobrze znanego sformułowania "zgoda rządzonych".
Zgoda ta musi być uzyskana, jeśli chce się rządzić obywatelem - inaczej, niż
to jest w przypadku poddanego. I w społeczeństwie w pełni wolnym nie może być
od tego wyjątków. John Locke, angielski filozof polityczny, poszedł najdalej -
choć wciąż nie całkowicie do końca - w kierunku rozwinięcia tej idei i jej
konsekwencji.
Oczywiście ci, którzy uważali, że wiedzą, jak inni powinni żyć - postępować i
używać swego majątku - i upierali się, że wiedzą to dużo lepiej, niż osoby,
którym ta "wiedza" ma być narzucona, sprzeciwiali się gwałtownie tej
koncepcji. Walczyli oni zębami i pazurami, siłą swych ramion, odwołując się
do tradycji i oczywiście używając fantazyjnej i wyszukanej argumentacji. I
spór ten wciąż trwa.
Ale nie jest wystarczająco rozległy i ma to swoją przyczynę. Z opodatkowaniem
trudno walczyć, jak z każdym rabunkiem. Co więcej, w przypadku opodatkowania
ci sami ludzie, od których zależy nasz opór wobec kryminalnego rabunku są
entuzjastycznymi, lojalnymi zwolennikami rabunku.
Lisy pilnujące kurnika
Sędziowie, politycy, urzędnicy policyjni, wszelkiego rodzaju agenci rządowi -
wszyscy będący częścią systemu, który Ojcowie Założyciele Republiki
Amerykańskiej powołali do "zabezpieczenia tych praw" - pozostali, jak w
czasach feudalnych, tymi samymi ludźmi, którzy dokonują rabunku. I stali się
faktycznie gorsi niż ci rabusie, którzy wiedzą, że są przestępcami. Ci w
rządzie i ich zwolennicy, broniący ich supremacji w społeczeństwie, często
szczerze wierzą, że ich instytucja jest konieczna, chociaż przymusowa -
pokrewna rodzicom czy opiekunom dzieci.
Ludzie ci są przekonani, że ich usługi są dla nas tak żywotne, że nie muszą
pytać nas o zgodę, by ich dostarczać, dopóki pewna, spora część obywateli nie
odwoła ich przy pomocy pewnego rodzaju demokratycznego procesu (ale takiego,
na który nie wszyscy się zgadzają). Że mogą swoje publiczne usługi narzucać
innym - bez względu na to, czy ci, którzy mają z nich korzystać i od których
konfiskowana jest zapłata - podatki - wyrazili na to zgodę.
Jeśli Ojcowie Założyciele ulegliby namowom intelektualistów, którzy dziś
entuzjastycznie bronią instytucji opodatkowania, to nie byłoby żadnych Stanów
Zjednoczonych Ameryki, światowego bastionu wolności jednostki i żadnego
światła nadziei na rozprzestrzenienie jego idei na dalsze obszary ludzkiego
życia. Jest tak dlatego, bo na początku przywódcy tego kraju mieli
rewolucyjną śmiałość żądać dla swych obywateli więcej wolności niż mieli jej
mieszkańcy innych krajów. To wołanie zostało dziś poważnie przyćmione przez
wołanie obecnych przywódców, którzy nie widzą nawet potrzeby wspomnienia o
ochronie wolności jednostki jako jednym z podstawowych zadań rządu, a co
dopiero rozszerzenia jej.
Oczywiście, wołanie o wolność nie zawsze wystarcza, dlatego też na przykład
niewolnictwo musiało zostać obalone i dlatego dalej jest tak dużo do
zrobienia z linijkami zapisanymi w amerykańskiej Deklaracji Niepodległości.
Ogólnie, pomimo kompromisów i niepowodzeń, wołanie o więcej indywidualnej
wolności było jednym z kamieni węgielnych wyjątkowości Ameryki.
Wołanie o zniesienie podatków, słyszane tu i tam, i wyrażane głównie w
żądaniach cięć podatkowych, jest tylko kolejnym krokiem w kierunku
wprowadzania w życie obietnicy amerykańskiej rewolucji. Podatki trzeba w
końcu zastąpić formą opłaty za rządowe usługi, która będzie w pełni i
bezkompromisowo zgodna z zasadą "zgody rządzonych". Oprócz takiego rozwoju
sytuacji pozostaje nam jedynie szansa na wywieranie w tej sprawie nacisku:
zmniejszanie podatków, prywatyzowanie usług i czynienie nas przez to bardziej
wolnymi.