Dodaj do ulubionych

Kontrowersyjna Leni...

22.08.03, 15:57

...kończy dzisiaj 101 lat. Hm.
W tym roku zgłosiła swój film dokumentalny o rafach koralowych na krakowski
festiwal filmowy. Nie przyjęto tego filmu, tłumacząc decyzję jej sympatiami
niegdysiejszymi. Dopatrzono się także rzekomego nazistowskiego "kultu
piękna", które ona wciąż reprezentuje. W tych rafach koralowych, bo są
piękne, a nie brzydkie. Bez sensu.
A ona wciąż żyje i działa. Zajrzyjcie na strone poniżej.

Miriam

www.stopklatka.pl/filmowcy/osoba.asp?oi=31918
Obserwuj wątek
    • dachs Re: Kontrowersyjna Leni... 22.08.03, 16:04
      miriamfirst_ napisała:


      > ... Nie przyjęto tego filmu, tłumacząc decyzję jej sympatiami
      > niegdysiejszymi.

      W kraju, w ktorym Ulicki ma decydowac o wolnosci mediow, to zaiste totalna
      obluda
    • Gość: U Re: Kontrowersyjna Leni... IP: *.75.3.99.Dial1.Boston1.Level3.net 22.08.03, 16:18
      Sympatie z przeszlosci nie maja czasem znaczenia jak np:
      w przypadku "naszej " laureatki Wiechy S.
      • dachs Re: Kontrowersyjna Leni... 22.08.03, 16:24
        Wiecha S. nie ukrzywdzila nikogo swoim wierszykiem o Stalinie, a Ulicki poslal
        pare osob na bruk w stanie wojennym.
        Pozatem Wiecha S. pisze teraz spokojne, mile wierszyki, a Ulicki bedzie znowu
        decydowal o ludzkich losach.
        Chyba warto by jednak zachowywac jakies proporcje. Nie sadzisz?
    • Gość: slowdown Re: Kontrowersyjna Leni... IP: 213.17.147.* 22.08.03, 16:22
      miriamfirst_ napisała:

      > Dopatrzono się także rzekomego nazistowskiego "kultu
      > piękna", które ona wciąż reprezentuje. W tych rafach koralowych, bo są
      > piękne, a nie brzydkie.

      Pewnie rybki na tej rafie jakoś dziwnie znajopmo wznosiły do góry
      prawą płetwę (piersiową) i bulgotały coś, co brzmiało jak "zigllgll hajlglgl"?
      • miriamfirst_ Re: Kontrowersyjna Leni... 22.08.03, 16:29
        Gość portalu: slowdown napisał(a):

        >
        > Pewnie rybki na tej rafie jakoś dziwnie znajopmo wznosiły do góry
        > prawą płetwę (piersiową) i bulgotały coś, co brzmiało jak "zigllgll hajlglgl"?

        Bardzo śmieszne, ale swoja droga - wedlug mnie skandalicznie zachowali sie
        organizatorzy festiwalu.
        • rychost [...] 22.08.03, 16:33
          Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
          • miriamfirst_ [...] 22.08.03, 16:45
            Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
        • Gość: slowdown Re: Kontrowersyjna Leni... IP: 213.17.147.* 22.08.03, 16:55
          miriamfirst_ napisała:

          > Gość portalu: slowdown napisał(a):
          >
          > >
          > > Pewnie rybki na tej rafie jakoś dziwnie znajopmo wznosiły do góry
          > > prawą płetwę (piersiową) i bulgotały coś, co brzmiało jak "zigllgll hajlgl
          > gl"?
          >
          > Bardzo śmieszne, ale swoja droga - wedlug mnie skandalicznie zachowali sie
          > organizatorzy festiwalu.


          Oczywiście. Polska zaściankowość jest nie do zdarcia. Gdybym był filmowcem,
          w przyszłym roku nie przysłałbym swego filmu na taki festiwal, co mam nadzieję,
          w wielu wypadkach będzie miało miejsce. Jakaś solidarność zawodowa w filmowym
          środowisku chyba istnieje?
          • dachs Re: Kontrowersyjna Leni... 22.08.03, 17:11

            Gość portalu: slowdown napisał(a):
            > Oczywiście. Polska zaściankowość jest nie do zdarcia. Gdybym był filmowcem,
            > w przyszłym roku nie przysłałbym swego filmu na taki festiwal, co mam
            > nadzieję,
            > w wielu wypadkach będzie miało miejsce. Jakaś solidarność zawodowa w filmowym
            > środowisku chyba istnieje?

            To chyba nie jest tak do konca proste.
            Ona dala z siebie zrobic ikone hitlerowskiej kinematografii.
            Jest ostatnia wybitna zyjaca osoba z hitlerowkiej elity.
            Z zasciankowoscia ta decyzja nie ma nic wspolnego.
            Nie wiem, moze nalezalo ja dopuscic. To napewno nie byla latwa decyzja i ciesze
            sie, ze nie musialem jej podejmowac
            • Gość: slowdown Re: Kontrowersyjna Leni... IP: 213.17.147.* 22.08.03, 18:44
              dachs napisał:

              > To chyba nie jest tak do konca proste.
              > Ona dala z siebie zrobic ikone hitlerowskiej kinematografii.
              > Jest ostatnia wybitna zyjaca osoba z hitlerowkiej elity.
              > Z zasciankowoscia ta decyzja nie ma nic wspolnego.
              > Nie wiem, moze nalezalo ja dopuscic. To napewno nie byla latwa decyzja i
              > ciesze sie, ze nie musialem jej podejmowac


              Wielu wybitnych artystów dało się wmanipulować w struktury totalitarnych
              dyktatur. Wielu tworzyło panegiryki na cześć tyranów. Również i w Polsce.
              Czy z faktu, że Gałczyński pisał wiernopoddańcze wobec komunistycznego reżimu
              wiersze wynika, iż przestał być wspaniałym poetą? Wajda przez wiele lat też
              był "pieszczochem systemu" - czy dziś mu to ktoś wypomina? A Łapicki, Łomnicki
              (przez wiele lat sekretarz POP PZPR) i wielu innych aktorów, dziś otaczanych
              szacunkiem i niemal kultem...?
              Dlaczego przykładamy inną miarę do "własnych" artystów i inną do obcych...?
              To jest właśnie owa zaściankowość...

              Pozdrawiam.

              • dachs Re: Kontrowersyjna Leni... 22.08.03, 20:56
                Mylisz troche pokecia.
                Galczynski, Szymborska i paru innych napisalo okazjonalnie po pare wierszy na
                czsc wielkiego jezykoznawcy, ze strachu, czy z oportunizmu, mniejsza o to.
                Pozatem tworzyli swoja wspaniala poezje, ktora zostanie, mimo wysilkow roznych
                nieudacznikow, ktorzy istnieja tylko poprzez plucie.
                Smieszy mnie jak mlodzi ludzie urodzeni za poznego Gierka maja za zle postepki
                z czasow wczesnego Stalinizmu. Nie kieruje tych slow do Ciebie, mam namysli
                generalna tendencje.
                Galczynski i Szymborska nigdy nie byli poetami socjalistycznemi.
                Jak np. Broniewski, czy St. R. Dobrowolski.
                I dlatego nalezy przykladac do nich inna miare. My ktorzy w tamtych czasach
                zylismy, bylismy wdzieczni Galczynskiemu za to, ze dawal nym wytchnienie od
                socjalizmu. Tych pare wiernopoddanczych wierszy nie liczylo sie. Moze dzieki
                nim przezyl?
                Leni Riefenstahl - byla sztandarowa postacia filmu hitlerowskiego. Tak jak -
                wracajac do polskich poetow - Broniewski i Dobrowolski.
                Jej dzialalnosc nie byla okazjonalnym holdem Hitlerowi. Sama z nieprzymuszonej
                woli wbudowala swa tworczosc w jego system.
    • rychost Re: Kontrowersyjna Leni... 22.08.03, 16:30
      miriamfirst_ napisała:

      > ...kończy dzisiaj 101 lat. Hm.

      Dzekuje Ci za to, ze o tym piszesz. G.wniane gnojki nie chca
      wiedziec, ze to wlasnie na takich jak oni opiera sie wladza wszelkich
      dyktatorow.

      A Leni zadne plaskie zero nie ukradnie geniuszu.

      Pozdrawiam
    • Gość: tad Kontrowersyjna Szymborska IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 22.08.03, 16:42
      miriamfirst_ napisała:

      >
      > ...kończy dzisiaj 101 lat. Hm.
      > W tym roku zgłosiła swój film dokumentalny o rafach koralowych na krakowski
      > festiwal filmowy. Nie przyjęto tego filmu, tłumacząc decyzję jej sympatiami
      > niegdysiejszymi. Dopatrzono się także rzekomego nazistowskiego "kultu
      > piękna", które ona wciąż reprezentuje. W tych rafach koralowych, bo są
      > piękne, a nie brzydkie. Bez sensu.
      > A ona wciąż żyje i działa. Zajrzyjcie na strone poniżej.


      Skoro z powodu "niegdysiejszych sympatii" tak traktuje się ową panią, to
      dlaczego z powodu "niegdysiejszych sympatii" do ludobójczego (i to ludobójczego
      bardziej niż nazizm) systemu nie piętnuje się "na salonach" np. pani
      Szymborskiej np? Co jest z tymi salonami?
    • Gość: XXL Dyktatura, propaganda, reżyser....... IP: *.echostar.pl 22.08.03, 17:29
      Ta sprawa była, jest i będzie aktualna.
      Ilu naszych filmowców było na "artystycznych" usługach.
      ...No bo wiesz, żyć trzeba....
      A i dzisiaj kręci się filmy, bo przywódca jest taki fascynujący a
      ta organizacja to wspaniali ludzie.

      A potem ?
      ....No wiesz, tylko krowa nie zmienia poglądów...

      -------------------------------------------------------------------------
      W dniach 4-10 września 1934 r. odbył się w Norymberdze VI Zjazd NSDAP,
      gigantyczne widowisko polityczne, zaprojektowane przez Alberta Speera. Leni
      Riefenstahl nakręciła na podstawie zjazdu film, którego premiera odbyła się 28
      marca 1935 r. w berlińskim UFA-Palast. Na początku projekcji widzowie zobaczyli
      na ekranie napisy wprowadzające, z których pierwszy głosił: Dokument ze zjazdu
      Partii w 1934 r., zrealizowany na polecenie Führera [1]. Autorka filmu nie
      przypadkiem podkreśliła ten fakt. W Trzeciej Rzeszy odpowiedzialnym za
      produkcję filmową był minister propagandy Joseph Goebbels. Jednak w przypadku
      Triumfu woli, ze względu na napięte stosunki Riefenstahl z Goebbelsem, kontrolę
      nad całym przedsięwzięciem przejął Führer, zlecając jej
      nakręcenie "artystycznego dokumentu wizualnego" [2]. Sama Riefenstahl bywa
      postrzegana jako postać kontrowersyjna. Z jednej strony, krytycy umieszczają ją
      często w gronie największych reżyserów światowego kina, z drugiej zaś nie
      oszczędzają jej ostrych słów. Większość zarzutów dotyczy przede wszystkim
      ideologicznej postawy Riefenstahl. Po wojnie artystka odżegnywała się od
      wszelkiej odpowiedzialności za koszmar nazizmu, twierdząc, że zwalnia ją od
      niej fakt, iż nie należała do Partii. Poza tym uważała, że w okresie, gdy
      realizowała Triumf woli i tak 90% społeczeństwa niemieckiego popierało Hitlera,
      co - według Riefenstahl - w pełni usprawiedliwiało jej postawę w czasach
      Trzeciej Rzeszy [3]. Przy okazji retrospektywnej wystawy poświęconej
      działalności artystycznej Riefenstahl, która odbyła się jesienią 1998 r. w
      Poczdamie, dyskusje wokół jej osoby znowu rozgorzały. Reżyserka konsekwentnie
      twierdziła, że w czasach Trzeciej Rzeszy nic nie wiedziała o zbrodniach
      systemu; że kierowała się wyłącznie pobudkami natury artystycznej, ewentualnie
      naciskami ze strony Hitlera lub Goebbelsa [4]. Uważała się za artystkę
      ideologicznie neutralną. Wreszcie, w wywiadzie dla "Die Welt" przyznała: "Żyłam
      w Trzeciej Rzeszy z jej wszystkimi koszmarnymi zbrodniami. Zostawiliśmy po
      sobie makabryczny spadek. To nade mną ciąży. Zostaje wina, tak można to
      określić" [5]. Powyższa wypowiedź pochodzi jednak dopiero z maja 2000 r. W
      opinii krytyków Triumf woli miał spełniać dwa podstawowe zadania: pokazać
      Niemcom solidarność Partii oraz przedstawić jej przywódców [6]. W świetle
      swojej genezy oraz ostatecznej wymowy omawiany film jawnie pochwala ideologię
      nazistowską oraz jest apoteozą Führera i Partii. Leni Riefenstahl dystansuje
      się jednak od takich opinii, stwierdzając m.in.: "Film ten należy do wybitnych
      dokumentów, a przyniósł mi tylko zarzuty, ponieważ odebrano go jako propagandę"
      [7]. W podobnym tonie utrzymane są inne jej wypowiedzi. We wrześniu 1965
      roku "Cahiers du Cinéma" opublikowały wywiad z Riefenstahl, w którym
      stwierdza: "[Triumf woli] to czysto historyczny film. Precyzuję, to jest film
      dokumentalny (film-vérité). Odzwierciedla historię z 1934 r. Jest więc filmem
      dokumentalnym, nie propagandowym" [8]. Zaświadcza także: "Ani jedna scena nie
      była reżyserowana (...) Wszystko jest prawdą" [9].
      W rozumieniu Riefenstahl Triumf woli jest czystym dokumentem, ponieważ opiera
      się na konkretnym wydarzeniu historycznym i rejestruje je na taśmie filmowej.
      Mówiąc o "czysto historycznym filmie", artystka ma na myśli coś więcej niż
      tylko przyporządkowanie genologiczne dzieła. Chodzi jej mianowicie o to, że
      film ten wyłącznie rejestruje na taśmie celuloidowej wydarzenia, które odbywały
      się we wrześniu 1934 r. w Norymberdze. Według niej, tak skonstruowany film nie
      może być propagandą, gdyż brakuje w nim miejsca na manipulację. Okazuje się
      jednak, że reżyserka współkształtowała filmowaną rzeczywistość, powtarzając już
      po zakończeniu zjazdu niektóre przemówienia dla potrzeb filmu, o czym pisze
      między innymi Susan Sontag w artykule Fascynujący faszyzm.
      Sontag dodaje jeszcze jeden argument, obalający koncepcję Riefenstahl,
      że "czysto historyczny film" wyklucza jakąkolwiek ingerencję w filmowaną
      rzeczywistość: "Ktokolwiek broni filmów Riefenstahl jako filmów dokumentalnych,
      jeśli założymy, że istnieje różnica między filmem dokumentalnym i propagandą,
      jest po prostu naiwny. W Triumfie woli dokument (obraz) jest nie tylko
      przedstawieniem rzeczywistości, ale także jednym z powodów, dla których ta
      rzeczywistość została skonstruowana" [10]. Opinię tę przywołuje Sontag
      najprawdopodobniej za Siegfriedem Kracauerem, który twierdził, że Zjazd
      Norymberski został zorganizowany, aby Riefenstahl mogła go sfilmować. Martin
      Loiperdinger w książce Der Parteitagsfilm "Triumph des Willens" von Leni
      Riefenstahl: Rituale der Mobilmachung dowodzi jednak, że Kracauer nie mógł mieć
      racji [11]. Za tym, że Zjazd Norymberski nie był zrealizowany dla potrzeb filmu
      przemawiają według Loiperdingera następujące argumenty: a) Riefenstahl
      rozpoczęła pracę nad Triumfem woli dopiero dwa tygodnie przed rozpoczęciem
      zjazdu; b) podczas pracy nad filmem, wskutek wielu niedociągnięć
      organizacyjnych, wiele scen dokręcanych było później (argument ten ma świadczyć
      o tym, że zjazd był niedostosowany do potrzeb filmu [przyp. moje - M.J.]); c)
      zjazdy Partii odbywały się corocznie, a więc także po powstaniu Triumfu woli.
      W opiniach Kracauera i Sontag uderza jednak przede wszystkim konsekwentna
      odmowa filmowi Riefenstahl statusu filmu dokumentalnego i jednoznaczne
      przypisywanie go do propagandy. Kilka lat przed opublikowaniem wywiadu z
      Riefenstahl w "Cahiers du Cinéma", Kracauer stwierdził, że jej dzieło zupełnie
      przekształca rzeczywistość [12]. Tym samym chciał udowodnić tezę, że Triumf
      woli jest filmem propagandowym, a nie dokumentalnym, podkreślając przy tym
      dysonans między rzeczywistością pokazaną w filmie a rzeczywistością Niemiec
      faszystowskich w ogóle.
      Współcześni filmoznawcy często jednak zgadzają się z Riefenstahl, że Triumf
      woli jest filmem dokumentalnym, jakkolwiek nie podchodzą do tego w tak skrajny
      sposób jak jego autorka. David Bordwell i Kristin Thompson określają go mianem
      documentary feature [14], zaś zdaniem Alicji Helman Triumf woli i Olimpiadę
      można zaliczyć do najlepszych filmów dokumentalnych, jakie kiedykolwiek
      zrealizowano [14]. Natomiast David B. Hinton w monografii The Films of Leni
      Riefenstahl, ustosunkowując się do wypowiedzi Riefenstahl i Kracauera,
      proponuje rozwiązanie kompromisowe. Stwierdza bowiem, że traktowanie Triumfu
      woli jako czystego dokumentu albo czystej propagandy jest niebezpiecznym
      błędem. Powołując się na opinię Richarda Corlissa, definiuje film Riefenstahl
      jako "dokument z wydarzenia propagandowego" [15]. Powstaje zatem pytanie, w
      jaki sposób Triumf woli łączy dokumentalne zamiary Riefenstahl ze
      stwierdzeniami Kracauera i Sontag, określającymi go jednoznacznie jako
      propagandę. W artykule Film dokumentalny jako gatunek retoryczny Mirosław
      Przylipiak przypomina za Billem Nicholsem, że domeną filmu dokumentalnego nie
      jest szukanie prawdy: "choć w świadomości potocznej film dokumentalny
      funkcjonuje przede wszystkim jako rejestracja rzeczywistości, to jednak od
      początku swojego istnienia służył przede wszystkim perswazji" [16]. Autor
      podkreśla użyteczność filmu dokumentalnego jako "narzędzia walki", a określając
      jego zadania, wskazuje na utylitarne cele propagandowe.
      Jeżeli więc przyjmiemy przyporządkowanie Triumfu woli do gatunku filmu
      dokumentalnego, to warto prześledzić, jak film ten realizuje zadania
      propagandowe i perswazyjne, a jednocześnie, jak dokonuje się transformacja
      rzeczywistości, o któ
    • Gość: XXL Dyktatura, propaganda, reżyser...(2) IP: *.echostar.pl 22.08.03, 17:32
      Jeżeli więc przyjmiemy przyporządkowanie Triumfu woli do gatunku filmu
      dokumentalnego, to warto prześledzić, jak film ten realizuje zadania
      propagandowe i perswazyjne, a jednocześnie, jak dokonuje się transformacja
      rzeczywistości, o której mówi Kracauer. Hinton krytykuje jego sposób
      rozumowania, zmierzający do zdyskwalifikowania filmu Riefenstahl jako
      dokumentu. Podkreśla, że autorka rzeczywiście rejestrowała fakty, które zastała
      w Norymberdze i udowadnia, że nie miała ona wpływu na kształt samego zjazdu
      [17]. Jego argumenty nie są jednak do końca przekonujące. Kracauer nie
      kwestionuje bowiem faktu, że Riefenstahl zarejestrowała fragment
      rzeczywistości. Chodzi mu natomiast o to, że jest to rzeczywistość fałszywa
      (fake reality [18]), a pokazana tak, jak gdyby była prawdziwa. Zatem
      transformacja rzeczywistości, o jakiej mówi Kracauer, nie polega jedynie na
      fałszowaniu przez film rzeczywistości obiektywnej, ale raczej na
      obiektywizowaniu rzeczywistości fałszywej.
      Nadto Kracauer, pisząc o próbach oddziaływania na uczucia widza w filmie
      Riefenstahl i podczas samego zjazdu, twierdzi, że celem tych działań było
      doprowadzenie zebranych do stanu ekstazy, wywarcie wpływu zarówno na ich stan
      fizyczny, jak i psychiczny: "Do całkowitej mobilizacji mas przyczyniały się
      również symbole, które dobierano przede wszystkim ze względu na ich walory
      podniecające. Całe miasto było morzem powiewających sztandarów ze swastyką. W
      nocy oświetlały je płomienie ognisk i pochodni. Ulice i place nieprzerwanie
      rozbrzmiewały podniecającym rytmem marszów. Organizatorom Parteitagu nie
      wystarczało doprowadzenie ludzi do stanu ekstazy; starali się go utrwalić przy
      pomocy wypróbowanej techniki, polegającej na wykorzystaniu magii form
      estetycznych dla nadania konsystencji nieuchwytnym masom" [19].
      Takie metody są wyrafinowanym sposobem oddziaływania na emocje. Przyjmując
      definicję bodźców wzniosłych jako "posiadających własności przytłaczające
      percepcyjnie, wyobrażeniowo bądź emocjonalnie i sprawiające, iż podmiot doznaje
      zmysłowego ożywienia (intensyfikacji) spostrzeganej rzeczywistości" [20], można
      stwierdzić, że twórcy zjazdu NSDAP, a za nimi Leni Riefenstahl stosują elementy
      estetyki wzniosłości. Wywołanie w uczestnikach zjazdu i widzach filmu silnych
      emocji, kojarzących się z Partią zapewne sprzyja pozyskaniu nowych zwolenników
      oraz utrzymaniu w szeregach NSDAP tych, którzy już opowiedzieli się za
      nazizmem. Autor Od Caligariego do Hitlera wskazuje przede wszystkim na wizualne
      walory filmu. Jego zdaniem, jednym z ważniejszych przejawów transformacji jest
      ukrywanie naturalnego tła za powiewającymi sztandarami ze swastyką [22].
      Ponadto Kracauer stwierdza też, że zdjęcia mas ludzkich traktowane są jako
      kompozycje dekoracyjne. Na marginesie warto zatem wspomnieć, iż na Triumf woli
      można spojrzeć z jeszcze innej perspektywy - czysto estetycznej, formalnej.
      Thompson i Bordwell twierdzą, że film ten bada się dziś jedynie ze względu na
      jego walory artystyczne. Jako dokument jest dla historyków mało wartościowy,
      gdyż zapewne istnieją pełniejsze relacje na temat zjazdu NSDAP w 1934 r.
      Mogłoby się też wydawać, że jako propaganda Triumf woli ostatecznie stracił
      swoją aktualność wraz z upadkiem Trzeciej Rzeszy. Okazuje się jednak, że w
      Niemczech dostęp do tego filmu jest znacznie utrudniony. Nietrudno domyśleć
      się, że kontrola materiałów propagandowych Trzeciej Rzeszy (do których zalicza
      się Triumf woli) związana jest z aktywną działalnością neonazistów w Niemczech.
      Można zatem wyciągnąć wniosek, że treści obecne w filmie Riefenstahl nadal
      znajdują swoich odbiorców, a metody perswazyjne stosowane (świadomie lub
      nieświadomie) przez autorkę mogą działać niezależnie od systemu społecznego i
      politycznego, w jakim film jest rozpowszechniany.
      Analizując sposób, w jaki Triumf woli spełnia funkcje propagandowe, można
      argumenty Kracauera uzupełnić o kilka przykładów, które pokazują, jak Partia
      przedstawiała swoją potęgę oraz troskę o interesy swoich członków. W trzeciej
      sekwencji filmu widzimy ogromny campus [23], gdzie zakwaterowani byli
      uczestnicy zjazdu. Campus sfilmowany został z góry. Ujęcie to pokazuje nie
      tylko, jak wielu członków ma Partia, ale też to, że jest w stanie o nich
      zadbać, organizując im nocleg w perfekcyjnie rozbitym obozie. Patrząc na
      namioty z lotu ptaka, chciałoby się powiedzieć, że zostały rozstawione "pod
      linijkę". Kolejne ujęcia, pokazują ogromne i pełne kotły, w których jest
      jedzenie dla przybyłych. Każdy dostaje po kiełbasce, a wszyscy solidarnie
      pomagają przy organizacji śniadania. Młodzi, dobrze zbudowani i atrakcyjni
      mężczyźni pomagają sobie nawzajem w goleniu i myciu (sic!), a na koniec
      prezentują swoją sprawność fizyczną podczas gry w piłkę. Te obrazy sugerują, że
      Niemcom, którzy wstąpili do NSDAP powodzi się znakomicie, są dobrze odżywieni,
      w świetnej formie i niczego im nie brakuje. Postronny widz mógłby sobie na tej
      podstawie wyobrazić Niemcy jako krainę mlekiem i miodem płynącą. Tymczasem
      rzeczywistość codzienna była bardziej brutalna, o czym świadczą chociażby opisy
      Niemiec faszystowskich w dokumentach historycznych, opracowaniach naukowych,
      pamiętnikach i beletrystyce [24]. W zestawieniu z faktami czerpanymi z
      podobnych źródeł, widać, jak bardzo zakłamaną rzeczywistość przedstawiał zjazd
      NSDAP, a w konsekwencji i Triumf woli.
      Po wyżej opisanej sekwencji poranka w Norymberdze następuje sekwencja, w której
      widzimy przemarsz ludzi w strojach ludowych, Hitlera pozdrawiającego Niemców ze
      swojego Mercedesa oraz z okna hotelu. Wreszcie widzimy w dużym zbliżeniu godło
      Trzeciej Rzeszy - orła. W tym momencie rozpoczyna się długa sekwencja
      przemówień. Ciekawe są chwyty, stosowane dla przekonania zebranych, że to,
      czego doświadczają podczas zjazdu, jak i podczas lektury prasy i słuchania
      radia, nie jest propagandą, lecz prawdą. Jeden z przemawiających wygłasza
      następujące zdanie: Bo prawda jest fundamentem, na którym opiera się władza
      prasy. Wobec obiektywnych realiów ta deklaracja o prawdzie jest zupełnie
      sprzeczna z praktykami prasy Trzeciej Rzeszy. Victor Klemperer pisze
      wprost: "Książka i gazeta (...) - wszystko to pływało w tym samym brunatnym
      sosie" [25].
      Todt w swoim przemówieniu podaje szereg danych dotyczących rozkwitu
      gospodarczego kraju. Goebbels z kolei apeluje do emocji mas. Konstruuje
      wyszukane metafory, które mają doprowadzić zebranych do emocjonalnego
      uniesienia. Swoje przemówienie zaczyna od słów: Niech płomień naszego zachwytu
      nigdy nie zostanie ugaszony. W zdaniu tym nie ma żadnej treści informacyjnej.
      To oraz inne, podobne sformułowania nie mają być częścią racjonalnej
      argumentacji. Ich zadanie sprowadza się do uzyskania akceptacji odbiorcy i
      wywoływania w nim pozytywnych emocji. Leni Riefenstahl, dokonując wyboru
      fragmentów przemówień, podaje widzowi samą esencję, która prawdopodobnie
      wzmacnia efekt zachwytu nad słowami mówców. Klemperer, analizując język
      Trzeciej Rzeszy w LTI (Lingua Tertii Imperii), pisze, że system ten wypracował
      swoją własną mowę. Słowo pisane było normowane przez Partię, a absolutna
      jednolitość języka pisanego doprowadziła do unifikacji języka mówionego [26].
      Dzięki odpowiedniemu zmontowaniu fragmentów przemówień, Leni Riefenstahl udało
      się ukryć tę jednolitość, a wyeksponować to, co różnorodne. W ten sposób widz
      nie ulega znużeniu i nie ma wrażenia monotonii.
      Naczelną zasadą organizacji filmu jest ujęcie-przeciwujęcie. Wydawałoby się, że
      reguła ta odnosi się przede wszystkim do filmów fabularnych. Tutaj została ona
      zastosowana w filmie dokumentalnym. Postać Hitlera jest przeciwstawiana obrazom
      tłumu, z którego kamera wydobywa pojedyncze twarze. W ujęciu-przeciwujęciu
      istotne jest podążanie kamery za linią wzroku. Hitler patrzy na tłum, w
      następnym ujęciu tłum patrzy na Hitlera. Kino klasyczne w ten sposób
      przedstawia dialogi,
    • Gość: XXL Dyktatura, propaganda, reżyser...(3) IP: *.echostar.pl 22.08.03, 17:35
      Hitler patrzy na tłum, w
      następnym ujęciu tłum patrzy na Hitlera. Kino klasyczne w ten sposób
      przedstawia dialogi, a więc i tu tworzy się sugestię więzi i porozumienia
      między tymi dwoma bohaterami - jednostkowym i zbiorowym. Riefenstahl stwarza w
      ten sposób pozory sytuacji komunikacyjnej, wręcz dialogowej. Sytuacja taka
      zakłada przepływ informacji w dwie strony oraz zamienność odbiorcy i nadawcy.

      Max Weber, przy okazji analizy idealnego typu panowania charyzmatycznego,
      wyróżnia idealny typ rozkazującego (przywódcy) oraz idealny typ słuchającego
      (ucznia, zwolennika) [27]. Według Webera, rozkazujący nie słucha zwolennika.
      Podobnie jest u Riefenstahl, gdzie nadawcą jest charyzmatyczny władca, a
      odbiorcą posłuszne masy. Różnica między rzeczywistymi relacjami między Hitlerem
      i jego zwolennikami, gdzie nie może dojść do odwrócenia relacji nadawca -
      odbiorca, a sugerowaną w filmie sytuacją dialogową, jest kolejnym przykładem na
      to, jak dokument może przeradzać się w propagandę.
      Pisząc o przywódcach tłumu, Gustave Le Bon stwierdza: "Jego [przywódcy] wola
      jest jądrem, wokół którego kształtują się i do którego upodabniają się poglądy
      innych" [28]. Przytoczona wypowiedź jest nie tylko kolejnym opisem
      rzeczywistego układu sił między przywódcą a tłumem, ale i znakomitym punktem
      wyjścia do interpretacji tytułu filmu. To właśnie wola Führera triumfuje nad
      masami, a film Riefenstahl znakomicie to ilustruje. Ciekawy jest też sam sposób
      prezentacji Hitlera i tłumu. Führer filmowany jest z żabiej perspektywy. Tym
      samym wydaje się być znacznie wyższy niż był faktycznie. Masy natomiast
      pokazywane są z góry. W najsłynniejszym bodaj ujęciu Triumfu woli, gdy tłumy
      ukazane są w osi placu apelowego, trudno wyróżnić jednostki.
      Tworzenie wrażenia więzi między Hitlerem a jego zwolennikami nie ogranicza się
      jedynie do stworzenia pozorów komunikacji. Ponieważ film ten jest "hymnem na
      cześć Führera" [29], zadaniem autorki było również pokazanie miłości mas do
      swojego wodza. W sekwencji, gdy Hitler przejeżdża przez miasto, w tłumie
      dominują dzieci i kobiety. Podchodzą do niego, dają mu kwiaty. Kamera wybiera
      pojedyncze twarze. W ten sposób tworzy się sugestia, jakoby miłość do Führera
      miała charakter erotyczny [30]. W oficjalnym streszczeniu Triumfu woli pojawia
      się stwierdzenie, że Hitler "śmieje się, uśmiecha i rozmawia z kobietami" [31],
      natomiast twarze męskie, które pojawiają się w zbliżeniu, to twarze żołnierzy.
      Powstaje następujący obraz społeczeństwa niemieckiego: kobiety i dzieci kochają
      Hitlera, dają mu kwiaty i wiwatują na jego cześć. Mężczyźni zaś są mu
      posłuszni - stoją zdyscyplinowani w równych rzędach, wznosząc okrzyk Sieg Heil
      lub Heil Hitler.

      Analizując sposób przekształcenia rzeczywistości przez Triumf woli, należy
      również wspomnieć o obecnej w filmie nazistowskiej symbolice. Między
      poszczególne ujęcia Leni Riefenstahl bardzo często wmontowuje obrazy orła -
      godła Trzeciej Rzeszy, a przede wszystkim swastyki. "Riefenstahl (...) uczyniła
      z flagi ze swastyką leitmotiv. (...) Każe jej nieustannie powiewać w naszej
      świadomości jako znak wszechobecnego Führera" [32]. Czasami też oba symbole -
      swastyka i orzeł - przenikają się wzajemnie.
      Jednym z ulubionych motywów autorki filmu jest las rąk wzniesiony podczas
      okrzyku Sieg Heil. Takie "czysto artystyczne", a jednocześnie mocno zabarwione
      ideologicznie obrazy wypełniają znaczną część filmu. Philippe J. Maarek
      porównuje ten zabieg do dźwięku klaksonu w eksperymencie Pawłowa [33]. Biorąc
      pod uwagę psychologiczne mechanizmy rządzące zachowaniami tłumu, operowanie
      nazistowskimi symbolami z pewnością miało na celu wzbudzenie w odbiorcach
      pożądanej postawy. Służą temu również inne zabiegi w filmie Riefenstahl. Jako
      że ich główną funkcją jest przekonywanie odbiorcy do określonej wizji
      rzeczywistości, analiza tych zabiegów powinna odwoływać się do pojęć z zakresu
      retoryki.
      Rozważania nad retoryką w filmie wymagają określenia, jakie rozumienie tego
      pojęcia przyjmujemy. Jerzy Ziomek przytacza cztery zasadnicze definicje:
      retoryka jako sztuka pięknego mówienia, jako teoria prozy, sztuka wymowy (słowa
      wygłaszanego) oraz sztuka argumentacji. To ostatnie rozumienie pozwala włączyć
      do zakresu retoryki rozważania nie tylko na temat języka czy literatury, ale
      także dotyczące filmu, czy szerzej pojętych sztuk wizualnych [34].
      Stanowisko, jakoby film dokumentalny był gatunkiem retorycznym prezentuje, we
      wspomnianym już artykule, Mirosław Przylipiak, powołując się też na innych
      teoretyków (głównie Billa Nicholsa oraz Willema Hesslinga) [35]. Rozważania
      Przylipiaka nie koncentrują się jedynie na czystej teorii. Autor przywołuje
      również konkretne przykłady, odwołuje się do praktyki filmowej. Wystarczy
      przypomnieć poglądy i twórczość takich reżyserów jak np. John Grierson, Dziga
      Wiertow, Marcel Łoziński, by przekonać się o związku filmów dokumentalnych z
      aspiracjami propagandowymi twórców (często określających swoje dzieła jako
      dydaktyczne, co nie wyklucza elementów perswazji). Przylipiak mówi
      następująco: "Dokumentalizm (...) korzysta ze wszystkich możliwych sposobów
      perswazji, a środki najbardziej skuteczne, bo będące świadectwem rzeczy samej,
      nie zaś intencji retora [podkr. moje - M.J.], należą przecież do jego istoty.
      Tej jego właściwości, utrwalania rzeczywistości, towarzyszy inna, na pozór z
      pierwszą sprzeczna: wielkiej skuteczności oddziaływania na odbiorcę, poruszania
      nim, nakłaniania do działań, kształtowania jego preferencji i poglądów" [36].

      Spróbujmy zatem przeanalizować, jakie mechanizmy perswazyjne stosuje
      Riefenstahl, nie zważając przy tym na jej świadome i deklarowane intencje.
      Wyjdźmy od tego, że mamy tu do czynienia z przekazem filmowym, który jest
      elementem masowej komunikacji, oraz z masowym w niej uczestnictwem. To ostatnie
      objawia się w przypadku Triumfu woli na dwóch płaszczyznach. Po pierwsze, na
      płaszczyźnie bezpośredniej - w ramach samego zjazdu w Norymberdze. Po drugie,
      jako komunikacja i uczestnictwo pośrednie właściwe wszystkim przekazom
      filmowym. Konrad Ehlich w książce Sprache im Faschismus za jedną z podstawowych
      metod propagandy faszystowskiej uważa tworzenie wrażenia doświadczenia
      uczestnictwa bez rzeczywistej partycypacji [37]. Wypowiedzi oraz obrazy
      konstruowane były w ten sposób, by maksymalnie wyeksponować fatyczne funkcje
      języka. Odbiorca musi mieć wrażenie kontaktu z nadawcą, bycia w centrum
      wydarzeń i zainteresowania. W gruncie rzeczy jednak między nim a nadawcą
      komunikatu jest duży dystans. Ehlich podkreśla również illokucyjny charakter
      wypowiedzi zawartych w przekazach, kładąc przy tym szczególny nacisk na formy
      imperatywne. Według niego, owemu pozornie uczestniczącemu odbiorcy bezustannie,
      w sposób bardziej lub mniej zakamuflowany, coś się rozkazuje [38]. Na poziomie
      językowym akty illokucyjne widoczne są w Triumfie woli np. w scenie
      przemówienia Hitlera do Hitlerjugend, w którym wzywa on chłopców do służby w
      imię narodu niemieckiego. Podobnie rzecz wygląda w przypadku apelu Służby
      Pracy, podczas którego mówi się robotnikom, jak powinni pracować, by dobrze
      służyć ojczyźnie. Tworzenie wrażenia uczestnictwa, zmniejszania dystansu ma
      zwiększyć prawdopodobieństwo wykonania rozkazu. Film Riefentstahl znakomicie
      wpisuje się w tezę Ehlicha również przez zastosowanie opisanej już przeze mnie
      zasady ujęcie-przeciwujęcie. Taki sposób konstruowania filmu ma, poza
      wspomnianym już tworzeniem pozorów sytuacji dialogowej między Hitlerem a
      masami, jeszcze jedną konsekwencję - widz może poczuć się cząstką mas,
      spoglądających na Führera, a zatem dochodzi do owego pozornego uczestnictwa.
      Kontakt między dowództwem Partii, a masami "zwykłych ludzi" został bardzo
      dobrze wyeksponowany we wspomnianej już sekwencji apelu Służby Pracy. Robotnicy
      kolejno odpowiadają na pytanie Skąd jesteś towarzyszu? Pojawia się s
    • Gość: XXL Dyktatura, propaganda, reżyser...(4) IP: *.echostar.pl 22.08.03, 17:37
      Robotnicy
      kolejno odpowiadają na pytanie Skąd jesteś towarzyszu? Pojawia się szereg
      odpowiedzi: z Pomorza, ze Śląska, z Bawarii etc. Jest to bodaj jedyny moment w
      filmie, w którym rzeczywiście pojawia się namiastka dialogu. Ponadto bardzo
      wyraźnie eksponowana jest przy tej okazji sugestia jedności robotników
      niemieckich. Mamy tu do czynienia z budowaniem wizerunku społecznej potęgi
      Trzeciej Rzeszy, pokazywaniem integracji narodu i gotowości do poświęcenia. Dla
      widza podobne sceny mają kapitalne znaczenie. Dzięki takim zabiegom Riefenstahl
      sugeruje, że i on mógłby mieć podobny kontakt z przywódcami Partii, a w
      konsekwencji, że i jemu mógłby udzielić się podobny entuzjazm, jaki widzimy w
      filmie.
      Film Riefenstahl ma zatem przede wszystkim pokazać obraz szczęśliwego i
      entuzjastycznego społeczeństwa pod wodzą charyzmatycznego przywódcy - bardziej
      niż argumentować wprost za ideologią nazistowską. Takie spojrzenie na Triumf
      woli wpisuje się w opinię Michała Głowińskiego, który twierdzi, że w
      propagandzie totalitarnej nie chodzi jedynie o przekonanie do pewnych poglądów,
      lecz o narzucenie określonej wizji świata [39]. Adresat przekazów
      propagandowych musi być jednak pewny, że wizja, jaka jest mu prezentowana, jest
      obrazem prawdziwym, a nie spreparowanym. Stąd przekonanie odbiorcy, że ma do
      czynienia z komunikatem obiektywnym jest dla przekazu perswazyjnego kwestią o
      pierwszorzędnym znaczeniu. Na gruncie tego, skądinąd elementarnego, twierdzenia
      Mirosław Przylipiak opisuje procedury obiektywizujące w filmie dokumentalnym
      [40]. Autor przypomina, że przekazy niefikcjonalne nie są obiektywne na mocy
      swojej definicji. Wręcz przeciwnie, mogą bardzo silnie "angażować się w pewną
      ideologię, w pewną wersję rzeczywistości, albo w określony wariant wydarzeń"
      [41]. Widz musi być jednak przekonany, że ma do czynienia z wizją jedynie
      słuszną. W tym celu film dokumentalny stosuje trzy podstawowe procedury
      obiektywizujące. Po pierwsze jest to "indeksalna natura przekazu" - ujęcie
      filmowe jest odbiciem określonej rzeczywistości, która wywarła wpływ na taśmę
      światłoczułą [42]. Zatem: wiedząc, że to, co pojawia się na ekranie musiało
      dziać się w realnym świecie, widz nie dopuszcza myśli o jakichkolwiek
      manipulacjach. Jest to zasada uniwersalna, właściwa wszystkim filmom
      dokumentalnym. Montaż oraz ewentualny voice-over jako formy manipulacji często
      umykają świadomości widza. Warto tu też wspomnieć, że Riefenstahl uważa brak
      komentarza w Triumfie woli, za kolejny dowód na brak treści propagandowych w
      jej filmie [43].

      Kolejną procedurą obiektywizującą jest według Przylipiaka prezentacja
      wszystkich punktów widzenia [44]. Mamy tu do czynienia z obiektywizmem
      rozumianym jako przeciwstawienie subiektywizmu. W tym przypadku Riefenstahl
      prezentuje dwa zasadnicze punkty widzenia: Hitlera i innych przywódców Partii
      oraz zebranych mas. W kontekście zjazdu NSDAP są to jedyne, a zatem wszystkie
      punkty widzenia. Wątpliwe, by przybyli tam, nieliczni w owym czasie, krytycy
      Hitlera. Zatem koncentracja Riefenstahl jedynie na Führerze i jego zwolennikach
      wydaje się być jak najbardziej zrozumiała.
      Ostatnia procedura wymieniana przez Przylipiaka to "obiektywizm struktury"
      [45]. Jest to kategoria omówiona przez autora stosunkowo niejasno; w gruncie
      rzeczy chodzi jednak o to, by forma dzieła była dostosowana do treści przekazu.
      Triumf woli zdaje się spełniać ten wymóg. Zjazd NSDAP stworzono z wielkim
      rozmachem. Imponował ilością zgromadzonych ludzi, precyzją organizacyjną.
      Riefenstahl przy realizacji swojego filmu podkreśliła potęgę wydarzenia. Już
      samo przeciwstawianie tłumu jednostkom uwydatnia ogrom mas. W filmie niewiele
      jest nieruchomych ujęć, są natomiast liczne jazdy i panoramy. Riefenstahl
      umieszczała kamery w najbardziej nieprawdopodobnych miejscach, by tylko móc
      podkreślić wielkość oraz dynamikę zjazdu. Tym sposobem pokazywała również, jak
      wielkie i doskonale zorganizowane były Niemcy faszystowskie.
      Wobec wszystkich przedstawionych powyżej argumentów staje się jasne, że Triumf
      woli, będąc filmem dokumentalnym, realizuje jednocześnie cele propagandowe i
      przedstawia bardzo subiektywny obraz rzeczywistości. Jerzy Toeplitz stwierdza,
      że w tym filmie stykają się dwie płaszczyzny: "widowiska, które jednak jest
      polityczną rzeczywistością i rzeczywistości przeobrażającej się w gigantyczny
      spektakl" [46]. Niewątpliwie jest to film znakomity pod względem artystycznym,
      co dodatkowo wzmacnia efekt propagandowy.
      Rozbieżne oceny Triumfu woli dokonane przez Riefenstahl i Kracauera są bardzo
      jaskrawym dowodem na to, jak deklarowana intencja autora może mijać się z
      ostateczną wymową dzieła. Dyskusje, mające na celu przyporządkowanie Triumfu
      woli do jednej z dwóch omawianych kategorii - propagandy lub dokumentu - są z
      góry skazane na niepowodzenie, gdyż oba pojęcia wcale się nie wykluczają.
      Określenie filmu przymiotnikiem "dokumentalny" formułowane jest na płaszczyźnie
      genologicznej, natomiast mówienie o propagandzie w filmie należy przede
      wszystkim do rozważań nad recepcją dzieła. Problem związku między gatunkiem a
      wymową filmu jest przedmiotem wielu odrębnych analiz i zapewne możliwe jest
      wskazanie wielu zależności. Nie można jednak powiedzieć, że dokument i
      propaganda są kategoriami rozłącznymi, jak sugerują to - posługując się
      odmiennymi argumentami - Riefenstahl oraz Kracauer. W obu wypowiedziach jest
      wiele prawdy i, rozpatrując je wspólnie, można zaryzykować stwierdzenie, że
      pozornie sprzeczne opinie wzajemnie się uzupełniają.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka