kasian27
11.12.06, 15:45
musze znowu sie wygadac. w ostatnim czasie w naszym domu tyle sie dzialo, ze
nie potrafimy jakos wrocic do normalnosci. ja czuje sie niepotrzebna,
zastanawiam sie nad swoim dalszym zyciem, jedyna radosc sprawia mi maly ale
czuje sie nieatrakcyjna a M ma coraz wiecej problemow i pretensji. wystarcza
dwa zdania zeby doprowadzic mnie to lez i przez ten weekend udalo mu sie to
wielokrotnie.
wiem, ze w duzej mierze sama jestem winna,ale...
pisalam Wam, ze M przewaznie jest w domu na weekendy, wiec zawsze jest to
pewnego rodzaju swieto, przygotowuje wiecej jedzenia, jemy wspolne posilki w
pokoju itp. w sobote bylismy u jego corki, jak wracalismy to powiedzialam mu,
ze szkoda mi jej ( tam gdzie teraz mieszka do przystanku jest 2 km a do
najblizszego sklepu 15 km) bo taka mloda i skomplikowala tak sobie zycie. mam
nadzieje, ze jej tam dobrze, on skwitowal to, ze sama sobie taki los
zgotowala i byl koniec rozmowy. w niedziele wstalam pozno bo mialam straszny
bol plecow,M byl obrazony bo nie wstalam razem z nim i nie przygotowalam mu
sniadania, obiad to byla juz zupelna porazka bo byly ziemniaki a on podobno
sie odchudza i zrobilam to specjalnie! wieczorem zjadl 2 czekolady i pol
ciasta i chyba zapomnial o odchudzaniu. powiedzial mi, ze nie dbam o dom i
wczoraj widzial pajeczyne na jego wedce za szafa. dodam jeszcze, ze w tym
wszystkim jest jeszcze synek, M od jego urodzenia ani razu nie wstal w nocy
do niego, ani razu go nie przewinal, nakarmil go moze 5 razy, liczylam sie z
tym zachodzac w ciaze, ale teraz kiedy on mi wypomina, ze ja nic nie robie to
boli. zastanawiam sie nad powrotem do pracy, ale szkoda mi synka. najgorsze
jest to ,ze z M bardzo ciezko sie rozmawia, jemu poprostu po pewnym czasie
przechodzi, a ja nie potrafie tak zapomniec. sama juz nie wiem co sie dzieje,
czy on tak sie przejmuje corka, a moze rzeczywiscie to ja jestem beznadziejna?