truskawka-00
06.07.13, 21:34
Młody kłamie mamę odnośnie pobytu u nas. Dla jasności, jest u nas szczęśliwy, nawet mnie się "oberwało" wyznanie, że mnie kocha, fajnie bawi się z Majką, śpiewa jej piosenki, tak jak mówiłam w innym wątku u nas może o wiele więcej, tata mniej wymaga (tego nie pochwalam), ale efekt jest taki, że łobuziakuje, skacze, wariuje, widać, że czuje się swobodnie. Jest z nim kłopot, bo jest skrajnie nieśmiały, w przedszkolu po 3 latach bawi się sam, chyba że zabawa jest grupowa odgórnie zorganizowana to daje radę. Ale jest wycofany. Jest nieco lepiej, na znanym terenie np u nas jak poznaje jedną nową osobę to już mówi, pełnymi zdaniami, patrzy w oczy itp (kiedyś było gorzej), ale na obcym terytorium się zamyka. Ex miała w wyroku sądowym nakaz pójscia do psychologa z Młodym, bo miała bardzo niekorzystną opinię z RODK (że przenosi na dziecko swoje problemy itp), psycholog zasugerował żeby Młodego zbadać pod kątem Zespołu Aspergera. Efekt był taki, że zadzwoniła wtedy do nm go zbluźnić, że to przez niego musiała iść do psychologa i ten bóg wie co wymyśla. Razem znaleźliśmy poradnię, gdzie oprócz psychologa są w razie czego też różne fajne zajęcia dla dzieciaków, nm dzwonił do ex 3x żeby razem w trójkę tam poszli, olała temat. A teraz dowiedzieliśmy się, że Młody kłamie mamę i mówi że siostry tu podczas jego obecności nie ma, mnie chyba przemilcza (jest u nas w każdy wtorek z noclegiem i co drugi weekend od piątku do niedzieli wieczór więc nie wiem gdzie byśmy mieli ją trzymać przez 3 dni ciągiem), ona jakimś cudem w to wierzy. Dziś nm odebrał Młodego (mamy go na 2tyg na wakacje) i jutro mieli we dwójkę jechać nad morze na tydzień (córa za mała, drugi tydzień mieliśmy spędzić w czwórkę gdzieś bliżej). Okazało się, że Młody miał w nocy gorączkę. Mierzyliśmy w ciągu dnia i wyszło aż 39 stopni, więc nm pojechał z Młodym do lekarza prywatnie, a jak wrócił zostawił ze mną Młodego a sam pojechał do apteki i w drodze zadzwonił do Ex powiedzieć jak sprawa wygląda. Wszystko było ok przez poł minuty póki nie poprosiła młodego do telefonu a nm powiedział że jest w domu i może zadzwonić na jego komórkę (dał Młodemu na wyjazd osobny aparat bo ex chce dzwonić do syna ale nie chce rozmawiać z nm). No i nagle zaczęła wrzeszczeć bluźnić, żeby dał jej syna do telefonu, nm powtarzał że go z nim nie ma itp, w końcu zadzwoniła na tel młodego. Ja siedzę obok a Młody przestraszony, ona zaczęłą go przepytywać a on ściemnia że w domu jest sam itp. Zaczął płakać, już chciałam wziąć telefon ale w tym momencie wparował nm i zaczął z nią rozmawiać, ona straszyć policją itp. Tłumaczył że młody był ze mną, w końcu po szeregu bluźnierstw się rozłączyła. Młody płakał godzinę, w końcu zasnął. NM będzie z nim rozmawiał dalej (póki co spokojnie tłumaczyliśmy, żeby mamy nie kłamał bo się na pewno martwiła że jest sam w domu itp), ale rozmowa z nm nie wystarczy. Powinni porozmawiać ze sobą rodzice młodego i wspólnie mu pomóc i wg mnie bez psychologa się nie obejdzie, tylko oni nie potrafią. Byli już kiedyś na mediacjach i nawet mediator się poddał twierdząc, że o mediacjach nie ma mowy bo na przeciwko nm siedzi wróg (cytat). Ja nie mogę na to patrzeć, młody jest na maksa zagubiony, nie dosyć, że w ogole jest nieśmiały i ma kłopot to jeszcze to. Jestem na granicy telefonu do ex, bo mnie jej się nie uda wyprowadzić z równowagi, a chciałabym jej powiedzieć co się dzieje z młodym. NM uważa że to głupi pomysł ale sam nie ma lepszego. Obiecał że spróbuje porozmawiać z ex, ale widzę, że z góry zakłada fiasko. Dzieciak sam sobie z tym nie poradzi. Ja pie.dolę, szlag mnie trafia.