iwannabesedated
30.11.14, 13:32
Otóż onegdaj przy winie opierdoliła mnie Fedorczyk. Za to, że na forum po wyszystkich tych latach każdy jakoś pokazuje swoje "miękkie podbrzusze" - tylko ja jedna nie. Co wstrząsnęło mną, gdyż mnie się wydawało iż, w odróżnieniu od wszystkich, którzy to jakiś odrębny byt forowy od realnego (z wyjątkiem Kiełbia) produkują, to ja jestem całkowicie szczera i naturalna. Fedorczyk posiłkując się bardzo zacną flaszką (no ok, dwoma flaszkami) wina, mnie udowodniła, że ni chuja.
Pomyślałam sobie, że to do dupy jest, bo nie jest moim celem tworzenie jakichś wirtualnych fałszywek, a już szczególnie dla forum, które jest moim konikiem faworytem. Dlatego oto, chociaż mnie się cholernie nie chce, zrobię tu i teraz coming-out holenderski.
Otóż, Kochani moi, zesrało mi się nagle i niedowracalnie i okropnie :( Po trzech tygodniach pobytu, gdzie jakimś normalnym wzlotom oraz upadkom emigranckiego żywota towarzyszyła cudna osobista sielanka z moim chłopem - nagle i niespodziewanie, w przeciągu 3 dni temu chłopu totalnie odjebło. Że musiałam dnia trzeciego salwować się bladym świtem pod ochroną obcych dla mnie ludzi. Przez jakiś tydzień tułałam się po Holandii, starając desperacko znaleźć jakiś sposób pozostania tam. Bo kurwa skoro się już ruszyłam.... Poza tym szalenie mi się tam spodobało. I ja się tam spodobałam, od razu mnie headhunterzy wyselekcjonowali na "executive search", miałam wszelkie szanse na zajebistą pracę w przeciągu kilku dosłownie tygodni. Ja co się zaczęłam czuć w PL jak ostatnia szmata do podłogi, bo nie mogłam znaleźć żadnej pracy choćby najodleglej odpowiadającej moim kwalifikacjom i zawodowemu doświadczeniu. To w tej Holandii od razu zostałam rozpoznana jako ktoś i gość. No ale mi się nie udało dotrwać, i musiałam wrócić.
W końcu teraz dotarłam do Warszawy, wbiłam na łeb ludziom co przejęli pieczę nad moim mieszkaniem, desperacko szukam jakiejkolwiek pracy, bo zostałam z zero kompletnie kasy, za to z długami. Na dodatek Tofik źle zniósł podróż do Holandii, więc udając się w drogę powrotną musiałam się pogodzić z faktem, że pies tego nie przeżyje.
Wśród uczuć co się kłębią dominuje właściwie wkurwienie. Kurwa.
Linę holowniczą rzucili mi jak zwykle Pytun, Fedorczyk, Ojciec, a także moja kumpela Edka, oraz Dado. Którzy powodują, że zaraz po wkurwieniu (KURWA), dominującym uczuciem jest wdzęczność. Oraz zdziwienie, że jeszcze nie mają dosyć mnie w moim bezustannym programie traum, bo ja sama się zaczynam czuć jak przedmiot kampanii zrzutkowej na dziecko z białaczką.
Ot i co. Wyrazy współczucia, gratualcje, wymądrzania, porady głupie i mądre, a także czyjekolwiek poczucia satysfakcji i wyższości, lub - czemużby nie - zazdrość, albo na przykład sympatię i serdeczność - proszę tutaj składać lub nie.