maria421
02.03.07, 13:54
W ciagu ostatnich dni pierwsza wiadomoscia w niemieckich dziennikach byly
doniesienia z frontu walki z CO2.
Oczywiscie natychmiast ruszyla cala machina propagandowa majaca na celu
edukacje spoleczenstwa w tym zakresie.
Scenka: stragan z owocami na jakims niemieckim rynku. Na straganie truskawki.
Hiszpanskie. Truskawki kupuje jakas kobieta. Do kobiety podchodzi reporterka i
pyta, czy zdaje sobie ona sprawe, jak hiszpanskie truskawki zanieczyszczaja
srodowisko. Kobieta sie rumieni i mowi, ze nie wie. I tu na scene wkraczaja
nadmuchane baloniki. Caly duzy pek nadmuchanych balonow w jednej rece- tyle
CO2 wydziela ciezarowka pokonujac 2,5 tys km z truskawkami z Hiszpanii do
Niemiec. W drugiej rece tylko pare balonikow- tyle CO2 wydziela ciezarowka
transportujaca truskawki z niemieckiej plantacji na rynek.
Pani ktora chciala kupic truskawki czuje sie zawstydzona i oznajmia, ze juz
nie bedzie hiszpanskich truskawek kupowac.
Ogladalam te scenke popijajac herbate. I nagle wstydem cala sie oblalam
uswiadamiajac sobie jaki kawal drogi musiala ta herbata przebiezyc i ile przy
tym CO2 wyprodukowac.. Przed oczami stanely mi topniejace bieguny, Wenecja
zalana niczym Atlantyda , egzystencjalny strach mnie oblecial i poczulam sie
jak w potrzasku. Wszystko co robie przyczynia sie do sromotnego konca naszej
planety!
Co mam robic, radzcie prosze...
Ogrodek warzywem obsadzic? Koze kupic?
Niepocieszona jestem
P.S. swoja droga hektary truskawek pod folia to naprawde zbrodnia srodowiskowa.