Dodaj do ulubionych

Czy faceci sa "garbaci" z charakteru czy z przezyć

04.06.05, 09:38
Tak mnie zainspirował wczoraj nasz szymon do założenia tego wątku.

Otóż chodzi o tego "garba"...
Tzn konkretnie o to czy rozwodnik, ewentualnie któś kto jest po "przejściach"
ma tego "garba" w zwiazku z "przejściami", czy też po prostu nie wyszło mu
kiedyś i teraz tez sie mu pieprzy, bo juz po prostu taki jest i tyle!

Kiedys poznałam faceta, który był po rozwodzie. To nie on sie rozwiódł z
żona, tylko żona z nim. Ot po prostu historia stara jak świat, zona
pielegniarka pracująca w szpitalu kręciła z lekarzem już przed ślubem. Lekarz
zonaty i dzieciaty,starszy, ale zawsze "pan doktor", a nie zwykły kierowca.
Tak, tak niektóre tak mają, ma to dla nich duże znaczenie. I tak to sobie
facet i wszyscy znajomi tłumaczyli.
Koniec końcem owa żona, jak sie później okazało, dorobiła mu dwójkę dzieci z
owym panem doktorem. Przy drugim dzieciaku kierowcy cos się tam nie zgadzało
z miesiacami (był za granicą, jak zona zaszła), sprawa się rypła, kobita
udowodniła badaniami DNA, że oba chłopaki nie jego, a musiała mu udowadniać,
bo kierowca chciał mieć nad starszym opiekę, bo myslał, że jego jest.
Koniec końcem rozwiódł się, pielęgniarka żyje teraz z owym lekarzem, a
kierowca pojechał do Stanów.
Ot klasyczna historia, wydawałoby się, że klasyczny przykład faceta, który
został "wycyckany".

Poznałam go w przełomowych w swoim zyciu chwilach. Kiedy było mi bardzo
ciężko. Moje małżeństwo już praktycznie nie istniało, choć nie wniosłam
jeszcze pozwu o rozwód. Zreszta kiedyś napiszę i o tym, bo ja rozumiem, że
pomimo, iż już nic nie ma nie biega sie od razu do sądu...
Ale do rzeczy.
Otóż, był mi on bardzo potrzebny wtedy. Po kilkunastu latach bycia "krową"
wreszcie byłam dla kogoś kobietą. Uwielbiana, obsypywana prezentami. No po
prostu bajka. Nawet do usa chciałam z nim wyjechać!

I nagle ni z gruchy ni z pietruchy koniec. Bez żadnego wyjaśnienia z jego
strony. Tak zwyczajnie z dnia na dzień. Boże jak ja to przezywałam.
Teraz sie z tego śmieję po prostu. Odszedł wtedy gdy najbardziej go
potrzebowałam. Kiedy moje sprawy się same rozwiązały, bo nieoczekiwanie
zostałam wdową, kiedy wylądowałam w szpitalu po cięzkiej chorobie, byłam sama.


I wtedy, wstyd sie przyznać, wylądowałam u wróźki.
Jakos tak człowiek szuka pocieszenia w takich chwilach, gdzie się tylko da.
No w każdym bądź razie utkwiła mi jedna wypowiedź owej wróźki o nim.
Powiedziała: "Nie pakuj się w związek z facetem, którego jakaś baba już
zostawiła, bo widocznie on sie do niczego nie nadaje"
Wtedy mi to jakos wystarczyło, żeby się w końcu pozbierać, ale dziś, jak już
znam jego dalsze losy. JAk z opowieści jego rodzonej siostry dowiedziałam się
o nim newsów, jak przeanalizowałam sobie wszystkie jego wypowiedzi, wiem, że
on był pokrzywiony, bo taki był po prostu od urodzenia. Miał pokręcony
charakter.
To nie żona zrobiła z niego nieczułego palanta. On był palantem, tylko ja
przez pryzmat hormonów miłości nie umiałam popatrzeć na niego obiektywnie.
I nawet tą żonę zaczęłam rozumieć. Nie pochwalam oczywiście metod jakimi się
kierowała, ale zrozumiałam.
Sama sie zresztą nauczyłam przez to doświadczenie, nie wierzyć tak do końca
facetowi. Nie wierzyć we wszystkie jego opowieści.
Bardzo cenię za to mojego obecnego chłopa, bo on nie opowiada mi o tym jak
było. Czasem mu się wyrwie, ale nigdy nie robi z siebie męczennika.
I ja oceniam go na podstawie tego jaki jest, nie usprawiedliwiam jego
niektórych zachowań, tym, że coś tam przeżył.
Myślę że tak trzeba.

Ale się cholercia rozpisałam...
Nie wiem czy wyraziłam to o co mi chodziło, ale
Obserwuj wątek
    • jayin Re: Czy faceci sa "garbaci" z charakteru czy z pr 04.06.05, 09:52
      Z charakteru.

      Przeżycia mogą jedynie tego "garba" zintensyfikować (jakie piękne słówkosmile - mniej lub bardziej. Li i jedynie.

      J.
      • derena33 Re: Czy faceci sa "garbaci" z charakteru czy z pr 04.06.05, 12:15
        Generalnie zgadzam sie ze garb sam nie rosnie bez przyczyny, tylko sie
        powieksza z powodu przezyc. Chociaz nie zawsze.

        Czasem Czlowiek mocno zraniony przez drugiego czlowieka traci ufnosc do ludzi,
        boi sie kolejnych zwiazkow, a jezeli sie zaangazuje, caly czas szuka dziury w
        calym, az w koncu znajduje i ma powod do odwrotu.

        Mam takiego znajomego, wlasciwie przyjaciela ktorego znam od zawsze. Zona po 7
        latach malzenstwa porzucila go dla innego. Facet jest juz 13 lat po rozwodzie i
        mimo ze naprawde jest wartosciowym czlowiekiem, nie potrafi podjac decyzji o
        malzenstwie. A kobiety, z ktorymi byl, tego w koncu oczekuja od niego.

        Znalam jego dwie kolejne narzeczone i wiem ze to sa naprawde fajne
        dziewczyny . Nie jest to absolutnie ich wina ze im sie nie udalo, tylko
        jego,bo jak sprawa zmierza ku powazniejszym deklaracjom, on ucieka albo robi
        sie coraz trudniejszy we wspolzyciu a w koncu jest nie do wytrzymania i tak to
        sie wszystko konczy.
        Pierwsza z nich juz jest zona innego,ma z nim dziecko.

        Druga ciagle jeszcze jest z nim ale widze jak powoli oddalaja sie od siebie. A
        bylam swiadkiem jak poprosil ja o reke. Bylo to 4 lata temu. W tej chwili
        ciagle sa na tym samym etapie.

        Naprawde jest to czlowiek, ktory kocha matke, kocha swojego syna troszczy sie o
        nich, ma przyjaciol,jest lubiany. A z kobietami mu nie wychodzi.
        A z drugiej strony chcialby byc z kims na zawsze tak przynajmniej deklaruje.

        Jak poznal swoja obecna dziewczyne, byl taki uskrzydlony, taki zakochany, juz
        myslalam ze wreszcie ten strach w nim sie przelamie.
        Teraz widze, ze to tylko kwestia czasu i nastepny jego zwiazek odejdzie do
        przeszlosci, bo ile czasu moze czekac kobieta, ktora tez chce miec dzieci, dom.

        Jemu ten garb urosl, nie bylo go przedtem.

        A jego zona? Ja tez znam i jej relacje z okresu gdy odchodzila, nie oskarzala
        go, przyznala sie ze sie zakochala, ze z nim byla, ale nie byla to prawdziwa
        milosc, ze dopiero ten mezczyzna obudzil w niej to, czego nigdy nie czula. Tak
        mowila wtedy przy rozstaniu.
        Niestety jej zwiazek chocaz trwa do dzisiaj tez nie potoczyl sie po jej mysli,
        facet sie dla niej nie rozwiodl, nie ma z nim rodziny (a wiem ze chciala)
        teoretycznie chociaz sie z nim spotyka, to z nim nie jest na codzien.
        I po tych kilkunastu latach coraz gorzej mowi o swoim bylym mezu, juz nie jej
        milosc byla powodem ich rozstania, tylko jego trudny charakter.

        I tak bywa w zyciu.










    • balladynka Re: Czy faceci sa "garbaci" z charakteru czy z pr 04.06.05, 11:39
      Z plcismile)))))))))))
    • bet66 Re: Czy faceci sa "garbaci" z charakteru czy z pr 04.06.05, 11:42
      Wróżka w roli psychologa.....ma rację:
      nie bierze się faceta, którego rzuciła żona,
      ani takiego, który rzucił żonę.
      • szymon00 Re: Czy faceci sa "garbaci" z charakteru czy z pr 04.06.05, 12:34
        Nataszo jak dobrze wiesz byłem inspitacją już różnych rzeczysmile ale Ci
        publicznie przyznam, że mam awersję do rozwodników dość uzasadnioną i jestem
        przeciwny związkom takich ludzi z wolnymi, jak już to niech każdy buduje
        własny "garb" od samego początku, a nie uczestniczy w cudzym już stworzonym, a
        tacy ludzie jeszcze bardzo lubią mieszać wolnych w swe kłopoty, które de facto
        wogóle nie powinny wolnych interesować. Wolny ma się cieszyć ze związku ma coś
        budować, a nie odbudowywać i jeszcze walczyć. Problemy w związkach powinny być
        natury innej powinnymi być problemami przyszłościowymi a nie problemami czyjeś
        przeszłości.
        Każdy powinnien ze swej przeszłosci konsekwecje ponosić jak najbardziej nie
        powinno się usprawiedliwać takich rzeczy, ani próbać w jakiś dziwny sposób
        wyjaśniać.

        Aha jeszcze jedno Nataszo pochwalę się ja w swym poradnictwie w zeszłym roku
        2004 zrobiłem porządek w mailach okazało się, że udzieliłem porad około 250 na
        priv(to statystycznie byłem lepszy niż nie jeden prawnik zawodowy), i teraz;
        udzielając porady kawalerowi/pannie z dzieckiem - to miałem zawsze podkreślam
        zawsze podziękowanie z ich strony, propozycje pomocy w razie kłopotów, ludzki
        odruch, zaś udzielając porady rozowdnikowi/rozwódce rzadko to miało miejsce,
        nie wiem, co sobie myśleli, że im to się należy? odzywali się z kolejnym
        pytaniem - no teraz mają, że poprostu jak ktoś taki się odzywa, ja poprostu nie
        pomagam im i tyle. A pamiętam jak jedna próbowała focha strzelić do mnie, bo
        jej nie odpowiedziałem, to ją szybciutko na drzewo pognałem.

        pozdrawiam

        PS. propozycja kolegi jest jak najbardziej aktualna, jak dziewcze się określi
        to niech da znać, a ja idę na Sony PlayStation2 pograć mam super grę Medal Gear
        Solid 3 - muszę jeden etap przejść. papa
        • ania_rosa Re: Czy faceci sa "garbaci" z charakteru czy z pr 04.06.05, 13:08
          Przyznam się szczerze, że nie do końca rozumiem mysli przewodniej Szymona.
          Szymon, chodzi Ci o to, że ludzie z garbami powinni szukać innych garbatych, a
          nie obarczac garbami zdrowych? To trochę koślawie napisane, ale z tym sie akurat
          zgadzam. Oczywiście pisze o ogólnej regule, od której sa chlubne wyjątki.

          Ale ja mam jeszcze inną teorię, mianowicie urzednika i petenta- to tez się
          odnosi do garbów. Myslę, że dobrze jest, kiedy związek zaczyna się od jakiejśtam
          równości. Inaczej dogaduje się kawaler z panną- idealizm, amorki, miłośc aż po
          grób i te sprawy, a inaczej rozwódka z rozwodnikiem. Ale to się też rozciąga na
          wiek, doświadczenia, wykształcenie, wiele rzeczy.
          Mam tu na myśli to, że związek młodej dziewczyny z facetem po przejściach
          automatycznie zakłada pewną nierówność. Moga się bardzo kochać i akceptować taki
          stan rzeczy (bo wielu osobom on odpowiada), ale ta nierówność jest faktem. I
          taka dziewczyna zawsze będzie w pewnym sensie petentem. Oczywiście to nie
          oznacza, że związek się sypnie.

          Poza tym (to już z własnego ogródka) są jeszcze inne konsekwencje garbów. Kiedy
          wiązałam się z pierwszym męzem byłam niedoświadczoną dziewoją. Owszem, byłam
          inteligentna, ale sama inteligencja nie załatwia doświadczenia. I pewnych spraw
          zwyczajnie nie rozumiałam. Na przykład nie umiałam przyjąc dystansu do
          przeszłości mojego męża. Pewne kwestie interpretowałam zupełnie opacznie mimo
          dobrych chęci. Siedziała we mnie niepewnośc, potrzeba udowodnienia, że jestem
          lepsza od tamtych, podskórny niepokój, że sie nie sprawdzam. Kiedy czasem czytam
          posty młodych macoszek, czyli dziewczyn bez garbów (przepraszam za skróty, ale
          chyba rozumiecie, o co chodzi) widze w nich podobne rozterki, które kiedyś sama
          miałam. Rozumiem pod tym ogólne problemy z eks zonami i pasierbami. Inaczej o
          swoich eksiach piszą kobiety, które są rozwódkami i zjadły trochę życiowej soli,
          a inaczej młode macochy. Chodzi chyba o to, że syty głodnego nie zrozumie. I o
          to, że po pewnych doświadczeniach wrzuca się na większy życiowy luz, trzyma się
          dystans, jest się bardziej pewnym swojej wartości, nie upatruje się zagrożeń w
          przeszłości obecnego męza. To jest ogólna charakterystyka i nie odnosi się do
          nikogo personalnie. PO prostu myslę, że garbatym jest psychicznie łatwiej
          odnaleźć się w związku z innym garbatym.
          Teraz jestem w związku podwójnie garbatym- czyli ja rozwódka i on rozwodnik.
          Sądze, że taki układ ma wiele zalet i jest dość równy. Mimo różnicy wieku mamy
          dośc podobne przejścia.
          Nigdy nie lubiłam być petentem- mnie osobiście taka relacja nie odpowiada. Lubię
          mieć komfort rozumienia sytuacji, nie tylko intelektualnie, ale tez
          emocjonalnie. Mniej więcej wiem, co przezywał Niemąz podczas rozwodu, bo sama
          tez przez to przeszłam. Efekt jest taki, ze nasza przeszłośc nie istnieje na co
          dzien, bo nie ma o czym specjalnie gadać. Nie snują się żadne widma, wiemy
          dlaczego jesteśmy razem i wiemy tez o tym, że był kiedyś czas, kiedy
          slubowaliśmy miłość innym osobom. Tak więc po raz pierwszy nie odczuwam
          zazdrości, niepokoju i poczucia nierówności w doświadczeniach.

          A co do postu Nataszy: garb zawsze wiąże się z jakąś traumą. Rozwód to też
          trauma, bo oznacza zawiedzione nadzieje, rozsypkę marzeń i naszych wizji. Nie ma
          sensu udawac, że nie pozostawia w nas to śladu. Ludzie, którzy nie umieją o tym
          rozmawiać na pewno mają trudniej. I od tego (tzn. umiejętności uporządkowania
          siebie, odkreslenia przeszłości kreską, wyciągnięcia wniosków) uzalezniałabym
          fakt, czy ktoś pozostanie upośledzonym związkowo garbusem, czy człowiekiem z
          wartościowym garbem. Nie sądzę, aby zależało to od płci. Od charakteru zależy o
          tyle, że introwertykom czy ludziom z małym poczuciem własnej wartości trudniej
          jest się okreslić po porażce i stanąć na nogi. Ale szansę ma każdy.
          Rosa
          • balladynka Re: Czy faceci sa "garbaci" z charakteru czy z pr 04.06.05, 14:24
            Podoba mi sie pojecie petentasmile Faktycznie troche to tak wyglada:
            -Moze bysmy wyjechali na weekend? Niestety, w weekendy mamy juz rezerwacje,
            brak wolnych miejsc;
            -Moze bysmy porozmawiali, zobaczyli sie? Uprzejmie informujemy, ze najblizsze
            przyjecia interesantow we wtorek;
            -Moze bys sie rozwiodl i ozenil ze mna? Prosimy poczekac na podleczenie traumy
            do odwolania;
            -Moze bys mnie olejkiem nasmarowal na tych wyspach goracych? Zakaz smarowania
            olejkiem w obecnosci dzieci;
            -Chcialabym miec dziecko. - Dziekujemy, nie jestesmy zainteresowani, my juz
            mamy dzieci.

            Ludwinia i Lideczka to kiedys dobrze ujely i podobnego zdania (jesli dobrze
            rozumiem) jest Szymon: tzn w potocznym rozumieniu osoby "garbate" to jednak, w
            porownaniu z takim kawalerem/panna bez przeszlosci, eksa/eksi, dzieci,
            zobowiazan, traumy, rozwodu, napietego kalendarza, spraw sadowych itd to
            jednak "towar" nie pierwszej jakosci bynajmniej dla osoby wolnej, ktora
            takich "atrakcji" drugiej stronie nie funduje. O ile nie moge miec pretensji do
            M o to ze mial przeszlosc, w koncu kazdy jakas ma, o tyle mam czasem duze
            pretensje o to, ze nie ma w sobie zupelnie pokory aby zrozumiec ze ten jego
            garb bynajmniej nie jest najatrakcyjniejsza z jego czesci skladowych i moglby
            czasami przestac oczekiwac ze bede klaskac z radosci uszami na to czy tamto.
            Zgadzam sie z Ania w zupelnosci ze "garbatym" latwiej pogodzic sie z "garbem"
            partnera, zreszta widac to po naszym forum. Te macoszki ktore same przezyly
            podobne problemy radza sobie z macochowaniem znacznie lepiej.

            Jesli chodzi o temat przewodni to odpowiadajac powaznie, mysle ze "wplyw garba
            na stosunki miedzyludzkie" jest wypadkowa charakteru i przezyc. Gdyby nie
            przezycia nie bylibysmy tym kim jestesmy, z kolei charakter decyduje o naszej
            reakcji na dane przezycia i na to jak one na nas wplyna.
            • szymon00 Re: Czy faceci sa "garbaci" z charakteru czy z pr 04.06.05, 14:52
              balladynka napisała:

              > Ludwinia i Lideczka to kiedys dobrze ujely i podobnego zdania (jesli dobrze
              > rozumiem) jest Szymon: tzn w potocznym rozumieniu osoby "garbate" to jednak,
              > w porownaniu z takim kawalerem/panna bez przeszlosci, eksa/eksi, dzieci,
              > zobowiazan, traumy, rozwodu, napietego kalendarza, spraw sadowych itd to
              > jednak "towar" nie pierwszej jakosci bynajmniej dla osoby wolnej, ktora
              > takich "atrakcji" drugiej stronie nie funduje.

              odp: o to właśnie mi chodziło; dodam jeszcze, że wolna osoba prócz tego, że nie
              funduje człowiekowi z przeszłoscią takich atrakcji, to jeszcze człowiek z
              przeszłoscią czasami ma jakieś roszczenia wobec osoby wolnej stawia się i
              zachowuje się tak jakby był nie wiadomo jaki był atrakcyjny.

              I dlatego "wolni" jeśli wiążecie się z człowiekiem z przeszłoscią - a ten
              stawia jeszcze fochy, wywalić mu takiego kopa, wziąść nogi za pas i się nie
              zastanawiać; nawet nie próbować go zrozumieć i przyjmować ewentualnych
              wytłumaczeń. Będziecie zdrowsi, spokojniejszy; lepiej mieć kilka mięsęcy bólu,
              niż potem żałować całe życie swej decyzji.

              Co do tego czy garbaty szybciej się dogada z garbatym - to prawda. Ale też
              trzeba mieć na uwadze, że niektórych ich własne garby niczego nie uczą.

              pozdrawiam
              • natasza39 Re: Czy faceci sa "garbaci" z charakteru czy z pr 05.06.05, 00:20
                Może i masz rację szymon...
                Mnie jest ok, bo sama cierpię na syndrom "garba". gdybym była panienka, to
                pewnie nie zdecydowałabym sie na związek z facetem rozwodnikiem, chyba że ....
                wszyscy spotkani kawalerzy byliby bardziej "posrani" niż rozwodnik.

      • nina73 Re: Czy faceci sa "garbaci" z charakteru czy z pr 05.06.05, 09:29
        Chyba nie dokońca masz racje,jeszcze trzeba sie dowiedzieć dlaczego się
        rzucili. Moj M rzucił swoją byłą dla świętego spokoju a nie dla innej kobiety.
        Zresztą jego własna była tesciowa nadal twierdzi ze nie ma do niego żalu i
        właściwie to sie nie dziwi. Jego dziecko mieszka z nami.
        Mojego przyjaciela zostawiła żona (zostawiła mu też 2 dzieci) i poszła sobie do
        bardziej rozrywkowego życia (alkohol, imprezy), nawet nie zna jej miejsca
        pobytu,czasem dzwoni do dzieci nie wiadomo gdzie jest. Taka sytuacja trwa juz
        ładnych kilka lat. Mimo to obaj faceci garba nie mają. Jak na to patrzę to ja
        mam go o wiele bardziej po moim jakże "udanym" małzeństwie.
        • ania_rosa Re: Czy faceci sa "garbaci" z charakteru czy z pr 05.06.05, 12:27
          Nina, ja myslę, że -aby uproscić- przez garb rozumie się wszelkie zawody i
          porazki zyciowe. Wiadomo, ze mąz narkomanki, alkoholiczki i prostytutki w jednym
          będzie mieć większego garba, niz ten, co się rozstał z żoną kulturalnie. Obaj
          jednak przezyli zyciową klęskę, bo kiedyś zamierzali spędzić z daną kobietą
          zycie ( i vice versa, bo do rozwódek odnosi się to samo). Czyli obaj mają garba.
          Poza tym garb garbowi nierówny i wbrew temu, co napisałam na początku, czasem
          bywa tak, że większego garba nosi ten, kto nie dostał aż tak strasznie po tyłku.
          Dlaczego? Odpowiedź jest prosta- kiedy mąz cię zdradza, bije, wyzywa itd, to
          rozwód jest w jakimś sensie racjonalny. Cierpisz, ale Twoje cierpienie jest
          jasne- wiadomo, skąd pochodzi. Tymczasem jest wiele związków, w których
          rozstanie wybucha jak bomba i ludzie długi czas zadają sobie pytanie "dlaczego
          własnie ja? Czemu to na mnie padło?". I szukanie odpowiedzi na to pytanie bywa
          czasem bardziej bolesne niż przy oczywistych krzywdach i oczywistych rozwodach.
          Ty piszesz, że sama Jesteś po rozwodzie, podobnie jak Twój M. Czyli oboje
          jesteście garbaci wink Trudno powiedzieć, jakbyś to odbierała mając 20 lat i będąc
          życiową tabula rasa. Napisałam w poprzednim poście, jak ja odbierałam taką
          sytuację- po prostu nie mogłam jej zrozumiec, nie mogłam zrozumiec swoich
          reakcji i swojego exa. Przyczyna jest banalna i kolokwiala: wyżej dupy się nie
          podskoczy. Nie byłam w stanie ogarnąć czegoś, co było zupełnie poza mną. Wierzę,
          że są ludzie o tak dużej inteligencji emocjonalnej, wrodzonej mądrości zyciowej
          itd., że sobie radzą z garbatymi, choć sami garbów nie posiadają. Myślę jednak,
          że częściej sobie nie radzą.
          I zgadzam się z interpretacją Balladynki odnośnie petentów. Tak to niestety działa.
          Rosa
          • szymon00 Re: Czy faceci sa "garbaci" z charakteru czy z pr 05.06.05, 13:10
            ania_rosa napisała:

            > Wierzę, że są ludzie o tak dużej inteligencji emocjonalnej, wrodzonej
            > mądrości zyciowej itd., że sobie radzą z garbatymi, choć sami garbów nie
            > posiadają.

            odp: Aniu, człowiek niegarbaty o powyższych cechach które wymieniłaś nie będzie
            się nawet pchał w związek z garbatym, bo po co mu kłopoty lub borykanie się z
            ciężarem, który go tak naprawdę go nie dotyczy. Też wierzę, że są ludzie
            inteligetni o zdrowym podejściu do życia i im przyklaskuję.

            > Myślę jednak, że częściej sobie nie radzą.

            odp: nie to że nie radzą, tylko prócz miłości jest jeszcze taki czynnik jak
            zdrowy rozsądek.

            A jeszcze dodam: nie na darmo chyba nasza mamusia z tatusiem nam tłumaczą,
            kiedy to my sami nie jesteśmy garbaci a kiedy to poznają naszego wybranka czy
            wybrankę z garbem, że w co się pchamy, że Oni zmarnują nam życie i wszelkimi
            sposobami próbują nas odwieść od takiego związku - chyba coś musi w tym być, bo
            nie jeden już garbaty zmarnował niegarbatemu życie.

            A jeszcze jedno: wyobraźcie sytuacje, że Wasze dziecko syn czy córka z czystym
            kontem, przyprowadza do Waszego domu faceta czy kobietę i przedstawia Wam i
            toku rozmowy wychodzi, że ich wybranek/wybranka jest rozwódką /rozwodnikiem i z
            poprzedniego swego małżeństwa mają dziecko/dzieci - ciekawy jestem wtedy
            Waszych reakcji? Bo teraz wszyscy ślicznie piszą o zrozumieniu, o cierpliwości,
            o miłości. Też byście znaleźli zrozumienie na taką sytuację i własne dzieci
            byście też wspieraływ takich związkach? Bo ja w przypadku syna to jeszcze jakoś
            przymknąłbym oko, jakoś bym zdzierżył, ale przy córce to już napewno - nie.

            pozdrawiam

            pozdrawiam
            • ciemnanocka Re: Czy faceci sa "garbaci" z charakteru czy z pr 05.06.05, 13:27
              A mi sie wydaje, ze to nie jest tak prosto...
              czasem w gre wchodzi milosc i nawet za cene klopotow ktos "bez garba" pakuje
              sie w zwiazek z garbatym. Zdajac sobie w pelni z tego sprawe.
              Fakt, trzeba wiele sily na ten zwiazek... Na pewno wiele zwiazkow nie wytrzyma
              takiej proby, ale wiele tez wytrzyma...
              Nikt przeciez na sile z nikim nie jest... Czlowiek ma prawo swiadomego
              wyboru... I brnie w zwiazek dalej, dokladnie ogladajac sobie tego garba.

              A co do pytania czy faceci sa garbaci z charakteru...
              Wydaje mi sie, ze "garb" to taka ukryta choroba, ktora ma wiele osob. A
              niektore czynniki w zyciu powoduja, ze ten garb zaczyna wystawac, albo nigdy
              sie nie uaktywnia...
            • kammik Re: Czy faceci sa "garbaci" z charakteru czy z pr 05.06.05, 14:09
              szymon00 napisał(a):

              > Bo ja w przypadku syna to jeszcze jakoś
              >
              > przymknąłbym oko, jakoś bym zdzierżył, ale przy córce to już napewno - nie.

              Przyznam, ze nie bardzo do mnie dociera to rozroznienie. Na facecie, wiazacym
              sie z duetem matka plus dziecko spoczywa spory trud i odpowiedzialnosc. Na
              kobiecie zwiazanej z czlowiekiem, ktory ma dziecko z poprzedniego zwiazku - w
              najlepszym wypadku koniecznosc pogodzenia sie z faktem, ze co miesiac pewna
              czesc jego pensji idzie na alimenty i ze co jakis czas facet wybywa z domu,
              zeby sie z dzieckiem spotkac albo przywozi je do ich wspolnego domu. Oczywiscie
              mowie tu o typowych porozwodowych ukladach - dziecko przy matce, ojciec na
              dochodne.
            • lilith76 Re: Czy faceci sa "garbaci" z charakteru czy z pr 05.06.05, 15:40
              > A jeszcze dodam: nie na darmo chyba nasza mamusia z tatusiem nam tłumaczą,
              > kiedy to my sami nie jesteśmy garbaci a kiedy to poznają naszego wybranka czy
              > wybrankę z garbem, że w co się pchamy, że Oni zmarnują nam życie i wszelkimi
              > sposobami próbują nas odwieść od takiego związku - chyba coś musi w tym być, bo

              w świetle tej teorii moi rodzice jacyś naiwni i nie kumaci... oj, ja nieszczęsna, nie ma kto mi do rozumu przemówić smile
              • ania_rosa Re: Czy faceci sa "garbaci" z charakteru czy z pr 06.06.05, 16:51
                U, a ja bym nie broniła mojemu synowi wiązać się z garbatym. Córce- gdybym ją
                miała- też bym nie broniła. Garb jest pewnym kalectwem, ale jest też widomym
                znakiem, że parę beczek soli się zjadło. Natomiast napiszę zarozumiale, że dośc
                dobrze wyłapuję tych, którym garby niczego nie dały, więc przed takimi
                ewentualnie mogłabym moje dzieci ostrzegać. Ale przed resztą? A po co?
                Rosa
                • ciemnanocka Re: Czy faceci sa "garbaci" z charakteru czy z pr 06.06.05, 17:13
                  oj zgadzam sie z Toba w 100%!!!
                  czesc z nich jest takich, co na bledach sie ucza...
            • natasza39 Re: Czy faceci sa "garbaci" z charakteru czy z pr 06.06.05, 20:57
              szymon00 napisał(a):
              w przypadku syna to jeszcze jakoś
              > przymknąłbym oko, jakoś bym zdzierżył, ale przy córce to już napewno - nie.


              Z całym szacunkiem miał byś g... do gadania. Dzieci w tych kwestiach i tak
              robia co chca, a ty wrogów byś sobie tylko narobił.
              Chyba ze w wieży byś córke zamknał smile))
    • kwiatek1974 z innej bajki 04.06.05, 16:51
      może i tak jest że wolni powinni szukac wolnych, ale takie związki też sie
      rozpadają wiec dlaczego nie można dac szansy rozwodnikowi albo rozwódce to dwie
      strony medalu w tych samych sytuacjach. Zależy to również od tej osoby
      rozwiedzionej jaki był powód rozstania z tą drugą połową dlaczego tak się
      stało.
      A co powiesz Szymonie na to
      wolny facet i wolna kobieta kochali się niby, znaczy ona go bardzo pierwsza
      miłośc itp. on jej mówił że też bardzo ją kocha i zaręczają się kilka miesięcy
      przed ślubem on mówi jej że chce sie rozstac, powód nie określony nie było
      innej, było tylko słowo jego przyjaciela przeciwko niej, słowo przyjaciela
      który zrobił to specjalnie aby on ją zostawił i dalej z nim szlał, i zostawił
      ją przez słowa które nigdy nie były prawdą. On wolny dowiedział się o tym 1.5
      roku póżniej kiedy to jego przyjaciel znalazł sobie babę i przyjaźń się
      skończyła. Ona bardzo to przeżyła postanowiła wyjecha daleko, daleko od niego
      bo go kochała i nie potrafiłą o nim zapomniec i wybaczy mu tego że uwierzył
      przyjacielowi a nie osobie którą niby kochał. Kiedy dowiedział się o jej
      wyjeździe wydzwaniał do niej prosił o spotkanie, ona się zgodziła chciała,
      wyjechac przebaczając mu, on błągał na kolanach aby wróciła do niego i nie
      wyjeżdzała na drugi koniec świata ale ona nie chciała. po jakimś czasie wróciła
      załątwi tylko papiery do ślubu, na drugim końcu świata, do slubu z mezczyzną
      którego nie kochała, chciała mie tylko obywatelstwo, i nie chciała krzywdzic
      tego faceta, bo on ją pokochał. Wróciła spotkała znajomych poszli sie zabawic i
      wtedy poznała faceta który był jeszcze żonaty ale w separacji z dobytkiem w
      postaci córki, ona pokochała go od pierwszego wyjrzenia, poznali się
      zaprzyjaźnili ona powiedziała mu o swojej miłości do niego, on bronił się przed
      tym bał się że jest jego kaprysem i lada dzień wyjedzie. Zona jego miała innego
      postanowił się całkowicie wyprowadzic, ona mu w tym pomogła. Po kilku
      tygodniach przed jej wyjazdem powiedział jej że ją kocha że jest mu bardzo
      bliska i bez względu na to co by się działo w jego życiu chce z nią byc. Ona
      zostawiłą wszystko napisała list do człowieka który chciał ją przyjąc na drugim
      końcu świata, opisała mu wszystko i poprosiła o wybaczenie ,ale go nigdy nie
      kochałą i nie pokochała by go. Przebaczył jej. Ona zostałą związała się z tym
      jeszcze żonatym panem, przeżyli wiele złego i wiele dobrych chwil, urodził im
      się synek, on dostał rozwód oni wzieli ślub. Chociaż mają dużo problemów z ex
      żoną bardzo się kochają i dzielnie znoszą to wszystko synek rośnie życie płynie
      a on ją bardzo kocha ona jest teraz bardzo szczęśliwa.

      Ostatnio spotkała pierwszą miłośc z którą była on ma dziewczynę nawet fajna
      widziała ją przedstawił je sobie, ona powiedziałą że wyszłą za mąz on już
      wiedział że mają syna są szczęśliwi. Kiedy jego dziewczyna poszłą do kościoła
      on powiedział jej że żałuje że tak wtedy wyszło i bedzie żąłował tego do końca
      życia i gdyby nie byłą mężatką walczył by o jej miłośc, ona powiedziałą mu że
      jest szczęsliwa że tak się stało bo ma wspaniałego męza rodzinę i teraz dopiero
      wie co to znaczy prawdziwa miłośc i prawdziwy meżczyzna w jej życiu.

      Ona jest szczęśliwa z męzem, dba o nią wszystko przeżywają razem, i on ją
      bardzo kocha.

      PO tym co napisałam wiem sama że nie prawdą jest, że rozwodnik czy rozwódka nie
      powinni się wiąza z wolnymi osobami. Historia którą opisałam jest moją historią
      prawdziwą wycierpiałam wtedy bardzo dużo, kiedy dowiedziałam się dlaczego mnie
      zostawił wtedy. Ale teraz nie żałuję mamy z moim męzem dużo problemów ale
      jesteśmy szczęśliwi, i bardzo się kochamy. No wyrzuciłam to z siebie po tylu
      latach..................
    • kika74 Re: Czy faceci sa "garbaci" z charakteru czy z pr 06.06.05, 19:13
      zastanawiam czemu pomijacie zjawisko "garbatosci" osoby wolnej - to ze nie było
      sie żona czy męzem to nie znaczy ze nie ma sie swojego garba - toksycznych
      rodziców czy paskudnego związku na grzbiecie ?? Takie małe pytanko ode mnie smile
      Pozdrawiam wszytskich serdecznie
      • ania_rosa Re: Czy faceci sa "garbaci" z charakteru czy z pr 06.06.05, 20:15
        Pomijamy, bo wątek dotyczy ludzi z odzysku, więc problem jest omawiany tylko w
        ich kontekście. Gdybyśmy mieli się rozdrabniać na wszelkie garby ludzkie.... Kto
        ma ochotę na habilitację? wink
        Rosa
        • natasza39 Re: Czy faceci sa "garbaci" z charakteru czy z pr 06.06.05, 20:56
          zgadzam się z a_rosą, zasadniczo każdy ma jakiś "garb". Skupmy się na tych
          związanych z rozwodem i tak obdzielimy nimi wszystkie wielbłady światasmile))
          • kika74 Re: Czy faceci sa "garbaci" z charakteru czy z pr 06.06.05, 21:15
            Moze i racja smile))))))
    • madziaost Re: Czy faceci sa "garbaci" z charakteru czy z pr 07.06.05, 09:47
      no to się wtrącę...
      ja z tych garbatych do kwadratu. na dodatek oboje z własnymi dziećmi, teraz
      doszły wspólne. mimo że garbata, zachowywałam się jak "młoda macoszka" o
      prostych plecach, miałam straszne kompleksiory odnośnie eks, że ona taka
      wykształcona, w tak szanowanym zawodzie (transplantolog), a ja taki przyziemny
      bankier po prywatnej szkole za pieniądze rodziców. mój M często dawał mi do
      zrozumienia, że ma głęboko w poważaniu eksi w/w "zalety", ale i tak się
      gryzłam. dziękuję ani_rosie za słowa, które mnie troszkę ustawiły. za pochwałę
      garba, który był/jest szkołą życia i temperówką wrednych charakterków i
      zachowań. po raz pierwszy zobaczyłam w nim coś pozytywnego i nie muszę się go
      wstydzić.

      pozdrawiam. magda.
    • leeya Taszka, udusze!!!! 07.06.05, 16:13

      Musialas pisac o garbach?? Przez ostatnie 3 dni chodze i zastanawiam sie nad
      soba. To znaczy czy moj garb jest z charakteru czy z tego co przezylam... I za
      cholere nie wiemsad Ale wiem jedno... Nie chce obarczac moim garbem nikogo. I
      tak na prawde nie mam tu na mysli Julki... Kurna, za duzo we mnie strachu,
      obaw, asekuratyzmu. To tak, jak z tym facetem, ktory jak zaczyna sie cos robic
      powaznie to schrzania, tyle tylko, ze ja nie dopuszczam do sytuacji powaznych...

      Leeya
      • natasza39 Re: Taszka, udusze!!!! 07.06.05, 20:34
        Jedyne wyjście, moja droga, to znaleść faceta z garbem "wklęsłym". Jak się już
        taka "wklęsłość" do garbatości "wypukłej" dopasuje, to na bank będzie to
        właśnie!!!!

        Teź kiedyś miałam takie dylematy.
        Teraz mi coraz lepeij mój garbik do jego przylega.
        Może i fakt, że lepiej pasuje do "faceta z przeszłością" "kobita po
        przejściach", ale to juz chyba Osiecka przede mna odkryłasmile))

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka