Dodaj do ulubionych

TCHÓRZ MI NA IMIĘ

02.09.04, 12:13
Postanowilam sie zebrac wreszcie troszeczke napisac.Ostatnie miesiace daly mi
wiele do myslenia i doszlam do powyzszych wnioskow- jestem tchorzem.Mam
miekkie serce, zaniedbalam szczescie swojego najukochanszego syna .
Najpierw beznadziejne malzenstwo , jedyny odwazny czyn to to , ze odwazylam
sie wywalic mezusia z domu.Jednak zostalam przez to sama z malutkim
dzieckiem, wiecznie przez mezusia bluzgana , nachodzona w nocy,przy byle
okazji trzaskana po czym sie da, dopoki nie poznal NEXT nastala ulga-
zostalam sama z synkiem i zalezna od rodzicow.Owszem ciezko pracowalam ale
co z tego.U nas w kraju nie jest latwo .Pensja starczala mi na oplaty a zeby
godnie zyc musialam korzystac z pomocy rodzicow.Ale coz.Ojciec z Macocha dosc
dobrze sobie radzi - jedyna corka to ja i moj syn jedyny wnuczek, wiec moze
pomagac.Moja mama rozwodzac sie z tata wziela cale mieszkanie , ze niby jego
polowa trafi kiedys do mnie.Myslicie ze trafila?BUHAHA! Do dzis dnia moja
mama ma kupe wymowek aby nie pomozyc mi ustatkowac sie.Gdy wreszcie
udowadniam jej ze przeciez to normalne ze dziecku cos sie nalezy , zwlaszcza
jedynemu, ktore badz co badz ma juz dwoje dzieci , mamusia moja wtedy
stwierdza ze sama zdecydowalam sie na takie zycie , to byly moje plany i
wpadki nie jej.Ona nie widzi sie w mieszkaniu innym niz to gdyz to jest
najlepsze z najlepszych , razem mieszkac tez ni mozemy gdyz grozi to smiercia
lub kalectwem , zas na poczatku mego malzenstwa twierdzila ze nie zyczy sobie
obcego chlopa pod swoim dachem.I tak moje zycie polega na tym ze mam z czego
zyc ale odlozyc nigdy nie dam rady , bo z czego?
No i ku uciesze mojej mamy poznalam M , ktory przygarnal mnie pod swoj dach z
dzieckiem.Z czasem okazalo sie ze M nie jest w stanie zaakceptowac mojego
dziecka .Kazda moja proba ucieczki z jego domu konczyla sie obietnicami ze
juz bedzie lepiej i dluzszym czasem spokoju.Ale kiedy na dobre sie czulam jak
u siebie znowu sie zaczynalo.W miedzy czasie zaczely sie problemy z eksia ,
jako wzorowy zwiazek wspieralismy sie wzajemnie w walce O JEGO SPRAWY.Jak
niektorym z ws wiadomo pelnilam role macochy , matki , prawnika ,
sekretarki , swiadka na sprawach , mediatora rownoczesnie.Wywalczylam
wszystko czego podobno pragnal.Z mysla ze przykladam sie do tworzenia
prawdziwej , wymarzonej przez siebie rodziny nigdy nie narzekalam i z
usmiechem na ustach witalam w naszych progach jego corke.Nie bede sie
rozpisywac ile wyrzeczen mnie to kosztowalo.Sprawialo mi to
przyjemnosc .Urodzilam naszym dzieciom wspolna siostre.A teraz sie gubie ,
trace sily.
Nagle patrze ze chcialabym w zamian choc dziekuje.potrzebuje wsparcia w
swoich sprawach i go nie mam.Corka M to niewychowane , wredne dziecko ,
owszem nie z wlasnej winy ale jakze..Moj syn wciaz jest gnebiony.Walcze
blagam naprawde- to nie jest tak ze sie przygladam .
Nie umiem dobierac partnerow.Mowie do M codziennie a on tylko slucha i mysli
o sobie.Wierzcie mi ze to okropny bol kiedy nagle okazuje sie ze on w ogole
nie wie o czym do niego mowie."Przeciez ja Twoja corke akcepuje w
pelni""Przeciez Twoja zona ciagle wkracza w nasze zycie""Przeciez to moje
dziecko , moj syn ktorego urodzilam , wychowuje , karmilam piersia tak jak
nasza corke"A ja wciaz widze w jego oczach nienawisc do malego
chlopca.BOZE!!!!
Cale wakacje z jego corka ciepialam , meczylam sie.Bo BOJE SIE ZWROCIC JEJ
UWAGE.Bo nie chce uslyszec , ze nie mam prawa.
Cale wakacje to pasmo klotni bo teraz nie ma zlituj - jedno krzywe spojrzenie
na moje dziecko nie przechodzi bez echa .Cale wakacje jego dziecko jechalo na
mnie jak na lysej kobyle za plecami dreczac mojego syna rowniez.Nie mialam
jak jej tego udowodnic.
No i wczoraj miarka sie przebrala.Moj synek rozpoczal szkole.Jego ojciec caly
miesiac wakacji nawet nie spytal o jego zdrowie nie mowiac o tym czy mu nie
kupic czegos - piornika , olowka, czegokolwiek.Wczoraj jak powiedzialam ze ma
juz syna w I klasie-olał mnie ze musi konczyc.Potem zaczelam opowiadac jak
bylo i ze ksiazki musze kupic i ze jade zapisac go na zajecia
dodatkowe.Milczenie a na koniec"ale z tym to nie do mnie bo ja tez nie mam
pieniedzy"
A mnie nie chodzi o pieniadze.Mnie tylko boli.Boli ze poczuwam sie do
obowiazkow a inni nie.Ze M ma pretensje ze nie wychowam mu corki ktora ma
matke i ojca egoistow, ze moj ex ma w dupie dziecko a w sobote bedzie sie nim
chwalil u rodziny ze ma syna w szkole - A NAWET NIE WIE GDZIE TA SZKOLA.
Opadlam z sil.Chcialabym im wszystko wykrzyczec ale BOJE SIE.Chcialabym
zabrac dzieci i uciec ale nie mam DOKAD.
Naprawde ogromny mam dol.Wszystko sie zmienilo.Wszystko.Za wiele to dla
mnie.A moze ja ciagle tylko o pieniadzach mysle?Jestem materialistka?A jak
nie byc?
Boje sie podac go do komornika bo dla 100 zl pewnie zerwie kontakty z synem ,
naraze syna na to ze znowu beda bluzgi.
Wyprowadze sie do mamy na sile to bedzie psula moj autorytet u dziecka.
Zostane z M to nadal bedzie dreczyc mi dziecko.
Pojde do pracy to strace zasilki i wyjdzie na to ze znowu wszyscy sa z
dziecmi tylko nie ja a do pierwszego i tak nie starcza.
Wiem , ze to wszystko to moja wina bo ja tak sobie zycie ulozylam .Ale co
poradze ze jestem tchorzem?Nie potrafie uczuc lokowac w bogatych mezzyznach ,
nie potrafie olewac pasierbicy i wyciagac kasy na swoje potrzeby, nie
potrafie byc "suka" wobec bylego meza tak jak eksia.Nawet nie potrafie
dogryzc tesciowej.
Bylam juz gotowa stad uciec ale uslyszalam od M ze chce unieszczesliwic corke.
Gdzie sie nie spojrze , czego nie zrobie , krzywdze swoje dzieci i otoczenie.
Tylko plakac i uzalac sie nad soba potrafie....
Dlatego przestalam sie juz madrzyc , na macochach , samodzielnych i innych
forach.Nie czuje sie juz macocha , zona , matka , konkubinka.W ogole sie nie
czuje.
mama starszego brata(1997) i młodszej siostry(2003)
moje gg 6604963
Obserwuj wątek
    • jayin Re: TCHÓRZ MI NA IMIĘ 02.09.04, 12:28
      Konkubinko....
      Kryzys wredny przyszedł sad
      Bardzo mi przykro, że tak się wszystko oberwało w psychice na raz, bo pewnie
      zbierało się i zbierało...

      To nie ty jesteś tchórzem, tylko za bardzo dbasz o innych, a nie o siebie samą.
      Psychicznie. Tak mi się wydaje.
      A inni wyczuwają to i potrafią to wykorzystać. Czasem z premedytacją.

      Nie poradzę ci nic konkretnego, choc chcialabym moc ci napisac: Zrob to i to,
      tak i tak, i będzie ci lepiej. A nie potrafię, bo aż tak nie znam twojego
      życia.

      Najlepsza by była wygrana w totkasmile i wyprowadzenie się twoje z dziećmi - na
      własny teren, gdzie byłoby spokojniej - choćby na jakiś czas.
      I dużo więcej asertywności. Nie masz do przegrania wyłącznie siebie. Masz
      dzieci.
      A dla ich dobra PRZEDE WSZYSTKIM muszą mieć szczęśliwą mamę.


      Przytulam mocno i trzymam kciuki za niespodziewany zwrot losu. Głównie
      finansowy. Bo to dałoby ci większe pole manewru w takiej sytuacji...
      • konkubinka Re: TCHÓRZ MI NA IMIĘ 02.09.04, 12:37
        napisalam to nie po to aby uzyskac recepte.Ja zbyt wiele zawalilam i wiem , ze
        nie ma na to rady.Chcialam zeby niektore z was wiedzialy czemu nie pisze nic na
        forum a poza tym , zeby przestrzec niektore z was przed konsekwencjami pewnych
        zachowan.Szczegolnie te , ktore maja za soba zwiazek i dzieci z exami a teraz
        chca znowu miec rodzine.
    • pom Re: TCHÓRZ MI NA IMIĘ 02.09.04, 12:34
      Boże co Ci powiedzieć....
      Bardzo ale to bardzo Ci współczuję.sad
      Widać jak na dłoni, że MUSISZ odpocząć. Odetchnąć. Zapętliłaś się bardzo... a
      trudno wziąć dzieci i iść w nieznane.

      ZAWSZE jest rozwiązanie, nawet beznadziejnej sytuacji. Musisz w to wierzyć i
      nie poddawać się. I pisz na forum, wygadaj się, to pomaga...
    • wertig Re: TCHÓRZ MI NA IMIĘ 02.09.04, 13:07
      Znalazłaś się w bardzo trudnej, nieprzyjemnej sytuacji. I chyba jeśli nie trafi
      Ci się ten 'milion w środę, milion w sobotę', to trza zakasać rękawy do
      roboty smile, bo oczekiwanie, aż ktoś da pieniądze, ktoś mieszkanie, może trwać w
      nieskończoność. I trzeba zrozumieć, że nic z nieba nie spada. Wszystko osiąga
      się powoli, małymi kroczkami, ale trzeba się starać, chociażby żeby ten milion
      wygrać. Mało kto na tym świecie ma wszystko podane na tacy.

      Mi się rzuciło w oczy tylko jedno:

      konkubinka napisała:


      > Pojde do pracy to strace zasilki i wyjdzie na to ze znowu wszyscy sa z
      > dziecmi tylko nie ja a do pierwszego i tak nie starcza.


      Skoro wolisz żyć z zasiłków i alimentów, a nie iść do pracy, to niestety
      godzisz się na to, że jesteś tak zalezna od innych. Praca ma to do siebie, że
      można awansować, zacząć zarabiać więcej oraz zdobyć doświadczenie i szukać
      lepszego zatrudnienia. Siedząc w domu nigdy tego nie zmienisz, nikt od ręki nie
      da Ci pracy tak dobrze płatnej, żeby wystarczyło na wszystko.
      A dziecko? Chyba już nie jest noworodkiem, wiele mam oddaje maluchy do żłobka,
      sama pisałaś, że Twojemu synkowi tam krzywda się nie stała. Córeczce też będzie
      dobrze. Myślisz, że aż tak dużo jest mam, które są z dziećmy, gdy te chodzą już
      do szkoły. Też bym chciała móc siedzieć w domu, mieć swoje pieniądze, swoje
      mieszkanie. Ale wiem, że to nierealne.
      Trzeba podjąć decyzję - czy bycie w domu z dziećmi, co wiąże sie praktycznie
      nieodłącznie z zależnością od innych, z której coraz trudniej wyjść (chociażby
      w związku z mniejszymi szansami na pracę), czy jednak próba usamodzielnienia
      się, uniezależnienia, ale niestety ze wszystkimi tego konsekwencjami. Musisz
      sobie odpowiedzieć na pytanie, co jest ważniejsze.
      No i co do mieszkania - większość młodych ludzi musi zapracować sobie na
      mieszkanie. Mieszkają z rodzicami, wynajmują pokoje i powoli się dorabiają.
      Sami spłacają kredyty, wyposażają, bo większości rodziców nie stać na prezent w
      postaci własnego M.
      Niestety na tym polega dorosłość i odpowiedzialność, że trzeba samemu sobie
      zarabiać na to, co się ma. Nie czekać, aż ktoś da i to wszystko na raz.
      Oczywiście jeśli Twoja matka obiecała, że kiedyś tam podzieli się z Tobą
      mieszkaniem, to powinna tej obietnicy dotrzymac. Czy zostało to jakoś prawnie
      rozwiązane? Może Twój ojciec pomoże w wyegzekwowaniu tej umowy? A jeśli nie,
      jeśli nie chcesz wyrzucić matki z mieszkania, sprzedać go i podzielić pieniędzy
      (a pewnie nie chcesz teog robić matce), to pozostaje tylko chyba 'odpuszczenie'
      sobie sprawy.

      Spróbuj potraktować mój post jak dobrą radę i wyciągnij wnioski najlepsze dla
      Ciebie.
      Życzę dużo sił i wytrwałości. Oraz podjęcia dobrych w skutkach decyzji.


      • konkubinka Re: TCHÓRZ MI NA IMIĘ 02.09.04, 13:15
        zawsze sie znajdzie ktos komu to sie rzuci w oczy.
        Nie bede teraz nic udowadniac.Nie zostawie rocznej coreczki zeby zarobic 300 zl
        wiecej niz nalezy mi sie z ustawy.A ja pracuje w domu jesli to cie interesuje.I
        tak jak napisalam nie chodzi mi o pieniadze.Radze sobie finansowo.Chodzi o to
        jaki stosunek do mojego syna ma jego ojciec i ojczym, o to , ze poswiecilam
        wiele dla nich i dla dziecka M.Nawet gdy pracowalam nie wydalam wiele na siebie.
        Moj syn potrzebuje stale mojej opieki i corka z racji ze jest mala takze.Gdybym
        miala perspektywe pracy za 3000 to napewno dalabym rade.Ale nie poswiece
        kontaktu z dziecmi bo juz raz to zrobilam.Zakasalam rekawy do roboty a z moim
        synem byl dziadek , babcia , tesciowie , przedszkolanki, wszyscy tylko nie
        ja.Nie interesuje mnie twoj poglad w tej sprawie jesli uwazasz ze jestem
        leniwym nierobem to trudno , nie zamierzam cie przekonywac do swych racji.
        I tak jak wspomnialam wczesniej chcialam niektorym z macoch wyjasnic co sie u
        mnie dzieje - ot co.
        mama starszego brata(1997) i młodszej siostry(2003)
        moje gg 6604963
        • wertig Re: TCHÓRZ MI NA IMIĘ 02.09.04, 13:34
          konkubinka napisała:

          > Nie zostawie rocznej coreczki zeby zarobic 300 zl wiecej niz nalezy mi sie z
          > ustawy. Gdybym miala perspektywe pracy za 3000 to napewno dalabym rade.

          Ja nie uważam, że jesteś nierobem. Ja tylko wyrażam swoją opinię na temat tego,
          co przeczytałam.
          Praca, nawet za 300 zł więcej niż to, co daje ustawa, moze sprawić, że niedługo
          będziesz mogła pracować za 3000 zł. Siedzenie w domu nie ułatwi Ci znalezienia
          takie dobrze płatnej pracy. I nic się za 3 czy 4 lata w tym względzie nie
          zmieni.
          Tak czy inaczej, życzę powodzenia.
          • mikawi Re: TCHÓRZ MI NA IMIĘ 02.09.04, 13:43
            hej konkubinko,

            przykro mi, że tak się porobiło. A intencją wertiga nie było chyba wytykanie ci
            że nie pracujesz, tylko pokazanie że każdy podejmując jakąś decyzję musi sie
            liczyć z jej plusami i minusami. Wolisz byc z dziećmi - o.k. ale niestety
            musisz mieć świadomość że to będzie cię uzalezniać od innych i zmniejszać twoje
            szanse na rynku pracy z biegiem czasu. To twoja decyzja i ty będziesz ponosić
            jej konsekwencje - również finansowo-mieszkaniowe.
            Kwestie akceptacji Bartka przez Twojego M. - popieram pomysł wspólnych z M.
            wizyt u psychologa. Bo to jest problem.
            A co do Małgosi i relacji z nią - szkoda by było zaprzepaścić wasze dobre (do
            niedawna) kontakty, ale tez nie ma sensu robić czegoś wbrew sobie i pozwalać na
            wszystko tylko dlatego że jest dzieckiem M. Jest na tyle duża by wiedzieć co
            znaczy szacunek dla innych, nawet jeśli to macocha.

            Trzymaj się.
            • konkubinka Re: TCHÓRZ MI NA IMIĘ 02.09.04, 14:08
              tylko poraz kolejny pisze ze nie chodzi mi o kwestie materialne.To co napisalam
              o mamie dotyczy faktu ze nie mam u niej wsparcia.Lezy to u podstaw.I moj ex o
              tym wiedzial i moj M o tym wie.I dlatego nie pojda na kompromis.
              Oczywicie , ze praca stwarza mozliwosci awansu , lepszych zarobkow.Jednak
              ujmuje nam innych rzeczy.Tak jak ujela mojej mamie.Nie ma ze mna wiezi i
              kontaktu do dzis.
              Nie mam ambicji na wysokie zarobki.Wole zyc skromnie ale spedzac z dziecmi jak
              najwiecej czasu , pelnic role i obowiazki , w ktorych wyreczaja nas
              przedszkolanki , nauczycielki.Taka juz jestem.I taka zaakceptowal mnie M i ex
              tez.Praca w domu tez nie jest latwa, nie stwarza ci mozliwosci awansu.
              Zyjemy w kraju, w ktorym ciezko jest walczyc o swoje, zarobic godne
              pieniadze.Nawet jezeli osiagnelabym pulap 3000 mies , nie bede w stanie kupic
              sobie mieszkania.Poprostu majac rodzine nie da sie zaczynac od zera.Ja odeszlam
              z domu majac 18 lat i poszlam do pracy.Moja mama do dzis dnia mieszka sama w
              duzym mieszkaniu.Ani moj ojciec ani ja nie dostalismy swojej czesci.Tez
              moglabym powiedziec - to jest taty a ty zakasaj rekawy i splacaj nas.Ale
              wlasnie taki jestem tchorz, ze nie potrafie.I dlatego jestem od niej zalezna a
              nie dlatego ze nie pracuje.
              Tyle w kwestii kasy.
              Wiem ze zawalilam wiele w swoim zyciu i przyznaje sie do tego.Ale zasilki sa
              dla ludzi , mnie sie one naleza z roznych powodow, nie wyludzam ich.
              Moja mama rowniez zawalila duzo , jest sama , ma jedno dziecko.I to dziecko w
              sytuacjach kryzysowych nie moze na nia liczyc .
              Ja dalam z siebie wiele , dlugo nie pracowalam ale dzieki pracy , ktora robilam
              dla M udalo nam sie wiele zyskac i zaoszczedzic tez.Mogl liczyc na mnie
              zawsze , do dzis moze.Ja natomiast nie moge liczyc na to ze ustapi , nie
              zmieniloby tego nawet to gdybym tyrała jak kon pociagowy.
              Mojego exa tez nic nie zmieni , mojej mamy tez.Poprostu zle dobralam sobie
              partnerow , zle pokierowalam zyciem.I moja historia powinna byc przestroga dla
              innych.
              Nie zale sie bo mam najwspanialsze pod sloncem dzieci, dla ktorych jestem
              najwazniejsza osoba.Jednak pozostale sprawy gdzies po drodze sie zepsuly.
              Wiesz Wertig
              Do zeszlego roku studiowalam , marzylam o pewnej pracy w pewnym zawodzie ,
              chcialam swoje marzenia spelnic , zrealizowac sie.Gdy urodzilam dziecko juz
              bylam studentka, ba, zanim zaszlam w ciaze juz nia bylam.I takie byly plany, ze
              bede sie uczyc , odchowam dziecko , pojde do pracy.I nagle gdy mala przyszla na
              swiat okazalo sie ze nikt nie moze jeden dzien w tygodniu pomoc mi przy
              dziecku , ze nasze dochody nie pozwalaja na to abym sie uczyla choc wczesniej
              wszystkim to odpowiadalo ze wybralam wlasnie te szkole.Ze to wlasnie z moich
              planow trzeba w pierwszej kolejnosci rezygnowac.Bo przeciez nie z wakacji z
              jego corka.
              Nie wmowisz mi ze mozna do wszystkiego dojsc samemu bez wsparcia najblizszych.I
              wiedz tez ze nie kazdy jest tak bardzo silny jak inni.
              • konkubinka Re: TCHÓRZ MI NA IMIĘ 02.09.04, 14:21
                dodam jeszcze jedno.Wszystko to nie byloby napisane gdyby ojciec mojego dziecka
                zachowal sie jak nalezy.
                Dlaczego Wertig napisalas do mnie o tej pracy?
                A nie uwazasz ze jesli ktos ma syna i stac go na wszystko dla siebie powinien
                placic cale alimenty i interesowac sie swym synem, towarzyszyc mu na
                rozpoczeciu roku w szkole?Chyba nie wymagam za wiele bo bylam jedna z niewielu
                mam bez ojcow na uroczystosci.To mnie zabolalo.Ze nie dosc ze ojciec dziecko
                olewa , ma gdzies to jeszcze ojczym nie potrafi go szanowac.I kasa nie ma tu
                nic do rzeczy.Chyba , ze ktos jest uczulony na to , ze ludzie pobieraja zasilki
                i w tym tkwi problem.
                Ja wypelniam swoje obowiazki, to , ze nie pracuje zastepuje wieloma innymi
                rzeczami.Dzis w szkole zaproponowano mi , zeby z racji mojej sytuacji zwolnic
                mnie z oplat za swietlice.Odmowilam .Powiedzialam ze stac mnie na swietlice i
                nie chce aby inni sponsorowali pobyt mojego dziecka.Moje dziecko nie jest
                sierota.
                Uwazam ze jestem tchorzem , bo nie umiem jednak wyegzekwowac wazych rzeczy dla
                dzieci od osob ktore powinny tak samo wypelniac swe obowiazki jak i ja.Ale
                nie, wlasnie oni zaslaniaja sie tym , ze pracuja.Ojciec mojego syna tlumaczy
                brak zainteresowania dzieckiem tym ze jest wiecznie pracujacy , zajety .A dla
                mnie to zadne usprawiedliwienie.O to mi chodzilo gdy pisalam posta.
                • naturella Re: TCHÓRZ MI NA IMIĘ 02.09.04, 14:44
                  Konkubinko, ale mi też rzuciła się w oczy Twoja materialna zależność. Piszesz,
                  że nie chodzi Ci o pieniądze, ale z Twojego wątku widać, że jest to punkt dość
                  ważny - jesteś z M. mimo jego podejścia do Twojego syna, bo nie masz się gdzie
                  podziać, bo z matką nie masz najlepszych kontaktów itp. To oczywiście duże
                  uproszczenie, ale tak to odbieram.
                  Wiesz, każdy kiedyś zaczynał od zera. I nie mów, że zarabiając 3 tys. nie
                  byłabyś w stanie kupić mieszkania, bo wiele osób znacznie mniej zarabiających
                  jednak to mieszkanie kupiło, od tego są kredyty. Ja wyprowadziłam się od
                  rodziców po studiach z torbą pełną moich rzeczy. I niczym więcej. Za cztery
                  miesiące wprowadzam się do własnego mieszkania. Zaczynałam też od niczego,
                  zdarzało mi się pracować jako taki pomagier do adresowania kopert, do klepania
                  danych do kompa. A skończyłam dobre studia i dwie specjalności. Miałam inne
                  ambicje, ale coś trzeba jeść. Dzięki temu, że w pewnym momencie się nie
                  ugięłam, że jednak szukałam pracy i miałam wytyczony cel, dzisiaj zarabiam
                  właśnie te magiczne 3 tysiące. Oczywiście ciężko je okupiłam i okupuję, pracuję
                  nierzadko po 12 godzin i dłużej. Dzisiaj jestem w pracy od 8 rano i wiem, że do
                  domu wrócę po północy. A mimo to planuję dziecko na początku przyszłego roku.
                  Wiem, że będzie cięzko. Wiem, że nie będę matką siedzącą z dzieckiem cały
                  dzień, a nawet pół dnia. Ale taka jest cena tych czasów i dorosłości. Nie da
                  się mieć jabłka i zjeść jabłka. Jeśli chcę być niezależna i móc sama decydować
                  o swoim życiu, jeśli chcę mieć ten komfort decydowania o sobie, to trzeba się
                  poświęcić. A na domiar złego, trzeba troszkę poświęcić dziecko i to, że nie
                  będzie miało mamusi na codzień.
                  I rację ma Wertig, że te 300 zł więcej niż zasiłek jest po to, żeby kiedyś była
                  ta praca za 3 tys. Nie poszłam na bezrobocie, jak nie miałam pracy. Dlatego, że
                  uważałam, że jest wiele osób, które bardziej ode mnie potrzebują zasiłku. Moim
                  celem było znaleźć pracę, a nie brać pieniądze za nic. I to się opłaciło... Bo
                  sorry, ale nikomu z nieba nie spada pensja w wysokości kilku tysięcy. Trzeba
                  sobie niestety na to zapracować.
                  Sorry, że tak chaotycznie, ale troszkę mnie wzburzył ten wątek - mimo całej
                  sympatii dla Ciebie, Konkubinko. Nie jesteś tchórzem dlatego, że nie potrafisz
                  wygarnąć tym wszystkim ojcom Twoich dzieci, co o nich myślisz. Ale na
                  tchórzostwo zakrawa tak wielkie myślenie o nich i o tym, czego nie robią, a co
                  powinni. A może trzeba by swoim dzieciom zastąpić tych ojców i samemu wziąć
                  życie za bary, skoro się źle wybrało?
                  Mam nadzieję, że się nie obrazisz. Mam dla Ciebie wiele życzliwości... smile
                  • pelaga Re: TCHÓRZ MI NA IMIĘ 02.09.04, 15:14
                    naturella napisała:

                    > Ale na
                    > tchórzostwo zakrawa tak wielkie myślenie o nich i o tym, czego nie robią, a
                    > co powinni.

                    Nie rozumiem tego zdania zupelnie. Co ma rzekome tchorzostwo Konkubinki do
                    tego, jakich obowiazkow nie wypelniaja ojcowie???

                    > A może trzeba by swoim dzieciom zastąpić tych ojców

                    Nie da sie zastapic ojcow. Matka to nie ojciec i odwrotnie. Kazde dziecko do
                    zdrowego rozwoju potrzebuje obojga rodzicow. Kazde niemalze dziecko z rozbite
                    rodziny ma jakies obciazenia psychiczne z tym zwiazane.

                    > i samemu wziąć
                    > życie za bary, skoro się źle wybrało?

                    Byc moze, ale ja rozumiem Konkubinke doskonale. Nie jest latwo byc samej z
                    jednym dzieckiem, a z dwojka jest jeszcze ciezej, a juz z dwojka dzieci, kiedy
                    kazde jest z innym ojcem... Nie dziwie sie, ze probuje ratowac swoj zwiazek.
                    Ja zawsze pisze, ze jesli jest cos do ratwania, to trzeba ratowac.

                    Konkubinko powodzenia i poprawy nastroju zycze smile

                    Pozdrawiam
                • wertig Re: TCHÓRZ MI NA IMIĘ 02.09.04, 15:51
                  Naturella bardzo dobrze wyjaśniła to, czego nie zrozumiałaś w moim poście.
                  Co do ojca, to nie wiem, ile i czy płaci. A towarzyszenie na rozpoczęciu roku?
                  Nie każdy rodzic sobie może pozwolić na wolne w pracy.
                  • pelaga Re: TCHÓRZ MI NA IMIĘ 02.09.04, 17:20
                    wertig napisała:

                    > A towarzyszenie na rozpoczęciu roku?
                    > Nie każdy rodzic sobie może pozwolić na wolne w pracy.

                    Ale matka musi??? A co zrobic jesli matka tez sobie nie moze pozwolic, a
                    dziadkowie jeszcze pracuja??? A czy nie byloby zdrowiej, gdyby jednego roku
                    szedl np. ojciec, a drugiego matka??? Czy to nie byloby sprawiedliwe???
                    A ile przyjemnosci mialoby z tego dziecko...
                    A poza czasem na uroczystosc rozpoczecia roku, jest jeszcze zainteresowanie,
                    czy dziecko jest do niego odpowiednio przygotowane, ale na to wiekszosc exow
                    tez nie ma czasu i OCHOTY.
                    Pozdrawiam
                    • doratom Re: TCHÓRZ MI NA IMIĘ 03.09.04, 07:50
                      Pochodzę z pełnej rodziny i mój Tata nigdy nie był ze mną na rozpoczęciu roku
                      szkolnego! Przez całą podstawówkę ani razu nie był na wywiadówce. I co??? I tak
                      kocham go nad życie. Nie wiem, być może u dzieci, z którymi ich ojcowie na co
                      dzień nie mieszkają, istnieje silniejsza potrzeba "wyeksponowania" posiadania
                      rodziciela?
                      • pelaga Re: TCHÓRZ MI NA IMIĘ 03.09.04, 09:32
                        doratom napisała:

                        > Nie wiem, być może u dzieci, z którymi ich ojcowie na co
                        > dzień nie mieszkają, istnieje silniejsza potrzeba "wyeksponowania" posiadania
                        > rodziciela?

                        Moze to jest wlasnie to...
                        Cos w tym jest, co piszesz...

                        Pozdrawiam
    • slonkoq Re: TCHÓRZ MI NA IMIĘ 02.09.04, 15:03
      konkubinka napisała:

      Do zeszlego roku studiowalam , marzylam o pewnej pracy w pewnym zawodzie ,
      chcialam swoje marzenia spelnic , zrealizowac sie

      Konkubinko! A może trochę zdrowego egoizmu, może udałoby się wrócić na studia?
      To smutne że musiałaś zrezygnować z marzeń. Pozdrawiam.
    • pelaga Re: TCHÓRZ MI NA IMIĘ 02.09.04, 19:22
      burza4 napisała:

      > Nie byłam na rozpoczęciu roku ANI RAZU, moja włąsnie poszła do gimnazjum. W
      > pierwszej klasie nie mogłam, córka zresztą poczuła się już tak dorosła że nie
      > chciała towarzystwa (i tak wysłałam babcię),

      Ale jednak mialas kogo poslac z dzieckiem do tej pierwszej klasy. No a gdyby
      tak babcia nie mogla, Ty tez, a ex sie wypial???

      > w drugiej dziecko wręcz
      > powiedziało, żebym się nie wygłupiała.

      No widzisz, ale dzieci sa rozne. Moj powiedzial, ze beze mnie nie idzie na
      rozpoczecie roku. I nie poszedlby sam, zapewniam, a jako, ze egzemplarz jest
      trudny, to potrafi postawic na swoim, jak znam zycie zaraz dostalby goraczki,
      albo biegunki, albo cos w rownie fantazyjnym stylu.

      > Z pewnością byli inni rodzice

      W naszej klasie tylko jedni rodzice nie przyprowadzili dziecka, ale dziewczynka
      jest naprawde "dorosla" jak na swoj wiek i to widac, ze odbiega od normy.
      Czyli nie tylko ja jestem nadopiekuncza.
      No i po czesci oficjalnej bylo spotkanie w klasie i wazne komunikaty dla
      rodzicow, ktorych moje dziecko by mi nie przekazalo, bo pamiec ma dobra, ale
      krotka niemozebnie wink))
      POzdrawiam
    • lideczka_27 Re: TCHÓRZ MI NA IMIĘ 02.09.04, 21:04
      konkubinka, poczytałam, podumałam i powiem Ci, że czas zacząć działać.
      Wyznaczyć sobie priorytety. Cenisz sobie samodzielny wychów dzieci, to tak, jak
      ja. Mamy skromny budżet i moim zadaniem jest tak go rozplanować, by potrzeby
      wszystkich były zaspokojone. Udaje się, ale żywot bardzo skromny. Niemniej
      dziecko (rówieśnik Twojej córy - jak pamiętasz wink, ma matkę przy sobie. I
      utraty tego nie wynagrodziły by mu żadne moje zarobione kokosy, więc nie ma
      tego złego... Gdybym pracę dostała - poszłabym, bo mam cudną teściową i opieka
      darmowa byłaby, no ale z zatrudnieniem kicha. Choć słyszałam w Teleexpresie
      jakoby wzięto pod lupę dyrektorów szkół, że niby "znajomości" mają się
      przykrócić, więc może w końcu się uda? Nie dostaję na młodego złamanego grosza,
      bo mi się nie należy. I jesteśmy od kilku miesięcy całkowicie samodzielni, z
      jednej, jedynącej pensyjki M., co mnie dumą napawa wink Stało się tak między
      innymi dlatego, że skończył studia, które pochłaniały wielką kasę z
      comiesięcznego budżetu, no ale podnoszenie kwalifikacji w dzisiejszych czasach
      to podstawa, więc był mus - wszyscy musieliśmy "płacić" za jego kształcenie,
      ale mam nadzieję, że to inwestycja, która nam się opłaci wink Konkubinko,
      namawiam Cię przede wszystkim do podjęcia studiów. Dla siebie i dzieci. Jesteś
      w domu, zajmujesz się maluchem, więc to dobry czas na samokształcenie (zaszłam
      z młodym na wakacjach z czwartego na piąty rok). Jeżeli nie chcesz zaciągać
      kredytu studenckiego, to poproś Tatę o pomoc finansową, byś mogła się uczyć lub
      o pożyczkę, którą po drodze przynajmniej w części i tak Ci umorzy wink Sama
      wiesz, że u nas nędza była jak sto pięćdziesiąt, ale M. w końcu dyplom ma i
      wiem, że można sobie poradzić. Bądź tylko konsekwentna i wyegzekwuj z Waszego
      budżetu choć część kasy na czesne, Tata może dołożyć.
      Jeżeli chodzi o Twojego partnera, to poszukałabym porady u specjalisty. Ten
      związek potrzebuje pomocy. Nie uważam, by on musiał darzyć jakimś wielkim
      sentymentem Twojego synka, ale tolerancja to jakieś minimum. Wiem, jak się
      czujesz, bo choć nie mam tego problemu, znam ten ból z opowiadań przyjaciółki,
      której drugi mąż też nie trawi pasierba (do tego stopnia, że jak urodziła
      wspólne bliźniaki to chciał, by oddała swojego syna biologicznemu ojcu).
      Twoja matka to typ niereformowalny. Tak jak moja sad I choć kocham ją, to nie
      mogę powiedzieć, by była mi przyjaciółką sad Moja pomoże - nie mogę powiedzieć,
      ale ile się przy tym nasłuchać musiałam, to do tej pory mam ochotę się wyrzy***
      Więc ta nasza teraźniejsza samodzielność to dla nas ogromny komfort, przede
      wszystkim - psychiczny.
      Jeżeli Małgosia jest dla Ciebie źródłem przykrości - odpuść. To duża
      dziewczyna, ma swój rozum. Jeśli po tym wszystkim, co miałam nie raz okazję
      poczytać, traktuje Cię źle - nie powinnaś czuć się w jakimkolwiek obowiązku.
      Poza tym, że musisz ochraniać syna przed jej dokuczaniem, skoro mu uprzykrza
      życie. Konkubinko, należysz do obozu kobiet, na które mówię "Stasia Bozowska" i
      do jakich należę również wink To taki beznadziejny w dzisiejszych czasach
      minimalizm, odrzucanie potrzeb na rzecz wszystkich dookoła. I postrzeganie "łe
      tam, inni mają gorsze problemy, dam radę". Tylko powiem Ci, że to niezbyt
      często wraca jakimś "dziękuję", "doceniam". I często bywa, że ludzie się z nas
      śmieją, kpią, bo czasem (sama to widzę, ale nie umiem przestać) przeginamy z
      tym poświęcaniem się, bo pozostaje nam piąta zima w tych samych kozakach i
      powyciągane, sprane bluzki jeszcze z czasów liceum wink Powiem Ci, jaki ja mam
      plan. Otóż wychów dzieci traktuję trochę jako misję, ale li i
      jedynie "tymczasową". Skończyłam studia nie po to, by całe życie matkować
      wszystkim dzieciom dookoła z moim mężem na czele. Zamierzam znowu się malować
      (ostatnio nowa listonoszka nie chciała oddać mi poleconego i domagała się
      dowodu, bo twierdziła, że jestem swoją córką i chcę wyłudzić list, hihihi) no i
      chcę wrócić do ludzi. Macierzyństwo odchoruję, dzieciaki porozsyłam do szkół i
      przedszkoli a sama zrobię sobie urlop od rodziny, bo pomijając kwestie
      dodatkowej kasy, potrzeba mi po prostu drugiego życia - zawodowego (jestem
      nauczycielem z powołania).
      Mam nadzieję, że będziesz do nas pisała, bo ja często o Tobie myślę. Ściskam
      Cię wirtualnie, bierz się w garść koleżanko droga, nauka to potęgi klucz wink i
      pachnie niezależnością.
      Pozdrawiam ciepło
      lidka
      • marcepanna Re: TCHÓRZ MI NA IMIĘ 03.09.04, 08:46
        Pieknie Lideczko napisalas. tobie jednej sie chcialo
        straszny los zgotowala sobie Konkubinka. Co tu kryc?
        Co ma matka powiedziec kiedy widzi ze nie akceptuje sie jej syna? Tylko jedno:
        wszystko stracone

        Konkubinko Twoj partner jest koszmarny. Nigdy nie bylabym z takim czlowiekiem.
        Boze dzieki ze mnie cos takiego nie spotkalo.

        Konkubinko pieniadze na twoja edukacje musza sie znalezc abys mogla wrocic do
        zawodu i wreszcie kiedykolwiek uzyskac prawdziwa niezaleznosc.

      • mkatarynka Re: do lideczki 03.09.04, 09:58
        Jak miło czytać Twoje posty. Takie ciepło z nich bije że od razu się lepiej na
        sercu robi. I mądrość i dobroć. Dobra z Ciebie kobita. Heh... rozczuliłam się...
        • lideczka_27 Re: do lideczki 05.09.04, 19:58
          Dziękuję za miłe słowa smile

          pozdrawiam ciepło
          lidka
    • pelaga Re: TCHÓRZ MI NA IMIĘ 02.09.04, 21:54
      burza4 napisała:

      > cóż - biję się w piersi, ale też mi
      > daleko do ideału.

      Tobie w tej kwestii, mi w innej. Nikt nie jest idealny smile)) Kazdy ma jakies
      wady nawet my wink)))))))))

      > Wracając do Konkubinki
      > nie da się odwiesić
      > życia na kołku "bo ja już nie mam pomysłu co dalej".

      Ja mysle, ze ma wielllllkieeeeeego dola, ale jak sie troche otrzasnie, to
      stanie znowu na nogi, z nadzieja spojrzy w przyszlosc i co najwazniejsze
      zacznie dzialac. Czego oczywiscie zycze!
      Pozdrawiam
    • wipsania Re: TCHÓRZ MI NA IMIĘ 03.09.04, 00:22
      Konkubinko! Współczuję serdecznie i pozwolę sobie na parę uwag. Mam nadzieję,
      że nie będą przykre.
      Zgadzam się z Tobą w kwestii obecności na rozpoczęciu roku szkolnego. Ja zwsze
      chodzę z naszą córką - z wielu powodów. Najpierw była mała - to oczywiste.
      Potem okazało się, jak wspomniała któraś z dziewczyn, że są sprawy skierowane
      do rodziców i dziecko tego nie zapamięta albo wręcz nie zrozumie. Teraz, w
      gimnazjum, ciekawa byłam czy mała zaprotestuje... ale nie, chciała, żebym
      poszła.
      Ja i tylko ja, ponieważ wg niej ojciec robi jej "obciach", ja zaś zachowuję się
      bardziej .... hm... dyskretnie.
      Natomiast nasza ex zażądała kiedyś, chyba w 3 klasie SP, żeby od tej pory M.
      chodził na wszelkie wywiadówki Młodego. Piszę "zażądała", bo u niej zawsze było
      jakoś tak apodyktycznie. M. posłusznie się podporządkował, ale szybko zaczął
      relizować się w tej czyności i nie oddałby jej za żadne skarby. Opowiadał po
      powrocie, jak to musiał wytłumaczyć np pani od histori, że Młody nie miał nic
      złego na myśli zadając takie czy inne pytanie i wcale nie miał "szyderczego"
      uśmiechu na twarzy!!!
      Może do Twojego ex udałoby się w tej sprawie trafić jakimś sposobem? Typu -
      mężczyzna w sprawach syna czyli mężczyzny?
      Natomiast w sprawach pracy, pieniędzy itp.
      W moim (długim i dość burzliwym życiu) były dwie bardzo podobne do siebie
      sytuacje. Zarówno ex-niemąż i M.-mąż podczas kłótni o cokolwiek wysyłali mnie
      do pracy na poczcie!!!!
      Miałam wówczas dwa zawody (nic wspólnego z pocztą), ale oni chcieli mnie w ten
      sposób pognębić, wmówić, że jestem zerem i bez nich nic nie znaczę. Dodam że
      będąc z exem nie pracowałam, bo nakłonił mnie do zwolnienia z pracy w szkole,
      żebym miała czas na zajmowanie się domem i jego sprawami, zaś będąc z M.
      pracowałam w domu, tłukąc po nocy dość intratne zresztą specjalistyczne
      tłumaczenia.
      Teraz mam własną firmę - nie kładę się spać przed 2 w nocy - wstaję ok 7, bo
      dziecko do szkoły itd. Ale mogę tak sobie ustawić własną pracę, że zawsze będę
      na rozpoczęciu i zakończeniu roku, pojadę na wycieczkę itp.
      Inaczej mówiąc - zgadzam się z tymi dziewczynami, które namawiają Cię do
      skończenia studiów i pójścia do pracy - nawet za cenę wielu wyrzeczeń.
      Pamiętaj, że dzieci dorastają szybko - kilka może kilkanaście lat i okaże się,
      że lada chwila będą żyć własnym życiem. I co wtedy, zwłaszcza jeśli między Tobą
      i M. nie ma naprawdę silnej więzi - nie wiem czy nie ma, tak tylko spekuluję.
      Kiedy rozstawałam się z exem okazało się, że wszelkie "wartości materialne",
      które wniosłam do naszego związku już nie istnieją. Po prostu przejadłam to
      wszystko, ponieważ nie pracowałam "na etacie". (Telewizor - prezent od mamy,
      samochód maluch, na który oszczędzałam kilka lat). Postanowiłam wtedy, że już
      nigdy więcej nie pozwolę się tak wyrolować. I to bardziej w sensie poszanowania
      własnej wartości niż pieniędzy.
      Sorki, że tak chaotycznie, ale wiele problemów poruszasz.
      Walcz o swoje - swoją godność w utarczkach z Młodą i godność Twojego Syna.
      Któraś z dziewczyn napisała, że trzeba ratować związek z M. - nie jestem do
      końca przekonana. Chyba że napradę Twoje warunki materialne bez tego byłyby
      tragiczne...
      Pozdrawiam
      W
      • cz.wrona Re: TCHÓRZ MI NA IMIĘ 03.09.04, 00:48
        Aniu napisałam na priw na pf
      • marcepanna Re: TCHÓRZ MI NA IMIĘ 03.09.04, 09:35
        ja tez mysle ze walka o godnosc twoja i syna powinna byc twoim priorytetem
        uwierz konkubinko ze jesli powalczysz w domu nad tym to zaowocuje to w zyciu
        zawodowym
        ja sie nauczylam ze wiele zachowan przenosi sie z domu na prace
        chodzi mi o to ze w pracy bedziesz musiala stawic czola obcym ludziom i tez
        jakies relacje z nimi wywalczyc czyli nie dac sie ponizyc i wejsc sobie na glowe

        \uwierz ze warto postapic jak radzi wipsana
    • marcepanna wstrzasajace po prostu 03.09.04, 09:36
      • konkubinka Re: 03.09.04, 13:11
        Kochane Macoszki ( i Niemacoszki)
        Wszystkie macie racje , wszystkie te sposoby na moja sytuacje biore pod uwage.
        Poprostu mam teraz dolek i psychicznie sie zmeczylam.
        Bedac na "wczasach" bez M mialam czas aby mysle i stad sie to wszystko wzielo.
        Dziekuje Ci Lidus za ciepłe słowa.Rozumiesz mnie lepiej niz inni.
        Kazda z was patrzy troche z wlasnego punktu widzenia (siedzenia).Tobie Nat sie
        udalo i za to cienie takie kobiety jak Ty.Ja jednak zaprzepascilam swoj czas
        robiac dwa razy blad w postaci zachodzenia w ciaze- blad , ktorego nie wolno mi
        zalowac.
        Studia porzucilam , wlasciwie poraz drugi.Nie mam teraz szans na nie wroci i
        chyba nie mam ochoty.
        Na wakacjach postanowilam ze zaczne myslec o sobie wreszcie i gdy zaczelam
        popadlam w histerie nad tym jak zmarnowalam swe szanse.
        Jest jeszcze jeden problem.Ja bardzo tego czlowieka kocham i wierze ze on mnie
        rowniez.Nie wierze ze nie moze pojsc na kompromis , zrobic tego dla
        mnie.Dlatego wciaz przy nim jestem.
        Pieniadze wszedzie graja duza role.u mnie jednak nie to jet najwiekszym
        problemem ale to , ze nie mam zadnego startu.
        Probowalam psychologicznej pomocy , chodze z synkiem , chodze ja.Jednak sila M
        nie zaciagne.
        Narazie Wasz odzew i tak podniosl mnie na duchu.Mysle ze z czasem wszystko sie
        ulozy.Musi sie ulozyc.
        Moja mama napewno nie da mi zginac ale wciaz naraza mnie na to , ze gdy licze
        na nia to jej nie ma.
        Jeszcze kilka slow do Nat
        Widzisz gdy wychodzilam za maz moi rodzice w zaden sposob praktycznie mi nie
        pomogli.Powiedzieli "sama tak wybralas"(bylam w ciazy).Zadecydowali ze wynajme
        mieszkanie , oni troche doloza.I tak przez lata zamiast mieszkac z mama i
        odkladac ta kase na os , placilo sie obcym ludziom.Potem pracowalam , bylam
        sama z synkiem , wynajmowalam mieszkanie.Pojawilo sie swiatelko , moj M wzial
        nas do siebie.Wtedy moja mama powiedziala ze ten pomysl jej sie nie podoba i
        przestaje mi pomagac.I znowu musialam sama sobie radzic.Potem zaistniala
        mozliwosc zakupienia mieszkania lokatorskiego , dostal na nie przydzial.Mama
        odmowila pomocy bo nie podobalo jej sie co innego.Potem stracilam prace w
        wyniku likwidacji firmy.Poszlam na zasilek - zdecydowalismy sie zalozyc
        rodzine.I znowu niezadowolenie mamy.
        Uwazam ze kazdy rodzic winien jest cos swemu dziecku.Jesli moj ojciec dal mi
        cos a ona mi tego nie oddala to nie jest w porzadku.
        Kazdy ma jakis start.Moglam robic kariere ale zaszlam w ciaze , urodzilam
        dziecko i kariere zaczal robi moj maz.
        Teraz mam drugie dziecko a to juz jest wiele trudniejsze.Przedszkole , zlobek ,
        praca.Nie jest latwo , ja osobiscie jestem tym przerazona.Gdybym byla z
        wielodzietnej rodziny , z biednej , to co innego.Ale tak nie jest.Ja mam cos
        swojego ale nie mam do tego dostepu.I to mnie wkurza.
        Najgorsze w tym wszystkim jest to co przezywa moj syn.I to jak facet potrafi
        byc uparty zamiast odpuscic i pozwolic wszystkim zyc szczesliwie.
        Narazie mam w glowie chaos.
        Ale czym sa moje zmartwienia .Patrze wlasnie na dramat w Oseti i smiac mi sie
        chce z moich problemow.
        A jesli chodzi o mojego exa to rozpoczeie roku szkolnego uwazam nie jest
        najwazniejsze.Mnie boli ze tego czlowieka nigdy przy dziecku nie ma w waznych
        momentach a dzis wezmie go do siebie i bedzie chwalil sie w rodzinie ze ma
        pierwszaka.Nie zadzwoni w wakacje , nie spyta czy jest zdrowy.Da mi dwie
        trzecie alimentow i bedzie wybrzydzal ze znowu kupilam mu uzywane spodnie albo
        tani tornister.Gdyby byl biedny , glupi , pil ciagle tez probowalabym zrozumiec
        to co robi.Ale jego stac na wszystko , wyglada jak choinka w zlotym kajdanie
        sygnetach i markowych ciuchach.I nawet przez mysl mu nie przemknie , ze jego
        syn potrzebuje ojca.Prawdziwego.
        • marcepanna KOnkubinko !!! jestem podwojnie wstrzasnieta !!! 03.09.04, 18:18
          dlazcego ty nie jestes z Exem ?????????????!!!
          On ma kase przynajmniej !! Nie to co twoj obecny maz!!!

          A co Ty powiesz swojemu synowi: wybacz kochane dziecko musisz nosic uzywane
          spodnie i znosic chmastwo ojczyma bo twoja mamusia kocha ojczyma i koniec!
          a poza tym masz pomoc psychologiczna przeciez !


          Ludzie !!!!!!!!!!!
          Gdzie ja jestem?????

          Niezle musi dawac czadu ojczym gnebiac pasierba skoro lecisz z synem do
          psychologa.
          Twoja Matka ma racje
          Skazalas siebie na obecnego M ktory ma przewage finansowa nad toba i ani mysli
          o kompromisach zeby zyc w zgodzie.
          Gdybys byla wyksztalcona i mogla pracowac moglabys miec opiekunke do dziecka
          nawet. I mezczyzni nliczyliby sie z Toba. A tak merde.
          Patzrysz jak facet ktory ciebie kocha gnebi syna.

          Biedne dziecko.

          • pelaga Re: KOnkubinko !!! jestem podwojnie wstrzasnieta 03.09.04, 22:06
            marcepanna napisała:

            > Ludzie !!!!!!!!!!!
            > Gdzie ja jestem?????

            Zdaje sie, ze w innej bajce sad((
        • pom Re: 03.09.04, 19:11
          > Studia porzucilam , wlasciwie poraz drugi.Nie mam teraz szans na nie wroci i
          > chyba nie mam ochoty.
          Zdaje się, że Twoim jedynym wyjsciem jest poczuć ochotę na studia.


          > Pieniadze wszedzie graja duza role.u mnie jednak nie to jet najwiekszym
          > problemem ale to , ze nie mam zadnego startu.
          Konkubinko, ja bardzo przepraszam, ale sądzisz, że właśnie o pieniądze chodzi???
          Nikt nie zarzuci Ci materializmu, jak zaczniesz walczyc o swoje.
          Zamiast wziąć się za nauke użalasz się nad straconym mieszkaniem!!
          Sądzisz, że wszystkie tu dostałysmy mieszkania?
          A jakby twoi rodzice się nie rozwiedli i ojciec by nie zostawił Ci swojej
          cześci, to co? Też miłabyś o to pretensje?

          Twój start, to Twoja głowa. I chciał nie chciał musisz w nią zainwestować, jak
          chcesz wyjść na prostą i żyć po ludzku.
          • derena33 Re: 03.09.04, 22:45
            kazda z nas ma dolki ... ale jak troche dojdziesz do siebie to zastanow sie co
            zrobic by sie czuc bardziej samodzielna i odpowiedzialna za swoje zycie
            osobiste.. bo nie moze byc tak ze caly czas bedziesz szukala winnych obok, bo
            kazda z nas jest kowalem wlasnego losu i nawet jak w danym momencie wydaje sie
            ze sytuacja jest bez wyjscia... to wyjscie zawsze sie znajdzie... a chec
            osobistego rozwoju i realizaja pragnien powoduje, ze ci co cie otaczaja
            zaczynaja ciebie i twoje osiagniecia szanowac.... mysle ze twoj obecny partner
            czuje twoja slabosc i dlatego nie liczy sie z toba i twoimi uczuciami... po
            prostu cie nie szanuje...
            dlatego nie lubi twojego dziecka,a jego dziecko lekcewazy ciebie..
            Jestes dobra dziewczyna, zbyt dobra... a w zyciu trzeba byc troche egoistka, by
            inni zaczeli sie z toba liczyc.

            • marcepanna Re: jestes zguba twego syna !!! 03.09.04, 23:18
              oczywiscie ze derena ma racje i ten facet ciebie nie szanuje !

              skoro twoj syn musi miec pomoc psychologa to to nie jest twoje zmeczenie ani
              twoj dol jak usilujesz sobie wmowic to jest nieszczescie twego syna w ktore ty
              go wpakowalas!!

              niechby moj facet albo KTOKOLWIEK cos duknal przeciwko mojemu dziecku (gdybym
              je miala) dostalby takiego kopa ze szok!
              no i ja na szczescie pracuje i mam taki zawod ze mam problem z nadmiarem pracy
              raczej

              a zawod zdobylam w wieku 34 lat dopiero , rok bylam bezrobotna ale sie nie
              rejestrowalam, sama odeszlam tez z wielkiej fimy w ktorej nie realizowalam sie

              konkubinko masz wielki problem
          • chalsia Re: 03.09.04, 23:15
            Konkubinko, jedynym startem jaki miałam, było wykształcenie (oraz wsparcie
            rodziny - w sensie, że nikt mi na głowie kołków nie ciosał).

            Pozdrawiam,
            Chalsia
        • chalsia Re: 03.09.04, 23:23
          Konkubinko,

          Piszesz "Jest jeszcze jeden problem.Ja bardzo tego czlowieka kocham i wierze ze
          on mnie rowniez.Nie wierze ze nie moze pojsc na kompromis , zrobic tego dla
          mnie.Dlatego wciaz przy nim jestem."
          Ja PAMIĘTAM dobrze Twoje posty z przed wielu miesięcy i różne rozważania. On
          być może Cię kocha - po swojemu. Tylko czy to jest to, czego Tobie potrzeba?
          Nie sądzę (po Twoich postach). Wiem jak boli źle ulokowane uczucie, ale
          niestety trzeba spojrzeć prawdzie w oczy. Skoro przez tyle czasu nie poszedł na
          kompromis dla Ciebie, to w przyszłości tez nie pójdzie. Tym bardziej, ze on nie
          widzi problemu i odrzuca pomoc (np. psychologa). Szkoda tracić czas ze względu
          na Twojego syna.

          Bardzo Ci współczuję.
          Pozdrawiam,
          Chalsia
          • edzieckokarenina Re: 03.09.04, 23:44
            Konkubinko!
            gorąco Cię pozdrawiam. Na początek-przestań na jakiś czas rozmyślać nad swoją
            sytuacją-Ty musisz ochłonąć.Jak się wyciszysz, to zaczniesz inaczej patrzeć na
            różne aspekty swojej sytuacji-nie wszystko przecież jest złe, teraz tylko tak
            Ci się wydaje.Na ex-a się nie oglądaj bo on Ci w niczym nie pomoże, tylko
            niepotrzebnie stracisz energię rozmyślająć nad tym, co on powinien dla syna
            zrobić.Zacznij naukę-jak nie studia(bo nie masz sił w tej chwili) to chociażby
            kurs-ale zacznij inwestować w siebie.Od razu dostaniesz "pałera".
            Wszystko się ułoży-zobaczysz, ale nie będzie to szybki proces,i z tym musisz
            się pogodzić.
            Pozdrawiam
    • agamagda Re: TCHÓRZ MI NA IMIĘ 04.09.04, 13:17
      Przykro mi czytać o twoim życiu a szczególnie o sposobie w jaki jest
      traktowany Twój synek. Sama jestem rozwiedziona, ale mój synek jest kochany
      przez swojego ojca i ma świetny kontakt ze swoim ojczymem. Dla mnie
      warunkiem bycia z nowym partnerem była pełna akceptacja mojego syna. Nigdy
      bym nie zaakceptowała gorszego traktowania mojego syna.
      Nie chciałabym żebyś odebrała to jako pouczanie Cię co masz robić w życiu bo
      i tak robisz to co sama zdecydujesz. (tak wynika z opisywanych przez Ciebie
      wydarzeń w Twoim życiu)
      Twoje decyzje są jednak często błędne i powinnaś się zastanowić skąd to
      wypływa. Z doświadczenia wiem że często człowiek popełnia te same pomyłki bo
      nie zastanowił się dlaczego popełnił pierwszy błąd.
      Ponadto masz postawę bardzo roszczeniową, Mam wrażenie że uważasz że tobie
      się wszystko należy - pomoc rodziców, pieniądze na Twoje i dziecka
      utrzymanie, mieszkanie matki itd.. wymagasz od osób wokół Ciebie ciągłej
      pomocy. - ale dlaczego? Każdemu należy się tylko to na co sam sobie
      zapracuje a Ty niestety nie pracujesz. Należą Ci się zasiłki - chwila
      dorosła osoba sama może na siebie i dzieci zapracować. mówisz ze 300 zł to
      za mało żeby stracić kontakt z dziećmi. Dobrze ale jednocześnie za taki
      stosunek płacą twoje dzieci a zwłaszcza syn bo w sytuacji zależności
      finansowej nie możesz go bronić i musisz go leczyć u psychologa. Owszem
      trudno jest o pracę ale zastanów się czy warto płacić cenę równowago
      psychicznej dzieci za swoją wygodę.
      • marcepanna Re: TCHÓRZ MI NA IMIĘ 04.09.04, 14:44
        swietnie aga to napisala
        dokladnie tak tez ja to widze
    • agamagda Re: odpowiedz jest banalna 04.09.04, 17:50
      Najwiekszym problemem konkubinki jest jej brak koncepcji zyciowej. Miota sie
      ale jednoczesnie nie chce nic w swoim zyciu zmienic. Mam wrazenie ze tak jej
      jest wygodnie. Dlaczego dwa razy zaczynala i nie konczyla studiow, dlaczego
      dzis pozwala soba pomiatac???
      Moim zdaniem, musi w sobie szukac sil zeby zmienic (choc moim zdaniem ludzie
      sie nie zmieniaja lecz tylko ewoluja w ramach wlasnej osobowosci) lub przerwac
      ten dziwny zeby nie powiedziec chory uklad. Powinna byc silna i zaczac w koncu
      liczyc na siebie, jesli nie dla siebie to dla dwojga swoich dzieci. A co do
      pomocy jej rodzicow z jej listow wynika ze oni jej pomagaja tylko nie widza
      sensu ciaglego pomagania doroslej badz co badz Kobiecie.
      Pozdr
    • lideczka_27 DOSYĆ 05.09.04, 20:02
      Uważam, że czas zamknąć wątek. Konkubinka (takie odniosłam wrażenie) chciała
      się raczej wygadać i pożalić. Rady dane, zastosuje lub nie, ale włażenie jakoś
      tak... z buciorami w jej życie, związek i macierzyństwo już nie jest OK. Każdy
      jest kowalem, a jak sobie konkubinka pościele... itd. Forum niech będzie
      miejscem, gdzie można sobie swobodnie ponarzekać, a nie obrywać za myśli i
      poglądy, które innym mogą być nie w smak.
      Konkubinko, pozdrawiam Cię ciepło, mam nadzieję, że się nie zraziłaś i będziesz
      do nas pisać, pa
      lidka
      • mamaadama4 Re: DOSYĆ 05.09.04, 22:12
        Te parę postów to ja usunęłam. Jak niesłusznie, proszę odwołać się do
        mkatarynkowej najwyższej instancji.
    • iziula1 Re: TCHÓRZ MI NA IMIĘ 05.09.04, 23:11
      Konkubinko,nie ważne jakie decyzje podjełaś czy podejmiesz.Nikt oprócz Ciebie
      samej nie ma prawa cię z nich rozliczać.
      Ja też wolałabym spędzać więcej czasu z synem.Kiedy był mały wykorzystałam 3
      letni wychowawczy.Brakowało na wiele rzeczy ale tych lat nie zamieniłabym na
      nic innego.Więż między mną a synem jest ogromna.Wyobrażam sobie jak sie
      czujesz.
      Jestem samodzielną mama.Mam jedynaka 7 lat.Od pażdziernika robie magisterkę.
      Jeśli się bardzo chce można sobie poradzić.
      Tylko Ty znasz swój związek i tylko Ty wiesz czy warto walczyć.Najpierw
      zacznij od siebie.Potem małymi krokami zmieniaj to z czym sie nie zgadzasz.
      Wierze,że poradzisz sobie.A zachodzenie w ciąże nie jest błędem.Dałaś życie
      cudownym dzieciom.Pomyśl o ile Twój swiat byłby uboższy gdyby nie one.
      Pozdrawiam.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka