06.08.11, 15:50
Witam po wakacjach w tym roku wyjatkowo dlugich i bez pasierbicywink
Udalo sie zrealizowac plan i podrzucic pasierbice wszystkim, ktorze chcieli i nie chcieli jej wziac na wakacje: dziadkowie, mamuska, jedzie tez sama na oboz w polowie sierpnia.
Dzieki temu wrocialm zadowolona, opalona i gotowa walczyc z wrogiem dalejwink
A jak u was?
Na wakacjach w rozmowach ze znajomymi, ktorzy sa w roznych "konfigurachach zwiazkowych" uslyszalam, ze drugi zwiazek rozni sie od pierwszego tez pod wzgledem finansowym, bo to jakies dzieci, alimenty .... Podobno w 2 zwiazkach znacznie czesciej para ma osobne konta, wlasne pieniadze itp. Podobno w 2 zwiazkach czesciej sa klotnie o pieniadze, wydatki na dzieci moje, twoje, nasze. Jak to jest waszym zdaniem?
Obserwuj wątek
    • b_bielonko Re: wakacje 06.08.11, 17:54
      Witam Dziewczyny, macochy i mamuski. Jestem nowa. Mam 50 lat( skoncze w pazdzierniku) Mieszkam w woj Warminsko Mazurskim. Ta ja mialam dzieci do i w drugim zwiazku. Kawaler tzw stary po 30. Po 22 latach zwiazek sie rozpadl. Nie chcialo nam sie niczego naprawiac. Kłotnie o pieniadze w drugim zwiazku- oczywiscie, moje dzieci za duzo wydawaly, za bardzo im ulegalam, zle studia, zle zwiazki. A pasierbice, zawsze gorsze, bo po rozwodowej matce, rożnice w dawaniu prezentow, moje dostawaly ruskie koszule i slomiane obrazki, inne wnuki skorzane kurtki, za 3000 tys organy. Nie znam Was dziewczyny poczytam trochę, ale bede uczestniczyć w Waszy zyciu, a Was wpuszczam do mojego. Pozdrawiam Waszystkie i dziekuje za przyjecie do forum.
    • konstancja16 Re: wakacje 06.08.11, 18:15
      Pozazdroscic wakacji, Aragorna. Rozumiem, ze podladowalas bateryjki. U nas wlasnie dobiegl konca pierwszy etap – Maly z nami. Mielismy go przez caly lipiec i pierwszy tydzien sierpnia. Najpierw dwa tygodnie wloczegi po Najpiekniejszym Kraju na Swiecie (Warmia, Mazury, Bialowieza, Bore Tucholskie plus 3 dni na Litwie). NM zadowolony, ja tez w miare (zielono, rzesko), Maly zachwycony. Wszystko bylo naj: najpiekniejszy zamek, najwieksze drzewo, najfajniejsze jezioro i najpyszniejsze pierogi. Jadl jak maszyna i mial niespozyta energie.

      Po powrocie my z powrotem do pracy, a Maly do zielonej szkolki. I jakies zlecialo. Wlasnie odjechali i mamy w perspektywie miesiac bez widzen. Ufff wink Ciekawe czy sie uda, wszystko wskazuje na to, ze u mamy bedzie po prostu siedzial caly dzien na basenie i juz sie dopytywal czy NM do niego przyjedzie chociaz na troche.

      Na razie w planie remont, a wakacje we dwoje dopiero na jesieni i pewnie krotkie. Ale nie narzekam, bo w zeszlym roku udalo nam sie zrealizowac dwie fajne i dalekie podroze. Zreszta od dawna mialam ochote pokazac chlopakom Polske latem – zawsze jezdzimy na Boze Narodzenie, kiedy zimno i zmrok zapada o 16. Lato w Polsce jest nie do pobicia! I ogorki kiszone i swiezo wedzone pstragi... Luubie. I mimo intensywnej obecnosci Malolata troche wypoczelam.
    • edw-ina Re: wakacje 06.08.11, 21:36
      U nas, poza rozpisaną sprawą z siostrą - luz blues. Weekendowe wypady, w tygodniu praca. Na wakacje jeździmy z zasady przed i po sezonie. M wyjeżdża z chłopakami pod koniec sierpnia. Teraz są na zjazdach/treningach/szkółkach sportowych i nie mają czasu na nic. Nawet cieszę się na kilka wolnych dni, sama ze sobą i ze zwierzakami. Będzie fajnie smile
      Odnośnie kont, pieniędzy itp. Od początku mamy oddzielne konta i ślub tego nie zmienił. Pieniądze są akurat jedną z niewielu spraw, o które się nie sprzeczamy. M rozdysponowuje je sensownie, a ja nie wnikam w szczegóły.
      Świetnie, że wypoczęłaś. Dodatkowy power zawsze się przyda smile
    • trinity_2011 Re: wakacje 06.08.11, 21:53
      Komu dobrze, wakacje smile Pozazdrościć energii smile

      Ja póki co korzystam z ładnej pogody nad polskim morzem, mimo deszczowo-burzowych prognoz. U nas wakacje zazwyczaj planujemy tak, że NM z dziećmi jeździ sam (wtedy exia też wyjeżdża, czyli zazwyczaj jest to początek sierpnia), a my sami wyjeżdżamy zazwyczaj w październiku/listopadzie w dalekie zakątki globu zazwyczaj na około miesiąc. Fajnie wspomnienia mam z tych podróży...

      Co do kasy, to mi się wydaje, że jest to w pewien sposób problem. U nas dlatego, że ex bardzo mało zarabia, dlatego NM w zasadzie zaspokaja 100% potrzeb dzieci, także część spływa dla ex. W dodatku moj NM widzi przyszlosc tak, że mamy wspólna kasę, co będzie oznaczało, że część mojej kasy będzie szła na dzieci/ex. Póki co, jakoś się dogadujemy. W zasadzie, jakoś po prostu wychodzi.

      • konstancja16 a jesli chodzi o konta i pieniadze 07.08.11, 10:25
        to odkad zamieszkalismy razem, w dodatku to naszych panienskich / kawalerskich kont zalozylismy jedno wspolne - na wydatki wspolne. kazde z nas wplaca co miesiac okreslona kwote do wspolnej puli i bardzo odpowiada nam ten system. jak idziemy na zakupy "dla domu" albo jak idziemy razem do knajpy to placimy ze wspolnego konta (oboje mamy do niego karte). jak kupuje sobie ciuchy albo perfumy albo opony do mojego samochodu to place z mojego konta.

        jak dotad system funkcjonuje bezkonfliktowo, stopniowo rosnie zaufanie i czesc wspolna kosztem kont odrebnych.
        • glasscraft Re: a jesli chodzi o konta i pieniadze 07.08.11, 10:40
          U nas dokladnie tak samo. I tak samo mialam z eksem... smile
        • aragorna71 Re: a jesli chodzi o konta i pieniadze 07.08.11, 15:11
          no wlasnie o to chodzi. Kazde znane mi malzenstwo w pierwszym zwiazku ma wspolne konto i nie ma roznicy czy on kupuje opony a ona kosmetyki czy odwrotnie, placa z niego a 2 zwiazkach juz wpolne konto za wydatki domowe lub ty placisz za jedzenie a ja za mieszkanie a reszta pieniedzy jest moja/twoja. Robimy sie przezorni czy raczej zycie nas uczy nie ufac do konca? wink
          • glasscraft Re: a jesli chodzi o konta i pieniadze 07.08.11, 15:14
            To ja nietypowa w takim razie, bo z eks mezem tez mielismy wspolne konto tylko na wydatki "domowe", a cala reszta byla finansowana z oddzielnych kont.
            • iza38bp Re: a jesli chodzi o konta i pieniadze 07.08.11, 15:42
              a ja własnie czekam na sprzedaz mieszkania i wyprowadzam sie od ;;cudownego partnera i jego dzieci;;.Zresztą usłyszałam,ze ma mnie juz dosyc,szczegolnie,ze dzieci podrosły i nie musze juz byc,tak ja myslę.Co do wspolnej kasy propnowałam,ze czesc daje ja ,czesc on na wspolne wydatki,takie domowe,zarcie,srodki czystosci,jakos sie nie doczekałam przez 4 lata.Kazdy z nas kupował do domu ,poza tym czy dobrze rozumuje,ze piorac ,gotujac i sprztajac dla niego i jego dzieci, dawałam wiecej? bo on twierdzi,ze nie.Moje dzieci nigdy nie prosiły go o nic,zadne wycieczki,buty,wyjscia,zawsze ja to finansowałam.Jesli nie buntowałabym sie to pewnie dalej by mnie ''kochał'' na swoich horych warunkach.Oczywiscie ,zadnej wzmianki o wspolnym mieszkaniu,my po 40 [wynajete,gdzie sens?] a slub,no co ty? masz parcie na ołtarz? więc niech spada
          • politanczykowianeczka Re: a jesli chodzi o konta i pieniadze 08.08.11, 11:53
            Robimy sie przez
            > orni czy raczej zycie nas uczy nie ufac do konca? wink
            Ja sobie nie wyobrażam, żeby moje ciężko zarobione pieniądze miały trafić w ręce obcych dzieci. Więc wszystko jest moje / twoje, tylko i wyłącznie dlatego. Gdyby mąż nie miał dzieci, to nasze życie finansowe (zresztą nie tylko) byłoby znacznie łatwiejsze. Dlatego przestrzegam inne kobiety, żeby jak mogą nie wiązały się z dzieciatymi facetami. Przynajmniej takimi, którzy muszą płacić daniny przez całe życie na dzieci. Nawet jak są już dorosłe i powinny od dawna na siebie zarabiać. Dla mnie te, obce dzieci to największa trauma, jaka mnie w życiu spotkała.
            • trinity_2011 Re: a jesli chodzi o konta i pieniadze 08.08.11, 12:09
              > Nawet jak są już dorosłe i powinny od dawna na siebie
              > zarabiać. Dla mnie te, obce dzieci to największa trauma, jaka mnie w życiu spo
              > tkała.

              Czemu taka trauma? Napisz cos wiecej?
              • konstancja16 Re: a jesli chodzi o konta i pieniadze 08.08.11, 12:24
                Hm. Dla mnie jest oczywiste, ze alimenty ida z konta NM-a, nie ze wspolnego. Wiec “nam” niczego nie ubywa. Jesli natomiast jedziemy gdzies we trojke to placimy ze wspolnego konta, fakt ze tutaj jest zawsze moj udzial.

                Ale ze jestem niezalezna finansowo (juz dorosla i zarabiam na siebie wink), to moge sobie na to pozwolic. I nie powoduje to zadnej wiekszej traumy. Jak goscimy moja rodzine czy znajomych to tez placimy za obiad czy kolacje ze wspolnej kasy i nikt nikomu nie wylicza.
              • politanczykowianeczka Re: a jesli chodzi o konta i pieniadze 08.08.11, 13:24
                Czemu taka trauma? Napisz cos wiecej?
                Żeby móc to wytłumaczyć, to pewnie książkę bym musiała napisać. Mamy z drugim mężem prawie 20 letni staż małżeński, i zamiast być co raz lepiej jest gorzej. Myślałam, że jak dzieci dorosną to nasze życie będzie inne. Ależ skąd. On cały czas jest przez dorosłe niedorajdy obdzierany. Moje dzieci już dawno pracują i dają sobie radę. A u niego jakieś cholerne dożywocie! No wkurza mnie to, bo przez to żadnych inwestycji z nim nie można poczynić. A są pewne zaczęte inwestycje zawieszone w próżni. A przecież sama nie będę inwestować, bo w przypadku ewentualnej, naszej śmierci te niedorajdy połowę moim dzieciom zabiorą. Nie będę wam dalej pisać, bo to może nieładnie i sama się nieco z tym źle czuję. Ale nic na to nie poradzę, że odczucia mam, takie jakie mam.
                • trinity_2011 Re: a jesli chodzi o konta i pieniadze 08.08.11, 13:38
                  > Nie będę wa
                  > m dalej pisać, bo to może nieładnie i sama się nieco z tym źle czuję. Ale nic n
                  > a to nie poradzę, że odczucia mam, takie jakie mam.

                  No przykro, ze coś takiego odczuwasz sad Widać, że Ci z tym bardzo ciężko sad No i faktyczne smutne co piszesz... A macie wspólne dzieci?

                  Pytałam się Ciebie, bo jestem na takim rozdrożu: być albo nie być z moim NM, który ma 2 dzieci i który momentami nie fajnie mnie traktował... A ja nie chcę niefajnego życia dla siebie i ewentualnych przyszłych pociech... Mam 29 lat i jeszcze całe życie przed sobą, stąd trochę ostatnio rozczytuję się w tym forum w celu natchnienia i podjęcia odpowiedniej decyzji...

                  • edw-ina Re: a jesli chodzi o konta i pieniadze 08.08.11, 13:47
                    Ja kocham swojego męża i nie mamy wielkich problemów związanych z tym, że miał już rodzinę. Z drugiej strony mam często wrażenie, że gdybym jakimś cudem ponownie znalazła się w tym samym miejscu, w którym zaczynaliśmy, to nie wiem, czy z obecną wiedzą bym zdecydowała się na ten związek. Bywa trudno z najróżniejszych i często niemożliwych do przewidzenia powodów. To chyba Aragorna kiedyś napisała, że odradza każdej bezdzietnej wiązanie się z facetem z dziećmi. Nie wiem, czy byłabym aż tak kategoryczna, ale z pewnością radziłabym zastanowić się, czy ma się w sobie wystarczająco dużo siły. Oczywiście poważne problemy mogą pojawić się w każdym związku, niezależnie czy pierwszym, drugim, piątym, z dziećmi czy bez. Mimo wszystko wydaje mi się, że poczucie, iż jesteśmy w czymś niemal od a do z na podobnym poziomie, może być pozytywne.
                    • trinity_2011 Re: a jesli chodzi o konta i pieniadze 08.08.11, 14:07
                      > Nie wiem, czy byłabym aż tak kategoryczna, ale z pewnością radziłabym zastanowić się, czy
                      > ma się w sobie wystarczająco dużo siły. Oczywiście poważne problemy mogą pojaw ić się w >każdym związku, niezależnie czy pierwszym, drugim, piątym, z dziećmi czy bez. Mimo wszystko >wydaje mi się, że poczucie, iż jesteśmy w czymś niemal od a do z na podobnym poziomie, może być >pozytywne.

                      No dokładnie, ja się właśnie zastanawiam... 2 tydzień w separacji, nad rozmyślaniem, czego ja dokładnie chcę i czy ja jestem w stanie się w to wpisać. I odpowiedź jest różna w zależności od tego, czy myślę sercem czy rozumiem...Zaczęłam nawet szukać pomocy u fachowca, żeby dowiedzieć się w 100%. Ciężkie to...

                      Kiedyś wydawało mi się, że różnica wieku (mój partner ma 9 lat więcej niż ja) nie jest problemem, bo się kochamy i chcemy tego samego. Kiedyś wydawało mi się, że fakt, że jego rodzice nie akceptują naszego związku to nie problem - a teraz jest, bo myślę sobie, że ja chcę żeby moje dzieci miały normalny dom, normalnych dziadków, a nie dziadków, którzy traktują ich jak zło konieczne, a pierwsze wnuki są świetne i kochane. Kiedyś ex nie wydawała się problemem, a teraz na każda jej prośbę mam gęsią skórkę, bo obawiam się, że zawsze od NM usłyszę, że jasne pomóżmy, przecież się nic nie stanie, to dla dobra dzieci... A jak ja mówię, że chcę dwójkę dzieci, to słyszę: "jedno tak, ale dwójkę to nie ze mną..." I weź tu bądź mądrym...

                      Teraz, po 2 latach tak naprawdę wiele rzeczy wydaje się problemem sad Tak jak pisałaś edwina - na pewno trzeba mieć dużo siły, dużo pracy trzeba w to włożyć - ale to praca z dwóch stron.
                      I trochę się będę upierać, że jednak inaczej jest, gdy dzieci NM są daleko (jak u Ciebie) i są raczej gośćmi w Waszym domu, a inaczej jak 15 min drogi - jak u mnie, gdzie te życia przede wszystkim z ex, ale i z dziećmi są nierozerwalne i dzieci w zasadzie z nami żyją.
                      • edw-ina Re: a jesli chodzi o konta i pieniadze 08.08.11, 14:18
                        I trochę się będę upierać, że jednak inaczej jest, gdy dzieci NM są daleko (jak
                        > u Ciebie) i są raczej gośćmi w Waszym domu, a inaczej jak 15 min drogi - jak u
                        > mnie, gdzie te życia przede wszystkim z ex, ale i z dziećmi są nierozerwalne i
                        > dzieci w zasadzie z nami żyją.

                        - z całą stanowczością jest inaczej, choć nie koniecznie znaczy to, że lepiej. Inaczej. Powoduje to zupełnie inne problemy, inne perturbacje.

                        Czasami jest tak, że wydaje nam się, iż jakaś obietnica, narzeczeństwo czy małżeństwo rozwiążą problemy. Że skoro ludzie się na to decydują, tzn., że coś sobie przepracowali, co rozgryźli, że będzie lepiej. Zazwyczaj ta nadzieja zawodzi i okazuje się, że problem pozostał, ale trudniej jest go rozwiązać. Dlatego bardzo fajnie robisz, że zastanawiasz się nad przyszłością swego związku teraz, a nie najpierw podejmujesz decyzje, a później marzysz, by zawrócić czas.
                        • trinity_2011 Re: a jesli chodzi o konta i pieniadze 09.08.11, 13:29
                          > - z całą stanowczością jest inaczej, choć nie koniecznie znaczy to, że lepiej.
                          > Inaczej. Powoduje to zupełnie inne problemy, inne perturbacje.

                          Pewnie tak, racja. Powiedz - jeśli możesz - jakie największe dotychczas problemy miałaś jeśli chodzi o dzieciaki (pytam Ciebie, bo wydajesz się dość otwarta osobą i może będziesz chciała opowiedzieć, ale w sumie inne macochy też pytam wink).

                          > Czasami jest tak, że wydaje nam się, iż jakaś obietnica, narzeczeństwo czy małż
                          > eństwo rozwiążą problemy. Że skoro ludzie się na to decydują, tzn., że coś sobi
                          > e przepracowali, co rozgryźli, że będzie lepiej. Zazwyczaj ta nadzieja zawodzi
                          > i okazuje się, że problem pozostał, ale trudniej jest go rozwiązać. Dlatego bar
                          > dzo fajnie robisz, że zastanawiasz się nad przyszłością swego związku teraz, a
                          > nie najpierw podejmujesz decyzje, a później marzysz, by zawrócić czas.

                          Zgoda, narzeczeństwo, małżeństwo, obietnice nic nie zmienią, to musi po prostu jakoś klikać.
                          Szczerze, fajnie jest tak pożyć trochę samej - zapomniałam, jak to już jest, mieć cały wolny czas dla siebie, całe mieszkanie dla siebie, etc. I łapię się na tym, że z jednej strony fajnie tak, a z drugiej też czegoś brakuje. Zobaczymy. Póki co zaczęłam czytać jak to się mówi mądre książki, w końcu poszłam do babeczki, która mi pomaga zrozumieć - chyba sama siebie tak naprawdę. Z nm mamy pogadać po powrocie z jego urlopu. Zobaczymy.
                          • edw-ina Re: a jesli chodzi o konta i pieniadze 09.08.11, 14:01
                            Z samymi chłopakami M jakiś poważnych problemów nie miałam. Ok, może mnie drażnić przekrzykiwanie się, słabe zainteresowanie rzeczywistością, ale nie nazwałabym tego problemem. Po prostu - taki wiek, taki moment w życiu. Poza tym jak dla mnie to nie moja sprawa. Jeśli już to problemy miałam z zachowaniem samego M, a konkretnie z jego niezorganizowaniem. Tj. wie, że wtedy i wtedy dzieciaki mają wolne (a nie mają go tak dużo ze względu na sport., zgrupowania itp.), mówi mi o tym, ja przypominam, żeby coś zorganizował, a on zapomina i robi to w ostatnim momencie na głupa. Jeśli doda się do tego sprawy firmowe (a firma własna, więc spraw zawsze cała masa), domowe (niemal niekończący się remont od 2 lat), to w konsekwencji wychodzi mała wojna. Bo on już musi, przecież obiecał (zrozumiałe), ale nie ma czasu czegoś zrobić, zapomniał, wypadło mu z głowy no i JA PRZECIEŻ MUSZĘ ZROZUMIEĆ. Tak naprawdę to właśnie brak zorganizowania zazwyczaj doprowadza do sprzeczek. Bo np. M zanim zabierze chłopaków nie wpadnie na to, by przygotować im miejsce do spania, zrobić zakupy, zaplanować coś konkretnie, załatwić tak sprawy służbowe, by mieć jak najwięcej wolnego czasu. Nie, on to wszystko robi, kiedy chłopcy już są. I jak oczywiście taką łajzą nie jestem, by opróżnić lodówkę przed ich przyjazdem, w ramach dania nauczki M, przeciwnie - sama zrobię jakieś zakupy, to już z resztą go zostawiam, co zawsze wywołuje jakieś konflikty. Bo on się denerwuje, nie wie, gdzie co jest, nie wyrabia się itp.
                            Ja się naprawdę nie wtrącam w jego relacje. Czasami, jeśli zapyta mnie o zdanie, to coś powiem. Nie często. Od jakiegoś czasu jest to w ogóle bardzo rzadko, bo ze względu na nasze własne problemy prokreacyjne i moje związane z tym doły, M taktownie stara się mnie w to w ogóle nie mieszać, za co przyznaję, że jestem mu bardzo wdzięczna.
                            Nie wiem niestety, czy ta opowieść pomoże Tobie w czymkolwiek. Za to kibicuję Ci w zajmowaniu się sobą. To - czasami wbrew pozorom - zazwyczaj przynosi dobre efekty, choć zdarza się, że trzeba na nie nieco poczekać.
                            • trinity_2011 Re: a jesli chodzi o konta i pieniadze 09.08.11, 14:19
                              > Nie wiem niestety, czy ta opowieść pomoże Tobie w czymkolwiek.

                              Dzięki że napisałaś. Jakoś jak tak czytam, to chyba nie potrafię się wczuć w Twój związek. Jak pisałyśmy obie - jest on inny. Jedyne co mi przychodzi do głowy w momencie jak to czytam to "ja też tak chcę, ja też takie problemy chcę mieć"! - nie obraź się, wiem że to niesprawiedliwe i na pewno Ci wielokrotnie jest ciężko, że zostajesz sama ze wszystkim na głowie i jak mówisz, to raczej niezorganizowanie m sprawia, że są wojny. U nas problem jest nieco inny. Jest ex, która potrafi podejść mojego nm, grzecznymi prośbami, na które on nie potrafi odmówić, bo to dla dobra dzieci... A ja czuję się, jak piąte koło u wozu...

                              >Za to kibicuję C
                              > i w zajmowaniu się sobą. To - czasami wbrew pozorom - zazwyczaj przynosi dobre
                              > efekty, choć zdarza się, że trzeba na nie nieco poczekać.

                              Fakt, zobaczymy...
                              • edw-ina Re: a jesli chodzi o konta i pieniadze 09.08.11, 14:56
                                po pierwsze to sądzę, że zmieniłabyś nieco optykę np. zostając samą w domu bez drzwi lub bez dachu i wiedząc, że twój facet, który miał to zrobić z tobą, jest właśnie gdzieś daleko, jest mu ciepło, miło i przyjemnie, ale przecież spełnia obowiązek wobec dzieci! A ty kombinujesz, czy przypadkiem nie ma gdzieś w domu jakiejś dubeltówki po dziadku czy przynajmniej noża myśliwskiego wink

                                Po drugie to ja ci już raz pisałam, że problemem nie jest ex, tylko ex facet tej eks, a twój aktualny. Nie zrzucaj złych zachowań faceta na ewentualne, prawdziwe bądź nie kombinatorstwo eksi. Bo inaczej zrobisz z tego faceta tzw. dooopsę wołową. A po kiego grzyba jest ci taka d. wołowa w domu?
                                • 13monique_n Re: a jesli chodzi o konta i pieniadze 09.08.11, 15:01
                                  Edwina, z ust mi wyjęłaś argument o tłumaczeniu faceta smile Może to brutalne, ale jak się tak chłopa zacznie kastrować, to potem nie można mieć pretensji, że się ma eunucha w domu.
                                • trinity_2011 Re: a jesli chodzi o konta i pieniadze 09.08.11, 15:02
                                  > po pierwsze to sądzę, że zmieniłabyś nieco optykę np. zostając samą w domu bez
                                  > drzwi lub bez dachu i wiedząc, że twój facet, który miał to zrobić z tobą, jest
                                  > właśnie gdzieś daleko, jest mu ciepło, miło i przyjemnie, ale przecież spełnia
                                  > obowiązek wobec dzieci! A ty kombinujesz, czy przypadkiem nie ma gdzieś w domu
                                  > jakiejś dubeltówki po dziadku czy przynajmniej noża myśliwskiego wink

                                  Masz rację, że jakbym została sama w domu bez drzwi a mój facet cieszyłby się zabawą z dziećmi, to bym się wściekała. A jeszcze bardziej się wściekam, gdy widzę, że mój facet chce "zadowolić" ex.

                                  > Po drugie to ja ci już raz pisałam, że problemem nie jest ex, tylko ex facet te
                                  > j eks, a twój aktualny. Nie zrzucaj złych zachowań faceta na ewentualne, prawdz
                                  > iwe bądź nie kombinatorstwo eksi. Bo inaczej zrobisz z tego faceta tzw. dooopsę
                                  > wołową. A po kiego grzyba jest ci taka d. wołowa w domu?

                                  Fakt, tu racja - ja nawet nie zrzucam, ja wiem, że to mój nm jest w 100% odpowiedzialny za tą sytuację.

                  • 13monique_n Re: a jesli chodzi o konta i pieniadze 08.08.11, 14:00
                    Trinity, jesli mogę - wyrazy szacunku za jasne postawienie sprawy. Dobrze, że myślisz teraz, póki masz jeszcze czas, a i sama jesteś młodą kobietą. Moim zdaniem warto, byś mysłała szybko i definitywnie. Jak widzisz, pewne problemy częściej powodują mężczyźni, którzy nie potrafią zakończyć/uporządkować zakończonego związku. Do tego już "bonusem" jest fakt, że bezdzietnej pannie trudno rezygnować z czegokolwiek. Dlatego najlepiej, by w przypadku tego rodzaju wątpliwości zrezygnowała z faceta. Słyszałam od nowej panny mojego kuzyna, swieżo rozwiedzionego po wielu latach (aaaa, ona NAPRAWDĘ NIE była powodem rozwodu): "z czego my będziemy żyli?" ( na wieść o wysokości alimentów zasądzonych na dziecko kuzyna (wielkość na poziomie polskich sądów, czyli około 30% deklarowanych przychodów) I jedyne, co miałam ochote jej warknąć - "a Ty do pracy byś nie poszła?", plus "wiedziałaś, kim on jest i jakie ma życie, kiedy weszłaś w związek z nim, na co liczyłaś????" Łapy mi opadły
                    • edw-ina Re: a jesli chodzi o konta i pieniadze 08.08.11, 14:12
                      Ale wiesz Monique, ja to nawet jestem w jakiś tam sposób w stanie zrozumieć. Tj. tego życia trzeba się nauczyć, wyjść poza swoją panieńsko-bezdzietną optykę. To nie takie proste, szczególnie jeśli jest to pierwszy poważny związek i chce się mieć wszystko: całe zainteresowanie faceta, pełną wspólnotę, wyłącznie wspólne plany. Taki obraz bycia razem jest nam niestety przekazywany przez społeczeństwo, obyczaje, mass media. Sama pamiętam, jak siedziałam i dosłownie wypłakiwałam się znajomym, że jak to jest cholernie niesprawiedliwe, że moje zarobki mogą zostać wliczone w pulę, na podstawie której są ustalane alimenty M. Nie dość, że nie mam faceta tak, jakbym chciała, muszę się podporządkowywać, to nawet do jasnej anielki nie mogę przeznaczyć podwyżki na siebie, bo jest wliczana we wspólną pulę. Tak się w konsekwencji nie stało, ale i tak pewne aspekty takiego życia są dla bezdzietnej panny trudne do opanowania.
                      • 13monique_n Re: a jesli chodzi o konta i pieniadze 09.08.11, 09:53
                        Edwina, ja to naprawdę rozumiem. Akurat ten przykład dziewczyny mojego kuzyna to dla mnie modelowy, polski "jakośtobędzizm", który ni cholery nie chce "jakoś-to-być". (na marginesie zdaniem mojego eks-męża, skoro mój obecny mąż zarabia więcej niż on, to automatycznie ma łożyć na jego dzieci więcej, bo eks ma nowe życie i nową rodzinę i NIE MA kasy na "stare" dzieci... fajne, prawda?) A dziewczyna mojego kuzyna upatrzyła go sobie, lat miała wtedy 22, obserwowała całą masę jego zmagań rozwodowych. No, zgódź się, że jeśli nie niedojrzałość, to już tylko chyba głupota wyjaśnia jej zaskoczenie, że kuzynowi zasądzili alimenty w słusznej wysokości (w stosunku do JEGO zarobków wyłącznie).
                        • edw-ina Re: a jesli chodzi o konta i pieniadze 09.08.11, 10:38
                          Ależ ja się zgadzam i to w 100 proc! Po prostu myślę, że wielu ludzi bardzo nie poważnie podchodzi do związku w ogóle, a do takiego związku z bonusami trzeba podejść tym bardziej dojrzale. Ale skąd niby ta dojrzałość ma się wziąć?
                          I jeszcze jedno - zauważyłam, że pokolenie obecnych 18-20-kilkulatków ma wyjątkowo roszczeniowe podejście do rzeczywistości. mi się należy, ja się nie podzielę, ja zamierzam lub nie zamierzam. Wciąż ja i ja. I to z całą pewnością nie pomaga w zrozumieniu nawet najbardziej słusznych racji i prawa.
                          • 13monique_n Re: a jesli chodzi o konta i pieniadze 09.08.11, 11:52
                            Aaaaaa, weszłaś na mojego konika. Z pełnym ryzykiem co do przyszłości moich dzieci (już coraz bliżej jest ta "niezależna") wytykam i tępię w otoczeniu i nich samych podejście "ja, ja, ja, ja, mi, mi, moje, należy mi się.....".
                            Akurat są oboje na etapie kolejnych oczarowań (syn już któryś raz, córka po raz pierwszy). Rozmawiam z nimi o związkach, przede wszystkim moich, czy członków rodziny - a jest o czym mówić. Gadamy o cechach, o wymaganiu, ale też dawaniu i o tym, że to
                            powinno być mniej więcej w harmonii (nie chodzi o aptekarską dokładność). Rozmawiamy też o tym, że z miłości sie nie umiera, chociaż nam się tak czasem wydaje. Liczę na to, że im coś w głowie (albo w nich, w środku) zostanie do czasu, kiedy sami będą wybierać. A uważam, ze ryzykuję trochę ich powodzeniem, ponieważ opcja "brać, bo się należy" jest powszechniejsza. Tylko co, mam wychować dwie egoistyczne i egocentryczne szuje?
                            • edw-ina Re: a jesli chodzi o konta i pieniadze 09.08.11, 12:34
                              Ja się na wychowaniu i młodych ludziach nie znam, ale pamiętam jak bodajże ze dwa lata temu miałam kilkoro stażystów. Nie miałam dla nich wiele czasu, więc program stażu mieli dość luźny. Wymagałam przede wszystkim terminowości. I jedna z dziewczyn nie pojawiła się na żadnym spotkaniu, po czym przychodzi po zaliczenie. Mówię jej, że nie mogę dać jej zaliczenia, bo się nie wywiązała i dając je potraktowałabym źle jej kolegów i koleżanki, którzy spełnili moje, swoją drogą bardzo niewielkie wymagania. No ale ona przecież nie mogła przyjść, bo chciała wyjechać na ferie i już się umówiła. Zaproponowałam jej, że może w takim razie przychodzić codziennie przez tydzień na dwie godziny, wykonać pracę w przyspieszonym tempie. Nie, bo ona nie ma tyle czasu, żeby codziennie przychodzić. Więc ją odprawiłam. Po czy następnego dnia dzwoni do mnie opiekunka stażów z uczelni i ochrzania mnie, ze bezpodstawnie wyrzuciłam jej studentkę z praktyk. Że przecież ona się starała itd. i jak ja mogłam. Zakończyło się tym, że nigdy więcej nie wzięłam już żadnych stażystów/praktykantów, bo ja nie mam czasu użerać się. Kiedy sama miałam staż to cholera chciałam jak najwięcej się nauczyć, dowiedzieć, pomagałam we wszystkim, a jak ktoś mądrzejszy ode mnie mógł mi poświęcić trochę czasu, to byłam przeszczęśliwa. A tu się okazało, że przecież ferie były ważniejsze.
                              • edw-ina coś dla ciebie Monigue 09.08.11, 13:10
                                www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,114757,10063709,Koniec_studenckich_malzenstw.html?as=1&startsz=x
                                na końcu jest o zmianie mentalności współczesnych młodych ludzi smile
                                • 13monique_n Re: coś dla ciebie Monigue 09.08.11, 13:30
                                  Wiem, wiem, czytałam już w sobotę. Też od razu zaczęłam to omawiać z paskudami (oni rozważają odcięcie mnie od źródeł "czytanych" big_grin)
                              • 13monique_n Re: a jesli chodzi o konta i pieniadze 09.08.11, 13:33
                                edw-ina napisała:

                                > Kiedy sama miałam staż to cholera chciałam jak najwięcej się nauczyć, dowiedz
                                > ieć, pomagałam we wszystkim, a jak ktoś mądrzejszy ode mnie mógł mi poświęcić t
                                > rochę czasu, to byłam przeszczęśliwa. A tu się okazało, że przecież ferie były
                                > ważniejsze.
                                Dokładnie tak jest. Pokazuję to dzieciorom, mówiąc, że powazne podejście do obowiązków jest ich JEDYNĄ przewagą na tle rówieśników, taką najbardziej mierzalną i przeliczalną dla kogoś, kto zechce podjąć ryzyko i ich zatrudnić (wysokie bezrobocie młodych w całej Europie). To do nich przemawia. Młody dwa dni po 18 urodzinach poszedł do Kauflandu na kilka dni do pracy - dorywczo, oczywiście. Akurat przed swoim wyjazdem na wakacje postanowił nie marnowac czasu. Po 2 dniach wstawania na 4.00 do pracy wracał do domu przysięgając oceny na maturze na poziomie naszych 5!!!! Hehehehe
                          • trinity_2011 Re: a jesli chodzi o konta i pieniadze 09.08.11, 14:25
                            > Ależ ja się zgadzam i to w 100 proc! Po prostu myślę, że wielu ludzi bardzo nie
                            > poważnie podchodzi do związku w ogóle, a do takiego związku z bonusami trzeba
                            > podejść tym bardziej dojrzale. Ale skąd niby ta dojrzałość ma się wziąć?

                            Tak, to fajnie brzmi. Tylko co to jest dojrzałość. (przerysowanie) Zezwalanie na wszystko, bo wiedziałyśmy, ze partner jest z odzysku, ma ex i dzieci i trzeba uszanować jego wszystkie pomysły?
                            Że trzeba się pogodzić, ba zrezygnować ze swojej podwyżki na koszt potencjalnych alimentów/ex?

                            > I jeszcze jedno - zauważyłam, że pokolenie obecnych 18-20-kilkulatków ma wyjątk
                            > owo roszczeniowe podejście do rzeczywistości. mi się należy, ja się nie podziel
                            > ę, ja zamierzam lub nie zamierzam. Wciąż ja i ja. I to z całą pewnością nie pom
                            > aga w zrozumieniu nawet najbardziej słusznych racji i prawa.

                            Pewnie tak. Faktycznie, to da się zauważyć. Ja sama - mimo że pokolenie bardziej już 30-latek uważam, że niejako zapracowałam sobie na godne życie. Nie, że wymagam go od księcia z bajki. Ale zapracowałam studiami, dobrą pracą, swoją obrotnością na posiadanie godnego życia, a nie życia w którym jestem piątym kołem u wozu...

                            • 13monique_n Re: a jesli chodzi o konta i pieniadze 09.08.11, 14:36
                              Dojrzałość to w moich oczach, przynajmniej w skrócie, zdolność do dokonywania świadomych wyborów. I raczej przedłużanie decyzji, kiedy nie mam pewności, że gotowa jestem dźwigać konsekwencje. A że w czasach internetu i dostępności absolutnie milionów opinii, to jednak coraz trudniej jest odpowiedzieć "nie wiedziałam". Przy czym jeszcze jedno "nie wiedziałam, bo muszę sprawdzić na własnej skórze" to trochę coś innego niż "nie wieeeedziałam, myślałam (???), że się zmieni"
                              • trinity_2011 Re: a jesli chodzi o konta i pieniadze 09.08.11, 14:41
                                > Dojrzałość to w moich oczach, przynajmniej w skrócie, zdolność do dokonywania ś
                                > wiadomych wyborów. I raczej przedłużanie decyzji, kiedy nie mam pewności, że go
                                > towa jestem dźwigać konsekwencje. A że w czasach internetu i dostępności absolu
                                > tnie milionów opinii, to jednak coraz trudniej jest odpowiedzieć "nie wiedziała
                                > m". Przy czym jeszcze jedno "nie wiedziałam, bo muszę sprawdzić na własnej skór
                                > ze" to trochę coś innego niż "nie wieeeedziałam, myślałam (???), że się zmieni"

                                No tak, nie sposób Ci nie przyznać racji w powyższym...
                            • edw-ina Re: a jesli chodzi o konta i pieniadze 09.08.11, 15:04
                              dojrzałość to jest świadomość siebie. Jestem: raczej asertywna, otwarta, ciekawa, a nawet czasami ciekawska, prostolinijna, nieco introwertyczna i zwykle przyjacielska. Nie jestem: uległa, brutalna, machiaveliczna itd. Nie zgodzą się na: odrzucenie dla związku znajomych/przyjaciół, trzymanie mnie na uwięzi, nie liczenie się z moimi potrzebami itd. Zgodzą się nie trzymać cię na uwięzi, ustalać z tobą wszelkie newralgiczne i nienewralgiczne kwestie, szanować twoje potrzeby osobnicze i zobowiązania do chwili, gdy ty robisz dla mnie to samo.
                              Dbam o siebie, rozwijam się dla siebie, jestem odrębną jednostką, tak jak i ty jesteś odrębną jednostką i jeśli mamy być razem to ustalamy taki plan działania, by i wspólnotowość i zapotrzebowania oraz zobowiązania jednostkowe mogły się w tym pomieścić.

                              oczywiście - jest to cholernie trudne i często przebiega jak desant na plaże Normandii smile
                              • 13monique_n Re: a jesli chodzi o konta i pieniadze 09.08.11, 15:10
                                No, właśnie - jak widać. Dojrzałość to także to, co wymieniła Edwina - na co się zgodzę (ustąpię), a co nie przejdzie. Z wielu powodów. I plaże Normandii niekoniecznie oznaczają krwawą walkę, chyba, że ze sobą. Po to, by nie łazić ze skrzywioną twarzą i poczuciem zmarnowanego czasu/życia.
                              • trinity_2011 Re: a jesli chodzi o konta i pieniadze 09.08.11, 15:18
                                edw-ina napisała:

                                > dojrzałość to jest świadomość siebie. Jestem: raczej asertywna, otwarta, ciekaw
                                > a, a nawet czasami ciekawska, prostolinijna, nieco introwertyczna i zwykle przy
                                > jacielska. Nie jestem: uległa, brutalna, machiaveliczna itd. Nie zgodzą się na:
                                > odrzucenie dla związku znajomych/przyjaciół, trzymanie mnie na uwięzi, nie lic
                                > zenie się z moimi potrzebami itd. Zgodzą się nie trzymać cię na uwięzi, ustalać
                                > z tobą wszelkie newralgiczne i nienewralgiczne kwestie, szanować twoje potrzeb
                                > y osobnicze i zobowiązania do chwili, gdy ty robisz dla mnie to samo.
                                > Dbam o siebie, rozwijam się dla siebie, jestem odrębną jednostką, tak jak i ty
                                > jesteś odrębną jednostką i jeśli mamy być razem to ustalamy taki plan działania
                                > , by i wspólnotowość i zapotrzebowania oraz zobowiązania jednostkowe mogły się
                                > w tym pomieścić.
                                >
                                > oczywiście - jest to cholernie trudne i często przebiega jak desant na plaże No
                                > rmandii smile

                                Boskie określenie...Uśmiałam się do swojego komputera w pracy wink

                                Bardzo Wam dziękuję dziewczyny za pomoc.

                                • edw-ina Re: a jesli chodzi o konta i pieniadze 09.08.11, 15:28
                                  wink
                                  odpręż się trochę, nie myśl ciągle. Pójdź na basen, zrób sobie wieczór z maseczkami, kup sobie buty na zdecydowanie zbyt wysokim obcasie - choćbyś miała założyć je tylko raz i pomyśl, że jesteś tak fajną babką, że jak facet o ciebie nie dba, to widocznie nie jest ciebie wart wink
                                  • trinity_2011 Re: a jesli chodzi o konta i pieniadze 09.08.11, 15:31
                                    > wink
                                    > odpręż się trochę, nie myśl ciągle. Pójdź na basen, zrób sobie wieczór z masecz
                                    > kami, kup sobie buty na zdecydowanie zbyt wysokim obcasie - choćbyś miała założ
                                    > yć je tylko raz i pomyśl, że jesteś tak fajną babką, że jak facet o ciebie nie
                                    > dba, to widocznie nie jest ciebie wart wink

                                    Kupuje buty na potęgę, niestety ostatnio 2 pary na zdecydowanie zbyt dużym obcasie wink - nawet ja, która lubię wysokie obcasy, nie potrafię w nich chodzić...

                                    Ale fakt, muszę się wylogować na trochę z myślenia. Zobaczymy co będzie...
                    • trinity_2011 Re: a jesli chodzi o konta i pieniadze 09.08.11, 14:04
                      > Trinity, jesli mogę - wyrazy szacunku za jasne postawienie sprawy. Dobrze, że m
                      > yślisz teraz, póki masz jeszcze czas, a i sama jesteś młodą kobietą. Moim zdani
                      > em warto, byś mysłała szybko i definitywnie.

                      No w takim stanie świadomości teraz jestem. Przemyśleć co mi pasuje/co nie/czy można coś razem zmienić/czy ja mogę w sobie coś zmienić - zobaczymy...

                      > Jak widzisz, pewne problemy części
                      > ej powodują mężczyźni, którzy nie potrafią zakończyć/uporządkować zakończonego
                      > związku.

                      Dlaczego tak jest? Bo ja doszłam do wniosku ze z wygodnictwa...

                      >Do tego już "bonusem" jest fakt, że bezdzietnej pannie trudno rezygnow
                      > ać z czegokolwiek. Dlatego najlepiej, by w przypadku tego rodzaju wątpliwości z
                      > rezygnowała z faceta.

                      O nie, tu się nie zgodzę. Zrezygnowałam z wielu rzeczy dla mojego partnera/dla siebie/dla związku: z dobrej pracy na rzecz ciut gorszej, z wolnego czasu, z dobrego kumpla, w pewien sposób z rozwoju - a zawsze myślałam, że nigdy na to mężczyźnie nie pozwolę. Ja dałam po prostu za dużo, a odpłacono mi brakiem szacunku i wyciąganiem ręki po więcej.

                      Ale gdzieś są limity. Moje dotyczą moich/naszych ewentualnych dzieci. Jak słyszę: jedno dziecko okej, a dwójkę nie ze mną, to mam ochotę powiedzieć: acha, dziękuję. I nie dlatego, że nie szanuję potrzeb mojego partnera, że on może chcieć jedno, tylko dlatego, że to mój partner ma gdzieś, co ja chcę, nie ma rozmowy, jest ucięcie tematu. A ja czuję, że to jedno dziecko będzie dla mnie, żeby mnie zatrzymać, a nie do końca dlatego, że on tego dziecka chce... I muszę to wybadać, jak to jest. Nie jest to jedna rzecz, raczej przykład. Ale istotne dla mnie są kwestie rodziny.

                      >Słyszałam od nowej panny mojego kuzyna, swieżo rozwiedzio
                      > nego po wielu latach (aaaa, ona NAPRAWDĘ NIE była powodem rozwodu): "z czego my
                      > będziemy żyli?" ( na wieść o wysokości alimentów zasądzonych na dziecko kuzyna
                      > (wielkość na poziomie polskich sądów, czyli około 30% deklarowanych przychodów
                      > ) I jedyne, co miałam ochote jej warknąć - "a Ty do pracy byś nie poszła?", plu
                      > s "wiedziałaś, kim on jest i jakie ma życie, kiedy weszłaś w związek z nim, na
                      > co liczyłaś????" Łapy mi opadły

                      Wiesz, to jest tak. Wchodzisz w taki związek i nawet widzisz tą rzeczywistość, tą wielkość alimentów i akceptujesz to na wstępie - do jakiegoś stopnia. Ale później widzisz, a w zasadzie zastanawiasz się, co będzie dalej. Skoro teraz jest taka wartość, to jak będzie później. A co jak będą extrasy? Bo mój nm płaci wysokie alimenty, ale np. jak dziecko zachciało rowerek, to dokładał i dla niego to było normalne, bo on bardzo chce swojej córce dopłacić do tego rowera, mimo że potrzeby finansowe dzieci są w 100% zaspokajane przez nm. Ja pracuję, zarabiam dobrze, ale też się zastanawiam, jak to będzie. Co z naszymi dziećmi. Będą mogły liczyć na to samo, czy ja będę łożyć na nasze dzieci o on na swoje? Bo Pani ex zarabia bardzo marnie, tak marnie że korzysta z alimentów....
                      I powiem Ci więcej - trzeba zrozumieć, mimo wszystko takie kobiety (nie wiem czy przykład twojej babeczki pasuje, bo zrozumiałam że ona nie pracuje...) - bo one też chcą mieć dobre życie... a nie życie, w którym swoją ciężką pracą mają sponsorować życie ex i dzieci partnera.
                      • 13monique_n Re: a jesli chodzi o konta i pieniadze 09.08.11, 14:59
                        trinity_2011 napisała:

                        > > Jak widzisz, pewne problemy częściej powodują mężczyźni, którzy nie potrafią
                        >> zakończyć/uporządkować zakończonego
                        > > związku.
                        >
                        > Dlaczego tak jest? Bo ja doszłam do wniosku ze z wygodnictwa...
                        To zapewne bliskie prawdy. Z wygodnictwa. Z niechęci do konfrontacji. Ze zwykłego tchórzostwa.

                        > >Do tego już "bonusem" jest fakt, że bezdzietnej pannie trudno rezygnow
                        > > ać z czegokolwiek. Dlatego najlepiej, by w przypadku tego rodzaju wątpliw
                        > ości z
                        > > rezygnowała z faceta.
                        >
                        > O nie, tu się nie zgodzę. Zrezygnowałam z wielu rzeczy dla mojego partnera/dla
                        > siebie/dla związku: z dobrej pracy na rzecz ciut gorszej, z wolnego czasu, z do
                        > brego kumpla, w pewien sposób z rozwoju - a zawsze myślałam, że nigdy na to męż
                        > czyźnie nie pozwolę. Ja dałam po prostu za dużo, a odpłacono mi brakiem szacunk
                        > u i wyciąganiem ręki po więcej.
                        Wyżej pisałam o tym, by dawać sobie czas. Ja byłam po małżeństwie i z dwójką dzieci, mój mąż również. zbliżaliśmy się do siebie krok po kroku, mieszkaliśmy prawie 3 lata o przecznice od siebie, by dać sobie komfort "pustego mieszkania" i swobodę decyzji. Ślub wzięliśmy wiosną tego roku.
                        Dlatego moje słowa o tym, że bezdzietnej pannie trudniej zrezygnować, dotyczyły takich już całkiem istotnych spraw, jak liczba dzieci, majątek, podział zarobków, wydatków... to wygląda inaczej, kiedy jest dwójka wolnych ludzi, bez wcześniejszych zobowiązań.

                        > Ale gdzieś są limity. Moje dotyczą moich/naszych ewentualnych dzieci. Jak słysz
                        > ę: jedno dziecko okej, a dwójkę nie ze mną, to mam ochotę powiedzieć: acha, dzi
                        > ękuję.
                        Mądrze piszesz. Powiem Ci z perspektywy matki dwójki dzieci i konieczności pilnowania Eksa z wysokością alimentów na nie. Wierz mi, są tłumy nieodpowiedzialnych facetów, którzy tu machną dwójeczkę dzieci, tam dwójeczkę, a potem tam i siam jeszcze po jednym. Każde dziecko KOSZTUJE.
                        zatem - bierz pod uwagę to, co mówi Twój partner o ilości dzieci z nim. Przynajmniej jest uczciwy - marna pociecha, ale chociaż Cię nie mami.



                        > Wiesz, to jest tak. Wchodzisz w taki związek i nawet widzisz tą rzeczywistość,
                        > tą wielkość alimentów i akceptujesz to na wstępie - do jakiegoś stopnia. Ale pó
                        > źniej widzisz, a w zasadzie zastanawiasz się, co będzie dalej. Skoro teraz jest
                        > taka wartość, to jak będzie później. A co jak będą extrasy?
                        Ekstrasy?? Kobieto, jakie ekstrasy???? Mój kuzyn dzieciakiem się nie interesował (uczciwie mówię, że ja na miejscu jego byłej złoiłabym mu skórę finansowo). Do szkoły na wywiadówkę nie, do lekarza nie, spotkania nie. To skoro zachowuje się jak bankomat, niech nim naprawdę będzie. "Ekstrasy" w wydaniu mojego eksa to odpowiedź "nie zapłacę ci nic ponadto, co zasądził sąd". OK. Dlatego w tym roku przedstawiłam sądowi wszystkie wydatki z paragonami, plus maile od eksa. Zobaczymy, co będzie. Aaaaaa, "pomoc" w postaci wywiadówek, lekarza, dokładania do okularów, czy soczewek - zapomnij.

                        > to było normalne, bo on bardzo chce swojej córce dopłacić do tego rowera, mimo
                        > że potrzeby finansowe dzieci są w 100% zaspokajane przez nm. Ja pracuję, zarabi
                        > am dobrze, ale też się zastanawiam, jak to będzie. Co z naszymi dziećmi. Będą m
                        > ogły liczyć na to samo, czy ja będę łożyć na nasze dzieci o on na swoje? Bo Pan
                        > i ex zarabia bardzo marnie, tak marnie że korzysta z alimentów....
                        Zasada jest taka, że ojciec (rodzic), który nie mieszka z dziećmi ma zapewnić im poziom życia podobny do tego, na jakim sam żyje.

                        > I powiem Ci więcej - trzeba zrozumieć, mimo wszystko takie kobiety (nie wiem cz
                        > y przykład twojej babeczki pasuje, bo zrozumiałam że ona nie pracuje...) - bo o
                        > ne też chcą mieć dobre życie... a nie życie, w którym swoją ciężką pracą mają s
                        > ponsorować życie ex i dzieci partnera.
                        Raz jeszcze powtórzę - nowa kobieta musi się liczyć z nazwijmy to wprost "ciosami" finansowymi związanymi z partnerem, który ma dzieci z poprzedniego związku. Oczywiście są sytuacje takie, jak u Edwiny, gdzie wszystko (niemal) zostało dobrze przygotowane, dopracowane uzgodnienia. Ale - jak czytam to forum, to nie mogę się oprzeć wrażeniu, że dużo częściej dziewczyny kierują się "jakoś-to-będzie", facet bywa niedojdą, której wygodnie jest nie wchodzić w żadne ustalenia z byłą, żeby, broń Boże, nie wywołać nieporozumienia. Wiezie się taki na nowej babeczce, która mówi "oooo, mój nm taki biedny, była to niezła suka <sorry za słowo>" Rozumiesz?
                        Znowu odniosę do siebie "sponsorowanie" przez neksię moich dzieci. Nie biorę nic od niej, to raczej Eks ma ochotę skorzystać finansowo na fakcie, że jest następca nie jest nieudacznikiem i potrafi dbać o dzieci, które ma, i pomaga mi z moimi. Eks jedynie próbuje, by to mój obecny mąż spełniał obowiązki finansowe wobec nieswoich dzieci. Tak, jak spełnia obowiązki lekarzowo-szkolne.
                        • trinity_2011 Re: a jesli chodzi o konta i pieniadze 09.08.11, 15:48
                          > Wyżej pisałam o tym, by dawać sobie czas. Ja byłam po małżeństwie i z dwójką dz
                          > ieci, mój mąż również. zbliżaliśmy się do siebie krok po kroku, mieszkaliśmy pr
                          > awie 3 lata o przecznice od siebie, by dać sobie komfort "pustego mieszkania" i
                          > swobodę decyzji. Ślub wzięliśmy wiosną tego roku.

                          No tak, w sumie rozsadne... Ile masz lat, jesli moge spytac?

                          > Dlatego moje słowa o tym, że bezdzietnej pannie trudniej zrezygnować, dotyczyły
                          > takich już całkiem istotnych spraw, jak liczba dzieci, majątek, podział zarobk
                          > ów, wydatków... to wygląda inaczej, kiedy jest dwójka wolnych ludzi, bez wcześn
                          > iejszych zobowiązań.

                          No fakt.

                          > Mądrze piszesz. Powiem Ci z perspektywy matki dwójki dzieci i konieczności piln
                          > owania Eksa z wysokością alimentów na nie. Wierz mi, są tłumy nieodpowiedzialny
                          > ch facetów, którzy tu machną dwójeczkę dzieci, tam dwójeczkę, a potem tam i sia
                          > m jeszcze po jednym. Każde dziecko KOSZTUJE.
                          > zatem - bierz pod uwagę to, co mówi Twój partner o ilości dzieci z nim. Przynaj
                          > mniej jest uczciwy - marna pociecha, ale chociaż Cię nie mami.

                          No tak, niby mowi wprost, chociaz to rani takie cos... Ale jak piszesz, chociarz szczere...


                          > Ekstrasy?? Kobieto, jakie ekstrasy???? Mój kuzyn dzieciakiem się nie interesowa
                          > ł (uczciwie mówię, że ja na miejscu jego byłej złoiłabym mu skórę finansowo). D
                          > o szkoły na wywiadówkę nie, do lekarza nie, spotkania nie. To skoro zachowuje s
                          > ię jak bankomat, niech nim naprawdę będzie. "Ekstrasy" w wydaniu mojego eksa to
                          > odpowiedź "nie zapłacę ci nic ponadto, co zasądził sąd". OK. Dlatego w tym rok
                          > u przedstawiłam sądowi wszystkie wydatki z paragonami, plus maile od eksa. Zoba
                          > czymy, co będzie. Aaaaaa, "pomoc" w postaci wywiadówek, lekarza, dokładania do
                          > okularów, czy soczewek - zapomnij.

                          No rozumiem, masz inna sytuacje. Moj nm jest inny. Co w jakims stopniu stawia go w dobrym swietle - tobie jako ex pewnie tez byloby latwiej z nim, bo bys wiedziala, ze mozesz na niego liczyc. Moj nm chodzi do lekarza, na wywiadowki, poczatki, zakonczenia roku szkolenego, wystapienia w przedszkolu - jak bylo trzeba to wsiadal w samolot i z delegacji przylatywal na takie przedstawienie, bo dziecku milo, etc. Jak sie domyslasz na kazdym z tych wydarzen jest blisko ex. Tak, mnie to wnerwia, ze ten kawal zycia jest taki wspolny dla nich.

                          > Zasada jest taka, że ojciec (rodzic), który nie mieszka z dziećmi ma zapewnić i
                          > m poziom życia podobny do tego, na jakim sam żyje.
                          Chyba to jest tak, ze nie gorszy od tego co było przed tym, jak zostawil rodzine. Tak mi sie wydaje... Ale nie jestem pewna.

                          > Raz jeszcze powtórzę - nowa kobieta musi się liczyć z nazwijmy to wprost "ciosa
                          > mi" finansowymi związanymi z partnerem, który ma dzieci z poprzedniego związku.
                          > Oczywiście są sytuacje takie, jak u Edwiny, gdzie wszystko (niemal) zostało do
                          > brze przygotowane, dopracowane uzgodnienia.

                          Edwina, to jak to u Was jest przygotowane, bo ja mam wrazenie, ze ty machnales na to reka. Zarabiasz sama, Twoj facet zarabia i tyle. Co daje dzieciom to ciebie nie interesuje.

                          A jak u ciebie jest to ustawione z ex i mezem - moniq? Twoj ex pokrywa wszystkie wydatki na dziecko?

                          > Ale - jak czytam to forum, to nie m
                          > ogę się oprzeć wrażeniu, że dużo częściej dziewczyny kierują się "jakoś-to-będz
                          > ie", facet bywa niedojdą, której wygodnie jest nie wchodzić w żadne ustalenia z
                          > byłą, żeby, broń Boże, nie wywołać nieporozumienia. Wiezie się taki na nowej b
                          > abeczce, która mówi "oooo, mój nm taki biedny, była to niezła suka <sorry z
                          > a słowo>" Rozumiesz?

                          No tak, moze i cos w tym jest...

                          > Znowu odniosę do siebie "sponsorowanie" przez neksię moich dzieci. Nie biorę ni
                          > c od niej, to raczej Eks ma ochotę skorzystać finansowo na fakcie, że jest nast
                          > ępca nie jest nieudacznikiem i potrafi dbać o dzieci, które ma, i pomaga mi z
                          > moimi.

                          hhmmm...no tak, nie patrzylam w ten sposob...

                          • 13monique_n Re: a jesli chodzi o konta i pieniadze 09.08.11, 15:59
                            Jedziemy po kolei smile
                            Mam 40 lat smile.
                            Mój eks jest inny, Twój NM jest inny i chyba z podobnej półki dbania o dzieci jest mój obecny mąż. Eks, jak napisałam, wypiął się. Łatwo mu przyszło, bo wyjechał do innego miasta i ma to po prostu w d.u.p.i.e.
                            Mój mąż bywa na wywiadówkach, u lekarza z którąś z córek, bywa na przedstawieniach. I zaręczam Ci, nigdzie już nie jest "blisko eks", mimo fizycznej obecności w tych samych pomieszczeniach (w tym roku wszyscy, łącznie z moimi dziećmi, byliśmy na komunii młodszej córki mojego męża). Jak to on (i ja) mawiamy, "gdybym był/a blisko eks, to nie byłaby to eks". Słowosmile

                            Poziom życia ma być taki, jak obecnie jest danego rodzica. Czyli, jeśli mu się poprawiło, to mają to odczuć jego dzieci. Takie jest orzecznictwo. Zwyczajowo na poziomie 30% (czasem więcej) tego, co zarabia.

                            Co konkretnie masz na myśli z kosztami pokrywanymi przez Eksa? Mogę powiedzieć, że nie dostaję od niego nic ponad alimenty, których wysokość nie powala. Długo miałam chore podejście, że będę honorowa i o nic drania nie poproszę. Ale tak naprawdę to są pieniądze dla dzieci. Ja wszelkie ekstrasy dla siebie muszę mieć albo z własnych środków, albo ze wsparcia obecnego męża. On zaś jest dla mnie jednak kimś w rodzaju wzoru ojca niemieszkającego z dziećmi. Miewa potknięcia w wychowaniu/hodowaniu (ale potknięcia miewają wszyscy). W kwestiach dbania, jak już powiedziałam, bywa w szkole, u lekarza, płaci alimenty, plus za szkołę, plus wyjazdy na wakacje lub ferie (w zależności od możliwości). Najlepiej można to nazwać słowem "dzieli się" tym, czym dysponuje.
                            • trinity_2011 Re: a jesli chodzi o konta i pieniadze 09.08.11, 16:15
                              > Mój eks jest inny, Twój NM jest inny i chyba z podobnej półki dbania o dzieci j
                              > est mój obecny mąż. Eks, jak napisałam, wypiął się. Łatwo mu przyszło, bo wyjec
                              > hał do innego miasta i ma to po prostu w d.u.p.i.e.

                              No tak rozumiem. Faktycznie moj nm jest jak Twoj m, jesli chodzi o opieke nad dziecmi.
                              A jakie ma kontakty ze swoja exia?

                              > Mój mąż bywa na wywiadówkach, u lekarza z którąś z córek, bywa na przedstawieni
                              > ach. I zaręczam Ci, nigdzie już nie jest "blisko eks", mimo fizycznej obecności
                              > w tych samych pomieszczeniach (w tym roku wszyscy, łącznie z moimi dziećmi, by
                              > liśmy na komunii młodszej córki mojego męża). Jak to on (i ja) mawiamy, "gdybym
                              > był/a blisko eks, to nie byłaby to eks". Słowosmile

                              No ale jak sa na takich przedstawieniach corki, to stoja razem (znaczy Twoj m i jego ex)? Podziwiaja razem wystepy dziecka, komentuja, czy po prostu sa w tym samym pomieszczeniu i przezywaja to sami?

                              No i jak bylo z komunia? Zostalas zaproszona normalnie przez exie? Jakie masz z nia stosunki? Jak Twoj m zachowywal sie na takiej komunii?

                              > Poziom życia ma być taki, jak obecnie jest danego rodzica. Czyli, jeśli mu się
                              > poprawiło, to mają to odczuć jego dzieci. Takie jest orzecznictwo. Zwyczajowo n
                              > a poziomie 30% (czasem więcej) tego, co zarabia.
                              Okej.

                              > Co konkretnie masz na myśli z kosztami pokrywanymi przez Eksa?

                              Pytalam sie, jakie koszty dziecka pokrywa Twoj ex. W znaczeniu na ile starczaja alimenty?
                              Moj nm pokrywa 100% kosztow ktore dzieciom sa potrzebne - czyli daje to w wysokich alimentach (na codzienne zycie, paliwo, szkole, zajecia dodatkow, jedzenie, ubrania, mieszkanie i oplaty z tm zwiazane, wakacje z ex+dzieci, etc.) + czasmi sa takie ekstrasy jak np rowerek dla dziecka, gdzie ex przysyla dzieco z 200 pln i mowi - czy moglbys pomoc kupic rower dziecku, bo zrobisz to lepiej. Tylko rower kosztuje np. 500 pln. Moj nm doklada ta roznice i mowi, ze wszyskto jest okej, bo on chce sie dolozyc dziecku, ze to dla niego frajda + oczywiscie jak dzieci sa u nas (1/3 miesiaca) to zapewnia im byt + oczywiscie ferie i wakacje.
                              • 13monique_n Re: a jesli chodzi o konta i pieniadze 09.08.11, 16:28
                                trinity_2011 napisała:


                                > No tak rozumiem. Faktycznie moj nm jest jak Twoj m, jesli chodzi o opieke nad d
                                > ziecmi.
                                > A jakie ma kontakty ze swoja exia?
                                Dobre w zakresie, jakiego wymaga dobro ich wspólnych dzieci. On potrafił się wznieść ponad swoje nie zawsze życzliwe odczucia względem Eksi i powodów ich rozstania. Nie daje się rozstawiać po kątach, ale też nie stawia się niepotrzebnie. Współpracują.


                                > No ale jak sa na takich przedstawieniach corki, to stoja razem (znaczy Twoj m i
                                > jego ex)? Podziwiaja razem wystepy dziecka, komentuja, czy po prostu sa w tym
                                > samym pomieszczeniu i przezywaja to sami?
                                Jak akurat staną obok siebie, to on nie ucieka, ale też jej nie szuka. Bywa raz tak, a raz tak.

                                > No i jak bylo z komunia? Zostalas zaproszona normalnie przez exie? Jakie masz z
                                > nia stosunki? Jak Twoj m zachowywal sie na takiej komunii?
                                Zostałam zaproszona przez córkę męża i jej mamę (czyli Eksię), plus moje dzieci odrębnym zaproszeniem, ponieważ noszą inne nazwisko niż ja smile


                                > > Co konkretnie masz na myśli z kosztami pokrywanymi przez Eksa?
                                >
                                > Pytalam sie, jakie koszty dziecka pokrywa Twoj ex. W znaczeniu na ile starczaja
                                > alimenty?
                                Na 1/3 potrzeb dzieci. Generalnie stosuję zasadę, że jak nie mam, to nie kupię czegoś, ciucha, sprzętu, wyjazdu. Staram się dokładać z własnych pieniędzy więcej. Niemniej jednak koszty życia są wystarczająco wysokie. Oczywiście, że mój mąż dba również o moje dzieci, ja staram się jednak nie nadwerężać tego dbania. Dorzuca mi często moja matka na jakieś ekstra prezenty dla wnuków.

                                > i sa takie ekstrasy jak np rowerek dla dziecka, gdzie ex przysyla dzieco z 200
                                > pln i mowi - czy moglbys pomoc kupic rower dziecku, bo zrobisz to lepiej.
                                "Rowerek" dla moich to wydatek pomiędzy 1000 a 1500 (w zalezności od rodzaju dodatków oraz stopnia wyprzedaży). Pieniądze pochodziły z oszczędności dzieciaków, plus prezenty gotówkowe od bliskich.
                                > + oczywiscie jak
                                > dzieci sa u nas (1/3 miesiaca) to zapewnia im byt + oczywiscie ferie i wakacje.
                                Mój eks nie zapraszał dzieci od dawna do siebie. A jak przyjeżdża do naszego miasta, to brał ich do swoich rodziców i do kościoła. Hehehe
                                • trinity_2011 Re: a jesli chodzi o konta i pieniadze 09.08.11, 16:32

                                  > Mój eks nie zapraszał dzieci od dawna do siebie. A jak przyjeżdża do naszego mi
                                  > asta, to brał ich do swoich rodziców i do kościoła. Hehehe

                                  No tak, taka strona smutna jest bardzo - szczegolnie dla dzieci.
                                  Dzieki za dialog i opisanie swojej sytuacji.

                                  Pozdr
                          • edw-ina Re: a jesli chodzi o konta i pieniadze 09.08.11, 16:17
                            > Edwina, to jak to u Was jest przygotowane, bo ja mam wrazenie, ze ty machnales
                            > na to reka. Zarabiasz sama, Twoj facet zarabia i tyle. Co daje dzieciom to cieb
                            > ie nie interesuje.
                            >

                            - mamy oddzielne kąta, M nie sprawdza na co wydaję pieniądze, ja nie sprawdzam jego. W pewnym sensie wyznajemy o tyle tradycyjne zasady, że oboje uznajemy, że o stronę finansową życia dba facet. On utrzymuje dom, płaci raty, rachunki itp. Ja płacę kilka rachunków, które niejako sama stworzyłam - np. za rozbudowany pakiet kablówki, bo tylko w takim był program, na którym mi zależało, szerokopasmowy internet, bo był mi potrzebny do pracy itp. Jedzenie i rzeczy codzienne kupuję zazwyczaj ja, M co jakiś czas też robi zakupy, czasami da mi do ręki jakieś pieniądze lub przeleje na konto, jeśli uzna, że długo się tym nie interesował i płaciłam tylko ja. W knajpie płaci ten, kto pierwszy weźmie rachunek, ubrania kupujemy oddzielnie, choć bardzo często robimy sobie prezenty. Za wakacje zwykle płaciliśmy oddzielnie, ale np. raz M nie miał, więc ja pokryłam większą część sumy innym razem on mnie zabrał na drugi koniec świata w prezencie urodzinowym i jedyne za co zapłaciłam, to kiecka, którą kupiłam, gdy M wypożyczał samochód.
                            Nie sprzeczamy się o pieniądze, bo M sam uważa, że utrzymanie domu to jego broszka. Gdyby tego nie robił, czułby się źle. A skoro to robi, to dlaczego mam mu cokolwiek wyliczać?
                            • edw-ina Re: a jesli chodzi o konta i pieniadze 09.08.11, 16:19
                              boszszsze, KONTA miało być, KONTA!!!! normalnie analfabetyzm wtórny mnie chwycił smile
                              • 13monique_n Re: a jesli chodzi o konta i pieniadze 09.08.11, 16:29
                                Spoko smile)))) Aż się obudziłam, jak zobaczyłam takie piękne słowo big_grin
    • annjen Re: wakacje 22.08.11, 20:48
      u mnie tak jest i właśnie nosiłam się z zamiarem, by założyć wątek na ten tematwink nie wiem, na ile to kwestia złożoności sytuacji - bo on niby ma na utrzymaniu syna- a na ile naszych charakterów, w każdym razie ostatnio nawet w rozmowie z mężem nazwałam nasze małżeństwo spółką z o. o. Nie jest mi z tym komfortowo, ale cóż... nie mam siły robić awantur, nie potrafię być wyrachowana, po prostu - mąż do wspólnego gospodarstwa dorzuca 1/3, ja - 2/3. zdaję sobie sprawę, że powinno być odwrotnie, zwłaszcza, że dla jego syna jestem tylko "panią"... podczas którejś z serii trudnych rozmów mąż powiedział, że jego firma ma dołek i na razie może mi dawać tyle - ok, nie byłoby problemu, gdyby nie to, że niedawno dowiedziałam się, ile kasy dostaje Młody na swoje wydatki typu paliwo, ciuchy, zajęcia dodatkowe, rozrywki - byłam w szoku, bo to bywa dwa, trzy razy tyle, ile ja dostaję.
      na pewno znowu mi się od Was oberwie, ale mam też dobrą wiadomość - będę teraz zarabiać sporo więcej niż dotychczas i od tej dodatkowej kasy mężowi wara!
      • edw-ina Re: wakacje 23.08.11, 08:44
        Annjen: po prostu nie płać za dom/zakupy itp. Wkładałaś w utrzymanie domu i syna twojego faceta bardzo dużo, nawet wtedy, gdy on świetnie zarabiał. Nie płać. Obiad zjadaj w pracy, na śniadanie kup sobie serek, na kolację dwa jabłka i koniec. Niech się twój facet martwi. Szczególnie jeśli na ekstrasy dla syna ma. Trochę dziwne priorytety.
        • aragorna71 Re: wakacje 23.08.11, 10:43
          podpisuje sie pod tym, co napisala Adw-ina zreszta nie pierwszy razwink
          Poza tym, czy nie mozesz zrobic mu wyliczen ile kosztuje dom: jedzenie, oplaty itp. Podziel to na 3 i bierz od niego 2/3 tej kwoty. Jesli jest taki dokladny to praca wykonana przez ciebie nie jest tania. My placimy tylko za sprzatanie raz w tygodniu 400 PLN miesiecznie, ty podejrzewam, ze sprzatasz i gotujesz kazdego dnia i pewnie prasujesz ciuszki mezowi i pasierbowi z usmiechem na ustach.
          Podziwiam cie, nie myslalam, ze sa jeszcze takie kobietywink
      • aragorna71 Re: wakacje 23.08.11, 10:38
        2 malzenstwo rozni sie od pierwszego, za to moze czesciej jest udanewink
        U ciebie sytuacja jest dziwna, jak mezczyzna dobrze zarabiajacy moze pozwolic, aby jego zona utrzymywala dom (w tym jego syna) to nie rozumiem. Jakim on jest mezczyzna, dla mnie to zwykly "wykorzystywacz" i tyle. Jestes mu potrzebna bo ma kochanke, sprzataczke, kucharke na wyciagniecie reki i to taka, ktora jeszcze doklada kase. Zastanawia mnie jedno, co zrobilby twoj maz gdybys stracila prace lub (odpukac) zachorowala i na leczenie potrzebne bylyby jego pieniadze.
        U nas tez sytuacja jest inna niz w pierwszym zwiazku, ale to maz prawie w 100% utrzymuje dom, placi Pani za sprzatanie i jeszcze funduje wyjazdy. Gdyby nie byloby go stac to oczywiscie, dokladalabym wiecej do budzetu. Wiem tez, ze w kazdej sytuacji moge na niego liczyc, przekonalam sie o tym kilka lat temu i sa to tez powody dla ktorych z nim jestem. Poza seksem i kasa liczy sie przyjazn i nie wiem, czy nie jest wazniejsza od reszty.
        • annjen Re: wakacje 24.08.11, 14:00
          wiesz, był czas, kiedy groziła mi co najmniej częściowa utrata pracy. mąż przez cały czas powtarzał mi wtedy, że damy sobie radę, że będzie mi dawał tyle kasy, ile mi potrzeba. kiedyś dawno, gdy musiałam spłacić sporą sumę wierzycielom mojego Eksa i zamierzałam sprzedać w tym celu garaż, mąż bez słowa wyłożył te pieniądze. co prawda pożyczka została już uregulowana przy okazji zakupu naszego wspólnego mieszkania - po prostu dołożyłam więcej. no i za wakacje płaci on, nawet teraz był czas, że jeszcze nie miał pieniędzy, a mieliśmy wybraną ciekawą ofertę. chciałam za nas założyć, ale się nie zgodził, bo "chciał się czuć facetem". zresztą w wielu kwestiach już go wychowałam, np. nigdy nie pozwala mi płacić za zakupy, gdy robimy je razem, chyba, że są to moje ciuchy, kosmetyki itp. jeśli chodzi o leczenie, to podczas mojej choroby on zajmował się kontaktami z lekarzami i nie wiem, ile go to kosztowało. tak więc uważam, że nie jest tragiczniesmile
    • illegal.alien Re: wakacje 23.08.11, 23:10
      Na wakacjach bylam w Toskanii (tylko z mala sad - W byl uziemiony ze wzgledow formalno-prawnych od grudnia zeszlego roku sad) i w Polsce.

      Co do drugich zwiazkow - nie wiem. To jest moj pierwszy zwiazek (i mam nadzieje, ze ostatni), w ktorym z kims mieszkam i mam dziecko. Wczesniej nie bylam z nikim 'na powaznie'.
      Jak poznalam mojego W mialam 20 lat i mama mi powiedziala, ze bedzie ciezko.
      Ja nie mialam pojecia, co to znaczy zwiazek z dzieciatym facetem i wychodzilam z zalozenia, ze 'jakos to bedzie' - no i jest smile po roznych dolkach i gorkach nawet calkiem niezle i stabilnie smile
      Aha, nie mam problemu z tym, ze czesc 'mojej' kasy idzie na utrzymanie mlodej - nam nic nie brakuje, wiec nie rozmyslam, na co moglabym ja wydac.
      W ogole kasa jest nasza - mamy osobne konta, ja trzymam cala kase, przelewam W co miesiac stala kwote, plus jak sa wieksze wydatki, to jakies ekstrasy, ale nie wydzielam mu (ok, no w granicach rozsadku staram sie kontrolowac ile wydajemy - ale razem, a nie ile ja, a ile W i zeby bylo po rowno). W od roku nie pracuje, uczy sie i zmienia kariere - w zwiazku z czym zyjemy z 'moich' i tez mi to nie przeszkadza.
      Mieszkanie jest na nas oboje, mimo ekstremalnej roznicy we wkladzie w nie (co wiecej, jezeli ja umre pierwsza, W zostaje z calym mieszkaniem, a po jego smierci dziewczynki dostaja po polowie).
      Nie wyobrazam sobie, zeby mialo byc inaczej.
      • koni42 Re: wakacje 28.08.11, 09:11
        U nas jest wspolne konto. Po prostu.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka