Gość: +++Ignorant
IP: *.wroclaw.dialog.net.pl
04.06.03, 21:26
Na naszych oczach mnoży się i rośnie homo europeicus. Gatunek ten, nieznany
dotychczas w historii Starego Kontynentu, stał się ostatnio na tyle
krzykliwy i rozpowszechniony, że domaga się opisu. Homo europeicus uważa
przede wszystkim, że jego potrzeby, zwłaszcza materialne, zostaną szybko i
hojnie zaspokojone przez możnych tego świata, którzy aż piszczą z radości na
myśl, że się z nim podzielą.
Jest on również przekonany o rychłym zaistnieniu powszechnego braterstwa
narodów Europy, ale ma nikłe wyobrażenie, kto miałby być ojcem tej rodziny.
Dla porozumienia i współpracy z tymi, którzy zamieszkują inne kraje, uczy
się niekiedy pilnie języków obcych. Choć biegły w trudnej gramatyce i
zasobny w obcą leksykę, często jednak umie powiedzieć tylko to, co usłyszał
w telewizji. Przejmująca, wręcz religijna wiara w świetlaną przyszłość
przesłania mu wszelkie racjonalne analizy i argumenty; wygodnie mu myśleć
reklamą, nierzadko nawet wtedy, gdy legitymuje się cenzusem naukowym. W tym
standardowym obrazie, który można by jeszcze uszczegółowić, nie mieści się
jednak elita tego gatunku. Są to ci wszyscy, którzy przez media najgłośniej
krzyczą o Wspólnym Europejskim Domu. Zarazem jednak w zaciszu gabinetów
szczerze śmieją się na myśl o bezinteresownej pomocy, honorują jedynie
braterstwo posiadaczy zasobnych kont, gdy zaś mowa o przyszłości, myślą o
niej intensywnie w kategoriach cynicznej kalkulacji. Pierwsi nie są groźni,
lecz raczej wzbudzają uśmiech, drugim trzeba coś przeciwstawić. Rozgrywka
niemal jak w pokerze! Należy tylko pamiętać, że przeciwnik jest szulerem.
Nadesłał Ryszard Zajączkowski