Dodaj do ulubionych

Co sądzicie o konsumpcyjnym stylu życia?

IP: 195.116.99.* 16.11.03, 19:40
Czy wogóle zastanawiacie się nad tym co chcecie osiągnąć, kim chcecie być,
czy wasze działania są ukierunkowane przez dominujące tendencje?
Czy nie szkoda Wam życia na osiąganie "sukcesu", czyli robienia kariery,
bezustannego dokształcania, wyścigu z konkurentami, pracy x 1000, pięcia po
szczeblach, zdobywania uznania u pracodawców? Czy szczęście w życiu, Waszym
zdaniem, mierzy się zarobionymi pieniędzmi liczbą zakupionych produktów?
Czy nie przeszkadza Wam, że nasza cywilizacja bogaci się na krzywdzie innych
społeczeństw, że nowoczesne produkty, tworzone tak, by po 5 minutach się
zepsuły, wytwarzane są bez szacunku dla przyrody, kosztem miliardów ton
śmieci? Czy nie czujecie wszechobecnego, postępującego zniewolenia, coraz
większych możliwości inwigilacji, manipulacji (moda, reklama, marketing,
tendencje, massmedia). Czy nie męczy was natłok informacji (zbyt intensywny
dla istoty ludzkiej - "technostres", "przesycenie").
Czy zdajecie sobie sprawę, że żyjąc w dużym mieście NIE JESTEŚCIE W STANIE
MYŚLEŚ SAMODZIELNIE?
Czy odczuwacie wypaczenie międzyludzkich relacji, wzajemne wykorzystywanie,
traktowanie jak towar?
Czy nie przeszkadza wam ciągłe obniżanie się poziomu kultury, a raczej już
rozrywki? Czy nie drażni was nadprodukcja kultury, zwiększająca się rzesza dj-
ów o żadnych umiejętnościach muzycznych i żenującym poziomie intelektualnym,
że o gwiazdach pop-u i filmach z hollywood nie wspomnę?
Czy jesteście w stanie, idąc za postulatami filozofii postmodernizmu,
zapomnieć o moralności, przyjmować każdą wygodną religię (na marginesie- nie
jestem wierzący), nawet jeśli jest "elementami buddyzmu zen połączonymi z
ćwiczeniami aerobowymi, astrologią i fegshui"?
Obserwuj wątek
    • rabbi.w styl życia? 16.11.03, 19:48
      Prz 28:19
      19. Kto ziemią uprawia, nasyci się chlebem; kto ściga ułudę, nasyci się nędzą.
      (BT)

      Iz 55:2
      2. Czemu wydajecie pieniądza na to, co nie jest chlebem? I waszą pracę - na to,
      co nie nasyci? Słuchajcie Mnie, a jeść będziecie przysmaki i dusza wasza
      zakosztuje tłustych potraw.
      (BT)

      czas na kolacyjke...
    • Gość: ketiw1 Re: Co sądzicie o konsumpcyjnym stylu życia? IP: 195.116.99.* 16.11.03, 19:52
      CZY NIE SĄDZICIE WRESZCIE, ŻE WSPÓŁCZESNY KONSUMENT, BĘDĄCY TRYBIKIEM W
      GLOBALNEJ MASZYNIE, NIEOGRANICZONY W SWEJ CHCIWOŚCI ZARABIANIA I POSIADANIA,
      NAPROMIENIOWANY REKLAMĄ, INFORMACJĄ I PRETWORZONĄ PAPKĄ KULTURY MASOWEJ,
      NIECZUŁY NA CIERPIENIA WIĘKSZOŚCI ŚWIATA, KTÓRY ŻYJE W BIEDZIE, NIE MYŚLĄCY
      SAMODZIELNIE JEST JESZCZE CZŁOWIEKIEM?
      • wild jeżeli przepływ towarów nie jest blokowany... 16.11.03, 19:55
        jest ok - nikt nikogo nie zmusza do kupowania bublów itd...


        problem pojawia sie wtedy gdy biznesmen-faszysta chce ceł i zapór aby
        zmanipulować dostępem do rynku...
        • Gość: KETIW1 Re: jeżeli przepływ towarów nie jest blokowany... IP: 195.116.99.* 16.11.03, 20:07
          CHYBA MNIE NIE BARDZO ZROZUMIAŁEŚ, WIĘC JESZCZE RAZ W SKRÓCIE
          300 MULTIMILIONERÓW ZGROMADZIŁO KAPITAŁ RÓWNY KAPITAŁOWI OKOŁO POŁOWY LUDZKOŚCI
          I ZROBI WSZYSTKO (A ŚRODKI MANIPULACJI MA OLBRZYMIE), ŻEBYŚ DLA NICH PRACOWAŁ I
          OD NICH KUPOWAŁ, BEZ TRACENIA CZASU NA INNE CELE, MORALNOŚĆ I MARZENIA. CZY TO
          UCZCIWE? CZY ZGADZASZ SIĘ NA TO? A MOŻE CI TO NIE PRZESZKADZA?
          PO PROSTU CHCIAŁBYM ZNAĆ WASZE OPINIE
          • Gość: mr_pope Re: jeżeli przepływ towarów nie jest blokowany... IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 18.11.03, 09:58
            Mi to nie przeszkadza.
          • Gość: Przemek Re: jeżeli przepływ towarów nie jest blokowany... IP: 213.76.179.* 18.11.03, 13:43
            Mi to nie przeszkadza, ja lubie kupowac, a ostatnio od kiedy sie oswiadczylem
            to lubie nawet i pracowac.
      • Gość: Palnick Re: Co sądzicie o konsumpcyjnym stylu życia? IP: *.stenaline.com 20.11.03, 08:45
        Gość portalu: ketiw1 napisał(a):

        > CZY NIE SĄDZICIE WRESZCIE, ŻE WSPÓŁCZESNY KONSUMENT, BĘDĄCY TRYBIKIEM W
        > GLOBALNEJ MASZYNIE, NIEOGRANICZONY W SWEJ CHCIWOŚCI ZARABIANIA I POSIADANIA,
        > NAPROMIENIOWANY REKLAMĄ, INFORMACJĄ I PRETWORZONĄ PAPKĄ KULTURY MASOWEJ,
        > NIECZUŁY NA CIERPIENIA WIĘKSZOŚCI ŚWIATA, KTÓRY ŻYJE W BIEDZIE, NIE MYŚLĄCY
        > SAMODZIELNIE JEST JESZCZE CZŁOWIEKIEM?
        ----------------
        Z punktu widzenia rynku nie jest i nikt go tak na poważnie nie traktuje.
        Konsument to towar a wart jest tyle ile potencjalnie może wchłonąć dóbr.
    • Gość: nawet ciekawe Re: Co sądzicie o konsumpcyjnym stylu życia? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.11.03, 20:09
      Gość portalu: ketiw1 napisał(a):

      > Czy nie przeszkadza Wam, że nasza cywilizacja bogaci się na krzywdzie innych
      > społeczeństw, że nowoczesne produkty, tworzone tak, by po 5 minutach się
      > zepsuły, wytwarzane są bez szacunku dla przyrody, kosztem miliardów ton
      > śmieci?

      Na problemy globalne przyjdzie czas, kiedy na naszym podworku nie beda umierali
      bezdomni z chlodu i glodu. Na razie "reszta biedniejszego" swiata moze stanowic
      rezerwat ekologiczny. Kiedy juz sobie wszystko kupie, zajme sie ekologia w moim
      smietniku, wysylajac smieci do "ekologicznego rezerwatu - wtedy bedziemy juz
      bogaci, nakupieni i ekologiczni, a na reszte swiata zastosujemy lepsze metody
      uczac sie na wlasnych bledach. Pa.
      • Gość: KETIW1 Re: Co sądzicie o konsumpcyjnym stylu życia? IP: 195.116.99.* 16.11.03, 20:20
        ROZUMIEM, ŻE CELEM TWEGO ŻYCIA JEST GROMADZENIE DÓBR KONSUMPCYJNYCH, A WYRZUTY
        SUMIENIA ZAGŁUSZASZ STAŁĄ ŚPIEWKĄ "ZOSTAWMY NA PÓŹNIEJ", CZY "NIE JESTEŚMY
        GOTOWI".
        SZANUJĘ PRZEZ GRZECZNOŚĆ, LECZ NIE ROZUMIEM

        PS. JEDNO MAŁE ALE - KIEDY POCZUJESZ SIĘ WRESZCIE "OBKUPIONY"? CHYBA ZDAJESZ
        SOBIE SPRAWĘ, ŻE KORPORACJE ZADBAJĄ O ROZWÓJ TECHNOLOGII, TAK, BYŚ ZAWSZE MIAŁ
        DO KUPIENIA JAKĄŚ NIEZBĘDNĄ NOWINKĘ - WCZORAJ MAGNETOFON, GODZINĘ TEMU CD
        ODTWARZACZ, TERAZ DVD, A JUTRO - COŚ SIĘ WYMYŚLI.
        • Gość: coraz ciekawsze Re: Co sądzicie o konsumpcyjnym stylu życia? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.11.03, 20:37
          Gość portalu: KETIW1 napisał(a):

          > ROZUMIEM, ŻE CELEM TWEGO ŻYCIA JEST GROMADZENIE DÓBR KONSUMPCYJNYCH, A
          WYRZUTY
          > SUMIENIA ZAGŁUSZASZ STAŁĄ ŚPIEWKĄ "ZOSTAWMY NA PÓŹNIEJ", CZY "NIE JESTEŚMY
          > GOTOWI".
          > SZANUJĘ PRZEZ GRZECZNOŚĆ, LECZ NIE ROZUMIEM

          1. Nie mam wyrzutow sumienia.
          2. Celem mojego zycia jest gromadzenie dobr, ktore ulatwiaja mi zycie. Dobra
          konsumpcyjne to troszek inne niz dobra techniczne.
          3. Poszukaj co to sa dobra konsumpcyjne.
          4. W skali globalnej naprawde mam to gdzies.
          5. W skali lokalnej, kupilbym tak duzo rzeczy, zeby kazdy moj rodak mial prace
          chocby jako sprzedawca, zuzylbym tysiace opakowan, zeby OSTATNI bezrobotny
          zostal smieciarzem (bez pejoratywnej konotacji)
          6. Jak nie bedzie w moim kraju bezdomnego i bezrobotnego, moge pomyslec, czy
          nadwyzki finansowe przeznaczac na rozwoj biedniejszych krajow

          PS. Made in co masz klawiature z ktorej stukasz i monitor w ktory patrzysz? Czy
          nie wspierasz wlasnie rozwoju dosyc juz bogatego regionu Tajwanu i Koreii?
          • Gość: ketiw1 nudne IP: 195.116.99.* 16.11.03, 20:53
            przez dobra konsumpcyjne rozumiemy wszystko to co jest wytwarzane dla ludzi, co
            się z czasem zużywa, co zastępuje się nowymi, a stare utylizuje. To chyba ty
            nie znasz definicji. Nie ma takiego pojęcia jak dopbra techniczne.
            jeśli myślisz, że kupując coraz więcej pomożesz rodakom, to się mylisz bardzo
            grubo, ale może ktoś inny ci to wytłumaczy, bo ja powoli robię się bezsilny
            podczas konfrontacji z taką ignorancją. Im bogatsze korporacje, a więc wytwórcy
            większości dóbr, tym biedniejsza większość świata, wykorzystywana i szachowana.
            W dodatku to co mówisz o nadwyżkach to wierutne bzdury (sorry) - nadwyżki są
            olbrzymie i są ładowane w luksusy, dalszy rozwój, który końca mieć nie będzie i
            reklamę, by napędzić konsumpcję. A twoje nadwyżki będą zużytkowane w kolejny
            bardzo potrzebny telefon nokia z wbudowanym mini pisuarem cyfrowym, który
            pomoże opanować bezrobocie w polsce
            • Gość: extra ciekawe Re: nudne IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.11.03, 21:44
              Nim bedziesz mi mowil o Twojej teorii dobr konsumpcyjnych, najpierw przeczytaj,
              lub podaj zrodlo Twojego podzialu.
              Ja tez jestem bezsilny w dyskusji z taka ignorancja.

              A twoje tezy o szachowaniu wykorzystywaniu itp. to, wybacz, ale sa to
              najwierutniejsze bzdury.
              • Gość: KETIW1 Re: nudne JAK FLAKI Z OLEJEM IP: 195.116.99.* 16.11.03, 22:07
                DLACZEGO MÓWISZ MI CO MAM ROBIC, SAM NIE PODAJĄC?
                CO DO DEFINICJI TO POMYLIŁEŚ DOBRA KONSUMPCYJNE Z ARTYKUŁAMI SPOŻYWCZYMI.
                CZY KTOŚ KTO KUPUJE KOMPUTER, JEST KONSUMENTEM? OCZYWIŚCIE ŻE TAK, A WIĘC CZY
                KOMPUTER NIE JEST DOBREM KONSUMPCYJNYM? WYOBRAŹ SOBIE, ŻE KONSUMOWAĆ MOŻNA NIE
                TYLKO FRYTKI Z KETCHUPEM, ALE I KULTURĘ, ZWIĄZEK Z CZŁOWIEKIEM I WIELE INNYCH
                RZECZY. TAK WIĘC NAWET INNY CZŁOWIEK JEST W WIELU SYTUACJACH DOBREM
                KONSUMPCYJNYM. CZY NIE SŁYSZAŁEŚ NIGDY, BY KTOŚ OKREŚLAŁ ATRAKCYJNĄ
                KOBIETĘ "TOWAREM". CZYZ WIELU Z NAS NIE KIERUJE SIĘ PRZY WYBORZE PARTNERA
                PODOBNYMI PRIORYTETAMI JAK PRZY ZAKUPIE MEBLA, ALBO INNEGO TOWARU? CZY PASUJE,
                CZY DOSTARCZY PRZYJEMNOŚĆ, CZY ŁADNIE WYGLĄDA, CZY BĘDĄ GO NAM ZAZDROŚCILI?
                CO DO "MOICH" TEORII O WYKORZYSTYWANIU, TO POCZYTAJ KAPUŚCIŃSKIEGO. CHYBA, ŻE
                ON NIEWART TWOJEJ UWAGI I UWAŻASZ SIĘ ZA MĄDRZEJSZEGO.
              • Gość: KETIW1 Re: nudne IP: 195.116.99.* 16.11.03, 22:14
                Dwadzieścia

                Autor: Ryszard Kapuściński

                źródło: www.respublica.onet.pl
                data: styczeń 2001


                Dwadzieścia - to podstawowa liczba umożliwiająca zrozumienie relacji między
                centrum a prowincją we współczesnym świecie.

                Podział świata na centrum i prowincję, żeby nie sięgać za daleko w przeszłość,
                znajdujemy już w starożytności. W czasach starożytnych podział wyrażało
                istnienie limes, granicy, która rozcinała świat na obszar cywilizacji i obszar
                barbarzyństwa. Za granicą rozciągał się świat barbarzyński. Z perspektywy
                centrum był to świat postrzegany jako niższy, zagrażający i niezrozumiały,
                posługujący się bełkotliwym, ciemnym językiem. Te trzy elementy: niższość,
                zagrożenie, niezrozumiałość już na zawsze będą charakteryzowały obraz, jaki
                dostrzega centrum, patrząc na prowincję. Centrum było i jest obszarem
                rozwiniętym, przejrzystym i czytelnym. Jest miejscem spokoju.

                Przeciwstawienie centrum i prowincji przewijające się przez całą historię
                ludzkości nabiera szczególnego znaczenia w momentach przełomów, gdy cywilizacja
                centrum zderza się z innymi kulturami. Było tak podczas wypraw krzyżowych,
                odkryć Kolumba czy wielkiego podboju kolonialnego. Podkreślaniu różnic
                towarzyszy u ludzi centrum poczucie misji cywilizacyjnej. Podbój służy
                rozszerzaniu cywilizacji, przyznajmy, że najczęściej cywilizacji europejskiej.
                Bo przecież cywilizacja Europy jest jedyną, w której odnajdujemy wieczny
                element misji, posłannictwa kulturowego. Możemy je wiązać z monoteistycznym
                charakterem panującej religii. Tylko w cywilizacji islamu odnajdujemy podobną
                dążność. Dżihad, święta wojna, miała na celu zdobycie nowych terytoriów, lecz
                przede wszystkim rozprzestrzenianie religii i systemu wartości. Inne
                cywilizacje, jak chińska czy hinduska, nigdy nie przejawiały chęci podboju,
                ekspansji, lecz raczej tendencję do zamykania się. Obca im była ambicja bycia
                centrum.

                Ostatnie pięćset lat utrwaliło relację centrum i prowincji. Noam Chomsky mówi
                nawet o nieprzerwanym pięćsetletnim podboju, który stał się modelem
                funkcjonowania zachodniej kultury. Postawa ekspansji przybiera w ostatnich
                dziesięcioleciach nową formę tak zwanego globalizmu. Słowo-klucz, słowo-worek
                równie pojemne jak postmodernizm bywa rozmaicie definiowane i rozumiane.
                Niektórzy widzą początki globalizmu już w wyprawach Kolumba.

                Jednak globalizm końca XX wieku jest określony historycznie przez dwa elementy,
                które odróżniają go od wszelkich wcześniejszych ?globalizmów?. Po pierwsze,
                zakończenie zimnej wojny i ustanie jej konsekwencji stworzyło szansę unifikacji
                świata. Jak wiemy, Francis Fukuyama wysunął nawet hipotezę, że powszechny
                tryumf liberalnej demokracji w istocie zakończył historię. Po drugie, rewolucja
                elektroniczna umożliwiła zniesienie dwóch wielkich przeszkód istniejących od
                zawsze ? eliminację przestrzeni i czasu. Zbieg tych dwóch okoliczności stworzył
                nową sytuację w dziejach świata i doprowadził do powstania zupełnie odmiennego
                pomysłu na funkcjonowanie naszej planety.

                Nowa globalizacja wbrew swym obietnicom nie likwiduje jednak podziału na
                centrum i prowincję, wręcz przeciwnie: podział ten pogłębia. Centrum jako
                miejsce promieniowania i ekspansji zostało bardzo ściśle określone. Stały się
                nim ze względu na swój potencjał ekonomiczny i technologiczny Stany Zjednoczone
                Ameryki. Zwycięzca zimnej wojny, lider rewolucji elektronicznej dzięki
                dziesięcioleciom nieprzerwanego rozwoju zyskał pozycję światowego centrum.
                Globalizacja wzmacnia dodatkowo tę pozycję, nie tylko nie niwelując, ale wręcz
                pogłębiając już istniejące różnice. Różnice występują na rozmaitych polach.
                Przede wszystkim gospodarczym. W centrum żyją ludzie o najwyższych dochodach.
                Prowincja zaś gromadzi całą biedę świata.

                To elementarny poziom egzystencji. Równie ważna jest różnica w poziomach
                rozwoju technologicznego. Globalna wioska nie obejmuje całej planety, lecz
                poszczególne jej punkty. Nie można zapominać również o dominacji kulturowej.
                Amerykański przemysł rozrywkowy, amerykańskie sieci medialne docierają
                wszędzie. Ekspansja amerykańska ma charakter globalny, gdyż przewadze w
                dziedzinie ekonomicznej towarzyszy dominacja kulturalna. Spotykamy się z
                niespotykaną w dziejach sytuacją ? Ameryka, eksportując kulturę, na kulturze
                zarabia. Kultura stała się źródłem ogromnych zysków, ustępujących wyłącznie
                zyskom przemysłu zbrojeniowego. Globalizację rozumie się potocznie jako dążenie
                do uzyskania dostępu do rynków zbytu. Myśli się zwykle o samochodach i
                żywności, a zapomina o innym bardzo ważnym aspekcie. Globalizacja umożliwia
                kulturze amerykańskiej dostęp do lokalnych rynków. Już w Planie Marshalla
                znajdował się zapis, sankcjonujący obecność amerykańskiego przemysłu
                rozrywkowego w Europie. Ten stan określił trafnie w jednym z wywiadów Jerzy
                Jedlicki, nazywając świat prowincją Ameryki.

                Globalizacja miała stać się remedium na problemy świata, który rozwija się, ale
                jego rozwój generuje nierówności. Bogaci stają się jeszcze bogatsi, biedni ?
                ciągle ubożeją. Tej tendencji nie jesteśmy jednak w stanie na razie zmienić.
                Zapotrzebowanie świata na kapitał inwestycyjny umożliwiający rozwój jest o
                wiele większe niż środki, które można by było na ten rozwój przeznaczyć.
                Gdybyśmy chcieli zaspokoić to zapotrzebowanie, musielibyśmy dysponować
                dwudziestokrotnie większą masą kapitału inwestycyjnego niż istniejąca w
                rzeczywistości. Potrzeby w stosunku do możliwości są dwudziestokrotnie większe.
                Dwadzieścia ? to podstawowa liczba umożliwiająca zrozumienie współczesnego
                świata.

                Mit globalizacji, ujmując go jak najprościej, polega na przekonaniu, że jeśli
                wszyscy będziemy mieli dostęp do komputera i Internetu, to będziemy żyli
                dobrze. To fałszywe przekonanie rozpowszechniają media, Bank Światowy,
                Międzynarodowy Fundusz Walutowy i cały globalny establishment. Globalizacja
                doprowadziła przecież do powstania nowej klasy rządzącej ? kosmopolitycznej,
                lecz zdominowanej przez Amerykanów. Ludzie ci wytwarzają ideologię globalizmu,
                a także decydują o sposobach interpretacji rzeczywistości społecznej i
                gospodarczej.

                Potęgę państwa mierzy się dzisiaj dostępnym kapitałem, a nie wielkością jego
                terytorium. Wielkie kraje, jak Rosja czy Sudan, pozostają w bezruchu. Na
                peryferiach nawet czas biegnie wolniej niż w centrum. Centrum to dynamiczna
                cywilizacja rozwoju, którą napędza to, co Edward Luttwak nazywa
                turbokapitalizmem. Reszta świata pozostaje na pozycji przetrwania. Prowincja,
                która żyje w czasie spowolnionym, odbiera jedynie sygnały z centrali. Wyczekuje
                na kapitał, który, czego chyba nie należy podkreślać, nigdy nie jest
                bezinteresowny.

                Jeśli współczesne centrum potraktujemy szerzej jako Stany Zjednoczone, Europę
                Zachodnią i Japonię, to wszystkie cechy podziału na centrum i prowincję znane z
                czasów starożytnej Grecji ciągle istnieją. Ludzie centrum niezmiennie mają
                poczucie wyższości, odczuwają też zagrożenie: nielegalną emigracją,
                terroryzmem, handlem narkotykami, wreszcie ? nie potrafią zrozumieć prowincji.
                Po prowincji można się wszystkiego spodziewać. Media, które nie pomagają w
                zrozumieniu nieznanego, uczyniły jej symbolem samochód-pułapkę, który w każdej
                chwili może wybuchnąć na ulicy jednego z bogatych miast.

              • Gość: KETIW1 Re: nudne IP: 195.116.99.* 16.11.03, 22:17
                Dwa różne światy

                Autor: Ryszard Kapuściński

                źródło: www.rzeczpospolita.pl
                data: 2000.06.29


                Koniec ery Gutenberga? To wielkie koncerny medialne głoszą ten koniec,
                zainteresowane tworzeniem koniunktury na towar, jaki mają do sprzedania.
                Słyszymy więc: "Książki są nieważne", "Słowo drukowane jest przeżytkiem", i
                hasła te napędzić mają nowym mediom większą klientelę. Tymczasem trzeba
                pamiętać, że dostęp do Internetu ma dziś zaledwie 2 procent ludzkości, a jest
                nas na świecie 6 miliardów i ta liczba szybko rośnie.

                Problem polega na tym, że myli się dwie różne sprawy: rozwój techniki z
                rozwojem sytuacji kulturowej, z rozwojem środowiska, w którym ta technika może
                funkcjonować. Technikę tę można bowiem instalować w mieście amerykańskim, ale
                występują poważne trudności, gdy chodzi o wiele regionów Afryki, Azji, Ameryki
                Południowej. W tych miejscach nie ma jeszcze elektryczności - od tego trzeba
                zacząć. Rozwój elektroniki postrzega się w oderwaniu od ciężkiej sytuacji
                bytowej i kulturalnej większości świata, bo ta jest tematem, którego lepiej nie
                poruszać. Wobec tego wygodniej się skoncentrować na czymś innym i głosić tezę,
                że problem biedy na świecie, rosnącej zresztą, rozwiąże się sam, gdy wszędzie
                zainstalujemy komputery.

                To jest tworzenie nowego mitu, choć słyszy się czasem, że epoka mitów minęła.
                Nieprawda, mity się wciąż tworzy, częściej niż kiedykolwiek. W tym wypadku mamy
                do czynienia z konstruowaniem kolejnego mitu, potrzebnego po to, żeby bogaci
                mogli rozwiązywać następujący problem etyczny: jak zrobić, żeby dać coś
                biednym, a w rzeczywistości nie dając. Stąd wziął się pogląd o komputerach,
                które same rozwiążą problemy współczesnego świata.

                Szczyt nonsensu

                Podobne myślenie jest naiwne i niebezpieczne zarazem. Poważny
                tygodnik "Economist" entuzjazmował się niedawno, jaką to wspaniałą rzeczą jest
                telefon komórkowy, bo dzięki niemu farmerzy, uprawiający kakao na Wybrzeżu
                Kości Słoniowej w Afryce, będą mogli komunikować się z giełdą w Londynie, żeby
                sprawdzać aktualne ceny, a wtedy pośrednicy, skupujący to kakao niemal za
                bezcen i odstawiający je do portów, przestaną ich wyzyskiwać. Jest to szczyt
                nonsensu, bo problem tych ludzi nie polega na tym, że nie znają cen, ale na
                tym, iż transport jest zmonopolizowany i chłop, nie mający nic poza swoją
                działką, musi to kakao czy kawę sprzedać po takiej cenie, jaką mu dyktuje
                pośrednik, któremu jak nie sprzeda za bezcen, to nie sprzeda wcale. I telefon
                komórkowy nie ma tu nic do rzeczy.

                Jest to właśnie klasyczne odrywanie problemu techniki od sytuacji społeczno-
                ekonomiczno-kulturowej, w jakiej żyją ludzie. Technika może coś ułatwić,
                usprawnić, ale nie rozwiązuje i nie rozwiąże problemu zasadniczego, jakim jest
                generalny stan biedy, w którym żyje dwie trzecie ludzkości.

                Wieszczenie końca epoki Gutenberga związane jest też z myśleniem, iż kultura
                audiowizualna całkowicie zastąpi kulturę słowa drukowanego. Otóż w historii
                ludzkości nie jest znane zjawisko, aby jakaś jedna forma kultury wyeliminowała
                drugą formę, zniweczyła ją. Koniec epoki Gutenberga ogłaszano już wiele razy,
                to bardzo stara historia; słyszeliśmy, że pojawienie się radia zlikwiduje druk,
                potem, że kino zniszczy literaturę, a telewizja - radio itd. A przecież kultura
                jest bardzo pojemna i mieści w sobie przeróżne formy, które wcale nie muszą
                jedna drugą usuwać; na odwrót - one mogą się wzajemnie wzbogacać. W krajach, o
                których myślę, w tzw. Trzecim Świecie, problem nie tkwi w tym, że kończy się
                epoka Gutenberga, której miejsce zajmie telewizja i Internet, ale w tym, że
                epoka Gutenberga tam jeszcze nie dotarła. Jeszcze jej w ogóle nie było. Nie ma
                tam książek, gazet, zeszytów i ołówków. Rośnie analfabetyzm w skali światowej,
                bowiem jest tak ogromny przyrost ludności, że nie nadąża się z budową szkół i
                rozwojem oświaty. W wielu miejscach świata epoka Gutenberga jest wyczekiwana,
                jest marzeniem.

                Świat głuchy i niemy

                Żyjemy w świecie, w którym wszystkiego jest coraz więcej. Przede wszystkim jest
                więcej ludzi, jest więcej dobra i zła, więcej samochodów i telewizorów, technik
                i narzędzi, więcej pól myślenia, więcej biedy i więcej bogactwa. Świat nie
                kurczy się, lecz rozrasta i okazuje się, że może wchłonąć w siebie wszystko.
                Coraz więcej rzeczy współistnieje ze sobą, coraz więcej zjawisk i wydarzeń w
                tym świecie zachodzi.

                Niestety, żyjemy też w świecie rozwierających się nożyc, pogłębiających się
                różnic cywilizacyjnych i społecznych, które to różnice nowe techniki,
                paradoksalnie, coraz bardziej pogłębiają.

                Zamożna część świata - a mówiąc: świat czy epoka myślimy tylko o sobie - ma
                wszystkie środki artykulacji, a tamten drugi świat jest głuchy i niemy. Nie
                może się wypowiedzieć, nie może zabrać głosu, nie ma jak tego uczynić, bo w
                swoich rękach nie ma niczego. I wobec tego ta głucha cisza tamtego świata
                pozwala nam w ogóle o nim nie myśleć, a żyje w nim przecież 2/3 ludzkości! Dla
                mnie takie problemy, jak hipotetyczny koniec epoki Gutenberga, są jedynie
                fragmentem wewnętrznej rozmowy między bogatymi. To są ciągle problemy bogaczy,
                których na nie stać, a nie są to problemy tych 2/3 ludzkości, które chciałyby
                dostępu do wiedzy, do nauki, ale go nie mają. Nie tylko nie mają pieniędzy na
                sieć komputerową, ale nie mają kilku centów na zeszyt, na ołówek kulkowy, na
                najbardziej podstawowy elementarz. Zatem mówimy o zupełnie różnych światach.

                Myślenie życzeniowe

                Teoretycznie można sobie wszystko wyobrazić - nawet przeskok między epokami,
                czyli ominięcie epoki Gutenberga - ale rozważania takie nie mają żadnego
                związku z realiami świata współczesnego, na którym i w dziedzinie kultury
                brakuje zupełnie podstawowych rzeczy. Jeżeli nie pokryje się naszej planety
                powszechnie dostępną elektrycznością, to nie mówmy o epoce audiowizualnej. Poza
                tym i na tę elektryczność, jeżeli ona nawet gdzieś tam, w tym dalekim świecie
                mogłaby być dostępna, ludzie nie mają pieniędzy. Potrzebne byłyby zatem
                inwestycje niewyobrażalnych dzisiaj rozmiarów. Przy czym nie chodzi tylko o
                brak środków, ale i o to, że po prostu nie ma woli, by te inwestycje poczynić.
                Inwestuje się przecież tam tylko, gdzie można zarobić, a nie tam, gdzie
                występują prawdziwe potrzeby.

                Rozwój świata systematycznie zmierza w kierunku ciągłej akumulacji bogactw w
                jednym miejscu. Ostatni wielki kryzys finansowy w Azji nie tylko osłabił rozwój
                tego kontynentu, ale i wywołał dalszą ucieczkę inwestycji kapitałowych z
                Trzeciego Świata do świata rozwiniętego, gdzie finansiści czują się najbardziej
                pewni i bezpieczni. Jeżeli spojrzy się globalnie i oczami wyobraźni ujrzy świat
                w sieci Internetu, to widać jak na dłoni, że pomysły takie nie mają żadnego
                zaplecza w realiach. Tak samo jak teza, iż komputeryzacja umożliwi biednym
                ludziom włączenie się w nurt rzeki rozwoju i postępu, płynącej ku dobrobytowi i
                lepszemu życiu. To jest myślenie życzeniowe.

                Naturalnie, można myśleć życzeniowo, można powtarzać: "a gdyby tak", wciąż
                jednak pozostaje problem "jak". Wszystko rozbija się o podstawowe pytanie: "jak
                to zrobić", i w tym punkcie zatrzymują się najbardziej śmiałe wizje, kończy się
                cały ten typ rozumowania. Realia tego świata są bowiem nie do przeskoczenia.
                Nie ma pieniędzy dla potrzebujących, jesteśmy na etapie nierówności.

                Nie jest tajemnicą, że wiele przedsięwzięć, z jakimi się stykamy, swój początek
                bierze z dylematu: "Co tu wymyślić, żeby nie powiedzieć o tym, co naprawdę
                spędza sen z powiek milionom ludzi". Uczestniczę w takich konferencjach, jestem
                zapraszany na dyskusje o globalnych problemach ludzkości, i widzę, jakie są
                rozmiary tego zjawiska. Kryzys myśli światowej polega właśnie na olbrzymim
                rozroście tematów zastępczych, wywoływanych po to, żeby nie skonstatować
                zasadniczej klęski, jaką dla współczesnej ludzkości stał się obecny model
                rozwoju świata. Tzn. mod
              • Gość: KETIW1 Re: nudne IP: 195.116.99.* 16.11.03, 22:22
                W dyskusji, która rozpoczęła się po 11 września w prasie zachodniej, zwłaszcza
                amerykańskiej, rysują się wyraźnie dwa stanowiska. Jedni uważają, że skutki
                zamachu można usunąć metodami policyjno-militarnymi, które nazywają ogólnie
                wojną z terroryzmem. Inni usiłują zbadać kontekst polityczno-kulturalny tego
                wydarzenia, dostrzegając w nim znak dużo większych zjawisk. Wszystko to dzieje
                się zaś w bardzo trudnym do odczytania i zdefiniowania współczesnym świecie - w
                świecie, w którym wszyscy czujemy się zagubieni.

                Strategie myślenia

                Grupa zwolenników rozwiązań policyjno-militarnych wcale nie jest jednolita.
                Różnice dotyczą dwóch spraw. Pierwszą określa dylemat: demokracja czy
                bezpieczeństwo. Aby walczyć z terroryzmem wewnątrz kraju, trzeba przecież
                zaostrzyć środki kontroli, inwigilacji i przymusu.

                Czy wolimy żyć w demokracji i wolności, czy też rezygnujemy z wielu praw, byle
                tylko czuć się bezpiecznie? Jeden z amerykańskich polityków powiedział ostatnio
                ze smutkiem, że dożyliśmy czasów, w których demokracja przestała bronić swoich
                obywateli. Szef amerykańskich służb medycznych dodał, że zagrożony jest sam
                proces globalizacji. Jego istotą jest bowiem fakt, że we współczesnej
                gospodarce części jednego produktu powstają w różnych krajach, a montowane są
                jeszcze gdzie indziej. Teraz trzeba by wprowadzić w ten system ścisłą kontrolę,
                a to bardzo spowolniłoby produkcję. Czy w tej sytuacji nadal będziemy w stanie
                produkować szybko, czy też, zwiększając kontrolę, spowolnimy globalizację?

                Dla Ameryki to sprawa szczególnie dotkliwa, bo nawet kontrole graniczne były tu
                dotąd bardzo słabe. Granica między Stanami Zjednoczonymi a Kanadą wynosi 6
                tysięcy kilometrów, a strzeże jej tylko trzysta osób. Druga ważna różnica
                dotyczy strategii walki z terroryzmem na arenie międzynarodowej. Czy ustalać
                cele i zadania tej wojny jednostronnie w Waszyngtonie, nie oglądając się na
                innych, bo to mogłoby spowolnić działania, czy też dążyć raczej do budowy
                międzynarodowej koalicji, która nadałaby wojnie z terroryzmem kształt
                zbiorowej, cywilizacyjnej odpowiedzi w obronie wartości?

                Ci, którzy w analizie tego, co się wydarzyło, chcą iść głębiej, również dzielą
                się między sobą. Niektórzy uważają, że 11 września to powód, aby przemyśleć
                kształt współczesnego świata, zastanowić się nad tym, co jest w nim złe i
                próbować temu zaradzić. Ta grupa ma z kolei dwie szkoły. Pierwsza uważa, że
                mamy do czynienia z Huntingtonowską wojną cywilizacji i że trzeba umacniać
                cywilizację (tu każdy mówi o swojej), jeżeli nie chcemy dopuścić do jej porażki
                i unicestwienia. Druga szkoła przeczy tej tezie, twierdząc raczej, że w
                strukturze i funkcjonowaniu współczesnego świata występują anomalie, które
                sprzyjają działaniu sił niszczycielskich. Jej przedstawiciele posługują się
                starą tezą Lamarcka, głoszącą, że wszelki byt istnieje tylko w otoczeniu i że
                między bytem a otoczeniem zachodzi nieustanna interakcja, tak więc bez
                znajomości kontekstu nie jesteśmy w stanie zrozumieć istoty zjawiska.

                Ostatnio trudno jednak usłyszeć takie głosy. Przeważają ci, którzy uznają 11
                września za incydent, którego skutki możemy usunąć szybko, zdecydowanym
                zabiegiem chirurgicznym. Według nich żyjemy na najlepszym ze światów - nic nie
                musimy w nim zmieniać, broniąc ze wszystkich sił tego, co jest.

                Duchowe narodziny

                Ale przypatrzmy się temu "najlepszemu ze światów". Zacznijmy od tego, że w
                drugiej połowie XX wieku dokonały się w nim ogromne zmiany. Ruch dążący do
                wolności stał się zjawiskiem globalnym. Zmieniło to mapę świata, która jeszcze
                na początku wieku była dwukolorowa. Jednym kolorem można było zaznaczyć
                niewielką grupę państw posiadających kolonie, drugim - wielkie obszary planety
                zamieszkane przez ludy zależne. Dzisiaj mapa świata jest jednokolorowa. Kolonie
                znikły i (przynajmniej formalnie) cała rodzina ludzka składa się z wolnych
                obywateli. Procesowi uniezależniania się towarzyszył wzmożony ruch ludności ze
                wsi do miast. W wyobrażeniach ludzi niepodległość oznaczała dobrobyt, a jego
                synonimem było miasto. Na początku wieku chłopi stanowili 90 proc. ludności
                świata.

                Dziś jest ich już mniej niż połowa. Życie w mieście stało się podstawową formą
                bytowania człowieka. Trzecim zjawiskiem determinującym współczesność stał się
                bezprecedensowy przyrost ludności świata. W 1950 roku było nas dwa i pół
                miliarda, obecnie - ponad sześć miliardów. Każdego roku przybywa nas 80
                milionów, z czego niemal 90 proc. to nowi obywatele Trzeciego Świata. Te trzy
                procesy zmieniły polityczny i kulturalny obraz świata, który zmienia się
                zresztą nadal, jako że przyrost ludności i emigracja do miast trwają - i to w
                skali całego globu. Dążenie do wolności - dekolonizacja - zostało przez Zachód
                przedstawione w sposób jednostronny i okrojony.

                Zrozumiano wyłącznie wątek państwowo-ekonomiczny: oto podległe ludy chcą mieć
                swoją flagę i swoją walutę. Zupełnie pominięto całą sferę duchową tego procesu,
                a przecież było to niezwykłe budowanie tożsamości narodu i krzepnięcie poczucia
                dumy z wartości własnej cywilizacji. Na duchowy awans, na nowe ambicje dawnych
                kolonii świat zachodni był zupełnie nieprzygotowany.

                To właśnie o tym zjawisku, o narodzinach duchowych Trzeciego Świata, starałem
                się pisać. Podróżując od wielu lat, zauważyłem bowiem pewną istotną zmianę:
                tam, gdzie jako Europejczyk byłem kiedyś traktowany z rewerencją, a może nawet
                poddaniem, teraz, choć nadal przyjmowany gościnnie, czuję, że gospodarze widzą
                we mnie równego sobie, tymczasowego gościa w domu prawomocnie zamieszkanym na
                stałe przez nich.

                Tak dochodzimy do dramatu charakteryzującego współczesny proces dziejowy. Przez
                500 lat Europa niepodzielnie rządziła światem. "Europejskość" stanowiła
                kryterium wartościujące: jeśli coś przypominało Europę, uznawane było za
                cywilizację, jeśli nie - wystarczał przymiotnik "barbarzyński". Wszystkie
                cywilizacje nieeuropejskie uważano za niższe, wadliwe. Całe piśmiennictwo, cała
                myśl europejska oparte były i są na tym przekonaniu. Lecz oto w szalenie
                krótkim czasie, obejmującym jedno, dwa pokolenia, na scenie świata pojawiły się
                miliardy przedstawicieli innych, nieeuropejskich cywilizacji, które domagają
                się dla siebie równych praw, poszanowania i respektu. Wszyscy chcą zasiąść przy
                okrągłym stole świata jako równi partnerzy, aby wspólnie negocjować przyszłość
                naszej planety.

                Wielość barier

                Jest to moment trudnej próby dla Zachodu. Okazało się, że nie jesteśmy sami,
                więcej - że zostaliśmy cywilizacyjnie pozbawieni przywileju wyłączności i
                dlatego musimy skorygować nasze widzenie. Bo cóż to jest globalizacja? To nowe
                widzenie, nowe pojmowanie świata. Ciągle jesteśmy nieprzygotowani na to, że
                wyzwolone światy i cywilizacje zaczynają żyć własnym, niezależnym życiem.
                Czegoś chcieć, czegoś się domagać - dla nas brzmi to zarówno jak innowacja, jak
                i zagrożenie. Rozbudzonej ambicji emancypacyjnej i równościowej stoją na
                przeszkodzie co najmniej dwie potężne bariery. Pierwszą jest panująca
                powszechnie na naszej planecie zasada nierówności. Korzyści płynące z postępu
                dzielone są krańcowo nierówno.

                Powszechny rozwój świata generuje równocześnie powszechnie występujące
                nierówności. W wielu rodzinach mężczyzna ma na ogół lepiej niż kobieta czy
                dziecko. W każdym kraju widoczne są różnice regionalne między obszarami, na
                których żyje się lepiej i tymi, na których żyje się źle. Jedne kontynenty
                znajdują się w lepszej, inne w gorszej sytuacji. Wreszcie - 20 proc. populacji
                całego świata żyje dostatnio, a 80 proc. w biedzie, z zawiedzionymi
                oczekiwaniami. Słowem: powszechnie panująca nierówność, a więc i
                niesprawiedliwość, stanowią endogenną cechę struktury współczesnego świata.
                Mówiąc o tym wszystkim, jesteśmy ciągle w niewoli języka. Mówimy na
                przykład "człowiek", nie różnicując, o jakiego człowieka chodzi, czy o dobrze
                syt
              • Gość: KETIW1 Re: nudne IP: 195.116.99.* 16.11.03, 22:26
                Co złego jest w konsumpcjonizmie?

                --------------------------------------------------------------------------------

                "Rodzaj ludzki jest nienasycony w swej chciwości" - Arystoteles
                Konsumenckie społeczeństwo nie jest w stanie dać nam obiecanego spełnienia
                poprzez dostarczenie dóbr materialnych, ponieważ pragnienia człowieka są
                niemożliwe do zaspokojenia; potrzeby człowieka są określane przez
                społeczeństwo, a prawdziwe źródło osobistego szczęścia leży gdzie indziej.
                Faktycznie siła społecznych relacji oraz sposób i jakość spędzania wolnego
                czasu - obie te rzeczy są podstawowymi determinantami szczęścia w życiu - jawią
                się zarówno, jak i zanikające jak i równocześnie coraz droższe w klasie
                konsumentów. Wydaje się, że konsumenckie społeczeństwo próbuje nas ulepszyć
                poprzez zwiększanie naszych dochodów. Alan Durig - "Ile oznacza jakość?"

                Jakim interesującym cyklem jest nasze życie! Przeciętny obywatel "pierwszego
                świata" kultywuje zamiłowanie, czy wręcz obsesję na punkcie dóbr materialnych.
                Ale poprzestanie na tym byłoby dużym niepowodzeniem. Typowy konsument żyje pod
                presją ciągłego pragnienia zdobywanie coraz to nowych przedmiotów, wyższych
                form technologii i to stawia go w dość kłopotliwej sytuacji. Przede wszystkim,
                pomijając kwestię duchowej pustki, która jest nieodłączną częścią stylu życia
                naszych nieświadomych przyjaciół, muszą oni pracować przez większość czasu, aby
                sprostać temu, czemu tak naprawdę sprostać nie można.

                Być może największą ironią w tym całym cyklu "praca - konsumpcja - praca" jest
                to, że ludźmi, którzy naprawdę czerpią z tego korzyści są tylko "ludzie na
                szczycie"; w rzeczywistości jest tak, że konsumenci przez całe życie są
                zniewoleni przez tych kilka osób. Ale nie to jest tą ironiczną częścią -
                najbardziej ironiczne jest to, że nie potrzebujemy większości tego, co za
                wszelką cenę usiłują nam wcisnąć korporacje, zaspakajają one nasze rzekome
                potrzeby sztucznie stworzone właśnie przez tę elitę ludzi, którzy są na
                szczycie. Więc jak naprawdę działa ten mechanizm? Pewne osoby (zazwyczaj jest
                ich niewiele) sztucznie zapoczątkowuje zapotrzebowanie na dany produkt, inni
                pracują dla nich, by zarobić pieniądze na kupienie tego właśnie produktu,
                następnie kupują go, czują pustkę, pragną czegoś innego i tak powstaje błędne
                koło. Taki stan umysłu jest niczym innym jak dobrowolnym zniewoleniem i może
                być określony tylko jako niepoczytalność!

                Co inicjuje i napędza konsumpcjonizm?
                Konsumpcjonizm - czyli przekonanie, że im więcej tym lepiej, i że dobra
                materialne są w stanie ulepszyć nasze życie - nie ma korzeni w żadnych
                rzeczywistych ludzkich potrzebach, dlatego też musiał zostać sztucznie
                stworzony przez społeczeństwo. Jeszcze pięćdziesiąt lat temu niepohamowany
                konsumpcjonizm był charakterystyczny tylko dla najbogatszych klas społecznych,
                ale rozprzestrzenił się z niesłychaną szybkością porywając średnie, a nawet
                niższe klasy uprzywilejowanych narodów.

                Społeczeństwo wpaja każdemu z nas zawiść o to, co fizyczne, atrakcyjne. Dlatego
                też szybko powstaje u nas pewnego rodzaju obsesja na punkcie tych obiektów - ta
                odmienna uwaga zastępuje racjonalność i instynkt. Profesor Uniwersytetu w
                Harvardzie Juliet B. Schor tłumaczy w swojej książce "Przepracowana Ameryka": -
                "Satysfakcja czerpana z konsumpcji zazwyczaj bywa krótkotrwała. Dla wielu może
                stać się rodzajem nałogu. Tak jak ludzie uzależnieni od narkotyków wykazują
                coraz większą na nie tolerancję tak konsumenci potrzebują coraz większych
                dawek, aby osiągnąć określony punkt zniewolenia."

                To wszystko byłoby proste, w oczach ludzi zarządzających korporacjami, gdyby
                konsument mógł kupić pewien określony produkt i zaspokoić swoje pragnienia.
                Plany, co do dalszych zysków mogłyby na dobrą sprawę zostać wyrzucone przez
                okno a mechanizm, na który tak bardzo liczyły elity zostałby zniszczony na
                zawsze. Oczywistą odpowiedzią na takie zagrożenie jest stwarzanie coraz
                większych spostrzeganych przez nas potrzeb - tu właśnie pojawia się reklama.

                Gdyby ktoś powiedział: "Reklama jest jednym wielkim spiskiem korporacji mającym
                na celu kontrolowanie umysłów" mógłbyś wziąć go za bredzącego lunatyka, który
                odkrył "jeszcze jeden" spisek. Korporacje płacą ogromne pieniądze agencjom
                reklamowym, które szkolą profesjonalistów, którzy później mają nabrać nas tak,
                byśmy kupili wszystkie bezwartościowe śmieci. Oni wiedzą, że seks się
                sprzedaje, że migające reklamy działają, i że ludzie ślepą podąża za tymi
                trendami. Ile reklam telewizyjnych na przykład przedstawia nam logiczne i
                przekonywujące dowody na to, że powinniśmy kupić produkt A? Reklamy telewizyjne
                nigdy nie będą odwoływać się do twojego rozsądku. Agencje reklamowe wiedzą, że
                łatwiej jest przekonać ludzi żeby kupili dany produkt, którego prawdopodobnie
                nie potrzebują, ani nawet nie chcą, jeśli się ich oszuka a nie, jeśli
                przedstawi się mu racjonalne argumenty. Alan During z Worldwatch Institute
                twierdzi: - "Tworzenie potrzeb jest ogromnym globalnym przedsięwzięciem. Przez
                ostatnie cztery dekady reklama jest jednym z najszybciej na świecie
                rozwijających się działów gospodarki. W Stanach Zjednoczonych wydatki na ten
                cel wzrosły z 198$ na osobę w 1950 roku do 495$ w 1990. W międzyczasie globalne
                wydatki na reklamę wzrosły z mniej więcej 39 miliardów $ w 1950 do 247
                miliardów w 1988 i rosną szybciej niż wydajność gospodarki."

                "[w 1920 roku] po raz pierwszy zaczęto używać reklamy jako psychologicznej
                broni przeciwko konsumentowi. Odkryto skuteczność reklam wywołujących strach.
                Bez listeryny, Postum czy Buicka konsument(ka) zostanie starą panną, padnie
                ofiarą jakiejś straszliwej choroby lub zostanie pominięta przy dawaniu awansów.
                Reklama wytworzyła silne powiązanie pomiędzy produktem, a czyjąś osobowością. W
                końcu zaczęła obiecywać wszystko - od poczucia własnej wartości do pozycji,
                przyjaźni czy miłości."

                Co więc napędza konsumpcjonizm? On napędza się sam! Jak zauważył ekonomista
                John Kenneth Galbraith, przemysł, by maksymalizować zyski musi "tworzyć
                pragnienia, które muszą zostać zaspokojone". Mentalność, której nam potrzeba,
                by żyć w ten sposób, by gromadzić więcej, więcej i więcej - to uzależnienie.
                Ponadto, wpędza nas w to błędne koło, czujemy się zmuszeni by nadążać za ciągle
                rosnącym popędem do gromadzenia przedmiotów, tak samo jak do tego by nie
                pozostawać za innymi w zdobywaniu najnowszych technologii i wynalazków.

                Co takiego niewłaściwego jest w konsumpcjonzimie?
                Jak to się zaczyna? Powodów jest wiele, można je jednak podzielić na trzy
                główne kategorie:

                1. Jednostka
                Mentalność konsumentów sprawia, że stajemy się pionkami korporacji - stajemy
                się zależni od (z reguły złych) instytucji, które sprawiają, że czujemy
                się "szczęśliwi". Jakie absurdalne jest to, że tak wielu ludzi, którzy wiedzą o
                tym, że korporacje są amoralne (są amoralne w przeciwieństwie do niemoralne,
                ponieważ w przypadku korporacji zaślepionych osiąganiem jak największych zysków
                nie można mówić o jakiejkolwiek moralności), mimo to wpycha swoje ciężko
                zarobione pieniądze do kieszeni tej panującej klasy za każdym razem, gdy
                wybiera się na zakupy dla rozrywki. Za każdym razem, kiedy podświadomie
                pozwalamy się zniewolić bezsensownym reklamom telewizyjnym czy tablicom z
                plakatami reklamowymi, na których widnieją kobiety w bikini, rezygnujemy z
                naszej świadomości na rzecz biznesu.

                Ktoś powie na to: "Dajcie spokój, ludzie zawsze byli chciwi, to nic nowego".
                Nic bardziej błędnego. Alan During pisze: - "Pomiędzy rokiem 1967 a 1990
                procent Amerykanów uczęszczających do collage'u, którzy uważają, że
                najważniejsza jest "bardzo dobra pozycja finansowa" wzrósł z 44 do 74 procent.
                Procent osób uważających, że najważniejsze jest odnalezienie prawdziwego sensu
                życia i właściwej filozofii spadł z 83 do 43." Konsumenci wiec narażeni są na
                to, że zostaną napiętnowani przez społeczeństwo ja
              • Gość: KETIW1 Re: nudne IP: 195.116.99.* 16.11.03, 22:26
                Co złego jest w konsumpcjonizmie?

                --------------------------------------------------------------------------------

                "Rodzaj ludzki jest nienasycony w swej chciwości" - Arystoteles
                Konsumenckie społeczeństwo nie jest w stanie dać nam obiecanego spełnienia
                poprzez dostarczenie dóbr materialnych, ponieważ pragnienia człowieka są
                niemożliwe do zaspokojenia; potrzeby człowieka są określane przez
                społeczeństwo, a prawdziwe źródło osobistego szczęścia leży gdzie indziej.
                Faktycznie siła społecznych relacji oraz sposób i jakość spędzania wolnego
                czasu - obie te rzeczy są podstawowymi determinantami szczęścia w życiu - jawią
                się zarówno, jak i zanikające jak i równocześnie coraz droższe w klasie
                konsumentów. Wydaje się, że konsumenckie społeczeństwo próbuje nas ulepszyć
                poprzez zwiększanie naszych dochodów. Alan Durig - "Ile oznacza jakość?"

                Jakim interesującym cyklem jest nasze życie! Przeciętny obywatel "pierwszego
                świata" kultywuje zamiłowanie, czy wręcz obsesję na punkcie dóbr materialnych.
                Ale poprzestanie na tym byłoby dużym niepowodzeniem. Typowy konsument żyje pod
                presją ciągłego pragnienia zdobywanie coraz to nowych przedmiotów, wyższych
                form technologii i to stawia go w dość kłopotliwej sytuacji. Przede wszystkim,
                pomijając kwestię duchowej pustki, która jest nieodłączną częścią stylu życia
                naszych nieświadomych przyjaciół, muszą oni pracować przez większość czasu, aby
                sprostać temu, czemu tak naprawdę sprostać nie można.

                Być może największą ironią w tym całym cyklu "praca - konsumpcja - praca" jest
                to, że ludźmi, którzy naprawdę czerpią z tego korzyści są tylko "ludzie na
                szczycie"; w rzeczywistości jest tak, że konsumenci przez całe życie są
                zniewoleni przez tych kilka osób. Ale nie to jest tą ironiczną częścią -
                najbardziej ironiczne jest to, że nie potrzebujemy większości tego, co za
                wszelką cenę usiłują nam wcisnąć korporacje, zaspakajają one nasze rzekome
                potrzeby sztucznie stworzone właśnie przez tę elitę ludzi, którzy są na
                szczycie. Więc jak naprawdę działa ten mechanizm? Pewne osoby (zazwyczaj jest
                ich niewiele) sztucznie zapoczątkowuje zapotrzebowanie na dany produkt, inni
                pracują dla nich, by zarobić pieniądze na kupienie tego właśnie produktu,
                następnie kupują go, czują pustkę, pragną czegoś innego i tak powstaje błędne
                koło. Taki stan umysłu jest niczym innym jak dobrowolnym zniewoleniem i może
                być określony tylko jako niepoczytalność!

                Co inicjuje i napędza konsumpcjonizm?
                Konsumpcjonizm - czyli przekonanie, że im więcej tym lepiej, i że dobra
                materialne są w stanie ulepszyć nasze życie - nie ma korzeni w żadnych
                rzeczywistych ludzkich potrzebach, dlatego też musiał zostać sztucznie
                stworzony przez społeczeństwo. Jeszcze pięćdziesiąt lat temu niepohamowany
                konsumpcjonizm był charakterystyczny tylko dla najbogatszych klas społecznych,
                ale rozprzestrzenił się z niesłychaną szybkością porywając średnie, a nawet
                niższe klasy uprzywilejowanych narodów.

                Społeczeństwo wpaja każdemu z nas zawiść o to, co fizyczne, atrakcyjne. Dlatego
                też szybko powstaje u nas pewnego rodzaju obsesja na punkcie tych obiektów - ta
                odmienna uwaga zastępuje racjonalność i instynkt. Profesor Uniwersytetu w
                Harvardzie Juliet B. Schor tłumaczy w swojej książce "Przepracowana Ameryka": -
                "Satysfakcja czerpana z konsumpcji zazwyczaj bywa krótkotrwała. Dla wielu może
                stać się rodzajem nałogu. Tak jak ludzie uzależnieni od narkotyków wykazują
                coraz większą na nie tolerancję tak konsumenci potrzebują coraz większych
                dawek, aby osiągnąć określony punkt zniewolenia."

                To wszystko byłoby proste, w oczach ludzi zarządzających korporacjami, gdyby
                konsument mógł kupić pewien określony produkt i zaspokoić swoje pragnienia.
                Plany, co do dalszych zysków mogłyby na dobrą sprawę zostać wyrzucone przez
                okno a mechanizm, na który tak bardzo liczyły elity zostałby zniszczony na
                zawsze. Oczywistą odpowiedzią na takie zagrożenie jest stwarzanie coraz
                większych spostrzeganych przez nas potrzeb - tu właśnie pojawia się reklama.

                Gdyby ktoś powiedział: "Reklama jest jednym wielkim spiskiem korporacji mającym
                na celu kontrolowanie umysłów" mógłbyś wziąć go za bredzącego lunatyka, który
                odkrył "jeszcze jeden" spisek. Korporacje płacą ogromne pieniądze agencjom
                reklamowym, które szkolą profesjonalistów, którzy później mają nabrać nas tak,
                byśmy kupili wszystkie bezwartościowe śmieci. Oni wiedzą, że seks się
                sprzedaje, że migające reklamy działają, i że ludzie ślepą podąża za tymi
                trendami. Ile reklam telewizyjnych na przykład przedstawia nam logiczne i
                przekonywujące dowody na to, że powinniśmy kupić produkt A? Reklamy telewizyjne
                nigdy nie będą odwoływać się do twojego rozsądku. Agencje reklamowe wiedzą, że
                łatwiej jest przekonać ludzi żeby kupili dany produkt, którego prawdopodobnie
                nie potrzebują, ani nawet nie chcą, jeśli się ich oszuka a nie, jeśli
                przedstawi się mu racjonalne argumenty. Alan During z Worldwatch Institute
                twierdzi: - "Tworzenie potrzeb jest ogromnym globalnym przedsięwzięciem. Przez
                ostatnie cztery dekady reklama jest jednym z najszybciej na świecie
                rozwijających się działów gospodarki. W Stanach Zjednoczonych wydatki na ten
                cel wzrosły z 198$ na osobę w 1950 roku do 495$ w 1990. W międzyczasie globalne
                wydatki na reklamę wzrosły z mniej więcej 39 miliardów $ w 1950 do 247
                miliardów w 1988 i rosną szybciej niż wydajność gospodarki."

                "[w 1920 roku] po raz pierwszy zaczęto używać reklamy jako psychologicznej
                broni przeciwko konsumentowi. Odkryto skuteczność reklam wywołujących strach.
                Bez listeryny, Postum czy Buicka konsument(ka) zostanie starą panną, padnie
                ofiarą jakiejś straszliwej choroby lub zostanie pominięta przy dawaniu awansów.
                Reklama wytworzyła silne powiązanie pomiędzy produktem, a czyjąś osobowością. W
                końcu zaczęła obiecywać wszystko - od poczucia własnej wartości do pozycji,
                przyjaźni czy miłości."

                Co więc napędza konsumpcjonizm? On napędza się sam! Jak zauważył ekonomista
                John Kenneth Galbraith, przemysł, by maksymalizować zyski musi "tworzyć
                pragnienia, które muszą zostać zaspokojone". Mentalność, której nam potrzeba,
                by żyć w ten sposób, by gromadzić więcej, więcej i więcej - to uzależnienie.
                Ponadto, wpędza nas w to błędne koło, czujemy się zmuszeni by nadążać za ciągle
                rosnącym popędem do gromadzenia przedmiotów, tak samo jak do tego by nie
                pozostawać za innymi w zdobywaniu najnowszych technologii i wynalazków.

                Co takiego niewłaściwego jest w konsumpcjonzimie?
                Jak to się zaczyna? Powodów jest wiele, można je jednak podzielić na trzy
                główne kategorie:

                1. Jednostka
                Mentalność konsumentów sprawia, że stajemy się pionkami korporacji - stajemy
                się zależni od (z reguły złych) instytucji, które sprawiają, że czujemy
                się "szczęśliwi". Jakie absurdalne jest to, że tak wielu ludzi, którzy wiedzą o
                tym, że korporacje są amoralne (są amoralne w przeciwieństwie do niemoralne,
                ponieważ w przypadku korporacji zaślepionych osiąganiem jak największych zysków
                nie można mówić o jakiejkolwiek moralności), mimo to wpycha swoje ciężko
                zarobione pieniądze do kieszeni tej panującej klasy za każdym razem, gdy
                wybiera się na zakupy dla rozrywki. Za każdym razem, kiedy podświadomie
                pozwalamy się zniewolić bezsensownym reklamom telewizyjnym czy tablicom z
                plakatami reklamowymi, na których widnieją kobiety w bikini, rezygnujemy z
                naszej świadomości na rzecz biznesu.

                Ktoś powie na to: "Dajcie spokój, ludzie zawsze byli chciwi, to nic nowego".
                Nic bardziej błędnego. Alan During pisze: - "Pomiędzy rokiem 1967 a 1990
                procent Amerykanów uczęszczających do collage'u, którzy uważają, że
                najważniejsza jest "bardzo dobra pozycja finansowa" wzrósł z 44 do 74 procent.
                Procent osób uważających, że najważniejsze jest odnalezienie prawdziwego sensu
                życia i właściwej filozofii spadł z 83 do 43." Konsumenci wiec narażeni są na
                to, że zostaną napiętnowani przez społeczeństwo ja
              • Gość: KETIW1 Re: nudne IP: 195.116.99.* 16.11.03, 22:26
                Co złego jest w konsumpcjonizmie?

                --------------------------------------------------------------------------------

                "Rodzaj ludzki jest nienasycony w swej chciwości" - Arystoteles
                Konsumenckie społeczeństwo nie jest w stanie dać nam obiecanego spełnienia
                poprzez dostarczenie dóbr materialnych, ponieważ pragnienia człowieka są
                niemożliwe do zaspokojenia; potrzeby człowieka są określane przez
                społeczeństwo, a prawdziwe źródło osobistego szczęścia leży gdzie indziej.
                Faktycznie siła społecznych relacji oraz sposób i jakość spędzania wolnego
                czasu - obie te rzeczy są podstawowymi determinantami szczęścia w życiu - jawią
                się zarówno, jak i zanikające jak i równocześnie coraz droższe w klasie
                konsumentów. Wydaje się, że konsumenckie społeczeństwo próbuje nas ulepszyć
                poprzez zwiększanie naszych dochodów. Alan Durig - "Ile oznacza jakość?"

                Jakim interesującym cyklem jest nasze życie! Przeciętny obywatel "pierwszego
                świata" kultywuje zamiłowanie, czy wręcz obsesję na punkcie dóbr materialnych.
                Ale poprzestanie na tym byłoby dużym niepowodzeniem. Typowy konsument żyje pod
                presją ciągłego pragnienia zdobywanie coraz to nowych przedmiotów, wyższych
                form technologii i to stawia go w dość kłopotliwej sytuacji. Przede wszystkim,
                pomijając kwestię duchowej pustki, która jest nieodłączną częścią stylu życia
                naszych nieświadomych przyjaciół, muszą oni pracować przez większość czasu, aby
                sprostać temu, czemu tak naprawdę sprostać nie można.

                Być może największą ironią w tym całym cyklu "praca - konsumpcja - praca" jest
                to, że ludźmi, którzy naprawdę czerpią z tego korzyści są tylko "ludzie na
                szczycie"; w rzeczywistości jest tak, że konsumenci przez całe życie są
                zniewoleni przez tych kilka osób. Ale nie to jest tą ironiczną częścią -
                najbardziej ironiczne jest to, że nie potrzebujemy większości tego, co za
                wszelką cenę usiłują nam wcisnąć korporacje, zaspakajają one nasze rzekome
                potrzeby sztucznie stworzone właśnie przez tę elitę ludzi, którzy są na
                szczycie. Więc jak naprawdę działa ten mechanizm? Pewne osoby (zazwyczaj jest
                ich niewiele) sztucznie zapoczątkowuje zapotrzebowanie na dany produkt, inni
                pracują dla nich, by zarobić pieniądze na kupienie tego właśnie produktu,
                następnie kupują go, czują pustkę, pragną czegoś innego i tak powstaje błędne
                koło. Taki stan umysłu jest niczym innym jak dobrowolnym zniewoleniem i może
                być określony tylko jako niepoczytalność!

                Co inicjuje i napędza konsumpcjonizm?
                Konsumpcjonizm - czyli przekonanie, że im więcej tym lepiej, i że dobra
                materialne są w stanie ulepszyć nasze życie - nie ma korzeni w żadnych
                rzeczywistych ludzkich potrzebach, dlatego też musiał zostać sztucznie
                stworzony przez społeczeństwo. Jeszcze pięćdziesiąt lat temu niepohamowany
                konsumpcjonizm był charakterystyczny tylko dla najbogatszych klas społecznych,
                ale rozprzestrzenił się z niesłychaną szybkością porywając średnie, a nawet
                niższe klasy uprzywilejowanych narodów.

                Społeczeństwo wpaja każdemu z nas zawiść o to, co fizyczne, atrakcyjne. Dlatego
                też szybko powstaje u nas pewnego rodzaju obsesja na punkcie tych obiektów - ta
                odmienna uwaga zastępuje racjonalność i instynkt. Profesor Uniwersytetu w
                Harvardzie Juliet B. Schor tłumaczy w swojej książce "Przepracowana Ameryka": -
                "Satysfakcja czerpana z konsumpcji zazwyczaj bywa krótkotrwała. Dla wielu może
                stać się rodzajem nałogu. Tak jak ludzie uzależnieni od narkotyków wykazują
                coraz większą na nie tolerancję tak konsumenci potrzebują coraz większych
                dawek, aby osiągnąć określony punkt zniewolenia."

                To wszystko byłoby proste, w oczach ludzi zarządzających korporacjami, gdyby
                konsument mógł kupić pewien określony produkt i zaspokoić swoje pragnienia.
                Plany, co do dalszych zysków mogłyby na dobrą sprawę zostać wyrzucone przez
                okno a mechanizm, na który tak bardzo liczyły elity zostałby zniszczony na
                zawsze. Oczywistą odpowiedzią na takie zagrożenie jest stwarzanie coraz
                większych spostrzeganych przez nas potrzeb - tu właśnie pojawia się reklama.

                Gdyby ktoś powiedział: "Reklama jest jednym wielkim spiskiem korporacji mającym
                na celu kontrolowanie umysłów" mógłbyś wziąć go za bredzącego lunatyka, który
                odkrył "jeszcze jeden" spisek. Korporacje płacą ogromne pieniądze agencjom
                reklamowym, które szkolą profesjonalistów, którzy później mają nabrać nas tak,
                byśmy kupili wszystkie bezwartościowe śmieci. Oni wiedzą, że seks się
                sprzedaje, że migające reklamy działają, i że ludzie ślepą podąża za tymi
                trendami. Ile reklam telewizyjnych na przykład przedstawia nam logiczne i
                przekonywujące dowody na to, że powinniśmy kupić produkt A? Reklamy telewizyjne
                nigdy nie będą odwoływać się do twojego rozsądku. Agencje reklamowe wiedzą, że
                łatwiej jest przekonać ludzi żeby kupili dany produkt, którego prawdopodobnie
                nie potrzebują, ani nawet nie chcą, jeśli się ich oszuka a nie, jeśli
                przedstawi się mu racjonalne argumenty. Alan During z Worldwatch Institute
                twierdzi: - "Tworzenie potrzeb jest ogromnym globalnym przedsięwzięciem. Przez
                ostatnie cztery dekady reklama jest jednym z najszybciej na świecie
                rozwijających się działów gospodarki. W Stanach Zjednoczonych wydatki na ten
                cel wzrosły z 198$ na osobę w 1950 roku do 495$ w 1990. W międzyczasie globalne
                wydatki na reklamę wzrosły z mniej więcej 39 miliardów $ w 1950 do 247
                miliardów w 1988 i rosną szybciej niż wydajność gospodarki."

                "[w 1920 roku] po raz pierwszy zaczęto używać reklamy jako psychologicznej
                broni przeciwko konsumentowi. Odkryto skuteczność reklam wywołujących strach.
                Bez listeryny, Postum czy Buicka konsument(ka) zostanie starą panną, padnie
                ofiarą jakiejś straszliwej choroby lub zostanie pominięta przy dawaniu awansów.
                Reklama wytworzyła silne powiązanie pomiędzy produktem, a czyjąś osobowością. W
                końcu zaczęła obiecywać wszystko - od poczucia własnej wartości do pozycji,
                przyjaźni czy miłości."

                Co więc napędza konsumpcjonizm? On napędza się sam! Jak zauważył ekonomista
                John Kenneth Galbraith, przemysł, by maksymalizować zyski musi "tworzyć
                pragnienia, które muszą zostać zaspokojone". Mentalność, której nam potrzeba,
                by żyć w ten sposób, by gromadzić więcej, więcej i więcej - to uzależnienie.
                Ponadto, wpędza nas w to błędne koło, czujemy się zmuszeni by nadążać za ciągle
                rosnącym popędem do gromadzenia przedmiotów, tak samo jak do tego by nie
                pozostawać za innymi w zdobywaniu najnowszych technologii i wynalazków.

                Co takiego niewłaściwego jest w konsumpcjonzimie?
                Jak to się zaczyna? Powodów jest wiele, można je jednak podzielić na trzy
                główne kategorie:

                1. Jednostka
                Mentalność konsumentów sprawia, że stajemy się pionkami korporacji - stajemy
                się zależni od (z reguły złych) instytucji, które sprawiają, że czujemy
                się "szczęśliwi". Jakie absurdalne jest to, że tak wielu ludzi, którzy wiedzą o
                tym, że korporacje są amoralne (są amoralne w przeciwieństwie do niemoralne,
                ponieważ w przypadku korporacji zaślepionych osiąganiem jak największych zysków
                nie można mówić o jakiejkolwiek moralności), mimo to wpycha swoje ciężko
                zarobione pieniądze do kieszeni tej panującej klasy za każdym razem, gdy
                wybiera się na zakupy dla rozrywki. Za każdym razem, kiedy podświadomie
                pozwalamy się zniewolić bezsensownym reklamom telewizyjnym czy tablicom z
                plakatami reklamowymi, na których widnieją kobiety w bikini, rezygnujemy z
                naszej świadomości na rzecz biznesu.

                Ktoś powie na to: "Dajcie spokój, ludzie zawsze byli chciwi, to nic nowego".
                Nic bardziej błędnego. Alan During pisze: - "Pomiędzy rokiem 1967 a 1990
                procent Amerykanów uczęszczających do collage'u, którzy uważają, że
                najważniejsza jest "bardzo dobra pozycja finansowa" wzrósł z 44 do 74 procent.
                Procent osób uważających, że najważniejsze jest odnalezienie prawdziwego sensu
                życia i właściwej filozofii spadł z 83 do 43." Konsumenci wiec narażeni są na
                to, że zostaną napiętnowani przez społeczeństwo ja
                • Gość: KETIW1 Re: nudne IP: 195.116.99.* 16.11.03, 23:09
                  osoby, które nie mają wystarczająco dużo pieniędzy by zrobić to czy tamto."

                  Oczywiście kwestia środowiska znaczy dla tych ludzi bardzo niewiele, czy wręcz
                  nic. Żyją oni w kompletnej opozycji do naturalnej równowagi - jak możemy
                  oczekiwać od nich, że będą szanowali życie w zgodzie z naturą?

                  2. Wspólnota
                  Wspólnota wydaje się być naturalną dla ludzi strukturą społeczną - jasne jest,
                  że nie czujemy się najlepiej żyjąc jak pustelnicy z dala od innych ludzi. Aby
                  mógł istnieć rząd, który pozwoli na w pełni wolne społeczeństwo - musi on
                  respektować naturalny porządek, a małe komuny są nieodzowne. Znaczenie
                  jedności, poczucia szczególnej więzi, które istniało we wspólnotach zostało
                  zniszczone przez konsumencką mentalność. During twierdzi: "Tak jak więzi
                  rodzinne, tak również zaniknęła gospodarka komunalna - została zniszczona pod
                  ślepym naporem gospodarki pieniężnej. Zakupy, centra handlowe, autostrady
                  i "komiksowość" zastąpiły nam dawne małe sklepiki, lokalne restauracje, teatry
                  w sąsiedztwie - te rzeczy, które pomagały kształtować własną indywidualność i
                  poczucie solidarności. Tradycyjne społeczności są wszystkim, ale te tradycje
                  wygasają w niektórych nacjach. W Stanach Zjednoczonych zanik lokalnej
                  gospodarki posunął się o wiele dalej, wiele dzielnic to nic więcej poza
                  miejscami do spania, a sąsiedzi dzielą ze sobą tylko wypożyczalnie video i
                  markety."

                  Brytyjscy naukowcy Carl Gardner i Julie Shepard dodają: "Centra miast, niegdyś
                  naturalne skupiska ludzi, którzy żyli i pracowali w nich zatraciły swoją
                  indywidualność i wszelkie powiązania ze swoją, tylko dla nich charakterystyczną
                  przeszłością. Teraz są to tylko bardzo wierna kopie kilkudziesięciu innych
                  miejsc rozsianych po całym kraju. Po za godzinami, w których czynne są sklepy…
                  wiele centrów miast i miasteczek, w rezultacie swej ))monokulturowości((
                  zamienia się w zamknięte, jałowe i pozbawione życia przestrzenie."

                  Konsumpcjonizm, ponieważ kładzie taki nacisk na dochody jednostki, wywołuje
                  zażartą rywalizację. Jakakolwiek współpraca postrzegana jest jako przyczyna
                  słabości w tym świecie rządzącym się prawem "człowiek człowiekowi wilkiem". To
                  przekonanie oparte jest na ignorowaniu faktu, że wszystkie pomyślnie i bujnie
                  rozwijające się społeczności - na przykład tubylcze plemiona - z konieczności
                  funkcjonowały w oparciu o zasady współpracy i współposiadania.

                  Generalnie, jakiekolwiek poczucie szczęścia spowodowane posiadaniem czegoś
                  wynika nie z samej natury tegoż przedmiotu, ale ze statusu, jaki zapewnia bycie
                  jego właścicielem. To znaczy, że ludzie są skupieni nie tyle na przedmiotach,
                  które posiadają, ale na tym fascynującym uczuciu, że dzięki nim są lepsi niż
                  inni. Badania psychologiczne przeprowadzone w społecznościach
                  charakteryzujących się dużym zróżnicowaniem poziomu życia, takich jak
                  społeczeństwa Wielkiej Brytanii, Stanów Zjednoczonych, Izraela, Brazylii czy
                  Indii wykazały, że ci, których dochody plasują ich na szczycie czują się
                  znacznie szczęśliwsi niż ci sytuowani gorzej, a klasa średnia ma tendencje do
                  tego, by czuć się szczęśliwsza niż klasa niższa, ale tylko w kwestiach
                  społecznych. Francuski filozof Jacques Rousseau pisze: - "Udowodniłbym, że
                  gdyby ktoś widział garstkę potężnych i bogatych ludzi pławiących się w
                  dobrobycie i zbytkach podczas, gdy masy uginają się pod brzemieniem ubóstwa i
                  cierpień, to działoby się tak dlatego, że ci pierwsi przywiązują wagę do
                  rzeczy, które zapewniają im rozrywkę tylko w takim stopniu w jakim robią to ci,
                  którzy są tego pozbawieni; i ponieważ bez zmian ich położenia przestaliby być
                  szczęśliwi gdyby inni ludzie nagle przestali cierpieć".

                  Wyższa klasa w Brazylii na przykład twierdzi, że jest mniej więcej tak samo
                  szczęśliwa jak wyższe klasy w Stanach Zjednoczonych, pomimo znacznej różnicy w
                  ich przychodach. Różnice w poziomi "szczęścia" w danych społeczeństwach
                  przypuszczalnie istnieją, dlatego, że wyższa klasa sama stawia się ponad
                  niższymi i czuje się lepsza. Oczywiście ta różnica w poczuciu "szczęścia"
                  będzie istniała tak długo jak długo klasa średnia będzie dążyła do tego samego
                  celu, co klasa wyższa - zarobienia tak dużo jak to tylko możliwe - ponieważ
                  klasa średnia nie odnosi aż takich sukcesów w jego realizacji jak klasa wyższa.
                  Gdyby klasa średnia przestała dążyć do tak bezwartościowego celu z pewnością
                  zaczęłaby postrzegać swoje życie jako o wiele bardziej szczęśliwe i pełniejsze
                  niż płytkie i puste życie bogatych.

                  Konsumpcjonizm dzieli społeczeństwa na klasy i prowadzi do bezlitosnej walko o
                  jak największe przychody. Żadna egalitarna wspólnota nie może zaistnieć w tym
                  świecie gdzie dominuje bezmyślna rywalizacja. Wszechobecny materializm
                  przekazywany z pokolenia na pokolenie w uprzywilejowanych nacjach oddziela nas
                  od wartości wspólnoty, ponieważ komercyjny sposób myślenia stawia na pierwszym
                  miejscu przedmioty i wytwory najnowszej technologii. I znowu, co nie jest żadną
                  niespodzianką, społeczeństwo opętane ideą gromadzenia pieniędzy nie przywiązuje
                  najmniejszej wagi do duch wspólnoty czy ochrony naszej Matki Ziemi.

                  3. Nasz Dom, Ziemia
                  Jest to rzecz dość spora, choć bardzo prawdopodobna, że szeroko
                  rozprzestrzeniony konsumpcjonizm jest jednym z czynników najbardziej
                  niszczących równowagę na Ziemi. Na niezliczonych poziomach proces wytwarzania
                  nie potrzebnych dóbr konsumenckich jest odpowiedzialny za ciągłe niszczenie
                  integralności, piękna i stałości tej planety.

                  By wyprodukować jakiś zbyteczny produkt, powiedzmy dodatkową parę spodni dla
                  nadającego za modą klienta Ziemia musi cierpieć. Bawełna musi być uprawiana na
                  polach, których istnienie okupione jest wycinaniem i spaleniem lasów.
                  Przetworzenie bawełny wymaga odpowiedzialnych urządzeń a do transportowania jej
                  statkiem do fabryki jest potrzebne paliwo. Student Cornell w tak czarujący
                  sposób określił swój materializm: "Moi rodzice są zadowoleni ze swojego stylu
                  życia. Ale mi to nie wystarcza." Absolwenci liceów przebadani pomiędzy 1976 a
                  1990 rokiem wykazywali coraz mniejsze zainteresowanie "poszukiwaniem celu w
                  życiu" i zwiększającą się chęć zdobywania przedmiotów, które oferuje
                  konsumenckie społeczeństwo. Liczba studentów, którzy uznali "posiadanie jak
                  największej ilości pieniędzy" za "niezwykle ważne" wzrosła z mniej niż połowy w
                  1977 roku do niemal dwóch trzecich w 1986. Posiadanie pieniędzy stało się celem
                  numerem jedne dla absolwentów liceów.

                  Dla każdej spostrzegawczej osoby było to jasne od lat. Wystarczy tylko zwrócić
                  uwagę na absurdalne sumy, które młodzież i coraz częściej dzieci wydają na
                  markowe ubrania i inne artykuły. Dosłownie setki dolarów są marnowane na te
                  stworzone przez korporacje wyznaczniki statusu - tylko po to by zaszufladkować
                  konsumenta jako zwolennika jakiejś korporacji, (która prawdopodobnie
                  wielokrotnie złamała przepisy dotyczące ochrony środowiska, praw człowieka).

                  W Stanach Zjednoczonych nie ma żadnych przepisów, które mogłyby wpłynąć na
                  zahamowanie gwałtownego wzrostu wartości konsumpcji. Inne kraje świata również
                  zostały wciągnięte w wir masowej konsumpcji próbując dorównać Stanom
                  Zjednoczonym, od efektów aż robi się niedobrze. Niemiecki reklamy na przykład
                  zachęcają ludzi do "Kupienia Marlboro", "Spróbowania Westów". W chwili, gdy to
                  czytasz McDonald's nieustannie rozwija się i zaczyna wprowadzać swój fast food
                  do krajów Trzeciego świata, Japonia pomimo swej dawniejszej niechęci szybko
                  stała się Mekką materializmu i konsumpcji. Pewien zdegustowany japoński student
                  zauważył: "Japońscy ludzie są bardzo dobrze sytuowani materialnie, ale jeśli
                  chodzi o ich wnętrze… Nigdy nie mamy czasu na to by odnaleźć siebie czy to,
                  czego rzeczywiście powinniśmy szukać w życiu." W niektórych kręgach społecznych
                  Japonii sushi pakowane w złotą folię czy ubranka dla psów wykonane z futer
                  norek wywoływały falę entuzjazmu, w innych z pewnością wzbudziły nies
                  • Gość: kapital Re: nudne IP: *.oc.oc.cox.net 18.11.03, 07:24
                    Proletariusze Wszystkich Krajow Laczcie Sie.
    • Gość: Edek ja tam jestem obibok i..... IP: *.dialsprint.net 16.11.03, 20:40
      z konsumpcjonizmem nie mam problemu chciaz czasami lubie skonsumowac jakies
      winko.
    • Gość: wise Do ketiw1..... IP: *.dialsprint.net 16.11.03, 20:46
      Ci idioci nigdy tego nie zrozumieja.
      • Gość: kapitalizm Re: Do ketiw1..... IP: *.oc.oc.cox.net 19.11.03, 01:46
        > Ci idioci nigdy tego nie zrozumieja


        Ja bym nie nazywal ich idiotami, raczej troche zagubieni moze zazdrosni o
        sukcesy innych.
        Jako Homo sapiens mamy instynkt samozachowawczy a to oznacza ciagly rozwoj i
        poszukiwanie nowych srodkow przetrwania w otaczajacym nas srodowisku.
        Poza tym sensem zycia jest osiaganie szczescia i bycie potrzebnym.
        To mozna tylko osiagnac poprzez dzialanie czyli bycie produktywnym (potrzebnym
        dla innych) - bez tego jestesmy sfrustrowani z niska samoocena, niektorzy sie
        zamykaja w sobie lub poprostu nienawidza wszelkiego postepu i aktywnosci u
        innych.
        Ale nie nazywalbym ich idiotami.
        pzdr.
    • Gość: Krzys52 Re: Co sądzicie o konsumpcyjnym stylu życia? IP: *.proxy.aol.com 18.11.03, 07:35
      Czy wogóle zastanawiacie się nad tym co chcecie osiągnąć, kim chcecie być,
      czy wasze działania są ukierunkowane przez dominujące tendencje?
      Czy nie szkoda Wam życia na osiąganie "sukcesu", czyli robienia kariery,
      bezustannego dokształcania, wyścigu z konkurentami, pracy x 1000, pięcia po
      szczeblach, zdobywania uznania u pracodawców?
      .
      .
      Naukowcy ktorych znam (ci prawdziwi) wiedzieli. Aktualnie prowadza ten wlasnie
      tryb zycia, i nawet nie maja zbyt wiele czasu ani ochoty na konsumowanie.
      .
      :::
      Czy jesteście w stanie, idąc za postulatami filozofii postmodernizmu,
      zapomnieć o moralności, przyjmować każdą wygodną religię (na marginesie- nie
      jestem wierzący),
      .
      To postmodernizm ma swoja filozofie ktora podpowiada by zapomniec o moralnosci?
      Interesujace...
      .
      K.P.
      • Gość: ketiw1 Re: Co sądzicie o konsumpcyjnym stylu życia? IP: 195.116.99.* 19.11.03, 12:50
        > To postmodernizm ma swoja filozofie ktora podpowiada by zapomniec o
        moralnosci?
        >
        > Interesujace...
        A wiadomo ci kim był np. Bauman? Polecam książkę "Status etyki w kulturze
        ponowoczesnej.
        • Gość: Krzys52 Re: Co sądzicie o konsumpcyjnym stylu życia? IP: *.proxy.aol.com 19.11.03, 16:41
          > To postmodernizm ma swoja filozofie ktora podpowiada by zapomniec o
          moralnosci?
          >
          > Interesujace...
          A wiadomo ci kim był np. Bauman? Polecam książkę "Status etyki w kulturze
          ponowoczesnej.
          .
          :::
          Ja pytalem o filozofie postmodernizmu ktora podpowiada by zapomniec o
          moralnosci a nie o aktualny status etyki wedlug Baumana.
          .
          A moze on, przy okazji, jest tworca tej filozofii(?)



    • jacek#jw Re: A w czym on przeszkadza, o ile to styl? 18.11.03, 11:29
      Gość portalu: ketiw1 napisał(a):

      > Czy wogóle zastanawiacie się nad tym co chcecie osiągnąć, kim chcecie być,
      > czy wasze działania są ukierunkowane przez dominujące tendencje?
      > Czy nie szkoda Wam życia na osiąganie "sukcesu", czyli robienia kariery,
      > bezustannego dokształcania, wyścigu z konkurentami, pracy x 1000, pięcia po
      > szczeblach, zdobywania uznania u pracodawców? Czy szczęście w życiu, Waszym
      > zdaniem, mierzy się zarobionymi pieniędzmi liczbą zakupionych produktów?
      > Czy nie przeszkadza Wam, że nasza cywilizacja bogaci się na krzywdzie innych
      > społeczeństw, że nowoczesne produkty, tworzone tak, by po 5 minutach się
      > zepsuły, wytwarzane są bez szacunku dla przyrody, kosztem miliardów ton
      > śmieci? Czy nie czujecie wszechobecnego, postępującego zniewolenia, coraz
      > większych możliwości inwigilacji, manipulacji (moda, reklama, marketing,
      > tendencje, massmedia). Czy nie męczy was natłok informacji (zbyt intensywny
      > dla istoty ludzkiej - "technostres", "przesycenie").
      > Czy zdajecie sobie sprawę, że żyjąc w dużym mieście NIE JESTEŚCIE W STANIE
      > MYŚLEŚ SAMODZIELNIE?

      Jesteś takim samym pionkiem jak inni, jesteś w stanie myśleć samodzielnie?


      > Czy odczuwacie wypaczenie międzyludzkich relacji, wzajemne wykorzystywanie,
      > traktowanie jak towar?

      To wrażenia. Dlczego uważasz, że są a raczej mają być jednolite?

      > Czy nie przeszkadza wam ciągłe obniżanie się poziomu kultury, a raczej już
      > rozrywki? Czy nie drażni was nadprodukcja kultury, zwiększająca się rzesza dj-
      > ów o żadnych umiejętnościach muzycznych i żenującym poziomie intelektualnym,
      > że o gwiazdach pop-u i filmach z hollywood nie wspomnę?

      To bardzo jednostronne widzenie kultury. Jest to efekt gwałtownego poszerzenia
      się ilości odbiorców tej kultury. Po prostu, przestała być ona elitarna.

      > Czy jesteście w stanie, idąc za postulatami filozofii postmodernizmu,
      > zapomnieć o moralności, przyjmować każdą wygodną religię (na marginesie- nie
      > jestem wierzący), nawet jeśli jest "elementami buddyzmu zen połączonymi z
      > ćwiczeniami aerobowymi, astrologią i fegshui"?

      Za dużo, zbyt obszernie a to raczej nie ma związku z tematem głównym.
      • Gość: NEMO Re: A w czym on przeszkadza, o ile to styl? IP: 5.3.1R3D* / *.saix.net 18.11.03, 15:20
        Wlasciwie w niczym. Przepraszam, juz nie moge powiedziec memu przyjacielowi,
        ktory kupil buty takie jak moje, ze sa dobre lecz maja jedna wade - po
        dziesieciu latach chodzenia przecieraja sie na wylot zelowki. Jakosc wyrobow
        jest w odwrotnym stosunku do masowosci. Jest jeszcze "niedogodnosci" ale ja
        jakos funkcjonuje w "przestrzeni" miedzy tym co bylo a tym co jest.
        Rzeczywiscie trzeba wlozyc troche wiecej wysilku w "znalezienie" tego co nam
        naprawde odpowiada, moze jest w tym tez dodatkowy urok.
        Wiele zalezy od podejscia do otoczenia i samego zycia. Troche trudniej z praca -
        z moich obserwacji stosunki w tzw biurze rzeczywiscie z lekka przypominaja nowa
        forme "przypisania do ziemi" ( przynajmniej czasowego). Mam to ( pozorne )
        sczescie, ze pracuje sam dla siebie , wiec teoretycznie nie musze nikomu sie
        przymilac. I wlasciwie prowadze nudne, nisko - konsumpcyjne zycie - wiec chyba
        mozna.


        Pozdrawiam
        • jacek#jw Re: A w czym on przeszkadza, o ile to styl? 19.11.03, 08:59
          Gość portalu: NEMO napisał(a):

          > Mam to ( pozorne )
          > sczescie, ze pracuje sam dla siebie , wiec teoretycznie nie musze nikomu sie
          > przymilac. I wlasciwie prowadze nudne, nisko - konsumpcyjne zycie - wiec
          chyba
          > mozna.

          Nie ma znaczenia dla kogo się pracuje, prowadzi własną firmę, zarządza obcą,
          jest pracownikiem czy też pracuje się dla siebie czy dla rodziny. Podstawą
          egzystencji jest szeroko pojęty konsumpcjonizm. Czy są jego jakieś granice i
          czy przekraczane są one we współczesnym świecie to problem zaprzątający głowy
          wielu osobom. Tyle, że stawiają go oni niemal zawsze w kontekście alternatywy:
          życie oparte na konsumpcji z prymitywnym dążeniem do zdobycia jak największych
          ilość dóbr a życie oparte na ideałach, z niedbałością o materialne dobra, pełne
          wyzwań i inwencji twórczych. Ta alternatywa jest fałszywa.
          • Gość: NEMO Re: A w czym on przeszkadza, o ile to styl? IP: 5.3.1R3D* / *.saix.net 19.11.03, 10:04
            Do Przedmowcy.
            I tak i nie.
            1. Jesli chodzi o prace to na przestrzeni ostatnich +- 10 lat zmienily sie
            stosunki pracy. Ja to okreslam "przypisaniem do ziem". Pracujacy dla "kogos"
            staje wobec rosnacych i bezwzglednych wymagan, ktore ingeruja w zycie prywatne-
            rodzinne i cala jego delikatna strukture. A pracownik, czy chce czy nie, musi
            sie w jakis sposob poddac tym naciskom. I nie pomaga wtedy fakt, ze nastawienie
            do zycie mamy akurat inne, ze praca np. nie pochlania nas przez 24 godiny na
            dobe. Teoretycznie pracujac dla siebie jest wieksza swoboda. Jednak teraz
            klient staje sie tego typu "tyranem". Jesli naprawde chce byc soba i miec
            swoje zycie musze uciekac z rodzina na farme, gdzie nie "dosiegnie" mnie
            telefon komorkowy. To o czyms swiadczy.

            2. Przyklad z butami byl zartobliwy. Ja jednak jakos nie niszcze i nie zuzywam
            rzeczy i tak wspolnie zyjemy. A te ktore lubie pozostaja ze mna na bardzo
            dlugo. Oczywiscie zawsze istnieje w naszym zyciu watek konsumpcyjny, gdyz albo
            musimy cos kupic albo poprostu chcemy. Jest to w sumie sprawa zachowania pewnej
            rownowagi.


            Pozdrawiam
            • jacek#jw Re: A w czym on przeszkadza, o ile to styl? 19.11.03, 13:21
              W sumie i tak różnice są niewielkie. "Pracujacy dla "kogos" staje wobec
              rosnacych i bezwzglednych wymagan, ktore ingeruja w zycie prywatne-rodzinne i
              cala jego delikatna strukture." I przed dokładnie takim samym problemem staje
              pracujący dla siebie. To ułuda, że on robi coś z własnej woli, a myślę,
              że „stale rosnace i bewzględne wymagania” bardziej jego dotyczą niż odwrotnie.
              Różnice pojawiają się dopiero przy osiąganiu odpowiednich dochodów. Trudno
              określić ten pułap, ale pracując na rzecz jakiejś instytucji czy zakładu jako
              jej pracownik a tym bardziej jako właściciel można osiągnąć taki poziom
              dochodu, który gwarantuje bezpieczeństwo i pełne zaspokojenie własnych potrzeb
              (to kwestia do dyskusji). Po przekroczeniu takiego pułapu właścicielowi dużo
              łatwiej jest oderwać się od tych zależności. Tylko znikoma część ludzi
              przekracza ten pułap.
              • Gość: NEMO Re: A w czym on przeszkadza, o ile to styl? IP: 5.3.1R3D* / *.saix.net 19.11.03, 14:12
                Zgadzam sie. A wniosek z tego jest taki, ze trudno jest "oderwac" sie od swiata
                otaczajacego. I jesli jest on swiatem postaw konsumpcyjnych ( cokolwiek to
                znaczy) jestesmy na nie "skazani".

                Pozdrawiam
                • jacek#jw Re: A w czym on przeszkadza, o ile to styl? 19.11.03, 15:15
                  Gość portalu: NEMO napisał(a):

                  > Zgadzam sie. A wniosek z tego jest taki, ze trudno jest "oderwac" sie od
                  swiata
                  >
                  > otaczajacego. I jesli jest on swiatem postaw konsumpcyjnych ( cokolwiek to
                  > znaczy) jestesmy na nie "skazani".
                  >
                  > Pozdrawiam

                  Pozdrawiam również / Jacek
    • fa1 Konsumpcyjny styl życia? Mozna go : 19.11.03, 17:06
      przyjac lub nie - indywidualny wobor, moze sie podobac lub nie.

      Probuj zyc tak jak chcesz. Nie patrz na innych. Kazdy zyje na swoje konto.
    • Gość: doku Z jakiej perspektywy tak to widzisz? IP: *.chello.pl 19.11.03, 22:22
      Gość portalu: ketiw1 napisał(a):

      > Czy szczęście w życiu, Waszym
      > zdaniem, mierzy się zarobionymi pieniędzmi

      Szczęście to zabawa z wnukami i prawnukami. Ale też szczęście dla nastolatków
      to zakochanie wzajemne, bez zazdrości przyjaciół ani zawiści rodziców.

      > nasza cywilizacja bogaci się na krzywdzie innych
      > społeczeństw, że nowoczesne produkty, tworzone tak, by po 5 minutach się
      > zepsuły, wytwarzane są bez szacunku dla przyrody

      Niestety to prawda. Największym złem jest hodowla zwierząt na rzeź, wraz z
      rolnictwem na potrzeby produkcji pasz. Rolnictwo niszczy naszą planetę z winy
      ludzi odżywiających się mięsem. Jednak nasza cywilizacja nie krzywdzi innych
      społeczeństw, ale niesie im wolność i demokrację. To ZSRR krzywdziło inne
      społeczeństwa. Teraz jest nadzieja, bo bo kapitalizm czyni ten świat lepszym.


      > Czy nie czujecie wszechobecnego, postępującego zniewolenia, coraz
      > większych możliwości inwigilacji, manipulacji (moda, reklama, marketing,
      > tendencje, massmedia). Czy nie męczy was natłok informacji (zbyt intensywny
      > dla istoty ludzkiej - "technostres", "przesycenie").

      Czuję się wolny, gdyż więcej informacji, to więcej wolności. Pamiętam czasy
      niewoli, kiedy Polską rządziła inwigilacja, manipulacja i brak informacji. W
      świecie wolnych mediów wszelkie manipulacje się znoszą, jak w fizyce znoszą się
      przeciwstawne siły. Nadmiar informacji nie pozwala natomiast na inwigilację, bo
      żadni funkcjonariusze nie są w stanie przyswoić wszystkich danych

      > Czy zdajecie sobie sprawę, że żyjąc w dużym mieście NIE JESTEŚCIE W STANIE
      > MYŚLEŚ SAMODZIELNIE?

      Tylko w mieście możesz żyć świadomie i myśleć. Ciemny chłop tylko haruje i się
      modli. Uniwersytety są w miastach.

      > Czy nie przeszkadza wam ciągłe obniżanie się poziomu kultury, a raczej już
      > rozrywki?

      Coś takiego nie jest w ogóle możliwe. W szkole zaczynamy od lektur, w domu od
      klasyków. Obcowanie z kulturą, to przede wszystkim obcowanie z dziełami dawnych
      mistrzów, a dopiero potem próbujemy rozeznać się w dziełach współczesnych.
      Poziom kultury nie może się obniżać, bo dzieł klasyki stale przybywa. Ja w
      szkole w ogóle nie słyszałem o kimś takim jak Tolkien. A kilkanaście lat temu
      przeczytałem pierwszą w życiu książkę w języku obcym – był to Silmarilion.

      .> Czy nie drażni was nadprodukcja kultury

      Drażni

      > zapomnieć o moralności

      Dzisiejszy świat żyje moralnością. Nigdy wcześniej stosunki międzynarodowe nie
      były tak zdominowane przez troskę o przestrzeganie praw człowieka jak obecnie.
      Dawniej liczyła się tylko grabież i gwałt. Religie i polityka koncentrowały się
      tylko na tym, żeby najechać sąsiadów, ograbić ich, wymordować, zgwałcić ich
      kobiety, nawrócić na swoją religię i opodatkować. Dzisiaj nasza cywilizacja
      koncentruje się na ratowaniu cierpiących i bronieniu słabszych

      Ale celem ostatecznym i najważniejszym jest szczęście, jakie daje nam zabawa z
      wnukami i prawnukami zdrowymi i radosnymi. I żebyśmy się nie musieli bać, że
      podczas gonitwy z prawnukami dostaniemy zawału. Wnuki, zdrowie i pieniądze – to
      fundament szczęścia, to najważniejsze kryterium dobrego życia.
      • Gość: KAPITALIZM Re: Z jakiej perspektywy tak to widzisz? IP: *.oc.oc.cox.net 20.11.03, 05:31
        > Ci idioci nigdy tego nie zrozumieja


        Ja bym nie nazywal ich idiotami, raczej troche zagubieni moze zazdrosni o
        sukcesy innych.
        Jako Homo sapiens mamy instynkt samozachowawczy a to oznacza ciagly rozwoj i
        poszukiwanie nowych srodkow przetrwania w otaczajacym nas srodowisku.
        Poza tym sensem zycia jest osiaganie szczescia i bycie potrzebnym.
        To mozna tylko osiagnac poprzez dzialanie czyli bycie produktywnym (potrzebnym
        dla innych) - bez tego jestesmy sfrustrowani z niska samoocena, niektorzy sie
        zamykaja w sobie lub poprostu nienawidza wszelkiego postepu i aktywnosci u
        innych.
        Ale nie nazywalbym ich idiotami.
        pzdr.

        Poza tym zgadzam sie z moim przedmowca.
      • Gość: Palnick Jak kapitalizm, to kapitalizm ! IP: *.stenaline.com 20.11.03, 08:42
        Wiekszosc panstw obecnie bogatych nie zawdziecza dobrobytu wspanialemu
        systemowi kapitalistycznemu ,a jedynie eksploatacji innych ludzi we
        wczesniejszych pokoleniach w formie kolonizacji ,podboju czy niewolnictwa.
        Rozwój tych krajow, zawdzięczany podanym metodom, pozwolił na wzrost
        zamozności,poprawę poziomu wyksztalcenia i swiadomosci własnych obywateli oraz
        postęp naukowo-techniczny w tych krajach.
        Zadowolenie z zasobow zgromadzonych nieludzkimi metodami drapieżnego
        kapitalizmu daje w efekcie spoleczenstwo chwilowo o duzej zasobnosci portfela ,
        znikomej ilosci szczescia, wielkiej samotnosci jednostki w przepelnionych
        miastach, erozji więzi społecznych i emocjonalnych oraz niklej nadziei na udaną
        przyszlosc nowych pokolen. Czlowiek staje sie marionetką w tym gigantycznym
        wyscigu szczurow, a rozwój automatyzacji, komputeryzacji, nowych
        technologii oraz wszechwładza globalnych korporacji nie polepsza sytuacji ,a
        jedynie eliminuje cale spolecznosci z "przydatnosci do użycia" w ramach
        systemu. To zaś, co niepotrzebne globalnemu kapitalizmowi ląduje na śmietniku.
        Kapitalizm skutkuje sprowadzeniem czlowieka do roli narzedzia do produkcji oraz
        konsumpcji dobr i uslug, glownie materialnych, i w wiekszosci zupelnie
        niepotrzebnych (to rola reklamy, aby "wyprodukowac" wydumany popyt), a nawet
        szkodliwych (np. uzywki)...
        To w duzym skrocie esencja kapitalizmu: dac ludziom miraz szczescia osiaganego
        konsumpcja, aby pracowali wiecej i wydajniej, pomnazajac w ten sposob zyski
        wlascicieli kapitalu. A ze przy okazji niszczy sie srodowisko i naraza
        przyszlosc nastepnych pokolen?
        Who cares... Po nas chocby potop... sad
        • Gość: doku Tak, tak, Amerykanie wyzyskiwali Anglików IP: *.chello.pl 28.11.03, 23:24
          Gość portalu: Palnick napisał(a):

          > Wiekszosc panstw obecnie bogatych nie zawdziecza dobrobytu wspanialemu
          > systemowi kapitalistycznemu ,a jedynie eksploatacji innych ludzi we
          > wczesniejszych pokoleniach w formie kolonizacji ,podboju czy niewolnictwa.

          Przecież to stare kłamstwa bolszewickiej propagandy. Myślisz, że dlaczego
          Holendrzy pokonali wielkie kolonialne imperium - Hiszpanię Filipa II? Dlaczego
          Anglicy stali się największą potęgą świata?

          Zamieniłeś przyczynę ze skutkiem. Myślałem, że po upadku PRL nikt już tych
          głupot nie będzie powtarzał. Skąd się tacy debile biorą na świecie?

          System kapitalistyczny pokonał kolonialne imperia. Przyczytaj historię wg dat,
          chronologicznie.
      • Gość: NEMO Oj, doku IP: 5.3.1R3D* / *.saix.net 20.11.03, 11:06
        Kiedys jeden z satyrykow uzyl pojecia " ideolog akademickiego kwadransa". Tak
        mi sie to przypomnialo, gdy czytalem o wolnosci - informacji, kapitalizmie,
        prawach czlowieka. Dajmy spokoj takim "abstrakcjom" jak wolnosc i prawa
        czlowieka. Ale czy kapitalizm sam z siebie czyni swiat lepszym? Badzmy
        uczciwi, kapitalizm byl i jest obecny nie tylko tam, gdzie "pieknie milo i
        przyjemnie" a ludzie na starosc moga cieszyc sie wnukami czy prawnukami.
        Kapitalizm zostawiony sam sobie staje sie tak samo okrutny jak systemy, ktore
        teraz tak chetnie wielu potepia - zmieniaja sie tylko formy i narzedzia.
        • Gość: doku Kapitalizm narodził się w Niderlandach ... IP: *.chello.pl 27.11.03, 20:01
          Gość portalu: NEMO napisał(a):

          > kapitalizm byl i jest obecny nie tylko tam, gdzie "pieknie milo i
          > przyjemnie"

          ... w najtrudniejszym dla Holendrów i Flamandów momencie historii, kiedy
          Hiszpanie, Francuzi i Walonowie próbowali ich wszystkich wymordować za ich
          umiłowanie wolności. Kapitalizm powstał jako reakcja na przeważające siły
          wroga, przed którym nie można było obronić się tradycyjnymi sposobami, a nie
          było gdzie uciekać, a Hiszpanie nie znali litości. Holendrzy wygrali tę wojnę
          dzięki temu, że wszyscy pracowali ciężko w dzień i w nocy przemysłem własnym,
          aby zrównoważyć bogactwo najpotężniejszego wówczas imperium. System pracy
          wolnych ludzi w zamian za pieniądze, wsparty przez wolny handel wolnych
          żeglarzy okazał się największym wynalazkiem w historii ludzkości. Kapitalizm
          powstał jako remedium na ciężkie życie i nadal jest organizacją tak wydajną, że
          wszędzie, gdzie się pojawi, odmienia nędzę w zamożne, kwitnące społeczeństwo.

          Ciężka praca za ciężkie pieniądze na własny rachunek – nikt nie wymyślił
          niczego lepszego.
      • Gość: ketiw1 Z takiej Doku: IP: 195.116.99.* 20.11.03, 19:09
        dziękuję za obszerną odpowiedź. niestety nie mogę się z nią zgodzić, chociaż
        trudno nie przyznać Ci pewnych racji.
        To że przybywa dzieł wybitnych prawda. Jednak nie wydaje Ci się, że stanowią
        one coraz mniejszy procent w ogólnym dorobku kultury?
        Czy nie widzisz czym żyją dziś młodzi ludzie? Co powiesz o bezwartościowych
        utworach muzycznych produkowanych przez ludzi nie znających nawet nut? A co
        powiesz na temat tzw. remiksów, które powielają te utwory x 1000
        dodając "zajebisty rytmik basowy", lub produkując znany utwór "w wersji
        drum&basowej"?
        Co więcej jesteś przekonany, że wszyscy zaczynają od klasyków? Bo ja znam
        olbrzymią rzeszę beztroskiej młodzierzy, która zaczyna od Rambo, teraz zaś mają
        Matriksa i men in black. Coś mi się wydaje, że tendencja jest taka, że od
        klasyków się odchodzi bo są zbyt "ciężkie". Jeśli ktoś ma alternatywę
        szybkiego, łatwego i lekkiego, nie ma abicji i nikt go nie zmusi to po Tołstoja
        nie sięgnie.
        Niestety to prawda. Największym złem jest hodowla zwierząt na rzeź, wraz z
        > rolnictwem na potrzeby produkcji pasz. Rolnictwo niszczy naszą planetę z winy
        > ludzi odżywiających się mięsem. Jednak nasza cywilizacja nie krzywdzi innych
        > społeczeństw, ale niesie im wolność i demokrację. To ZSRR krzywdziło inne
        > społeczeństwa. Teraz jest nadzieja, bo bo kapitalizm czyni ten świat lepszym.
        >
        No, tu trochę mi się uśmiech na usta ciśnie, bo ja nie mam takiego pełnego
        optymizmu wizerunku. Poczytaj KAPUŚCIŃSKIEGO na temat zwiększającej się ciągle
        różnicy pomiędzy nami a 2/3 ludzkości, która żyje w biedzie. Ten człowiek całe
        życie jeździ po świecie i obserwuje to, czego nie chce się obserwować
        dziennikarzom tvn-u, czy cnn. I on mówi min., że niesprawiedliwości i ucisku
        jest coraz więcej, a także POCZUCIA KRZYWDY w biednych krajach. Internet,
        komórka i kapitalizm, to żadna alternatywa dla milionów nędzarzy z Afryki, Azji
        i Ameryki południowej, bo oni nie mają od czego zacząć, a konkurencja w ich
        krajach nie istnieje - albo sprzedadzą plony za bezcen, albo wcale. Kapitalizm
        rodzi kolejne wojny, nienawiść i wyzysk w tych krajach. Kapitalizm,
        globalizacja (choć brzmi to z początku naiwnie) pogłębiają i utrwalają podziały
        w naszym świecie.
        www.kapuscinski.hg.pl/artykul.php
        www.kapuscinski.hg.pl/wywiad15.php
        www.kapuscinski.hg.pl/publi20p.php
        www.kapuscinski.hg.pl/wywiad24.php
        Zajrzyj nie pożałujesz!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
        > Czuję się wolny, gdyż więcej informacji, to więcej wolności. Pamiętam czasy
        > niewoli, kiedy Polską rządziła inwigilacja, manipulacja i brak informacji. W
        > świecie wolnych mediów wszelkie manipulacje się znoszą, jak w fizyce znoszą
        się przeciwstawne siły. Nadmiar informacji nie pozwala natomiast na
        inwigilację, bo żadni funkcjonariusze nie są w stanie przyswoić wszystkich
        danych
        Tylko w mieście możesz żyć świadomie i myśleć. Ciemny chłop tylko haruje i się
        modli. Uniwersytety są w miastach.
        Jestem dziennikarzem i powiem Ci, że to co mówisz, to pobożne rzyczenia dla
        naiwnych. sorry. Obiektywizm w mediach nie istnieje. (wiesz co to cenzura
        ekonomiczna?- mój chleb powszedni, inne formy cenzury też mają się dobrze)
        Uważasz, że reklamy nie działają na Ciebie w dużym stopniu? Uważasz, że przemoc
        itp. w TV nie działają? Zadaj kłam wszystkim rozsądnym psychologom społecznym.
        A jak się zwiększa ilość reklamy w twoim mieście? 10 lat temu i teraz? nie w
        tempie potęgowym? Wydaje Ci się, że dzięki mass mediom masz pełny obraz
        rzeczywistości? A ja ci powiem, że to obraz fragmentaryczny, migawkowy, fakty
        bez przyczyny, analizy, refleksji - migawki, krwawe pocztówki. Wiesz jak się
        mówi we wwzystkich redakcjach? "dzień bez trupa to dzień stracony" - to się
        ogląda!! to napędza widzów, a zatem i reklamodawców - czytaj kasę. Fakty są
        zbierane super nierzetelnie, pobieżnie, nieraz stronniczo (klnę się że, wiem co
        mówię, kto dziś mówi co jest w Ruandzie - nikt, bo spektakl się skończył, a
        cierpienie trwa, ale cierpienie już nie jest tak medialne jak tysiące trupów.
        Wydaje Ci się, że świat polityki i finansiery nie jest powiązany ŚCIŚLE ze
        swiatem mediów? Zadzroszczę optymizmu

        Pozdrawiam i czekam na odpowiedź.


        • Gość: doku Jest dobrze IP: *.chello.pl 27.11.03, 20:00
          Gość portalu: ketiw1 napisał(a):

          > To że przybywa dzieł wybitnych prawda. Jednak nie wydaje Ci się, że stanowią
          > one coraz mniejszy procent w ogólnym dorobku kultury?

          Myślę, że jest to złudzenie perspektywy „współczesnościowej”. Kiedy patrzymy w
          przeszłość, widzimy tylko to, przetrwało próbę czasu. Kiedy nasze wnuki będą
          poznawać dzieła przełomu 2 i 3 tysiąclecia, to nawet nie pomyślą o istnieniu
          całej tej masy szmiry, która nas zalewa.

          > utworach muzycznych produkowanych przez ludzi nie znających nawet nut? A co
          > powiesz na temat tzw. remiksów, które powielają te utwory x 1000

          Dawniej było to samo, tylko technika inna. Tysiące trup teatralnych włóczyło
          się po Europie, grając w kółko te same przedstawienia, bez żadnej sztuki
          aktorskiej.

          > tendencja jest taka, że od
          > klasyków się odchodzi bo są zbyt "ciężkie

          Czy średniowieczni chłopi zaczynali od klasyków? Nie zgadzam się z
          tym „odchodzeniem”. Spory procent młodzieży tak zaczyna. Pamiętam swoich
          kolegów z politechniki, którzy na 3 czy 4 roku nagle stwierdzali, że chamieją i
          brali się za czytanie lektur, które w liceum olewali.

          > Poczytaj KAPUŚCIŃSKIEGO

          Bardzo uważnie przeczytałem „Heban”, czy co on tam napisał o Afryce.

          > niesprawiedliwości i ucisku jest coraz więcej, a także POCZUCIA KRZYWDY
          > w biednych krajach. Internet, komórka i kapitalizm, to żadna alternatywa
          > dla milionów nędzarzy z Afryki, Azji i Ameryki południowej,

          Ale to jest spojrzenie migawkowe, bez perspektywy historycznej. Ja osobiście
          polecam książkę „Strzelby, zarazki, maszyny” Jareda Diamonda, która pokazuje
          jak od warunków naturalnych, od środowiska geograficznego i biologicznego
          zależał i się różnicował rozwój poszczególnych kultur i cywilizacji.

          > Kapitalizm, globalizacja (choć brzmi to z początku naiwnie) pogłębiają i
          utrwalają podziały

          Nie jest dla mnie do końca jasne, o co Ci teraz chodzi. Nieodparcie takie
          stwierdzenia kojarzą mi się z celami polityki sowieckiego imperium, która
          doprowadziła do frustracji i alienacji, a w konsekwencji do tragedii całych
          ludów i narodów w Afryce czy Azji. Sowiecka propaganda przekonała tych ludzi,
          że z samego faktu bycia człowiekiem wynika prawo do udziału w dobrach, które są
          dostępne dla innych ludzi. Na gruncie europejskim idea ta doprowadziła do
          socjalizmu, czy nacjonalizacji (grabieży) dóbr w celu podzielenia ich pomiędzy
          grabieżców (partyjnych). Na gruncie afrykańskim idea ta doprowadziła do
          oczekiwania, że zachód podzieli się swoimi dobrami z Murzynami, którzy
          porzucili swój dawny tradycyjny sposób życia, aby zacząć żyć na sposób
          zachodni. Pozostałością sowieckiej propagandy jest przekonanie, że zachód
          powinien pomóc Murzynom w tym, aby ich świat przekształcić na podobieństwo
          Europy.

          Ja jednak jestem przekonany, że rozwój świata powinien zmierzać w kierunku
          wzrostu różnorodności, pogłębiania podziałów, rozwijania tradycji własnych i
          wzbogacania własnego oryginalnego sposobu życia, który jest zgodny z
          naturalnymi warunkami danego środowiska przyrodniczego. Pasterze powinni
          pozostać pasterzami i rozwijać swoja pasterską kulturę, myśliwi i zbieracze
          powinni żyć zgodnie z tradycjami itd.. Ludy te powinny kształcić i wychowywać
          swoje dzieci zgodnie z własną tradycją, zamiast posyłać je do szkół urządzonych
          wg europejskich wzorów, powinny leczyć swoich chorych wg własnej wiedzy o
          ziołach niż zażywać pastylki wg europejskich receptur.

          Nie wiem jak widzisz to, że globalizacja pogłębia i utrwala podziały, ale jeśli
          tak jest, to znaczy, że globalizacja jest dobra. Ja się jednak obawiam, że
          globalizacja zmniejsza różnice kulturowe i odciąga dzieci od tradycyjnego
          sposobu życia ich ojców.

          > Obiektywizm w mediach nie istnieje. (wiesz co to cenzura
          > ekonomiczna?- mój chleb powszedni, inne formy cenzury też mają się dobrze

          Przeczytałeś nieuważnie mój post. Ja twierdziłem jedynie, że w wolnym świecie
          wektory nieobiektywnych przeciwnych sił się znoszą. Ludzie mogą czytać „NIE”
          i „Najwyższy Czas”, „Trybunę Ludu” i „Nasz dziennik”, „GW” i „Super
          Express”, „Świat Nauki” i „Przegląd Psychotroniczny” (jeśli coś takiego
          istnieje, nie znam niestety czasopism z paranaukowej
          hochsztaplerki), „AutoMoto” i „Wegetariański Świat” ... Dziennikarze,
          szczególnie brukowi każdą tajemnicę i sensacje wydobędą na światło dzienne.
          Jeden brukowiec napisze, że jakiś katecheta zgwałcił niewinnego 14-latka, inny
          brukowiec napisze o tym samym14-latku, że ten gwałcił w szkole w ubikacji 8-
          latka, na czym go ten właśnie katecheta przyłapał i uratował 8-latka.

          > Uważasz, że przemoc itp. w TV nie działają?

          Żyjemy w świecie praktycznie pozbawionym przemocy. Rodzice już nie biją dzieci,
          w szkole nie ma chłosty. W pracy szef nie daje ci po pysku, a ty sam nie walisz
          od razu w mordę kolegi, który cię obraził i nie dajesz na pożegnanie kopa w
          dupę pracownikowi, którego właśnie zwolniłeś. Nie musisz sekundować w
          pojedynkach przyjaciół i bić się z sekundantami strony przeciwnej. Twoja żona
          nie daje służącej po pysku. Twój ojciec nie bije matki, kiedy mu się humor
          popsuje. Sąsiedzi nie mordują się przy każdej okazji. Nie mamy wojen, band
          rozbójników w lasach, nie ma feudałów grasujących ze swoimi prywatnymi armiami
          i rabujących miasta, nie ma inkwizycji, nie ma pogromów religijnych czy
          etnicznych, policjanci nie torturują, rycerze nie gwałcą żon chłopom itd. Ta
          minimalna resztka przemocy, jaka nam została – jakieś bójki między dziećmi,
          sporadyczne ataki bandytów czy gwałcicieli w parku, czy terrorystów, to
          ostatnie relikty świata pełnego przemocy, w którym nasi przodkowie żyli przez
          tysiące lat, w ciągłym strachu o własne życie i życie swoich dzieci. Dzisiaj
          jedyna przemoc, z jaką mamy do czynienia, to przemoc w TV. Bez niej byśmy
          zapomnieli, co to przemoc.

          "dzień bez trupa to dzień stracony"

          Coraz trudniej o trupy. Dochodzi do tego, że ludzie podniecają się wypadkami
          samochodowymi, bo brakuje doniesień o porządnych wojnach czy choćby jakichś
          ciekawych zbrodniach. Niedługo TV będzie pokazywać pełne napięcia relacje o
          tym, jak dzielni policjanci odkryli na śmietniku szczątki zamordowanego
          embriona ludzkiego, po oczywiście pełnym poświęcenia badaniu resztek
          zakrwawionej podpaski z wydzieliną miesiączkową. Embrion miał już ponad 2
          tygodnie, a mimo to wyrodna matka wydaliła go z siebie, jak jakiegoś śmiecia.
          Cały świat zatrzęsie się z oburzenia na taką zbrodnię. Takich wspaniałych
          czasów możemy dożyć.

          > w Ruandzie

          Oczywiście nie wszędzie jeszcze przemoc zanikła

          > Wydaje Ci się, że świat polityki i finansiery nie jest powiązany ŚCIŚLE ze
          > swiatem mediów?

          Skąd ten pomysł?! Wielki biznes to polityka. Wielki biznes i polityka ma swoje
          media, które im służą. Konkurencja też ma swoje media, które służą konkurencji.
          Ale niektóre media to też biznes. Niektóre media walczą o większą liczbę
          czytelników i olewają wszelką cenzurę, byle wzbudzić zainteresowanie. A
          dziennikarze bez stałej posady, różni wolni strzelcy szukają swej życiowej
          szansy, aby zabłysnąć jakąś sensacją w jakimś brukowcu – nikt nie ma nad taką
          działalnością żadnej kontroli w wolnym świecie. Świat mediów to jeden wielki
          burdel, można mówić o ŚCISŁYCH powiązaniach tylko części mediów.
      • Gość: ketiw1 Re: Z jakiej perspektywy tak to widzisz? IP: 195.116.99.* 20.11.03, 19:12
        jeśli nie boisz się inwigilacji to chyba nie znasz się na internecie, telefonii
        komórkowej, monitoringu, technice porównywania dna i systemowi satelitarnemu i
        nie wiesz jak niewyobrażalnie łatwo jest inwigilować każdego i wszędzie.
        • sen.dzia.li Re: Z jakiej perspektywy 20.11.03, 23:09
          Gość portalu: ketiw1 napisał(a):

          > jeśli nie boisz się inwigilacji to chyba nie znasz się na internecie,
          telefonii
          >
          > komórkowej, monitoringu, technice porównywania dna i systemowi satelitarnemu
          i
          > nie wiesz jak niewyobrażalnie łatwo jest inwigilować każdego i wszędzie.


          Cieszę się, że ktoś chce dostrzec tu spory problem. Sam próbowałem sprawę
          zasygnalizować po swojemu niedawno tutaj:

          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=13&w=7811637&a=7907534.

          Tego typu zagrożenia (prywatności) nie spotykają się z należną uwagą.


          Odnośnie innych spraw, które poruszasz w swoim wątku, być może zainteresuje Cię
          dyskusja, która odbywała się na FA odrobinę dawniej, ja udzielałem się tam, ale
          znajdziesz tam również na przykład wypowiedzi gości swojego wątku:


          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=13&w=5043936

          Pozdrawiam

          sen
          • sen.dzia.li Re: Z jakiej perspektywy 20.11.03, 23:20
            Chodzi mi raczej o wypowiedź w środku wątku:



            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=13&w=7811637&a=7907534

            Ten poprawiony link różni się od poprzedniego brakiem (wbrew mojej woli
            wcześniej przyklejonej) kropki na końcu
        • Gość: doku Nie boję się IP: *.chello.pl 27.11.03, 20:02
          portalu: ketiw1 napisał(a):

          > jeśli nie boisz się inwigilacji to chyba nie znasz się na internecie,
          telefonii
          > komórkowej, monitoringu, technice porównywania dna i systemowi satelitarnemu
          i
          > nie wiesz jak niewyobrażalnie łatwo jest inwigilować każdego i wszędzie.

          Tylko kto to ma robić. Skąd wziąć pieniądze na zatrudnienie tysięcy ludzi,
          którzy będą analizować te wszystkie dane, tak łatwo dostępne. Im więcej danych
          o nas, im więcej nas w różnych bazach danych, im łatwiejszy do nich dostęp, tym
          bezpieczniejsi jesteśmy. I jest to bezpieczeństwo podwójne.

          Po pierwsze, mniejsze jest prawdopodobieństwo, że ktoś zainteresuje się naszymi
          danymi. A to znaczy, że rzadziej staniemy się ofiara inwigilacji Po drugie,
          policji łatwiej jest zebrać dane o osobach, przeciwko którym toczy się
          śledztwo, a więc jesteśmy bezpieczniejsi, bo szybciej policja łapie przestępców
          i szybciej uwalnia podejrzanych od podejrzeń.
    • Gość: ali Re: Co sądzicie o konsumpcyjnym stylu życia? IP: 195.116.99.* 20.11.03, 21:41
      ciekawe...
    • Gość: diabelek Moje odpowiedzi na pytania. IP: *.sympatico.ca 21.11.03, 01:38


      > Czy wogóle zastanawiacie się nad tym co chcecie osiągnąć, kim chcecie być,
      > czy wasze działania są ukierunkowane przez dominujące tendencje?
      =============================
      To jest dobre pytanie dla mlodziezy, bezrobotnych absolwentow niektorych szkol
      bez szans na zatrudnienie w wybranym wczesniej zawodzie.

      > Czy nie szkoda Wam życia na osiąganie "sukcesu", czyli robienia kariery,
      > bezustannego dokształcania, wyścigu z konkurentami, pracy x 1000, pięcia po
      > szczeblach, zdobywania uznania u pracodawców?
      ============
      Kolejne pytanie dla bezrobotnych lub tym calym "wyscigiem szczurow" juz
      wypalonych.

      >Czy szczęście w życiu, Waszym
      > zdaniem, mierzy się zarobionymi pieniędzmi liczbą zakupionych produktów?
      ====================
      Tak mierzy sie w cywilizacji przemyslowo-kupieckiej tzw. prestiz spoleczny, a
      nie szczescie.

      > Czy nie przeszkadza Wam, że nasza cywilizacja bogaci się na krzywdzie innych
      > społeczeństw,
      ==================
      Nigdy nie bylo i nie bedzie inaczej.
      Czyz nie napisal sam Kapuscinski Ryszard:
      'Tempem rozwoju swiata rzadzi zasada "the winner takes all" - "zwyciezca bierze
      wszystko". A poniewaz to centrum bierze wszystko, ludzie zamieszkujacy
      peryferia naszej planety (a takich jest zdecydowana wiekszosc), maja poczucie
      marginalizacji i porzucenia."

      że nowoczesne produkty, tworzone tak, by po 5 minutach się
      > zepsuły, wytwarzane są bez szacunku dla przyrody, kosztem miliardów ton
      > śmieci?
      =======================
      Przesada. Co to za nowoczesny produkt, ktory po paru minutach sie psuje.

      >Czy nie czujecie wszechobecnego, postępującego zniewolenia, coraz
      > większych możliwości inwigilacji,
      ======================
      Tutaj sie zgodze, ale czy czlowiek przestrzegajacy prawa powinien sie bac
      tych "wiekszych mozliwosci inwigilacji"?

      > manipulacji (moda, reklama, marketing,
      > tendencje, massmedia).
      =========================
      Wyrzucic telewizor tak jak junk mail - do kosza.
      Coz, ze troche wiecej smieci.

      >Czy nie męczy was natłok informacji (zbyt intensywny
      > dla istoty ludzkiej - "technostres", "przesycenie").
      ==============================
      Jak wyzej. Wolny czlowiek sam decyduje kto i co ma do niego dostep.
      (Chyba, ze wybralismy zawod z mediami zwiazany- zmienic zawod.)

      > Czy zdajecie sobie sprawę, że żyjąc w dużym mieście NIE JESTEŚCIE W STANIE
      > MYŚLEŚ SAMODZIELNIE?
      =================
      A to ciekawe!

      > Czy odczuwacie wypaczenie międzyludzkich relacji, wzajemne wykorzystywanie,
      > traktowanie jak towar?
      ==========================
      Prosze wskazac okres w przeszlosci, kiedy relacje miedzyludzkie byly
      niewypaczone (cokolwiek to oznacza), nie wykorzystywali sie wzajemnie,
      i w tzw. walce o byt traktowali sie nawzajem jak bracia.

      > Czy nie przeszkadza wam ciągłe obniżanie się poziomu kultury, a raczej już
      > rozrywki? Czy nie drażni was nadprodukcja kultury, zwiększająca się rzesza dj-
      > ów o żadnych umiejętnościach muzycznych i żenującym poziomie intelektualnym,
      > że o gwiazdach pop-u i filmach z hollywood nie wspomnę?
      =======================
      - De Gustibus Non Est Disputandum.

      > Czy jesteście w stanie, idąc za postulatami filozofii postmodernizmu,
      > zapomnieć o moralności, przyjmować każdą wygodną religię (na marginesie- nie
      > jestem wierzący), nawet jeśli jest "elementami buddyzmu zen połączonymi z
      > ćwiczeniami aerobowymi, astrologią i fegshui"?
      ===========================
      Osoba niewierzaca nie powinna moim zdaniem wymagac od innych identycznej
      postawy. Mielismy juz do czynienia z dyktaturami ludzi niewierzacych, ktore nie
      mniej szkody wszystkim swym "wrogom" niewiary wyrzadzily.
      Akurat wymieniony "wyznawca" elementow buddyzmu zen polaczonego z czymkolwiek
      nie jest dla osoby niewierzacej zagrozeniem.

      PS. Nie ma czegos takiego jak wyznawca buddyzmu zen.
      Kogokolwiek twierdzacego , ze jest wyznawca buddyzmu zen mozna potraktowac z
      przymruzeniem oka.
      • hawaian Re: Moje odpowiedzi na pytania. 21.11.03, 01:59
        Najbardziej konsumpcyjny sposób życia preferuje K52 . Przepada za kosumpcją
        gówna i wszelkich rzygowin .
    • Gość: bombardier Re: Co sądzicie o konsumpcyjnym stylu życia? IP: 195.116.99.* 21.11.03, 16:42
      nie podoba mi się to. zgadzam się z tobą
      • jacek#jw Re: Co sądzicie o konsumpcyjnym stylu życia? 21.11.03, 22:23
        Gość portalu: bombardier napisał(a):

        > nie podoba mi się to.

        To go nie prowadź. Czy aby na pewno tak jest?
    • Gość: diabelek Re: Co sądzicie o konsumpcyjnym stylu życia? IP: *.sympatico.ca 22.11.03, 22:18
      Dyskutant Witek (wspak pisany) napisal list, kilka linkow do Kapuscinskiego
      podrzucil i uciekl z forum.
      Co to za zwyczaje dziwne sa?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka