Dodaj do ulubionych

_______Komu przyznać uszczerbienie za lżenie?

26.05.08, 10:46
herb Zagłoba – w czasach Kazimierza Odnowiciela dwóch braci herbu
Jastrzębiec toczyło spór, zakończony zabójstwem starszego przez
młodszego z braci. Aby pamięć zbrodni przetrwała, mordercy i jego
potomkom zabrano z tarczy krzyż, przebijając podkowę mieczem –
narzędziem zbrodni. Nazwa Zagłoba oznacza za głowę (brata).

herb Pomian – Łastek Hebda z Grabia, herbu Wieniawa, cięciem miecza
zabił brata rodzonego Jaranda, za to iż ten go ten strofował za
rozwiązłe życie. Za ten czyn on i jego potomkowie otrzymali herb,
gdzie głowie żubra zabrano złote kółko, a ją samą przebito mieczem.
Nazwa Pomian pochodzi od pomnij nań.

herb Łzawa – rycerzowi herbu Belina za bezzasadne zaalarmowanie
obozu (co było przejawem tchórzostwa) odjęto z tarczy jedną podkowę.
W imię zasady równości szlacheckiej uszczerbione herby są traktowane
na równi z innymi.

www.szkocja.tutaj.be/Uszczerbienie_herbu.html#Przyk.C5.82ady_uszczerbiania_herb.C3.B3w
Obserwuj wątek
    • haszszachmat ___________________Pytam "prawdomównych" opluwaczy 26.05.08, 11:26
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=13&w=80026512&a=80030516
    • haszszachmat __słuchaj opluwaczu jeden z drugim swojego świadka 26.05.08, 11:26
      pl.youtube.com/watch?v=wDhsjiEdwnk
      • haszszachmat __oglądając fałsz film łajdaku pamiętaj o prawdzie 26.05.08, 11:31
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=13&w=79953968
        • haszszachmat Cenisz swe życie? hipokryto prokuratorze? 26.05.08, 11:34
          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=13&w=80020694
          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=13&w=79982386
          • haszszachmat _______-cenisz swe niewinne oszustwo? 26.05.08, 11:37
            Gospodarka niewinnego oszustwa czyli kto naprawdę rządzi w spółkach
            John Kenneth Galbraith, legendarny już amerykański profesor
            ekonomii, napisał w 2004 r. (w wieku 96 lat) traktat, wydany w tym
            roku po polsku, pod tytułem „Gospodarka niewinnego oszustwa”.
            Galbraith uważa, że obecnie mamy do czynienia z systemem nie tyle
            rynkowym, ile korporacyjnym, gdzie kierownictwa wielkich koncernów
            robią co chcą, kierując akcjonariuszami, którzy uważają się za
            właścicieli, wcale nimi nie będąc.

            Osiemdziesięciostronicowa książka została zupełnie przemilczana,
            mimo że zawarte w niej myśli i stwierdzenia są niezwykle cenne i do
            tego napisane prostym, trafiającym do każdego językiem. Nie ma w
            niej nic z napuszonego, nasyconego fachowym slangiem stylu, którym
            tak często pisane są książki i komentarze dotyczące gospodarki i
            ekonomii. Dlaczego publikacja ta została przemilczana? Profesor
            Galbraith ma pecha. Mało, że można powiedzieć, iż jest sędziwym
            starcem i niedokładnie rozumie otaczającą nas rzeczywistość, to
            jeszcze jest znanym zwolennikiem teorii propagowanych na początku XX
            wieku przez Johna Maynarda Keynesa, jednego z najbardziej znanych
            ekonomistów w historii tej nauki, a to w obecnej neoliberalnej
            rzeczywistości (szczególnie w Polsce) jest niewybaczalne.

            Zdumieni liniowcy

            Jak w Polsce może być poważnie traktowany człowiek, który pisze,
            że „w przypadku elity korporacji zmniejszanie podatków zwiększa
            dochód, który już wcześniej jest więcej niż obfity. (…wink. Dodatkowy
            dochód z obniżki podatków raczej nie zostaje wydany, toteż nie może
            przynieść żadnych skutków”. Czy w kraju, w którym przez cały czas,
            niczym widmo, krąży idea podatku liniowego, który popierał nawet
            Leszek Miller, były szef partii uznawanej za lewicową (uznawanej, bo
            z całą pewnością była to za jego czasów tylko partia władzy)
            człowiek, który wygłosiłby taki pogląd uszedłby cało? Zdecydowanie
            nie - ekonomiści i media by go zniszczyły. Przecież założenie
            mówiące o tym, że obniżka podatków pomoże gospodarce i zmniejszy
            bezrobocie jest aksjomatem, którego nikt nie waży się nawet tknąć.
            Zresztą nawet Guy Sorman (francuski ekonomista, socjolog i filozof,
            autor książek „Rozwiązanie liberalne”, „Made in USA”wink, podobno
            autorytet intelektualny Donalda Tuska, w wywiadzie przeprowadzonym
            przez Jacka Żakowskiego dla „Polityki” (nr 43 z 29.10) co prawda
            twierdzi, że wysokość podatku ma znaczenie (różni się w poglądach na
            ten temat na przykład z Robertem Rubinem - sekretarzem skarbu za
            prezydentury Clintona), ale o podatku liniowym mówi, że „idea jest
            politycznie ciekawa (…wink. Natomiast ekonomicznie nie ma znaczenia”.
            Można założyć, że zwolennicy podatku liniowego będą tym
            stwierdzeniem co najmniej zdumieni. prawdopodobnie również ci
            bardziej znający się na rzeczy doskonale wiedzą, że Sorman ma rację,
            ale z różnych, najczęściej bardzo egoistycznych powodów, nie chcą,
            żeby ta wiedza dotarła do szerokiej publiczności.

            Rynkowy turbokapitalizm

            Nie podatki są jednak najważniejsze w książce Galbraitha. Już w
            tytule widać, o co chodzi, a przecież jest on bardzo przewrotny, bo
            autor tak naprawdę pokazuje, że to oszustwo wcale nie jest niewinne.
            Już nazwa obecnego systemu ma nas wprowadzić w błąd. Zniknął bowiem
            gdzieś „kapitalizm”, jako słowo niosące konotacje z lekka negatywne,
            a pojawił się mniej treściwy „system rynkowy”. System rynkowy, który
            od czasów prezydenta Reagana przeszedł znamienną transformację.
            Zmienił się w turbokapitalizm. Takim mianem określa obecny system
            gospodarczy Edward Luttwak w swojej publikacji „Turbokapitalizm -
            zwycięzcy i przegrani światowej gospodarki”. Weźmy pod uwagę fakt,
            że Luttwak, ekonomista i historyk, za czasów Ronalda Reagana doradca
            Sekretarza obrony, NASA i Departamentu Stanu, w żadnym przypadku nie
            może być uznawany za przeciwnika liberalizmu. Twierdzi on, że
            zwolennicy turbokapitalizmu nie używają tego terminu. „Po prostu
            mówią `wolny rynek', ale przez ten skrót rozumieją o wiele więcej
            niż tylko wolność aktów kupna i sprzedaży. To, co zachwalają, głoszą
            i czego żądają, to prywatne przedsiębiorstwo wolne od rządowych
            regulacji, niekontrolowane przez związki zawodowe, nieskrępowane
            przez sentymentalną troskę o los pracowników lub społeczności
            lokalnej, nieograniczane przez bariery celne lub restrykcje
            inwestycyjne i jak najmniej nękane podatkami. Uparcie żądają
            prywatyzacji przedsiębiorstw wszelkich branż (…wink. obiecują
            dynamiczny rozwój gospodarki i więcej bogactwa, ale nic nie mówią o
            tym, jaki będzie rozkład tego bogactwa starego i nowego”.

            Turbokapitalizm to nic innego jak neoliberalny system rynkowy. W tym
            systemie to konsument jest podobno panem rynku - on kształtuje
            popyt. Galbraith pyta: czy aby na pewno? Jeśli spojrzy się na to,
            jaka presja jest wywierana na konsumenta przez wszelkiego rodzaju
            reklamy czy rozrywkę to można mieć co najmniej wątpliwości kto kim
            steruje. W książce „no logo” Naomi Klein opisuje skądinąd znane
            praktyki (może jeszcze nie u nas, ale z pewnością w uSA) sterowania
            rynkiem przez zarażanie grup społecznych kształtujących modę i
            trendy określonymi pomysłami, produktami, modelami, które już są
            przygotowane do produkcji przez „zarażającą firmę”. W tym układzie
            to nie konsument decyduje o popycie, a producent decyduje o tym,
            czego konsumenci powinni pożądać. Konsument tylko podejmuje decyzję
            zgodną z potrzebami producenta. Nie, to nie on jest panem rynku -
            jest niewolnikiem.

            System finansowo-medialny





            W eseju Galbraitha jest wiele ciekawych i być może dla polskiego
            czytelnika kontrowersyjnych stwierdzeń. krytykuje on zarówno banki
            centralne (w tym przypadku Fed), jak i ludzi żyjących z rynków. I
            nie chodzi mu wcale o inwestorów czy graczy. Przede wszystkim ma
            dużo do zarzucenia analitykom i ekonomistom posługującym
            się „konwencjonalną wiedzą - a nie rzeczywistością”. Czy pisząc taką
            książkę mógł w Polsce liczyć na coś innego niż na chłodne przyjęcie?
            Najważniejsza wydaje się jego krytyka korporacji, a szczególnie
            biurokracji rządzących korporacjami. Tych samych korporacji, które
            doprowadziły do skandalu WorldComu czy Enronu i wielu innych firm
            skażonych „kreatywną księgowością”, a odrzucając cudzysłów, po
            prostu posługujących się oszustwem. Galbraith uważa, że obecnie mamy
            do czynienia z systemem nie tyle rynkowym, ile korporacyjnym, gdzie
            kierownictwa wielkich koncernów robią co chcą, kierując
            akcjonariuszami, którzy uważają się za właścicieli, wcale nimi nie
            będąc. Właściciel powinien bowiem mieć wpływ na korporację, a jaki
            wpływ ma indywidualny akcjonariusz? Galbraith ma rację, ale nie do
            końca. nie jest to bowiem tylko system korporacyjny - jest to system
            finansowo-medialny. W członie „finansowy” mieszczą się bowiem i
            korporacje. A medialny dlatego, że to właśnie czwarta władza
            zastępuje w wielu przypadkach demokrację, która coraz częściej
            ogranicza się do wrzucenia raz na kilka lat kartki do urny
            wyborczej.

            Księżycowa ekonomia

            Układ, w którym zarówno konsument, jak i akcjonariusz nie decydują o
            niczym lub prawie o niczym powstał w wyniku naturalnego procesu
            deregulacji, zapoczątkowanego w latach 80. XX w. przez ekipę
            prezydenta Reagana, a potem zatryumfował po upadku ZSRR. Polska i
            inne kraje obozu z radością przyjęły wyzwolenie z władzy księżycowej
            ekonomii i nieludzkiej ideologii. Kapitalizm pozbył się jednak
            wszelkich obaw. Nie było już zagrożenia komunistyczną zarazą, więc
            idea Walfare State przestała być niezbędna. Ludzie nie mieli innego
            wzorca, który byłby zagrożeniem dla kapitalizmu, a właściciele firm
            nie musieli się już obawiać o zgubne wpływy ze strony przegranej
            ideologii. Dodatk
            • haszszachmat _____________________to czytaj szubrawcu do końca! 26.05.08, 11:41
              Dodatkowym elementem wspomagającym przemiany był wolny handel,
              globalizacja, a przede wszystkim deregulacja rynków finansowych.
              obowiązującymi hasłami były: prywatyzacja, delokalizacja
              (przenoszenie firm tam, gdzie siła robocza jest tania), outsourcing
              (wynoszenie całych działów firm na zewnątrz). Wyniki były nie tylko
              pozytywne. W Chinach, Indiach i w wielu innych krajach powstały
              miliony bardzo źle opłacanych miejsc pracy, ale jednocześnie rosło
              bezrobocie i spadała płaca realna w krajach rozwiniętych. Nawet
              zatrudnieni nie byli pewni dnia ani godziny, a ponad 1/3 z nich
              pracowała tymczasowo. Rynki finansowe wykreowały przeróżne
              instrumenty pochodne, służące do zarabiania pieniędzy przy użyciu
              jednego procenta depozytu całej sumy - fundusze wysokiego ryzyka
              (hedgingowe) w ciągu 10 lat zwiększyły portfele z 90 do 1000 mld
              USD. Wolność przenoszenia kapitałów z jednego miejsca kuli ziemskiej
              do drugiego była co kilka lat powodem rozlicznych kryzysów.

              Muzeum zbankrutowanych utopii

              Skrajny liberalizm gospodarczy, w połączeniu z wymaganiami MFW
              opartymi na konsensusie waszyngtońskim, kazał wszystkim krajom
              rozwijać się w ten sam sposób, nie biorąc pod uwagę różnic społeczno-
              kulturowych. Luttwak pisze, że „skrajności przyciągają się, więc nic
              dziwnego, że nowy turbokapitalizm ma wiele wspólnego z sowiecką
              wersją komunizmu. On również oferuje każdemu krajowi na świecie taki
              sam model i zbiór zasad, ignorując wszelkie różnice społeczne
              kulturowe i temperamentu.” Może, szczególnie w Polsce, takie
              porównanie do systemu, z którego dopiero co wyszliśmy jest
              szokujące, ale warto wiedzieć, jak oceniają obecną postać systemu
              zwolennicy doktryny liberalnej. Warto też wiedzieć, że zmienili oni
              ostatnio znacznie poglądy. Oni tak, ale nie nasi zwolennicy
              neoliberalizmu. Oni ciągle mówią o Adamie Smithie (twórcy teorii
              liberalnej) i powołują się na Johna Graya, doradcę rządu Margaret
              Thatcher. Luttwak przypomina, że „bogiem czcicieli rynku, którzy
              wysławiają wspaniałość turbokapitalizmu, jest Adam Smith, lecz ich
              nabożność polega głównie na tym, że go nie czytają. Dużo mądrzejszy
              od swoich dzisiejszych zwolenników Smith umieścił w swoim dziele
              wyjątki, wykluczenia i zastrzeżenia względem zasady, zgodnie z którą
              wolny rynek jest zawsze najbardziej wydajny i maksymalizuje łączny
              dobrobyt”. John Gray zaś twierdzi, że „idea globalnego wolnego rynku
              spocznie obok komunizmu w muzeum zbankrutowanych utopii”. Nie jest
              ważne czy ma rację czy nie, mówiąc, że nastąpi to „wkrótce”, ale to,
              że zacięty zwolennik liberalizmu zmienia swoje poglądy, myśli i
              ewoluuje. Jednym z najbardziej rzucających się w oczy przykładów
              takiej zmiany jest Jeffrey Sachs, doradca Leszka Balcerowicza z
              okresu transformacji. Obecnie jest dyrektorem Instytutu Ziemi i
              stara się pomagać ubogim, a przypomnienia swojej przeszłości
              traktuje z uśmiechem i stwierdzeniem, że „był wtedy młody”. Taka
              zmiana postaw nie nastąpi szybko w kraju, w którym Leszek Miller
              mówi, że „rynek ma zawsze rację”.

              Dobry wolny rynek?

              Przywoływani ekonomiści są zwolennikami wolnego rynku. Jednak nawet
              wśród tych głęboko przekonanych, że liberalizm gospodarczy jest
              najlepszym rozwiązaniem narastają coraz większe wątpliwości. W
              Polsce jednak widoczni są przede wszystkim, posługując się słowami
              Josepha E. Stiglitza (laureata Nagrody Nobla z
              ekonomii), „anachroniczni fundamentaliści rynkowi”, którzy nie chcą
              widzieć żadnych innych rozwiązań. nie chcą czytać Galbraitha albo,
              jeśli nawet przeczytają, to stanowczo przemilczają. Czekam z
              utęsknieniem na sygnał ze strony polskich liberałów, który
              pokazałby, że potrafią sobie postawić pytanie, które stawia Guy
              Sorman: „crying…wink dlaczego liberalna logika nie sprawdza się w niektórych
              dziedzinach? Musimy ustalić sensowne granice liberalizmu, a potem
              politycznie wynegocjować sposoby interwencji państwa. Już tylko
              kompletni doktrynerzy powtarzają, że wolny rynek zawsze jest
              rozwiązaniem”.

              Piotr Kuczyński

              WGI Dom Maklerski
              www.bankier.pl/wiadomosc/Gospodarka-niewinnego-oszustwa-czyli-kto-naprawde-rzadzi-w-spolkach-1370604.html
              • haszszachmat ________picze lżenia są jak puch haszowany sednem 26.05.08, 11:44
                moi Drodzy Interlokutorzy

                samozmarginalizowani

                zatratą tradycyjnych cech człowieczeństwa.
                Pa...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka