Dodaj do ulubionych

kiedy nie da sie pogodzic potrzeb wszystkich...

29.11.08, 17:49
czyli naszego miesiecznego malenstwa i mlodej. M zakomunikowal mi
ostatnio ze chce wyjechac z corka podczas przerwy swiateczej albo
ferii. Na tydzien. Do cieplych krajow (taki mieli do tej pory
zwyczaj) albo na narty. Co oznacza, ze ja zostaje sama w domu. No bo
zadna z tych opcji nie nadaje sie dla mojego malego. Mam
protestowac? Poprosic zeby zostal? I bedzie sie snul z wyrzutami
sumienia i z mina Osoby Ktora Sie Poswiecila na twarzy? Sama nie
wiem. Powiedzial ze jeszcze nic ostatecznie nie postanowil, ale
obawiam sie ze to ostatecznie to tylko kwestia wyboru gdzie, a nie
czy...
Obserwuj wątek
    • nsc23 Re: kiedy nie da sie pogodzic potrzeb wszystkich. 29.11.08, 19:24
      Matie, ale czemu nie mozesz jechac tez z mlodym? Jezeli nie planuja 12
      godzinnego lotu do Tajlandii to chyba nie jest problem zabrac ponad
      dwumiesieczne dziecko?
    • gatsien Re: kiedy nie da sie pogodzic potrzeb wszystkich. 29.11.08, 21:04
      Rodzina chyba powinna jeździć razem...
      Albo nie jedziecie nigdzie, bo macie małe dziecko (oboje, a nie tylko Ty!),
      które nie nadaje się na wyjazdy, albo jedziecie całą rodziną z uwzględnieniem
      komfortu najmłodszego jej członka. Innej opcji dla mnie by nie było.
    • 13monique_n Re: kiedy nie da sie pogodzic potrzeb wszystkich. 29.11.08, 22:24
      Matie, a cóż to za dziwne "moje Małego"? To Twój M. nie jest jego ojcem? Nie
      poczuwa się? A może (bo chyba jednak tym ojcem jest) warto, aby M wziął pod
      uwagę to, że OBOJE macie miesięczne, a w przerwie światecznej to już
      dwumiesięczne, dziecko. I jeśli ma byc jakiś wyjazd, to chyba póki co wg zasady
      "wszyscy, albo nikt".

      Ja wiem, że sama zalecam urywanie się dzieciom w sąsiednim wątku, ale urywanie
      się nowonarodzonemu dziecku i żonie, która to dziecko urodziła, to jednak jest
      przesada. Nawet dla drugiego dziecka. I błagam, niech nikt nie pisze, że mała
      jest taka bieeeeeeedna, bo tatuś z mamusią się rozwiedli. Rozwiedli się. tata o
      nią dba, rzekłabym że do przesady. Ale tata ma też żonę i malutkiego synka - oni
      TEŻ (Q...a mać!) go potrzebują.
      • zabelina Re: kiedy nie da sie pogodzic potrzeb wszystkich. 29.11.08, 22:57
        popieram to co napisała 13monigue_n: macie malutkie dziecko, a w tym czasie nie
        wyjeżdża się na wakacje...porozmawiaj z nim o tym spokojnie Matie...trzymam kciuki
        • marusia1 Re: kiedy nie da sie pogodzic potrzeb wszystkich. 29.11.08, 23:27
          Również popieram poprzedniczki. Powinniście spędzić np. przerwę między świętami
          całą rodziną. Odradzałabym lot samolotem z takim maluchem, bo zawsze szkoda mi
          płaczących dzieci podczas różnic ciśnieniowych. Ludziom dorosłym łatwiej je
          znosić niż dzieciom. Wybrałabym miejsce np. Krynicę Zdrój, gdzie można pojeździć
          i na nartach, na łyżwach, itd. i pospacerować. W pobliżu jest też ciekawa
          okolica i dużo atrakcji dla dzieci. I Twój M. pędziłby czas tylko z córką i Wy
          wszyscy razem.
          • nsc23 Re: kiedy nie da sie pogodzic potrzeb wszystkich. 30.11.08, 00:02
            Z takim maluchem mozna spokojnie i dalej pojechac, tylko trzeba chciec. Jezeli
            matie ma ochote pojechac w czworke, to niech jada w jakies miejsce razem smile moze
            sie jakos maz matie przekona, ze da sie dwoje dzieci pogodzic i da sie pogodzic
            corke z zona smile
    • marusia1 Re: kiedy nie da sie pogodzic potrzeb wszystkich. 29.11.08, 23:28
      Jeszcze jedno - gdy raz zostaniesz w domu, jest więcej niż pewne, że nastepnym
      razem też zostaniesz.
    • adela38 Re: kiedy nie da sie pogodzic potrzeb wszystkich. 29.11.08, 23:35
      To jest straszne co piszesz.Szkoda ze dalas sie wrobic w taka sytuacje.Jesli
      pana nie postawisz dso pionu i uparcie nie bedziesz zadac rownego traktowania
      dzieci, bedziesz cierpic zarowno ty jak i twoj syn.
      Ja osobiscie nie wyobrazalabym zyc z czyms/kims takim.Toz to juz lepiej panu
      spakowac walizke i zmienic zamki w drzwiach i po powrocie zakomunikowac, ze
      pozew juz sadzie... o alimenty i zabezpieczenie rodziny oczywiscie...No ale ja
      jestem z tych wrednych, co nie daja swoich dzieci (i siebie tez) krzywdzic...
      • zabelina Re: kiedy nie da sie pogodzic potrzeb wszystkich. 29.11.08, 23:51
        Matie, powiedz mu zwyczajnie, że Ty go w tej chwili potrzebujesz, nie mniej niż
        Mloda...
    • jowita771 Re: kiedy nie da sie pogodzic potrzeb wszystkich. 30.11.08, 10:40
      A gdybyście nie byli rodziną patchworkową, tylko byłabyś matką obojga dzieci, to
      tatuś tez zabrałby starsze i pojechał zostawiając młodsze z mamą? A czy na każdy
      wyjazd jechałby tatuś, czy mama też by mogła się urwać zostawiając młodsze
      dziecko z ojcem?
    • kicia031 Re: kiedy nie da sie pogodzic potrzeb wszystkich. 30.11.08, 15:13
      Piszsz, ze on jeszce nie postanowil...
      Czy nie jestescie rodzina? czy nie powinniscie takich decyzji podejmowac wspolnie?

      To ze mozna gdzies pojechac z dzieckiem - moim zdaniem latwiej z niemowleciem
      przy piersi niz z roczniakiem czy dwulatkiem - to chyba sprawa drugorzedna.
      Wazne, zebyscie takie decyzje podejmowali wspolnie, biorac pod uwage potrzeby
      wszystkich czlonkow rodziny.

      Kiepski to partner i ojciec, ktory liczy sie wylacznie z jednym dzieckiem, a nie
      z potrzebami zony w pologu i mlodszego dziecka.

      Mi sie wydaje, ze czeka was malo przyjemna rozmowa - tylko sie nie wsciekaj, to
      nic nie da. Ale sprobuj mu racjonalnie wylozyc, ze czasy,,kiedy byl singlem z
      corka sie skonczyly.

      bardzo ci wspolczuje, musi ci byc bardzo przykro.

      PS a mlodej chyba bardziej niz wyjazd posluzylby czas spedzony na nawiazywaniu
      wiezi z rodzenstwem i proby uswiadomienia sobie, ze nie jest mniej kochana, ale
      ze za to mus sie liczyc z potrzebami innych ludzi wokol siebie.
      • 13monique_n Re: kiedy nie da sie pogodzic potrzeb wszystkich. 30.11.08, 21:05
        Podpiszę się pod tym, co pisze Kicia i Marusia :
        1. Decyzje podejmuje się WSPÓLNIE. Te z nas, dla których to drugi związek,
        dobrze już o tym wiedzą
        2. Jesli teraz zostaniesz, to stworzysz precedens, który u M się ugruntuje na
        mur - "sraczka" na punkcie córeczki, a synek z mamusią w domu, czy na drugim planie
        3. Twój M ma DWOJE dzieci i powinien to sobie uświadomić. I dbać o OBOJE.
        4. Jego córka jest siostrą małego i powinna się zacząć uczyć, że nie jest już
        jedynaczką. A rodzeństwo to fajna sprawa
      • chalsia Re: kiedy nie da sie pogodzic potrzeb wszystkich. 30.11.08, 23:12
        > Kiepski to partner i ojciec, ktory liczy sie wylacznie z jednym dzieckiem, a ni
        > e
        > z potrzebami zony w pologu i mlodszego dziecka.

        Wątek ten sprowokował do wspomnień.
        Współczuję bardzo. Jak dla mnie sytuacja niedopuszczalna.
        Ja to tylko mogę skomentowac tak, że i tak masz lepiej niż "moja" nexia.
        W miesiąc po porodzie wylądowała w szpitalu z dzieckiem z powodu bezdechu. I
        jakiś miesiąc później jej partner -mój eks- pojechał sobie sam na narty za
        granicę bo "musiał odpocząć". Dodam, że drugi raz wyciął taki numer, bo mnie z
        dzieckiem 3 miesięcznym też tak "załatwił"- musiał się odciąć od życia
        codziennego. Z racji spraw zdrowotnych wspólny wyjazd odpadał.
        W obu przypadkach nie było tu motywu chęci spędzenia czasu z innym dzieckiem.
        No cóż, są ludzie ludzie i ludzie -taborety.
        • kicia031 chalsia 01.12.08, 09:29
          Mnie tez to popycha do wspomnien. Kiedy moj Ex mial 2 latka, jego
          ojciec wyprowadzil sie na rok do innego miasta. Kiedy nasz sym mial
          troche ponad rok, Ex zalatwil soebie prace w innym miescie. Kiedy
          corka jego i Nexi miala kilka miesiecy , tez sobie zaaltwil prace w
          innym miescie i zostawil sama na 5 dni w tygodniu kobiete z 6
          miesiecznym niemowleciem w zagrozonej ciazy blizniaczej. Tzn,
          przepraszam, nie sama, wszak wynajal nianie wink)

          Sek w tym, ze wzorce rodzinne utrwalalaja sie i czasami trudno je
          przelamac - dlatego nie pozwolmy tego zrobic naszym dzieciom.
    • krowa_laciata Re: kiedy nie da sie pogodzic potrzeb wszystkich. 30.11.08, 17:18
      Matie, szczerze współczuję. Najwyraźniej Twój M za wszelką cenę chce
      pokazać młodej, że nic się nie zmieniło w związku z pojawieniem się
      małego. Tymczasem zmieniło się i to wiele, a przynajmniej powinno
      się zmienić. To normalna kolej rzeczy, że narodziny dziecka
      zmieniają życie tak rodziców jak i starszego rodzeństwa i to nie
      tylko w takiej jak Wasza sytuacji. U mnie nawet 4 latek
      rozpieszczony do granic możliwości musiał to przyjąć do wiadomości i
      nie wymagać wszystkiego na już tu i teraz. Jedyne co nie powinno
      ulec zmianie to świadomość starszego dziecka, że jest tak samo
      kochane.
      Mieli taki zwyczaj? Ok. Tyle, że wraz z pojawieniem się dziecka
      niektóre zwyczaje się zmienia. Ty zapewne też jakieś miałaś i
      musiałaś je zmienić... więc dlaczego tylko Ty skoro dziecie nie jest
      tylko Twoje? Ciekawe jak chłop by zareagował gdybyś Ty stwierdziła,
      że miałaś zwyczaj wyjeżdżać w święta do rodziców/cioci/babci i on
      musi zostać z małym bo jeździłaś zawsze sama.
      Zgadzam się, że powinnaś z M porozmawiać. Spokojnie i rzeczowo w
      miarę możliwości, nerwy czy obraza mogą wywołać odwrotny skutek.
      Przynajmniej w przypadku mojego tak było, kiedy poraz kolejny
      rozwalił plany weekendowe bo eks zadzwoniła, że MUSI przyjechać po
      dzieci/do dzieci/przywieźć kasę na nowe buty czy cośtam i poleciał.
      Wkurzyłam się, wygarnęłam co myślę... i tak pojechał, a do tego
      zarzucił mi, że go nie rozumiem, nie szanuję i nie znoszę jego
      dzieci, a sama w takiej sytuacji też pewnie bym pognała nie licząc
      się z nim.
      To chyba jedyne wyjście bo inaczej będziesz się bardziej męczyć niż
      cieszyć tym związkiem i będzie Cię zżerał żal w związku z Waszym
      synkiem i poczucie, że jest "gorszym" dzieckiem dla Twojego M.
      Pozostaje mieć nadzieję, że coś trafi do niego i nie jest typem
      faceta (jak mój) który za cholerę nie potrafi pogodzić bycia
      ojcem "na dwa domy".
      • adela38 Re: kiedy nie da sie pogodzic potrzeb wszystkich. 30.11.08, 20:21
        Mysle tez ze warto w rozmowie z nim poruszyc sprawe plci dziecka...Sa faceci
        ktorzy swoje corki traktuja jak bez mala swoje kobiety... zwykle sa oni dosc
        oschli w stosunku do synow...
        Takie bardzo obojetne podejscie do swojego jedynego i pierwszego syna moze tez
        miec jakies "drugie dno"...
    • sylvia_b Re: kiedy nie da sie pogodzic potrzeb wszystkich. 01.12.08, 10:54
      Matie, nie daj się i koniec kropka. Życie twojego męża zmieniło się wraz z
      pojawieniem się drugiego dziecka, więc przyzwyczajenia też powinny się zmienić.
      Koniec z wyjeżdżaniem z jednym dzieckiem, bo tak zawsze było.
    • missing_meltemi Re: kiedy nie da sie pogodzic potrzeb wszystkich. 01.12.08, 12:48
      A ja mam nieco mniej radykalny pogląd na ten temat, może już trochę z
      perspektywy czasu... Mamy dwójkę własnych dzieci i córkę M z poprzedniego
      małżeństwa. Po urodzeniu młodszego dziecka powstała oczywiście kwestia wyjazdu
      na ferie zimowe z pozostałą dwójką. W pierwszej chwili też byłam rozczarowana i
      nieszczęśliwa na myśl że miałabym z malutką zostać sama. Wspólny wyjazd na
      narty z dwumiesięcznym dzieckiem wydawał mi się jednak wtedy zbyt karkołomny.
      Oczywiście jak bym się uparła to nikt by na te ferie nie pojechał…
      Wynegocjowaliśmy ostatecznie, że zamiast 7 dni będzie to dni 5 a ja dzięki temu
      spędziłam cudowne, spokojne dni z córeczką, mogłam poświęcić jej cały czas,
      wysypiać i wylegiwać się w jej rytmie. I zwyczajnie wtedy odpoczęłam smile
      Pozdrawiam wszystkie dziewczyny. Czytająca forum regularnie. m
      • kopina77 Re: kiedy nie da sie pogodzic potrzeb wszystkich. 01.12.08, 14:20
        Matie zgadzam się z Adelą,ten emocjonalny kontakt Twojego męża z
        córą jest zastanawiający.Rozumiem że w pierwszym związku przelał
        swoje wszystkie uczucia na córcię, bo z kobietą nie wyszło.Znam
        takie typy...
        Wierzę że Twój mąż kocha Ciebie i Waszego synka tylko trochę się w
        tym pogubił....
        Mój Skarb też w tamtym roku(nasza Córciq miała 3 miesiące) wpadł na
        pomysł że nas zostawi a z dziećmi pojedzie na nart,krew mi napłynęła
        do mózgu i myślałam żę zemdleję.Ja z depresją poporodową, niewyspana
        rozdarta wewn, z obolałym ciałem(jeszcze) po urodzeniu 4,5 kilowego
        dziecka, a mój M. musi z dziećmi odpocząć i zrelaksować.Popieram
        dziewczyny.Narodzenie dziecka to zmiana dla całej rodziny czy to nam
        się podoba czy nie.
        To zależy od kobiety.Dla Missing...był to czas relaksu, dla mnie
        byłby to czas psychozy...
        • marusia1 Re: kiedy nie da sie pogodzic potrzeb wszystkich. 01.12.08, 21:35
          Co innego - kwestia wyboru, a co innego - zostać postawioną pod ścianą, bo ...
          taki był zwyczaj. Małe dziecko w rodzinie zmienia wszystko i przynajmniej na
          początku to jemu powinna podporządkować się cała rodzina (i obolałej matce).
          Później, o ile rodzice chcą się podzielić dziećmi i wakacjami - OK. Jeden z
          moich kolegów dzielił się urlopem z żoną, by zapewnić synkowi opiekę i wypełnić
          czas wakacyjny, ale zawsze wyjeżdżali też wspólnie. Nie mam własnych dzieci, ale
          swoje życie też musiałam przestawić na pasierba. I nie przyszło mi do głowy
          powiedzieć, że zwyczaje miałam inne. W końcu zostaliśmy rodziną.
    • marioladabr Re: kiedy nie da sie pogodzic potrzeb wszystkich. 01.12.08, 14:13
      Ja też mam inny pogląd jak większość wypowiadających się macoszek.
      Często zdarza się, że mój M. zabiera swoich synów i spędza z nimi
      czy wekendy, czy część feri lub wakacji. Kiedyś jak nie mieliśmy
      wspólnego dziecka uczestniczyłam w tych wyjazdach. Ale jak pojawił
      się młody na świecie i był niemowlęciem to z przyjemnością
      zostawałam z nim sama. Teraz młody ma 5 lat i nadal tata spędza czas
      z dziećmi - bezemnie.
      Nie widzę w tym nic krzywdzącego, mogę wyjechać do rodziców, spędzić
      czas z koleżankami, powłuczyć się po sklepach czy chociażby
      poleniuchować i łazić cały dzień w piżamie.
      Ale podstawowa kwestia u Ciebie Matie, to jak Ty się z tym czujesz.
      Bo jeśli Tobie bardzo przeszkadza fakt zostania samej, bo np.masz
      obawy czy sobie dasz radę przez tydzień, albo po prostu będziesz
      czuła się bezpieczniej z partnerem, to musicie to przedyskutować.
    • zielonaporzeczka Re: kiedy nie da sie pogodzic potrzeb wszystkich. 01.12.08, 15:50
      Ja tez jestem daleka od radykalnych osądów. Pewnie w wakacje będę miała podobne
      dylematy, i raczej nie będę oczekiwać że mój NM nie pojedzie z młodą na wakacje
      tylko dlatego, że ja nie mogę jechać. Do tej pory przerabialiśmy wyjazdy we
      trójkę, wyjazdy bez młodej jak również takie gdzie ja wolałam zostać w domu albo
      wybrać się gdzieś sama i w żadnym przypadku nikomu krzywda się nie stała.
    • liz-beauty Re: kiedy nie da sie pogodzic potrzeb wszystkich. 01.12.08, 18:38
      Jejku, Matie. Napisz, ze postanowiliscie jechac we czworo do Krynicy, jak
      radzila chyba Marusia. Albo gdzie indziej, gdzie mozna chodzic z Maluszkiem na
      spacerki, a Mloda moze szalec na nartach, z tata, albo z Toba (nie wiem, czy
      jezdzisz? czy bedziesz jeszcze karmic? jak sie w ogole fizycznie czujesz?) Nic
      tez nie piszesz o relacji Mloda-Maly...
      • nangaparbat3 Re: kiedy nie da sie pogodzic potrzeb wszystkich. 01.12.08, 22:23
        >>>Nic
        tez nie piszesz o relacji Mloda-Maly...


        Pewnie ze nie, bo tu nie chodzi o dzieci, tylko o wladzę.
        I nie ma znaczenia, kto z kim i kiedy pojedzie, jesli i MAtie, i Jej mąż wciąż
        bedą chcieli stawiac na swoim, a nie na wspólnym.
        • marioladabr Re: kiedy nie da sie pogodzic potrzeb wszystkich. 02.12.08, 10:02
          nangaparbat3 napisała:

          > >>>Nic
          > tez nie piszesz o relacji Mloda-Maly...
          >
          >
          > Pewnie ze nie, bo tu nie chodzi o dzieci, tylko o wladzę.
          > I nie ma znaczenia, kto z kim i kiedy pojedzie, jesli i MAtie, i
          Jej mąż wciąż
          > bedą chcieli stawiac na swoim, a nie na wspólnym.


          O władzę?! Nie wiem, może i tak... ale w takim wypadku jak Matie za
          wszelką cenę będzie chciała postawić na swoim i uziemi M z córką to
          nie będzie przejaw jej władzy? Ja jestem zdania, że trzeba iść na
          kompromisy. Któraś pisała - że może nie 7 dni a 5 dni. Chyba sobie
          Matie poradzi sama z maluszkiem. A może Ty Matie w tym czasie
          wyjedziesz do rodziców, cioci, babci... a może zaprosisz kogoś do
          siebie... Ja myślę, że można w tej sprawie osiągnąć kompromis bez
          wojny i pokazywania WŁADZY.
          • nangaparbat3 Re: kiedy nie da sie pogodzic potrzeb wszystkich. 02.12.08, 14:19
            marioladabr napisała:

            > O władzę?! Nie wiem, może i tak... ale w takim wypadku jak Matie za
            > wszelką cenę będzie chciała postawić na swoim i uziemi M z córką to
            > nie będzie przejaw jej władzy?

            No przecież w tym rzecz.

            Ja jestem zdania, że trzeba iść na
            > kompromisy. Któraś pisała - że może nie 7 dni a 5 dni. Chyba sobie
            > Matie poradzi sama z maluszkiem. A może Ty Matie w tym czasie
            > wyjedziesz do rodziców, cioci, babci... a może zaprosisz kogoś do
            > siebie... Ja myślę, że można w tej sprawie osiągnąć kompromis bez
            > wojny i pokazywania WŁADZY.

            Też tak myśle. Tydzien sam na sam z noworodkiem - bezcenny. Cudowna okazja, zeby
            wyluzowac na maksa (oczywiscie pod warunkiem, ze dziecko i matka są zdrowi).
            Jak corka miala miesiąc, spakowalam manatki i pojechalam na wieś (zawieźlismy
            tam wcześniej pralke automatyczna z lekka się rozlatującą, ale prala), miałam
            swiety spokój i chwile prawdziwego wytchnienia, mimo pieluch (pampersy juz
            sprzedawali, ale za bajońskie dla nas pieniadze), wiec troche mnie meczylo
            wieszanie ich na podwórzu (po cesarce). Maz przyjeżdżal na weekendy, za każdym
            razem wpadal w oslupienie, jak sie to małe przez tydzień rozwinęlo.
            No ale ten wyjazd to była moja decyzja, o czyni róznicę. I lato było.
            • adela38 Re: kiedy nie da sie pogodzic potrzeb wszystkich. 02.12.08, 21:48
              nangaparbat3 napisała:

              > marioladabr napisała:
              >
              > > O władzę?! Nie wiem, może i tak... ale w takim wypadku jak Matie za
              > > wszelką cenę będzie chciała postawić na swoim i uziemi M z córką to
              > > nie będzie przejaw jej władzy?
              >
              > No przecież w tym rzecz.
              >
              > Ja jestem zdania, że trzeba iść na
              > > kompromisy. Któraś pisała - że może nie 7 dni a 5 dni. Chyba sobie
              > > Matie poradzi sama z maluszkiem. A może Ty Matie w tym czasie
              > > wyjedziesz do rodziców, cioci, babci... a może zaprosisz kogoś do
              > > siebie... Ja myślę, że można w tej sprawie osiągnąć kompromis bez
              > > wojny i pokazywania WŁADZY.
              >
              > Też tak myśle. Tydzien sam na sam z noworodkiem - bezcenny. Cudowna okazja, zeb
              > y
              > wyluzowac na maksa (oczywiscie pod warunkiem, ze dziecko i matka są zdrowi).

              Kurcze... wg tego co Matie pisze to te sam na sam ma caly czas...A bezcenny to
              bylby zaangazowany, obecny nie tylko cialem ale i duchem, czuly i oddany ojciec...
              Mysle, ze w tak drastycznej sytuacji powinny byc drastyczne srodki lecznicze-
              cos na ksztalt terapii szokowej dla szanownego malzonka...
              Raz, porzadnie, konsekwentnie i skutecznie... bo inaczej jaki mialby byc ciag
              dalszy takiego zycia?
          • chalsia Re: kiedy nie da sie pogodzic potrzeb wszystkich. 02.12.08, 15:00
            > Matie poradzi sama z maluszkiem. A może Ty Matie w tym czasie
            > wyjedziesz do rodziców, cioci, babci... a może zaprosisz kogoś do
            > siebie...

            na swój wyjazd na narty eks załatwił mi do pomocy tesciową, czyli
            niby wszystko OK. No właśnie - niby. Bo mnie zależało na byciu z
            męzem a nie z teściową.
            • nangaparbat3 Re: kiedy nie da sie pogodzic potrzeb wszystkich. 02.12.08, 15:09
              Ja to bym chyba pod most uciekla.
            • krowa_laciata Re: kiedy nie da sie pogodzic potrzeb wszystkich. 02.12.08, 15:38
              Wiele zależy od okoliczności, a także oczekiwań konkretnej osoby.
              Matie pewnie by sobie poradziła bo miała już trochę czasu
              na "oswojenie" się z maluchem, ale chyba (bo nie sprecyzowała)
              bardziej chodzi jej o to żeby M był z nimi, a nie o to, żeby
              wyręczał ją w opiece nad maluchem.
              Ja osobiście nie wyobrażam sobie żeby mój wyjechał zaraz po
              porodzie, on też zresztą sobie tego nie wyobrażał i nawet w pracy
              zapowiedział, że delegacje odpadają. Tyle, że u mnie nie chodziło o
              potrzebę psychiczną, ale o dodatkowe ręce do pracy przy bliźniakach
              bo sama zwyczajnie bym nie ogarnęła i daleka byłam od chęci
              zostawania z nimi sam na sam wink
              Nie powiem jednak, żeby nie była dla mnie ważna świadomość, że w tym
              czasie ja i maluchy byliśmy dla eMa najważniejsi i pewnie gdyby
              wyjechał (nie do pracy ale na wycieczkę) byłoby mi przykro, mimo że
              daleka jestem od trzymania go na smyczy... podobnie jak on mnie nie
              trzyma smile
            • 13monique_n Co komu.... 02.12.08, 23:39
              chalsia napisała:

              > > Matie poradzi sama z maluszkiem. A może Ty Matie w tym czasie
              > > wyjedziesz do rodziców, cioci, babci... a może zaprosisz kogoś >>do siebie...
              >
              > na swój wyjazd na narty eks załatwił mi do pomocy tesciową, czyli
              > niby wszystko OK. No właśnie - niby. Bo mnie zależało na byciu z
              > męzem a nie z teściową.
              No właśnie!!!! matie nie chce sama, z teściową, babcią, nianią, siostrą,
              mamunią....!!!!! Ona chce z mężem, z którym ma to świeżo urodzone dziecko. Chce?
              Potrzebuje tego czasu. Przecież czytamy wszystkie jej kolejne opisy. Nie jest
              krwiożerczą macochą, która chce pożreć córkę M na sniadanie. Ona chce i prosi o
              czas dla niej i dla ICH WSPÓLNEGO synka.
              Dobrze by było, aby potrafiła to powiedzieć i wyjasnić M. Są kobiety, które
              chciały być same z noworodkiem przez tydzien, miesiąc, rok, czy całe życie.
              matie tego nie chce. I ma do tego prawo. Jest w związku, ba, podobno jest żoną i
              już matką kolejnego dziecka M. Więc co? M zamierza córce wynagradzać do końca
              życia (czyjego?) rozpad swojego małzeństwa z jej matką? A jak synek podrośnie i
              okaże się, że i on, i jego mama, choć niby żyli z ojcem i mężem, to najbardziej
              byli samotni? O to chodzi? A może wystarczy, aby M Matie nie dopuścił do tych
              deficytów?
          • jayin kompromisowo :) 04.12.08, 18:04
            u mnie kompromis wyglądałby tak:

            - wyjazd z córką - owszem.
            - sam na sam - proszę bardzo.
            - ...ale za jakiś czas, jak już się w domu sytuacja nowa ustabilizuje i niemowlę podrośnie - czyli za kilka miesięcy.
    • matie.skowron Re: kiedy nie da sie pogodzic potrzeb wszystkich. 03.12.08, 11:32
      wlasnie odkrylam ze mozna karmic i pisac na komuterze jednoczesniesmile
      dzieki za komentarze. Od mojego ostatniego wpisu nic sie nie
      zmienilo bo temat na razie zniknal. Ja nie podejmuje M sie pewnie
      zastanawia. Wiec tylko w ramach doprecyzowania co nastepuje:
      moge zostac sama z malym i tydzien i miesiac i dam sobie
      prawdopodobnie doskonale rade (bede po prostu sama kapala mlodego i
      robila zakupy w sklepie obok, reszta sie nie zmieni...), moge tez
      jechac razem z nimi, ale to na pewno nie jest dobry pomysl z punktu
      widzenia dwumiesieczniaka. Bo intuicja mi mowi ze na razie najlepsze
      dla niego beda znane bakterie domowe i ewentualnie niezbyt dlugie
      spacery (mowimy o wyjezdze w srodku zimy), a nie kilkugodzinna
      wyprawa samochodem i poddenerwowana mama ktora musiala zapakowac
      caly bagaznik pieluchami, lozeczkiem i przewijakiem po to by
      wiekszosc czasu spedzic w pokoju hotelowym karmiac co 1,5 godziny (w
      nocy idem). Przemyslalam sobie wszystko dokladnie i powiem M (na
      spokojniesmile ze jesli uwaza ze powinien i chce wyjezdzac z mloda to
      co najmniej do wiosny bez nas. A jesli podryza go wyrzuty sumienia i
      postanowi zostac to prosze bez histerii. Bo sluchajcie ja sobie juz
      wyobrazam sytuacje ze M zostaje i cala przerwe swiateczna zajmuje
      sie wylacznie mloda jeszcze w dodatku z przekonaniem ze dzieje jej
      sie krzywda wiec trzeba dodatkowo krzywde wynagradzac a wszystko
      przeze mnie i przez malucha. No to ja juz wole zeby wyjechal i moze
      zateskni, co myslicie?
      A jesli chodzi o stosunek mlodej do brata to bardzo w porzadku. Do
      mnie zreszta tez. Ale mysle ze to zasluga nie do konca byc moze
      naturalnego zachowania zarowno M jak i mojego(w sensie ze w
      normalnej rodzinie takie "srodki zapobiegawcze" bylyby pewnie nie do
      pomyslenia). Bo dla mlodej NAPRAWDE nic sie nie zminilo. Spotyka sie
      z tata jak dotychczas (nigdy jeszcze nie bylo tekstu "nie moge....bo
      maly"). Jak przychodzi do nas ma tate wylacznie dla siebie. Jak
      znajdziemy sie razem w jednym pokoju to M nie spuszcza jej z kolan i
      nie przestaje przytulac i powtarzac jak ja kocha. \tak zrestza bylo
      od samego momentu urodzin. I szczerze mowiac nie pamietam zeby w jej
      obecnosci powiedzial cos czulego do malego albo wzial go na rece.
      Takze doprawdy na zazdrosc albo poczucie zagrozenia nijak nie ma
      miejsca.
      Czuje gdzies pod skora ze to nie tak jak powinno ale co mialabym
      niby zrobic? Podswiadomie chyba zaczynam przeczekiwac - za kilka lat
      mloda urosnie na tyle (teraz 11) ze bedzie pewnie wolala kolezanki
      od weekendow z tata, a mlody akurat stanie sie gotowy do grania w
      pilke. Tylko czasami nachodza mnie mysli ze pewnych emocji nijak juz
      M nie nadrobi i ze to wlasciwie jego strata. A siebie mi moze zal za
      to ze nie doswiadczylam tego o czym dziewczyny zwykly pisac. Ze jak
      sie dzeciaczek urodzil to facet "zwariowal na jego punkcie". Coz moj
      na razie nie zwariowal. Wiec ja musze podwojnie. I tylko nie wiem
      jakim dzieciom wlasciwie trudniej, takim z rozbitej rodziny czy
      takim jak moj maly, ktory chcac nie chcac konsekwencje tej
      poszarpanej sytuacji odczuwa od pierwszych dni. Pozdrawiam
      serdecznie.
      • kicia031 Re: kiedy nie da sie pogodzic potrzeb wszystkich. 03.12.08, 11:37
        a mlody akurat stanie sie gotowy do grania w
        > pilke. Tylko czasami nachodza mnie mysli ze pewnych emocji nijak
        juz
        > M nie nadrobi i ze to wlasciwie jego strata.

        Moj ojciec nigdy nie odrobil braku kontaktu ze mna, gdy bylam mala (
        jest kochany, ale nie ma podejscia do dzieci). Wiezi miedzy nami sa
        bardziej rozumowe, racjonalne, niz emocjonalne. szkoda.
      • 13monique_n Re: kiedy nie da sie pogodzic potrzeb wszystkich. 03.12.08, 19:44
        Szkoda, Matie. Może byś jednak jakoś na bardzo spokojnie pogadała z M. O tym, że
        coś traci. Tu i teraz. Już pal sześć wyjazd. To tylko podkreślenie tego, co on
        ma nie ułożone w głowie.
        Przykro mi bardzo. Przykro.
      • luna67 Re: kiedy nie da sie pogodzic potrzeb wszystkich. 03.12.08, 20:07
        sluchaj Matie,

        teraz ta sytuacja jest w twoich rekach, ale wierz mi, jak teraz postapisz i na
        co sie zdecydujesz bedzie sie odbijalo na twojej i waszego synka w przyszlosci.
        Ja to mowie, macocha z 7-dmio letnim stazem.
        Ja bym nie tolerowala takiego postepowania mojego M w stosunku do naszego
        dziecka, nawet jak by moj luby mial by sie zesr.c.; nasze dziecko, nasze
        obowiazki, gowno by mnie obchodzily moje i jego dziecismile najmlodsze ma
        pierwszenstwosmile

        Ja dlugo tolerowalam wysiadywania pasierbicy na kolanach mojego meza, nie
        uwazalam za nie stosowne, dopoki matka mojego maza nie zwrocila mi na to uwage.
        I do tego to ciumkanie: "kocham cie", bla, bla, bla...., do zygania, bleeee.

        Ja naleze do osob, ktore od razu mowia co w trawie piszczy i co mi nie pasuje. I
        to sie nazywa nienawisc macoszasmile)))))))))
        • adela38 Re: kiedy nie da sie pogodzic potrzeb wszystkich. 03.12.08, 21:03
          Mnie to zaskoczylo, ze dziewczyna ma juz 11 lat- nie jest to mala dziewczynka
          tylko nastolatka.Nie rozumiem jak mozliwe zaniedbywac noworodka "na korzysc" tak
          duzego dziecka.Ta 11-latka powinna widziec w ojcu przyklad bycia ojcem- tuatj
          widzi, ze ojciec dzieckiem sie nie zajmuje...Dostosowanie sie do potrzeb
          najmlodszego czlonka rodziny jest czyms normalnym i sprawiedliwym.Owa nastolatka
          rowniez powinna sie tego uczyc.
          • liz-beauty Re: kiedy nie da sie pogodzic potrzeb wszystkich. 03.12.08, 21:14
            Moze i duza, ale ma mentalnosc dziecka. Nie jest jeszcze nastolatka! To, ze
            ojciec nie przestal okazywac jej czulosci i zainteresowania, to akurat dobrze.
            Szkoda tylko, ze nie zaczal ta czuloscia i zainteresowaniem obdarzac synka. A
            moze zaczal? Matie pisze, ze nie robi tego w obecnosci corki, ale czy nie robi
            wcale?
            • adela38 Re: kiedy nie da sie pogodzic potrzeb wszystkich. 04.12.08, 21:32
              Nie wiesz jaka ma mentalnosc...Przejdz sie do szkoly , pobadz z dziewczynami w
              jej wieku i wtedy bedziesz wiedziala...sprawdz jakie gazety czyta...moze Misia,
              a moze Bravo girl...Zobacz czy jej piersi rosna... srednio w wieku 12 lat
              dziewczyny dostaja miesiaczke...11-nastolatka jest juz nastolatka...
              To nie jest normalne by maz zaniedbywal zone po porodzie i nowonarodzonego syna
              i myslal tylko o wymaiginowanym dobru starszego dziecka.On powinien uczyc
              starsze dziecko kochac mlodszego brata.
              Z facetami niestety tak jest, ze jak dasz po sobie jezdzic juz na poczatku, to z
              czasem bedzie tylko gorzej...Jakos to tak jest, ze nie doceniaja dobrych cichych
              kobiet tylko uwazaja, ze tym kobietom nic sie nie nalezy bo sie o nic nie
              domagaja...Zas tzw wredne suki maja co chca i panowie sa szczesliwi, gdy moga
              spelnic ich zachcianki...
              • liz-beauty Re: kiedy nie da sie pogodzic potrzeb wszystkich. 05.12.08, 19:23
                W szkole to ja pracuje od siedmiu lat. Nie dalej jak dwa tyg. temu w naszej
                malej, spokojnej, wiejskiej szkolce byl przypadek dziewczynki (13lat), ktora
                pociela sie nozem do tapet, tylko po to, by zwrocic na siebie uwage rodzicow.
                Przedwczoraj moja pietnastoletnia uczennica rozplakala sie w mojej i szkolnej
                pedagog obecnosci, opowiadajac o tym, jak to w domu wszyscy dostrzegaja tylko
                mlodszego brata. Jest to nad wiek dojrzala, gorujaca nad rowiesnikami intelektem
                dziewczynka. Wiec nie pisz mi tu, ze miesiaczka czy 11 lat oznacza jakakolwiek
                dojrzalosc, a zwlaszcza emocjonalna. Jedenastolatka ma emocje dziecka.
                Oczywiscie, ze maz Matie postepuje niewlasciwie w stosunku do zony w pologu i
                malenkiego synka. Ale postepowalby rownie nie w porzadku odsuwajac swoja starsza
                corke na boczny tor!
                • ajmj Re: kiedy nie da sie pogodzic potrzeb wszystkich. 06.12.08, 07:32
                  liz-beauty napisała:

                  Ale postepowalby rownie nie w porzadku odsuwajac swoja starsz
                  > a
                  > corke na boczny tor!

                  Nikt nie każe odstawic starszej córki na bok - bo także byłoby a
                  normalne.
      • krowa_laciata Re: kiedy nie da sie pogodzic potrzeb wszystkich. 03.12.08, 21:28
        Matie, doradzałabym jednak rozmowę i to już nie tylko na temat tego
        nieszczęsnego wyjazdu, bo to pikuś w całej sytuacji.

        >Podswiadomie chyba zaczynam przeczekiwac - za kilka lat
        > mloda urosnie na tyle (teraz 11) ze bedzie pewnie wolala kolezanki
        > od weekendow z tata, a mlody akurat stanie sie gotowy do grania w
        > pilke. Tylko czasami nachodza mnie mysli ze pewnych emocji nijak
        juz
        > M nie nadrobi i ze to wlasciwie jego strata.

        No właśnie, nie nadrobi i może już nigdy nie uda mu się stworzyć
        silnych więzi. Co do przeczekania, chyba nienajlepszy pomysł. Zanim
        młoda dorośnie do wolenia koleżanek, a mały do piłki będzie kilka
        lat "pomiędzy". Teraz ona przyklejona do taty, mały gdzieś w
        łóżeczku czy u Ciebie na rękach... a co za kilka/kilkanaście
        miesięcy gdy mały zacznie chodzić, podchodzić do taty, wdrapywać mu
        się na kolana? Co tatuś zrobi? Będzie się zamykał z młodą w pokoju
        żeby mały nie przeszkadzał, odpychał go, czy ignorował? Czy może
        brał małego wyrządzając krzywdę młodej nauczonej od początku, że to
        tylko mały ludzik, który do jej taty nic nie ma i z którym tatą
        dzielić się nie musi.
        • ajmj Re: kiedy nie da sie pogodzic potrzeb wszystkich. 04.12.08, 09:06
          Jak pojedzie ... najprawdopodobnie w ogóle nie zatęskni. Mężczyxni
          świetnie manewruja tak, aby im było dobrze i na ile my im pozwolimy -
          tak będziemy miały. Pojedzie - świetnie będzie się bawił - a w domu
          będzie czekała ciepła i kochająca żona, nowo narodzone dziecie -
          mające sie wyśmienicie. Żyć nie umierać. chłop sie przeciągnie i
          westchnie - jemu to sie udało zyciewink

          Mój M nigdzie by sobie w takiej jak Twoja sytuacja - nie pojechał.
          Pozdrsmile
          • jayin Re: kiedy nie da sie pogodzic potrzeb wszystkich. 04.12.08, 18:00
            > Jak pojedzie ... najprawdopodobnie w ogóle nie zatęskni. Mężczyxni
            > świetnie manewruja tak, aby im było dobrze i na ile my im pozwolimy - tak będziemy miały. Pojedzie - świetnie będzie się bawił - a w domu będzie czekała ciepła i kochająca żona, nowo narodzone dziecie - mające sie wyśmienicie. Żyć nie umierać. chłop sie przeciągnie i westchnie - jemu to sie udało zyciewink

            dokładnie tak, niestety smile

            Ja mam teraz w domu 6-tygodnie dziecię. Owszem, radzę sobie bez problemu sama, jak MUSZĘ. Jednak wolę, żeby tatuś dziecia też był aktywny i zajmował się nim, dostosowując swoje plany do nowego porządku rzeczy - ot, moja wygoda fizyczna i wygoda psychiczna dziecka.

            Kwestia wyjazdu z drugim dzieckiem nie jest koniecznością jakąs niezbędną - więc w tych początkowych tygodniach z maluchem ojciec zamiast jeździć i się wypoczynkować, wręcz POWINIEN jako priorytet ustawić sobie dbanie o żonę i niemowlę, nie zaniedbując dbania o drugie (pierwsze, starsze) dziecko.

            Jak bym chciała dbać o dziecko sama i z nim sama siedzieć w domu, to bym zmieniła forum na SM.
      • sylvia_b Re: kiedy nie da sie pogodzic potrzeb wszystkich. 05.12.08, 10:29
        Matie, ja jestem w szoku po przeczytaniu tego, co napisałaś. Dziewczyno, nie
        możesz tego tak zostawić!!
        Nie możesz się zgodzić na ten wyjazd. Może przez miesiąc będzie z tego powodu
        obrażony, trudno, to dla Waszego dobra. Musisz postawić na swoim. Porozmawiaj z
        nim, na spokojnie. Powiedz wszystko, co nam tu napisalaś.
        A 11-latka to naprawde juz nie dziecko... Szok!!
        Ja tak się zastanawiam - może to brutalnie brzmi - czy on Was w ogóle kocha??
    • missing_meltemi Re: kiedy nie da sie pogodzic potrzeb wszystkich. 04.12.08, 18:34
      hmm...ale tu chyba przedmiotem rozważań nie jest samotne macierzyństwo tylko
      parodniowy wyjazd z drugim dzieckiem wink
      • jayin Re: kiedy nie da sie pogodzic potrzeb wszystkich. 04.12.08, 19:57
        to było z lekka ironicznie wink
        pierwsze tygodnie opieki nad dzieckiem wg mnie są znacznie bardziej intensywne niż nad kilkunastoletnim. i parę dni sam na sam z maluchem potrafi wyssać z człowieka wszystko. oczywiście różne są dzieci i różni dorośli. jedni sobie poradzą z tym z palcem w nosie, inni wymiękną przy dwóch nocach z rozkrzyczanym maluchem.

        ale tak na poważnie - mowa o kilkudniowym wyjeździe. tym razem. ale w perspektywie, jak mi się wydaje, jest wiele sytuacji, kiedy Mati będzie musiała sama się zająć ich dzieckiem, bo jej mąż będzie ojcował swojej córce, nie umiejąc być ojcem dla dwojga dzieci jednocześnie.
        • missing_meltemi Re: kiedy nie da sie pogodzic potrzeb wszystkich. 04.12.08, 20:15
          jasne, masz rację. też uważam, że trzeba świadomie kształtować te relacje i
          przede wszystkim od początku otwarcie mówić o swoich oczekiwaniach. pamiętam jak
          M był zagubiony, rozdarty gdy urodziło się nasze pierwsze dziecko, nie mówiąc
          już o mnie...A jego 3-letnia wówczas córka płakała co chwilę , że już nie jest
          jej tatą ..brrr..jakoś powoli nauczyliśmy się godzić te różne potrzeby ale łatwe
          to bynajmniej to nie było
          • 333a13 Re: kiedy nie da sie pogodzic potrzeb wszystkich. 05.12.08, 08:27
            Czytając Twój wątek Mati myślałam, że Młoda ma ok. 4 - 5 lat... Ale
            uważam, że zachowanie Twojego M. w stosunku do 11-latki jest
            niezbyt "normalne". Poza tym Młoda sobie obserwuje i kalkuluje:
            jestem na 1 miejscu, bratem i jego potrzebami nie trzeba się
            przejmować itd. Myślisz, że dzieci kiedyś będą ze sobą związane i w
            dorosłości skore do pomocy sobie skoro jedno z nich jest ważniejsze
            a drugie mniej ważne??? Uważam, że dzieci należy traktować tak samo
            (oczywiście w ramach możliwości). Dlatego też nie rozumiem dlaczego
            np. M siedząc z Młodą na 1 kolanie nie wieźmie jednoczeście synka na
            ręce i nie powie do nich, że strasznie kocha swoje dzieci. Dlaczego
            nie wytłumaczy Młodej, że mimo tego że czasem może się czuć
            odrzucona bo nie ma dla niej tyle czasu, między nimi nic się nie
            zmienia, bo kocha ją cały czas tak samo... Myślę też, że potrzeby
            wszystkich da sie w rodzinie pogodzić, tylko przy odrobienie dobrej
            woli z każdej ze stron. Dlatego też nie widzę powodu dlaczego Mati i
            jej synek mają całkowicie rezygnować ze swoich potrzeb na
            rzecz "Państwa syjamkskich". Czy nie może być tak, że cała rodzina
            spędza ze sobą czas a jeśli tato z córką potrzebują czasu dla siebie
            to np. popołudniu idą na łyżwy, do kina itd. 11 letnie dziecko już
            wiele może zrozumieć i powiem więcej, może pomagać "przy dziecku".
            Taka "pomoc" i Młodej i M będą budowały między nimi wspólne więzi,
            które nie mają szans powstać jak rodzina podzieli się na pół.
            Dlatego Mati nie daj się zepchnąć na margines. I daj się też między
            karmieniami wykazać innym w opiece nad Maluszkiem (idź sobie na
            zakupy, prześpij się itd). Życzę wszystkiego naj naj
    • elakuz Re: kiedy nie da sie pogodzic potrzeb wszystkich. 05.12.08, 08:58
      Tez uwazam, ze nie chodzi o tej wyjazd, ale o cale zachowanie
      twojego meza. Facet pogubil sie i moze trzeba usiasc i spokojnie
      sprawe obgadac. Dziewczyny powiedzialy juz wszystko, przyszedl
      moment, ze twoj maz ma 2 dzieci i 2 dzieci powinno miec ojca.
      Moze nie radzi sobie z emocjami, moze nie umie sie zachowac wobec
      starszej corki, moze potrzebna jest rozmowa z psychologiem. Warto
      dla calej rodziny, ktora moim zdaniem w tych warunkach nie ma szans
      na przetrwanie. Ale to tylko moja opinia, kobiety potrafia duzo
      wytrzymac...
      • koni42 Re: kiedy nie da sie pogodzic potrzeb wszystkich. 05.12.08, 09:50
        Potrafi, tylko jak długo? Twój mąż to jeden wielki, chodzący wyrzut
        sumienia. Pewnie myśli, że skoro to takie małe, to jeszcze sobie z
        niczego nie zdaje sprawy. Przy piersi mamusi, to jego nie
        potrzebuje...Z drugiej strony też nie wiesz, co córka Twojego męża
        mówi, tzn. u mnie np. przez wiele miesięcy (mimo iż mój poznał mnie
        2 lata po rozstaniu) pojawiało się pytanie: TATO, KIEDY WRÓCISZ DO
        DOMU Buuuuuuuuuuuu. Mimo, iż wielokrotnie prowadziliśmy z dzieckiem
        rozmowy na ten temat. Jeszcze zależy w jakim jest wieku...
        Druga sprawa, to liczenie/nieliczenie się z Twoimi emocjami,
        odczuciami, przemyśleniami etc. Twój mąż MUSI zrozumieć i
        zaakceptować, ze jego była rodzina nie istnieje!!! Izolowaniem małej
        od nowej rodziny i spędzaniem czasu kosztem drugiej, nowej tego nie
        rozwiąże, a jedynie może zaszkodzić. Mała będzie przekonana o swojej
        wyjątkowości i pierwszości zawsze i wszędzie. Dwa (przykro mi to
        mówić) rozbije nową.
        U mnie są dwie dziewczynki: jedna moja Dorotka heheheh, druga jego
        Dorota hehehee. To taka bajka o złej macosze....A tak serio, to
        dziewczynki są w tym samym wieku wczesno szkolnym. mamy ją co dwa
        tyg. na weekendy. Od początku było mówione, że teraz jesteśmy
        większa rodziną i mój mąż nigdy nie wycinał numerów typu: wychodzę z
        MOJĄ, a wy to sobie same organizujcie czas. Owszem. Na
        początku "bolało": Jego mała: że musi się dzielić ojcem i już jej
        nikt tak nie chołubi, moja, że "nowy tata" ma też swoje dziecko i
        trzeba się popisać, no i my w tym wszystkim, ale jakoś tam się udało.
        Czasem m. ma trochę jazd typy "biedna", pewnie w szkole dostała
        dwójkę, bo w domu nie ma równowagi, ale mu to wybijam z głowy.
        No więc a propos głowy... Głowa do góry i bierz się za
        rozmowę..poważną ze swoim (wiem, ze to nie łątwe, jak ma się w domu
        nowo narodzone dziecko).

        Pozdrawiam

        B.
    • matie.skowron Re: kiedy nie da sie pogodzic potrzeb wszystkich. 05.12.08, 15:09
      spojrzalam dzieki wam na sytucje troche z boku i obiektywnie jest
      chyba smutniej niz myslalam. To jeszcze napisze, choc nie chcialam
      sie nikomu przyznawac, chyba zeby zapomniec, ze w dniu porodu, a
      dokladnie tuz po, bylo dokladnie to samo. Czyli pojechal do mlodej...
      Wiecej nie chce do tego wracac.
      Piszecie zgodnie zeby porozmawiac. Ok. Ale co ja mam mu powiedziec?
      Przeciez nie mozna zmusic do pewnych rzeczy. A nawet jesli po moim
      monologu zacznie zawiazywac supelek na chusteczce zeby pamietac o
      przytuleniu raz po raz malucha to chyba nie o to chodzi. Chyba bylam
      naiwna. A 30 skonczylam dawno sad
      • kicia031 Re: kiedy nie da sie pogodzic potrzeb wszystkich. 05.12.08, 15:48
        Moim zdaniem tzw powazne rozmowy rzadko przynosza pozadane efekty.
        Zwlaszcza jesli sa abstrakcyjne, tzn ogolnie o sytuacji, zamiast o
        kokretnym wydarzeniu.

        A moze po prostu dawac mu Malego na lapy, albo zlecac wykonywanie
        przy nim zadan typu przewijanie, itp? A jak przy tym maluch obdarzy
        tatusia usmiechem - juz za jakies 2 tygodnie, to trzeba byc bez
        serca, zeby sie nie zakochac...

        Czy masz tez zastrzezenia co do stosunku chlopa do siebie?
        • betti_domino Re: kiedy nie da sie pogodzic potrzeb wszystkich. 05.12.08, 16:55
          mój chłop też nie od razu zachwycał się naszą małą,kilka miesięcy
          trwało zanim przywiązał się do córki,owszem pomagał mi przy
          kąpaniu,zawoził na szczepienia,podawał do karmienia(oprócz pieluch
          wszystko zrobił),ale emocjonalnie zaangażował się dopiero,jak córa
          miała jakieś 4-5mies.to"zakochanie"pogłębia się z kazdą chwilą,
          u facetów instynkty tacierzyńskie są opóznionewink
          Może do Waszego synka też jeszcze nie ma tak silnych uczuć-wszystko
          się rodzi w bólach-uczucia najbardziej,po prostu musisz być
          cierpliwa,ale też musisz wymagać od m poświęcenia czasu dla siebie
          i synka.
      • rybkka24 Re: kiedy nie da sie pogodzic potrzeb wszystkich. 05.12.08, 17:06
        Twoj maz Mati ma tak gigantyczne wyrzuty sumienia ze skazal swoja corke na zycie
        w niepelnej rodzinie, ze przeslonily mu one caly swiat i przestal myslec
        racjonalnie.pojawienie sie drugiego dziecka tylko pogorszylo sprawe.bo wbilo mu
        sie do glowy ze jego corka bedzie widziala jak jej brat bedzie dorastal w pelnej
        rodzinie ktora jej tatus jej ""zabral""
        i Twoj M. ma jeszcze pewnie dola ze jak TO ON moze cieszyc sie z cieplego domku
        jak jego dziecko jest rozdarte...
        Wg niego Wasz synek jest z gory na lepszej pozycji gdyz teoretycznie bedzie
        wzrastal w pelnej rodzinie (teoretycznie bo niewiadomo jak bedzie dalej przy
        jego podejsciu)i to juz z samego faktu Twoj M. uwaza ze jest kapitalem
        uczuciowym dla niego i wogole wkladem w jego wychowanie.
        z tym ze ON nie rozumie ze jego jedynie pionkowa czyli fizyczna obecnosc jest
        malo istotna bo najwazniejsze to psychiczna bliskosc i wiez emocjonalna z
        dzieckiem ktora trzeba wypracowac i ktora sie stale buduje..

        swoim zachowanie doprowadzi do tego ze jego corka bedzie miala wypaczony obraz
        rodziny bo 1 wlasna ma rozbita, 2 w rodzinie taty wystepuja zachowania nie do
        przyjecia anaormalne,jest traktowana jako osoba pokrzywdzona, nieszczesliwa i
        wyjeta poza nawias zwyklego rodzinnego zycia(2x wiecej czulosci,
        nadopiekunczosc),w zdrowej rodzinie kazdy czlonek tejze rodziny ma swoje miejsce
        w hierarchi 1 rodzice 2) dzieci kazde obok siebie na rowni z uwzglednieniem
        potrzeb w danym momencie.wiec dla Twojego M.dzieci powinny byc na rowni.
        kazda zmiana hierarchi pokazuje w dalszym zyciu ze dziecko ma problemy w
        relacjach miedzyludzkich.

        Sluchaj musisz dzialac.nie lituj sie nad M.jego zachowanie nie jest normalne
        klasyfikuje sie do konsultacji psychologicznej.nie daj soba manipulowac.

        on chyba nie powinien zakladac drugiej rodziny bo nie dojrzal do tego.
        wyobraz to sobie w dalszych latach on nawet jak dziewczynka bedzie miala 15, 20,
        25, 30 lat bedzie jej wynagradzal ciezkie dziecinstwo z rozbitego domu placil za
        wszystko, staral sie waszym kosztem, akceptowal fanaberie, a starsze dziecko to
        juz umie niezle rodzicem zamanipulowac jak widzi ze bez problemu moze.

        ale skoro juz te rodzine druga zalozyl... to powinnas WYWALCZYC sobie wrecz u
        niego pozycje pelnoprawnej zony z pelnoprawnym dzieckiem.
        musisz zawalczyc glownie dla malucha.on musi wziasc odpowiedzialnosc za nowa
        rodzine.
        Wymagaj od niego starania sie i podporzadkowania rowniez wam.niech sprobuje
        stworzyc jedna cala rodzine.

        znajac mnie Ja bym sie zapytala jak sie poczuje jak bedzie musial drugiemu
        dziecku wynagradzac brak pelnej rodziny, bo w takim systemie nie dam rady.ale to
        juz jest ostateczna wersja.

        wyjazd to rzecz jedna zwielu.jak nie pokazesz mu teraz czego wymagasz i jak to
        powinno wszystko wygladac potem bedzie ciezej i ciezej i ciezej..zycze sily.smile
        Pisze to tylko z mojego punktu widzeniasmile
        • adela38 Re: kiedy nie da sie pogodzic potrzeb wszystkich. 06.12.08, 00:23
          Wiesz... za miekka jestes. Moze powinienes postawic jemu ultimatum? Moze
          powinnas wyprowadzic sie z dzieckiem od niego, albo wyprowadzic jego na jakis
          czas? Zastanow sie tez sama czy chcesz takiego zycia i takiego ojca dla swojego
          dziecka? Moze niech bedzie "dobrym" tatusiem na odleglosc (takim jakim jest dla
          mlodej), a na codzien poszukasz sobie fajnego i czulego faceta? To nie jest
          takie trudne...Bedac z nim nie masz szans poznac kogos porzadnego, bo tacy nie
          podrywaja mezatek...
          Tylko moze tez byc tak, ze jest w sprawie "drugie dno" i nie zechce byc tatusiem
          dla chlopca...Ale wtedy tym bardziej lepiej bys jak najszybciej zobaczyla co w
          trawie piszczy...
          Bardzo ci wspolczuje i zycze duzo sil i stanowczosci.
          • sylvia_b Re: kiedy nie da sie pogodzic potrzeb wszystkich. 08.12.08, 12:27
            Z przykrością muszę stwierdzić, że w 100 proc popieram Adelę.
    • marioladabr Re: kiedy nie da sie pogodzic potrzeb wszystkich. 08.12.08, 12:48
      W innym wątku zapytałam, czy juz urodziłaś a tu dopiero się
      doczytałam że już tak.
      Ja tylko chciałam wirtualnie uściskać Cię. Nie wiem co poradzić na
      Twojego M, bo mój jest inny. Możesz mieć nadzieję że jeśli mały
      podrośnie to czas spędzony z synem będzie dla ojca ważny, ale jeśli
      sprawdzi sie scenariusz Adeli to współczuję.
      • blueberry24 Re: kiedy nie da sie pogodzic potrzeb wszystkich. 08.12.08, 23:09
        Wspolczuje ci ogromnie...
        ja w okresie ciazy, targana hormonalnymi uniesieniami mialam dobre mysli i zle o
        wspolnej rodzinie.
        Wojtek okazal sie najwspanialszym ojcem dla naszej cory, az wstyd sie przyznac
        bo widac ze dobro natki przeklada nad dobro swojego syna czasami....
        mam nadzieje, ze bedzie ci dane poczuc sie jak rodzina w 3 (ty i wasz synek pluz M.)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka