Gość: Mosze
IP: *.red.bezeqint.net
21.12.03, 09:19
Święta polska tradycja
Dla państwa Kowalskich Boże Narodzenie czas zagłady dla karpi. Wielkanoc to
malowanie jajek. W Boże Ciało idą na procesję i sypią kwiaty.Tyle że nie
bardzo wiedzą, po co. Choć deklarują, że są katolikami, świętowanie jest dla
nich tradycją, a nie przeżyciem duchowym.
W katolickim kalendarzu liturgicznym jest całe mnóstwo tzw. świąt
nakazanych. Należą do nich m.in. wszystkie niedziele, Boże Narodzenie,
Wielkanoc, Boże Ciało, Wszystkich Świętych. Katolik ma wówczas obowiązek
pójść na mszę i powstrzymać się od wszelkich prac, których wykonywanie nie
jest konieczne. Gdy tego nie zrobi, wedle prawa kanonicznego popełnia ciężki
grzech. Niestety. Jeśli prawdą jest, że za grzechy ciężkie po śmierci idzie
się do piekła, rogaci pracownicy tej instytucji z pewnością zacierają
szponiaste ręce.
Wielu katolików nie tylko lekceważy kościelne nakazy uczestniczenia we mszy,
ale i często nawet nie ma pojęcia o znaczenu, a nawet istnieniu niektórych
świąt. No bo kto wie, kiedy obchodzi się święto Bożej Rodzicielki Maryi? A
Wniebowstąpienia Pańskiego? Dociekliwych informujemy, że pierwsze z tych
świąt przypada 1 stycznia, a drugie obchodzi się w siódmą niedzielę po
Wielkanocy. Do końca listopada świętami nakazanymi były jeszcze: Apostołów
Piotra i Pawła, Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny oraz św.
Józefa. Konia z rzędem temu, kto potrafi sprecyzować, kiedy przypadają. Po
prostu w Polsce nie ma tradycji ich obchodzenia. Może właśnie dlatego
Watykan stwierdził, że w te dni można, ale nie trzeba iść do kościoła.
Prawda jest taka, że spośród prawie 35 milionów Polaków, którzy uważają się
za katolików, o tych podstawowych dla człowieka wierzącego sprawach wie
zaledwie kilka procent.
Karp narodowy
Oto milowymi krokami zbliżają się święta Bożego Narodzenia. Najbardziej
polskie i najbardziej tradycyjne. Obchodzi się je w naszym kraju w dużo
bardziej uroczysty sposób niż Wielkanoc - najważniejsze święto
chrześcijańskie. Pani Kowalska przygotowuje się do nich skrupulatnie. Gania
po hipermarketach w poszukiwaniu karpia, śledzi, prezentów, pierze firanki,
pastuje podłogi, krzyczy na męża, żeby przestał przeszkadzać i wreszcie
poszedł po choinkę. Wszystko robi w pośpiechu, by zdążyć do Wigilii -
najbardziej uroczystego wieczoru roku. Tylko właściwie dlaczego, skoro z
punktu widzenia prawa kanonicznego Boże Narodzenie przypada dopiero
następnego dnia" Wtedy jednak Kowalscy świętują specyficznie - zazwyczaj pół
dnia wylegując się w łóżku i gapiąc w telewizor. Dla nich święta już się
właściwie skończyły.
- Dla Polaków Wigilia łączy się z treściami patriotyczno-narodowymi. Jest
wyrazem polskości. Wystarczy poczytać Mickiewicza czy popatrzeć na obrazy
Grottgera - mówi prof. Zbigniew Mikołejko, filozof i historyk religii. -
Przez wiele wieków, gdy nasza tożsamość narodowa była zagrożona,
kultywowanie wigilijnej tradycji było sposobem na przetrwanie. Dlatego
właśnie ten wieczór do dziś pozostał taki ważny. Zwyczaj zostawiania pustego
miejsca przy stole także zrodziły zawirowania historii. Każda rodzina miała
kogoś, kogo wojna lub powstania "wywiały" z domu i kto mógł niespodziewanie
wrócić.
Na wieczerzę wigilijną pani Kowalska oczywiście przygotuje same postne
potrawy. Typowo polskie, oczywiście: rybę po grecku, pierogi ruskie i karpia
po żydowsku. Chociaż ostatnio gazety pisały, że wcale nie trzeba pościć w
Wigilię. To niepodobieństwo! To przecież wielowiekowa tradycja. Jakże można
byłoby podać schabowego?
- Niedawny list Episkopatu, w którym określono, że nie ma obowiązku
poszczenia w wigilię Bożego Narodzenia, potraktowano jako zamach na
świętość. Tymczasem nakaz ten został zniesiony już kilkaset lat temu -
wyjaśnia ksiądz Michał Czajkowski. - Nasi duszpasterze powinni byli
stopniowo przygotować na to wiernych. Niestety, kiedy ktoś zjadł w Wigilię
kawałek mięsa, to myślał, że popełnił straszny grzech. Dobrze więc się
stało, że Kościół nareszcie zdecydowanie wypowiedział się w tej sprawie.
Pasterka z kropelkami
Skoro już mowa o postach, państwo Kowalscy, a wraz z nimi miliony Polaków,
są święcie przekonani, że polegają one na zakazie jedzenia mięsa. Tymczasem
wcale tak nie jest. Kiedy w Biblii jest mowa o tym, że ktoś pościł, oznacza
to, że niczego nie jadł i niczego nie pił. Kościół katolicki nie wymaga od
swoich wyznawców aż takich poświęceń. - Powstrzymanie się od jedzenia mięsa
nazywamy wstrzemięźliwością. Jest to ograniczenie jakościowe. Poza tym
możemy co pięć minut jeść jajka albo warzywa - mówi ksiądz Czajkowski. -
Natomiast post to ograniczenie ilościowe. W trakcie postu ścisłego spożywamy
tylko jeden posiłek w ciągu dnia. W takie dni jak Wielki Piątek czy środa
popielcowa obowiązują i post, i wstrzemięźliwość.
Tak więc Kowalscy wstaną od wigilijnego stołu, pękając z przejedzenia
bezmięsnymi potrawami, przekonani, że pościli. Mogli równie dobrze zjeść
szynkę czy kaczkę z jabłkami, ale nie zrobili tego. Ze względu na tradycję
oczywiście.
Jedyną mszą, jaką podczas świąt Bożego Narodzenia "zalicza" większość
Kowalskich, jest rozpoczynająca się o północy pasterka. W jej trakcie bez
trudu można zauważyć, jak popularna w rzekomo katolickich domach jest inna
tradycja: - Wielu ludzi przychodzi na pasterkę w stanie wskazującym na
spożycie alkoholu - mówi ks. Czajkowski. - A jest to, niestety, sprzeczne z
tym, czego naucza Kościół. Obchodzenie świąt nie powinno polegać tylko na
śpiewaniu kolęd. Najważniejsze jest przeżycie tajemnicy w nich zawartej.
Święto osła
W Nowy Rok pan Kowalski nie ma głowy do przeżywania jakiejkolwiek tajemnicy.
W ogóle do niczego nie ma głowy, ponieważ pęka mu ona od kaca. Oczywiście
nie wybiera się do kościoła. A powinien. Na ten dzień przypada bowiem święto
Bożej Rodzicielki Maryi, jedno ze świąt nakazanych. Wprowadził je w
średniowieczu papież Sylwester II po to, by dać odpór złym duchom, które
zgodnie z dawnymi wierzeniami najśmielej poczynają sobie między Bożym
Narodzeniem a świętem Trzech Króli. - Wcześniej młodzi klerycy urządzali
wtedy święto osła - mówi profesor Mikołejko. - Wprowadzali zwierzę na
ołtarz, bo śmiech uważano za najlepszy sposób na demony. Dziś wszyscy w Nowy
Rok odsypiają sylwestrowe hulanki, zamierają w jakiejś drętwocie, przez co
zatraca się świąteczny charakter tego dnia.
Przez mniej więcej trzy zimowe miesiące życie Kowalskich płynie raczej
monotonnie. Dom, praca, szkoła, wieczny pośpiech i związane z tym zmęczenie.
Dlatego im bliżej świąt wielkanocnych, tym większa wstępuje w nich radość.
Znów zaczynają się przedświąteczne porządki i zakupy. Tym razem trzeba kupić
białą kiełbasę, szynkę, mazurki, baby, no i oczywiście jajka, których
malowaniem zajmie się młodsza córka. Do nakazanej przez Kościół spowiedzi
wielkanocnej nie pójdzie, bo nie ma czasu. Nie pójdzie też do kościoła w
Wielki Piątek, choć w ten dzień celebruje się najważniejsze nabożeństwo w
roku. Wspomina się wtedy śmierć Jezusa, jego zstąpienie do otchłani, które
było ceną, jaką musiał zapłacić za odkupienie ludzkich grzechów.
- Jednak w wielkich miastach kościoły pustoszeją. Ludzie stwarzają sobie
własną, prywatną religijność, która nie wymaga ścisłego przestrzegania
wszystkich rytuałów - twierdzi Zbigniew Mikołejko.
Cała rodzina Kowalskich, podobnie jak ich sąsiedzi, krewni i znajomi pójdzie
za to do kościoła w Wielką Sobotę. Przyniosą ze sobą koszyczki z pisankami,
chlebem, barankiem z cukru i gałązkami bukszpanu. Nie pójść nie wypada.
Przychodzą nawet ci, którzy na co dzień unikają kościoła. "Dla mnie święta
to tylko żarcie i leżenie" - napisał jeden z nich na internetowym forum
dyskusyjnym poświęconym Wielkanocy.
Na szczęście nie wszyscy tak myślą. Niektórzy, w tym może nawet Kowalscy,
przyjdą w Wielką Sobotę na wieczorne nabożeństwo celebrowane na pamiątkę
zmartwychwstani