Dodaj do ulubionych

Back from Vancouver

16.05.07, 16:33
Wczoraj wrocilismy z 6-o dniowej wycieczki do Vancouver. (Dzis jeszcze mam
wolne, bo wyludzilem w robocie dzien na aklimatyzacje.)
Przed wycieczka targaly mna obawy, ze po latach wychwalania Vancouveru, BC
oraz West Coast wogole, rzeczywistosc mnie rozczaruje, a zwlaszcza Braza. A
przeciez celem ekskursji i czescia dlugich knowan bylo przekonanie Braza do
przeprowadzki.

Obawy plonne. Braz zachwycil sie juz po wyladowaniu w Seattle, zas Vancouver
i okolice wzbudzily w nim stan permanentnej ekstazy. We mnie rowniez. Od
przeprowadzki do Montrealu byla to co prawda trzecia moja wizyta w BC, po raz
pierwszy jednak mialem czas na kilkudniowe doswiadczenie miasta w charakterze
turysty.

Watpliwosci nie ma ni cienia: Vancouver zawstydza Montreal pod kazdym
wzgledem- estetycznym, klimatycznym, organizacyjnym oraz tzw. caloksztaltem
ogolnoludzkim.
Kontakty z ludzmi sa rozkosza. Tlum jak i jednostki ludzkie sa w stanie
ogolnego rozprezenia i luzu. Usmiechem i dobrym slowem racza sie dosc
bezwstydnie. Ma to takze odbicie w poruszaniu sie po miescie samochodem-
montrealskich przepychanek, wymuszania pierszenstwa, wbijania klinow,
obrzucania sie wyzwiskami- brak. Pelna kurtuazja.
A wszystko to mimo, ze miasto rozkopane i w stanie ciaglej prze/budowy.
Zwlaszcza, ze Olimpiada za pasem. Budowy (np. nowe linie SkyTrain) zycie
utrudniaja, jednak doskonala organizacja miasta zapewnia wygodne i klarowne
objazdy, kazde zaburzenie ruchu wygladzane jest takze przez flag persons
(obstawa w zoltych kamizelkach z pomaranczowymi choragiewkami i usmiechem),
ktorych Montreal jeszcze nie wynalazl.
Zreszta po co mialby wynajdywac? Tu byle ciezarowka dostarczajaca mleko do
lokalnego sklepiku, rozkraczona na srodku ulicy, (bo kierowca przy okazji
musi wyskoczyc na kawe lub piwo) paralizuje ruch w calej dzielnicy.

Zaduzylem sie w Vancouver po uszy na nowo. Braz tyz juz nogami przebiera,
zwlaszcza, ze wywachalismy, ze nie bedzie problemow z robota. Braz bierze
sie za szlifowanie angielskiego i dajemy sobie max. 1 rok na przeprowadzke.

Nie obylo sie jednak bez komplikacji. Przed wyjazdem zabukowalismy samochod
w Seattle na podroz do Vancouver i nazad. Po wypelnieniu papierow w
wypozyczalni na lotnisku SEA, odbiorze kluczy do samochodu, Braz rzucil na
odchodnym pytanie, czy nie bedzie problemow z przekraczaniem granicy. “Aaaa,
to panowie do Kanady!?”. Okazalo sie, ze strona Kanadyjska nie zezwala
Kanadyjczykom na wynajem auta w US na podroz do Kanady i z powrotem! W jedna
strone owszem. Miast wiec samochodu na tydzien w obie strony z SEA za US
150, musielismy wynajac auto tylko w jedna strone do BC na 24 godziny za US
120, po czym w Vancouver wynajac kolejne auto na 4 dni na uzytek lokalny za
CAD 140, po czym wracac do SEA autobusem CAD 40 od lebka. Wynajem auta w BC
na powrot do SEA kosztowalby ponad… CAD 500!

Ponadto, w drodze powrotnej, wyladowawszy w Burlington w Vermont , okazalo
sie, ze moja torba z Waszyntonu miast do Burlington, wyslana zostala do…
Savannah, GA. United ma ja mi dzis rzekomo dostarczyc do domu.
A czemu nie lecielismy do Vancouver bezposrednio z Montrealu?- zapytaja byc
moze forumowi ciekawscy. Otoz, w miare mozliwosci, usilujemy z Brazem
bojkotowac przewoznikA lokalnEGO. Air Canada zmonopolizowala rynek i dyktuje
ceny porywnywalne chyba tylko z polskim LOTem. Dla przykladu, podroz do SEA
kosztowala nas US 390 na twarz, z AC byloby to CAD 750. W konsekwencji
oblecielismy co prawda szmat Stanow (Burlington- Chicago- Seattle; Seattle-
San Francisco- Waszyngton- Burlington :) lecz przy okazji nabilismy sobie
nieco punktow z United (oni nas wiezli ostatnio do Brazylii), a i Air Canada
nie dalismy zarobic.

To tyle o piniondzach i komplikacjach.

Nazad do Vancouver: zlazilizmy i objechalismy miasto, kolejkami gorskimi
zdobylismy vancouverska Grouse Mountain, jak i olimpijska Whistler Mountain
oraz przemierzylismy dech w tzw. piersi zapierajaca droge z Vancouveru do
Whistler (ponad 100 km szosy zawieszonej miedzy skala a zatoka Pacyfiku-
obecnie poszerzana na Igrzyska); w Vancouver wynajelismy motorowke i
oplynelismy miasto z trzech morskich stron; Braz poznal czerede mych
przyjaciol, ktorzy za kolniez wylewac mu nie pozwolili (Uwaga: Madziarzy!).
Reasumujac- sukces na calej linii. Tylko wracac bylo trudno. Po 6u latach w
Mtl, tych 5 dni w Vancouver spowodowalo, ze znow poczulem sie tam jak u
siebie i koncept przemierzania Ameryki Pln. w celu powrotu “do domu” wydal mi
sie bolesnie perwersyjny.

I nawet sliczny Vermont, po rozbuchanej przyrodzie BC i Pacific North-West,
wydal nam sie smutno nie-okazaly i ubogi. A Montreal… Zamilcze.

(Acha- notka dla jutki, xurka i innych ewentualnie zainteresowanych:
wrocilismy do nikotyny… Znow rzucamy… )

PS. Compared to the East Coast- THE WEST TOTALLY ROCKS! :)))
Obserwuj wątek
    • jutka1 Re: Back from Vancouver 16.05.07, 17:12
      Przyjdzie mi objazd zachodniego wybrzeza Ameryki Polnocnej przelozyc w czasie i
      poczekac na Was. :-)))
      • chris-joe Re: Back from Vancouver 16.05.07, 18:03
        Hold on tight, sis, hold on :)
        • jutka1 Re: Back from Vancouver 16.05.07, 23:28
          Przeczekam. :-)))
    • luiza-w-ogrodzie Re: Back from Vancouver 17.05.07, 03:27
      Chris, nawet nie wiesz, jak sie ciesze z kolejnego fanatyka zachodniego
      wybrzeza. Uwielbiam Seattle i okolice - polozone miedzy solidnymi gorami (ze
      wspanialym Rainierem na czele) i oceanem (ech, te malze), z zyciem jazzowym,
      scena alternatywna i luzikiem jets dla mnie polnocnym odpowiednikiem Sydney.
      Vancouver to musi byc tez cos podobnego.
      Trzeba sie zmowic na jakis zlot gwiazdzisty jak sie przeprowadzicie :o) A jak
      juz mowa o lotach, popieram bojkot monopolistow i wybor United (i Star
      Alliance), tym bardziej ze moje ulubione Singapore Airlines tez naleza do Star.
      Pozdrawiam i trzymam kciuki za przeprowadzke!
      Luiza-w-Ogrodzie
      .¸¸><((((º>¸¸.·´¯`·.¸¸><((((º>
      Australia-uzyteczne linki
      • jan.kran Re: Back from Vancouver 17.05.07, 04:35
        Jak zwykle z zainteresowaniem przeczytalam opis Waszych podrozy:)
        Dobrze ze o prace latwo i ze za rok o tej porze bedziesz juz klikal z
        Vancouver:)
        W miare moznosci nalezy mieszkac tam gdzie sie czujemy dobrze lub przynajmniej
        lepiej niz dotychczas:)
        Pozdrawiam
        K.
    • ertes Re: Back from Vancouver 17.05.07, 08:10
      Czasami i mnie zaczyna znowu swedzic zeby gdzies sie wyniesc.
      Wlasnie minelo 6 lat.
      I wlasnie Vancouver jest opcja. Tylko ten deszcz...

      nastepnym razem jak bedziesz jechal przez USA to zadzwon do wypozyczalni i
      zapytaj sie czy maja samochod na kanadyjskich numerach. Przygraniczne
      wypozyczalnie czesto maja i wtedy nie ma problemu.
      • chris-joe Re: Back from Vancouver 18.05.07, 01:18
        Jak widac, musialem sie wyniesc na Wschodnie Wybrzeze, by stwierdzic z
        pewnoscia, ze jestem westcoaster.
        Luiza, jesli lubisz Seattle, to Vancouver bedziesz uwielbiac.

        Pomysl zlotu gwiazdzistego zasiany, jak dojrzeje- zbierzemy plon i urzadzimy
        dozynki:)

        Ertes, w Kanadzie poza Vancouver nie widze innych mozliwosci. Deszcz, fakt,
        potrafi zalezc za skore, z trojga zlego -toronckie i montrealskie parne lato
        oraz 40stopniowa zima- wole jednak vancouverskie dwie pory roku.

        Ni Alamo, ni Hertz, aut na kanadyjskich numerach niestety nie mieli.
        Pozostalych juz nawet nie pytalismy. Mamy nauke na przyszlosc.
    • swiatlo Pacific Notrhwest 21.05.07, 18:56
      Zapraszam z powrotem do Northwest. Mówią że to jedno z najpiękniejszych miejsc
      na Ziemii - od Alaski i Yukonu, po góry British Columbia i Canadian Rockies,
      potem przez Cascades w Washingtonie i Oregonie, zahaczając od wschodu o Montanę
      i Wyoming, aż do północnej Kalifornii na Sierras i Yosemite kończąc.
      Czy to cudo natury może się kiedyś odłączyć od tego potwora i gangstera i
      utworzyć własne niezależne państwo?
      • swiatlo Re: Pacific Notrhwest 21.05.07, 18:56
        A próbki tego Northwest mam w swojej sygnaturce...
        • chris-joe Re: Pacific Notrhwest 22.05.07, 03:19
          Wow, fotki bardzo ladne!
          Jedyna uwaga (za przyzwoleniem): ZA ladne. Po prostu pikne i sliczniutkie. Jak
          ta chalupa z Shasta (?) w tle- gorka, chalupka, sniezek, trawka, krowki, mrowki,
          delfinki, mgla i poswiata. Nie za duzo? Jakbys chcial uchwycic caluuutka
          piknosc planety-matki na raz.
          A moze kolory by oslabic, czy cus? Nie wiem. Sam jestem snapshooter jedynie-
          oceniam wiec przez pryzmat mej niezwykle wyrafinowanej wrazliwosci estetycznej
          odbiorcy, nie zas artysty-fotografa.

          W fotkach jutki np. lubie to, ze ona koncentruje sie raczej na szczegolach,
          ozywiajac jakis kawalek dachu, porecz balkonu czy cos w tym stylu.
          Nie musisz zaraz isc w detal, ale troche samoograniczenia dobrze by chyba zrobilo.

          Z Northwestem trzeba uwazac na zdjeciach. Jak mi kiedys powiedzial pewien
          polski staruszek, ktory w ramach swej pierwszej duzej podrozy trafil z linii
          otwockiej do Vancouver- "Pieknie tu, tylko troche ZA dramatycznie".

          Tyle konstruktywnej krytyki. Poza tem- czapa ze lba :)
          • ertes Re: Pacific Notrhwest 24.05.07, 19:51
            Ales teraz przys... choc chyba pewnie po to zeby Swiatle na zlosc zrobic.

            To sa swietne zdjecia. Kompozycja, klimat, swiatlo, ujecia, postprocessing.
            Brawo Swiatlo, przyjemnie ogladac.

            • swiatlo Re: Pacific Notrhwest 25.05.07, 07:23
              ertes napisał:

              > To sa swietne zdjecia. Kompozycja, klimat, swiatlo, ujecia, postprocessing.
              > Brawo Swiatlo, przyjemnie ogladac.

              Dzięki Ertes! Prawdziwa przyjemność usłyszyć komplement od mojego pierwszego
              mistrza! :)
              W lipcu, gdzieś w drugiej połowie, wybieram się na weekendowy plener do Crater
              Lake. Albo na Shastę, jeszcze nie wiem. Wolę jednak na Crater Lake, choć
              zastrzegam się że mogę zmienić zdanie. Tak czy inaczej dobre towarzystwo by
              miało wpływ na tą decyzję.. :)
              • ertes Re: Pacific Notrhwest 08.06.07, 20:26
                >W lipcu, gdzieś w drugiej połowie,

                Jak bedziesz blizej tej daty to daj znac. Moze uda mi sie wyskoczyc na weekend.
                Poza tym to zajrzalem na pewne forum foto i czy dobrze rozumiem ze przesiadles
                sie na d200 ?
                • swiatlo Re: Pacific Notrhwest 09.06.07, 01:22
                  ertes napisał:

                  > >W lipcu, gdzieś w drugiej połowie,
                  >
                  > Jak bedziesz blizej tej daty to daj znac. Moze uda mi sie wyskoczyc na weekend.
                  > Poza tym to zajrzalem na pewne forum foto i czy dobrze rozumiem ze przesiadles
                  > sie na d200 ?

                  NKP?
                  Hehe, trochę się wykosztowałem: D200, N 70-200/2.8 VR oraz Tokina 12-24.
                  D50 jeszcze mam, ale dostanie go mój syn. Na razie pstrykam obydwoma. Na D200
                  mam na stałe podczepione 70-200 VR, a na D50 tylko wymieniam Tamrona 28-75 z
                  Tokiną. Ale do Polski na początku lipca zabieram tylko D50 + N 18-200. To
                  wystarczy na rodzinne fotografowanie, a nie chcę ryzykować zabierania zbyt dużo
                  drogiego sprzętu...
                  • ertes Re: Pacific Notrhwest 09.06.07, 16:31
                    Niezly sprzet :)
                    Ciekawy artykul z mnostwem roznych linkow:
                    www.nationalgeographic.com/traveler/photos/photosites0701.html
                    • swiatlo Re: Pacific Notrhwest 09.06.07, 18:37
                      ertes napisał:

                      > Niezly sprzet :)
                      > Ciekawy artykul z mnostwem roznych linkow:
                      > <a
                      href="www.nationalgeographic.com/traveler/photos/photosites0701.html"
                      target="_blank">www.nationalgeographic.com/traveler/photos/photosites0701.html</a>

                      Dzięki za linka. Przestudiuję go. Bo już zaczyna mi brakować forów z dobrą
                      krytyką i dobrym poziomem prac. Na NKP poziom się tragicznie obniżył, przeważa
                      okropna amatorszczyzna i przypadkowe pstrykanie. Jest tam paru bardzo dobrych
                      fotografów, ale ich dobre prace giną w zalewie przypadkowych fotek i zauważyłem
                      że ci najlepsi jakby się powoli wykruszali.
            • chris-joe Re: Pacific Notrhwest 25.05.07, 19:54
              Dla jednego cudo, dla drugiego- niet. Sprawa gustu. Kompozycji sie nie
              czepiam, ni klimatu, ujecia, czy swiatla (oswietlenia:), o postprocessingu nie
              wspominajac; natomiast w mej bezwstydnie subiektywnej opinii mam problem z
              trescia, badz tresci nasileniem. Zdjecia sa fajne i akurat -w mej opinii- na
              scienny kalendarz.

              A poniewaz -byc moze- moje oczekiwania wobec autora sa inne niz wobec kazdego
              innego fotografa- stad moj niedosyt. Zwlaszcza, ze widze przeciez jak daleko
              zaszedl w tak krotkim czasie.
              Ja naprawde bym bardzo chcial byc jego fanem namber uan, jak bum cyk cyk :)

              Z innej beczki- ogladam wlasnie czterodyskowa edycje dokumentalnego serialu BBC
              pt."Planet Earth". Wlano w to kupe forsy, jak i uzyto sprzetu do tej pory w
              dokumentach o przyrodzie nie uzywanego. CUDO! Polecam goraco.

              Z jeszcze innej beczki- wrzucilem troche zdjec z Vancouver:
              s45.photobucket.com/albums/f77/chris15joe/vancouver/
              Uwaga! To sa snapszoty, wiec krytyce nie podlegaja :)
              • ertes Re: Pacific Notrhwest 30.05.07, 21:09
                Ogladalem Planet Earth, a wlasciwie ogladam nadal gdyz leca powtorki na Discovery.
                Jesli nie ogladasz tego w HD to tracisz ponad polowe. Jakosc zdjec jest
                niesamowita. Wczoraj ogladalem po raz kolejny odcinek "Jaskinie". Zwlaszcza ta
                ostatnia zapiera dech w piersiach a i zdjecia podwodne z Jukatanu sa niesamowite.
                Swietnia jest rowniez seria pt. "Equator".
    • xurek Re: Back from Vancouver 23.05.07, 09:48
      CJ, ja chetnie was odwiedze w Vancouverze i ciesze sie, ze Brazowi tez sie
      spodobalo, bo masz duzy problem z glowy. Tym rzucaniem sie nie martw, mnie sie
      za pierwszym razem tez nie udalo, potem dlugo nie udawalo mi sie nawet zaczac
      rzucac :), teraz minelo juz 8 miesiecy i jakos sie trzymam.

      PS: od dzisiaj wzielam sie za nastepny etap, czyli zbedne kilogramy. Na
      sniadanie zjadlam pomidor, na lunch mam marachewki a do pracy przeszlam 2 km
      pieszo rezygnujac z autobusu i wdrapalam sie na siodme pietro bez windy :).
      Ciekawe, czy to jeden ze slomianych zapalow czy tez tom razom mi sie uda :).
      • chris-joe Re: Back from Vancouver 24.05.07, 10:54
        Wiec wlasnie- rozmawialismy o tym i wiesz, jak wazny byl test na linii Braz-
        Vancouver. Ufff! :)
        8-u miesiecy gratuluje i zazdroszcze i sie duchowo solidaryzuje i empatyzuje z
        zajeciami pomidorowo-marchewkowymi.
        Ja zas znow regularnie bywam w silowni, a na dodatek jezdze do roboty na
        rowerze- strajk MPK jest mi na reke. 40 minut w jedna strone, spora czesc pod
        gorke :)

        Spotkania w Vancouver juz z niecierpliwoscia wyczekuje i mam nadzieje, ze w BC
        wylecze sie z wieszania kotow na Montrealu :)
        W Whistler Braz mowil, ze jest calkiem jak w Szwajcu. Nie bylem, wiec nie wiem-
        sama ocenisz.
    • triskell Re: Back from Vancouver 30.05.07, 02:24
      CJ, szkoda, że mi ten Twój krótki pobyt w Seattle jakoś tak koło nosa
      przeleciał, bo chętnie wybrałabym się do Seattle, by sie z Wami chociaż na parę
      godzin spotkać. No ale skoro zasiałeś w Brazie seattle'ańskie ziarno to być może
      już niedługo będziemy sąsiadami.

      Ja natomiast prawdopodobnie za 3 tygodnie też na kilka dni wybiorę się do
      Vancouver, w celu spędzenia tam urodzin własnych o liczbie przerażająco
      wysokiej. To będzie mój pierwszy raz w Vancouver i w ogóle w Kanadzie, a będę
      tam krótko - czego koniecznie nie powinnam przeoczyć? Mowa o atrakcjach
      osiągalnych przy pomocy komunikacji miejskiej, bo nie jestem zmotoryzowana.
      Planujemy wybrać się na ten wiszący most, gdzie chodzi się ponad koronami drzew
      (jeździ tam z centrum autobus miejski), ale co w samym mieście koniecznie trzeba
      zobaczyć, mając na to powiedzmy półtora dnia? Będę wdzięczna za wszelkie rady.
      • triskell Re: Back from Vancouver 30.05.07, 02:28
        No tak, nie doczytałam do końca... widzę, że zdjęcia wrzuciłeś. Wieczorem
        pooglądam i może będę miała pytania odnośnie miejsc. :-)
        • chris-joe Re: Back from Vancouver 30.05.07, 20:34
          Triskell, uwierz, ze gdym szykowal wycieczke, mialem wielka ochote na
          zaproponowanie rendez-vous, szybko zdalem sobie jednak sprawe, ze przy napietym
          gryplanie trudno byloby cos organizowac. Jak sie w istocie okazalo, szansy
          wlasciwie nie bylo- "wewte" ruszylismy prosto z lotniska w SEA do granicy (ze
          sporym opoznieniem zreszta w wyniku wspomnianych klopotow z wynajeciem pojazdu);
          "wte" zas teoretycznie mielismy miec na Seattle spory kawalek dnia, ktory Braz
          zamierzal spozytkowac na wyprawe do wyniuchanego przez internet sklepu
          brazylijskiego (bo mu sie przyprawy wyczerpaly, a w BR bedziemy dopiero za 3
          miesiace), w wyniku jednak prawie 2-godzinnego poslizgu na granicy (bo "wasi"
          rzucili az TRZECH celnikow do odprawy kolejki autobusow...) w Seattle mielismy
          raptem czas na lunch i kawe.

          Jako ze jednak wkrotce zostaniemy sasiadami- co sie odwleklo, to nie ucieklo :)

          Weekendowo-urodzinowy pobyt w Vancouver winien wam wystarczyc na pobiezne
          poznanie miasta- "rdzen" miejski jest wzglednie niewielki, bo ograniczony
          rozmiarami polwyspu, na ktorym lezy. Polwysep poznaje sie pieszo. W waszym
          jednak przypadku zrobilbym male odstepstwo od tego nakazu i rozpoczal dzien 2-3
          godzinna wycieczka rowerowa po Stanley Park'u (OBOWIAZEK!)- wypozyczalni rowerow
          jest jak psow.
          Po zdaniu rowerow ruszylbym pieszo w miejska czesc polwyspu- spacer przez the
          West End (dzielnica mieszkalno-rekreacyjna), przez Coal Harbour do Canada Place
          (port okretow pasazerskich), historyczny Gastown, Chinatown, nazad do
          Srodmiescia (pieszo, albo Sky Train'em), spacer do Sunset Beach, przeplyniecie
          False Creek Aquabus'em (taki wodny mikrobus), posilek na Granville Island,
          powrot na polwysep do stacji Waterfront, rejs Seabus'em do Pln. Vancouver,
          autobus do- ? No wlasnie, autobus moze was zawiezc do wspomnianego przez ciebie
          Capilano Suspension Bridge, jednak ja bym podrzucil cos innego pod rozwage.
          Otoz bedziecie w Van. w pelni sezonu i Capilano Canyon bedzie oblegany. I
          strawicie w tym tlumie sporo czasu. Jesli jednak pojedziecie tym samym
          autobusem do petli, to znajdziecie sie przy stacji kolejki limowej na Grouse
          Mtn. Tam zas mozecie nieco odsapnac przy kawie z Vancouverem, English Bay i
          caaaaalym Lower Mainland wraz z Mount Baker, WA daleeeeko pod wami. A nawet
          obejrzec 20-minutowy filmik wychwalajacy Vancouver pod niebiosa (wliczony w
          bilet kolejki), albo wjechac jeszcze wyzej wyciagiem narciarskim (czynnym caly
          rok, mimo braku sniegu). Zachod slonca zas albo wlasnie na Grouse Mtn., albo na
          plazy przy English Bay, albo w Queen Elizabeth Park- zaleznie od tego jak sie
          wyrobicie czasowo.

          To tak po krotce plan na jeden dzien. W miare zblizania sie wycieczki, mozemy
          tu nawet opracowac marszrute detalicznie :)
          • triskell Re: Back from Vancouver 03.06.07, 22:40
            CJ, dopiero dziś tu zajrzałam i widzę post-kopalnię informacji. :-) Wielkie
            dzięki, na pewno bardzo mi sie Twoje rady przydadzą. Ten rower w Stanley Park
            wpisałam już na listę obowiązkowych atrakcji. ;-) Z mostem ciągle się waham - z
            jednej strony bardzo chciałabym go zobaczyć, z drugiej faktycznie nie chcę
            całego dnia stracić na czekaniu w kolejkach. Czy mówimy o takich kilkugodzinnych
            kolejkach?

            Będziemy tam mieli troszkę więcej niż dzień, ale niedużo więcej. Przyjedziemy w
            czwartek ok. 16.00. Ok. 18.00 powinniśmy być już zameldowani w schronisku (jak
            to się geograficznie ma do polecanych przez Ciebie miejsc? -
            www.hostelworld.com/hosteldetails.php/PenderLodge-Vancouver-12976 ) i
            żądni wrażeń. To będzie dzień urodzinowy, więc wrażenia pewnie raczej
            miejsko-kolacjowo-knajpiane ;-). Z drugiej strony to najdłuższy dzień w roku,
            więc może i jakiś spacerek lekko krajoznawczy też się uda zaliczyć. Później cały
            piątek w Vancouver, a powrót w sobotę ok. 14.00. W najbliższych dniach postaram
            się kupić mapę, bo na razie geografia miasta jest dla mnie ciągle abstrakcją.

            Jeszcze raz bardzo dziękuję za rady!!!
            • triskell Re: Back from Vancouver 03.06.07, 22:43
              Właśnie zauważyłam, że wspomniany przez Ciebie Gastown będziemy mieli pod nosem,
              blisko schroniska. :-)
              • chris-joe Re: Back from Vancouver 04.06.07, 03:30
                East Pender St. cztery przecznice na wschod od Main St. (od ktorej ulice w Van.
                dziela sie na East i West -jak chyba w wiekszosci miast kontynentu- to raczej
                oplotki Chinatown. Ale i od Gastown bedzie was dzielil tylko krotki spacer.
                Zreszta caly srodmiejski polwysep bedziecie mieli w zasiegu nog. A w Chinatown
                mozecie sie tanio i egzotycznie stolowac :)
                Unikalbym jedynie rownoleglej do East Pender East Hastings St. Nie zeby bylo
                szczegolnie niebezpiecznie, ale to mikroswiat sam w sobie... Zobaczycie sami.
                Warto rzucic tam raz okiem, ale to wystarczy.
                (Patrzac na liste hosteli i ich adresy, radzilbym raczej Grand Trunk, American
                Backpackers, C&N Backpackers- okolice wygladaja ciekawiej. Generalnie- im
                bardziej na zachod tym lepiej. Jesli jednak nie mozecie juz odszczekac
                rezerwacji, niech tak juz zostanie).

                Nie sadze, zebyscie musieli wystawac w dlugich kolejkach do mostu Capilano,
                jedynie w samym juz parku, na moscie i okolicznych szlakach spacerowych wzdluz
                Capilano River bedziecie sie potykac o tlumy. Ale jest tam ladnie. (Wyjawszy
                caly turystyczny cyrk z wigwamami i Dzikim Zachodem oraz busloads azjatyckich
                turystow fotografujacych sie z tym wszystkim w tle :)
                • lucja7 Obrazki Swiatla, recenzja 06.06.07, 11:37
                  Obejrzalam obrazki Swiatla: gory, drzewa, ptactwo, cienie, swiatlo, wszystko to
                  co trzeba.....
                  Na poczatek przyznaje otwarcie ze absolutnie nie popieram i nie
                  lubie "amatorskiej tworcz......tfu! dzialalnosci fotograficznej".
                  Oprocz tej ktora utrwala wydarzenia typu "wesele pani Joli", "urodziny pana
                  Feliksa" i inne im podobne.

                  Nie lubie tej amatorszczyzny glownie dlatego ze wlasnie nie jest tworcza. I
                  przykladem tego sa dla mnie fotografie Swiatly.
                  Wszystko jest jak nalezy, wszystko jest na swoim miejscu, nieruchome,
                  zatrzymane, zamilczale, nawet to ptaszysko usnelo w locie. Kompozycje jak na
                  wszystkich pocztowkach wszystkich kioskow wszystkich miejsc turystycznych. Pod
                  Giewontem mozna kupic kartke identyczna, a roznica moze byc jedynie w ramce,
                  formacie i cenie.
                  Uznaje te dzialalnosc jako wysoce masturbatyczna, dla uzytku wlasnego.
                  I tu przypomnialo mi sie ze Swiatlo opisywal tu kiedys, dawno temu, obecnosc
                  pieca w jego izbie i jego milosny wrecz stosunek do tego pieca. I bylo to
                  pisane w sklejonym klimacie nostalgii tak ciezkiej ze nazwalam to niestrawnym
                  kiczem.
                  Podobnym do tych fotografii. Wszystko co robimy, robimy to tak samo, w ten sam
                  sposob? Zmieniamy tylko srodki wyrazu? Jezdze na nartach w ten sam sposob jak
                  tancze? Rysuje tak samo jak pisze?

                  Nie chce zeby Swiatlo sie obrazal, uwazam ze jest doskonale to ze "poza praca"
                  pracownik usiluje robic cos innego.......Ale kurwa mac, dlaczego fotografie?

                  Daje ci rade Swiatlo:
                  zapros do ciebie sasiadow, sasiadki, dzieci duze i male, zorganizuj ubaw,
                  fotografuj szczesliwe, rozesmiane geby (glownie szczerbate, o ile jeszcze takie
                  istnieja), kladz lache czy zachodzace slonce juz tknelo horyzontu i czy ktos
                  sie niedostatecznie usmiechnal i pokazuj je pozniej zainteresowanym. Wszyscy
                  beda szczesliwi.

                  Przez dlugi czas wolalam nie pisac, bo sobie myslalam ze trzeba byc mila, ale
                  mnie wzielo i zmoglo.....
                  Ale ze byly juz dwie recenzje, wiec dopisalam, bo musialam.
                  Uff, ciezar z glowy.

                  • swiatlo Re: Obrazki Swiatla, recenzja 07.06.07, 02:41
                    Dzięki Łucjo za recenzję. Bardzo się cieszę że ktoś oglądał moje obrazki.
                    Ja fotografuję to co lubię. I w sposób w jaki lubię. Jeżeli podoba mi się płot z
                    malwami i chata słomiana, to nie widzę powodu abym udawał że podoba mi się
                    abstrakt kibla pomolowanego na czarno i nałożonego na głowę nagiego faceta. Co
                    Ty pewnie byś zakwalifikowała jako sztukę kreatywną..

                    Bardzo chętnie słucham krytyki od osób znających się na danym przedmiocie.
                    Konstruktywna krytyka pochodząca od znawców to jest coś czego szukam. To jest
                    coś za co płacę sporo forsy ucząc się fotografii i sztuki na New York Institute
                    of Photography. To jest coś czego bardzo szukam na fachowych forach
                    internetowych czy pismach, jak Nature Photography albo Outdoor Photographers.
                    Fachowa krytyka jest czymś niezwykle cenionym i poszukiwanym.

                    Oczywiście każdy ma prawo powiedzieć czy mu się coś podoba czy nie. I bardzo
                    cenię Twoje zdanie i wcale nie czuję się urażony że tobie lasy i jeziorka się
                    nie podobają. Bo masz do tego prawo.

                    Widzisz, jest jednak różnica. Teraz Tobie ją wyjaśnię. Otóż wyobraź sobie że
                    wiejski chłop idzie na wystawę sztuki. No ma prawo sobie tam pójść. No i chłop
                    ogląda sobie te obrazki jeden za drugim, i chłopowi się to nie podoba. Bo on
                    tego nie rozumie, bo on do czegoś takiego nie przywykły, bo on woli coś innego.
                    No to chłop mówi artyście że słuchaj nie podobają mi się te obrazki bo nie w
                    moim stylu. I artysta ściska chłopa w radości że przyszedł na jego wystawę, i co
                    więcej nie jest wcale obrażony że chłopowi się nie podobało. Bo oczywiście że
                    się nie podobało i artysta to znakomicie rozumie.
                    Rozstają sie w komitywie i nawet się umawiają na oblanie robaka. Czyli pełna
                    jedność ludu prostego i świata sztuki.
                    Wyobraź jednak sobie inny scenariusz: chłop nie tylko mówi że mu się nie podoba,
                    ale co więcej wytyka artyście techniczne błędy, bo gęby nie widać dobrze, bo
                    krzesło na obrazku nie wygląda jak krzesło ale jak goła dupa, albo w ogóle nie
                    wygląda jak nic normalnego. Poza tym chłop wytyka malarzowi że niebo jest zwykle
                    niebieskie, i że jak chłop żyje to nie widział nieba zielonego w kratkę, czyli
                    artysta po prostu nie umie malować.
                    I co robi wtedy artysta? Artysta wykopuje kopem w dupę chłopa z galerii. I ma rację.

                    Tak więc bardzo chętnie wysłucham krytyki jeżeli w krytyce wyczuję znajomość
                    tematu i techniki. Jeżeli jednak krytyka opiera się wyłącznie na niepodobaniu
                    się, to wtedy jest po prostu prywatnym zdaniem a nie krytyką. Tak więc ja twoje
                    PRYWATNE ZDANIE bardzo cenię i bardzo się cieszę że spędziłaś trochę czasu
                    przeglądając moje galerie. Czyli nie na darmo je tam umieszczałem... :)

                    Jeżeli jednak masz ochotę na krytykę, to musisz mnie wpierw przekonać że wiesz o
                    czym mówisz. Bo inaczej po prostu jej nie wysłucham.. :)

                    Następna sprawa. Nie zaliczam się do artystów. Mam nadzieję że za parę lat się
                    otrę o ten świat, bo przyznam się że mam dalekosiężne plany. Na razie jednak
                    tylko bardzo pilnie się uczę. Czyli sam siebie kwalifikuję do kategorii
                    zaawansowanych ambitniejszych amatorów.
                    Jednak już wiem że fotografia jest znacznie czymś więcej niż pstryk ładnego
                    widoczku. Mam dla ciebie test. Weź aparat, pojedź gdzieś poza miasto, poszukaj
                    jakiegoś ciekawego miejsca i pstryknij tak aby to co pstrykniesz dawało się
                    pokazać innym. I pokaż mi to zdjęcie. Spróbujemy się razem pobawić, może nawet
                    się wzajemnie od siebie nauczymy.

                    Dobra fotografia to ogromna praca. Ogromna cierpliwość, ogromna sprawność i
                    bardzo wytrenowane oko. Umiejętność dostrzeżenia światła, umiejętność
                    dostrzeżenia czegoś czego normalne oko nie widzi. Potem idzie umiejętność
                    kompozycji, ekspozycji, obróbki. Jest tak samo trudna jak malarstwo albo taniec.
                    Spróbuj wziąść pędzel i malować. Wyjdą ci koszmarki. Bo żeby coś zrobić dobrego
                    trzeba się naprawdę bardzo bardzo dużo nauczyć.
                    Podobnie bardzo dużo trzeba umieć żeby mieć prawo krytykować cudze prace....

                    No dobra, na zakończenie bardzo chcę Ci podziękować za uwagę i czas jaki
                    spędziłaś na mojej galerii.

                    Pozdrawiam :)
                    • lucja7 Re: Obrazki Swiatla, recenzja 07.06.07, 10:07
                      Technika, obrobka, zupelnie nie o to mi chodzi. Nie mowie ze fotografia jest
                      latwa, jak zadna zreszta dzialalnosc artystyczna.
                      Swiatlo, wiadomo jest ze lepiej dla autora gdy panuje nad technika srodka
                      wyrazu ktorym operuje. Ale ci ktorzy operuja ta technika w sposob
                      najznakomiciej pelny, pozostaja jedynie technikami, w tym wypadku fotografii. A
                      co dopiero mowic o tych ktorzy panuja mniej, albo wcale.
                      Jak wiadomo istnieja rowniez dziela technicznie niedoskonale, a jednak wielkie
                      dziela. Gdy patrzysz na cos co do ciebie przemawia, zastanawiasz sie nad
                      technika i obrobka? Nie widzisz wogole tego!
                      Ja mowilam o tym.
                      Twoje zdjecia moze sa doskonale technicznie i obrobkowo, nie interesuje mnie
                      to. Nie czulam sie wcale w tych obrazkach, ani one na mnie nie patrzyly, ani ja.
                      • iwannabesedated Dlaczego fotografia? 09.06.07, 20:24
                        Daj spokój Lucyferze. Mogłoby być gorzej. Mógłby na przykład śpiewać.
                        • swiatlo Re: Dlaczego fotografia? 09.06.07, 21:20
                          iwannabesedated napisała:

                          > Daj spokój Lucyferze. Mogłoby być gorzej. Mógłby na przykład śpiewać.

                          Możecie ze mnie zejść?
                          Dzięki :)

                          • iwannabesedated A cóżto za pomówienie bezzasadne? 09.06.07, 21:48
                            Na żonatych nie włażę, od czasu kiedy przyśnił mi się Jezus i powiedział żeby
                            nie. Co prawda zaraz potem przyśnił mi się Budda i powiedział żeby tak, ale do
                            rozwiązania tego sporu postanowiłam się wstrzymać.
                            Więc jak ktoś wlazł, to nie ja.
                            Ja tu tylko wodem pijem.
                            • chris-joe Re: A cóżto za pomówienie bezzasadne? 09.06.07, 22:00
                              Tu facet ma troche fajnych fotek:
                              fotoamatorszczyzna.blox.pl/html
                              • lucja7 Re: A cóżto za pomówienie bezzasadne? 10.06.07, 00:03
                                Bardzo piekne fotografie.
                                Ostatnie albo przedostatnie, z Ursynowa, konieczny etap przed willa adriatycka
                                szczesciarzy.

                                :-)
                                • iwannabesedated Re: A cóżto za pomówienie bezzasadne? 10.06.07, 13:15
                                  Te akurat mi się podobały. Element ludzki Swiatlowi wychodzi lepiej niż
                                  krajobrazy. W krajobrazach natomiast jedno mnie wzięło choć wątpię czy był to
                                  efekt zamierzony - mianowicie pole jadowicie rozplenionych tulipanów a w tle
                                  drzewo kompletnie gołe. Bardzo to surrealne i daje pole to dywagacji różnych.
                                  Czy tulipany wyssały soki z drzewa zawłaszczając całą kolorowość? Czy drzewo
                                  patrząc na tulipany zawstydziło się i nie mogąc konkurować powiedziało sobie,
                                  chuj, to będę teraz łyse?
                                  Ja tam się jednak nie zgodzę z Lucyferem że człek zwykły winien artyzm zostawić
                                  artystom. Bo po pierwsze primo voto, jest kwopot niejaki z definicjami. Kto
                                  artysta, kto człek zwykły okazuje się zwykle po śmierci.
                                  Po drugie, człek nie tworzy raczej dla poklasku ale dla własnej wewnętrznej
                                  radości, a na tym świecie, wiecie sami. Jak się trochę tej radości gdzieś
                                  dorwie, to trzeba łapać i pytać kto? co? ani nie zaglądać w zęby czyteż pod
                                  ogon. Nieśmiertelna JJ. nawet piosenkę o tym napisała "get it while you can" hehe.
                                  • jutka1 Re: A cóżto za pomówienie bezzasadne? 10.06.07, 13:47
                                    Cieszy mnie, ze to czytam, Stokrotko, bom sie po prawdzie wielce zawstydzila
                                    faktem a) robienia zdjec (i do tego technicznie dupowatych i na slabym
                                    sprzecie), i b)zamieszczania ich czasem w necie, zeby podzielic sie z ludzmi,
                                    ktorych znam (w tym z najjebliwszym forumem) "wizualnymi reportazami z podrozy i
                                    nie-podrozy".

                                    Oprocz radosci, o ktorej wspominasz, lapania na wedke momentow wszelakich, zeby
                                    je potem jeszcze raz zobaczyc i pamiec zmobilizowac do meandrowania, jest
                                    jeszcze jeden powod. Zeby pokazac ludziom, ktorym chce to pokazac, w jaki sposob
                                    widze to co na zewnatrz mnie, i jak na swiat patrze, co zauwazam, co mnie na
                                    tyle frapuje zeby przemoc wrodzone lenistwo i podniesc aparat. Zeby sie
                                    podzielic, co mi w glowie siedzi, a w duszy gra (lub rzezi, zalezy).

                                    I mam to w serdecznym powazaniu, czy zdjecia sa technicznie wysmienite, w sumie
                                    nie znam sie zbytnio na obrobce (choc czytam o tym i sie ucze, powoli). Tak samo
                                    jak moje zdjecia sa dupiaste, tak samo ja dupiascie widze swiat. Ja, nie moja
                                    siostra, nie sasiad zza miedzy, i nie slawny artysta - ja. Tylko i az.

                                    I wreszcie: nie umiem fotografowac ludzi. Za szybko sie zmieniaja, nie nadazam.
                                    • lucja7 Fotografuj, Pitou, fotografuj 11.06.07, 09:31
                                      Nie mam nic do twojego fotografowania, zycze ci najgrubszego albumu jaki mozna
                                      sobie wyobrazic.
                                      Draznia mnie natomiast fotografie bez zmruzenia oka i dystansu przedstawiajace
                                      martwe zasniezone gory w srodku, slonce albo chmury z tylu, oraz wypchany sloma
                                      jelen na pierwszym planie, wszystko to po obrobce.
                                      ;-)))
                                      • ertes Re: Fotografuj, Pitou, fotografuj 11.06.07, 16:01
                                        > wszystko to po obrobce

                                        Widac ze o fotografii nie masz najmniejszego pojecia. Dziwne jak na osobe o
                                        zawodzie jaki oglaszasz.

                                        Po drugie to zdaje sie kiedys byla tu dyskusja na temat komentowania zdjec
                                        pokazywanych w albumach i umowa ze nie komentujemy, nie krytykujemy gdyz na
                                        pewno nie jest to miejsce. Swiatlo pokazujac wam zdjecia nie prosil o krytyke
                                        jesli te glupie posty na temat jego zdjec maja cos wspolnego z krytyka tylko
                                        chcial cos pokazac.
                                        Dajcie wiec sobie spokoj tym bardziej ze sam Swiatlo o to prosil, odchylcie
                                        paluszki i udawajcie ze bola was wyrzucane lektury, ktorych i tak nie
                                        czytaliscie sadzac po tej "krytyce".
                                        • lucja7 Re: Fotografuj, Pitou, fotografuj 11.06.07, 17:07
                                          Ja tez cie nie prosilam zebys wypisywal bzdury, a jednak.....
                                          A gdy cos ktos mowi, "naraza sie" na odpowiedz.
                                          Napisalam co mysle o tworczosci fotograficznej Swiatla w formie jak najbardziej
                                          spokojnej, na co zreszta Swiatlo w podobnej formie odpowiedzial. I sie wzielo i
                                          skonczylo, przynajmniej w moim pojeciu.
                                          Twoim tekstom brak obrobki, ale chyba tez brak materialu...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka