Dodaj do ulubionych

SW RPG III

24.11.02, 13:47
(mam nadzieje, ze nikt sie nie obrazi, ze juz rozpoczalem, a jesli tak i
jesli nikomu nie bedzie pasowac przyjeta przez mnie epoka i poczatek nowego
epizodu, to trudno- najwyzej porzucimy ten watek i rozpoczniemy jeszcze raz)

Azubin zamknal oczy...
Pojazd powoli i lagodnie opadl na powierzchnie ladowiska. Lubil ten moment,
gdy lekkie wibracje poteznialy i niemal mogl odczuc lacznosc z poteznym
mechanizmem pojazdu.
Gwardzista zasalutowal mu, gdy opuszczal poklad. Zolnierze ustawili sie w
szpalerze. General K'ronok oddal mu hold. Powoli minal ich wszystkich. Cala
swita podazala kilka krokow za nim.
Zatrzymal sie na chwile, oszolomiony wspanialym widokiem, ktorego nigdy nie
mial dosc. Najwspanialsza budowla swiata- Glowna Centrala Federacji
Handlowych. Przeszedl w cieniu olbrzymiego pomnika Kanclerza Asetine'a.
Nie potrzebowal zadnych przepustek, zeby wejsc do srodka. Zasady
obowiazujace zwyklych smiertelnikow jego nie dotyczyly. W koncu byl jednym z
trzech Gubernatorow Federacji, wychowankiem wielkiego Wicekrola Xionica...
Trzecia osoba w Federacjach po samym Xionicu i jego synu.
A jednak czul lek. Lek, ktorego zrodla nie potrafil okreslic. Od kilku
tygodni dreczyly go dziwne sny i koszmary. Koszmary, w ktorych widzial sceny,
jak gdyby zywcem wyjete z obrazow Bitwy o Couruscant, gdy Renegaci przybyli
spoza znanego wszechswiata, chcieli zadac ostateczny cios Republice. Widzial
plonace budynki, miasta... umierajace planety.
I siebie posrod tego wszystkiego. I zlowrogie slowo, ktore na zawsze mialo
byc wymazane ze wszystkich baz danych i z pamieci ludzkiej "Sithowie".
Najpierw chcial udac sie do Jedi... uznal jednak, ze nie bedzie to
najlepszym rozwiazaniem. Co prawda razem z Federacjami utrzymywali wciaz
kruchy sojusz utrzymujac kontrole nad Senatem i Republikom... czul jednak, ze
wielu Jedi, gdyby tylko moglo, pozbyloby sie niewygodnego i poteznego
sojusznika. A czy nie najlatwiej byloby uderzyc w Wicekrola poprzez jego syna-
a jesli tego nie dalo sie dosiegnac- przez wychowanka. Azubin nie wiedzial,
dlaczego Wicekrol wychowywal go i dal mu to wszystko, co posiadal, ale byl mu
wdzieczny i nie chcialby zrobic niczego przeciw jego woli.
Postanowil wiec, ze do niego musi skierowac swoje zapytania. Do
najmadrzejszego i najwiekszego z ludzi ktorych znal.
Zatrzymal sie przed wejsciem do gabinetu Wicekrola, oczekujac na zezwolenie
na wejscie...
Obserwuj wątek
    • Gość: digan Re: SW RPG III IP: *.pl / 217.117.129.* 24.11.02, 16:43
      ELi-hiko z rozbawieniem patrzył na swego syna, D`e-geana.
      Miał 14 lat i właśnie walczył swym zielonym mieczem z droidem. Droid był
      ustawiony na najwyższy poziom, aj ednak pokonał go w trzydzieści sekund.
      Popatrzył z wyrzutem na swego tatę.
      - Tato, daj mi coś trudniejszego... tato...!
      Wziął swojego kija, drugiego rzucił synowi. Ruszył do boju.
      Zawsze gdy walczył, przypominała mu się ta scena, w której walczył ze swoim
      byłym mistrzem, D`e-geanem pierwszym.
      Jego syn bardzo przypominał jego starego znajomego. Był tak samo do niego
      podobny, zachowywał się jak on.
      A to wszystko za sprawą matki...
      Bo Eli pochodził od Mace WIndu, a matka właśnie nie woadomo..
      Eli-hiko podejrzewał, że matka wywodzi się z rodziny Palpatine`a, której
      zresztą wywodził się D`e-gean pierwszy....

    • darthazubin Re: SW RPG III 24.11.02, 19:25
      -Kolejny.
      Dwoch ubranych na ciemno mezczyzn nie odpowiedzialo swojemu towarzyszowi.
      Wszyscy jednak mysleli o tym samym. To, co nie powinno miec miejsca dzialo sie.
      Oserthnor byl spokojna planetka polozona na uboczu Republiki. Kiedys, gdy
      Jedi byli nie liczni, zaden nawet by sie tu nie pojawil... jednak po
      zwyciestwie nad Renegatami ich szeregi zasilily dziesiatki tysiecy mlodych
      ludzi, ktorzy byli gotowi sluzyc mocy. Posterunki Jedi pojawily sie nawet w
      najodleglejszych miejscach wszechswiata.
      A teraz ktos zaczal ich zabijac. Ktos kto byl szybki i silny. Wojownik nie
      zdazyl nawet dobyc swojego miecza swietlnego, nim wrog przetracil mu kregoslup.
      Siodmy Jedi zabity w ciagu czterech miesiecy czasu Couruscant.
      Nie wiedzieli co robic. Najbardziej naturalnym byloby zwrocenie sie do agenta
      Federacji Handlowych- najwyzszego, po smierci Jedi, przedstawiciela Republiki
      na planecie. Wiedzieli jednak, ze tego zrobic nie moga. Nie mogli w zaden
      sposob okazac poteznemu sojusznikowi swojej slabosci.
      -Chyba bedziemy musieli powiadomic Mikolaja- powiedzial w koncu jeden.
      Tamci nie odpowiedzieli, choc swietnie zdawali sobie sprawe, ze tylko
      najwiekszy z zyjacych Jedi moze rozwazyc te sprawe i podjac wlasciwe decyzje.
      • Gość: digan Re: SW RPG III IP: *.pl / 217.117.129.* 24.11.02, 20:38
        Eli został zdarty z łóżka o trzeciej w nocy, akurat gdy... hmm... wypełniał
        pewne obowiązki małżeńskie. Był bardzo zirytowany i zdenerwowany.
        Wszedł na korytarz, na którym widział dwóch martwych padawanów. Był zły. Niegdy
        nie lubiał śmierci młodszej cześci rycerstwa.
        Jeden z Jedi-śledzczych siedział na ziemi, splótłwszy ręce na kolanach.
        Drugi podszedł do Eli`ego.
        - Nic już nie wymyślimy... Wszytkie zbójstwa w ten sam sposób. Ktoś przetrąca
        im kręgosłupy, przy pomocy mocy (mimowolny rym:))
        - taak.
        Podszedł do ciał. Obydwa miały przetrącone kręgosłupy, w tym samym odcinku.
        Odwrócił ciało. Żadnych śladów. Oprócz tego może, że na twarzach widniał wyraz
        strachu i rozpaczy.
        - Zaraz! - krzyknął ELi 0 widzieliście to? - Pokazał im twarz jednej z ofiar -
        zobacz na ich twarz! Oni musieli go zobaczyć przedtem! Ale nie zdążyli sięgnąć
        po miecz... On ich musiał albo okrążyć, albo obrucić... to drugie chyba
        bardziej prawdopodobne - tu wskazał na slady zabłoconych butów, które najpierw
        szły do przodu, potem nagle się rozbiegały, w końcu robiły kilka sladów w
        przeciwną stronę...
        - taaak - powiedział śledczy - ale to dalej nic nam nie mówi...
        digan.
        • darthazubin Re: SW RPG III 24.11.02, 22:19
          Nic nie wykryli... bo nic nie mieli prawa wykryc.
          Pusta gornicza planeta. Niemal zadnych mieszkancow, poza kilkoma niewielkimi
          koloniami. I ci ostatni gornicy nie mieli pozostac tam zbyt dlugo- zasoby
          merovitu, jedynego dobra planety, bardzo cennego mineralu wyczerpywaly sie
          szybko. Garstka pracownikow miala jeszcze tylko zadbac o to, aby ostatnie
          urzadzenia przestaly dzialac, a potem opuscic te planete na zawsze...
          Tak przynajmniej wydawalo im sie dopoki nie przybylo trzech Jedi. Wysocy,
          postawni, przystojni, odziani w proste stroje, zakryci ciemnymi plaszczami.
          Powiedzieli, ze przybywaja, poniewaz wykryli zrodlo prastarego zla...
          A teraz wszyscy lezeli tam... martwi.
          Dowodca gorniczej kolonii dlugo zastanawial sie co powinien zrobic. Jedi nie
          podlegali jurysdykcji Republiki. Ale on byl pracownikiem Federacji Handlowych.
          Musial powiadomic swoich zwierzchnikow...
          * * *
          Azubin zaklal. Przeciez wyraznie powiedzial, zeby mu nie przeszkadzac.
          Rozejrzal sie dookola. Xionic jeszcze go nie wezwal. Rownie dobrze mogl odebrac
          wiadomosc.
          Namiestnik jednego z ukladow gwiezdnych. Przywodca kolonii gorniczej
          poinformowal swojego naczelnika, ten przekazal wiadomosc osobie odpowiedzialnej
          za projekty gornicze.. w koncu doszlo do jednego z namiestnikow. Ten postanowil
          poinformowac Gubernatora stojacego bezposrednio nad soba.
          Trzech martwych Jedi. Dlaczego takie rzeczy zawsze musialy sie zdarzac w
          rejonie jego wladzy?
          Te ponure rozwarzania przerwalo mu wezwanie.
          -Gubernatorze, Wicekrol przyjmie Pana.
          Wstal i ruszyl w tamtym kierunku, zastanawiajac sie, czy powinien powiedziec
          o tym Xionicowi.
          -Witaj, Ojcze- sklonil glowe, tytulując go, tak jak zawsze to czynil, choc
          nie byl jego prawdziwym synem. W milczeniu oczekiwal, az Wicekrol odpowie na
          pozdrowienie, a on bedzie mogl przedstawic mu swoje problemy... dreczace go
          koszmary, tajemnicze slowo nalezace do swiata ktory dawno juz umarl i moze
          jeszcze trzech martwych Jedi...
          • Gość: Xionc Re: SW RPG III IP: proxy / 213.77.7.* 25.11.02, 10:48
            darthazubin napisał:
            > Azubin zaklal. Przeciez wyraznie powiedzial, zeby mu nie przeszkadzac.
            > Rozejrzal sie dookola. Xionic jeszcze go nie wezwal. Rownie dobrze mogl
            odebrac
            >
            > wiadomosc.
            > Namiestnik jednego z ukladow gwiezdnych. Przywodca kolonii gorniczej
            > poinformowal swojego naczelnika, ten przekazal wiadomosc osobie
            odpowiedzialnej
            >
            > za projekty gornicze.. w koncu doszlo do jednego z namiestnikow. Ten
            postanowil
            >
            > poinformowac Gubernatora stojacego bezposrednio nad soba.
            > Trzech martwych Jedi. Dlaczego takie rzeczy zawsze musialy sie zdarzac w
            > rejonie jego wladzy?
            > Te ponure rozwarzania przerwalo mu wezwanie.
            > -Gubernatorze, Wicekrol przyjmie Pana.
            > Wstal i ruszyl w tamtym kierunku, zastanawiajac sie, czy powinien
            powiedziec
            > o tym Xionicowi.
            > -Witaj, Ojcze- sklonil glowe, tytulując go, tak jak zawsze to czynil, choc
            > nie byl jego prawdziwym synem. W milczeniu oczekiwal, az Wicekrol odpowie na
            > pozdrowienie, a on bedzie mogl przedstawic mu swoje problemy... dreczace go
            > koszmary, tajemnicze slowo nalezace do swiata ktory dawno juz umarl i moze
            > jeszcze trzech martwych Jedi...

            - Powiedziałeś... Sithowie? Skąd znasz to słowo?
            XIonc zadrżał. Przed oczami mignęło mu kilka najgorszych miesięcy z życia,
            które dawno się skończyły. Po tym czasie nieodwracalnie wraz z Jedi zmienili
            Republikę, odbudowali ją silniejszą i bardziej sprawiedliwą. Zło wydawało się
            ostatecznie pokonane... Jednak dawna gorzka teoria, mówiąca że akcja musi
            wywołać reakcję zdawała się być prawdziwa... Dobro musiało mieć swego
            przeciwnika i chyba jeszcze raz będzie trzeba stawić mu czoła.
            - Synu muszę opowiedzieć ci coś co stało się kilkanaście lat temu. Trudno ci w
            to będzie uwierzyć, ale posłuchaj...
            • Gość: digan Re: SW RPG III IP: *.pl / 217.117.129.* 25.11.02, 14:19
              - Kolejni? - Eli nie mógł uwierzyć. - Niech to szlag!!!
              Po kilku godzinach wylądował na planecie, szarej i pustynnej.
              Wszedł do jednej z kopalni, przez kilka godzin krażył po niej z cała ekipą
              śledczych.
              - sam nie wiem - mówił do siebie - po co zgodziłem się przyjąć to śledztwo...
              Trzy ciała.
              Tak jak poprzednie, ze złamanym kręgosłupem, nietchniętymi mieczami. Tak jak
              poprzednio, obrucone siłą, z grymasem strachu na twarzy.
              Przeciwnika ani śladu.
              - Sam nie wiem... Co ich mogło zabić...?
              Nalge wszyscy zadrżeli. Jeden ze śledczych włączył dziennik jednego z Jedi:
              - Tutaj prawdopodobnie jest jedna z pradawnych sił... Nie wiemy co to jest...
              ale znajdujemy się blisko, blisko... ooo!
              Cisza.
              I znowu wszyscy się poryszyli. Między nimi pojawił się cień.
              Dwie postacie poruszyły się, odwróciły nagle i padły martwe. Eli żucił się w
              tamtą stronę, chcąc przyjrzeć sie tej postaci.
              TO był jego mistrz, D`e-gean.

              digan.
              • darthazubin Re: SW RPG III 25.11.02, 18:26
                Kapitan Dregan zaklal po raz kolejny. Tak naprawde w ciagu poprzednich kilku
                godzin nie robil niczego poza przeklinaniem...
                Poza przeklinaniem i bezowocnymi probami nawiazania kontaktu z przelozonymi.
                Tamci oczywiscie odsylali go coraz wyzej... az w koncu otrzymal mozliwosc
                skontaktowania sie bezposrednio z Gubernatorem Azubinem. Ten jednak nie
                odpowiadal.
                A on czul, ze nie ma zbyt wiele czasu. Wiedzial, ze bedzie zle, juz w chwili,
                gdy powiedziano mu o smierci trzech Jedi i o tym, ze to on bedzie prowadzil
                sledztwo. Ale kiedy znalazl sie na planecie, tam byli juz towarzysze tamtych-
                Jedi prowadzacy wlasne sledztwo. Wszyscy mieszkancy stacji twierdzili, ze nikt
                z nich nie mogl przekazac tej wiadomosci...
                A jednak skads wiedzieli. Czul, ze szykuje sie grubsza afera. Federacje nie
                byly tak spojne jak sie wydawaly, skoro tamci mogli poznac tak dobrze strzezona
                tajemnice... a z drugiej strony Jedi zostali zabici na terytorium Federacji...
                a to nie moglo sluzyc rozwijaniu przyjaznych stosunkow.
                Wyciagnal olbrzymie cygaro, jeszcze raz siarczyscie zaklal w swoim rodzinnym
                jezyku i po raz kolejny podszedl do stacji przekaznikowej. Czul, ze wdepneli w
                niezle...
            • darthazubin Re: SW RPG III 25.11.02, 18:22
              Gość portalu: Xionc napisał:

              >
              > - Powiedziałeś... Sithowie? Skąd znasz to słowo?
              > XIonc zadrżał. Przed oczami mignęło mu kilka najgorszych miesięcy z życia,
              > które dawno się skończyły. Po tym czasie nieodwracalnie wraz z Jedi zmienili
              > Republikę, odbudowali ją silniejszą i bardziej sprawiedliwą. Zło wydawało się
              > ostatecznie pokonane... Jednak dawna gorzka teoria, mówiąca że akcja musi
              > wywołać reakcję zdawała się być prawdziwa... Dobro musiało mieć swego
              > przeciwnika i chyba jeszcze raz będzie trzeba stawić mu czoła.
              > - Synu muszę opowiedzieć ci coś co stało się kilkanaście lat temu. Trudno ci
              w
              > to będzie uwierzyć, ale posłuchaj...

              Azubin siedzial nieruchomo jeszcze dlugo po tym, jak Xionic zakonczyl swoja
              opowiesc. To bylo szokujace. A wiec wszystkie koszmarne opowiesci z
              dziecinstwa... wszystko bylo prawda. A jednak bylo cos jeszcze, cos czego
              Xionic nie chcial mu powiedziec... takie przynajmniej mial wrazenie.
              -Ojcze... Wicekrolu- zawahal sie, nie wiedzac jakiego tytulu powinien uzyc-
              wybacz mi moja smialosc... wrecz bezczelnosc... ale z Twojej opowiesci
              wnioskuje, ze jest cos jeszcze... cos, co dotyczy mnie. Jaki jest moj zwiazek z
              cala ta historia?
              Wpatrywal sie w milczacego czlowieka. Czlowieka, ktorego uwazal za swojego
              ojca i ktory byl mu ojcem. W najmadrzejszego czlowieka na swiecie ;)))
              I powoli zaczynal rozumiec, ze nawet najmadrzejsi staja czasem przed
              problemami, ktore moga ich przerastac. Powoli, gdzies w glebi swojej duszy
              zaczynal czuc, ze zna odpowiedz na pytanie, ktore zadal... chociaz bal sie ja
              dopuscic do siebie...
              • darthazubin Re: SW RPG III 28.11.02, 16:03
                <Dobra, przyspiesze troche akcje, no chyba ze w ogole sie wycofaliscie>
                Azubin wolnym krokiem opuscil potezny budynek Federacji. Odprawil ochrone.
                Chcial sie przejsc. Sam. Mial zbyt wiele rzeczy do przemyslenia.
                To co powiedzial mu Xionic bylo szokujace. Xionic podejrzewal, ze Kanclerz (a
                to on wlasnie polecil mu opiekowac sie malym Azubinem i jego siostrą.
                Siostrą, ktorej nigdy nie widzial...
                Nawet nie zdal sobie sprawy, kiedy wkroczyl do przemyslowej dzielnicy
                Couruscant <ile razy juz tutaj decydowaly sie losy Republiki ;)))>. Ta czesc
                planetty bardzo ucierpiala podczas najazdu Renegatow- ale w przeciwienstwie do
                Centrum w duzej czesci wciaz nie podniosla sie z gruzow.
                Azubin przystanal. Wyczul, ze cos jest nie tak. A on nie mial zadnej broni!
                Jak mogl byc tak glupi.
                -Chodz no tu chlopcze!
                Wystarczyl rzut oka, zeby zdal sobie sprawe, ze to nie jest zwykly napad.
                Zwykli rabusie nie nosili blasterow.
                -Co, czego chcecie- cofal sie powoli, ale wokol pojawilo sie kilku kolejnych.
                I nagle- nie wiedzac co robi- wysunal przed siebie dlonie... Ku jego
                zaskoczeniu wystrzelily z nich potezne blyskawice. Dwoch zbirow calkowicie
                spopiely, trzech rzucily na sciane. Azubin jeszcze przez chwile stal
                nieruchomo, oszolomiony tym, co sie stalo, potem biegiem ruszyl w kierunku
                budynkow Federacji.
                * * *
                Mlody mezczyzna z zadowoleniem przygladal sie niewielkiemu rejestratorowi
                obrazow. Wszystko potoczylo sie dokladnie tak, jak przewidywal...
                Mikolaj bedzie pewnie zainteresowany niezwyklymi umiejetnosciami przybranego
                syna Wicekrola Federacji... no, chyba, ze Xionic wczesniej zaplaci mu wiecej.
                • Gość: digan Re: SW RPG III IP: *.pl / 217.117.129.* 28.11.02, 16:32
                  darthazubin napisał:

                  > <Dobra, przyspiesze troche akcje, no chyba ze w ogole sie wycofaliscie>
                  > Azubin wolnym krokiem opuscil potezny budynek Federacji. Odprawil ochrone.
                  > Chcial sie przejsc. Sam. Mial zbyt wiele rzeczy do przemyslenia.
                  > To co powiedzial mu Xionic bylo szokujace. Xionic podejrzewal, ze Kanclerz
                  (a
                  >
                  > to on wlasnie polecil mu opiekowac sie malym Azubinem i jego siostrą.
                  > Siostrą, ktorej nigdy nie widzial...
                  > Nawet nie zdal sobie sprawy, kiedy wkroczyl do przemyslowej dzielnicy
                  > Couruscant <ile razy juz tutaj decydowaly sie losy Republiki ;)))>. Ta cz
                  > esc
                  > planetty bardzo ucierpiala podczas najazdu Renegatow- ale w przeciwienstwie
                  do
                  > Centrum w duzej czesci wciaz nie podniosla sie z gruzow.
                  > Azubin przystanal. Wyczul, ze cos jest nie tak. A on nie mial zadnej broni!
                  > Jak mogl byc tak glupi.
                  > -Chodz no tu chlopcze!
                  > Wystarczyl rzut oka, zeby zdal sobie sprawe, ze to nie jest zwykly napad.
                  > Zwykli rabusie nie nosili blasterow.
                  > -Co, czego chcecie- cofal sie powoli, ale wokol pojawilo sie kilku
                  kolejnych.
                  >
                  > I nagle- nie wiedzac co robi- wysunal przed siebie dlonie... Ku jego
                  > zaskoczeniu wystrzelily z nich potezne blyskawice. Dwoch zbirow calkowicie
                  > spopiely, trzech rzucily na sciane. Azubin jeszcze przez chwile stal
                  > nieruchomo, oszolomiony tym, co sie stalo, potem biegiem ruszyl w kierunku
                  > budynkow Federacji.
                  > * * *
                  > Mlody mezczyzna z zadowoleniem przygladal sie niewielkiemu rejestratorowi
                  > obrazow. Wszystko potoczylo sie dokladnie tak, jak przewidywal...
                  > Mikolaj bedzie pewnie zainteresowany niezwyklymi umiejetnosciami
                  przybranego
                  > syna Wicekrola Federacji... no, chyba, ze Xionic wczesniej zaplaci mu wiecej.


                  Elim wstrząsnął dreszcz. Postać stała na przeciw niego. Nagle światła zgasły,
                  wszystko spowiły ciemnosci. Eli-hiko zauważył, że postać ta właściwie nie
                  dawała się zindefikować po Mocy, oprócz jej ataków, podczas których jej moc
                  wzrastała niewiarygodnie.
                  Postać nagle zapłonęła czerwonom poswiatom. Skądś ją znał...
                  Był młody. Bardzo młody. Wlaczły z renegatem, Sithem, który wyposarzony był w
                  niewiarygodną broń. I właśnie wokól niego rosła taka poswiata.
                  Dwaj młodsi inspektorzy strtacii bardzo szybko życie. To mu się nie podobało.
                  Sięgnął po miecz, ale ten nie odpalił. Postać ta nagle obruciła się i ruszyła
                  prosto na Eli`ego. ten wyciągnął przed siebie dłonie...
                  Pioruny trzasnęły w postać, rozrywając ją.
                  Światła zapaliły się.

                • mikolaj7 Re: SW RPG III 12.12.02, 21:52
                  darthazubin napisał:

                  > <Dobra, przyspiesze troche akcje, no chyba ze w ogole sie wycofaliscie>
                  > Azubin wolnym krokiem opuscil potezny budynek Federacji. Odprawil ochrone.
                  > Chcial sie przejsc. Sam. Mial zbyt wiele rzeczy do przemyslenia.
                  > To co powiedzial mu Xionic bylo szokujace. Xionic podejrzewal, ze Kanclerz (a
                  >
                  > to on wlasnie polecil mu opiekowac sie malym Azubinem i jego siostrą.
                  > Siostrą, ktorej nigdy nie widzial...
                  > Nawet nie zdal sobie sprawy, kiedy wkroczyl do przemyslowej dzielnicy
                  > Couruscant <ile razy juz tutaj decydowaly sie losy Republiki ;)))>. Ta cz
                  > esc
                  > planetty bardzo ucierpiala podczas najazdu Renegatow- ale w przeciwienstwie do
                  > Centrum w duzej czesci wciaz nie podniosla sie z gruzow.
                  > Azubin przystanal. Wyczul, ze cos jest nie tak. A on nie mial zadnej broni!
                  > Jak mogl byc tak glupi.
                  > -Chodz no tu chlopcze!
                  > Wystarczyl rzut oka, zeby zdal sobie sprawe, ze to nie jest zwykly napad.
                  > Zwykli rabusie nie nosili blasterow.
                  > -Co, czego chcecie- cofal sie powoli, ale wokol pojawilo sie kilku kolejnych.
                  >
                  > I nagle- nie wiedzac co robi- wysunal przed siebie dlonie... Ku jego
                  > zaskoczeniu wystrzelily z nich potezne blyskawice. Dwoch zbirow calkowicie
                  > spopiely, trzech rzucily na sciane. Azubin jeszcze przez chwile stal
                  > nieruchomo, oszolomiony tym, co sie stalo, potem biegiem ruszyl w kierunku
                  > budynkow Federacji.
                  > * * *
                  > Mlody mezczyzna z zadowoleniem przygladal sie niewielkiemu rejestratorowi
                  > obrazow. Wszystko potoczylo sie dokladnie tak, jak przewidywal...
                  > Mikolaj bedzie pewnie zainteresowany niezwyklymi umiejetnosciami przybranego
                  > syna Wicekrola Federacji... no, chyba, ze Xionic wczesniej zaplaci mu wiecej.

                  - Mistrzu, jakis czlowiek stoi na dole i mowi, ze chce sie z
                  Toba pilnie zobaczyc.
                  - Nie teraz, Argasie, nie teraz. Niech zajmie sie nim ktorys z
                  rycerzy.
                  - Jak wychodzilem juz sie awanturowal...
                  - Masz videokomunikator? no to pokaz jak tez on wyglada...
                  Mikolaj przyjrzal sie niewyraznej twarzy czlowieka na
                  malym ekranie.
                  - Dobrze. Wpusccie go na drugie pietro, ale pod straza, niech
                  nie zobaczy za wiele. to nie typ, ktoremu mozemy pokazac
                  nasza siedzibe...

                  ***

                  - Ile?
                  - 10000 republikanskich dag.
                  - Chyba zartujesz.
                  - A wiesz, ile da Xionc? nie, jeszcze sie z nim nie
                  kontaktowalem, ale z checia to zrobie.
                  - O ile zdazysz wyjsc z budynku.
                  - Hah, przeciez jestescie Jedi. Honor, dobro i inne takie
                  pierdoly..
                  - 5000 dag.
                  - osiem.
                  - odejdz.

                  ***
                  Mikolaj pochylil sie nad videokomunikatorem umieszczonej
                  w sali, ktora dopiero co opuscil jeden ze szpiegow.
                  oszukiwanie pracodawcow wchodzi im coraz czesciej w
                  nawyk, pomyslal.
                  - Agrasie, zatrzymajcie czlowieka, ktory wlasnie kieruje sie
                  do wyjscia. ale, prosze, spokojnie. niech odda mala, cenna
                  rzecz, ktora tu przyniosl. dajcie mu karte z dwoma
                  tysiacami dag na koncie /to taki moj wymyslony srodek
                  platnosci - karty z okreslonym licznikiem, po wyczerpaniu
                  ida do kosza ;-))/.
                  - Tak, Mistrzu.
                  - Ach, i niech nie pamieta, co sie stalo.

                  ***

                  Mikolaj po raz kolejny ogladal krotki film zarejestrowany
                  przez szpiega. Za jego plecami stal Luke Skywalker. Oboje
                  milczeli, w koncu nie bylo czego komentowac. Mieli przed
                  oczami Dziedzica Sithow, a w tej sytuacji mogli postapic
                  tylko w jeden sposob.

                  ***
                  W stacji przekaznikowej czekala na ktoregos ze
                  zwierzchnikow Rady Jedi /ja, Luke i powiedzmy jeszcze ze
                  cztery osoby/ wiadomosc od jednego z mistrzow. droid
                  komunikacyjny przeoczyl jednak fakt, ze opisana jest jako
                  najwyzszej wagi... informacja o tragicznej smierci kilku
                  jedi na odleglej placowce....
                  • darthazubin Re: SW RPG III 14.12.02, 11:53
                    Azubin roztrzesiony wrocil do swojej kawtery. Co znaczylo to wszystko?
                    Przerazony patrzyl na swoje rece? Czym byla ta moc, ktora przekazywaly.
                    Skierowal je na wazon i sprobowal przywolac blyskawice. Potezne strumienie
                    energii roztrzaskaly go, rozwalajac jednoczesnie sciane do sasiedniego
                    apartamentu.
                    Uspokoil ochrone, ktora zareagowala bardzo szybko. Kilka razy jeszcze
                    probowal wykorzystywac te zdolnosc, regulujac natezenie i sile uderzenia.. Juz
                    wkrotce nabral pewnego opanowania.
                    Ale to nie zmienialo postaci rzeczy... Byl przerazony...
                    W koncu zapadl w krotki, niespokojny sen... Sen jednak nie przyniosl
                    ukojenia. Unosil sie gdzies daleko... poza granicami znanego wszechswiata.
                    Widzial planety nie przypominajace zadnej ze znanych mu planet. A na nich...
                    miliony zolnierzy... potezne statki... fabryki broni... Wszystko gotowe do
                    uzycia.
                    Zolnierze gromadzili sie wokol czegos, co przypominalo swiatynie. Wydawalo mu
                    sie, ze obserwuje jakas uroczystosc religijna. Przewodzila kobieta, ale nie
                    mogl rozpoznac jej twarzy. Mowila wiele slow w niezrozumialym dla niego
                    jezyku... Zrozumial tylko jedno slowo...
                    Swoje imie.
                    Obudzil sie zlany potem. Mial zle przeczucia. Czul, jakby zaciskala sie wokol
                    niego niewidzialna pulapka, a on sam mial coraz mniej mozliwosci dzialania.
                    I wtedy przyszla kolejna wiadomosc. Dwoch martwych Jedi odnalezionych na
                    jednej z podleglych mu planet.
                    • mikolaj7 Re: SW RPG III 14.12.02, 15:50
                      Luke snil. A moze to byla prorocza wizja? Mentor Jedi
                      natychmiast po przebudzeniu sie opowiedzial Radzie o
                      swoim snie. O zagrozeniu spoza galaktyki, ktorego
                      najpotezniejsza bron zniszczyli lata temu, ale nie zdolali
                      unicestwic Idei. Ktos przezyl i dysponuje ogromna moca.
                      Czesc Rady byla sceptyczna, ale glosami Kapituly
                      zadecydowano o rozeslaniu rycerzy Jedi na krance
                      galaktyki, az po granice znanych terenow.
                      *
                      Rada nie dowiedziala sie jednak o umiejetnosciach Azubina.
                      Luke i Mikolaj zachowali to dla siebie. Nie mogli sie jedynie
                      zgodzic co do postepowania. Luke zadal natychmiastowej
                      egzekucji, poki Azubin nie potrafi opanowac swoich mocy.
                      Mikolaj chcial poczekac.. z tym asem w rekawie...
                      *
                      Zagadkowe smierci rycerzy Jedi ciagle nie byly tematem
                      rozmow w Swiatyni Coruscant. Malo osob o nich wiedzialo,
                      nikt nie laczyl faktow. Federacje handlowe milczaly w tej
                      sprawie, ale tez i nikt nie spodziewal sie, ze moga
                      cokolwiek wiedziec. Jedi tracili czujnosc.
                      • darthazubin Re: SW RPG III 14.12.02, 21:25
                        Couruscant nie bylo dluzej dla niego bezpieczne. Zostawil XIonicowi wiadomosc,
                        ze wyjezdza, aby dokladnie zbadac "Tajemnicze Przypadki", jak okreslil to w
                        raporcie. Wiedzial, ze Xionic domysli sie, ze chodzi mu o zgony Jedi.
                        Tak naprawde jednak chcial po prostu odpoczac. Uciec gdzies, gdzie zawsze
                        mogl znalezc spokojne schronienie.
                        Naboo lezalo w samym centrum regionu galaktyki podporzadkowanego kierowanemu
                        przez niego Okregowi Federacji Handlowych, ale nie bylo jego stolica. Mial tu
                        swoj palac, do ktorego udawal sie czasem i kilka ukrytych posiadlosci, o
                        ktorych nie wiedzial nikt, poza garstka najwierniejszych sluzacych.
                        Statek powoli opadl na powierzchnie planety, wyrywajac go z zamyslenia...
                        * * *
                        Powolnym krokiem przemierzal wiecznie zielone ogrody, zastanawiajac sie co
                        robic dalej. XIonic nie podjal jeszcze zadnej decyzji. Wszystkie raporty o
                        zgonach JEdi naplywaly bezposrednio do Azubina. Niczego jednak nie rozjasnialy.
                        Wyniki sekcji, ogledziny miejsca ich smierci... Byl tez pewny, ze przecieki
                        dotarly juz do centrali Jedi na Couruscant. Zastanawial sie co planuja Mikolaj
                        wraz z Lukiem.
                        Wygladalo, ze zostali zabici przez kogos kto zdolal ich zaskoczyc i pozbawic
                        zycia. Ale kto bylby w stanie zaskoczyc Jedi?
                        Nagle wyczul jakis ruch. Dlon odruchowo skierowala sie na bransolete, przy
                        pomocy ktorej mogl wezwac ochrone, wstrzymal sie jednak... sam nie wiedzial
                        czemu.
                        Po chwili z zarosli wynurzyla sie postawna postac. Dziewczyna, moze kilka lat
                        starsza od niego. Ubrana w prosta,czarna szate nieco przypominajaca stroj Jedi.
                        Niewielki metalowy ksztalt przy pasie tez nie budzil watpliwosci... a jednak
                        byl pewny,ze nie jest ona JEdi.
                        -Witaj- powiedziala cicho.
                        -Kim jestes?!- zapytal gwaltownie jednoczesnie wysuwajac przed siebie rece,
                        gotowy uczynic uzytek z niedawno poznanej broni.
                        -Nie boj sie. Na imie mi Askani. Wiem, ze wizje juz dotarly do ciebie. Powoli
                        zaczynasz zdawac sobie sprawe z tego kim jestes... Przylacz sie do nas i stan
                        na czele, mistrzu...
                        Azubin przygladal sie jej oszolomiony. Nagle dziewczyna zaklela.
                        -Jedi- powiedziala- jeszcze wroce. Przygotuj sie. Czas powrotu Sithow
                        nadchodzi!
                        Potem zniknela. Niemal bezszelestnie i bez sladu.
                        -Dwoch Mistrzow Jedi do Pana- uslyszal w komunikatorze.
                        -Kaz im zaczekac- odpowiedzial.
                        Skad wiedziala? Zreszta to bylo najmniej istotne z nurtujacych go pytan...
                        Wyczuwanie Jedi nie bylo trudne... kiedy sie skupial sam potrafil to robic,
                        chociaz nie znal zrodla tej umiejetnosci.
                        Kim byla ta dziewczyna. Askani- to imie cos mu mowilo. Bylo ukryte gdzies na
                        dnie jego umyslu.
                        Ale byly tez bardziej naglace problemy. Skad wiedziala, gdzie jest jego
                        kryjowka. I skad wiedzieli o tym Jedi... I czego do licha chcieli?
                        Musial poznac odpowiedz na te pytania. Tymczasem jednak nabral pewnosci, ze
                        jego kryjowka nie jest juz dluzej dobrym schronieniem.
                        • mikolaj7 Re: SW RPG III 18.12.02, 16:40
                          Mistrz Fa`ar i jego padawan czekali na Azubina. Prowadzili
                          sledztwo w sprawie zagadkowej smierci jednego z Jedi na
                          ksiezycach Naboo, a gdy doniesiono im, ze pojazd podobny
                          do statku Namiestnika [wybacz, zapomnialem jak sie
                          tytulujesz :(] wszedl w przestrezn ukladu natychmiast udali
                          sie do jego stolicy. Informacja o tym kto i gdzie przylecial
                          owym statkiem drogo ich kosztowala, ale okazala sie warta
                          tych pieniedzy. Teraz czekali.

                          [az chcialem dodac 'teraz czekali nieswiadomi
                          nadchodzacego zagrozenia', ale pomyslalem, ze moze
                          niekoniecznie zechcesz ich zabic blyskawicami ;-)))]

                          *

                          - I dopiero teraz sie o tym dowiaduje?! - ryknal Mikolaj
                          - Byla awaria.. droid..
                          - Byly wymieniane rok temu!
                          - Prowadzimy dochodzenie...
                          - Czekam na wyniki. Szybkie - Mikolaj spojrzal groznie na
                          stojacego przed nim Jedi, a po chwili dodal - Wezwij Luke`a
                          i Ta`lekha Sida [chyba byl w pierwszej czesci, teraz niech
                          bedzie zwierzchnikiem Jedi ds bezpieczenstwa ;-)],
                          natychmiast.
                          - Tak, Mistrzu.

                          *

                          - Mowimy w tej chwili o 13 zamordowanych Jedi. Ta`lekh,
                          przejmiesz nadzor nad sledztwem. o ile wiem, a wiem
                          niewiele, przez cholerne droidy, jedyne sledztwo prowadzi
                          Mistrz Fa`ar w Ukladzie Naboo. Moze ktos jeszcze sie
                          interesuja ta sprawa, ale w tej chwili nie mam zadnych
                          potwierdzonych informacji.
                          - Federaje handlowe... - mruknal Ta`lekh
                          - Prosze?
                          - Federacje handlowe. Jesli oni nic nie wiedza to po
                          Coruscant chodza Sithowie..
                          - Porownanie zupelnie nietrafione - wtracil Luke - ale o tym
                          pomowimy wkrotce. Poki co musze sie zgodzic, ze Wladze o
                          wszystkim wiedzialy. a przynajmniej o kilku zgonach. To
                          tylko oziebienie stosunkow, czy chca nas wyeliminowac z
                          gry?
                          Pozostali milczeli.

                          [ XIONC!!!!!! gdzie jestes?! ]
                          • darthazubin Re: SW RPG III 18.12.02, 21:50
                            -Wybacz nam nasza smialosc, Gubernatorze...
                            -Mam nadzieje, ze mieliscie wazny powod, aby zaklocic moj spokoj. Skoro juz
                            tu dotarliscie, wiecie zapewne, ze zycze sobie miec spokoj!
                            Staral sie zeby jego glos zabrzmial mozliwie jak najbardziej pewnie. Mial
                            prawo uzywac mocnych slow. Jedi musieli znac swoje miejsce w szeregu. Wysocy
                            urzednicy Federacji Handlowych (a zwlaszcza Gubernatorzy) byli daleko poza ich
                            zasiegiem. Teraz jednak <z pewnych wzgledow ;)))> nie czul sie do konca pewnie.
                            Mistrz Fa`ar sklonil glowe.
                            -Wybacz nam. Przybylismy tu, gdyz prowadzimy w imieniu Rady sledztwo w
                            sprawie zaginionych Jedi....
                            Azubin wydawal sie byc niewzruszony. Zwrocil uwage, iz Jedi uzyl
                            slowa "zaginieni", byl jednak pewny, ze znaja juz wystarczajaca ilosc prawdy.
                            -Slyszalem o tym- odpowiedzial cicho.
                            -Pragnelibysmy rozejrzec sie po terytorium podleglym panskiej wladzy
                            gubernatorskiej i zgodnie z 73 artykulem Konstytucji Republiki zwracamy sie do
                            najwyzszej wladzy Federacji Handlowych na tym terenie...
                            -Wiem, ze kreca sie tu wasi agenci, ktorzy nie prosili o te zgode. Ale dobrze-
                            westchnal Azubin- nie chce konfliktu. Mozecie prowadzic sledztwo. Ale-
                            zasttrzegl- nie mysle, abyscie mieli wiele znalezc. Sledczy Federacji juz
                            dzialaja.
                            Po zwyczajowym pozegnaniu wyszli. Mistrz Jedi i jego padawan spojrzeli na
                            siebie. Nie byli tego pewni, ale to co wyczuli... to bylo cos
                            niezrozumialego... cos, co jak ich uczono juz nie istnialo, co zostalo
                            zniszczone w dniu gdy Kanclerz Asetine unicestwil Renegatow w bitwie o
                            Couruscant.
                            Ciemna Strone Mocy.
                            Ale czy nie mylily ich przeczucia.
                            * * *
                            -Sledzcie ich! Chce wiedziec o kazdym ich kroku!
                            Po wydaniu tych polecen Azubin spokojnie osunal sie na fotel. Wreszcie mial
                            czas zeby pomyslec. Mial nadzieje, ze zdziesieciokrotnione straze wystarcza,
                            aby nie dostal sie nikt niepowolany. Zreszta, co mu tam bylo. Nakazal ciagly
                            podglad z jednego krazacych na orbcie satelitow i obstawe dwoch wahadlowcow. W
                            koncu na dyskrecje za bardzo nie mial juz co liczyc.
                            Tymczasem na drugim krancu podleglego mu Terytorium odkryto kolejne zwloki...
                            Tym razem jednak sprawa byla o wiele powazniejsza. Stara kobieta, ktora wciaz
                            nie mogla dojsc do siebie po odnalezieniu ciala, ani jej maz, ani ich
                            pracodawca, ani lokalny Komendant wojsk Federacji, ktory postanowil powiadomic
                            o wszystkim swoich przelozonych, ani ci, ktorzy kolejno przekazywali sobie te
                            wiadomosc, zmierzajaca niechybnie do samego Gubernatora Azubina, nie wiedzieli,
                            ze odnalezione zostalo cialo czlonka Rady...
                            Zabitego mieczem swietlnym Jedi.
                            Wojna wisiala w powietrzu...
                            * * *
                            Mikolaj obudzil sie w srodku nocy zlany potem. Nie on jeden. Takze wielu
                            innych mistrzow i uczniow mialo ten koszmar...
                            Odlegle planety... tysiace planet poza granicami znanego wszechswiata. A na
                            nich niezliczone armie gotowe do boju... fabryki dzien i noc produkujace
                            uzbrojenie... Statki kosmiczne zdolne unicestwiac cale planety.
                            Potega szykujaca sie do wojny...
                            Potega, z jaka jeszcze nigdy w dziejach starc miedzy Jedi i Sithami nie
                            przyszlo sie im zmierzyc...


                            • mikolaj7 Re: SW RPG III 27.12.02, 11:23
                              [nie mam pomyslu na dalszy ciag.. licze na innych ;-)]

                              Ta`lekh Sid przybyl wlasnie do Ukladu Naboo. Schodzac z
                              pokladu statku widzial juz czekajacych na niego Mistrza
                              Fa`ara i jego padawana. Nie dane mu bylo juz jednak z nimi
                              porozmawiac. Pozar po naglym wybuchu blyskawicznie
                              ogarnal cala platforme. Padajac Talekh nie widzial juz
                              pozostalych Jedi. Chwile potem przestal widziec cokolwiek.

                              *

                              - Mistrzu. Mistrzu Sidzie.
                              - Aaa..
                              - Spokojnie.
                              - So sie saaalo.. dzie ja jesem..
                              - Prosze lezec. Jest Pan w szpitalu federacji. Panscy
                              przelozeni o to prosili. Prosze tak dziwnie na mnie nie
                              patrzec, to byl pierwszy rozkaz Przewodniczacego Rady
                              Jedi [czyli mnie!!:))] po przybyciu do Sektora Naboo.

                              [ no to przybylem do Sektora Naboo, niekoniecznie na sama
                              planete ;-)) ]
                              • darthazubin Re: SW RPG III 28.12.02, 12:23
                                To wygadalo coraz ciekawiej...
                                Jak doniesli mu jegoagenci sam Mistrz Mikolaj, przewodniczacy Rady Jedi
                                zaszczycil jego okreg swoja obecnoscia.
                                I nie zapowiedzial swojego przybycia. To byl bardzo niepokojace. W ostatnich
                                latach bylo welekofliktow pomiedzy Jedi i Federacjami, ale nigdy nie zadna ze
                                stron nie lamala tak otwarcie ustalonych podczas Wielkiego Pokoju zasad.
                                Co planowal Mikola? Azubi czul, ze amten ra w nieezpiecza gre. Przyby do
                                miejsca, gdzie Jedi gineli masowo. Czyzby chcial sprowokowac atak na siebie?
                                Niewazne, jak byl potezny... takie posuniciebylo glupta. Mogl narazic siebie, a
                                takze cala Republike. W przpadku jego smierci nic nie powstrzymaloby wony
                                domowej.
                                * * *
                                Obudzil sie wnocy caly zlany potem Dreczly go zle sny. Koszmarne, mroczne
                                wizje ze swiata przed jego narodzeniem.
                                Kied sie obudzil przy jego boku lezal podluzny metalowy przedmiot. Podiosl
                                go. Nie wiedzial, skad wiedzial ak go uzywac, ale kied wysunelo sie czerwone
                                ostrze byl pewny, ze potraf korzystac z niego z zabojcza skutecznoscia. Wekszy
                                szok nastapil iedy przejrzal sie w lustrze. Ujrzal czlowieka kilka lat od
                                siebie starszego, badziej postawnego...
                                Ale nie mial czasu. W swoic snach ujrzal mistrza Mikolaja na niewielkiej,
                                pstynnej planetce. Dobrze wiedzal, gdzie to jest. Jeden z gorniczych ksiezycow
                                Naboo...
                                Po niecalej godzinie byl w drodze. Czul, ze jego ludzie chcieli zapytac, go o
                                co chodzi ale iskierka gniewu i szalenstwa w jego oczach przekoala ich, ze
                                lepiej tego nie robic.
                                Kiedy wladowal, nie czekal na nikogo. Dzialal niczym w transie, czul ze ma
                                coraz mniej czasu. Niewielki pustynny pojazd zawiozl go w odpowiednie miejsc.
                                Stanal na niewielkim wzorzu ukrytym miedzy skalami. Zaczal powoli i uwaznie
                                rozgladac sie dookola. Czul, ze zaraz ujrzy Mikolaja i tajemniczego
                                przeciwnika...
                                Uslyszal jakis halas i powolnym krokie ruszyl w tamta strone... Zaraz
                                rozgorzeje walka i znow stanie do boju... podbnie jak czynil to juz tysiace
                                razy... kiedy? Przed jego oczami znow pojawily sie dziwne wizje i wspomnienia...
                                W prawej dloni niosl uruchomiony laserowy miecz Sithow, pomiedzy palcami
                                lewej bladzily slabe iskry, gotowe w kazdej chwili stac sie smiercionosnymi
                                blyskawicami...
                                Nie bylo czas, aby zastanawiac sie kim jest... jesli chcial zapobiec wojnie
                                domowej musial jak najszybciej pomoc walczacemu Jedi...

                                <do Mikolaja: jesli to koliduje z Twoimi planami, to daj znac i wtedy bedzie to
                                po prostu jakikolwiek Jedi, tez przyadkiem prowadzacym tu sledztwo>
                                • lordmikolaj Re: SW RPG III 29.12.02, 19:27

                                  >
                                  > <do Mikolaja: jesli to koliduje z Twoimi planami, to daj znac i wtedy bedzie
                                  > to
                                  > po prostu jakikolwiek Jedi, tez przyadkiem prowadzacym tu sledztwo>

                                  nie koliduje wlasciwie, bo planow ie snuje juz od pierwszej
                                  czesci rpg ;-)) przepraszam teraz mnie naszlo takie
                                  smieszne cos, co zaraz napisze. ofkoz jak Ci sie nie spodoba
                                  to wymysle cos bardziej 'adekwatnego' :-))

                                  *************

                                  Mikolaj obrocil sie powoli. Dyszal ciezko, na czolo wystapily
                                  mu kropelki potu. Jego przeciwnik, zgiety w pol, oparl
                                  dlonie o kolana i ciezko za kaszlal. Kilkanascie metrow od
                                  nich stal Azubin. Z wlaczonym, czerwonym mieczem. Stal i
                                  nic nie rozumial.
                                  - Ciesze sie, ze zaszcyciles nas swoja obecnoscia -
                                  usmiechnal sie Mikolaj. - Przyznam, ze nie spodziewalem
                                  sie tak szybkiego spotkania. Zwlaszcza z tak interesujacym
                                  przedmiotem w Twoich rekach - dodal po chwili.
                                  Azubin milczal. Przeciwnik Mikolaja powoli podniosl glowe.
                                  Agras [czy jak tam bylo mojemu pomocnikowi z Coruscant
                                  :)].
                                  - Jak widzisz cwiczylismy... odosobnienie sprzyja lepszym
                                  wynikom. Mielismy wlasnie wracac do naszej siedziby w
                                  poludniowej czesci ksiezyca [zalozmy, ze tam jest 'zielono',
                                  a na polnocy byl jakis 'kataklizm' i zostaly same skaly ;-)],
                                  zechcesz nam towarzyszyc, czy o Twoich niecodziennych
                                  zdolnosciach porozmawiamy tutaj?

                                  ****

                                  tak sobie pomyslalem, zeby zrobic Azubina w konia.. hmm..
                                  ide szukac Xionca ;-)
                                  • darthazubin Re: SW RPG III 03.01.03, 16:21
                                    lordmikolaj napisał:

                                    >
                                    > *************
                                    >
                                    > Mikolaj obrocil sie powoli. Dyszal ciezko, na czolo wystapily
                                    > mu kropelki potu. Jego przeciwnik, zgiety w pol, oparl
                                    > dlonie o kolana i ciezko za kaszlal. Kilkanascie metrow od
                                    > nich stal Azubin. Z wlaczonym, czerwonym mieczem. Stal i
                                    > nic nie rozumial.
                                    > - Ciesze sie, ze zaszcyciles nas swoja obecnoscia -
                                    > usmiechnal sie Mikolaj. - Przyznam, ze nie spodziewalem
                                    > sie tak szybkiego spotkania. Zwlaszcza z tak interesujacym
                                    > przedmiotem w Twoich rekach - dodal po chwili.
                                    > Azubin milczal. Przeciwnik Mikolaja powoli podniosl glowe.
                                    > Agras [czy jak tam bylo mojemu pomocnikowi z Coruscant
                                    > :)].
                                    > - Jak widzisz cwiczylismy... odosobnienie sprzyja lepszym
                                    > wynikom. Mielismy wlasnie wracac do naszej siedziby w
                                    > poludniowej czesci ksiezyca [zalozmy, ze tam jest 'zielono',
                                    > a na polnocy byl jakis 'kataklizm' i zostaly same skaly ;-)],
                                    > zechcesz nam towarzyszyc, czy o Twoich niecodziennych
                                    > zdolnosciach porozmawiamy tutaj?
                                    >
                                    > ****
                                    >
                                    > tak sobie pomyslalem, zeby zrobic Azubina w konia.. hmm..
                                    > ide szukac Xionca ;-)
                                    >


                                    Azubin stal nieruchomo.
                                    O czym wlasciwie mieli rozmawiac? nie wiedzial co sie dzieje, tak naprawde
                                    nie wiedzial nawet kim tak wlasciwie jest... Niejasne sceny z przeszlosci...
                                    bardzo odleglej, tak odleglej, ze nie mogl jej pamietac.
                                    Ale czy mial zdradzic sie tamtemu z lukami w swojej pamieci? Wolal zyskac na
                                    czasie, zwlaszcza, ze czul, ze juz wkrotce dowie sie wszystkiego, co bylo mu
                                    potrzebne.
                                    Nagle obaj mieli wizje. Widzieli siebie. Walczyli przeciw sobie tysiace razy.
                                    Na odlgelych planetach, ktorych nigdy w zyciu zaden z nich nie widzial, na
                                    dziwnych ksiezycach pokrytych ogromnymi wulkanami, na statkach zagubionych w
                                    kosmicznej przestrzeni...
                                    Azubin rozumial z tych obrazow jeszcze mniej niz jego przeciwnik, ale
                                    przeczuwal ze to on... a raczej ktos, kim kiedys byl, byl sprawca tego
                                    wszystkiego. Czul wlasna klatwe wiszaca w powietrzu. Klatwe, ktora sprawiala,
                                    ze Mroczny Lord Sith i jego nieugiety przeciwnik odradzali sie setki razy, za
                                    kazdym razem walczac ze soba i snujac swoje wlasne plany.
                                    Azubin juz otworzyl usta, aby sie odezwac, gdy nagle padawan (czy tez
                                    pomocnik) Mikolaja krzyknal:
                                    -Mistrzu! Gubernatorze! Chodzcie tu zaraz!
                                    Stal nad kanionem. W jego glebi widzieli cialo... pomimo panujacego polmroku
                                    byli niemal pewni, ze to kolejny z zabitych Jedi...
                                    Azubin westchnal. Wiec jego przeczucia sie nie mylily. Ale jakie mogly byc
                                    konsekwencje?
                                    Zwrocil sie ku Mikolajowi. Nie wiedzial jak zakonczy sie ta rozmowa, ale byl
                                    pewny jednego- musi zapobiec konfliktowi Federacji Handlowych i Jedi.
                                    Konfliktowi, ktory mogl zniszczyc cala Republike.
                                    • mikolaj7 Re: SW RPG III 11.01.03, 22:57
                                      darthazubin napisał:

                                      > lordmikolaj napisał:
                                      >
                                      > >
                                      > > *************
                                      > >
                                      > > Mikolaj obrocil sie powoli. Dyszal ciezko, na czolo wystapily
                                      > > mu kropelki potu. Jego przeciwnik, zgiety w pol, oparl
                                      > > dlonie o kolana i ciezko za kaszlal. Kilkanascie metrow od
                                      > > nich stal Azubin. Z wlaczonym, czerwonym mieczem. Stal i
                                      > > nic nie rozumial.
                                      > > - Ciesze sie, ze zaszcyciles nas swoja obecnoscia -
                                      > > usmiechnal sie Mikolaj. - Przyznam, ze nie spodziewalem
                                      > > sie tak szybkiego spotkania. Zwlaszcza z tak interesujacym
                                      > > przedmiotem w Twoich rekach - dodal po chwili.
                                      > > Azubin milczal. Przeciwnik Mikolaja powoli podniosl glowe.
                                      > > Agras [czy jak tam bylo mojemu pomocnikowi z Coruscant
                                      > > :)].
                                      > > - Jak widzisz cwiczylismy... odosobnienie sprzyja lepszym
                                      > > wynikom. Mielismy wlasnie wracac do naszej siedziby w
                                      > > poludniowej czesci ksiezyca [zalozmy, ze tam jest 'zielono',
                                      > > a na polnocy byl jakis 'kataklizm' i zostaly same skaly ;-)],
                                      > > zechcesz nam towarzyszyc, czy o Twoich niecodziennych
                                      > > zdolnosciach porozmawiamy tutaj?
                                      > >
                                      > > ****
                                      > >
                                      > > tak sobie pomyslalem, zeby zrobic Azubina w konia.. hmm..
                                      > > ide szukac Xionca ;-)
                                      > >
                                      >
                                      >
                                      > Azubin stal nieruchomo.
                                      > O czym wlasciwie mieli rozmawiac? nie wiedzial co sie dzieje, tak naprawde
                                      > nie wiedzial nawet kim tak wlasciwie jest... Niejasne sceny z przeszlosci...
                                      > bardzo odleglej, tak odleglej, ze nie mogl jej pamietac.
                                      > Ale czy mial zdradzic sie tamtemu z lukami w swojej pamieci? Wolal zyskac na
                                      > czasie, zwlaszcza, ze czul, ze juz wkrotce dowie sie wszystkiego, co bylo mu
                                      > potrzebne.
                                      > Nagle obaj mieli wizje. Widzieli siebie. Walczyli przeciw sobie tysiace razy.
                                      >
                                      > Na odlgelych planetach, ktorych nigdy w zyciu zaden z nich nie widzial, na
                                      > dziwnych ksiezycach pokrytych ogromnymi wulkanami, na statkach zagubionych w
                                      > kosmicznej przestrzeni...
                                      > Azubin rozumial z tych obrazow jeszcze mniej niz jego przeciwnik, ale
                                      > przeczuwal ze to on... a raczej ktos, kim kiedys byl, byl sprawca tego
                                      > wszystkiego. Czul wlasna klatwe wiszaca w powietrzu. Klatwe, ktora sprawiala,
                                      > ze Mroczny Lord Sith i jego nieugiety przeciwnik odradzali sie setki razy, za
                                      > kazdym razem walczac ze soba i snujac swoje wlasne plany.
                                      > Azubin juz otworzyl usta, aby sie odezwac, gdy nagle padawan (czy tez
                                      > pomocnik) Mikolaja krzyknal:
                                      > -Mistrzu! Gubernatorze! Chodzcie tu zaraz!
                                      > Stal nad kanionem. W jego glebi widzieli cialo... pomimo panujacego polmroku
                                      > byli niemal pewni, ze to kolejny z zabitych Jedi...
                                      > Azubin westchnal. Wiec jego przeczucia sie nie mylily. Ale jakie mogly byc
                                      > konsekwencje?
                                      > Zwrocil sie ku Mikolajowi. Nie wiedzial jak zakonczy sie ta rozmowa, ale byl
                                      > pewny jednego- musi zapobiec konfliktowi Federacji Handlowych i Jedi.
                                      > Konfliktowi, ktory mogl zniszczyc cala Republike.

                                      - Wielu Jedi umiera Twoim otoczeniu, Azubinie - powiedzial
                                      Mikolaj patrzac w dol.
                                      Azubin stal kilkanascie metrow obok, wiatr rozwiewal poly
                                      jego plaszcza, nie ruszal sie, milczal.
                                      - Wezwij pomoc, Agrasie - zwrocil sie do pomocnika. - Ja
                                      wracam do miasta.
                                      - Mistrzu, nie chcesz wiedziec kto tam..
                                      - Gubernatorze. Badz laskaw pojsc ze mna. Dla wlasnego
                                      dobra - dodal po chwili.
                                      Ruszyli do transportowca.
                                      - Wiem kim jestes. Nie ukryjesz tego dluzej. Nie uciekniesz.
                                      - Nie uciekne..?
                                      - Przestanmy grac, Gubernatorze, Jedi wiedza wiecej niz
                                      mozesz sobie wyobrazic. Nasza armia jest w gotowosci.
                                      Luke Skywalker, tak, tak stary Luke, znowu objal nad nia
                                      komende, dziwisz sie? Wiec Luke wlasnie uswiadamia
                                      Wicekrola Xionca.
                                      Milczeli. Na horyzoncie pojawily sie pierwsze statki
                                      ratunkowe.
                                      - Nie pozwole, zeby Sithowie znow chodzili po swiecie. Nie
                                      ukrywam, ze niegdys wydatnie przyczynili sie do obecnej
                                      pozycji Jedi, ale to bylo dawno - machnal reka - tym razem
                                      nie ma takiej potrzeby.
                                      Statki zblizaly sie.
                                      - Leca do nas rycerze. Oddaj mi miecz. To koniec, Twoje
                                      zycie jako Sitha wlasnie sie skonczylo.
                                      Azubin patrzyl na niego z nienawiscia.

                                      [ no to co dalej? :) nie mialem pomyslu.. moze jakas walka -
                                      nadlatujacy rycerze vs ludzie gubernatora? i rewolucja w
                                      republice? wojna domowa? a pozniej atak renegatow? :) ]
                                      • darthazubin Re: SW RPG III 12.01.03, 18:33
                                        mikolaj7 napisał:

                                        > - Wielu Jedi umiera Twoim otoczeniu, Azubinie - powiedzial
                                        > Mikolaj patrzac w dol.
                                        > Azubin stal kilkanascie metrow obok, wiatr rozwiewal poly
                                        > jego plaszcza, nie ruszal sie, milczal.
                                        > - Wezwij pomoc, Agrasie - zwrocil sie do pomocnika. - Ja
                                        > wracam do miasta.
                                        > - Mistrzu, nie chcesz wiedziec kto tam..
                                        > - Gubernatorze. Badz laskaw pojsc ze mna. Dla wlasnego
                                        > dobra - dodal po chwili.
                                        > Ruszyli do transportowca.
                                        > - Wiem kim jestes. Nie ukryjesz tego dluzej. Nie uciekniesz.
                                        > - Nie uciekne..?
                                        > - Przestanmy grac, Gubernatorze, Jedi wiedza wiecej niz
                                        > mozesz sobie wyobrazic. Nasza armia jest w gotowosci.
                                        > Luke Skywalker, tak, tak stary Luke, znowu objal nad nia
                                        > komende, dziwisz sie? Wiec Luke wlasnie uswiadamia
                                        > Wicekrola Xionca.
                                        > Milczeli. Na horyzoncie pojawily sie pierwsze statki
                                        > ratunkowe.
                                        > - Nie pozwole, zeby Sithowie znow chodzili po swiecie. Nie
                                        > ukrywam, ze niegdys wydatnie przyczynili sie do obecnej
                                        > pozycji Jedi, ale to bylo dawno - machnal reka - tym razem
                                        > nie ma takiej potrzeby.
                                        > Statki zblizaly sie.
                                        > - Leca do nas rycerze. Oddaj mi miecz. To koniec, Twoje
                                        > zycie jako Sitha wlasnie sie skonczylo.
                                        > Azubin patrzyl na niego z nienawiscia.
                                        >
                                        > [ no to co dalej? :) nie mialem pomyslu.. moze jakas walka -
                                        > nadlatujacy rycerze vs ludzie gubernatora? i rewolucja w
                                        > republice? wojna domowa? a pozniej atak renegatow? :) ]
                                        >

                                        -Niestety jestes zbyt pewny siebie... tak pewny, ze dales sie oglupic- Azubin
                                        usmiechnal sie nieprzyjemnie- nadal, po tak wielu latach nie potrafisz okreslic
                                        kto jest twoim prawdziwym wrogiem- westchnal- trudno. Jesli chcesz umrzec jak
                                        glupiec, umrzesz jak glupiec.
                                        W tym momencie nagla eksplozja wstrzasnela niebem nad nimi. Gdy dym nieco sie
                                        rozrzedzil ujrzeli dymiace wraki lezace na powierzchni ksiezyca...
                                        -Niezaleznie od tego co myslisz, to nie jest moja robota- odpowiedzial Azubin-
                                        i jesli chcesz przezyc, lepiej sie przygotuj.
                                        Dobyl broni i uwaznie rozejrzal sie dookola. Wciaz otaczal dym z plonacych
                                        okretow, pomiedzy skalami zaczeli jednak dostrzegac niewyrazne postacie, ktore
                                        zblizaly sie ku nim.
                                        -Lepiej mysl szybko, Mikolaju.
                                        Mowiac te slowa Azubin byl juz przy wrogach. Szybkim cieciem przecial
                                        pierwszego z nich na pol. Dwoch nastepnych pozbawil glow jednym cieciem. Odbil
                                        kilka strzalow z blasterow....
                                        Mial chwile spokoju. Nie widzial, co robi Mikolaj. Jego rece, jego ubranie...
                                        umazane byly krwia zabitych wrogow.
                                        I nagle przypomnial sobie wszystko. Przypomnial sobie kim jest i kim byl-
                                        chociaz czesto chcialby byc kims innym. Spojrzal na swoje dlonie- nie byly to
                                        juz dlonie wymuskanego syna wicekrola Federacji Handlowych i jednego z ich
                                        gubernatorow. To byly rece wojownika, nawyklego do walki i zabijania.
                                        To co powiedzial Mikolaj wlasnie sie dokonalo. Dobrze zdawal sobie z tego
                                        sprawe. Dopiero teraz naprawde byl tym, kim byl kiedys.
                                        Sithowie powrocili.
                                        Wokol wciaz trwala walka. We wrakach przezyla czesc zalog. Teraz walczyli z
                                        napastnikami. Azubin zawahal sie. Mogl im pomoc... mogl ich ocalic lub uciec.
                                        Mikolaj nie zrezygnuje z planow pozbawienia go zycia. Chociaz... mial dobra
                                        karte przetargowa.
                                        Po chwili byl juz przy wrakach. Napastnicy, nie spodziewajacy sie naglego
                                        ataku padali jak muchy, jeden po drugim. Bezbronni i slabi... zwykli
                                        wyrobnicy... co mogli przeciwstawic w walce wielkiemu Jedi, czy Lordowi Sith.
                                        Pomogl ocalalym wydostac sie z wrakow. Potem cofnal sie kilka krokow i
                                        skupil... widzial Mikolaja biegnacego po pobojowisku. Przekazal mu jedna, mysl:
                                        "Proponuje rozejm. Uklad, ktory pomoze nam zniszczyc naszych wrogow. Potem
                                        odejde i Republika juz nigdy nie ujrzy Sithow... Wszechswiat jest bardzo
                                        duzy... wiele jest miejsc, do ktorych nigdy nie dotrzecie, ktore nigdy nie beda
                                        wam potrzebne. Nie chce niczego wiecej"
                                        • mikolaj7 Re: SW RPG III 19.01.03, 15:57

                                          >
                                          > -Niestety jestes zbyt pewny siebie... tak pewny, ze dales sie oglupic- Azubin
                                          >
                                          > usmiechnal sie nieprzyjemnie- nadal, po tak wielu latach nie potrafisz okreslic
                                          >
                                          > kto jest twoim prawdziwym wrogiem- westchnal- trudno. Jesli chcesz umrzec jak
                                          > glupiec, umrzesz jak glupiec.
                                          > W tym momencie nagla eksplozja wstrzasnela niebem nad nimi. Gdy dym nieco sie
                                          >
                                          > rozrzedzil ujrzeli dymiace wraki lezace na powierzchni ksiezyca...
                                          > -Niezaleznie od tego co myslisz, to nie jest moja robota- odpowiedzial Azubin
                                          > -
                                          > i jesli chcesz przezyc, lepiej sie przygotuj.
                                          > Dobyl broni i uwaznie rozejrzal sie dookola. Wciaz otaczal dym z plonacych
                                          > okretow, pomiedzy skalami zaczeli jednak dostrzegac niewyrazne postacie, ktore
                                          > zblizaly sie ku nim.
                                          > -Lepiej mysl szybko, Mikolaju.
                                          > Mowiac te slowa Azubin byl juz przy wrogach. Szybkim cieciem przecial
                                          > pierwszego z nich na pol. Dwoch nastepnych pozbawil glow jednym cieciem. Odbil
                                          > kilka strzalow z blasterow....
                                          > Mial chwile spokoju. Nie widzial, co robi Mikolaj. Jego rece, jego ubranie...
                                          >
                                          > umazane byly krwia zabitych wrogow.
                                          > I nagle przypomnial sobie wszystko. Przypomnial sobie kim jest i kim byl-
                                          > chociaz czesto chcialby byc kims innym. Spojrzal na swoje dlonie- nie byly to
                                          > juz dlonie wymuskanego syna wicekrola Federacji Handlowych i jednego z ich
                                          > gubernatorow. To byly rece wojownika, nawyklego do walki i zabijania.
                                          > To co powiedzial Mikolaj wlasnie sie dokonalo. Dobrze zdawal sobie z tego
                                          > sprawe. Dopiero teraz naprawde byl tym, kim byl kiedys.
                                          > Sithowie powrocili.
                                          > Wokol wciaz trwala walka. We wrakach przezyla czesc zalog. Teraz walczyli z
                                          > napastnikami. Azubin zawahal sie. Mogl im pomoc... mogl ich ocalic lub uciec.
                                          > Mikolaj nie zrezygnuje z planow pozbawienia go zycia. Chociaz... mial dobra
                                          > karte przetargowa.
                                          > Po chwili byl juz przy wrakach. Napastnicy, nie spodziewajacy sie naglego
                                          > ataku padali jak muchy, jeden po drugim. Bezbronni i slabi... zwykli
                                          > wyrobnicy... co mogli przeciwstawic w walce wielkiemu Jedi, czy Lordowi Sith.
                                          > Pomogl ocalalym wydostac sie z wrakow. Potem cofnal sie kilka krokow i
                                          > skupil... widzial Mikolaja biegnacego po pobojowisku. Przekazal mu jedna, mysl:
                                          >
                                          > "Proponuje rozejm. Uklad, ktory pomoze nam zniszczyc naszych wrogow. Potem
                                          > odejde i Republika juz nigdy nie ujrzy Sithow... Wszechswiat jest bardzo
                                          > duzy... wiele jest miejsc, do ktorych nigdy nie dotrzecie, ktore nigdy nie beda
                                          >
                                          > wam potrzebne. Nie chce niczego wiecej"

                                          Azubin nie uslyszal odpowiedzi. Mikolaj biegl wprost ku
                                          napastnikom, na pomoc zalodze jednego ze statkow
                                          ratunkowych.
                                          - Luuuke!! - przeciagly okrzyk wzbil sie ponad bitewna
                                          wrzawe.
                                          Jedi odbil kilka strzalow z blastera, rozplatal jednego z
                                          przeciwnikow. Do kontrataku ruszyli tez ci, ktory dotad
                                          bronili sie w rozbitym wahadlowcu. Napastnicy musieli sie
                                          wycofac. Ostatni zginal z rak Mikolaja. Jedi ledwo opanowal
                                          rosnacy gniew - zamiast gonic wrogow, ktorzy w tej chwili
                                          fortyfikowali sie juz za niewielkimi wzniesieniami i
                                          stamtad ostrzeliwali pozostalych przy zyciu Jedi, pobiegl w
                                          kierunku wahadlowca Luke`a.
                                          - Luke, Luke - wydyszal - gdzie jest Luke?
                                          - Jestem. Uspokoj sie. Odetchnij.
                                          Statek zakolysal sie, prawdopodbnie ostrzelany.
                                          - Spokojnie wciagnij i wypusc powietrze. Sluchaj swojego
                                          Mistrza.
                                          Do srodka wpadl jeden z rycerzy w poszarpanym stroju, z
                                          twarza zbryzgana krwia.
                                          - Pomoc... - wybelkotal
                                          - Idziemy, Mikolaju.
                                          Dwoch najwiekszych Jedi w histori [ ;-))) ] wyszlo ze statku
                                          ratunkowego. Mikolaj rzucil okiem na niebo - trwala zacieta
                                          walka. Eksplozja, za eksplozja, trudno bylo stwierdzic, kto
                                          traci statek, kto ma przewage, a wrecz kto uczestniczy w
                                          bitwie. Jedi przelknal sline. Zobaczyl tez ladujace w
                                          odleglosci kilku kilometrow dwa spore transportowce. takie
                                          same, ktore wiele lat temu sprowadzily na Coruscant
                                          smiercionosne droidy bojowe.
                                          Nie mial czasu zastanawiac sie nad tym, co zobaczyl. Luke
                                          ruszyl na wroga, Mikolaj razem z nim. Wywijajc mieczami
                                          wpadli w samo centrum oddzialu najemnikow, ktory jako
                                          pierwszy ruszyl na Jedi. Dopiero po chwli zdali sobie
                                          sprawe, ze u ich boku walczy tez Azubin. We trojke niesli
                                          smierc wrogom.
                                          Garstka pozostalych Jedi ruszyla im na pomoc. Zwyciestwo
                                          wydawalo sie bliskie..
                                          Z transportowcow zaczely wyjezdzac droidy bojowe.
                                          • darthazubin Re: SW RPG III 19.01.03, 16:27
                                            > Azubin nie uslyszal odpowiedzi. Mikolaj biegl wprost ku
                                            > napastnikom, na pomoc zalodze jednego ze statkow
                                            > ratunkowych.
                                            > - Luuuke!! - przeciagly okrzyk wzbil sie ponad bitewna
                                            > wrzawe.
                                            > Jedi odbil kilka strzalow z blastera, rozplatal jednego z
                                            > przeciwnikow. Do kontrataku ruszyli tez ci, ktory dotad
                                            > bronili sie w rozbitym wahadlowcu. Napastnicy musieli sie
                                            > wycofac. Ostatni zginal z rak Mikolaja. Jedi ledwo opanowal
                                            > rosnacy gniew - zamiast gonic wrogow, ktorzy w tej chwili
                                            > fortyfikowali sie juz za niewielkimi wzniesieniami i
                                            > stamtad ostrzeliwali pozostalych przy zyciu Jedi, pobiegl w
                                            > kierunku wahadlowca Luke`a.
                                            > - Luke, Luke - wydyszal - gdzie jest Luke?
                                            > - Jestem. Uspokoj sie. Odetchnij.
                                            > Statek zakolysal sie, prawdopodbnie ostrzelany.
                                            > - Spokojnie wciagnij i wypusc powietrze. Sluchaj swojego
                                            > Mistrza.
                                            > Do srodka wpadl jeden z rycerzy w poszarpanym stroju, z
                                            > twarza zbryzgana krwia.
                                            > - Pomoc... - wybelkotal
                                            > - Idziemy, Mikolaju.
                                            > Dwoch najwiekszych Jedi w histori [ ;-))) ] wyszlo ze statku
                                            > ratunkowego. Mikolaj rzucil okiem na niebo - trwala zacieta
                                            > walka. Eksplozja, za eksplozja, trudno bylo stwierdzic, kto
                                            > traci statek, kto ma przewage, a wrecz kto uczestniczy w
                                            > bitwie. Jedi przelknal sline. Zobaczyl tez ladujace w
                                            > odleglosci kilku kilometrow dwa spore transportowce. takie
                                            > same, ktore wiele lat temu sprowadzily na Coruscant
                                            > smiercionosne droidy bojowe.
                                            > Nie mial czasu zastanawiac sie nad tym, co zobaczyl. Luke
                                            > ruszyl na wroga, Mikolaj razem z nim. Wywijajc mieczami
                                            > wpadli w samo centrum oddzialu najemnikow, ktory jako
                                            > pierwszy ruszyl na Jedi. Dopiero po chwli zdali sobie
                                            > sprawe, ze u ich boku walczy tez Azubin. We trojke niesli
                                            > smierc wrogom.
                                            > Garstka pozostalych Jedi ruszyla im na pomoc. Zwyciestwo
                                            > wydawalo sie bliskie..
                                            > Z transportowcow zaczely wyjezdzac droidy bojowe.
                                            >

                                            Zwyciestwo wydawalo sie blisko. Azubin wyraznie czul emocje swoich towarzyszy
                                            broni. On jednak wiedzial, ze to, przeciwko czemu staja jest o wiele
                                            potezniejsze niz mogli sobie wyobrazic. On jeden zdawal sobie sprawe z potegi
                                            przeciwnika. Chociaz nawet on nie docenil renegatow. Byl pewny, ze podczas
                                            bitwy na Couruscant zostali ostatecznie unicestwieni. Pomylil sie. Ktos musial
                                            stanac na ich czle i pomoc im odrodzic ich potege... ale kto?
                                            Odbil kilka kolejnych strzalow z blastera i jednym cieciem rozplatal dwoch
                                            wrogow. Mikolaj i Luke walczyli w poblizu- niepokonani, wielcy wojownicy
                                            Jedi... jak za dawnych czasow przed tysiacleciami, gdy Republika byla
                                            prawdziwie wielka.
                                            Nagle zdal sobie sprawe. Askani! To musiala byc ona. Powierzyl jej niemal
                                            cala swoja wiedze zanim zginal. teraz dopiero zdal sobie sprawe, ze to ona
                                            odwiedzila go na Naboo.
                                            Odparli pierwszy atak. Pojawily sie jednak kolejne transportowce. Kolejne
                                            droidy wysypywaly sie na olbrzymi plaskowyz najwiekszego z ksiezycow Naboo. A
                                            przeciwko nim stala zaledwie garstka zolnierzy, kilku Jedi i on..
                                            -Wycofajmy sie!- krzyknal do Mikolaja i Luke'a- nie damy my im teraz rady. A
                                            jesli zginiemy juz teraz, Republika nie bedzie w stanie sobie poradzic, nie
                                            beda nawet wiedziec, skad nadeszla zaglada.
                                            W tym momencie na niebie pojawily sie kolejne trzy kule ognia. Statki Jedi
                                            niosace odsiecz... wszystkie zostaly zniszczone. Mikolaj sie wahal.
                                            -Zaufaj mi prosze- powiedzial Azubin znam naszego wroga lepiej niz ktokolwiek
                                            inny...
                                            Sily wroga zbklizaly sie. Azubin przybral postawe obronna. , caly czas jednak
                                            oczekiwal na decyzje swoich sojusznikow (???) ;)
                                            • apostata1 Re: SW RPG III 28.01.03, 12:34
                                              Wszedzie wokol lezaly ciala poleglych. Bitwa ciagle trwala, ale jego to nie
                                              interesowalo. Mial zadanie.
                                              Kiedys byl Jedi... dawno, wiele lat temu. Wolal jednak inna droge-
                                              mroczniejsza, ale dajaca wieksze mozliwosci. Nie wiedzial kim sa ci, dla
                                              ktorych pracuje. Wykonywal tylko ich polecenia, a oni odwdzieczali mu sie za
                                              to, przekazujac mu wiedze i potege.
                                              A teraz mial przed soba najwazniejsze zadanie. Tam, w srodku tej walki bronili
                                              sie najznamienitsi Jedi. Zwykli zolnierze nie byli w stanie dac im rady. Tylko
                                              on mogl to zrobic.
                                              Znajome brzeczenie rozleglo sie, gdy rozlozyl swoj miecz swietlny.
                                              Przeznaczenie czekalo na niego.
                                            • mikolaj7 Re: SW RPG III 31.01.03, 22:31
                                              Mikolaj zmruzyl oczy.
                                              - Uciekamy - krzyknal do pozostalych.
                                              - Od transportowca Mikolaja [tego, ktorym tam
                                              przylecialem;-)] dzielilo ich kilkaset metrow. Rozpoczal sie
                                              szalenczy bieg, pierwsze droidy deptaly im juz po plecach, a
                                              wsrod nich... Mikolaj nie mogl uwierzyc. Krzyknal tylko
                                              przeciagle, Azubin odwrocil sie rowniez. Renegat. We
                                              wlasnej osobie. Luke z ocalala garstka Jedi juz dobiegal do
                                              transportowca.
                                              - Zostaw go mnie - krzyknal Azubin
                                              - Nie! Uciekajmy, musimyyy - ryknal przeciagle Jedi
                                              Pociagnal Azubina i niemalze sila cisnal go prosto w drzwi
                                              transportowca. Statek powoli sie wzniosl. Mikolaj stojac w
                                              otwartej sluzie obserwowal co dzieje sie na planecie.
                                              Plonace wraki, trupy i wszechobecne juz droidy, dobijajace
                                              rannych. I renegat, ktoremu zabraklo zaledwie
                                              kilkudziesieciu metrow, aby skrzyzowac miecze z nim lub
                                              Azubinem. Ucieklismy, pomyslal Mikolaj, jak tchorze.
                                              Natychmiast odpedzil od siebie ta mysl.
                                              Drzwi sie zamknely.
                                              - Wycofaj wszystkie jednostki! - krzyknal Mikolaj do
                                              pilota. - Natychmiast!


                                              [leeecimy!!! pora na ogromna bitwe gdzies w
                                              przestrzeni!:D mamy do wyboru wiele planet, chyba, ze
                                              znowu zniszczymy coruscant?:)) moze byc Hoth, Korelia,
                                              Tatooine, no co tam jeszcze?]
                                              • darthazubin Re: SW RPG III 02.02.03, 13:58
                                                mikolaj7 napisał:

                                                > Mikolaj zmruzyl oczy.
                                                > - Uciekamy - krzyknal do pozostalych.
                                                > - Od transportowca Mikolaja [tego, ktorym tam
                                                > przylecialem;-)] dzielilo ich kilkaset metrow. Rozpoczal sie
                                                > szalenczy bieg, pierwsze droidy deptaly im juz po plecach, a
                                                > wsrod nich... Mikolaj nie mogl uwierzyc. Krzyknal tylko
                                                > przeciagle, Azubin odwrocil sie rowniez. Renegat. We
                                                > wlasnej osobie. Luke z ocalala garstka Jedi juz dobiegal do
                                                > transportowca.
                                                > - Zostaw go mnie - krzyknal Azubin
                                                > - Nie! Uciekajmy, musimyyy - ryknal przeciagle Jedi
                                                > Pociagnal Azubina i niemalze sila cisnal go prosto w drzwi
                                                > transportowca. Statek powoli sie wzniosl. Mikolaj stojac w
                                                > otwartej sluzie obserwowal co dzieje sie na planecie.
                                                > Plonace wraki, trupy i wszechobecne juz droidy, dobijajace
                                                > rannych. I renegat, ktoremu zabraklo zaledwie
                                                > kilkudziesieciu metrow, aby skrzyzowac miecze z nim lub
                                                > Azubinem. Ucieklismy, pomyslal Mikolaj, jak tchorze.
                                                > Natychmiast odpedzil od siebie ta mysl.
                                                > Drzwi sie zamknely.
                                                > - Wycofaj wszystkie jednostki! - krzyknal Mikolaj do
                                                > pilota. - Natychmiast!
                                                >
                                                >
                                                > [leeecimy!!! pora na ogromna bitwe gdzies w
                                                > przestrzeni!:D mamy do wyboru wiele planet, chyba, ze
                                                > znowu zniszczymy coruscant?:)) moze byc Hoth, Korelia,
                                                > Tatooine, no co tam jeszcze?]
                                                >

                                                [bez przesady Couruscant jeszcze istnieje, no chyba ze cos mnie ominelo :))]

                                                -Hoth- powiedzial cicho Azubin.
                                                Jedi spojrzeli na niego zaskoczeni.
                                                -Co to znaczy?- zapytal Mikolaj.
                                                -Uderza na Hoth- odparl spokojnie Sith.
                                                -Jestes pewny?
                                                Azubin pokiwal glowa.
                                                -Niestety. Uwierzcie mi, ze wiem o nich wiecej niz ktokolwiek inny- westchnal-
                                                chyba czas, zebym powiedzial wam prawde. Pewnie niektorzy z was sie jej nawet
                                                domyslaja. Wiem, ze trudno wam w to uwierzyc, ale to ja ich stworzylem... w
                                                pewien sposob. Ponad trzy tysiaclecia temu bylem mlodym Sithem... Glupim i
                                                aroganckim. Wykradlem mojemu mistrzowi Krysztal Sithow... on uczynil mnie
                                                poteznym i niemal niepokonanym. Zdolalem zniszczyc wiekszosc sithow i stanacna
                                                ich czele. Wtedy wlasnie znalazlem sie w samym srodku wojny z Jedi... Te
                                                wydarzenia docieraja do mnie jak przez mgle. W kazdym razie zostalem zabity...
                                                ale moja nienawisc polaczona z potega Krysztalu doprowadzila do tego, ze
                                                odradzalem sie i ginalem jeszcze wiele razy... podobnie jak moi przeciwnicy z
                                                tej ostatniej bitwy... niektorzy z nich sa wsrod was, przypomnijcie sobie swoje
                                                sny i koszmary z dziecinstwa... ale to juz nie wazne. Za kazdym razem
                                                odradzalem sie z nowa nienawiscia. Dlatego stworzylem renegatow... Nauczylem
                                                ich wszystkiego i utworzylem ich imperium.. daleko poza znanym wszechswiatem...
                                                -Ale moja nienawisc w koncu sie wypalila. zrozumialem, jak wiele zla
                                                uczynilem i kolejne tysiaclecie poswiecilem na proby naprawienia go... Gdy
                                                zginal Palpatine, a potem stanalem na czele rzadu Republiki i doprowadzilem do
                                                zniszczenia Kuli Ciemnosci, najgrozniejszej broni Renegatow, w bitwie o
                                                Couruscant, myslalem, ze odkupilem zlo, ktore uczynilem... niestety zlo nie
                                                zostalo wykorzenione. Renegaci sa slabsi niz byli podczas tamtej inwazji... ale
                                                my takze, nie mamy juz tej potegi co wtedy. Musimy zmobilizowac wszystkie sily.
                                                Jedi, Federacje Handlowe i inni sojusznicy. Wszyscy musimy wyruszyc na Hoth...
                                                -Niby dlaczego mamy mu wierzyc?!- krzyknal jeden z mlodych Jedi.
                                                W tym jednak momencie do Luke'a podszedl jeden z jego zaufanych. Przez chwile
                                                szeptali cos cicho.
                                                -W jednym punkcie opowiesc Azubina sie potwierdzila- stwierdzil cicho. W
                                                poblizu Hoth spostrzezono olbrzymia flotylle wroga. Ruszajmy.

                                                * * *
                                                Nawet ci, ktorzy pamietali bitwe o Couruscant zamarli w milczeniu. Wydawalo
                                                sie, ze niezliczone okrety renegatow calkowicie zakryly planete. Flotylla Jedi
                                                zatrzymala sie, obie wrogie armie trwaly w bezruchu.
                                                Nagle pojedynczy strzal unicestwil jeden z glownych krazownikow Jedi.
                                                Eksplozja rozswietlila niebo.
                                                A potem trwajacy w oczekiwaniu kanonierzy uderzyli. Setki tysiecy dzial
                                                wystrzelily niemal w jednym momencie. W tej samej chwili oddzialy szturmowe
                                                Jedi rozpoczely inwazje na planete, rozpoczynajac najwieksza bitwe ladowa w
                                                dziejach galaktyki.
                                                Nikt nie mogl juz zatrzymac rozszalalego zywiolu. Sily wierne Republice mialy
                                                tylko jedno wyjscie.
                                                Zwyciezyc lub zginac.





                                                • apostata1 Re: SW RPG III 04.02.03, 13:39
                                                  Zdolali mu uciec. Patrzyl jak ich statki odrywaja sie od powierzchni planety.
                                                  Tchorze. Ale to nie mialo znaczenia. I tak ich doscignie.
                                                  Zmartwilo go co innego. Ten, ktorego ujrzal, a raczej wyczul wsrod nich.
                                                  Pierwszy odstepca stal po ich stronie, chociaz powtarzano mu, ze to on jest
                                                  tym, ktorego zawsze powinni sluchac.
                                                  Ale moze to wlasnie byla jego szansa? Jesli zniszczy zdrajce nie bedzie
                                                  nikogo, kto bedzie mogl mu sie przeciwstawic.
                                                  Gdy dotarl na Hoth bitwa juz sie rozpoczynala. Przygotowal swoj miecz i
                                                  spojrzal na jego zolnierzy. Byli oddani i gotowi do poswiecenia swojego zycia w
                                                  imie ich sprawy.
                                                  Na niebie nad nimi rozgorzala walka. Przed soba dostrzegl jeden z ladujacych
                                                  statkow desantu Jedi. Gestem nakazal atak swoim ludziom.
                                                  Walka trwala krotko. Odstepca nie mial litosci dla swoich dawnych kompanow.
                                                  Padali pod jego ciosami, jeden po drugim. Zaden nie mogl przeciwstawic sie jego
                                                  mocy. Nawet Qua'nd, jego dawny mistrz ulegl po krotkiej walce.
                                                  Ale to tylko zaostrzylo jego apetyt. Musial odnalezc glownych wrogow.
                                                  Wyczuwal ich dokladnie. Takie natezenie mocy- kilku najpotezniejszych jedi w
                                                  jednym miejscu- nie moglo ujsc jego uwagi.
                                                  Dal znak swoim ludziom i wezwal pojazd, ktory mial zawiezc ich na miejsce.
                                                  Na pobojowisku pozostaly tylko ciala pozabijanych Jedi...
                                                  • darthazubin Re: SW RPG III 07.02.03, 15:01
                                                    Podloga ich statku zawibrowala, gdy dotkneli powierzchni. Wszyscy zwrocili
                                                    wzrok na mistrza Luke'a. Gdy ten dal znak do ataku Jedi wylali sie na
                                                    powierzchnie planety.
                                                    Przeciwko nim stala niemal niezliczona armia. Droidy bojowe, zwyczajni
                                                    zolnierze i renegaci... a wsrod nich ten najgorszy, ten, ktory im przewodzil.
                                                    Nie mieli wyboru. musieli walczyc, albo zginac.
                                                    Ruszyli. W pierwszej linii szedl Azubin i garstka najpotezniejszych Jedi. Ich
                                                    miecze poruszaly sie tylko rytmicznie masakrujac wrogow. Nikt nie byl w stanie
                                                    ich powstrzymac. Nawet renegaci cofali sie z ich drogi. Ale Azubin wiedzial ze
                                                    to tylko kwestia czasu, ze w koncu napotkaja glownego przeciwnika.
                                                    Nagle pojedyczny strzal zniszczyl miecz Mikolaja. Jedi uskoczyl przed
                                                    kolejnym atakiem, ale pozbawiony broni narazal sie na olbrzymie
                                                    niebezpieczenstwo. Azubin w ulamku sekundy rzucil mu swoja bron. Jedi chwycil
                                                    miecz Sithow, czerwone ostrze zablyslo w jego dloni i w tej samej niemal chwili
                                                    odbilo strzal z blastera, ktory- w przeciwnym razie- rozwalilby glowe Jedi.
                                                    -A ty?!- krzyknal.
                                                    -Poradze sobie- odpowiedzial Azubin.
                                                    Mowil to calkiem szczerze. Od dawna uwazal, ze miecz nie jest mu konieczny.
                                                    Juz wiele lat wczesniej zdal sobie sprawe, ze jest bardziej czarnoksieznikiem,
                                                    niz wojownikiem. A teraz mial okazje przekonac sie o tym.
                                                    Z jego dloni wystrzelily blyskawice. Chwile pozniej oslona czystej mocy
                                                    ochronila go przez morderczym ciosem renegata.
                                                    Jedi parli do przodu, pozostawiajac setki cial pokonanych wrogow.
                                                    Wszyscy jednak wiedzieli, ze to tylko wstep do wlasciwej walki.
                                                  • mikolaj7 Re: SW RPG III 09.02.03, 22:22
                                                    Mikolaj pierwszy raz walczyl podwojnym mieczem i co by
                                                    nie mowic o jego wlascicielu [z pkt. widzenia jedi
                                                    oczywiscie;))], bron byla wspaniala. niszczac jednym
                                                    zamachem trzy droidy az usmiechnal sie do siebie. Ale to nie
                                                    byl dobry czas na refleksje i ocene walorow broni. Jedi
                                                    powoli byli spychani do defensywy. Czesc droidow
                                                    ostrzeliwala pole walki z platform unoszacych sie w
                                                    powietrzu, a ci ktorzy znajdowali sie na ziemi czesto
                                                    grzezli w sniegu (Hoth to b. zimna planeta!!) i nie dawali
                                                    rady uciec morderczym pociskom.
                                                    Nagle nad planeta dalo sie slyszec zupelnie nowy dzwiek
                                                    silnikow. Mikolaj zadrzal - jesli to kolejne oddzialy wroga
                                                    bedziemy zgubieni, pomyslal. Zza gor wyleciala eskadra
                                                    statkow.
                                                    - To Luke !! - krzyknal radosnie jeden z Jedi. - Na nowych
                                                    mysliwcach!
                                                    Eskadra niezwlocznie zaatakowala latajace platformy.
                                                    Niestety nie obylo sie bez strat. Odwrot Jedi na chwile
                                                    zostal powstrzymany, ale Mikolaj wiedzial, ze jednym,
                                                    dwoma brawurowymi atakami nie przechyla losow bitwy na
                                                    swoja strone. Na plaskowyzu, kilka kilometrow od centrum
                                                    wydarzen osiadl smukly, czarny "zaglowiec" (cos takiego
                                                    jak mial dooku w ep. 2). Na planete przybyli renegaci...
                                                    Azubin pierwszy dojrzal ladujacy statek, jego twarz
                                                    wykrzywil grymas wscieklosci. A chwile potem na jego
                                                    twarz, na twarz Mikolaja i innych Jedi wypelzl strach.
                                                    Bombowce. A Luke odlatywal [z braku paliwa, ale na
                                                    planecie o tym nie wiedzieli;))], Jedi ustepowali pola na
                                                    niebie, a co sie dzialo w kosmosie bylo zagadka dla sil
                                                    walczacych na planecie.
                                                    Mikolaj na czele Jedi znow ruszyl do ataku. Nie mial juz
                                                    nadziei na zwyciestwo. Kilkadziesiat metrow od niego
                                                    wybuchla pierwsza bomba.

                                                    [ no to nie wiem co dalej.. :))) moze jakas odsiecz Xionca!!!
                                                    z silami federacji, ktore zebral z roznych czesci
                                                    Republiki??]
                                                  • darthazubin Re: SW RPG III 12.02.03, 15:34
                                                    Wybuch oddzielil Azubina od pozostalych. Przez gestniejaca z kazda chwila
                                                    mgle i padajacy snieg widzial czerwone ostrze Mikolaja na przedzie i podazajaca
                                                    za nim grupke Jedi. Wybuchaly kolejne bomby, lecz wiekszosc wojownikow
                                                    uchodzila z zyciem.
                                                    W koncu pierwszy szereg starl sie z wrogiem. Czerwone ostrze Sithow nioslo
                                                    smierc wrogom. Azubin, ktory ju wygrzebal sie z zaspy wysunal przed siebie
                                                    dlonei razac blyskawicami nadchodzace z lewej strony droidy. Kawalki metalu
                                                    rozsypaly sie na wszystkie strony.
                                                    Pomimo to zdawal sobie sprawe, ze ich szanse (w przeciwienstwie do padajacego
                                                    coraz mocniej sniegu) szybko topnieja. Miotal blyskawice w kazdego wroga,
                                                    ktorego dostrzegl, Jedi dawali z siebie wszystko... to jednak bylo za malo,
                                                    zeby zwyciezyc.
                                                    Czyzby na tej ponurej, snieznej planecie mial nastapic koniec ich, Republiki
                                                    i tego wszystkiego w co wierzyli? Czy Rebelia ostatecznie zatriumfuje?
                                                    Nie mogl do tego dopuscic. Byla jeszcze jedna mozliwosc. Skupil sie,
                                                    przekazujac swoje mysli bezposrednio do armii Renegatow. Byl pewny, ze jest
                                                    wsrod nich choc czesc takich, ktorzy nadal pamietaja i czcza Pierwszego
                                                    Renegata.
                                                    Wyprostował się, a jego oczy zagorzały czerwienią. Ruszyl w kierunku Jedi,
                                                    topiac snieg przed soba blyskawicami. Kiedy dotarl na miejsce zdal sobie
                                                    sprawe, ze jego starania odniosly pewien skutek. Na niebie kilka okretow
                                                    renegatow walczylo z ich macierzystym statkiem, a na ziemi kilkudziesieciu
                                                    sithow dolaczylo do szeregow Jedi.
                                                    Ale to wciaz nie wystarczalo. Bronili sie dzielnie, ale co chwila ktorys z
                                                    nich padal martwy na ziemie. A przeceiz to byla dopiero przednia straz armii
                                                    wroga. W oddali, wsrod zamieci dostrzegl zblizajaca sie ku nim posatc wszyscy
                                                    czuli jej potege.
                                                    Renegat. Szedl osobiscie na czerle swojej armii.Azubin wyraznie czul jego
                                                    zamiary. Chcial zabic Mikolaja, najwazniejszych Jedi... a przede wszystkim jego
                                                    samego. Wtedy juz nikt nie moglby stanac dna jego drodze do uzyskania
                                                    calkowitej i niepodzielnej wladzy nad renegatami, a wraz z nimi- nad cala
                                                    Galaktyka.
                                                    Nie mogl do tego dopuscic.
                                                    -Zatrzymam go- krzyknal do Mikolaja.
                                                    Ruszyl w strone wroga. Wiedzial, ze nie moze wygrac tej walki. Wrog byl juz
                                                    zbyt potezny. Ale moze chociaz zatrzyma go na wypozwolic, aby jego wahanie
                                                    przynioslo kloeske. Jedi zwyciezyc.
                                                    Minal maszerujacych zolnierzy wroga. Nie zatrzymywali go. Renegat stal
                                                    nieruchomo, jak gdyby oczekujac tej walki. Azubin patrzyl na niego z oddali i
                                                    po raz pierwszy od tysiecy lat poczul strach. Wiedzial, ze szansa przezycia
                                                    tego spotkania jest minimalna. A- skoro Krysztal Sithow byl juz zniszczony- nie
                                                    odrodzi sie wiecej.
                                                    Zawahl sie na moment. Jesli czyny, ktore popelnilo sie za zycia sa gdzies
                                                    ocenian e, czy zdola kiedykolwiek odkupic morze nieprawosci, tysiaclecia
                                                    gwaltow, mordow, niszczenia planet i calych ras, ktorych dopuscil sie podczas
                                                    kilkudziesieciu pokolen swoich zyc? Nie wiedzial tego. Ale byl pewny jednego-
                                                    mial okazje uczynic cos dobrego i nie mogl pozwolic, zeby jego wahanie
                                                    spowodowalo kleske...



                                                  • apostata1 Re: SW RPG III 14.02.03, 18:11
                                                    Niektorzy z jego ludzi zdradzili, ale to nie mialo juz znaczenia. Zwyciestwo
                                                    bylo w zasiegu jego rak. Zwyciestwo do ktorego byl przygotowywany odkad sie
                                                    narodzil. A teraz juz nikt nie mogl mu go odebrac. Flota Jedi wycofywala sie.
                                                    Ich niedobitki bronily sie jeszcze, ale bylo tylko kwestia czasu, az jego
                                                    ostrze przepolowi ciala najznamienitszych sposrod nich, pozbawiajac Republike
                                                    przywodztwa, ktore mogloby ja ocalic przed zaglada i utworzeniem przez
                                                    Renegatow na jej gruzach Nowego Imperium.
                                                    Nikt nie byl w stanie stanac mu juz na drodze. Kolejnych kilku Jedi zwalilo
                                                    sie na ziemie. Tylko ich przywodcy- walczacy czerwonym mieczem Sithow Mikolaj i
                                                    kilku innych- wciaz rozpaczliwie sie bronilo, ale wiedzieli, ze nie maja juz
                                                    nadziei. Zaglada nieuchronnie zblizala sie ku nim, a wraz z nia ostateczny
                                                    triumf Odstepcow.
                                                  • darthazubin Re: SW RPG III 17.02.03, 12:51
                                                    Smierc zblizala sie. Sith czul to wystarczajaco wyraznie. Renegat przedzieral
                                                    sie przez snieg. Wydawalo sie, ze nikt nie jest w stanie go powstrzymac. Jedi
                                                    padali jak muchy.
                                                    W tym momencie Renegat go spostrzegl. Jego miecz zalsnil zywa czerwienia, a
                                                    dookola polecialy iskry. Azubin uniosl nieuzbrojone dlonie.
                                                    Zaatakowali rownoczesnie. Z dloni Azubina wystrzelily blyskawice, renegat
                                                    wielkimi skokami zblizal sie do swojego wroga. Sith mogl tylko patrzec, jak
                                                    wystrzeliwujace z jego dloni pioruny wydaja sie nie robic na wrogu
                                                    najmniejszego wrazenia.
                                                    Dopadl. Azubin poczul, jak laserowe ostrze zanurza sie w jego brzuchu... Cala
                                                    sile swojej woli wlozyl w to, aby nie starcic swiadomosci, aby jeszcze nie
                                                    umrzec... katem oka widzial jak Mikolaj z mieczem Sithow i pozostali Jedi
                                                    masakruja wrogow.
                                                    Renegat oniemialy patrzyl, jak smiertelnie ranny wrog prostuje sie... Azubin
                                                    przywolal Moc, uderzajac we wroga najpotezniejsza wiazka blyskawic, jaka zdolal
                                                    utworzyc. Wiedzial, ze nie zdola go usmiercic, ale mogl go powstrzymac... na
                                                    mozlwie jak najdluzszy czas.
                                                    Ale to wszystko bylo zbyt malo. Mogl zrobic jeszcze jedno. Byla jeszcze
                                                    jedna, rozpaczliwa mozliwosc. Po raz kolejny przywolal Moc. Byla tak wielka, ze
                                                    niemal rozsadzila jego cialo. Zebral ja w sobie i ukierunkowal...
                                                    Posrodku armady renegatow nagle pojawilo sie cos... A potem wybuch jasny
                                                    niczym supernowa rozjasnil niebo nad nimi...
                                                    Ale Azubin juz tego nie widzial. Nie wiedzial, jak toczy sie bitwa wokol
                                                    niego, co dzieje sie na niebie nad planeta. Nie widzial juz nawet stojacego
                                                    kilka metrow od niego renegata. Jego oczy zaszly krwawa mgla...
                                                    Poczul tylko kolejny cios. Laserowe ostrze miecza Sithow przecielo jego reke,
                                                    przebilo serce... w koncu nie czul juz niczego... Wiedzial, ze teraz nie bedzie
                                                    juz odrodzenia... Krysztal Sithow zostal unicestwiony, a wraz z nim jego
                                                    klatwa...
                                                    To byl juz koniec...
                                                  • mikolaj7 NIEEE ! ! ! ! ! 22.02.03, 20:42
                                                    - Potezna ekspolzja unicestwila dziesiatki statkow, fale
                                                    uderzenia wstrzasnely cala planeta. W kilkusekundowej
                                                    ciszy, jaka zapoanowala dalo sie slyszec:
                                                    - Nieeeee - przeciagly krzyk niosacy sie po plaskowyzu.
                                                    Mikolaj skoczyl w strone Azubina, w zaslepieniu i furii nie
                                                    zwazal na wrogow, pedzil w strone renegata. Znalazl sie
                                                    przy nim blyskawicznie. Gdyby mial chwile czasu do
                                                    namyslu, nie dzialalby pod wplywem impulsu, wiedzialby, ze
                                                    nie ma szans w tej walce, tak, jak Azubin. Ale nie
                                                    zastanowil sie. Na szczescie, bo nie wiedzial, ze wraz ze
                                                    zniszczeniem krysztalu Sithow potega renegatow zalamala
                                                    sie.
                                                    Po blyskawiczenj wymianie ciosow Mikolaj przypuscil
                                                    kolejny atak, uderzajac z lewej strony na ramie
                                                    przeciwnika. ten zaslonil sie instynktownie mieczem,
                                                    Mikolaj przeniosl sile uderzenia na drugie ostrze, obrocil
                                                    lekko miecz i uderzyl drugie ramie. Cios byl nie do
                                                    sparowania. Renegat padl na ziemie. bez krzyku, bez slowa.
                                                    - Azubinie.. - Mikolaj ukleknal przy Sithcie. - Azubinie...
                                                    Przed jego oczyma pojawila sie nagle rozmazana postac
                                                    (jak obi-wan luke`owi po smierci)
                                                    - Walcz. To jeszcze nie koniec - zdawala sie krzyczec.
                                                    Rzeczywiscie - nie byl to koniec. Potega Renegatow
                                                    zalamana ciagle wydawala sie nie do pokonania. Wowczas
                                                    Mikolaj zobaczyl ladujace na planecie nieznane mu statki.
                                                    - Federacje! - uslyszal gdzies z tylu.
                                                    - Xionc przybyl - wyszeptal. - O chwile za pozno.
                                                    Mistrz poderwal sie i ruszyl do walki. Pomimo smierci
                                                    najwazniejszego z nich, renegaci wcale nie zamierzali sie
                                                    poddawac. Walka trwala.

                                                    [zmierzamy do konca sagi:))]
                                                  • azubin Re: NIEEE ! ! ! ! ! 23.02.03, 17:03
                                                    [mowi sie chyba przy Sithu, a nie Sithcie ;)))]
                                                    [to w takim razie dolacze mala czesc narracyjna, zza grobu ;))]

                                                    Jedi parli do przodu. Wydawalo sie, ze nic nie moze ich powstrzymac teraz,
                                                    gdy flota renegatow zostala zniszczona, a sily dobra (???) zostaly wsparte
                                                    przeza nowe, niewyczerpane walka odwody Federacji Handlowych. Renegaci cofali
                                                    sie, choc wciaz byli liczniejsi od swoich wrogow. teraz jednak nagla zmiana
                                                    sytuacji dzialala na ich niekorzysc...
                                                    Ale bitwa na Hoth nie byla jedyna walka z wielkiej zawieruchy wojennej, ktora
                                                    ogarnela cala Republike. Niemal kazdy uklad gwiezdny stal sie polem bitwy
                                                    miedzy silami Rebeliantow i wojsk wiernych Republice. Losy kazdej z tych bitew
                                                    toczyly sie oddzielnie, lecz walczacy w nich wojownicy zdawali sobie sprawe, ze
                                                    sa to tylko potyczki, ze ich zwyciestwo nie bedzie mialo zadnego znaczenia
                                                    jesli na Hoth wygra przeciwnik.
                                                    Wiele planet zostalo unicestwionych w tej straszliwej walce... Wielu wielkich
                                                    generalow Federacji i wojownikow Jedi oddalo swoje zycie. Na Couruscant
                                                    mieszkancy wychodzili ze swoich schronow. Drugi raz w ciagu zycia zaledwie
                                                    jednego pokolenia nad stolica Federacji rozegrala sie straszliwa walka. Wielu
                                                    mieszkancow pamietalo jeszcze ten dzien, gdy Kanclerz Asetine ocalil ich
                                                    wszystkich niszczac Kule Ciemnosci. Teraz ludzie zbierali sie wokol jego
                                                    przewroconego pomnika stojacego przed zrujnowanym budynkiem Senatu...
                                                    Wiedzieli, ze znow wzniosa go- tak jak i cale miasto- jeszcze wiekszym i
                                                    wspanialszym, ze Wielki Kanclerz bedzie ze swego piedastalu spogladal na miasto
                                                    jeszcze wspanialsze, niz to ktore pamietal.
                                                    Ich stolica zostala ocalona. Nieliczni Senatorowie, ktorzy zdolali przezyc
                                                    przemawiali do ludzi, budzac w nich nadzieje.
                                                    Byli jednak i tacy, ktorzy z niepokojem wpatrywali sie w niebo, wiedzac ze
                                                    ich radosc moze byc przedwczesna, ze tym razem to nie na Couruscant rozgrywa
                                                    sie glowna scena dramatu, ze jesli na Hoth Jedi i Federacje zawioda, nie bedzie
                                                    juz sily, ktora moglaby ich ocalic.
                                                    Tymczasem na Hoth jedi dzielnie parli do przodu, wraz ze stojacymi z nimi
                                                    ramie w ramie z zolnierzami Federacji. Renegaci zdolali sie otrzasnac, jednak
                                                    teraz inicjatywa byla po stronie ich wrogow.
                                                    Mikolaj, wciaz stojac niedaleko ciala Azubina, masakrowal wrogow... gdy przez
                                                    moment zapanowal wokol niego spokoj powiodl wzrokiem po okolicy...
                                                    Straty byly straszliwe... niemal wszyscy najslaniejsi Jedi polegli... tak
                                                    samo, jak wielu mlodszych... ale bitwa ciagle jeszcze trwala... "Nie mozesz sie
                                                    poddac Mikolaju" wydawalo mu sie, ze uslyszal znajomy glos w swojej glowie...
                                                    choc moze byly to tylko halucynacje?
                                                    Walka trwala...
                                                  • mikolaj7 Re: NIEEE ! ! ! ! ! 23.02.03, 23:02
                                                    hue hue, po roku wrociles na jasna strone mozy?:)) Azubinie
                                                    Nie-ciemny:)))

                                                    dopisze sie jutro, bo juz teraz nie mam sily na tworcze
                                                    myslenie...
                                                  • azubin Re: NIEEE ! ! ! ! ! 24.02.03, 19:53
                                                    mikolaj7 napisał:

                                                    > hue hue, po roku wrociles na jasna strone mozy?:)) Azubinie
                                                    > Nie-ciemny:)))

                                                    Czyzby to juz rzeczywiscie rok minal?
                                                    Czy wrocilem, to sie jeszcze okaze. W kazdym razie Darth Azubin zginal i nie
                                                    sadze, aby jeszcze kiedykolwiek powrocil.

                                                    (chociaz kto wie? fantastyka lubi wielkie come backi ;)))
                                                  • mikolaj7 Re: NIEEE ! ! ! ! ! 02.03.03, 17:00
                                                    Nad planeta statki federacji doslownie zmiazdzyly potege
                                                    renegatow. Pomoc Xionca okazala sie bezcenna. Wrogowie
                                                    powoli zaczynali sie wycofywac.
                                                    Przegrupuja si, pomyslal Mikolaj, i uderza na Coruscant.
                                                    Musimy skonczyc tu i teraz.
                                                    - Za mna ! - wrzasnal w strone najblizej walczacych Jedi.
                                                    Nie czekajac ruszyli za swoim mistrzem.

                                                    *

                                                    Luke, ktory w wyniku odniesionych ran zostal przeniesiony
                                                    kilkaset metrow za front, a teraz obserwowal bitwe z
                                                    niewielkiego wzgorza juz wiedzial co chce zrobic Mikolaj.
                                                    On tez nie czekal. Podbiegl do mysliwca, odsunal bez slowa
                                                    pilota i wskoczyl do kabiny. Kilkadziesiat sekund pozniej
                                                    byl juz w powietrzu.
                                                    - Czerwony 5 do pozostalych Diablow, Czerowny 5... a
                                                    zreszta, cholera, mowi Skywalker! oslaniamy Mikolaja,
                                                    oslaniamy Mikolaja. Zniszczcie zaglowiec renegatow!!

                                                    *

                                                    W tym czasie Mikolaj biegl juz ku gartsce odzianych na
                                                    czarno postaci. Probowali ukryc sie w statku i odleciec, ale
                                                    kiedy zobaczyli Jedi zatrzymali sie.
                                                    Kolejni towarzysze Mikolaja padali masakrowani przez
                                                    droidy bojowe, on sam jednak nie zatrzymywal sie.
                                                    Trzech renegatow wystapilo przeciwko niemu, reszta
                                                    weszla na poklad zaglowca.
                                                    Dzielily ich juz tylko metry...

                                                    *

                                                    - Ogniaaa! - darl sie Luke
                                                    Kilka H-Wingow ostrzelalo statek flagowy wroga, w
                                                    odpowiedzi male, bezzalogowe jednostki wypuscily w
                                                    strone Jedi miny powietrzne. Na pomoc eskadrze Luke`a
                                                    pospieszyli piloci Federacji.

                                                    *

                                                    Mikolaj zwarl sie z pierwszym renegatem, sparowal jego
                                                    uderzenie, przekrecil miecz o 90 stopni i uderzyl od drugiej
                                                    strony. Przeciwnik uchylil sie, odsunal, do walki wkroczyl
                                                    jego towarzysz. Trzeci wrog rozplatal jednego z
                                                    towarzyszy Mikolaja. Ten z furia w oczach zatrzymal
                                                    uderzenie wroga i wyciagnal reke w strone tego, z ktorym
                                                    jeszcze sie nie zmierzyl. W ulamku sekundy z jego reki
                                                    wylecialy blekitne blyskawice, porwaly renegata, rozdarly
                                                    jego cialo na strzepy. Trzymany w drugiej rece miecz
                                                    zawirowal groznie i polecial na spotkanie czarnego miecza
                                                    renegata. Znowu uzywajac zakazanych mocy Mikolaj
                                                    powalil przeciwnika, pchnal go pod nogi drugiego renegata,
                                                    a tamten nieszczesliwym uderzenim rozplatal glowe
                                                    swojego towarzysza. Zaskoczony swoim czynem wrog
                                                    zatrzymal sie. Popatrzyl na Mikolaja. Wydawalo sie, ze
                                                    blagalnie. Z tym nieokreslonym spojrzeniem w oczach runal
                                                    na ziemie po straszliwym ciosie.

                                                    *

                                                    Pojazd renegatow wzniosl sie juz dostatecznie wysoko, by
                                                    otworzyc sloneczne zagle i odleciec z planety. Miny
                                                    dziesiatkowaly pojazdy Jedi i Federacji. O ile w kosmosie
                                                    mieli przewage, bo miny byly bezuzyteczne, to tutaj nie
                                                    mieli nawet szans zagrozic czarnemu zaglowcowi.
                                                    Luke widzial beznadziejnosc ich sytuacji, widzial
                                                    rozposcierajace sie zagle i wiedzial, ze za chwile wrog
                                                    wejdzie w podprzestrzen. W tym momencie w jego statek
                                                    uderzyl fargment innego, przez korkociag w jaki wpadl
                                                    niemal uderzyl w mysliwiec federacji. Jego statek plonal -
                                                    wiedzial, ze juz nie wyladuje, ze nie moze sie
                                                    katapultowac, ze podzieli los swoich towarzyszy. Ostatnim
                                                    wysilkiem woli skierowal statek prosto w uciekajacych
                                                    renegatow. Na kurs kolizyjny.
                                                    Maksymalna predkosc - miny, wrogowie, sojusznicy migali
                                                    za szybami jego kabiny. Uzbroil wszystkie torpedy, by po
                                                    chwili zamienic sie w kule ognia uderzajaca w zaglowiec
                                                    renegatow.

                                                    *

                                                    Obserwujac swietlny rozblysk i ognie spowijajce pojazd
                                                    renegatow Mikolaj poczul straszliwe uderzenie mocy. Stalo
                                                    sie cos strasznego, ale nie wiedzial jeszcze co. Statek
                                                    wrogow zamienil sie w gigantyczny plomien i eksplodowal
                                                    ze straszliwym hukiem.

                                                    *

                                                    Droidy pozostawione wlasnej inteligencji, bez centralnego
                                                    nadzoru padaly pokotem pod ostrzalem Jedi i Zolnierzy
                                                    Federacji.


                                                  • azubin Re: NIEEE ! ! ! ! ! 04.03.03, 16:56
                                                    Gdzie okiem siegnac lezaly ciala powalonych wojownikow i zniszczone
                                                    urzadzenia bojowe. Snieg powoli znow zaczal pokrywac ciala poleglych...
                                                    Ostatni renegaci bronili sie jeszcze, ale dla wszsytkich bylo jasne, ze to
                                                    juz koniec. Mikolaj stal na najwyzszym w okolicy wzniesieniu, a czerwone ostrze
                                                    jego swietlnego miecza bylo widoczne z daleka. Jego swiatlo przyciagalo
                                                    wszystkich- sojusznikow, ktorzy zbierali sie wokol swego wodza i wrogow, ktorzy
                                                    sciagali, aby poddac sie i prosic o litosc.
                                                    Garstka renegatow, ktorzy na wezwanie Azubina zmienili strone i przeszli do
                                                    obozu Jedi rzucila bron i uniosla rece, czekajac jaka bedzie decyzja
                                                    zwycieskiego wodza...
                                                    * * *
                                                    Walka wciaz jeszcze trwala. Na wielu planetach bitwy z renegatami jeszcze sie
                                                    nie zakonczyly... ale bylo tylko kwestia czasu, az zjednoczone sily Federacji
                                                    Handlowych i Jedi ostatecznie sie z nimi rozprawia...
                                                    * * *
                                                    Tymczasem na Couruscant znow zebral sie Senat, a raczej to co z niego
                                                    pozostalo. Zrujnowana kopula wznosila sie dumnie ku gwiezdzistemu niebu.
                                                    Wszyscy rozumieli, ze teraz, gdy najwieksze zagrozenie zostalo zazegnane,
                                                    nadchodzi czas, aby na nowo uporzadkowac Republike... aby odbudowac ja jeszcze
                                                    wieksza i wspanialsza niz poprzednio.
                                                    * * *
                                                    Mikolaj powiodl wzrokiem dookola. Grupka mlodych Jedi zebrala sie wokol
                                                    niego. Wszyscy starsi juz polegli... Z wyjatkiem jego.
                                                    Zaczynala sie nowa epoka, tego mogl byc juz pewien. Luke nie zyl... wszyscy
                                                    najwazniejsi Jedi byli martwi... wszyscy, ktorzy pamietali dawne czasy,
                                                    Kanclerza Asetine i wielka bitwe z Renegatami o Couruscant... takze ostatni
                                                    Jedi, ktorzy wciaz jeszcze pamietali Rebelie i Imperium poleglo tego dnia...
                                                    A nieopodal spoczywalo cialo jeszcze jednego... odwiecznego wroga, z ktorym
                                                    walczyl tyle razy.
                                                    Darth Azubin byl martwy. A wraz z nim wiara w to, ze Sithowie kiedykolwiek
                                                    moga odzyskac swoja wielkosc...
                                                  • mikolaj7 Re: NIEEE ! ! ! ! ! 25.03.03, 23:26
                                                    Mikolaj powiodl wzrokiem po otaczajacych go zolnierzach.
                                                    - Do waaaalkiiii - ryknal, a czerwone ostrze skierowal
                                                    wobec ostatnich batalionow wrogich droidow.
                                                    Plomienne ostrze raz jeszcze wzielo udzial w walce..

                                                    **

                                                    Cialo Azubina spoczelo na magnetycznych noszach.
                                                    Otoczone blekitnymi pierscieniami unosilo sie pol metra nad
                                                    ziemia. Wokol panowala niezmacona cisza, odglosy walki
                                                    nie docieraly do Mikolaja stojacego nad Sithem

                                                    **

                                                    Kilkaset metrow od Mistrza Jedi zolnierze Federacji
                                                    rozprawiali sie z ostatnimi droidami. Wiekszosc juz dawno
                                                    zostala zniszczona, czesc pozostala sprawna az do konca.
                                                    Rychlego konca, bo nie zostal na planecie juz nikt, kto
                                                    moglby nimi dowodzic.

                                                    **

                                                    Hoth pustoszalo. Martwych Jedi transportowano specjalnym
                                                    statkiem na Coruscant. Na innych planetach nie poniesli
                                                    takich strat, ba - mozna wrecz powiedziec, ze nie poniesli
                                                    zadnych strat. To Hoth stalo sie miejscem ich zaglady. Armia
                                                    Jedi zwyciezyla, ale wielu rycerzy przyplacilo to
                                                    zwyciestwo zyciem. Strat wsrod szeregowych klonow nikt
                                                    nawet nie liczyl.

                                                    Mikolaj stal przy oknie flagowego statku Jedi i spogladal na
                                                    Hoth. Zza planety powoli wylanialo sie oslepiajace slonce.
                                                    Mistrz zdawal sobie sprawe, ze nalezy scigac pozostalych
                                                    przy zyciu Renegatow, ze zaden z nich nie moze ujsc z
                                                    zyciem. A do tego potrzeba bylo pomocy Xionca. Spotkania z
                                                    nim obawial sie najbardziej. Mieli sobie wiele do
                                                    powiedzenia.

                                                    [ houk ! to juz prawie koniec. sorry za zepsucie tempa i
                                                    opuszczenie watku tak nisko :(( ]
                                                  • azubin Re: NIEEE ! ! ! ! ! 04.04.03, 13:43
                                                    Kiedy Jedi stal nad cialem Sitha, spoczywajacym w jego komnacie na flagowym
                                                    okrecie Jedi, jego oczom ukazala sie niewyrazna, zamglona sylwetka. Dobrze
                                                    pamietal opowiesc Mistrza Luke'a i wiedzial, co oznacza to zjawisko...
                                                    -Witaj Mikolaju- przemowil dochadzacym gdzies spoza czasu glosem- rad jestem,
                                                    ze wciaz pozostajesz wsrod zywych, choc tak dlugi czas bylismy wrogami. Ale
                                                    pamietaj, ze jestes jednym z tych, na ktorych barkach spoczywa teraz los
                                                    Republiki. Ostrze, ktore trzymasz w swoich dloniach zostalo stworzone przed
                                                    tysiacleciami dla trzech Sithow-straznikow Republiki... w tych zamierzchlych
                                                    czasach dawno przed rozlamem miedzy naszymi Zgromadzeniami. Twoim zadaniem
                                                    bedzie uczynienie wszystkiego, aby te czasy powrocily. Jestes najstarszym z
                                                    Jedi, ktorzy ocaleli. Nikt z pozostalych nie pamieta czasow upadku Republiki...
                                                    to dobrze, beda mogli przystapic do dzialania nie skazeni dawnymi wyobrazeniami
                                                    i przesadami. Ale pamietaj, iz czeka na was wielkie zadanie. Musicie oczyscic
                                                    zarowno swoje szeregi, jak i Republike z istot malych i nikczemnych;tych, ktorzy
                                                    swoje osobiste dobro przedkladaja ponad chwale Republiki. Zbyt wielu Jedi i
                                                    notabli Federacji pograzylo sie w blogim samozadowoleniu, oddajac sie
                                                    przyziemnym przyjemnosciom. Zbyt wielu uczynilo z wladzy i potegi cel sam w
                                                    sobie, a nie jedynie narzedzie, dzieki ktoremu moga sluzyc ludziom... Zbyt
                                                    wielu zbladzilo, ale teraz jest najlepszy czas, zeby to wszystko naprawic. Jedi
                                                    znow musza zasiasc w lawach Senatu i w Rzadzie Republiki! Jedi znow musza wziac
                                                    na swoje barki dzielo odnowy i uczynic z Galaktyki dom dla wszystkich istot,
                                                    ktore beda goyowe szanowac Prawo Republiki. Czy jestes gotowy pojsc ta droga,
                                                    choc nie jest ona latwa, ani wygodna?
                                                    Gdy mowil, grupka mlodszych Jedi stanela zgromadzila sie dookola,
                                                    przygladajac sie kilku pozostalym przy zyciu czlonkom Rady, ktorzy stali przy
                                                    Mikolaju. Patrzyli to na nich, to na mowiacego Sitha, a w ich oczach byl zapal
                                                    i zarliwosc. Zarliwosc, ktorej nie widziano od tysiacleci, od dni najwiekszej
                                                    chwaly Jedi...
                                                    Obraz lekko zafalowal i obraz sie zmienil. Teraz widzieli wizerunek tworcy
                                                    Trzeciej Republiki Kanclerza Asetine.
                                                    -Wiesz juz zapewne, ze to wlasnie ja bylem Asetine'm- teraz powierzam ci moje
                                                    dzielo: nowe instytucje Republiki, tak jak czterdziesci lat temu przekazalem je
                                                    Xionicowi. Mam nadzieje, ze podzielicie sie wladza i razem poprowadzicie
                                                    obywateli Republiki i ja sama do wielkosci, jakiej jeszcze nigdy nie zaznala.
                                                    A potem zniknal. I wszyscy czuli wyraznie, ze tym razem juz na zawsze.
                                                    * * *
                                                    Walka sie zakonczyla. Okrety Federacji i Jedi ostatecznie unicestwily wrogow.
                                                    Zaden, nawet najmniejszy z ich okretow nie zdolal ujsc calo z oblawy. Nawet
                                                    jeden droid nie pozostal sprawny na polu bitwy.
                                                    Pozostawalo jeszcze pytanie- co uczynic z grupa jencow- Sithow-Renegatow,
                                                    ktorzy posluchali wezwania Azubina i w najtrudniejszym momencie przeszli na
                                                    strone sil Republiki, zaraz po walce skladajac bron?
                                                    * * *
                                                    Na Couruscant mieszkancy zebrali sie pod zburzonym budynkiem Senatu,
                                                    oczekujac na przybycie tych, ktorzy mieli zadecydowac o przyszlosci Republiki-
                                                    ocalalych Senatorow, czlonkow Rzadu Republiki, na czele z Wielkim Kanclerzem
                                                    Xioniciem, ktory- objewszy to stanowisko po Kanclerzu Asetinie- konczyl wlasnie
                                                    swoja kolejna kadencje i wszyscy zastanwaiali sie, czy nadal bedzie stal na
                                                    czele panstwa. I wreszcie oczekiwano na czlonkow Rady Jedi, tych ktorzy
                                                    pozostali wierni nawet w najtrudniejszych chwilach i bez ktorych poswiecenia
                                                    nie byloby tego zwyciestwa.
                                                    W wielomilionowym tlumie zapadla absolutna cisza, gdy na niebie nad nimi
                                                    pojawily sie- niemal jednoczesnie- okrety flagowe Jedi, Federacji i Senatu.
                                                    Nadchodzil czas przemian.
                                                  • seven Re: NIEEE ! ! ! ! ! 20.01.04, 20:54
                                                    Po wielodniowych debatach przedstawiciele Zakonu, dotychczasowych
                                                    wladz republiki i wszystkich wchodzacych w jej sklad swiatow przyjeli
                                                    Nowa Konstytucje. Odbudowano Senat, doslownie i w przenosni - znowu
                                                    stanal na czele Republiki. Pierwszym po wojnie kanclerzem, zostal Xionc,
                                                    zgadzajac sie zarazem, aby wraz z ograniczeniem wplywow kanclerza jego
                                                    stanowisko stalo sie wlasciwie tylko tytularne. Na stale w Senacie znow
                                                    zasiedli rycerze nalezacy do Rady Jedi, podobnie na kazdej z planet
                                                    nalezacych do Republiki czlonkowie Zakonu zajmowali miejsca doradcow
                                                    wladcow badz czlonkow parlamentow.

                                                    **

                                                    Kilka tygodni po zakonczeniu wojny odbyla sie uroczystosc pozegnania
                                                    poleglych. Oficjalnie pozegnano tysiace zabitych, szczegolna uwage
                                                    poswiecajac kanclerzowi Asetine`owi, nikt poza swiadkami jego rozmowy
                                                    z Mikolajem, nie mial sie wiecej dowiedziec o jego prawdziwej naturze.

                                                    **

                                                    Zakon Jedi odbudowywal swoja liczebnosc przez wiele lat. Niemal
                                                    natychmiast po zakonczeniu wojny emisariusze Jedi wyruszyli we
                                                    wszechswiat w poszukiwaniu przyszlych czlonkow Zakonu, ale na
                                                    wyszkolenie nowego pokolenia trzeba bylo czekac jeszcze bardzo dlugo...

                                                    **

                                                    Wedle wszelkich przekazow Sithowie renegaci zostali unicestwieni, ich
                                                    wojska rowniez. Zajeci jednak odbudowywaniem Republiki i wlasnej
                                                    pozycji we wszechswiecie Jedi nigdy nie mieli okazji sprawdzic tego w stu
                                                    procentach ...

                                                    [ i to by bylo na tyle :) po poltora roku konczymy to zapomniane juz SW RPG
                                                    moim krotkim epilogiem :))) z 500 postow poszlo, az sie lezka w oku
                                                    kreci.. pozdrawiam wszystkich, ktorzy wspoltworzyli to opowiadanie,
                                                    zwlaszcza tych, ktorzy juz tu nie zagladaja ]

                                                    mikolaj7

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka