misia.m
07.09.03, 20:25
Jest takie miejsce za Tomaszowem Lubelskim gdzie mogą dziać się czasami
dziwne rzeczy.
Jedzie sobie człowiek spokojnie drogą krajową za owym Tomaszowem, spogląda
na mapę i widzi ,że w pobliżu ma rezerwat.Szybka decyzja:jedziemy go
zobaczyć!Jeszcze tylko kontrolne zerknięcie do plecaka czy aby napewno
wzieliśmy zapasową kliszę do aparatu i szukamy tego miejsca.
Wreszcie jest boczna droga w lewo ,w którą mamy skręcić , aby tam dotrzeć.
Kierowca wrzuca kierunkowskaz,skręcamy.Droga piaszczysta,ale co tam!
Widać niedaleko kępkę drzew pośród pól, naprzeciwko nas.To chyba to,według
mapy to musi być TO!Nasz cel mamy prawie przed nosem.
Ale co się dzieje?! Kierowca dodaje gazu, a samochód stoi w miejscu.Koła
boksują ,piach leci na wszystkie strony.Zakopaliśmy się po uszy.No to ładnie!
Kombinujemy kilka minut, samochód nawet nie drgnie o centymetr do przodu.
Z pola wyjeżdża wóz konny.Widzą nas z daleka.
-Wy to już trzeci jesteście w tym tygodniu-stwierdza woźnica z zabawnym
uśmieszkiem na twarzy.
-No dobra, macie linkę?Spróbuję was wyciągnąć.
Niestety koń zaczął się płoszyć , zdecydowanie odmówił współpracy,a
właściciel bał się go zmuszać , bo jakby poniósł, to po samochodzie nie
wiadomo co by pozostało.Próbujemy rozbujać zawalidrogę.Z przeciwka nadjeżdża
dwóch rowerzystów.
-Ej ,panowie,może byście pomogli trochę?-krzyczy woźnica w ich stronę
Zatrzymują się i dołączają się do nas.
Ale wszystkie próby okazały się daremne.Samochód jak stał po koła w piasku
tak stoi dalej.
Woźnica odjeżdża, rowerzyści też się zbierają , a my tkwimy dalej w tym
samym miejscu.
Za chwilę , może dwie , widzimy jak rowerzyści się zatrzymują , jeden ogląda
dokładnie swój rower.Wracają w naszą stronę.
Pytamy co się stało.
-Trzeci raz w te lato spadł mi łańcuch tuż przed Piekiełkiem, co za
złośliwość.Wracam do domu.Jakieś fatum czy co?- mówi rowerzysta
Zatrzymujemy Kamaz-a na drodze.Na tym piachu i on miał problemy , ale udało
się przeciągnąć naszego pechowca na trawiaste podłoże.Faceci z Kamaza
troszkę się z nas nabijają , ale są sympatyczni.
Docieramy wreszcie na Piekiełko dróżką z drugiej strony.Niespodziewanie
słyszymy jakieś prawie kosmiczne dźwięki , jak krótkofalówka, czy coś
takiego.Telefon komórkowy prawie oszalał,zaczął dziwnie popiskiwać.Śmiejemy
się z tego, idziemy dalej, szukamy dogodnego wejścia do rezerwatu.
Nagle, jak mnie coś nie dziubnie w boku,ból taki że skręca mnie prawie, nie
mogę złapać oddechu.Mój towarzysz myśli ,że udaję , symuluję.Po chwili
przekonuje się ,że tak się czuję naprawdę.Przez moment mam dosyć tego
miejsca i nie chcę go już nawet oglądać z bliska.Ból powoli ustępuje.Po paru
minutach idziemy dalej.Jesteśmy już na miejscu.Wchodzimy.Drepczemy pomiędzy
kamieniami,robimy szybko jedno zdjęcie i .............szybkim krokiem
wracamy do auta.
Zwiewamy jak najszybciej do domu, bo kto wie co jeszcze mogłoby się tam nam
przytrafić.
Prawdziwe Piekiełko!
misia@street.pl