konkubinka
02.09.04, 12:13
Postanowilam sie zebrac wreszcie troszeczke napisac.Ostatnie miesiace daly mi
wiele do myslenia i doszlam do powyzszych wnioskow- jestem tchorzem.Mam
miekkie serce, zaniedbalam szczescie swojego najukochanszego syna .
Najpierw beznadziejne malzenstwo , jedyny odwazny czyn to to , ze odwazylam
sie wywalic mezusia z domu.Jednak zostalam przez to sama z malutkim
dzieckiem, wiecznie przez mezusia bluzgana , nachodzona w nocy,przy byle
okazji trzaskana po czym sie da, dopoki nie poznal NEXT nastala ulga-
zostalam sama z synkiem i zalezna od rodzicow.Owszem ciezko pracowalam ale
co z tego.U nas w kraju nie jest latwo .Pensja starczala mi na oplaty a zeby
godnie zyc musialam korzystac z pomocy rodzicow.Ale coz.Ojciec z Macocha dosc
dobrze sobie radzi - jedyna corka to ja i moj syn jedyny wnuczek, wiec moze
pomagac.Moja mama rozwodzac sie z tata wziela cale mieszkanie , ze niby jego
polowa trafi kiedys do mnie.Myslicie ze trafila?BUHAHA! Do dzis dnia moja
mama ma kupe wymowek aby nie pomozyc mi ustatkowac sie.Gdy wreszcie
udowadniam jej ze przeciez to normalne ze dziecku cos sie nalezy , zwlaszcza
jedynemu, ktore badz co badz ma juz dwoje dzieci , mamusia moja wtedy
stwierdza ze sama zdecydowalam sie na takie zycie , to byly moje plany i
wpadki nie jej.Ona nie widzi sie w mieszkaniu innym niz to gdyz to jest
najlepsze z najlepszych , razem mieszkac tez ni mozemy gdyz grozi to smiercia
lub kalectwem , zas na poczatku mego malzenstwa twierdzila ze nie zyczy sobie
obcego chlopa pod swoim dachem.I tak moje zycie polega na tym ze mam z czego
zyc ale odlozyc nigdy nie dam rady , bo z czego?
No i ku uciesze mojej mamy poznalam M , ktory przygarnal mnie pod swoj dach z
dzieckiem.Z czasem okazalo sie ze M nie jest w stanie zaakceptowac mojego
dziecka .Kazda moja proba ucieczki z jego domu konczyla sie obietnicami ze
juz bedzie lepiej i dluzszym czasem spokoju.Ale kiedy na dobre sie czulam jak
u siebie znowu sie zaczynalo.W miedzy czasie zaczely sie problemy z eksia ,
jako wzorowy zwiazek wspieralismy sie wzajemnie w walce O JEGO SPRAWY.Jak
niektorym z ws wiadomo pelnilam role macochy , matki , prawnika ,
sekretarki , swiadka na sprawach , mediatora rownoczesnie.Wywalczylam
wszystko czego podobno pragnal.Z mysla ze przykladam sie do tworzenia
prawdziwej , wymarzonej przez siebie rodziny nigdy nie narzekalam i z
usmiechem na ustach witalam w naszych progach jego corke.Nie bede sie
rozpisywac ile wyrzeczen mnie to kosztowalo.Sprawialo mi to
przyjemnosc .Urodzilam naszym dzieciom wspolna siostre.A teraz sie gubie ,
trace sily.
Nagle patrze ze chcialabym w zamian choc dziekuje.potrzebuje wsparcia w
swoich sprawach i go nie mam.Corka M to niewychowane , wredne dziecko ,
owszem nie z wlasnej winy ale jakze..Moj syn wciaz jest gnebiony.Walcze
blagam naprawde- to nie jest tak ze sie przygladam .
Nie umiem dobierac partnerow.Mowie do M codziennie a on tylko slucha i mysli
o sobie.Wierzcie mi ze to okropny bol kiedy nagle okazuje sie ze on w ogole
nie wie o czym do niego mowie."Przeciez ja Twoja corke akcepuje w
pelni""Przeciez Twoja zona ciagle wkracza w nasze zycie""Przeciez to moje
dziecko , moj syn ktorego urodzilam , wychowuje , karmilam piersia tak jak
nasza corke"A ja wciaz widze w jego oczach nienawisc do malego
chlopca.BOZE!!!!
Cale wakacje z jego corka ciepialam , meczylam sie.Bo BOJE SIE ZWROCIC JEJ
UWAGE.Bo nie chce uslyszec , ze nie mam prawa.
Cale wakacje to pasmo klotni bo teraz nie ma zlituj - jedno krzywe spojrzenie
na moje dziecko nie przechodzi bez echa .Cale wakacje jego dziecko jechalo na
mnie jak na lysej kobyle za plecami dreczac mojego syna rowniez.Nie mialam
jak jej tego udowodnic.
No i wczoraj miarka sie przebrala.Moj synek rozpoczal szkole.Jego ojciec caly
miesiac wakacji nawet nie spytal o jego zdrowie nie mowiac o tym czy mu nie
kupic czegos - piornika , olowka, czegokolwiek.Wczoraj jak powiedzialam ze ma
juz syna w I klasie-olał mnie ze musi konczyc.Potem zaczelam opowiadac jak
bylo i ze ksiazki musze kupic i ze jade zapisac go na zajecia
dodatkowe.Milczenie a na koniec"ale z tym to nie do mnie bo ja tez nie mam
pieniedzy"
A mnie nie chodzi o pieniadze.Mnie tylko boli.Boli ze poczuwam sie do
obowiazkow a inni nie.Ze M ma pretensje ze nie wychowam mu corki ktora ma
matke i ojca egoistow, ze moj ex ma w dupie dziecko a w sobote bedzie sie nim
chwalil u rodziny ze ma syna w szkole - A NAWET NIE WIE GDZIE TA SZKOLA.
Opadlam z sil.Chcialabym im wszystko wykrzyczec ale BOJE SIE.Chcialabym
zabrac dzieci i uciec ale nie mam DOKAD.
Naprawde ogromny mam dol.Wszystko sie zmienilo.Wszystko.Za wiele to dla
mnie.A moze ja ciagle tylko o pieniadzach mysle?Jestem materialistka?A jak
nie byc?
Boje sie podac go do komornika bo dla 100 zl pewnie zerwie kontakty z synem ,
naraze syna na to ze znowu beda bluzgi.
Wyprowadze sie do mamy na sile to bedzie psula moj autorytet u dziecka.
Zostane z M to nadal bedzie dreczyc mi dziecko.
Pojde do pracy to strace zasilki i wyjdzie na to ze znowu wszyscy sa z
dziecmi tylko nie ja a do pierwszego i tak nie starcza.
Wiem , ze to wszystko to moja wina bo ja tak sobie zycie ulozylam .Ale co
poradze ze jestem tchorzem?Nie potrafie uczuc lokowac w bogatych mezzyznach ,
nie potrafie olewac pasierbicy i wyciagac kasy na swoje potrzeby, nie
potrafie byc "suka" wobec bylego meza tak jak eksia.Nawet nie potrafie
dogryzc tesciowej.
Bylam juz gotowa stad uciec ale uslyszalam od M ze chce unieszczesliwic corke.
Gdzie sie nie spojrze , czego nie zrobie , krzywdze swoje dzieci i otoczenie.
Tylko plakac i uzalac sie nad soba potrafie....
Dlatego przestalam sie juz madrzyc , na macochach , samodzielnych i innych
forach.Nie czuje sie juz macocha , zona , matka , konkubinka.W ogole sie nie
czuje.
mama starszego brata(1997) i młodszej siostry(2003)
moje gg 6604963