patience
25.06.08, 22:36
Bronisław Wildstein: Maleszkowie są wśród nas
Bronisław Wildstein 25-06-2008, ostatnia aktualizacja 25-06-2008 22:10
To dobrze, że film "Trzech kumpli" wywołał wstrząs. Dzięki temu raz jeszcze
zostaliśmy zmuszeni, aby przypomnieć sobie, na czym polegał cały system
peerelowski. Jaką rolę pełniła w nim agentura. I czym była zdrada. A w ten
sposób wracamy do problemu lustracji.
Ujawnienie szczegółów działalności tak znaczącego agenta Służby
Bezpieczeństwa, jakim był Lesław Maleszka, musiało zaszokować wielu ludzi.
Nawet zapiekli przeciwnicy lustracji, czyli redaktorzy "Gazety Wyborczej",
opowiadają dziś, jak strasznym człowiekiem jest Maleszka i jakie konsekwencje
wobec niego należałoby wyciągnąć.
Można tylko się obawiać, czy przypadkiem teraz Lesław Maleszka nie odegra roli
kozła ofiarnego – w sensie tradycyjnym – czyli takiego człowieka, który sam
jest winny, ale ujawnienie jego występków ma zastąpić ujawnienie win
wszystkich innych. Jeśli jednak zdradę Maleszki potraktujemy poważnie, to
musimy zdać sobie sprawę, że nie był on jedyny. Że należy on do znaczącej
grupy osób – agentów peerelowskich służb specjalnych, którzy w III
Rzeczypospolitej nie tylko nie zostali rozliczeni, ale często nawet nie
zostali ujawnieni. I wielu z nich robi dziś wielkie kariery. Można się tylko
zastanawiać, jakie konsekwencje dla niepodległej Polski ma fakt, że tych ludzi
nigdy nie rozliczono.
Jeśli dziś jesteśmy wstrząśnięci postawą Maleszki, to zdajmy sobie sprawę, że
takich ludzi jak on było wielu. I że tacy jak Lesław Maleszka pełnią dziś
istotne role w polityce, w mediach, w polskiej kulturze. Może więc dobrze by
było raz jeszcze zastanowić się nad lustracją. Może warto byłoby odsłonić ich
przeszłość, pokazać, kto jeszcze był takim Maleszką. I wyciągnąć z tego
konsekwencje.
www.rp.pl/artykul/153988.html
Argumenty za: to najszybszy sposób lustracji. Wypelnienie formularza pod
rygorem odpowiedzialnosci karnej, w ktorym sie jasno deklaruje w jedna lub
druga strone, powinno obejmowac wyzszych urzednikow panstwa, dziennikarzy i
ludzi nauki. Treść deklaracji w zakresie przynajmniej czy ktoś był agentem czy
nie, powinna byc dostepna publicznie, a jak ktos naklamie, to beknie. Skoro
Trybunal Konstytucyjny odrzucil poprzedni formularz, wystarczy opracowac nowy
wzor. Przy okazji uzupelniajac go o deklaracje czy ktos byl etatowym
pracownikiem czy nie. To ostatnie wynika z wlasnego doswiadczenia, kiedys
pomagalam w organizacji wyborow do lokalnego samorzadu i na liscie znalazl sie
facet wpisujacy w zyciorys, ze byl rzemieslnikiem w Kielcach, ktory sie
przeprowadzil do Wroclawia. Szczesliwie jakis przechodzien ktory sie tez
przeprowadzil, zauwazyl jego nazwisko na plakacie zapraszajacym na spotkanie i
poinformowal, ze ow czlowiek nie byl rzemieslnikiem tylko oficerem SB. Ja im
nie chce odbierac praw wyborczych. Niech startuja, jesli chca. Ale niech
ludzie wiedza na kogo glosuja.