Dodaj do ulubionych

Ekonomiści i kiwony

24.04.03, 18:13
Polecam

www.rzeczpospolita.pl/dodatki/popo_030424/popo_a_5.html
Ekonomiści i kiwony
Politycy i ich nadworni ekonomiści próbują przekonać przedsiębiorców i
przeciętnych zjadaczy chleba, że w obecnej fazie cyklu koniunkturalnego
ograniczenie deficytu budżetowego miałoby negatywny wpływ na popyt krajowy i
prowadziło do zahamowania wzrostu gospodarczego.

W konsekwencji mamy program gospodarczy ministra finansów Kołodki oraz jego
uszlachetnienie w postaci programu ministra gospodarki Hausnera. Program
Kołodki zakłada, że przez najbliższe lata deficyt budżetowy (liczony razem z
luką) będzie utrzymywał się na poziomie około 5 - 6 proc. PKB (przyjmując
realne tempo wzrostu gospodarczego), natomiast plan Hausnera nie precyzuje
liczb, ale przewiduje jeszcze większy deficyt. I faktycznie, stosując prosty
model keynesowski, o jakim studenci ekonomii uczą się na pierwszym roku,
można by wnioskować, że na skutek większego deficytu budżetowego wzrośnie
popyt krajowy i gospodarka przyspieszy. Ten model wskazuje nawet, że efekt
popytowy będzie większy i zadziała szybciej przy wzroście wydatków niż przy
cięciach podatków. Nic więc dziwnego, że plan Kołodki zakłada wzrost wydatków
budżetowych realnie o prawie 6 proc. w 2004 r.

Jednak od czasów wielkiego Keynesa i wielkiej światowej recesji upłynęło
sporo czasu i zarówno teoria, jak i praktyka ekonomii posunęły się znacznie
naprzód. Ekonomiści, którzy nie muszą służyć politykom za kiwony (figurki
kiwające głowami - określenie pochodzi z tytułu powieści Dołęgi-Mostowicza),
zwracają uwagę, że wzrost deficytu budżetowego powoduje tzw. wypychanie
prywatnych inwestycji poprzez wzrost stóp procentowych. Ponadto w gospodarce
otwartej o płynnym kursie walutowym większe potrzeby pożyczkowe budżetu
powodują napływ kapitału spekulacyjnego i aprecjację kursu walutowego, co z
kolei ogranicza eksport. Oba efekty razem oznaczają, że wzrost wydatków
budżetowych wypycha z rynku inwestycje firm prywatnych i niszczy eksporterów.
Ponadto wyższe stopy procentowe negatywnie wpływają na wartość aktywów
finansowych w posiadaniu firm i gospodarstw domowych, co może prowadzić do
ograniczenia bieżących wydatków. Te trzy czynniki redukują dodatni wpływ
większego deficytu budżetowego na krajowy popyt, a w pewnych sytuacjach
efekty te mogą być silniejsze niż wpływ większego deficytu. Dlatego w
odróżnieniu od kiwonów ekonomiści zalecają ostrożność w kierowaniu się tak
ostatnio modnym impulsem popytowym, bo może być dokładnie odwrotnie, niż
sugerują kiwony, i zamiast 6-proc. wzrostu będzie dreptanie w miejscu.

Ale na tym nie koniec. Istnieje jeszcze cała gama tzw. niekeynesowskich
efektów większego deficytu budżetowego. Wymieńmy tylko niektóre. Teoria
racjonalnych oczekiwań sugeruje, że jeżeli ekspansja fiskalna ma charakter
trwały (a tak jest w przypadku planu Kołodki, gdyż 50-mld deficyty są
zaplanowane na kilka lat do przodu), to efekt wypychania prywatnych
inwestycji i eksportu jest bardzo silny. Ponadto wyższy deficyt budżetowy i
wyższy dług publiczny są jednoznacznym sygnałem dla podatników, że w
przyszłości podatki zostaną podniesione, bo przecież ten dług trzeba będzie
spłacić. Przygotowując się więc na nadchodzące ciężkie czasy, konsumenci
ograniczają wydatki, niwelując wpływ wyższego deficytu budżetowego na krajowy
popyt. W końcu wyższy deficyt i dług publiczny oznaczają większe ryzyko
prowadzenia działalności gospodarczej i zniechęcają do inwestowania i
tworzenia miejsc pracy.


Kiwony powtarzają za politykami, że najważniejsze jest jutro, trzeba więc
zwiększyć popyt. Ekonomiści natomiast dostrzegają, że jest jeszcze pojutrze i
że w perspektywie wykraczającej poza najbliższe wybory dynamika wzrostu
gospodarczego zależy przede wszystkim od wspierania możliwości podażowych
gospodarki, a nie od oddziaływania na popyt. Na przykład ekspansja fiskalna
finansowana wzrostem podatków (tak jak w planie Kołodki) powoduje
ograniczenie podaży pracy (bo większe podatki PIT oznaczają mniejszą wypłatę
netto) oraz ograniczenie inwestycji (na skutek większych podatków od zysku z
kapitału). W efekcie w dłuższym okresie większy deficyt budżetowy ogranicza
wzrost gospodarczy i niszczy miejsca pracy. Ekonomiści pokazują również, że
negatywny wpływ podwyżek podatku PIT na podaż pracy jest tym większy, im
mniej elastyczny jest rynek pracy i im większa rola związków zawodowych.
Polska pasuje do tego opisu jak ulał i można oczekiwać, że efekty planowanych
podwyżek efektywnej stawki PIT będą dla polskiego rynku pracy bardzo
negatywne.

Skoro zwiększenie deficytu budżetowego niesie ze sobą takie koszty i ryzyko
dla gospodarki, to zastanówmy się, co mogłoby się stać, gdyby w ciągu
najbliższych trzech lat zamiast zwiększać, znacząco ograniczono deficyt
budżetowy, tak jak to proponuje Bank Światowy. Otóż literatura ekonomiczna
opisuje wiele przypadków, gdy znaczne ograniczenie deficytu budżetowego
prowadziło do przyspieszenia wzrostu gospodarczego. Flagowym przykładem jest
Irlandia w latach 1987 - 1989. W artykule z 24 września 1987 r. "Financial
Times" pisał: "Premier Charles Haughey odmówił układania się z kimkolwiek i
jego mniejszościowy gabinet rozpoczął najsurowszy program oszczędnościowy w
historii Irlandii". Istotnie, w ciągu dwóch lat deficyt budżetowy został
obniżony o równowartość 7 pkt proc. PKB, a dług publiczny zaczął spadać po
raz pierwszy od lat 70. W odróżnieniu od zupełnie nieudanego planu
stabilizacyjnego z 1982 r., którego autorem był zresztą ten sam polityk, tym
razem zamiast na wzroście podatków skoncentrowano się na redukcji wydatków.
Podatki zostały obniżone, krańcową stawkę PIT zredukowano o 1 - 3 pkt proc.,
a większe wpływy podatkowe uzyskano na skutek poszerzenia bazy podatkowej,
również dzięki amnestii podatkowej. Programowi oszczędnościowemu towarzyszyła
także znaczna dewaluacja kursu walutowego, a realne stopy procentowe w latach
wprowadzania planu oszczędnościowego obniżyły się z 7 do 4 proc. Nie trzeba
nikomu przypominać, że ta drakońska kuracja fiskalna zapoczątkowała dekadę
dynamicznego wzrostu i dzisiaj PKB na mieszkańca w Irlandii jest o 20 proc.
większy niż przeciętna w Unii Europejskiej.


Ale poza Irlandią literatura ekonomiczna przytacza znacznie więcej przykładów
krajów, w których przez znaczne ograniczenie deficytu budżetowego
doprowadzono do przyspieszenia tempa wzrostu gospodarki. Wyniki badań
ekonomicznych pokazują, że jeżeli ograniczenie deficytu jest znaczne,
prowadzi do istotnej redukcji długu publicznego oraz polega przede wszystkim
na cięciu transferów socjalnych, można oczekiwać, że efektem takiej terapii
będzie znaczne przyspieszenie wzrostu gospodarczego.


Polska na rok przed wejściem do Unii Europejskiej jest idealnym kandydatem do
zastosowania terapii sprawdzonej w innych krajach, a szczególnie w Irlandii.
Mamy mniejszościowy rząd, który już raz zaprzepaścił szanse na uporządkowanie
finansów publicznych, mamy tego samego ministra finansów. Ponadto polską
gospodarkę czeka nagroda za śmiałe reformy budżetowe w postaci znacznej
pomocy unijnej przeznaczonej na modernizację gospodarki. Tylko żeby z tej
pomocy skorzystać, trzeba najpierw wygospodarować w budżecie własne środki na
współfinansowanie, bo bez nich znaczna część unijnej oferty finansowej po
prostu przepadnie. Już słyszę wrzask kiwonów w odpowiedzi na ten artykuł.
Panie premierze, niech Pan ich nie słucha, podążajmy drogą sukcesu, którą
wytyczyła Irlandia.

Krzysztof Rybiński
Obserwuj wątek
    • oleg3 kiwony 25.04.03, 13:38
      kiwony (figurki kiwające głowami - określenie pochodzi z tytułu powieści Dołęgi-
      Mostowicza
    • indris Różne są kiwony 25.04.03, 13:54
      Krzysztof Rybiński jest głównym ekonomistą BRE banku. Też ma więc komu
      potakiwać.
      • oleg3 Re: Różne są kiwony 25.04.03, 14:15
        Zgoda. Tyle, że pisze to co każdy ekonomista tak naprawdę wie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka