greg0.75
24.10.04, 23:06
Po lekturze kolejnego tomu cyklu "Koło czasu" mó podziw dla autora wzrósł do zupełnie nowego poziomu - napisanie 500 stronnicowej książki bez cienia fabuły jest osiągnięciem znacznie przekraczającym moje wyobrażenia, (nieskalane zanadto literaturą "głównego nurtu"). Technicznie jest to raczej efekt namnożenia "aktywnych" postaci - po 100 stronach wstępu następuje kolejnych czterysta, opisujących, jak kolejni (nie wszyscy rzecz jasna, miejsca nie starczyło) zareagowali na wydarzenia z finału poprzedniego tomu - sprawdzoną metodą z latynoskich seriali.
Wymiana tłumaczki raczej nie zaszkodziła, w przeciwieństwie do eksperymentu z poprzedniego tomu (drugi tłumacz o nieprzeciętnie dużym zasobie słownictwa wcale nie musi robić książce dobrze).
Z pozytywów: przynajmniej jedna z grup bohaterów została doprowadzona pod ścianę (Perrin Aybara and Co.), tak że w nastepnym tomie coś musi się dziać - o ile autor nir porzuci tego wątku (dobra,przyznam się, czytałem streszczenia - następnym razem fabuła będzie).
Gorąco polecam - zwłaszcza osobom, które nie lubią, jak im się lektura nagle kończy przed dziesięciotysięczną stroną...