spitme
08.03.08, 02:17
W innym opakowaniu ,...
===================================================================
Przyjaciele ze służb
=======================
Bronisław Wildstein 05-03-2008
Nie tak dawno poświęciłem spory artykuł próbom kolonizacji PO ze
strony układu III RP.
Układ ten składa się z dominujących w nim postkomunistów i części
solidarnościowej elity, a jego obraz i polityczną emanację stanowi
LiD, gdzie resztki Unii Wolności pod szyldem PD mają uwiarygodnić
SLD.
LiD jest jednak słaby, a biznesowo-instytucjonalne wpływy układu
potężne, nic więc dziwnego, że robi on podchody pod triumfatora
polskiej sceny politycznej, jakim jest PO.
A partia Donalda Tuska, która wydaje się działać na zasadzie: wróg
mojego wroga (PiS-u) jest moim sojusznikiem, korzysta z tych
propozycji na tyle chętnie, że dziś już nie wiadomo, kto jest czyim
klientem.
Ten stan rzeczy odbija się w służbach specjalnych. PO, która
wcześniej grzmiała na nadmierne zainteresowanie służbami ze strony
PiS, od razu po wyborach postanowiła je „odzyskać”, i to – w dużej
mierze – przy pomocy komunistycznych fachowców. Wiceszefem ABW
został były funkcjonariusz SB, wiceszef UOP za czasów rządów
postkomunistów, Zdzisław Skorża. Dowódcą Wywiadu Wojskowego
ustanowiono gen. Macieja Hunię, a kontrwywiadu – płk. Grzegorza
Reszkę. Za czasów Leszka Millera przeprowadzili oni radykalną
czystkę, wymiatając ze służb solidarnościowców i nominując
peerelowskie kadry. Kolejni oficerowie z tego zaciągu to Janusz
Nosek i Paweł Białek.
Ukoronowaniem tych działań jest przywrócenie do resortu
millerowskiego szefa ABW Andrzeja Barcikowskiego. Trafił on „tylko”
do kilkuosobowej rady konsultacyjnej szkoły kontrwywiadu. Za jego
kadencji ABW tuszowała sprawę kontraktu z rosyjską, mafijną firmą
gazową; bezpodstawnie o szpiegostwo na rzecz Rosji oskarżyła
asystenta posła Gruszki, szefa komisji śledczej w sprawie Orlenu;
równie bezpodstawnie, ale za to niezwykle manifestacyjnie ABW
zatrzymała kontrolera NIK Jacka Kalasa, który wykazał fałszerstwa w
raporcie otwarcia premiera Millera. Wiedząc o aferze Rywina,
Barcikowski nie zajął się nią, ponieważ nie uznał jej „za poważną”.
Rzeczywiście: trudno nie zachwycić się profesjonalizmem tego byłego
PZPR-owskiego aparatczyka.
Źródło : Rzeczpospolita