lucja7
29.10.04, 11:03
W zwiazku z porywaniem ludzi np w Iraku, ich publicznym zarzynaniem i
rejwachem jaki to wywoluje w spoleczenstwach "cywilizowanych", nasuwa mi sie
pytanie jaka cene ma nasze zycie.
Religie nakazuja nam zyc ile sie da i glownie nie skracac sobie zycia, w
niektorych krajach o zacieciach religijno-fundamentalistycznych (jak np
Polska) plod zostaje nazywany juz dzieckiem, wszystko to sprawia ze nasza
kultura zachodnia opowiada nam ze zycie to jest cos przewielce wspanialego.
Mniejsza uwage przywiazujemy juz do tego jak te wszystkie zycia, kazde z nich
biegnie i wyglada, ale samo pojecie zycia, wara nie ruszac!
Z drugiej strony mamy miliony zabitych tu i tam, zaglodzonych tu i tam,
zameczonych pomalu jakimis np embargo.
Mamy tez miliardy zyc zupelnie bez sensu.
No a teraz ta Polka z Iraku.
Gdy ja porwano, spadl tu grom zgrozy, a z czasem jej cena tragicznie zmalala.
Mysle ze gdy urzna jej glowe, nikt po niej nie zaplacze (bo pan ambasador ja
kiedys tam wyrzucil...). I tylko tyle wystarczy zeby zycie zamienilo sie w
nic?
Dzis zyjemy w swiecie gdzie kazdy chce byc gwiazda, chocby kwadrans w tv.
Gdy ogladacie programy tv, widzicie w tle publicznosc, zlepek ego
pojedynczych, rozpaczliwie krzyczacych to ja, to ja!!!
Prosze nie odbierac tego jako cos cynicznego, jestem odlegla od takiej
postawy, ale czy ta Polka ktorej nie znam.....moze to jej kwadrans zycia? A
moze wrecz jedyny?
Po prostu neguje koncept smierci w cywilizacji zachodniej. Uwazam ze jest zly
i falszywy bo nie przygotowuje ludzi do smierci i stad szok.
Przyjemnego dnia, a glownie dla Pitou,
lucja