Dodaj do ulubionych

Kobiecy punkt widzenia, po polsku

06.07.05, 15:49
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=150&w=9009777&a=9022715
Przypadkowo znalazlem ten link i pomyslalem sobie o takiej jednej ktora mi
powiedziala, ze gdybym poczekal (na co?) to mialbym jej milosc. Dodam ze ta
osoba ma dwoje doroslych dzieci, sama jest w wieku ze tak powiem, hm, hm a tu
wyciaga jakies plaskie zagrywki w stylu "mialbys moja milosc". A kto jej
powiedzial ze ja chcialem taki towar kupic? Chodzi mi o to ze kobiety za
bardzo sie wyglupija w szafowaniu 'tym' slowem myslac ze faceci sa tak samo
durni jak za czasow ich babc. Moze w tamtych czasach takie numery
przechodzily ale dzisiaj? Proponuje test dla niewierzacych pan: zapytajcie
swojego lubego z dluzszym stazem 'czy mnie kochasz?" i patrzecie w ktora
strone sie spojrzy. Jak jest praworeczny to ma sie popatrzec w lewo ale jak
sie popatrzy w prawo no to mialem racje: robi was w lolo.
A drugi test to... no, na razie dosyc testow. Juz po tym was neizle trafi.
Obserwuj wątek
    • jan.kran Re: Kobiecy punkt widzenia, po polsku 06.07.05, 16:09
      Kogo trafi tego trafi :-))))))
      K.
    • maria421 Re: Kobiecy punkt widzenia, po polsku 06.07.05, 16:22
      Nosz, kurcze, moj maz jakis nietypowy musi byc, bo mi niedawno z wlasnej
      nieprzymuszonej woli powiedzial, ze jestem najlepsza rzecza, jaka mu sie w
      zyciu przytrafila. I to po 23 latach wspolnego pozycia.
    • jutka1 Re: Kobiecy punkt widzenia, po polsku 06.07.05, 16:38
      Poprosze o inny zestaw pytan, bo do tego sie nie przygotowalam, Panie Psorze ;-)))

      Kurdebalans, moze zaczac szafowac dla odmiany? Ciekawe by bylo reakcje
      poobserwowac...

      :-)
    • lucja7 Re: Kobiecy punkt siedzenia 06.07.05, 16:51
      Kobiecy punkt siedzenia mi podpowiada ze mezczyzna mowi kobiecie ze ja kocha
      tylko raz w zyciu. Podobno pozniej nie odczuwa zapotrzebowania.
      Czyli mowi tyle razy ile ma kobiet :)
      • drapieznik a ten jeden raz to na poczatek zeby zaklepac 06.07.05, 18:01
        towar. Mowienie ze sie kocha to forma manipulacji dla mowiacego. Dla
        sluchajacego (-cej) to sa slowa nagrody w stylu Pawlowa. Tak samo jak robienie
        laski. Jezeli chodzi o zapotrzebowanie to nie ma go niegdy ale ze strachu (o
        cos tam) to sie rozne rzeczy wygaduje. Czasem bardzo czesto.


        lucja7 napisała:

        > Kobiecy punkt siedzenia mi podpowiada ze mezczyzna mowi kobiecie ze ja kocha
        > tylko raz w zyciu. Podobno pozniej nie odczuwa zapotrzebowania.
        > Czyli mowi tyle razy ile ma kobiet :)
        >
        • lucja7 Re: a ten jeden raz to na poczatek zeby zaklepac 06.07.05, 18:06
          To znaczy tlumaczysz dlaczego mowi raz, tak?
          Ja tam uwazam ze on jest szczery i mowi prawde, jest w koncu na starance :)
          No i mezczyzni sa oszczedni w slowach, nie potrafia klamac.
          • drapieznik Re: a ten jeden raz to na poczatek zeby zaklepac 07.07.05, 04:55
            hahaha, o optymistyczna!
    • ani-ta Re: Kobiecy punkt widzenia, po polsku 06.07.05, 17:08
      a inny test?
      bo u mnie punkt pierwszy umowy malzenskiej brzmi: "nie gadamy! dzialamy!":)

      czy na forum mezczyzna sa jakies fajne meskie watki?:)
      bo ten to bardziej pasuje do forum "sigle wszystkich krajow laczcie",
      albo "sfrustrowana kobieta - rady, nakazy i zakazy":P
      • drapieznik Slucahj, ani-ta, lowie wszedzie, nawet tutaj, ok? 06.07.05, 18:03
        "u mnie punkt pierwszy umowy malzenskiej brzmi: "nie gadamy! dzialamy!":)"-
        czytajac twoje slowa poczulem straszliwy bol i ulge ze szczescia ze to nie do
        mnie mowia. ot, takie polskie, idz, wez i cos zarob, ty cholerny nierobie!
        • ani-ta Re: Slucahj, ani-ta, lowie wszedzie, nawet tutaj, 06.07.05, 19:28
          ot, takie polskie, idz, wez i cos zarob, ty cholerny nierobie!

          hmm...
          albo ja ciebie albo ty mnie nie rozumiesz?:)

          a chodzilo mi o "mowienie o milosci"... zdecydowanie lepiej jest pracowac na
          milosc niz o niej opowiadac:)
          gesty, spodzianki i niespodzianki... cos co sprawia, ze druga strona czuje sie
          kochana... sa zdecydowanie lepsze niz "czcze gadanie":)

          toc to jest raczej zdecydowanie meski typ myslenia... wiec skad brak
          zrozumienia?:)
    • szfedka moj punkt widzenia, po polsku 06.07.05, 20:07
      to ze czym wiecej mezczyzna mowi ze kocha tym wiekszy bullshit to jest
      Byl taki jeden ktory mi nigdy tego nie powiedzial dopiero po wielu latach ze
      byk zakochany powyzej uszu? I ze przez wszystkie lata nie bylo dnia zeby o mnie
      nie myslal ;) ale dlaczego wtedy nie powiedzial. Ja tez w nim bylam zakochana
      I nie mow mi Drap ze chcial mna manipulowac. Nie. Po prostu czasem jest dobrze
      aby wyjasnic sobie co nie co, dla spokoju.
      I sobie wyjasnilismy...i dobrze. Troche sentymentu zawsze zostanie...
      I tyle

      Nie dziwcie sie ze siem nie udzielam. Zajetam drzewem genealogicznym, doszlo mi
      ok. 100 osob ...i jezu... skrobie i skrobie po angielsku. Jedna kuzynka zadaje
      mi tysiace pytan.
      Wszystkie jenzyki mni siem mnieszaja juz teraz.
      bye
      Wasza Szwedka
      • jutka1 Re: moj punkt widzenia, po polsku 06.07.05, 23:23
        Szfedziu, fajnie masz :-)

        A w adremie...
        Niekoniecznie tak jest. Niektorzy ludzie sa mniej wylewni, niektorzy wiecej
        Jeszcze inni uzywaja tego do bulszytu i manipulacji... a jeszcze inni mowia po
        prostu to, co druga strona chce uslyszec
        • kan_z_oz Re: moj punkt widzenia, po polsku 07.07.05, 03:26
          Drap napisal; ...Chodzi mi o to ze kobiety za bardzo sie wyglupija w
          szafowaniu 'tym' slowem myslac ze faceci sa tak samo durni jak za czasow ich
          babc. Moze w tamtych czasach takie numery przechodzily ale dzisiaj?...

          Ostatnio przeprowadzono sadaz wsrod australijek, probujac ustalic czego
          tutejsze kobiety oczekuja w ukladzie partnerskim. Wyniki byly dla mnie ciekawe;
          na pierszym miejscu wyszla milosc, na drugim macierzynstwo ze zdecydowana
          wiekszoscia glosow. Nastepne pozycje byly; kariera, pieniadze, itp.
          Bylo to ciekawe dla mnie gdzyz w ogolnie przyjetym rozumieniu stereotyp
          Australijki jest podobno zupelnie inny od stereotypu Polki.(tak mi sie
          wydawalo).
          Zmierzam do jednego Drap; kobieta jest kobieta, bez wzgledu na jezyk jakim
          mowi. Moze nie zawsze i nie u wszystkich musi byc milosc do mezszczyzny. Po
          kilku mezach mozna miec dosyc. Wazne jest dla kobiet uczucie bliskosci,
          intymnosci; moze byc z przyjaciolkami, dziecmi itp, ale jest wazne i kropka.
          Zmienianie tego to jak karmienie lwa trawa. Zdechnie z glodu i tyle.

          Panowie nie sa chetni do wymowienia slowa 'kocham'; raz powiedzieli wiec nie ma
          potrzeby sie powtarzac. Jest to tak samo jakby kobieta powiedziala ci; byles
          raz w zyciu na rybach wiec Ci wystarczy.

          Kan


          • drapieznik Re: moj punkt widzenia, po polsku 07.07.05, 05:05
            o rybach to nietrafne bo wlasciwie to ten raz mi wystarcza. Co do kobiet...
            mierzysz wedlug siebie. Jest mnostwo kobiet wprost makabrycznych. Jak np
            dziweczyna mojego kolegi. Mial sie z ta cholera ozenic, nawet na slub mnie
            zaprosili, w miedzyczasie urodzilo sie dziecko, ona sie uparla na wesele z
            welonem i duzym pierscionkiem (juz po pierwszym dwojgu swoich dzieci z innym),
            on sie nie zgodzil bo biznes wazniejszy. Wziela sie i wyprowadzila jak biznes
            zaczal nie isc... Raz spoznil sie o 5 minut a ta w ryk ranionego bawolu: co ty
            sobie k. myslisz ty ch.? Spiesze sie do pracy! Zbladlem,pytam gdzie ona pracuje
            myslac ze w jakiejs Waznej Instytucji Ratujacej Cale Panstwa Natychmiast a ten
            mowi: w McDOnaldzie. Sprzedaje? Nie, sprzata. paniusia ubrana w futerko, jakies
            wlochate buty, jak do ministerstwa, psiakrew. Inna taka potrzebujaca bliskosci
            slyszalem w akcj w sklepie: no, k., wyciagaj te monce i nie lec w ch....
            Przy calej kolejce.
            Juz nie wspomne o mojej bylej. Dziwisz sie jeszcze ze tak pisze?
            • ani-ta Re: moj punkt widzenia, po polsku 07.07.05, 06:38
              hehehe
              tz. szczyt subtelnosci;))))))))))))
              • kan_z_oz Re: moj punkt widzenia, po polsku 07.07.05, 07:53
                drap napisal; o rybach to nietrafne bo wlasciwie to ten raz mi wystarcza. Co do
                kobiet...
                mierzysz wedlug siebie. Jest mnostwo kobiet wprost makabrycznych. Jak np
                dziweczyna mojego kolegi. Mial sie z ta cholera ozenic, nawet na slub mnie
                zaprosili, w miedzyczasie urodzilo sie dziecko, ona sie uparla na wesele z
                welonem i duzym pierscionkiem (juz po pierwszym dwojgu swoich dzieci z innym),
                on sie nie zgodzil bo biznes wazniejszy. Wziela sie i wyprowadzila jak biznes
                zaczal nie isc... Raz spoznil sie o 5 minut a ta w ryk ranionego bawolu: co ty
                sobie k. myslisz ty ch.? Spiesze sie do pracy! Zbladlem,pytam gdzie ona pracuje
                myslac ze w jakiejs Waznej Instytucji Ratujacej Cale Panstwa Natychmiast a ten
                mowi: w McDOnaldzie. Sprzedaje? Nie, sprzata. paniusia ubrana w futerko, jakies
                wlochate buty, jak do ministerstwa, psiakrew. Inna taka potrzebujaca bliskosci
                slyszalem w akcj w sklepie: no, k., wyciagaj te monce i nie lec w ch....
                Przy calej kolejce.
                Juz nie wspomne o mojej bylej. Dziwisz sie jeszcze ze tak pisze?

                Nie dziwie sie. Nie napisalam aby wydziwiac czy kogos ulepszac. Kazdy ma swoja
                droge do odbycia i problemy do rozwiazania. Roznica moze byc tylko taka, ze ja
                akurat moge miec ta 'dzialke' lepiej dopracowana i balagan gdzie inndziej. Nie
                znaczy tez, ze mam dopracowana bo jestem taka madra tylko sporo pracowalam
                akurat nad tym. A raczej pracowalismy; 18 lat malzenstwa z jedna osoba, mysle,
                ze mozna okreslic jako udanego. A poczatki, moze nie tak drastyczne ale nie
                byly wcale latwe.
                Odpowiedz wciaz taka sama; milosc jest wazna.

                Z rybami to tylko przyklad; wiesz co mam na mysli. Panowie lubia miec hobby,
                jaskinie, dziure w ktora wlaza na kilka godzin dziennie lub lykendowo.

                Pytasz, ale mam wrazenie, ze kluczysz wokol tematu. Czy mozesz bardziej
                sprecyzowac swoje pytanie? (O ile masz pytanie)

                Kan
            • szfedka Drapie... 07.07.05, 14:21
              drapieznik napisał:

              Raz spoznil sie o 5 minut a ta w ryk ranionego bawolu: co ty
              > sobie k. myslisz ty ch.? Spiesze sie do pracy! Zbladlem,pytam gdzie ona
              pracuje
              >
              > myslac ze w jakiejs Waznej Instytucji Ratujacej Cale Panstwa Natychmiast a
              ten
              > mowi: w McDOnaldzie. Sprzedaje? Nie, sprzata. paniusia ubrana w futerko,
              jakies
              >
              > wlochate buty, jak do ministerstwa, psiakrew.



              Gdyby ona pracowala w jakiejs Waznej Instytucji Ratujacej Cale Panstwa
              Natychmiast to moglaby sie spozniac ale nie jako sprzataczka w McDonaldzie...
              • drapieznik Re: Drapie... 07.07.05, 16:01
                kan: jasne ze klucze bo temat jak moze. Ty mi piszesz ze szczescie po 18
                latach. A sprobuj 60 lat i w zgodzie. Znam takie przypadki. 18 lat to drobny
                pryszcz. Widac kobiety w tamtych czasach byly inaczej robione.


                szf: wisz, mam uraz do sprzataczek i kucharek od czasu tego przedstawienia
                • szfedka Re: Drapie... 07.07.05, 16:10
                  drapieznik napisał:


                  > szf: wisz, mam uraz do sprzataczek i kucharek od czasu tego przedstawienia


                  wyobrazam sobie ;)
                  i...co to za malzenstwo gdy zona nazywa meza ch... i morde drze...
                  na pohybel ...
                  • ani-ta Re: Drapie... 07.07.05, 16:30
                    general nie chyba zdrowy psychicznie czlowiek unika jednostek "wyzywajacych":)

                    a dama w futrze i z chu%%mi... hmm to musialo komicznie wygladac?:)
                    • drapieznik Re: Drapie... 08.07.05, 02:33
                      tak a do tego ryk ranionego bawolu na cala ulice o godzinie dziewiatej
                      wieczorem w zimie. Futro, kozaczki i ten ryk ranionego bawolu...Jestem w szoku
                      do dzisiaj.
    • basia553 Re: Kobiecy punkt widzenia, po polsku 07.07.05, 09:36
      milosc Drapie jest tak wazna, ze jak jej zabraknie, mozna latami zyc jej
      wspomnieniem. Ale nie dziwie sie ze tak piszesz, skoro miales odpowiednie
      przezycia - osobiscie i w otoczeniu. nie wiem czy masz aktualnie kolezanke, ale
      latwo jej nie jest/nie bedzie przekonac Cie, ze milosc owsze, dajom, ale nie
      kazdemu.
      • jutka1 Ament Basiu :-) ntxt 07.07.05, 09:48
      • drapieznik Re: Kobiecy punkt widzenia, po polsku 07.07.05, 16:07
        zawsze sie znajduje jakas chetna i obywa sie bez przekonywania i wielkich slow.
        Milosc nie jest nikomu do niczego potrzebna tylko niektorym kobietom. Kobiety
        lubia sie oszukiwac (ergo lubia byc oszukiwane) bo to daje im jakies
        zadowlenie. To 'slowko' jest dla nich magicznym plastrem na wszystkie bolaczki.

        Powiem ci sekret meski, ok? A wiec jak cos spieprze a ta sie wscieka to mowie:
        ale ja cie kocham'. Trzeba widziec usmiech na twarzy i
        natychmiastowe 'przebaczenie' najwiekszych (hihihihi) win. A jednak mnie kocha.
        Mocne to, co nie? Cos mi sie zaczyna wydawac ze sami (-nie samotni) maja wiecej
        pojecia o zwiazkach niz zonato-mezaci. To samo o gotowce czy gotowaniu. Wszyscy
        znaja kawal o twierdzy.
        • lalka_01 Re: Kobiecy punkt widzenia, po polsku 07.07.05, 16:22
          zdradze Ci kobiecy sekret - slodkie usmiechanie sie moze tez oznaczac -
          "booosze, ten znowu swoje, nuuuda panie, czas leci a trener (ogrodnik, kolega
          z pracy itp.) czeka" .
          Zycie nie wyglada wbrew pozorom jak meski lunapark.
          • ani-ta hahahahhahahahahha:)))))))))) ntxt 07.07.05, 16:31

          • lucja7 Re: Kobiecy punkt widzenia, po polsku 07.07.05, 16:55
            Swiete slowa lalka :)
            Uwazaj Drapiezny, bo odnosze wrazenie ze problemy mesko-damskie uwazasz juz za
            uregulowane. A szkoda byloby.
            • drapieznik Re: Kobiecy punkt widzenia, po polsku 08.07.05, 02:37
              Wiesz lucja, tu masz 100% racji, jak zwykle twoja analiza jest precyzyjna: mam
              jednak przewage: panstwo wymaga ode mnie podpisu zeby sie do mnie przyp..c. A
              poki co reka pocieta wiem mam spokoj.
          • drapieznik Re: Kobiecy punkt widzenia, po polsku 08.07.05, 02:35
            Widzisz lalka, i to sie nazywa rzeczowa wymiana pogladow. Jeszcze kilkadziesiat
            wpisow i mozemy pisac kisazke "Kobiety z Wenus a Mezczyzni z Marsa? I Wyscie
            sie na to Dawali Nabierac Latami?"
            lalka_01 napisała:

            > zdradze Ci kobiecy sekret - slodkie usmiechanie sie moze tez oznaczac -
            > "booosze, ten znowu swoje, nuuuda panie, czas leci a trener (ogrodnik,
            kolega
            > z pracy itp.) czeka" .
            > Zycie nie wyglada wbrew pozorom jak meski lunapark.
        • jutka1 Re: Kobiecy punkt widzenia, po polsku 07.07.05, 17:26
          Nie wszyscy. Ja nie znam.
    • bird_man Re: meski punkt widzenia, po mojemu 07.07.05, 16:59
      ha, ha, ha .. ale sie usmialem....
      podobno kazdy ma tak dobrze jak sobie zasluzyl (buddysci twierdza nawet ze
      poprzednie zycia sie licza..)
      To juz ja wole moje nastawienie do kobiet tego swiata
      pozdrawiam
      ptaszek
      • ani-ta Re: meski punkt widzenia, po mojemu 07.07.05, 17:35
        witaj!:)
        czekamy na kolejna egzotyczna opowiesc:)))
      • drapieznik Re: meski punkt widzenia, po mojemu 08.07.05, 02:38
        z buddystami to uwaga, bo ich wiara polega na praniu mozgu zenami i ramami.

        bird_man napisał:

        > ha, ha, ha .. ale sie usmialem....
        > podobno kazdy ma tak dobrze jak sobie zasluzyl (buddysci twierdza nawet ze
        > poprzednie zycia sie licza..)
        > To juz ja wole moje nastawienie do kobiet tego swiata
        > pozdrawiam
        > ptaszek
    • bella-donna Re: Kobiecy punkt widzenia, po polsku 07.07.05, 19:43
      Mezczyzni sa raczej powsciagliwi w wyrazaniu swoich uczuc
      i kiedy ciagle powtarzaja , ze kochaja to tak naprawde nie wiedza/czuja
      co to jest milosc, madra kobieta powinna wiedziec ze w takim przypadku
      chodzi tylko o sex.
      Ps. A kobiete z Twojej historyjki musiales zdrowo bajerowac skoro po
      latach jeszcze Cie pamieta, podaj wiecej faktow.
      • drapieznik Re: Kobiecy punkt widzenia, po polsku 08.07.05, 02:42
        Moj bajer jest bardzo prosty i po tygodniu: NIE. Reszta to logistyka,
        umiejetnoisc planowania czasu i rotacja numerow telefonow. FIFO i LIFO.

        • bella-donna Re: Kobiecy punkt widzenia, po polsku 08.07.05, 16:32
          drapieznik napisał:
          I coz z ta duma poczniesz ? tyle tygodni jeszcze przed Toba..
    • drapieznik No dobra, teraz wam dowale. 08.07.05, 14:16
      Tu jest caaaaala dyskusja na temat tej tzw 'milosci'. Wniosek jest krotki, tak
      jak sugerowalem: facet chce podupczyc wiec powie wszystko zeby dostac cukierka
      na noc a kobieta sie absolutnie zgodzi na wszystko jak facet zechce jej cos
      takiego powiedziec (to sie nazywa tzw 'bajer, widac to np w filmie True Lies).
      Problem placenia wynika pozniej. Bawcie sie dobrze!

      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=150&w=26141328&a=26141328



      drapieznik napisał:

      > forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=150&w=9009777&a=9022715
      > Przypadkowo znalazlem ten link i pomyslalem sobie o takiej jednej ktora mi
      > powiedziala, ze gdybym poczekal (na co?) to mialbym jej milosc. Dodam ze ta
      > osoba ma dwoje doroslych dzieci, sama jest w wieku ze tak powiem, hm, hm a tu
      > wyciaga jakies plaskie zagrywki w stylu "mialbys moja milosc". A kto jej
      > powiedzial ze ja chcialem taki towar kupic? Chodzi mi o to ze kobiety za
      > bardzo sie wyglupija w szafowaniu 'tym' slowem myslac ze faceci sa tak samo
      > durni jak za czasow ich babc. Moze w tamtych czasach takie numery
      > przechodzily ale dzisiaj? Proponuje test dla niewierzacych pan: zapytajcie
      > swojego lubego z dluzszym stazem 'czy mnie kochasz?" i patrzecie w ktora
      > strone sie spojrzy. Jak jest praworeczny to ma sie popatrzec w lewo ale jak
      > sie popatrzy w prawo no to mialem racje: robi was w lolo.
      > A drugi test to... no, na razie dosyc testow. Juz po tym was neizle trafi.
      • basia553 nic nie dowaliles.dales tylko dupy 08.07.05, 14:25
        bo cytujesz faceta, ktöry sam o sobie möwi, ze "jako stworzenie prymitywne zyje
        aby spozywac, kopulowac i wydalac". Daj spoköj, Drapie. od CIEBIE oczekuje
        czegos wiecej.
        • drapieznik co, sekrety objawiam i psuje interes? 08.07.05, 14:41
          www.nerve.com/regulars/ididitforscience/revjen/006/
      • szfedka ja Tobie odwale... 08.07.05, 14:50
        wniosek jest krotki ze faceci zyja w iluzji ze kobiety nie chca "dawac" ;)
        a co Ty sobie myslisz ze my tak naprawde Wam łaske robimy?
        ze my tye klocki to tylko tylko zeby dzieci płodzic?
        naiwny Ty ;)
        • ani-ta Re: ja Tobie odwale... 08.07.05, 16:34
          szfedka napisała:

          > wniosek jest krotki ze faceci zyja w iluzji ze kobiety nie chca "dawac" ;)

          mundrze powiedziane szwedziu:)
          niech kombinuja... ostatni raz na talerzu powinni dostac cycka mamki jako
          noworodki - potem trzeba troche sprytu, jak sie cos chce:P

          i znowu w glowie mam list tego Niemca z wyliczanka powodow na NIE jego
          bylej:))) ktos to ma gdzies zachowane?:)))
          jeszcze lepiej... list-odpowiedz jego bylej skad te NIE sie wziely!:)))))))))
          • lucja7 Troche dyplomacji 08.07.05, 19:51
            Potrzeba troche dyplomacji raczej niz sprytu. Bo z tym sprytem to roznie bywa,
            ma krotkie nogi.
            • ani-ta mnie uczyli, ze... 08.07.05, 20:10
              klamstwo ma krotkie;)

              ale fakt "dyplomacja" brzmi lepiej:)
        • jutka1 Re: ja Tobie odwale... 09.07.05, 09:25
          szfedka napisała:

          > wniosek jest krotki ze faceci zyja w iluzji ze kobiety nie chca "dawac" ;)
          > a co Ty sobie myslisz ze my tak naprawde Wam łaske robimy?
          > ze my tye klocki to tylko tylko zeby dzieci płodzic?
          > naiwny Ty ;)
          ***********
          Kurcze, umknelo mi to.. :-)))

          Swinto prowdo kumo droga!!
          Kobity tez potrafia przyjsc, wziac jak swoje i pojsc, nespa?

          ;-))))))))
          • kan_z_oz Zostalam zbyta... 11.07.05, 12:12
            Drap, nie mozna martwiec sie za caly swiat. Kazdy ma swoje definicje szczescia.
            Jakie jest Twoje pytanie; prosze mnie nie zbywac mnie, ze 18 lat ta za krotko.
            18 lat, gdzie kazdy rok jest inny jest tak samo cenne jak 20 lat powtarzania
            tego samego doswiadczenia.
            Mowisz tylko dupczenie; dupczenie jest Ok tak samo jak wyjscie do dzimu i
            cwiczenie areobiczne. Sorry ale sprowadzenie przyjazni, kumpelstwa, lojalnosci
            w wielu sytuacjach, wychowania syna do gimnastyki jest przesada. Milosc jest
            podstawa do tego by po 18 latach rozmawiac i miec wspolne tematy. Tematy ktore
            sa interesujace. Ta druga polowa staje sie Twoja druga czescia, wiesz co mysli
            i chce powiedziec.
            Jakie jest Twoje pytanie? czy warto? czy, ze nie da sie zrobic?
            Warto i da sie zrobic.
            Kan
            • drapieznik Re: Zostalam zbyta... 12.07.05, 14:25
              ciekawie to ujelas, szczescie to towar ktory kosztuje a jak widac to gdyz
              jedni lubia za szczescie placic i to wszystko- na wasze szczescie zreszta. W
              koncu, drogie panie, walnijcie sie w piersi, ile panow spotkalyscie ktorzy na
              pierwszej randce sie zakochiwali (czesto na cale zycie), wciskali wam swoj
              portfel i blagalnie patrzyli wam w oczy czy wystarczy?

              Ot wczoraj, rozmawialem z klientem i bardzo fajny gosc (dla kobiety) wiec pytam
              czy sie rozwiodl. Okazuje sie ze tak. Wiec zapytalem dlaczego takiego goscia
              zostawia kobieta i odchodzi z dwojgiem dzieci. A ten na to: to jeszcze nic.
              odeszla z moim najlepszym kolega... Mowie: zrobila ci przysluge. Widzialem taki
              przypadek, moj kolega, fajny, zawod, dom, po garach potrafil dac. Ona odeszla
              do faceta ktory: mieszkal wtedy w namiocie, mial przebite oko nozem w jakiejs
              bopjce, nie mial pracy, wlasnie wyszedl z wiezienia. Ona miala swoich dwoje
              dzieci.

              Z 'kumpelstwem' to jest tak, ze jak stawiasz (dajesz cos tam w handlu
              wymiennym) to masz kumpli, jak przestaniesz to ich nie masz. Kumpli to sie
              tak 'pobiera' jak otwiera sie butelke z dzinem (duszkiem): otwierasz, bierzesz
              ile ci potrzeba i zaraz szybko zamykasz. Lojalnosc nie istnieje i obawiam sie
              ze jest to polska pozostalosc z zycia klanowego we wspolnocie pierwotnej. Klany
              sa rowniez za granica ale cena bycia w takim klanie jest olbrzymia mimo ze z
              pozoru oplacalna.

              No i ostatnie: czy warto czy sie da zrobic?
              Nie warto chociaz jak widac na niewielu zalaczonych przykladach, czasami da sie
              zrobic.

              kan_z_oz napisała:

              > Drap, nie mozna martwiec sie za caly swiat. Kazdy ma swoje definicje
              szczescia.
              >
              > Jakie jest Twoje pytanie; prosze mnie nie zbywac mnie, ze 18 lat ta za
              krotko.
              > 18 lat, gdzie kazdy rok jest inny jest tak samo cenne jak 20 lat powtarzania
              > tego samego doswiadczenia.
              > Mowisz tylko dupczenie; dupczenie jest Ok tak samo jak wyjscie do dzimu i
              > cwiczenie areobiczne. Sorry ale sprowadzenie przyjazni, kumpelstwa,
              lojalnosci
              > w wielu sytuacjach, wychowania syna do gimnastyki jest przesada. Milosc jest
              > podstawa do tego by po 18 latach rozmawiac i miec wspolne tematy. Tematy
              ktore
              > sa interesujace. Ta druga polowa staje sie Twoja druga czescia, wiesz co
              mysli
              > i chce powiedziec.
              > Jakie jest Twoje pytanie? czy warto? czy, ze nie da sie zrobic?
              > Warto i da sie zrobic.
              > Kan
              • bella-donna Re: Zostalam zbyta... 12.07.05, 19:33
                Nie rozumiem, dlaczego kobiety traktuja mezczyzn jak zagubione owieczki, ciagle
                pouczajac, wybaczajac, rozumiejac, tlumaczac. Napisz szczerze co sadzisz o
                takich kobietach i czy Ty jestes reformowalny.
              • jutka1 Reasumujac.... 12.07.05, 21:32
                Facet chce tylko pociupciac, a cala reszta to otoczka majaca na celu zamydlenie
                oczu bidnej naiwnej babie, ktora za "kocham cie" wszystko wybaczy, nogi rozlozy
                i przecierpi ten ohydny obowiazek "dania sie" samcowi. Oczywiscie na plecach,
                nieruchomo, z zamknietymi oczyma, wyrazem obrzydzenia na gembie ortzam, broncie
                Niebiosa zeby jakis orgazm czycus byl z tego!, no i myslac w trakcie o
                jutrzejszym obiedzie oraz szopingu....

                Hahahahahaaaaaa, to sie obsmialam! :-)))))))
                • drapieznik Re: Reasumujac.... 13.07.05, 15:24
                  Jutka, nie wiem kto to napisal czy ty czy ktos inny: "Facet chce tylko
                  pociupciac, a cala reszta to otoczka majaca na celu zamydlenie
                  oczu bidnej naiwnej babie, ktora za "kocham cie" wszystko wybaczy, nogi rozlozy
                  i przecierpi ten ohydny obowiazek "dania sie" samcowi. Oczywiscie na plecach,
                  nieruchomo, z zamknietymi oczyma, wyrazem obrzydzenia na gembie ortzam, broncie
                  Niebiosa zeby jakis orgazm czycus byl z tego!, no i myslac w trakcie o
                  jutrzejszym obiedzie oraz szopingu....", ale tak wlasnie jest z mala poprawka,
                  nie napisano o watku ekonomicznym 'tej sprawy'. Nie ma sie czego wstydzic,
                  sprawe mozna nazywac po imieniu a moze mniej bedzie rozwodow. Brytyjki maja
                  jeszcze jedna opcje: kobiety moga myslec o Krolowej Matce podczas stosunku,
                  hehehehe
                  • jutka1 Re: Reasumujac.... 13.07.05, 15:35
                    Drapie, sama to wlasnoklawiaturowo napisalam, reasumujac Twoj poglad w tej
                    kwestii.. z tym, ze ironizowalam... ;-)))

                    Wg tego opisu, plus Twoj dodatek ekonomiczny, wychodzi mi jedno.
                    NIE jestem kobieta ;-)
                    Kurdebalans. Biegne sie leczyc! ;-))))
                    • drapieznik Re: Reasumujac.... 13.07.05, 20:52
                      aaa, wiec potrafisz sie genialnie wczuc w sposob mojego niezaklamanego
                      myslenia. Nawet lucja (zdziwienie) tego nie potrafila a tak byloby jej z tym do
                      twarzy. Kan_z_oz potraktowala mnie za powaznie usilujac mnie nawrocic i wierzac
                      ze nie jestem stracony dla ludzkosci.

                      Tutaj, podaje nastepny paszkwil nt zwiazkow kobieco-meskich:
                      wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1634250,61346,2434962.html?x=13
                      jutka1 napisała:

                      > Drapie, sama to wlasnoklawiaturowo napisalam, reasumujac Twoj poglad w tej
                      > kwestii.. z tym, ze ironizowalam... ;-)))
                      >
                      > Wg tego opisu, plus Twoj dodatek ekonomiczny, wychodzi mi jedno.
                      > NIE jestem kobieta ;-)
                      > Kurdebalans. Biegne sie leczyc! ;-))))
                      >
                      • lucja7 nie udawaj asumuj.... 13.07.05, 20:59
                        Nie udawaj cwaniaczka drapieznik, zostales zdemaskowany. I zostaje ci asumowac
                        (a nie reasumowac)!
                      • jutka1 Re: Reasumujac.... 13.07.05, 23:12
                        Drogi Drapie, ja sie nie wczuwalam tylko rece mi same klawiaturowaly, trzecie
                        oko mrugalo lubieznie, Sobotka swieta gora prezyla czakramy za oknem (ze strychu
                        po lewo), i wyszlo zem sie wczula, heh? ;-)

                        Tak czy siak, donosze. Lekarz powiedzial zem baba i nie widzi inaczej. Na co ja:
                        - Alez panie doktorze, znaczy Heniu, popatrz no jaka kobita powinna byc, poczytaj
                        dyskusje na najjebliwszym forumie (nazwe forum wymazalam i nicki tez, coby
                        Heniek za nami nie lazil)!!!

                        Pan doktor, Heniek znaczy, przeczytal, pomyslal, czolo mu sie zmarszczylo, zmierzyl od stop do glo i gado:
                        - Moja droga, musze to sobie przemyslec, zadzwon za dwa dni

                        heheheheheheheeee
                        :-)))))))
    • xurek milosc 14.07.05, 10:20
      Kobiecy punkt widzenia jest z pewnoscia inny niz meski, nie zgadzam sie jednak
      z Drapieznikiem, ze musza to byc punkty antagonistyczne. Nie kazdy zwiazek
      kobiety z mezczyzna to wzajemne „rolowanie i robienie sie w balona“. Sa tez
      moim zdaniem zwiazki symbiotyczne, w ktorych nawet gdy punktu widzenia partnera
      sie nie rozumie, to sie go reskpetkuje i bierze pod uwage we wlasnej
      dzialalnosci.
      Wiem z cala pewnoscia, ze moj maz nie mowi, ze mnie kocha, by „zatuszowac“ tym
      slowem jakas „wine“ badz cos ode mnie „wyciagnac“. Wiem to, poniewaz jak cos
      przeskrobie albo cos chce to nigdy nie mowi przy tym, ze mnie kocha.
      Nie wiem, czy mowi, ze mnie kocha z wlasnej potrzeby werbalizacji uczuc czy tez
      z domniemania (slusznego), iz ja chce to uslyszec. Nie gra to zadnej roli, bo
      obojetnie ktora wersja jest prawdziwa, obie swiadcza o uczuciu, o ktorym co
      prawda milo uslyszec, ze jest, ale ktorego potwierdzenie znajduje sie nie w
      slowach, tylko w codziennym zachowaniu partnera.

      Nie sadze tez, by czas byl wykladnia prawdziwosci milosci. Sa milosci dlugie,
      sa krotkie, dla kazdego slowo to oznacza cos innego i ma inna glebie i wymiar.
      Jestem jednak przekonana, iz ono istnieje i to u obu plci.

      Xurek
      • drapieznik Re: milosc 14.07.05, 18:27
        tego nie mowilem ze musza byc. Co chcialem podkreslic a co jak widac mi sie nie
        udalo to to ze ludzie dorosli graja gry w ktorych ona to kurwa aa on to pijak
        chirurg plastyczny. A zaczyna sie to od madrego nauczania mamusi szepczacej
        coreczce: wiesz, jak bedziesz miala meza to musisz go sobie ustawic... Rowniez
        ciocie i kolerzanki rozpieprzyly niejdno malzenstwo. Jedynie babcie wydaja sie
        byc juz madre i to co mowia to mozna stosowac. Ale nie ma co desperowac mile
        panie: jestescie tylko narzedziem w rekach marketingu i socjalnych inzynierow
        ale skad mialybyscie o tym znow wiedziec? A wedlug tych specjalistow od
        ludzkich losow to oan ma urodzic a on ma placic na to urodzenie. Potem robotka
        przy armatach. No i w morde jak nie zechce.


        xurek napisała:

        > Kobiecy punkt widzenia jest z pewnoscia inny niz meski, nie zgadzam sie
        jednak
        > z Drapieznikiem, ze musza to byc punkty antagonistyczne. Nie kazdy zwiazek
        > kobiety z mezczyzna to wzajemne „rolowanie i robienie sie w balona“
        > . Sa tez
        > moim zdaniem zwiazki symbiotyczne, w ktorych nawet gdy punktu widzenia
        partnera
        >
        > sie nie rozumie, to sie go reskpetkuje i bierze pod uwage we wlasnej
        > dzialalnosci.
        > Wiem z cala pewnoscia, ze moj maz nie mowi, ze mnie kocha, by „zatuszowac
        > “ tym
        > slowem jakas „wine“ badz cos ode mnie „wyciagnac“. Wiem
        > to, poniewaz jak cos
        > przeskrobie albo cos chce to nigdy nie mowi przy tym, ze mnie kocha.
        > Nie wiem, czy mowi, ze mnie kocha z wlasnej potrzeby werbalizacji uczuc czy
        tez
        >
        > z domniemania (slusznego), iz ja chce to uslyszec. Nie gra to zadnej roli, bo
        > obojetnie ktora wersja jest prawdziwa, obie swiadcza o uczuciu, o ktorym co
        > prawda milo uslyszec, ze jest, ale ktorego potwierdzenie znajduje sie nie w
        > slowach, tylko w codziennym zachowaniu partnera.
        >
        > Nie sadze tez, by czas byl wykladnia prawdziwosci milosci. Sa milosci dlugie,
        > sa krotkie, dla kazdego slowo to oznacza cos innego i ma inna glebie i
        wymiar.
        > Jestem jednak przekonana, iz ono istnieje i to u obu plci.
        >
        > Xurek
        >
        • jutka1 Re: milosc 14.07.05, 19:09
          Zawsze mowilam/pisalam, ze milosc to forma choroby psychicznej, zaburzenie
          chemicznego funkcjonowania mozgu itepe itede...
          Ale z drugiej manki chcialabym niesmialo zauwazyc, ze: istnieja kobiety lubiace seks; istnieja kobiety nie marzace o malzenstwie; istnieja kobiety niezalezne
          finansowo; jak rowniez...
          Istnieja mezczyzni, ktorzy potrafia kochac, a nawet czasem o tym powiedziec, i to
          nie wtedy, kiedy cos chca z baba zalatwic; istnieja mezczyzni zerujacy
          finansowo na kobietach; istnieja mezczyzni, ktorzy za wszelka cene chca
          malzenstwa.... oraz.... tadaaaaaa!!!!! istnieja mezczyzni bez duzych potrzeb seksualnych, taktaktaktak, hormony paniedzieju niskie maja...

          I co teraz? Kto chlop kto baba? Kto umie mape czytac a kto rzadzic wszechswiatem?
          Kto siedzi w kacie i (wydaje mu sie ze) steruje gwiazdami?

          Oj duzo tych pytan. Doktor Heniek nie dzwoni z diagnoza, czy ja chlop czy baba.
          Ja zemby w telefon, czekam na werdykt, bez ktorego nie wiem, do kogo sie
          zalecac, w morde....
          :-))))))
          • drapieznik Re: milosc 15.07.05, 00:57
            no wlasnie, jutka, tak jest a tu nam na codzien mydla oczy o jakims
            zakochiwaniu sie. Powinno sie nazywac rzeczy po imieniu.
      • bella-donna Re: milosc 16.07.05, 15:31
        nastepna z armii zbawienia, pouczajaca, nawracajaca, objasniajaca...

        Ps. najgorsze sa te ich wulgarne kpiny z kobiet, dlaczego ??????
    • bird_man Re:dla znajacych angielski 14.07.05, 23:15
      wszystkim posiadajacym jeszcze zludzenia oraz duzo czasu no i znajacym angielski
      polecam ciekawa strone internetowa:

      www.stickmanbangkok.com/
      sczegolnie ciekawe sa wypowiedzi "pacjentow" pt. readers´submissions.
      Nie przyznam sie pod jakim nickiem sam tam pisalem, moge tylko dodac, ze jestem
      z gatunku tych "bez iluzji i zludzen" i bez zadnych zlych doswiadczen w
      tajlandii..wrecz przeciwnie.. uzywalem bez iluzji i wyrzutow sumienia..
      W kazdym razie doswiadczenia niektorych "czytelnikow" dadza sie bez zadnych
      problemow przeniesc do kazdego innego kraju.
      Jak to bylo ? "kazdy jest kowalem wlasnego losu" lub "jak sobie poscielesz tak
      sie wyspisz"...
      pozdrawiam
      scurwiony ptaszek
      • drapieznik Re:dla znajacych angielski 15.07.05, 00:56
        niesamowite, bird_man- dzieki! np ta
        www.stickmanbangkok.com/reader/reader19.html
        ale z kolei to mnie nie zaskakuje bo widzialem takich historyjyek pelno z
        azjatkami.

        Wlasnie o to mi chodzilo (chyba) w tym tasiemcowym watku ze hipokryzja jest
        niepotrzebna, wielkie slowa sa zbedne i nie ma co udawac: wiadomo jak mloda
        dupa to wiadomo co wnosi a wiec facet lepiej niech sobie podwyzszyc limity kart
        kredytowych.

        Moj kolega Tony dzis powiedzial na temat: leasing jest najlepszy, po co
        kupowac? Jezdzisz pare tygodni czy pare lat, autko zaczyna sie psuc wiec je
        zmieniasz na mlodszy model i bardziej sportowy o d tego zameczonego starego
        wraka... Tony jest samotny i bardzo rozsadny. Podjal wiele dobrych decyzji w
        swoim biznesie i wie co mowi. Leasing is the key word.

        bird_man napisał:

        > wszystkim posiadajacym jeszcze zludzenia oraz duzo czasu no i znajacym
        angielsk
        > i
        > polecam ciekawa strone internetowa:
        >
        > www.stickmanbangkok.com/
        > sczegolnie ciekawe sa wypowiedzi "pacjentow" pt. readers´submissions.
        > Nie przyznam sie pod jakim nickiem sam tam pisalem, moge tylko dodac, ze
        jestem
        >
        > z gatunku tych "bez iluzji i zludzen" i bez zadnych zlych doswiadczen w
        > tajlandii..wrecz przeciwnie.. uzywalem bez iluzji i wyrzutow sumienia..
        > W kazdym razie doswiadczenia niektorych "czytelnikow" dadza sie bez zadnych
        > problemow przeniesc do kazdego innego kraju.
        > Jak to bylo ? "kazdy jest kowalem wlasnego losu" lub "jak sobie poscielesz
        tak
        > sie wyspisz"...
        > pozdrawiam
        > scurwiony ptaszek
        • jutka1 Re:dla znajacych angielski -- EUREKA!!!! 15.07.05, 11:58
          drapieznik napisał:

          > Moj kolega Tony dzis powiedzial na temat: leasing jest najlepszy, po co
          > kupowac? Jezdzisz pare tygodni czy pare lat, autko zaczyna sie psuc wiec je
          > zmieniasz na mlodszy model i bardziej sportowy o d tego zameczonego starego
          > wraka... Tony jest samotny i bardzo rozsadny. Podjal wiele dobrych decyzji w
          > swoim biznesie i wie co mowi. Leasing is the key word.
          ************
          Drapie, powiedz Tony'emu ze mi zycie odmienil!!

          Kurdebalans. Leasingowac bede!

          Po cholere mi jakis chlop zeby sie pod nogami paletal albo niedajpanieboze
          chrapal w nocy? (nb. chlop co nie chrapie to SKARB! i nie widze inaczej!)
          Albo jakies plany paniedziejku robil, ze za rok do Tokio i Szanghaju, za poltora
          na Maoui, a potem paniedziejku nic jeno sie pochlastac i nuuuudaaaaaa???
          No i z seksem, wiadomo, po 5 latach to nie to samo co na pierwszych pieciu
          randkach, plus potem brzucho mu urosnie, kaloryfery pojda za sedes sie
          domestosem polac, seks w sobote miedzy lunchem a pierwszym seansem w kinie,
          ciagle to samo i bleeee. Plus kalesony i te rzeczy. Eeeeeee

          Nienienienie. Bede leasingowac.

          Drapie, swinto racjo, co sobie dupe truc mielosciom, przyjazniom, wspolnym
          zyciem nie mylic z rzyciom.

          Biere w leasing, na czas krotki, do roku-dwoch.
          Potem sajonara.
          Lepszy i mlodszy model.

          CV, wyciag z konta, numer karty kredytowej i referencje od poprzednich kobiet
          prosze na skrzynke Wyborczej przesylac.

          hahahahahahahahahahahahahahahaaaaaaaaaa
          ide czyscic monitor bom oplula ze smiechu ;-)))))))))))))))))))))))
          • bella-donna Re:dla znajacych angielski -- EUREKA!!!! 16.07.05, 15:28

            drapieznik jest cwanszy, tydzien to gora, nie daje szansy milosci,
            a rok, dwa to duzo i mozna sie zakochac...
            Cold Sex, to jest milosc XXI wieku, tylko ciekawe jak dlugo tak pociagnie ?
            Gdzie oni znajduja te idiotki, w barze, na ulicy, a moze jakis sponsor im
            podrzuca ? (wiecej nie mam pomyslow)
            • kan_z_oz Re:dla znajacych angielski -- EUREKA!!!! 18.07.05, 05:49
              Drapieznik napisal; Kan_z_oz potraktowala mnie za powaznie usilujac mnie
              nawrocic i wierzac ze nie jestem stracony dla ludzkosci.

              Nawracanie to nie moj departament dzialalnosci.
              Jesli zakladasz, ze milosc nie istnieje, to nie istnieje. Jesli zakladasz, ze
              sie nie oplaca - to sie nie oplaca. Kazda Twoja mysl jest kreatywna i Ty sam
              kreujesz swoja przyszlosc.
              Czy mnie to gorszy? a co to ma wspolnego z moja osoba? Jestes kowalem swojego
              losu a nie mojego.
              To tylko moje obserwacje; rob co chcesz o ile jest Ci z tym naprawde dobrze.
              Naprawde dobrze, gdy rano stojac przed lustrem patrzysz na siebie. To co
              myslisz o tym gosciu, ktory na Ciebie spoglada - to jest wlasnie to.

              Kan
              • drapieznik Re:dla znajacych angielski -- EUREKA!!!! 20.07.05, 16:39
                hahaha, komentarze. Czy mnie sie zdaje ze wyraznie zazdroscicie drogie panie
                FACETOM ich mozliwosci leasingowania TOWAROW, bedac nawet, o zgrozo, w
                kalesonach?

                Telefon wczoraj: Hello. Hello, kto mowi? To ja, Colleene. Czesc. Jak ci idzie?
                Dobrze, dziekuje, a tobie? Tez dobrze. Wiesz, przepraszam... Za co? A bo ja nie
                wiedzialam ze dzwoniles.. (wiedzialas, nie klam ale tak naprawde to sie
                ucieszylem ze zerwalas no i oczywiscie wiedzialem ze zadzwonisz wczesniej czy
                pozniej. Mialas cholerne szczescie ze akurat mnie teraz zastalas. Wiesz,
                zacznij grac w kasynie, albo w cos takiego). Wiesz, ja naprawde przepraszam.
                Wiem. Wiesz? Tak, jestem najlepszy. Jestes zarozumialy. Jestem dobrym towarem,
                to wiem. Wiesz? Wiem. I??? Chcialabym zebys mnie gdzies zaprosil na jedzenie i
                wino.
                Mam lepsza propozycje: akurat upieklem pizze, pakuje do auta, za 20 minut
                jestem u ciebie, jedziemy do parku, patrzymy na kaczki i pijemy wode z baniaka.
                OK, tylko musze zeby umyc.. I tak wyglada leasingowy dzien a wlasciwie wieczor.
                Zalety? Bol glowy krotkotrwaly i tylko rano (po cholere zarywac znowu noc),
                kurde, moglabys sobie kupic lepsze lozko, twoje koty to sa naprawde strasznie
                rozbestwione, nie nie bede ci przepychal sracza bo trzeba bylo nie wsypywac
                zawartosci kociej skrzynki. Do uslyszenia za pare tygodni (moze miesiecy?).
                Twoj syn mi zwisa luzno, ma tate i niech go sobie naprawia. Mam wrazenie ze
                kobiety maja straszliwie rozbudowana ilosc problemow zyciowych do podzialu.

                kan_z_oz napisała:

                > Drapieznik napisal; Kan_z_oz potraktowala mnie za powaznie usilujac mnie
                > nawrocic i wierzac ze nie jestem stracony dla ludzkosci.
                >
                > Nawracanie to nie moj departament dzialalnosci.
                > Jesli zakladasz, ze milosc nie istnieje, to nie istnieje. Jesli zakladasz, ze
                > sie nie oplaca - to sie nie oplaca. Kazda Twoja mysl jest kreatywna i Ty sam
                > kreujesz swoja przyszlosc.
                > Czy mnie to gorszy? a co to ma wspolnego z moja osoba? Jestes kowalem swojego
                > losu a nie mojego.
                > To tylko moje obserwacje; rob co chcesz o ile jest Ci z tym naprawde dobrze.
                > Naprawde dobrze, gdy rano stojac przed lustrem patrzysz na siebie. To co
                > myslisz o tym gosciu, ktory na Ciebie spoglada - to jest wlasnie to.
                >
                > Kan
                • pani-i-toto wcinajac sie 20.07.05, 18:22
                  drogi drapie w Twoj ekscytujacy watek, chcialam zasygnalizowac rzecz ciekawa.
                  Otoz slowo szafowac.
                  Skadze sie wzielo i co wlasciwie oznacza? Bo zwiazane jest nierozerwalnie ze
                  zwiazkami damskomeskimi i tez maslem a maslo oczywiscie to wszyscy wiedza -
                  ostatnie tango w paryzu czyli znamienity trojkat brando schneider i kostka
                  masla. Czy co jest to co szafowanie ma oznaczac? W takim razie szafowac to
                  znaczy uzytkowac produkt niezgodnie z przeznaczeniem, gdyz maslem to sie kurwa
                  chleb smaruje a nie powiedzmy szafe. Chocby i byla ona trzydrzwiowa z zawiasami.

                  Stokrotka
                  • pani-i-toto smarowanie 20.07.05, 18:31
                    szuwaksem natomiast to sprawa calkowicie odmienna. Bowiem szuwaks jak sama
                    nazwa wskazuje powinien sluzyc do butow. Ale kto w obecnych czasach zajmuje sie
                    butami? Buty sie wyrzuca i nowe kupuje. Najlepiej chinskie albo inne
                    azjatyckie. Jakosc podla wiec czesto trzeba zmieniac, na dodatek zas
                    zasmierdzaja stopy, lecz na towar premium czyli z przyzwoitej skory to musi byc
                    kogos stac.
                    Stokrotka i owszem buty ze skory posiada, z tym ze jest to skora lakierowana
                    czerwona w postaci szpilek od Polliniego, zatem szuwaksu nie potrzebuje.
                    Szuwaks sluzy wiec w moim domu do polerowania recznie rzezbionej skrzyni
                    afrykanskiej tudzez innych tego typu sprzetow. Ktore sa z egzotycznego drewna,
                    wymagajacego troskiwej dbalosci, delikatnego smarowania a potem dlugotrwalego
                    polerowania miekka szmatka. Skrzynia jest warta zachodu gdyz przebyla daleka
                    droge i podarowana Stokrotce zostala przez mile sercu osoby, na dodatek ma i
                    zawiera rozne skarby na ten przyklad pachnaca lawenda satynowa posciel w
                    kolorze turkus.
                    Ktora to posciel nalezy sie gosciom szczegolnym i wybranym.
                    Milosc piekna sprawa.

                    Stokrotka
                  • jutka1 Re: wcinajac sie 20.07.05, 19:05
                    Stokrotko, nienienienienienie. I nie.
                    Pod szafe slonina byla, w plastrach i na tem sie te szafe co tydzien
                    przesuwalo.
                    To znaczy leasingowany meski towar przesuwal, damski towar dyrygowal,
                    dokad ma odpelzywac ona szafa.
                    Ament.
                    • pani-i-toto szafowanie cd. 20.07.05, 20:20
                      Alez Pytonio, jak to nie, kiedy tak.
                      Tak, rzeczy wlasne, szafy lub skrzynie z zawartoscia traktowac z nalezytym
                      szacunkiem nalezy, szuwaksem lub slonina.
                      A rzeczy leasingowane ani zachodu, ani szuwaksu ani tymbardziej szafowania
                      czymkolwiek. Maslem czytyz miloscia. Nie widze inaczej.

                      Stokrotka
                      • jutka1 Re: szafowanie cd. 20.07.05, 21:48
                        Aaaaa, no tak, swinto racjo.
                        Lepjaksklep. Nie widze inaczej.
                  • drapieznik nie za duzo wcinasz? 21.07.05, 03:58
                    mnie sie to slowo kojarzy jak sie sekretarka opierala szefowi- o szafe. A potem
                    zgieta w pol polerowala rure od srodka gdy nagle jak ktos zaskoczyl no i nie
                    miala teraz szafy zeby sie o nia opierac. Jezeli chodzi o trzydzwiowa to
                    przypomona mi sie synek sasiadow ktory powital mamusie po dwoch tygodniach
                    niewidzenia: moja ty kochana trzydrzwiowa szafo.

                    pani-i-toto napisała:

                    > drogi drapie w Twoj ekscytujacy watek, chcialam zasygnalizowac rzecz ciekawa.
                    > Otoz slowo szafowac.
                    > Skadze sie wzielo i co wlasciwie oznacza? Bo zwiazane jest nierozerwalnie ze
                    > zwiazkami damskomeskimi i tez maslem a maslo oczywiscie to wszyscy wiedza -
                    > ostatnie tango w paryzu czyli znamienity trojkat brando schneider i kostka
                    > masla. Czy co jest to co szafowanie ma oznaczac? W takim razie szafowac to
                    > znaczy uzytkowac produkt niezgodnie z przeznaczeniem, gdyz maslem to sie
                    kurwa
                    > chleb smaruje a nie powiedzmy szafe. Chocby i byla ona trzydrzwiowa z
                    zawiasami
                    > .
                    >
                    > Stokrotka
                    • pani-i-toto mlody czlowieku 21.07.05, 12:05
                      widze ze ludzie jakimi sie otaczasz dostarczaja Ci traumatycznych przezyc.
                      Sugeruje na przyszlosc staranniej dobierac towarzystwo.
                      Obowiazuje bowiem kilka bardzo prostych zasad czyniacych zycie prostszym i
                      przyjemniejszym. Ato: nie pierdolic platnej obslugi. Sprzataczka do sprzatania.
                      Sekretarka do odbierania telefonow. A w szafie trzydrzwiowej to sie ubrania
                      wiesza a nie jej bachory robi.
                      Doprawdy proste. Nie trzeba byc geniuszem ani fizykiem jadrowym, wystarczy
                      odrobina rozsadku.

                      Stokrotka
                      • jutka1 Straszliwa wizja mi sie pojawila :!-( 22.07.05, 00:53
                        A mianowicie. Niewiadomoskad, niewiadomojak, mysl mnie - jako ta wiertarka
                        do betonu ;-) - czaszke przewiercila:
                        Uomatko. Josefieswinty. A co jesli........................

                        ..................... jesli sie pojawi milosc nagle jako ten pierun w rabarbar,
                        ale dopadnie delikwenta (-tke) nagle, bez pardonu i BEZ mozliwosci konsumpcji???
                        Jak mawia Maniek: co to za kochanie bez kochania?

                        Ja cie chrzanie. Toz to najwyzsza kara boska bylaby........................
                        Hm. Albo nagroda?...................................................

                        ps. Taaaatooooooooo...... miss you............................. :-)
                • jutka1 Re:dla znajacych angielski -- EUREKA!!!! 20.07.05, 19:08
                  Bardzp przepraszam drogi Drapie,

                  Ja juz tez tylko leasinguje.
                  Najwyzej rok, i sajonara.
                  Nie ma srania po krzakach, cycat z kolezanki.

                  Przeca pisalam
                  forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=14420&w=26105051&wv.x=1&a=26493811
                  • drapieznik Re:dla znajacych angielski -- EUREKA!!!! 21.07.05, 04:02
                    kolezanka jest wulgarna zeby nie powiedziec wiecej ale sie powstrzymuje. Taki
                    element uliczny tepie i unikam, cokolwiek zdarza sie najpierw. Nie ma nic
                    gorszego niz leasing nieodpowiedniego towaru.
                    • xurek nieprawda :) 21.07.05, 08:54
                      "Nie ma nic gorszego niz leasing nieodpowiedniego towaru."

                      Jest. Jego zakup. A najgorzej jak zakup za w pocie czola zaoszczedzone :).

                      Xurek
                    • jutka1 Jeden z glownych dylematow... 21.07.05, 08:58
                      ... frapujacych ludzkosc, to "kto dla kogo jest odpowiednim towarem do
                      leasingu". Kazdy ma swoje gusta, jak wiadomo.
                      Co z towarem, ktory sie po jakims czasie okazuje wybrakowany? Tzn. wydawalo sie,
                      ze sie nadaje, a okazuje sie ze nie?
                      Zwrot jakis sie nalezy?

                      Strasznie to wszystko skomplikowane.
                      :-)))
                      • ani-ta "towar macany nalezy do macanta" 22.07.05, 07:30
                        itp. podobne porzekadla;P

                        ale z drugiej strony "wymiana na lepszy model" (byle byl lepszy!) jest jakby
                        naturalna...

                        wiec sama nie wiem...
                        moze tylko wypozyczac?:)
                        • lucja7 naczynia polaczone 22.07.05, 09:30
                          Ja wychodze z zalozenia ze nie ma "lepszy" lecz "inny". I wybieram taki ktory
                          bardziej mi odpowiada w danej chwili.
                          Bo jakby to powiedziec...co lepsze, co gorsze, zalezy od nas samych. Tak jak mi
                          to mowi moj "konwersant psychiczny": relacje dzialaja ciagle na zasadzie naczyn
                          polaczonych, nespa?
                          • jutka1 Re: naczynia polaczone 22.07.05, 09:39
                            Swinto prowdo ;-)
                            Bonjour :-)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka