Dodaj do ulubionych

Straszne gafy emigranta

04.02.09, 16:01
no i w kolejki na przystankach wpychac sie nie wolno, chyba ze chce sie
narazic na ogromna liczba znaczacych spojrzen i pochrzakiwan.
Obserwuj wątek
        • Gość: jacgg Re: a najtragiczniejsze dla polaka to chodzenie w IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.02.09, 11:16
          Nie mogę też przejść do porządku dziennego nad tym, że wchodząc do lokalu/sklepu
          w Polsce to ty musisz pierwszy grzecznie ukłonić się w pas już w progu - co
          robię bo jestem dobrze wychowany, a przynajmniej staram się być (wielu włazi bez
          słowa, tak samo wychodzi - nikt też ich nie wita, ani nie żegna).

          Nie jesteś traktowany jak oczekiwany gość (w końcu siedzę i CZEKAM na klientów,
          za to mi płacą i z tego żyje szef oraz ja!), którego OBSŁUGA PIERWSZA wita od
          progu, tylko jak intruz który zakłóca spokój państwa obsługi, za co należy
          przeprosić kłaniając się już w progu... Przy czym ile razy bywa, że ktoś mi coś
          tam odburknie obrażony (jak by mi robił łaskę, że zostawiam u niego swoje
          pieniądze), albo BRAK REAKCJI (!). "W końcu czy za bycie miłym ktoś mi płaci, a
          poza tym czy ta jałmużnę można płacą nazywać, ku..wa..."

          W związku z powyższym pracownik z Polski zostaje słusznie poddany koniecznej
          reedukacji po przybyciu na wyspę: panienka z wiecznie obrażoną miną biorąca
          łaskawie pracę np. kelnerki, będącą absolutnie poniżej jej godności i
          niebotycznych kwalifikacji dostaje na początek szmatę/miotłę do łapki i ściera
          podłogi przy klientach ze spuszczoną główką (ach, cóż to za pohańbienie!) dopóki
          nie nauczy się zwykłej grzeczności i nie nauczy zasady: żadna praca nie hańbi,
          hańbi jej brak. Przy okazji dociera do niej, że każda praca wymaga określonych
          umiejętności i praktyki oraz znajomości pewnych tak podstawowych zasad, których
          wbrew swemu przekonaniu niestety nie znała...
      • Gość: jacgg Re: a najtragiczniejsze dla polaka to chodzenie w IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.02.09, 10:52
        Mała poprawka z tym patrzeniem sobie w oczy - gapienie się na kogoś obok jest
        dosyć powszechnie odbierane wśród ludzi dobrze wychowanych nie tylko w Anglii
        ale i np. w Polsce za niegrzeczne, ofensywne, buractwo (chyba, że robimy cielęce
        oczy do obiektu naszych wzruszeń...).

        Natomiast unikanie kontaktu wzrokowego w trakcie rozmowy (płacenia w sklepie i
        tym podobnych sytuacji) tak samo uchodzi w wielu cywilizowanych krajach za
        przejaw niegrzeczności, braku szacunku czy wręcz nieszczerości. Jest to bardzo
        częsty brzydki obyczaj w Polsce - patrzenie gdzieś w bok w takich sytuacjach, z
        ponurą oczywiście miną.

        W Anglii rozmówca (sprzedawca, itd.) patrzy prosto w oczy i zazwyczaj ma
        przyjazną minę, ludzie w miażdżącej większości starają się nawzajem poprawiać
        sobie nastrój, a nie pogarszać ponurą, obrażoną miną i narzekaniami.
        Rzeczywiście mówią często: Anglia się sypie, ale jest to slogan, nie bardzo
        wchodzą dalej w jakieś konkrety i przykłady, ma on bardziej ma pokazać ich
        dystans do własnego kraju niż stanowić początek dogłębnej analizy powszechnych
        patologii..., mam wrażenie.
    • Gość: piescywil Śmierć cywilna IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.02.09, 08:29
      Śmierć cywilna to pozbawienie zdolności prawnej(inaczej: traktowanie człowieka
      jakby nie żył). Dość paskudna sprawa, orzekana jako kara do okolic połowy XIX
      wieku. Czy obytemu autorowi tekstu nie chodziło czasem o śmierć towarzyską? To
      takie miłe kiedy dziennikarzami zostają ludzie nie rozumiejący własnego języka:)
        • Gość: jacgg Re: Śmierć cywilna IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.02.09, 11:00
          Poza tym niektórych zwrotów używamy w tzw. sposób żartobliwy, nie do końca na
          serio, dinah... To się nazywa: poczucie humoru...

          Jest nawet coś takiego, jak wisielczy humor albo humor angielski... (który bywa
          mi bliski i to bardzo - bo kocha paradoks i absurd, a nie pierdzenie i robienie
          koziołków, choć nawet mnie czasem zaskakuje, albo śmieszy nie to, co
          angielskiego autora danego dowcipu... :)
    • Gość: maciejkozlowski emigrant i sąsiedzi. IP: *.range86-137.btcentralplus.com 12.02.09, 08:40
      Mowy nawet nie ma aby odwiedzić sąsiada prosząc np o odrobinę soli czy
      zapałki. W domu gdzie mieszkam są 3 mieszkania polaków i 7 anglików. Tylko z
      polakami takie "spoufalanie się " jest dopuszczalne a nawet pożądane, bo
      nawiązuje się dzięki temu kontakty i jest przyjemniej mieszkać. Od anglików
      wieje chłodem, obojętnością. Nawet na " Good morning" na klatce schodowej
      odpowiadają z niechęcią. Jeżeli ja nic nie powiem - przejdą obok jakbym był
      powietrzem. To nie jest miłe.
      • jestem_dziwny Re: emigrant i sąsiedzi. 12.02.09, 08:58
        moja podpowiedź - jak chcecie mieć dobry kontakt to pracujcie nad tym. moze
        trzeba zaczac od artykulowej "pogody"? czasem sie usmiechnac i przytrzymac
        drzwi? przyjsc z ciastem i przeprosic za delikatny halas na imprezie? moich
        sasiadow widzialem moze z kilka razy w ciagu ostatniego pol roku. i jakos nie ma
        problemu z usmiechnieciem sie i powiedzeniem "dzien dobry" "jak sie masz" itp.
        albo inna sytuacja - przyjechała dziewczyna, za jakies 3 godziny pukanie do
        drzwi. sasiadka z kilku domow obok zlokalizowala czyj portfel znalazla podczas
        spaceru z psem. klaniamy sie sobie na ulicy do dzisiaj, chociaz poza tym jednym
        incydentem jakies poltorej roku temu nie bylo zadnego innego kontaktu.
        tak ze jak chcecie miec dobry kontakt z sasiadami, to pracujcie nad tym. i nie
        zapominajcie kto jest czyim gosciem w tym kraju (co oczywiscie nie oznacza
        chowania glowy itp)
        • Gość: jacgg Re: emigrant i sąsiedzi. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.02.09, 11:31
          Ja powiem więcej: po przybyciu do Londynu czułem się obco i po prostu bardzo
          samotny. Jak mi jeszcze znajomy Polak chciał ukraść pierwszą pensję (i to
          miesięczną - co tu rzadkie, ale bywa), bo poprosiłem go o użyczenia konta
          (miałem problemy z założeniem cholernego konta bankowego, Anglia też potrafi
          wkurzać) i lazłem któryś raz z rzędu do niego pieszo przez miasto, z ponurą miną
          i w czarnym płaszczu (tam ludzie dużo częściej ubierają się o wiele bardziej
          kolorowo, niż my - np. Krakusy gremialnie łażące w czarnych płaszczykach -
          eleganci... albo buroszarych ortalionach - plebs...) - nieznajoma Angielka
          (śliczna jak obrazek - są takie...), popatrując na moją ponurą gębę, podskoczyła
          pół metra do góry machając rękami i narobiła strasznego pisku na widok czarnej
          wiewiórki, która wyskoczyła jej prawie spod nóg. Wszystko po to, by mi poprawić
          nastrój.

          Poza tym bardzo miłe jest to, że minimum raz w miesiącu podchodzą do ciebie
          dosyć atrakcyjne dziewczyny/kobiety i pytają np. o pojemność silnika twojego
          motocykla, na którym właśnie siedzisz albo chcą pomóc znaleźć ci drogę, gdy na
          rogu skrzyżowania stoisz nad mapą...

          O rodowitych Anglikach mam niemal wyłącznie dobre słowa do powiedzenia. To są
          bardzo przyzwoici ludzie, oni naprawdę starają się być "fair".
          • hoppke Re: emigrant i sąsiedzi. 12.02.09, 12:08
            > (tam ludzie dużo częściej ubierają się o wiele bardziej
            > kolorowo, niż my

            Święta prawda. W oczach kontynentalnego Europejczyka często popadają w brak
            wyczucia kolorów (okropne zestawienia potrafią na siebie włożyć...), ale dzięki
            temu wyglądają żywiej.

            > albo chcą pomóc znaleźć ci drogę, gdy na
            > rogu skrzyżowania stoisz nad mapą...

            Prawda. Wystarczy przez chwilę powyglądać na zagubionego, a zaraz ktoś podejdzie
            i zapyta, czy może pomóc. W Warszawie nigdy mnie to nie spotkało.

            Niby drobne rzeczy, ale sprawiają że jakoś sympatyczniej się robi.
        • skipper_ Re: emigrant i sąsiedzi. 12.02.09, 13:11
          jestem_dziwny napisał:

          > moja podpowiedź - jak chcecie mieć dobry kontakt to pracujcie nad tym. moze
          > trzeba zaczac od artykulowej "pogody"?

          tylko w zadnym wypadku nie nalezy na nia zarzekac!
          na kpiny z pogody miejscowi sa uczuleni wrecz...

          Anglicy kochaja wrecz marudzic, tyle ze w odroznieniu
          od mieszkancow PL nie robia tego na powaznie...
      • Gość: Iwona Re: emigrant i sąsiedzi. IP: 62.172.214.* 02.10.09, 13:25
        Widocznie mam szczescie, bo mam wspanialych sasiadow, jestesmy
        zaprzyjaznieni, ostatnio ich syn lezal w szpitalu i bardzo
        drobiazgowo codziennie sie dzielili z nami przebiegiem choroby, jade
        do rodziny synowej na swieta, sasiedzi dostaja klucze do mojego
        mieszkania, obok nowi sasiedzi tez bardzo przyjazni, dzieciaki
        uwielbiaja bawic sie z moja kotka, jestesmy one big happy family...w
        Warszawie oprocz jednej sasiadki staruszki, mieszkal jeden stukniety
        facet, ktory predzej by sie zalatwil na wycieraczke niz poweidzial
        do nas cokolwiek i jedna osoba, ktora mowila dzien dobrzy jak miala
        humor.
    • jestem_dziwny Straszne gafy emigranta 12.02.09, 08:45
      no dobra, jak już wyszukalismy co autor/ka/rzy zrobił złego w tym co napisał
      (prawda, że juz brzmi bardzo... swojsko?) mozna by dodac cos od siebie.
      w sumie troszkę to zycie poznałem. z wieloma anglikami sie zaprzyjaznilem. u
      wielu w domach bylem (a nie tylko pubowe imprezy). Dość powiedziec, ze w tym
      towarzystwie czuje sie dziwnie. dziwnie, jak na nasze "polskie standardy".
      plotkuje sie? oczywiscie. obgaduje? komentuje? oczywiscie ze tak. ludzie na
      calym swiecie sie tak zachowuja. moze w troche inny sposob niz my...
      czy jest wiec jakis sposob na to zeby sie dobrze czuc i - chyba co wazniejsze -
      byc dobrze odbieranym? ja stosuje jedną metodę, która w miare zdaje egzamin.
      Jest łatwa w definicji i cholernie trudna w realizacji. A przyjąłbym tu takie
      słowa jak: wstrzemięźliwość, cierpliwość, obserwowanie otoczenia i przede
      wszystkim myslenie co się robi
      • Gość: jacgg Re: Straszne gafy emigranta IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.02.09, 11:37
        Święte słowa! Przede wszystkim myśl, co robisz. Śmierć cywilna w pierwszej
        kolejności spotyka w tym kraju ludzi bezmyślnych i leniwych. Przy czym dla
        Anglika nie ma ludzi głupich - są tylko ludzie, którym NIE CHCE SIĘ pomyśleć. I
        za to jest śmierć cywilna. Przy czym, jeśli myśleć zaczniesz - są szanse na
        powstanie z martwych.
    • Gość: karol Straszne gafy emigranta IP: *.dynamic.dsl.as9105.com 12.02.09, 08:49
      Bardzo potrzebny artykół wszystko się zgadza jakie było moje zdziwienie jak
      wszyscy się domnie uśmiechali i pozdrawiali po miesiącu tak mnie to zaczoło
      denerwawać wrrrrrrrr ale teraz wiem że jest to coś wspaniałego i potrzebnego
      brakuje mi tego jak przyjeżdzam do Polski błagam uśmiechajmy się bądżmi
      bardziej otwarci zagadujmy się w pubach niszczmy chamstwo i zabujcze spojżenia
      życie może być leprze naprawde/
    • Gość: n Straszne gafy emigranta? IP: *.ghnet.pl 12.02.09, 09:08
      To nie gafy tylko nasza narodowa wredność. W Polsce nawet w dużym mieście,
      ubrani radośnie dorośli nie mogą przejść ulicą bez głupich komentarzy. W
      komunikacji miejskiej ktoś starszy musi wyłokciować swoje miejsce. Nawet w
      pobliskim sklepie ludzie mają gębe na kwintwe i nie potrafią wydusić miłego
      słowa. Dla sfrustrowanego Polaka świat w UK wydaje się dziwaczny ale to u nas
      brakuje normalności.
    • Gość: rollingpeople Straszne gafy emigranta IP: *.in-addr.btopenworld.com 12.02.09, 10:46
      jak zwykle bzdura bzdurę pogania. Nie róbcie z Angoli ześwirowanych
      indywidualistów a z Polaków totalnych chamów. W autobusie i tak nie patrzy
      nikomu w twarz ale jeśli wzrok już się spotka to nikt Cię nie zabije wzrokiem,
      wymiana uśmiechów wystarczy. Pieniądze można połączyć na ladzie i przerażenia
      nie będzie. Generalnie Angole zdają sobie sprawę, że jesteśmy z innej kultury
      ale doceniają nasze "zalety": przepuszczanie kobiet w progu, przytrzymywanie
      drzwi, polską gościnność czy po prostu zwyczajną uprzejmość bo nie ulega
      wątpliwości, że jesteśmy lepiej wychowani niż oni. Szacunek dla starszych w
      tym kraju już nie istnieje, no chyba że tylko dzięki nam.
      • jednokolanko Re: Straszne gafy emigranta 12.02.09, 11:17
        Och, jej bez histerii. Przecież to jest artykuł żartobliwy. Co nie znaczy, że
        nie ma w nim trochę prawdy. U nas prędzej by ktoś uciekł z drogi niż powiedział:
        "dzień dobry" obcemu. Fakt, że może Polacy szybciej się spoufalają, ale
        zazdroszczę Anglikom kultury właśnie w kolejkach. Nikt się tam nie pcha. A u nas
        można wyjść z kolejki ze zmiażdżoną stopą lub żebrami. O pchaniu się w tramwaju
        nie wspomnę. Chociaż, dzięki Bogu z tramwajami już chyba coraz lepiej. Ludzi
        zakumali o co chodzi?:)
      • wen_yinlu Re: Straszne gafy emigranta 05.03.09, 18:20
        W autobusie nie patrzy nikomu w twarz?
        Ludzie!
        W londyńskim metrze stado wesołych 40-tek jechało z olbrzymim dmuchanym penisem,
        którym szturchało nieznajomych mężczyzn, mówiąc "hellooo!". Panowie z uśmiechem
        rzucali coś śmiesznego, wokoło wszyscy się śmiali. No może ze 2 osoby wyglądały
        jakby miały ochotę zamienić się w powietrze, ale reszta się nieźle bawiła :)

        W moim nie za dużym miasteczku też jest fajnie w autobusach, często ktoś
        zagaduje, zwykle starsze osoby, robią głupie miny do mojej córki. Dużo fajniej
        mi się tu jeździ komunikacją miejską niż w rodzinnym Krakowie. Ostatnio nawet
        grupka młodych gniewnych opowiadała kto z kim stracił dziewictwo i tym podobne
        historie 0_0 i tylko widziałam jak niektórzy pasażerowie siła wstrzymują się,
        żeby nie wybuchnąć śmiechem.
    • Gość: kazbez Straszne gafy emigranta IP: *.dynamic.dsl.as9105.com 12.02.09, 11:23
      Codzienna elementarna uprzejmosc, to przywolane w artykule klanianie
      sie i usmiechanie oraz nie wspomniane jeszcze nieustanne
      przepraszanie skutkuje stosunkowo niskim poziomem agresji w
      codziennych relacjach. Agresja i bezinteresowna zloscliwosc - to
      jest to co mnie coraz bardziej uderza gdy pojawiam sie w Polsce a co
      bardzo rzadko przydarza sie Anglikom, ktorzy oczywiscie tez maja
      swoje przywary.
      • Gość: jacgg Re: Straszne gafy emigranta IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.02.09, 12:22
        Otóż to! otóż to! Nie ma większej wpadki dla Anglika, większego wstydu niż
        agresja słowna/fizyczna, o udziale w awanturze nie wspominając.

        Samo wymądrzanie się, wywyższanie np. z racji dłuższego stażu w firmie czy
        wyższego stanowiska jest odbierane jako przejaw dużego chamstwa. Pracowałem np.
        w salonie samochodowym jako kierowca, właściwie jako kierowca firmy świadczącej
        usługi transportowe dla salonu (outsorcing). W Londynie. "Bossowie" z głównego
        biura na samej górze przyszli sobie obejrzeć nowy nabytek firmy na dół, do
        naszych kazamatów i zademonstrować niemal ostentacyjnie swoje poczucie humoru i
        dystans do samych siebie - po prostu przyszli trochę się powygłupiać, bym
        przekonał się, że są w porządalu goście oraz z ciekawości, zainteresowania.
        Tylko sam szef najgłówniejszy nie zlazł. Tam się boss interesuje ludźmi, którzy
        pracują w firmie. Pilnuje się też dobrej atmosfery ogólnej. Nie zmienia to
        faktu, że co powie boss, to się robi, a jednocześnie że bywa bałagan, bo to nie
        Niemcy. Mechanik samochodowy - Anglik - w pierwszy dzień dosyć sucho zwrócił mi
        uwagę, że parkuję w złym miejscu, zajmując zbyt wiele miejsca na niezbyt dużym
        placyku salonu. Poskarżyłem się Kofiemu, Murzynowi z Ghany myjącemu samochody po
        naprawie, że ledwo zacząłem pracę, a już mechanik uczy mnie jak mam parkować (to
        nie była jego działka, był facet pilnujący parkingu i pomagający klientom
        znaleźć miejsce). Nie pamiętam już imienia tego mechanika - chyba Jimmy. Do
        Jimmy'ego to dotarło oczywiście, facet przez następnych kilka dni miał minę
        zbitego psa jak mnie widział, wstydził się jakby mi co najmniej matkę
        zamordował. I czekał na okazję. Okazją była usterka mojego motocykla. Przyleciał
        w dyrdy mi go naprawiać, chociaż to tak samo nie należało do jego obowiązków -
        naprawiał samochody klientów, a nie motocykle obcej firmy świadczącej usługi
        transportowe dla jego salonu. Był szczęśliwy. Szybko się zaprzyjaźniliśmy.

        Oczywiście nie mówię tu o kibicach angielskich, łobuzy są wszędzie...
        Tak samo bywają wredni i złośliwi ludzie - ale w moim zespole był taki zaledwie
        jeden Angol na kilkadziesiąt osób i nikt go nie lubił. Za to złośliwi i bardzo
        drażliwi bywają Ghańczycy i to bardzo. Anglików zresztą była chyba najwyżej
        połowa w zespole - większość mechaników, babka w recepcji, chyba spora część
        managmentu na górze. Szefem działu obsługi klienta był Ratna -Hindus, jak się
        pytałem Hindusów, Włochów, Anglików z RPA - gdzie się podziali Brytyjczycy, czy
        to jeszcze Anglia jest - to się śmiali.
        Bywały też plotki i obgadywanie - to jest wszędzie.

        A każdy klient był Bogiem, aż do przesady.
    • Gość: Hermenegilda Polskie chamstwo IP: *.chello.pl 12.02.09, 11:45
      1. Wchodzę do sklepu, mówię grzecznie "dzień dobry", odpowiada mi
      cisza.
      2. Mówię "dzień dobry" obcej osobie, odpowiada mi zdziwienie bliskie
      reakcji na wyczyn lokalnego wariata, który wymyślił kolejną głupią
      sztuczkę, np. aktualnie pokazuje goły tyłek przechodniom.
      3. Przepychanki w tłoku.
      4. Próbuję zagadać panią za ladą, w pustym sklepie, a ona odwraca
      się do mnie tyłem lub odburkuje mi jak z łaski, raczej nie jest
      urobiona po pachy, ale za uprzejmość nikt jej przecież nie płaci, no
      nie? Więc po co być miłym.
      5. Spieszę się bardzo, potrącam kogoś na schodach, przepraszam, a on
      i tak mnie zlewa wiadrem pomyj słownych.
      6. W knajpie, urzędzie, na ulicy poziom uprzejmości nieznajomych
      jest wprost proporcjonalny do ilości złota i norek na moim ciele.
      7. Najłatwiej załatwić coś chamstwem i krzykiem. Inaczej druga
      strona uznaje cię za frajera i kopie w tyłek.
      8. Inne.
      A jak jest w Anglii?
      • hoppke Re: Polskie chamstwo 12.02.09, 12:28
        > 1. Wchodzę do sklepu, mówię grzecznie "dzień dobry", odpowiada mi
        > cisza.

        Wchodzę do sklepu i sprzedawczyni mówi "dzień dobry, jak mogę pomóc?". W
        większym sklepie często zdarza mi się, że wchodzę i po chwili zza pleców słyszę
        "jak mogę pomóc?". No a jako Polaka zawsze rozbraja mnie to ich "Hello love".
        Jeśli dłużej patrzysz na jakiś towar, to też się ktoś z obsługi Tobą dość szybko
        zainteresuje i podejdzie pomóc. Tłumaczę to sobie tym, że w UK nawet z pensji
        sprzedawcy idzie godnie wyżyć. A może po prostu nie są takimi ponurakami.

        > 2. Mówię "dzień dobry" obcej osobie, odpowiada mi zdziwienie bliskie
        > reakcji na wyczyn lokalnego wariata, który wymyślił kolejną głupią
        > sztuczkę, np. aktualnie pokazuje goły tyłek przechodniom.

        Odpowiedzą. Zignorowanie byłoby niegrzeczne.

        > 3. Przepychanki w tłoku.

        Zależy. Zwykle są dość porządni (wspomniane już kolejki ustawiające się na
        przystankach), ale w londyńskim metrze panuje wolna amerykanka. No ale metro to
        specjalny przypadek, wyjątek moim zdaniem.

        Jedna ciekawa rzecz
        • jacgg Re: Polskie chamstwo 12.02.09, 13:21
          Hoppke możesz w to nie uwierzyć, ale w 10-milionowym Londynie przez 2 miesiące
          chyba ani razu NIKT mnie nie potrącił nawet w metrze! Fakt, że dużo metrem nie
          jeździłem, więcej autobusami, samochodami i motocyklem.
    • Gość: cyprian Straszne gafy emigranta IP: *.40.237.247.sub.mbb.three.co.uk 12.02.09, 12:03
      Muszę dodać komentarz, bo mam wrażenie, że tekst, jeśli to wszystko prawda,
      nie dotyczy Londynu. Doskonale jeszcze pamiętam zgrzyty towarzyszące
      przyswajaniu zwyczaju wręczania pieniędzy do ręki w Polsce. To było 15, może
      10 lat temu i zwyczaj ten przyszedł do nas z kultury Zachodu. Żyję w Londynie
      i raczej nie zdarza się, by ktoś nie dał mi reszty do ręki.
      Jeśli zaś chodzi o kontakt wzrokowy w środkach transportu, a zwłaszcza w
      metrze, to co w tekście, absolutnie mija się z prawdą. Mam wrażenie, że ludzie
      tu zaglądają sobie w oczy znacznie częściej niż na przykład w Warszawie.
      Autorze kochany przejedź się metrem!!!
    • skipper_ Straszne gafy emigranta 12.02.09, 13:05
      Kolejny raz GW publikuje bzdety na temat zycia w UK...

      jesli dla kogos Hyacinth Bucket jest "doskonałym przykładem angielskiego
      savoir-vivre'u" znaczy, iz po prostu nie rozumie
      zachowania Brytyjczykow.... (tak a propos "Keeping Up Appearances"
      jest serialem satyrycznym, a Bucket'owie sa jawna kpina)

      zainteresowanym "zrozumieniem" Brytyjczykow polecam
      ksiazke Kate Fox "Watching the English", gdzie w lekki
      i zabawny sposob przedstawione sa "osobliwosci" zwyczajow
      w UK...

      polskie wydanie, w nienajlepszym tlumaczeniu, ma tytul
      "Przejzec Anglikow"...
    • annika.h głośne dyskusje o łamaniu w kościach 12.02.09, 13:14
      ciśnieniu,zgagach itp.,opowieści o pobytach w szpitalu snute bez najmniejszego
      skrępowania,przebieg chorób ze szczegółami-to jest to , co można usłyszeć
      czekając w urzędach,przychodniach ,korzystając z komunikacji w Polsce.Ostatnio
      byłam świadkiem , jak dwie baby dyskutowały o hemoroidach jednej z nich na
      poczcie,w obecności kilku osób.No i to ostentacyjne gapienie się na
      siebie.Wystarczy, że według oglądacza ktoś wygląda tylko trochę inaczej, osobnik
      nie oderwie od ciebie oczu póki nie obejrzy każdego szczegółu twojej garderoby i
      każdego pryszcza na twojej twarzy.W żadnym innym kraju nie czułam się tak
      obserwowana jak w Polsce.
    • Gość: rumburak Straszne gafy emigranta IP: *.internetdsl.tpnet.pl 12.02.09, 13:33
      Nie dokonca tak jest z tymi Anglikami.
      Mowienie dziendobry kiedy dwie osoby mijaja sie w parku to miła rzecz, ale skad
      wiadomosci jakoby Anglicy kulturalnie ustawiali sie w kolejce do autobusu?
      Mieszkalem przez rok w Manchesterze, jezdzilem autobusem do pracy, nie ma mowy o
      ustapieniu starszej osobie miejsca. Dzieciaki jak i dorosli siedza czesto z
      butami opartymi na siedzeniu naprzeciwko. Smieci w autobusach wiecej niz na
      ulicy, głośno słuchaja muzyki pala papierosy.
      Nie widzialem w Polsce zeby ktokolwiek palil papierosy w autobusie :/

      Jak kazdy kraj ma swoje plusy i minusy, u nas lepsze jest jedno u nich co
      innego. Wazne zeby ci co wracaja z tamtad przywozili co dobre do Polski :)
      • hoppke Re: Straszne gafy emigranta 12.02.09, 13:57
        > Mowienie dziendobry kiedy dwie osoby mijaja sie w parku to miła rzecz, ale skad
        > wiadomosci jakoby Anglicy kulturalnie ustawiali sie w kolejce do autobusu?

        Ustawiają, ale głównie w mniejszych miastach. Można to np. zobaczyć w Bristolu,
        ale w Londynie już nie uświadczysz. Inna też sprawa, że im większe miasto, tym
        mniej Anglików a więcej "tylko" Brytyjczyków i przyjezdnych.

        > Mieszkalem przez rok w Manchesterze, jezdzilem autobusem do pracy, nie ma mowy
        o ustapieniu starszej osobie miejsca.

        Bo to nie jest tu pojmowane jako "niegrzeczność". Czasem widzę ludzi, którzy
        ustępują innym miejsca, ale nie jest to chyba dyktowane ani wiekiem, ani płcią,
        tylko bardziej ogólnymi względami.
    • Gość: tola Straszne gafy emigranta IP: *.range81-157.btcentralplus.com 12.02.09, 13:38
      Po kazdej wizycie w polskim niewielkim sklepie w UK jest mi po
      prostu wstyd za nasza rodzima obsluge.Moj maz jest Anglikiem i
      zawsze stara sie lamana polszczyzna przywitac ze sklepowa Polka.Mnie
      osobiscie by rozbrajalo to jego ,,dzjen diobry'', czy ,,jak se
      mas?'' ,ale nie polska sklepowa z mina przyslowiowego kota zachowa
      milczenie, schowa wzrok nawet nie wydusi falszywego usmiechu. Jestem
      zazenowana takim zachowaniem, brakiem serdecznosci i spontanu u nas
      Polakow.
      • krecik Re: Straszne gafy emigranta 08.03.09, 11:07
        Ugh, nawet nie mow... W moim miescie sa ze trzy polskie sklepy i obserwuje
        identyczne zachowanie. Niesamowite... To tak, jakby z importowanym towarem
        zaimportowano rowniez ta straszliwa chorobe umyslu - nieuprzejmosc chroniczna...

        Ag
    • Gość: pocalujta_wujta Wreczanie pieniedzy - tak samo w USA IP: 204.153.88.* 12.02.09, 14:40
      Wielu Polakow sprzedajacych w USA jeszcze sie nie nauczylo ze reszte wydaje
      sie do reki tak samo jak inkasuje z reki.

      To ni jest tylko zwyczaj, ale takze praktyczna sprawa. Chodzi o to ze
      pieniadze lezace niezaleznie gdzie sa bez wlasciciela i jesli je ktos wezmie
      to bedzioe jedneuj albo drugiej stronie zal a poza tym bedzie masa klopotow bo
      tu nie latwo sie oskarza "zlodziej" (za to mozna niezle oberwac w sadzie bo tu
      nie ma lawych i bezkarnych pomowien jak w Polsce).

      A mowienie dzien doby jest wszedzie. Brak kontaktu wzrokowego jest szczegolnie
      zalecany w Nowym Jorku.


      Ogolnie w USA obowiazuja podobne zasady do brytjskich.

      Pozdrawiam z New Jersey
    • Gość: Anonim Straszne gafy emigranta IP: *.brig.cable.ntl.com 12.02.09, 20:33
      Przeczytalem caly artykul i z zalem stwierdzam, ze pisala go osoba, ktora nie
      ma pojecia o zyciu na wyspach. Jak zyje nie czytalem wiekszych bzdur. W
      mniemaniu autora tego tekstu polacy sa skazani na masowa zaglade, tylko
      dlatego, ze zabieramy prace Anglikom; w gruncie rzeczy to Anglicy sa sami
      sobie winni, anie naplyw emigrantow z calego swiata. Grubo ponad polowa
      Brytyjczykow nie ma ochoty pracowac za przyslowiowe minimum, tylko daltego, ze
      Anglia uchodzi za bardzo dumy narod (przypisuja sobi wszystkie mozliwe
      wynalazki i odkrycia). mieszkam tu juz kupe lat i zdazylem zauwazyc jak
      Anglicy traktuja pojecie pracy. Przykladem jest np: zawod elektryk:
      wykfalifikowany elektryk z Anglii zarabia srednio 20 - 35 funtow za godzine,
      gdzie dla polaka z takimi samymi kwalifikacjami pracodawca ofiaruje zaledwie
      10 - 15 funtow. Kazdy dumny brytyjczyk odrzuci taka oferte, bo uzna to za
      narodowy skandal i dyskryminacie dokonana na rodaku.

      Pare slow do autora, proponuje raz jeszcze sie zastanowc nad kolejnym
      artykulem. Zanim cos napiszesz to przespij sie z tym conajniej 48 godzin przed
      napisaniem, lub po prostu znajdz na gadu-gadu kogos kto widzi roznice zycia na
      emigracji i w kraju.

      P.S. Polacy nie maja nic wspolnego z globalnym kryzysem ekonomicznym. Mozemy
      tylko winic USA i rzad brytjski a dokladnie Tonego Blaira. Oni sa
      odpowiedzialni za tego typu nieszczecia.

      Pozdrawiam i zyce powodznia:)
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka