ertes
27.07.05, 16:33
Wczoraj wieczorem wzialem Gruba na rower. Mam taki specjalny wzmocniony to sie
pod nia nie zlamie. Pojechalismy pieknym, nowym mostem na autostrada,
przyjemnie, w strone oceanu. Wieczor po goracym dniu wiec eukaliptusy pachna,
wogole sielanka. Jakies 8 km od domu Gruba raptem sie drze ze pekla jej opona.
Jasny gwint ale mam zapasowke to pare minut i zalozylem. Jedziemy dalej czuje
moj rowerek zaczyna tracic przyczepnosc. Zatrzymuje sie guma w przednim. To
wracamy. Dopompowalem. Jedziemy. 12 km. Przejechalem z kilometr moze dwa i
czuje ze z tylu nic nie ma. No kicha. Trzeba wyslac Gruba po samochod. Gruba
pojechala, ale widze z daleka ze zsiada z roweru. POszedlem na piechote w
butach z plastikiem, doszedlem a Gruba ma kiche.
Ludzie, 4 kichy w jeden wieczor plus 8 km do pedalowania na piechote. To sie
nazywa exercise.
I jaki z tego moral?