maria421
25.08.04, 14:24
Wspominajac rysiki i stalowki z krzyzykiem na ostatnim Jutkowym zebraniu,
staralam sie porownac zycie, jakie znalam jako pierwszoklasistka z tym, co
mamy teraz.
Pamietam, ze w sklepie spozywczym byla waga z odwaznikami i sklepikarz z
kopiowym olowkiem za uchem. Sklepikarz odwazal 5 dkg cukierkow po 2zl 50gr za
kilogram, 35 dkg sera po 4zl 40gr za kilogram i ra-dwa-trzy obliczal sume do
zaplacenia. Czy te sztuke jeszcze ktos potrafi? Czy teraz jest sklepikarz,
ktory moze istniec bez automatycznej wagi?
Zrobienie bledu ortograficznego w tekscie bylo wtedy wstydem nie z tej ziemi.
Teraz to tez nie jest wazne, bo przeciez jest komputer, ktory nam podkresli,
poprawi...
Teraz mamy wszystko podane na srebrnej tacy i nie musimy czynic zadnego
wysilku myslowego. Jezeli czegos nie wiemy, to wie za nas komputer, wystarczy
tylko wrzucic haslo do wyszukiwarki. Po co mamy myslec,analizowac, dochodzic
wlasnych wnioskow, jezeli mamy na zamowienie gotowe formuly i rozwiazania?
Rezultat tej latwizny jest taki, ze ludzie coraz mniej mysla. A mozg, jak to
juz kiedys Drozda zauwazyl, nieuzywany leniwieje, wiotczeje, maleje...
I w ten sposob traci zdolnosc rozumowania, sadzenia, zdaje sie wiec na sad
innych, przyjmuje idee gotowe do natychmiastowego uzytku, tak jak zywnosc,
ktora nalezy tylko odpakowac i podgrzac w mikrofalowce bez zadania sobie
trudu zdobycia najpierw skladnikow, bez inwencji skomponowania tych
skladnikow, bez trudu znalezienia materialu do energii potrzebnej do
ugotowania pozywienia.
W dwadziescia lat po "1984" coraz czesciej mysle sobie, ze orwellowska wizja
kiedys sie moze spelni. Ale to tylko dlatego, ze my robimy sie na nia coraz
bardziej podatni.