ewa553
13.06.06, 12:22
Udzielalam sie od wielu miesiecy rownolegle na Forum Seniorum. Raz bylo
lepiej, raz gorzej - jak to w forumowym zyciu. Ale nawiazaly sie znajomosci,
prawie-przyjaznie, bylo wiele prywatnych, nieraz prawie intymnych zwierzen.
No i nagle, z dnia na dzien, "bez dania racji", moderatorka (ktora sie
zreszta najmniej udzielala) - zamknela forum. Nie wiadomo czy na zawsze, czy
kaprys chwili - na maile nie odpowiada. Jest mi smutno, bo lubialam to forum,
choc niektorych ludzi najchetniej bym wykluczyla:)))
Czuje sie okradziona, to tak jakby mi ktos zbierana korespondencje rombnol.
I tak mysle: teoretycznie wlascicielem forum jest moderator, zalozyciel. Ale
czy my, piszac, uczestniczac, tworzac - czy my w koncu jestesmy nikim? To MY
jestesmy tym forum i odbieranie nam tego na dodatek w tak nieprzyjemny
sposob, jest czyms w rodzaju kradziezy.
Ciekawi mnie, jak Wy to widzicie?