indris
17.07.03, 12:45
Posiedzenia Komisji Śledczej dowodzą kompletnej degeneracji parlamentaryzmu w
Polsce (i być może nie tylko). Długie godziny poswięcane są na wyjaśnianie
szczegółów powstawania PROJEKTU pewnej ustawy. Kto co i kiedy wprowadził ?
A przecież dla procesu legislacyjnego w prawdziwym systemie parlamentarnym
nie powinno to mieć żadnego znaczenia. Rząd przesyła do Sejmu jedynie PROJEKT
prawa, z którym Sejm może zrobić - formalnie - WSZYSTKO co zechce. Dla prac
sejmowych nie powinno więc mieć najmniejszego znaczenia jak projekt
powstawał, znaczenie powinno mieć, to co w nim jest.
Praktyka jest jednak inna. W praktyce projekt przesłany przez rząd jest
traktowany przez tzw większość rządową jako coś co ma ona obowiązek poprzeć.
I jeżeli większość rządowa jest również większością arytmetyczną, to Sejm
sprowadza się do znanej z czasów komuny "maszynki do głosowania".
Taką rolę Sejmu akceptuje nie tylko SLD, ale WSZYSTKIE tzw "poważne sily
polityczne". W poprzedniej kadencji Sejmu Ewa Milewicz w "GW" wytykała posłom
AWS "głosowanie przeciw własnemu rządowi".
I tak doszliśmy do milcząco akceptowanej degeneracji klasycznego podziału
władz. Rząd, który jest wg tego podziału władzą WYKONAWCZĄ, przejmuje w
praktyce funkcje władzy USTAWODAWCZEJ.
Dlatego, chociaż jestem jak najdalszy od UPR, to jeden jej pomysł uznaję za
wart uwagi: odebranie rządowi prawa inicjatywy ustawodawczej.