darthazubin
24.11.02, 13:47
(mam nadzieje, ze nikt sie nie obrazi, ze juz rozpoczalem, a jesli tak i
jesli nikomu nie bedzie pasowac przyjeta przez mnie epoka i poczatek nowego
epizodu, to trudno- najwyzej porzucimy ten watek i rozpoczniemy jeszcze raz)
Azubin zamknal oczy...
Pojazd powoli i lagodnie opadl na powierzchnie ladowiska. Lubil ten moment,
gdy lekkie wibracje poteznialy i niemal mogl odczuc lacznosc z poteznym
mechanizmem pojazdu.
Gwardzista zasalutowal mu, gdy opuszczal poklad. Zolnierze ustawili sie w
szpalerze. General K'ronok oddal mu hold. Powoli minal ich wszystkich. Cala
swita podazala kilka krokow za nim.
Zatrzymal sie na chwile, oszolomiony wspanialym widokiem, ktorego nigdy nie
mial dosc. Najwspanialsza budowla swiata- Glowna Centrala Federacji
Handlowych. Przeszedl w cieniu olbrzymiego pomnika Kanclerza Asetine'a.
Nie potrzebowal zadnych przepustek, zeby wejsc do srodka. Zasady
obowiazujace zwyklych smiertelnikow jego nie dotyczyly. W koncu byl jednym z
trzech Gubernatorow Federacji, wychowankiem wielkiego Wicekrola Xionica...
Trzecia osoba w Federacjach po samym Xionicu i jego synu.
A jednak czul lek. Lek, ktorego zrodla nie potrafil okreslic. Od kilku
tygodni dreczyly go dziwne sny i koszmary. Koszmary, w ktorych widzial sceny,
jak gdyby zywcem wyjete z obrazow Bitwy o Couruscant, gdy Renegaci przybyli
spoza znanego wszechswiata, chcieli zadac ostateczny cios Republice. Widzial
plonace budynki, miasta... umierajace planety.
I siebie posrod tego wszystkiego. I zlowrogie slowo, ktore na zawsze mialo
byc wymazane ze wszystkich baz danych i z pamieci ludzkiej "Sithowie".
Najpierw chcial udac sie do Jedi... uznal jednak, ze nie bedzie to
najlepszym rozwiazaniem. Co prawda razem z Federacjami utrzymywali wciaz
kruchy sojusz utrzymujac kontrole nad Senatem i Republikom... czul jednak, ze
wielu Jedi, gdyby tylko moglo, pozbyloby sie niewygodnego i poteznego
sojusznika. A czy nie najlatwiej byloby uderzyc w Wicekrola poprzez jego syna-
a jesli tego nie dalo sie dosiegnac- przez wychowanka. Azubin nie wiedzial,
dlaczego Wicekrol wychowywal go i dal mu to wszystko, co posiadal, ale byl mu
wdzieczny i nie chcialby zrobic niczego przeciw jego woli.
Postanowil wiec, ze do niego musi skierowac swoje zapytania. Do
najmadrzejszego i najwiekszego z ludzi ktorych znal.
Zatrzymal sie przed wejsciem do gabinetu Wicekrola, oczekujac na zezwolenie
na wejscie...